Kategorie: Wszystkie | FILM | LITERATURA | MUZYKA | PLASTYKA | TEATR | religia
RSS

PLASTYKA

piątek, 31 maja 2013

Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „Paleta” przy ul. Piłsudskiego 24, gdzie we czwartek, 23 maja br., odbył się wernisaż wystawy jej prac. Gromadząc liczne grono znajomych i przyjaciół, wielbicieli jej talentu. Artystycznie oprawił go występ młodego gitarzysty Wiktora Molendy, ucznia Zespołu Szkół Muzycznych w Tarnowie. Położona nieco na uboczu (vis-a-vis Pałacu Młodzieży), w dawnej kostnicy austriackiego szpitala, gdzie później mieścił się Dom Aktora, a obecnie znajduje się m.in. siedziba Związku Nauczycielstwa Polskiego, zaś w niej od pięciu lat działa „Paleta”, świetnie uzupełnia nie najbogatszą przecież ofertę, niekomercyjnych tarnowskich salonów sztuki. Także poprzez swoją pedagogiczną odrębność i osobowość jej twórcy oraz animatora, znanego tarnowskiego artysty i nauczyciela Jacka Janickiego.

 To prawdziwy matecznik nauczycielskich, pozazawodowych pasji i talentów, w którym regularnie odbywają się spotkania, koncerty, wernisaże prezentujące bogatą i różnorodną twórczość nauczycielską, mającą w naszym mieście wieloletnią tradycję i trwałe miejsce w kalendarzu znaczących imprez kulturalnych. Dzieje się tak głównie za sprawą stałego mecenatu, jaki nad nią roztacza Zarząd Oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego w Tarnowie z jego prezesem Józefem Sadowskim, dla którego „Paleta” – jedyna taka galeria w Polsce, co z dumą podkreśla – jest prawdziwym oczkiem w głowie.
Nic też dziwnego, że garną się do niego utalentowani artystycznie pedagodzy, których  zwykle znamy tylko ze „szkolnej”, edukacyjno-wychowawczej działalności.

Jedną z takich osób jest właśnie Marta Odbierzychleb. Dyplomowany nauczyciel. Absolwentka WSP w Krakowie – kierunek: wychowanie plastyczne i studia podyplomowe na UMCS w Lublinie. Na swoim artystycznym koncie ma udział w ponad sześćdziesięciu wystawach w Polsce, USA i na Słowacji. Jest członkiem Polish Art Club i grupy plastycznej ARTPO w Chicago.

 

 Głównie uprawia realistyczne malarstwo pejzażowe i portretowe,  lubi malować też kwiaty, które z pasją hoduje na swojej działce. Oglądając kilkadziesiąt jej prac składających się na obecną wystawę, nie sposób nie odnieść wrażenia, że pasjonuje ją kolor, który wyraża nastrój i określa ekspresję jej „malarskich ogrodów”, rozbuchanych wiosennymi barwami czy też otulonych jesiennymi mgłami.
Najczęściej stosowanymi przez nią technikami są: akwarela, pastel, olej, malarstwo na szkle i techniki mieszane. To druga już wystawa prac Marty Odbierzychleb w „Palecie”, której prace poza Polską znajdują się m.in. we Francji, Australii i Stanach Zjednoczonych.

 

 Podobno maluje Pani przy sztalugach, za którymi stawał jeden z Kossaków?
– Bardzo możliwe, że tak jest, ponieważ sztaluga i paleta, które mam w domu, mają wartość historyczną. Otrzymałam je od mojego profesora i mistrza, malarza Wojciecha Kubiczka, na kilka miesięcy przed jego śmiercią, a profesor z kolei otrzymał te przedmioty od swojego dziadka, malarza Feliksa Franicza, który był uczniem Juliusza i Wojciecha Kossaków.

Dlaczego większość Pani prac to kwiaty? Czy nie boi się Pani zgubnej kumulacji warsztatu z rutyną?
– Artyści wybierają sobie różne tematy dla swoich prac, często trzymają się jednego tematu przez lata. Tak naprawdę motywu kwiatów nie można do końca wyczerpać; kwiaty  można  pokazywać w różnych technikach i konwencjach malarskich, są bogate w swoim wyrazie i też dotykają jakiejś tajemnicy człowieka, przecież większość kwiatów ma znaczenie symboliczne.

Malowane przez Panią od niedawna portrety żyją, przemawiają i mają swój charakter – może to jest czas na wyjście z kolorowej łąki w stronę studium nad człowiekiem?
– Na malowanie portretów jest zawsze czas. Ja rozpoczęłam swoją drogę kilka lat temu malując pierwszy po wielu latach portret gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Następnie zaczęłam malować inne portrety z kręgu swoich najbliższych. W moich portretach staram się uchwycić poza wizualnym podobieństwem jakąś istotną cechę osobowości portretowanej postaci. Rzeczywiście, jak to Pan ujął, portret to trochę studiowanie człowieka i muszę przyznać, że lubię tę formę i zamierzam ją kontynuować.

 Jak na Pani twórczość wpłynął kilkuletni pobyt w Stanach Zjednoczonych?
– Najpierw to było malowanie artystyczne na jedwabiu. Muszę przyznać, że miałam dużo szczęścia, że poznałam odpowiednie osoby z kręgów artystycznych, dzięki którym mogłam wziąć udział w wystawie w Muzeum Polskim w Chicago. I tak się zaczęło. Zauważono mnie tam, prace się spodobały i przyjęto mnie do Polish Art Club i grupy ARTPO. Teraz systematycznie biorę udział w wystawach. Szczęście w USA mi sprzyjało, ponieważ miałam okazję pracować jako nauczycielka w polskiej szkole. Jednym z efektów mojej pracy pedagogicznej było przygotowanie uczniów do konkursu plastycznego i zdobycie przez nich tytułu laureata I i II miejsca. Nagrodę odbieraliśmy w konsulacie polskim w Chicago. Zaprojektowałam też do polskiej szkoły im. Mikołaja Reja sztandar, który został wykonany w Polsce za moim staraniem.

Jest Pani bardzo pracowitą malarką. Jak godzi Pani pracę artystyczną z obowiązkami zawodowymi?
– Bardzo dobre pytanie. Moje inspiracje artystyczne stają się też częścią mojej pracy zawodowej, bo przecież jestem nauczycielem plastyki, a więc to, że sama maluję, biorę udział w wystawach, bezpośrednio przekłada się na moje umiejętności zawodowe i efekty tej pracy. Moi uczniowie również kontynuują naukę w kierunku plastycznym i rozwijają dalej swój talent. Jestem z nich dumna.

 Ryszard Zaprzałka

 


09:31, tarnowski_kurier_kulturalny , PLASTYKA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 grudnia 2012

Zupełnie wyjątkowy charakter miał ostatni w tym roku wernisaż w Galerii Miejskiej BWA, zlokalizowanej pod znanym wszystkim miłośnikom sztuki adresem czyli dworcu PKP, który w piątkowy wieczór 21 grudnia zgromadził tarnowskie środowiska twórcze. Jego wyjątkowość polegała na tradycyjnym już połączeniu  profanum z sacrum, czyli wystawy sztuki z misterium wigilii. Byli prawie wszyscy, którzy być powinni, artyści i przyjaciele galerii, urzędnicy i politycy, biznesmeni i mecenasi, z vice prezydentem miasta i duszpasterzem środowisk twórczych na czele. Godną oprawą tego jedynego w roku  był opłatkowa wystawa  „sztuk 4”, którą wypełniły prace znanych i uznanych oraz powszechnie lubianych tarnowskich artystek Doroty Bernackiej, Aleksandry Zuby – Ben, Renaty Stadler i Anny Śliwińskiej – Kukli. Okolicznościowe laudacje i świąteczno noworoczne życzenia, dopełniły część pierwszą tego niezwykłego wieczoru. Część druga należała do powszechnie lubianego duszpasterza artystów, ks. Tadeusza Bukowskiego, w cywilu dyrektora Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie, który dopełnił wigilijnych obrzędów modląc się wraz z całym zgromadzeniem i inicjując wspólne wszystkich ze wszystkimi łamanie się symbolicznym opłatkiem i składanie życzeń… . 


Cztery kobiety – to jakby „cztery pokoje” w filmie Quentina Tarantino z porywającą rolą główną genialnego Tima Rotha pisze o najnowszej ekspozycji Galerii Miejskiej jej kurator prof. Stanisław Tabisz. Historia równie intrygująca i mająca odmienne, frapujące wątki w zamkniętych apartamentach zwariowanego hotelu. W każdym z pokojów, jak w osobnym i tajemniczym wnętrzu każdej kobiety, rozgrywają się misterne intrygi (nieprzewidywalne w swej zmysłowej subtelności) oraz mają miejsce gwałtowne napady agresji, w efekcie postępującej destrukcji uczuć. Kobiety bywają nieosiągalne, a te zdobywane i zdobyte również manifestują swoją niezależność i wolność w najmniej oczekiwanym momencie. Żar namiętności i porywy uczuć niczego nie mogą tu zmienić. Rozpoczyna się gra, na śmierć i życie, jak w piosence Leonarda Cohena. Między kobietą a mężczyzną rodzi się wojna - na śmierć i życie! Walka o miłość albo o śmierć, z wyrokiem brutalnego porzucenia i pogardy… W tym samym procesie intrygi rozpoczyna się niebezpieczna gra z losem, którego nieznane głębie i przypadki nikt z miłosnych „graczy” nie chce zastawić, jak w lombardzie, jako ostateczną cenę przegrania. Każdy gasi pragnienie, kropla po kropli, z buteleczki napełnionej trucizną. To są strategiczne dylematy wygrywania lub przegrywania walki przed lub po czasie, niezrozumiałej utraty zainwestowanych uczuć, nagle stłamszonej tożsamości zdobywcy i bolesnego odkrywania, że żadna z kobiet nie stanowi stałego lądu, że odpływa bezludna wyspa w stronę kontynentu i rozbija się o wybrzeże Kalifornii, a resztki z tej pięknej katastrofy spadają na migoczące kolorowymi światłami kasyna Las Vegas.


Ceną jest inne życie, wymarzone od dzieciństwa i sięgające gorącego okresu dojrzewania. Ceną jest samotność i dźwiganie ciężaru życia, bez uroków wsparcia i tandety spowszednienia. Ceną jest zimny dotyk bezsenności, maraton zmarnowanych nocy, dni połykanych w mechanicznym pośpiechu, ogłuszających permanentnym zmęczeniem… On okazuje się kimś innym, nudnym i skostniałym, w ostateczności pustym, pospolitym. Opadają projekcje idealizacji, kulturowe koturny i przypisywane, imponujące atrybuty. Ona pragnie miłości, jak Anna Karenina, porzucając wszystko i poświęcając rodzinę. Ale uświadamia sobie, że tej pułapki losu nie może dłużej znieść, że „zdobycz” zobaczona z bliska, w pełnej krasie nagości i realizmu, nijak się nie ma do utraty tak istotnych wartości i reguł etycznych, porządkujących życie społeczne i relacje powstałe z niegdysiejszych uczuć i błędów…


Cztery kobiety - cztery pokoje i cztery nie-pokoje. Cztery ciała i wnętrza skrywanej tajemnicy. Gdzieś daleko już pozostało wspomnienie rozstań, dramatycznych i bolesnych oskarżeń, udręki odcinania sobie (bez znieczulenia) zdrowej nogi… Dlaczego usta przestały całować, a oczy patrzeć w promiennym zachwyceniu… Za woalkami ślubnych kreacji przycupnęło na moment przeznaczenie. Ono się sprytnie, niczym wąż, wślizgnęło w przyszłość, która ogłosiła zwycięstwo po obydwu stronach. Co za bezczelność! On napisał: „między tobą a mną - świat się rozczepia, między tobą a mną - zieje przepaść”*. Ona zakryła twarz rękoma i teraz już tylko całą żałośnie opanował płacz… Ale nadeszło przebudzenie, a z nim nowy, radosny i jasny dzień. Zmieniła się pogoda. Wiosna i lato trwały znacznie dłużej niż w tamtych, straconych wiosnach i latach. „A może byśmy tak najmilszy / wpadli na dzień do Tomaszowa / Może tam jeszcze zmierzchem złotym / ta sama cisza trwa wrześniowa / W tym starym domu w tych pokojach  / gdzie cudze meble ustawiono”**. No tak, ale cztery kobiety żyją w czterech ścianach innych czterech pokoi, czterema innymi światami, chociaż ich światy są czasami towarzysko i twórczo zbieżne, a ich pokoje (chociaż na chwilę) bywają otwarte i gościnne. Kobieca przyjaźń jest ważna, spontaniczna, ale trwa tylko dotąd, dopóki nie zniszczy ją mężczyzna. On - jednak  jest ważny dla serca i umysłu. On -  zapowiada szczęście, ale rzecz z poetycka ujmując: „dla zakochanych to samo staranie, co dla umarłych”***. On (dla niej) - przynosi stanowczą ciekawość męskiej namiętności, ekscytację odmiennego spojrzenia, rozkosz i poczucie bezpieczeństwa. Ona (dla niego) - przynosi upojenie i szczęście tak wielkie, jak wielkie może być nieco późniejsze rozczarowanie. Pomiędzy nimi – pokój i  wojna! Niekiedy jednak może zapanować absolutna cisza… ale co ona oznacza. Po co jest ta cisza. Co z niej może się narodzić. Przecież to przedsmak nicości… ale, jak to optymistyczne brzmi: „Tak bardzo mi do ciebie blisko / ta cisza zrozumiała wszystko”***.  Płyta muzyczna p.t. „Ale” Doroty Miśkiewicz jest pełnym wdzięku i wrażliwości zbiorem piosenek o egzystencjalnym stanie zawieszenia kobiety pragnącej miłości, ale miłość albo nie nadchodzi, albo wydaje się oporna lub nieczuła na wszelkiego rodzaju zachęty i subtelności. „W głowie pomysł zamigotał / wpadnij do mnie dziś sobota (…) „Jestem zawieszona / z tobą oswojona / jestem zawieszona / bez Ciebie, dziś w siebie wtulona”****. I jak tu w tak poetyckiej mgiełce odnaleźć prawdziwe życie…


A oto notki biograficzne autorek wystawy:

Aleksandra Zuba- Benn
Studia w Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych ( obecnie Uniwersytet Artystyczny ) w Poznaniu. W 1986 dyplom z gobelinu w pracowni prof. Magdaleny Abakanowicz. W 2010 przewód kwalifikacyjny I stopnia z malarstwa na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pracuje w Zespole Szkół Plastycznych oraz Instytucie Sztuki PWSZ w Tarnowie. Przynależność do ZPAP i Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Twórczego „ Wiklina”. Prace prezentowała na 30 wystawach indywidualnych oraz ponad 120 wystawach zbiorowych. Zajmuje się malarstwem, tkaniną unikatową, wikliną artystyczną. Bierze udział w plenerach i seminariach z zakresu sztuki.


Anna Śliwińska – Kukla
Studia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom w 1994 roku na Wydziale Malarstwa w pracowni prof. Jerzego Nowosielskiego oraz w Pracowni Tkaniny Artystycznej u prof. Ryszarda Kwietnia i prof. Lilli Kulki. Aneks w Pracowni Projektowania Książki i Typografii u prof. Romana Banaszewskiego. Członek ZPAP Okręg Tarnowski (w latach 1997-2006 praca w zarządzie: sekretarz, wiceprezes) oraz Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Twórczego „Wiklina”, a także Klubu „Struktura” ZPAP Okręgu Krakowskiego, współtwórczyni Grupy Sztuk 4. Od 1997 r. działalność w projekcie Międzynarodowego Festiwalu Sztuka Książki. Udział w ponad 80 wystawach w kraju i za granicą. Realizacja około 30 wystaw indywidualnych. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rok 2000, 2003, laureatka nagród i wyróżnień. Od 1995 roku nauczyciel w Zespole Sztuk Plastycznych w Tarnowie. W 2012 roku doktorat na Wydziale Malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Dorota Bernacka
Studia na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom w 1987 r. w Pracowni Wklęsłodruku prof. A. Pietscha oraz w Pracowni Projektowania Książki i Typografii prof. Romana Banaszewskiego. Wieloletni członek Związku Polskich Artystów Plastyków, Grupy Tarnowscy Artyści, Grupy Sztuk4, udział w działaniach Grupy Ruchome Święto. Prace prezentowała na kilku wystawach indywidualnych oraz licznych wystawach zbiorowych. Zajmuje się grafiką projektową projektując głównie dla potrzeb poligrafii oraz malarstwem i rysunkiem. Prowadzi własne studio graficzne.


Renata Stadler
Studia w PWSSP  we Wrocławiu (obecnie ASP).  Dyplom 1994 na Wydziale MGRZ/malarstwo grafika rzeźba /w Pracowni Malarstwa prof. Konrada Jarodzkiego. Uprawia malarstwo, zajmuje się grafiką, konserwacją wciąż poszukuje nowych tworzyw i środków wyrazu. Autorka 16 wystaw indywidualnych /m.in Wrocław, Konstancin Jeziorna, Tarnów, Kielce, Gorlice, Bochnia, Maleniec, Wojnicz/ oraz kilkudziesięciu wystawach zbiorowych w kraju i zagranicą. Bierze udział w projektach i działaniach grup twórczych SZTUK 4 i  ARS,  RUCHOME ŚWIĘTO  m.in TYGIEL KULTURY Piece Węgierskie Tarnów, Zielona Góra, KIN_KIET Wrocław, oraz  ZPAP o.k. Tarnów. Laureatka nagród i wyróżnień. Praca w zbiorach BWA Galerii Miejskiej w Tarnowie, Muzeum Okręgowym w Tarnowie oraz w prywatnych w kraju i za granicą.

Przygotował -  Ryszard Zaprzałka
Zdjęcia: Paweł Topolski



09:32, tarnowski_kurier_kulturalny , PLASTYKA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 grudnia 2012

Tarnów ma najstarsze w Polsce muzeum diecezjalne. Placówkę założył w 1888 r. ks. Józef Bąba. W ten sposób uratował wiele bezcennych dzieł. Muzeum mieści się przy pl. Katedralnym 6 (dojście od Rynku lub ul. Katedralnej albo od ul. Rybnej przez Kapitulną). Zbiory, które liczą się w setki obiektów, oglądać możemy w kolejnych salach zabytkowych kamieniczek. Trzon kolekcji to sztuka gotycka, rzeźba i malarstwo z terenu Małopolski (przede wszystkim gotyckie tryptyki, ołtarzowe i bogactwo rzeźby, zwłaszcza „Madonny z Dzieciątkiem”. Są liczne przykłady oryginalnej kamieniarki: rzeźbione portale i obramienia okien, zadziwiające misternym wykonaniem, a z drugiej strony delikatne ornaty, dzieło mistrzowskiej techniki hafciarskiej. Najstarszym obiektem jest XIII-wieczna, pochodząca z Łącka „Głowa Jana Chrzciciela na misie”. Warto wiedzieć, że częścią kolekcji najstarszego w Polsce Muzeum Diecezjalnego jest przebogaty zbiór malarstwa na szkle, które przez wiele lat swego życia gromadził Norbert Lippóczy.




Jest najstarsze z wszystkich istniejących w Polsce, a przez cały okres swej działalności zdołało uniknąć większych kataklizmów – Muzeum Diecezjalne w Tarnowie w przyszłym roku będzie obchodziło 125. urodziny.

Chyba każdy tarnowianin zna cichy zaułek miedzy gmachem kościoła katedralnego i niskimi, wiekowymi kamieniczkami, które „przycupnęły” ściśnięte, okalając katedrę i zostawiając zaledwie skrawek miejsca dla biegnącej pomiędzy murami uliczki. I niezależnie od pory roku czy pogody, jest tu zawsze w jakiś tajemniczy sposób pięknie. W tym zaułku w małych kamieniczkach od kilku już dziesiątków lat ma siedzibę najstarsze w Polsce muzeum diecezjalne.

Pierwsza nazwa tej instytucji brzmiała: Muzeum Seminarialne Sztuki Kościelnej. Wyjaśnia nam się zatem geneza jej powstania – kiedy 25 października 1888 roku muzeum zostało oficjalnie otwarte, funkcjonowało ono w ramach tarnowskiego seminarium duchownego.
„Ileż to cennych tkanin, obrazów, rzeźb większych i mniejszych służba kościelna zaprzepaściła wyrzucając z kościoła jako stare graty, albo sprzedając za bezcen” –wspominał z ubolewaniem ks. Józef Bąba, pomysłodawca i założyciel muzeum. Pisząc te słowa, znał doskonale temat – od lat pasjonował się sztuka kościelną i był zapalonym kolekcjonerem.

Podczas prywatnych poszukiwań, ksiądz Bąba zapoznawał się z zawartością strychów, dzwonnic, plebanii oraz innych zakamarków kościelnych obiektów. Niejednokrotnie okazywały sie one prawdziwymi „sezamami”, pełnymi cennych i bezcennych elementów kościelnej sztuki – od rzeźby, po tkaninę:„Gromadziłem dzieła traktujące o sztuce, ilustrowane sztychy i fotografie, stare obrazy wyszukiwane po strychach, przedsionkach, na wieżach kościelnych, stare zniszczone ornaty i inne tkaniny, czyściłem je z brudu i kurzu”.

Oczywiście wszystko działo się za wiedzą i pozwoleniem ówczesnego biskupa tarnowskiego Ignacego Łobosa. Wiadomo również, ze przy znaczniejszych czy bogatszych kościołach parafialnych istniały, i nadal istnieją, tak zwane skarbce, czyli zbiory wszelkiego cennego wyposażenia kościelnego. Przedmioty te otoczone były opieką i przy różnych okazjach nadal służyły.

Tymczasem bywało i tak, jak to wspominał ks. Józef Bąba – gdy coś z kościelnego  wyposażenia w naturalny sposób wycofano z użytku, coś wyszło z „mody”, było uszkodzone, albo zeszło na drugi plan, wówczas zapomniane rzeźby, obrazy, ornaty, a nawet elementy zdobień, dosłownie i w przenośni, pokrywał kurz niepamięci.

Kiedy ksiądz Bąba zajął się tematem„odzysku” zapomnianego kościelnego wyposażenia, nie było jeszcze za późno na ocalenie wielu bezcennych obiektów. Jednak, jak sam wspominał, część zaprzepaszczono uznając za „stare graty”.

Dlatego też swoją pasję próbował zaszczepiać kolejnym:„Zadaniem muzeów jest zbierać zabytki stare, do nabożeństwa nieużyteczne, ani w tym stanie w jakim się znajdują do ozdoby kościołów wcale się nie przyczyniające, a mające historyczną, archeologiczną czy to artystyczną wartość”.

 

Pierwsza siedziba muzeum znalazła swe miejsce w gmachu seminarium. Specjalnie na ten cel dostosowano największą z sal pierwszego piętra. Pomieściły się tu wszelkie eksponaty zebrane przez księdza Bąbę. Tym samym spełniała się w całości intencja założyciela, który przede wszystkim chciał, aby klerycy mieli „na miejscu” możliwość zapoznania się z dawną sztuką sakralną swej diecezji.

Muzeum założone przez ks. Bąbę rzeczywiście od początku swej działalności służy tarnowskim klerykom. Zgromadzone w nim zbiory są ilustracją wykładów z estetyki i z historii sztuki. Jednakże w okresie międzywojennym, zabytki sakralnej sztuki zostały przeniesione do sal ratusza miejskiego, gdzie może je oglądać szersze grono zwiedzających. Czasy obu wojen światowych i muzeum, i zbiory przetrwały prawie nienaruszone. Bolesną stratę odnotowano w 1940 roku, kiedy Niemcy wywieźli uznawaną za dzieło mistrza Wita Stwosza „Świętą Annę Samotrzecią”, datowaną na lata 1480-1490.
Do dziś rzeźby nie odnaleziono.

Agata Żak  (Gazeta Krakowska)


17:24, tarnowski_kurier_kulturalny , PLASTYKA
Link Komentarze (1) »
wtorek, 04 grudnia 2012

To tytuł wystawy – wydarzenia, fotokolaży Andrzeja Dudzińskiego, otwartej w ramach Festiwalu ArtFest w piątek 30 listopada w Centrum Sztuki Mościce. Ten światowej sławy artysta świętował w Tarnowie czterdziestolecie pracy twórczej.  Nowy cykl obrazów cyfrowych artysty tworzą wielkoformatowe cyfrowe kolaże, przedstawione w klasycznej formie tryptyku. Prace po raz pierwszy prezentowane są na tarnowskim Festiwalu. A tak rekomenduje je sam mistrz „Dudi” - „W odróżnieniu od tradycyjnego kolażu, gdzie artysta wykorzystuje fragmenty nie swoich prac, materiałem wyjściowym każdej kompozycji są moje fotografie oraz elementy graficzne mojego autorstwa. Sposób ich wykorzystania ma na celu znalezienie przestrzeni pomiędzy fotografią a obrazem. Cykl jest zwieńczeniem moich wieloletnich poszukiwań polegających na użyciu materii fotograficznej jak materii malarskiej."

Andrzej Dudziński za początek swojej pracy twórczej uważa rok 1972 (stąd obecny jubileusz)- rok powrotu z Londynu i rozpoczęcie stałej współpracy ze „Szpilkami”, a potem „Literaturą”, „Kulisami” i „Polityką”. W latach 1970 - 72 artysta mieszkał w Londynie, współpracując z pismami undergroundu. Po powrocie do Polski szybko ustalił swoje nazwisko między innymi dzięki Dudiemu - rozczochranemu ptakowi, kontestującemu socjalistyczną rzeczywistość. Jego prace publikowały czołowe pisma polskie. Ponadto Dudziński projektował plakaty teatralne i filmowe, pisał (wspólnie z żoną, Magdą Dygat ) i ilustrował książki dla dzieci, projektował scenografie teatralne i czołówki filmowe, współpracował z radiem i telewizją i wystawiał swoje prace w czołowych galeriach. W 1977 roku Andrzej Dudziński został zaproszony na Międzynarodową Konferencję Grafików w Aspen, Kolorado. Po przyjeździe do Stanów postanowił zamieszkać w Nowym Jorku. Podjął współpracę z czołowymi pismami amerykańskim, w tym: The Atlantic Monthly, The Boston Globe, Newsweek, The New York Times, Playboy, Rolling Stone, Vanity Fair, The Washington Post i Time. Zarazem współpracuje z wieloma pismami europejskimi, Korzystali z jego współpracy: AT&T, Conde Nast, IBM, Deutche Telekom i Royal Bank of Scotland. W latach 1982-1990 Dudziński wykładał w Parsons School of Design w Nowym Jorku. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, grafiką prasową i fotografią. W 1999 roku zaczęła się stała współpraca Andrzeja Dudzińskiego z Galerią Miejską w Tarnowie, której dyrektor, Bogusław Wojtowicz, był kuratorem wielu znaczących wystaw artysty w kraju i zagranicą. To powszechnie lubiany Boguś wymyślił przed laty ArtFest, a teraz kiedy nie ma go już wśród nas nosi on jego imię. W 2001 roku Sopot nadał Andrzejowi Dudzińskiemu tytuł Honorowego Obywatela. W roku 2002 zaczyna serię obrazów cyfrowych. W 2007 roku TVP Kultura nadaje „Niedzielę z Andrzejem Dudzińskim". W lutym 2008 roku TVP 2 emituje film dokumentalny pt: „Dudi", w reżyserii Małgorzaty Łupiny, ukazujący sylwetkę i działalność artystyczną Andrzeja Dudzińskiego. W kwietniu 2009 nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazał się "Mały alfabet Magdy i Andrzeja Dudzińskich". Obecnie reżyseruje film animowany „Zwariowany kawałek czegoś", współfinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. I chociaż najnowsza ekspozycja prac Andrzeja Dudzińskiego nosi nieco przewrotny tytuł  "pod lekkim napięciem", to napięcie towarzyszące jej mościckiemu otwarciu sięgało zenitu…


Tym bardziej, że piątkowy wernisaż muzycznie oprawili prawdziwi maestro - muzycy z Fanfara Kalashnikov pochodzący z północno-wschodniej części Rumunii – Mołdawii, będącej prawdziwym eldorado muzyki na instrumenty dęte. Ich muzyka jest nowoczesną interpretacją starej tradycji bałkańskiego grania na instrumentach dętych blaszanych – speed brass. Wykonują tradycyjną muzykę cygańską w bałkańsko-orientalnym stylu z wyraźnym wpływem jazzu i funku. W dźwiękach, które usłyszeliśmy w czasie koncertu można było rozpoznać m.in. polkę, flamenco, walca, bossa-novę, muzykę klezmerską, zagrane z zacięciem jazzowym i bałkańskim temperamentem. Krytycy muzyczni określają zespół mianem „najdzikszych trąbek”, a ich koncerty porównywane są do muzycznego trzęsienia ziemi. Muzycy Fanfara Kalashnikov już jako dzieci brali udział w tradycyjnych uroczystościach rodzinnych podglądając popisy instrumentalne lokalnych muzyków. Jednak jako zespół uformowali się dopiero pod koniec lat 90. Ich wcześniejsze koncerty, ze względów politycznych, miały nieoficjalny charakter. - „Nasza muzyka jest naszą bronią”- muzycy ciągle to powtarzają. Kiedy Fanfara Kalashnikov trąbią na tubach, rogach i trąbkach w 240 uderzeniach na minutę, jest to nie tylko świętowanie kultury praojców, ale i uwolnienie 40 lat państwowego ucisku. Kto by wtedy nie tańczył na stołach?” Repertuar grupy przypomina twórczość Gorana Bregovicia, z tym zastrzeżeniem, że to on sporo czerpał z ich tradycji. Od lat Fanfara Kalashnikov jest gwiazdą wielu imprez i festiwali w Europie. Zespół wystąpił jako horda wampirów w wideoklipie Und Frauen Männer berlińskiej kapeli punkowej Panda. Nagrywali wspólnie z zespołami – Rupa and the April Fishes z San Francisco, legendą muzyki ska z Nowego Jorku – Vic’kiem Ruggiero i bałkańską gwiazdą R’n'B Miss Platinum.

 

O nowej wystawie Andrzeja Dudzińskiego tak pisze Jakub Woynarowski:

Według słynnej dewizy Leonarda da Vinci, w każdej plamie na murze dostrzec można „głowy ludzkie, rozmaite zwierzęta, bitwy, skały, morza, chmury, lasy i inne podobne rzeczy". Aby w dobrze znanym kształcie otaczającego nas świata dopatrzyć się fragmentów innej rzeczywistości, konkret musi przez chwilę stać się dla nas abstrakcją, wolną od wszelkich skojarzeń. Tą ścieżką podąża niewątpliwie Andrzej Dudziński, tworząc cykl fotokolaży „Pod lekkim napięciem", stanowiący rodzaj efemerycznego szkicownika, łączącego taszystowski gest malarza z czujną obserwacją codzienności w jej drobnych, ale niezwykłych przejawach. Intermedialne działania Dudzińskiego ujawniają zarówno temperament zbieracza osobliwości, niepokornego surrealisty, jak i konceptualisty, traktującego obrazy niczym litery alfabetu, które odpowiednio zestawione mogą tworzyć całe wyrazy i zdania. Wyrwane z kontekstu fragmenty miejsc, słów i zdarzeń zdają się układać w nowe komunikaty, dowodząc zarazem, iż granica między tym co uważamy za „artystyczną" i „nieartystyczną" sferę życia, jest bardzo cienka. Medium niewątpliwie sprzyjającym tego rodzaju subtelnym „przesunięciom" jest fotografia. Podejście Andrzeja Dudzińskiego do procesu rejestracji rzeczywistości przywodzi na myśl niektóre z wczesnych realizacji Zdzisława Beksińskiego, który pod koniec lat 50-tych szanse rozwoju fotografii jako dyscypliny artystycznej upatrywał w abstrakcji, a przede wszystkim w zestawach fotograficznych. Według koncepcji Beksińskiego każda kompilacja tego rodzaju stanowić miała montaż obrazów, przypominający zamrożoną w czasie sekwencję filmową. Od filmu jednak odróżniałoby ją to, że wszystkie składniki wpółistnieją na równych prawach i odczytywane są przez widza w sposób symultaniczny. „Elementy te sąsiadując ze sobą, mogą potęgować nawzajem swoją wymowę, mogą też na skutek wzajemnego oddziaływania na siebie mówić zupełnie coś innego niż zawierają same, coś szerszego i głębszego. Wszystko tu zależy od wyboru autora." - pisze Beksiński. W tym ujęciu praca współczesnego fotografa bliska jest postawie artysty lub kuratora, poruszającego się w kosmosie „obiektów gotowych". Teoretyk fotografii André Rouillé wskazuje nawet na bezpośrednią paralelę między „chemią" fotografii a symboliczną „alchemią" readymade. „Z chwilą gdy przedmiot został wybrany i zarejestrowany, w fotografii przekłada się on na obraz, a w przypadku readymade zamienia się w dzieło sztuki" - zauważa francuski badacz. Andrzej Dudziński jako miejski flaneur i nieortodoksyjny kolekcjoner widoków, rozsadza sztywne ramy kategorialnej przynależności napotkanych obiektów. Jego fotograficzne kompozycje – podobnie jak wcześniejsze asamblaże i książki utrzymane w duchu silva rerum - stanowią współczesną emanację idei dawnych gabinetów osobliwości. Nowożytne wunderkamery, jako obrazy „świata w miniaturze", z założenia sprzyjały przenikaniu się różnorodnych dziedzin poznania. Tym, co scala efemeryczne kompozycje Dudzińskiego, są „znalezione" sentencje, zapożyczone wprost z tablic ostrzegawczych, wyznaczających granice publicznej przestrzeni. Paradoksalnie słowa, które pierwotnie miały dzielić rzeczywistość na sferę „dozwoloną" i „niedozwoloną", w interpretacji artysty okazują się poetyckim spoiwem, łączącym ogień z wodą. Symboliczną kropkę nad „i" stawia tu własnoręcznie sam autor, który za pomocą zamaszystego gestu rysunkowego przekreśla - i tak umowną - linię demarkacyjną między poszczególnymi segmentami kompozycji. W konsekwencji tego gestu części składowe każdego poliptyku zlewają się w jednolite obrazy, a te z kolei - dialogując ze sobą w przestrzeni wystawy - ulegają scaleniu w jeden widok, mieniący się różnorodnością form i znaczeń.


 A tak o Dudzińskim pisali m:
Estetyka Dudzińskiego pozwala nam jako koneserom na zasmakowanie w goryczy sytuacji. Może jest piękno w żółtawym niebie, poezja w wirującym wokół ziemi śmietniku. Dudi zaraża mnie obsesją innego świata, pieśnią jutra pozwalającą na pozbycie się bezpłodnego żalu za przeszłością. I to właśnie jest pociechą gdy tęsknię za tak zwanym Rajem Utraconym. Dudi nie wpada w euforię i nie każe patrzeć przez różowe okulary. Dodaje odwagi niezbędnej do wyobrażenia sobie niedoskonałości jako wartości estetycznej. Wskazuje, gdzie można dziś odnaleźć l'art vivant. I tak już za kilka lat, Dudi stanie się miarą doskonałości naszych czasów.
Roland Topor

Dudziński jest prawdziwym oryginałem, nie dającym się zaklasyfikować. Odznacza się niewiarygodną precyzją graficzną, dzięki której wszystko mu uchodzi.
Graham Vickers

Andrzej Dudziński zawsze lekceważył sobie wszelkie konwencje. Cała jego twórczość składa się głównie z prób uchwycenia jakiejś idei poetyckiej, ulatniającej się natychmiast wraz z biegiem myśli. Prościej o Dudzińskim można powiedzieć, że jest on zdumiewającym artystą, wykształconym na Rodczence i Majakowskim, Schwittersie i Maxie Ernscie, Pollocku i Twomblym, Haussmanie i Heartfieldzie, Carpaccio i Valdés Lealu... Jest mistrzem pedagogiki spojrzenia o absolutnej pewności wyniku. Jest manipulatorem, katalizatorem, akuszerem znaku. By go określić, trzeba by wyczerpać słownik. Jest człowiekiem nieuchwytnym. Nie przez nieobecność, lecz przez nadmiar. Gniewny i żartujący, śmiertelnie poważny i beztrosko wyluzowany. Dudziński nigdy nie zastanawiał się czy jest grafikiem, ilustratorem, czy artystą. Na tym bowiem polega jego geniusz, geniusz przełamywania barier, mieszania gatunków, obalania wszelkich hierarchii.
Gilles de Bure

Sztuka Dudzińskiego nie należy do żadnego kierunku, choć oczywiście można znaleźć jej antenatów: surrealistów, taszystów, ekspresjonistów. Ale artysta nie czerpie świadomie z każdego nurtu po trochu, jest instynktownym spadkobiercą tradycji stuletniej nowoczesności - ma ją przecież w „rozumie", czyli w pamięci i świadomości.
Tyle w zakresie techniki i metody postępowania. Jednak decydujące dla formy jego prac jest podejście artysty do sztuki. Nie uważa za właściwe narzucanie jej jakichkolwiek rygorów kompozycyjnych - wie, że dopuszczona do głosu jego osobowość zastąpi każdy wykalkulowany system, i to z lepszym skutkiem. Jeszcze 20 lat temu podobna dezynwoltura byłaby nie do przyjęcia przez krytykę, a tym bardziej widownię. Ale współczesna, postmodernistyczna kultura dopuszcza wszystkie chwyty i gardzi stylem. Lubi wizje postawione na głowie. Z tego ducha powstało malarstwo Dudzińskiego.
Monika Małkowska

Powiedziano kiedyś, że twórczość Andrzeja Dudzińskiego, znanego również jako Dudi, istnieje gdzieś na granicy między abstrakcją a sztuką przedstawiającą. Można także powiedzieć, że artysta chodzi po cienkiej linii między sztuką czystą a stosowaną. Ale te etykietki nie mają dla niego znaczenia. Niczym linoskoczek balansuje ponad swym niezwykle szerokim polem działalności rysowniczej. Kieruje się własnym wyczuciem i idzie do przodu - unikając z jednej strony pułapek elitarnego estetyzmu, z drugiej - komercyjnego przypochlebiania się. To chodzenie po linie może wydawać się łatwe, ale w rzeczywistości wymaga odwagi. Niektórzy sądzą, że jest zbyt niebezpieczne i nalegają, żeby zeskoczył na jedną lub drugą stronę. Ale taki artysta jak Dudziński, który szukał inspiracji zarówno u Saula Steinberga, jak i u Giovanniego Belliniego, nie będzie przecież zainteresowany tak oczywistym rozwiązaniem. Więc niestrudzenie idzie naprzód. Jak każdego linoskoczka, Dudzińskiego najbardziej interesuje lina - linia, po której idzie. Jego linia jest bezbłędna, czy to w pełnym detalu portrecie Prousta, wykonanym w tuszu dla Book Review „New York Timesa", czy w strojącym miny Pokraku, rysowanym tępym ołówkiem, czy w dziko ekspresyjnych uderzeniach pasteli na szarej kopercie, czy wreszcie w zdjęciu przedstawiającym wyszczerbione brzegi stłuczonej szyby.
 David Ebony


Opracował -  Ryszard Zaprzałka
Zdjęcia - Paweł Topolski



11:50, tarnowski_kurier_kulturalny , PLASTYKA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 grudnia 2012

28 listopada o godzinie 18.00 w Galerii Tarnowskiego Centrum Kultury miało miejsce już trzecie spotkanie Tarnowa z Prawosławiem. Obecna wystawa to około 200 najlepszych fotografii prezentujących kolory polskiego prawosławia, wykonanych przez 57 fotografików z Polski. Wystawie towarzyszy projekcja filmu Jerzego Kaliny „Prawosławie w Polsce". - Pragniemy zabrać Państwa w przepiękną, tematyczną, fotograficzną podróż, będącą kolejną odsłoną serwisu OrthPhoto muzycznie oprawionego przez Jana Smyka. Chcemy pokazać polskie prawosławie widziane obiektywem i sercem jednocześnie: koloryt wiejskich i miejskich cerkwi, odcienie świątecznych i codziennych obrzędów religijnych, barwne i szanowane postaci, duchowieństwo i parafian – zapraszają organizatorzy. Wzorem lat ubiegłych, także i tę wystawę zaprezentowano w wielu miejscach w Polsce i w Parlamencie Europejskim w Brukseli.

Osiem lat temu grupa fotografów, a jednocześnie wyznawców religii prawosławnej założyła własną stronę internetową, by umieszczać na niej swoje zdjęcia dotyczące duchowości wschodniej. Do nadsyłania prac zaproszono także fotografów zawodowych i amatorskich z całego świata,  od Brazylii po Chiny.  Z tej ogromnej masy zdjęć wyselekcjonowano najlepsze i w formie wystawy pokazywane są w wielu miejscach na świecie. W Europie środkowo-wschodniej projekt OrthPhoto (orth od otrhodoxia czyli po polsku prawosławie) cieszył się ogromnym powodzeniem, uzyskując status prawosławnego Word Press Photo.


Tarnowski wernisaż „Kolorów Prawosławia”  odbył się podobnie jak  przed rokiem, w środę – gromadząc spory tłum  osób świeckich i prawosławnych duchownych m.in. ojca Mojżesza oraz innych. Otwarcie wystawy uświetniły prawosławne pieśni – psalmy starotestamentowe wykonywane wraz z duchownymi przez rodzinę łemkowską po starocerkiewno słowiańsku. Uroczyste otwarcie wystawy w TCK było znakomitą okazją do poznania i odkrycia, chociaż w tak w skrótowej, fotograficznej formie,  na co dzień coraz bardziej nam obcej kultury i religii prawosławnej. I to nie tylko za sprawą znakomitych zdjęć, ale również dzięki spotkaniu z gośćmi, którzy starali się przybliżyć uczestnikom wernisażu, nierzadko w luźnych, bezpośrednich rozmowach,  mistyczny świat swojej religii i kultury.


"Zachęceni przychylnym odbiorem tego przedsięwzięcia -  mówią organizatorzy tarnowskiego postoju tej wędrownej ekspozycji -  postanowiliśmy zorganizować po raz kolejny podobne wydarzenie. Jego celem jest pokazanie piękna prawosławia, a tematem prawosławny monastycyzm. Dlaczego? Ponieważ monastycyzm jest jednym z kluczowych elementów duchowości wschodniego chrześcijaństwa. Mówi się często, że monastery są „duszą prawosławia”. Od zawsze były bowiem centrami myśli teologicznej, stały na straży czystości wiary i tradycji. W nich powstawały najważniejsze dzieła, w nich trwa nieustanna modlitwa za wszystkich, w nich biło i bije serce prawosławia. Do dziś monastery oraz żyjący w nich mnisi i mniszki, są największymi autorytetami moralnymi dla wyznawców wschodniego chrześcijaństwa, którzy niezmiennie od dwóch tysiącleci pielgrzymują do nich po radę, modlitwę i ukojenie duszy.  Świat ten jest jednak katolikom trochę nieznany. Chcemy więc pokazać Państwu zarówno duże i ważne monastery jak i te mniejsze. Chcemy przybliżyć realia życia, pokazać wpływ monasterów na kulturę, sztukę oraz życie wiernych."

Prawosławie istniało w Polsce od zawsze. Jest ono częścią naszej narodowej tożsamości i naszego kulturowego dziedzictwa. Gdy apostołowie Słowian, święci Cyryl i Metody chrzcili naszych przodków w państwie Wiślan w IX wieku, o Mieszku jeszcze, oczywiście, nikt nie słyszał. Wraz z upadkiem państwa Wielkomorawskiego upadła misja cyrylo-metodiańska. Pozostała jednak znaczna część wiernych. Potem, po powstaniu państwa polskiego w X wieku, chrześcijaństwo dotarło do nas ponownie. Tym razem z zachodu. Od tego momentu do dziś, wiara rzymsko-katolicka będzie dominująca. Ale na wschodnich terenach Polski (później Rzeczpospolitej) prawosławie będzie istnieć cały czas (mimo wielu prób jego wyeliminowania, jak choćby w czasie unii brzeskiej 1596 roku), aż do dnia dzisiejszego.

Prawosławni wnieśli ogromny wkład w rozwój naszego kraju, jego kultury, oświat i historycznej potęgi. Tak jak nie sposób wyobrazić sobie historii Polski bez Żydów, Litwinów, Ormian czy innych mniejszości, tak nie sposób wyobrazić jej sobie bez cerkwi, ikon oraz wschodniej duchowości i obrzędowości. Przez wszystkie te lata i katolicy i prawosławni bardzo często inspirowali się wzajemnie, nawiązując do pierwszego tysiąclecia istnienia chrześcijaństwa, czyli kościoła niepodzielonego, kiedy wszyscy zgodnie czerpali z nieprzebranej skarbnicy Ojców pustyni, Ojców kościoła i soborów powszechnych.


Papież Jan Paweł II cały swój pontyfikat poświecił zbliżeniu i pojednaniu podzielonego chrześcijaństwa. Wyznawcy prawosławia czyli kościoła siostrzanego, jak o Nich mawiał, mieli w Jego sercu zawsze miejsce szczególne.

W Małopolsce prawosławie też było obecne od zawsze, choć nigdy w tak dominującym stopniu jak na ziemiach wschodnich Rzeczpospolitej. Wystarczy wspomnieć Wislicę, Tropie czy łemkowskie cerkwie w Beskidzie Niskim. Mało kto wie, że i w Tarnowie przez kilka miesięcy roku 1915 istniała prawosławna cerkiew. Stało się to za sprawą żołnierzy armii rosyjskiej okresu pierwszej wojny światowej, stacjonujących w naszym mieście. Cerkiew mieściła się w budynku dzisiejszego teatru, ówczesnej zaś sali towarzystwa gimnastycznego Sokół.

Na koniec bardzo interesujący, osobisty, przyczynek do powyższych dywagacji, pióra  Małgorzaty Budzik.
„Mówi się często, że monastery są „duszą prawosławia”. Od zawsze były bowiem centrami myśli teologicznej, stały na straży czystości wiary i tradycji. W nich powstawały najważniejsze dzieła, w nich trwa nieustanna modlitwa za wszystkich, w nich biło i bije serce prawosławia – mówi Paweł Krysa, tarnowski historyk i etnograf. – „Do dziś monastery oraz żyjący w nich mnisi i mniszki, są największymi autorytetami moralnymi dla wyznawców wschodniego chrześcijaństwa, którzy niezmiennie od dwóch tysiącleci pielgrzymują do nich po radę, modlitwę i ukojenie duszy. Świat ten jest jednak katolikom trochę nieznany. Chcemy więc pokazać Państwu zarówno duże i ważne monastery jak i te mniejsze. Chcemy przybliżyć realia życia, pokazać wpływ monasterów na kulturę, sztukę oraz życie wiernych”.

Monastycyzm to temat wciąż jeszcze mało rozpoznany. Monastery zaś jawią się jako miejsca niezwykle tajemnicze oraz poznawczo i emocjonalnie odległe. Zebrane fotografie próbują uchwycić – na ile jest to możliwe okiem obiektywu – rozmowę mnichów z drugim człowiekiem, światem oraz z Bogiem. Modlitwie nie starcza jednak miejsca w ramach obrazu, zdaje się wylewać poza jego ograniczenia. Przestrzeń sakralna rozszerza się i obejmuje swym zasięgiem uważnego widza, który bezwolnie wchodzi z nią w kontakt. Zdjęcia przedstawiają to w sposób nietypowy, poprzez architekturę klasztorów, portrety mnichów i mniszek, ich modlitwę i pracę oraz życie wewnątrz monasterskich murów. Ujmują kompozycją i paletą  barw. Przede wszystkim jednak przemawiają do widza prostotą i kontemplacyjnością, dlatego trudno przecenić chwilę zadumy w cieniu uchwyconego na fotografii monasteru.


Przygotował : Ryszard Zaprzałka
Zdjęcia: Tadeusz Koniarz



10:53, tarnowski_kurier_kulturalny , PLASTYKA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 listopada 2012

"Nie ma takiego talentu, by portretować życie innych ludzi. Portretuję swoje własne".

Najważniejsze wydarzenie 9. ArtFestu, już teraz uznane za wydarzenie roku, za nami. Od wernisażu 23 listopada do połowy stycznia Centrum Sztuki Mościce prezentuję wystawę czeskiego mistrza fotografii – legendarnego Jana Saudka, ale także malarza i grafika. Jednego z najwybitniejszych fotografików naszych czasów. Człowieka, który swoją fotograficzną, fantasmagoryczną szczerością urzekł cały świat. Jan Saudek zawsze wiódł życie niezależnego człowieka. Wyklęty we własnym kraju, stworzył fantastyczny świat wyobraźni, mistyczne miejsca przesiąknięte magiczną rzeczywistością. Jego obrazy w stylu "tableau vivant" i "pose plastique" przyniosły mu międzynarodową sławę. Tak samo zresztą jak akty, jeśli można je w ogóle tak sklasyfikować. Saudek ukazuje nagość i odkrywa piękno nawet w zepsuciu i deformacji. Używane przez niego rekwizyty wyczarowują dekadentyzm i elegancję fin de siecle'u, natomiast wrażenie nierealności jest potęgowane dzięki dziwnej kolorystyce, którą zaczął stosować w latach siedemdziesiątych. Jan Saudek jest w tej chwili najbardziej rozpoznawalnym na świecie czeskim fotografem. W 1972 - jak sam pisze - znalazł swoją Ścianę nie mając pojęcia, jak ważna i znacząca okaże się ona dla niego w przyszłości. Powstają wtedy jedne z jego słynniejszych dzieł - na tle odrapanej ściany pozują mu kobiety, które nijak nie mają się do teraźniejszych kanonów urody. Większość z nich jest albo otyła, albo kaleka; zawsze natomiast są to panie dojrzałe. Wiele głosów wskazuje na to, jakoby Saudek w swojej twórczości ocierał się o turpizm czy wręcz o wulgarność - to już jest jednak kwestia indywidualnej interpretacji.

"Nie używam komputera - nawet nie używam mojego Hasselblada! Wciąż staram się pracować używając bardzo prymitywnych narzędzi. Dobra powieść może być napisana zwyczajnym ołówkiem i żaden komputer nie jest do tego potrzebny. Być może rzeczywiście komputery mogą wzbogacić formę, ale tradycyjne zdjęcie, wywoływane na papierze jest wciąż bardzo cenne - jest bardziej trwałe". Tarnowska ekspozycja, której kuratorem jest Bogusław Hynek, to nie tylko sztandarowe przedsięwzięcie festiwalu, ale także największy pokaz fotografii Saudka, jaki kiedykolwiek był w Polsce. Kolekcję tworzą zdjęcia powstałe od lat pięćdziesiątych do czasów współczesnych, z najbardziej kontrowersyjnymi dziełami włącznie.  Saudek rozpoczął swą niezwykłą karierę w czasach komunizmu i to właśnie monotonia i szarzyzna tego okresu zrobiła z niego artystę. Fantastyczny, bujny świat marzeń, stał się dla Saudka ucieczką od dojmującej rzeczywistości. Zaludnił go postaciami równie charakterystycznymi, co niepokojącymi. Nagie, lub półnagie figury mężczyzn, a przede wszystkim kobiet, eksponujące swe ciała niemal do przesady, należą do najczęściej wykorzystywanych przez Saudka tematów. Nie unika on jednak motywów uniwersalnych oraz egzystencjalnych. Jednym z najważniejszych dzieł pierwszego okresu twórczości jest zdjęcie „Zycie”, przedstawiające mężczyznę trzymającego niemowlę. To prawdziwa manifestacja „ewolucjonizmu” sztuki Saudka – życie człowieka to proces przeistaczania się. Sam artysta przyznaje, że w centrum swojej twórczości stawia kobietę. To ona, jako źródło życia, stanowi początek wszystkiego. Piękno kobiety, nie wynika wiec z doskonałości jej kształtów. Nawet otyła czy kaleka jest w swej istocie największą i najpiękniejszą tajemnica istnienia. Po wernisażu odbył się koncert kwartetu Zbigniewa Jakubka.



Jan Saudek urodził się w Pradze w 1935 roku. Ojciec Saudka przeżył obóz koncentracyjny w Terezinie, w którym zginęło jego sześciu braci.
W latach 1950-1983 pracuje jako drukarz. Zaczyna malować i rysować. Zaczyna też fotografować swoim pierwszym aparatem Baby Brownie Kodak.
"Jedyne, co możesz zrobić z tym aparatem, to włożyć film i nacisnąć guzik, aby zrobić zdjęcie - i to właśnie robiłem do 1963 roku".
W 1953 roku zdjęcie zrobione bratu, jest dla Jana pierwszą ważną fotografią artystyczną.
W 1959 roku dostaje swój pierwszy "prawdziwy" aparat fotograficzny - Flexaret 6x6, którym fotografuje do dziś.


1963 rok - pierwsza własna wystawa w Pradze. Jan postanawia zostać fotografikiem. Zainspirowany katalogiem wystawy "The Family of Man" Edwarda Steichena chce zrobić książkę o ludziach swojej epoki. Fotografuje jedynie tych, z którymi jest osobiście związany.
W 1966 Robi swoje najważniejsze zdjęcie "Życie"
1969 wyjeżdża do USA, gdzie Hugh Edwards zachęca go do dalszego fotografowania. Jego pierwsza indywidualna wystawa na Uniwersytecie Indiana w Bloomington.

 


1972 Jan odkrywa swoją wilgotną "ścianę sutereny", która staje się synonimem jego pracy artystycznej. od lat siedemdziesiątych wzrasta jego międzynarodowa sława.
Około 1977 roku zaczyna kolorować czarno-białe odbitki.
W 1983 roku pojawia się jego pierwsza monografia "Świat Jana Saudka" w językach: angielskim, niemieckim i francuskim.
W 1984 roku, po latach pracy w fabryce otrzymał zezwolenie na wykonywanie pracy fotografika i teraz wolny od przymusu zarabiania cotygodniowej pensji może się poświęcić wyłącznie fotografowaniu.

  

Po wieloletnim okresie ignorowania go jako artysty zostaje członkiem Związku Artystów Czeskich.
"W swoich pracach staram się uchwycić te wszystkie rzeczy, które znam i kocham, a przede wszystkim chciałbym pozostawić po sobie ślad czasów, które minęły".
1988-1995 współpraca i wystawa w Galerie Torch w Amsterdamie, a od 1990 z wydawcami "Art Unlimited" z Amsterdamu.
1989-91 sesja zdjęciowa dla japońskiej firmy Matsuda.
W 1990 roku Jan Saudek został uhonorowany tytułem "Chavalier des Arts et Letters"

Od połowy lat dziewięćdziesiątych poświęca więcej uwagi malarstwu, przenoszeniu ważnych motywów ze swoich fotografii na płótno.
1998 Obszerna retrospekcja jego fotografii i obrazów w Los Angeles w Bergamot Station Arts Center, BGH Gallery.
W 2005 roku na 70 urodziny Jana wydawnictwo Slovart wydaje dużą publikację prac artysty, która natychmiast się sprzedaje, a Sara Saudkova przygotowuje jego wielką retrospektywną wystawę.

W 2006 roku Jan zostaje uhonorowany najwyższa nagrodą "Artis Bohemiae Amicis" z rąk Sekretarza Kultury, wraz z innymi znanymi pisarzami Vladimírem Körnerem i Milanem Kunderą.
Jan Saudek pozostaje nadal czynnym fotografem.

 


 Oprac. Ryszard Zaprzałka
Zdjęcia: Dariusz Zaród (CSM)


08:09, tarnowski_kurier_kulturalny , PLASTYKA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 listopada 2012

 

 

Łączy w sobie różnorodne elementy, pozwala przenikać się najrozmaitszym dziedzinom kultury. To jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych Tarnowa, mające stałe miejsce w kalendarzu imprez. Rozpięty w czasie od piątku 9 listopada do 14 grudnia. Wymyślony i powołany do życia przez sp. Bogusława Wojtowicza jest niczym nieograniczona impresja na temat sztuki. Oferta jaka w tym roku przygotowała Galeria Miejska, Centrum Sztuki Mościce oraz Zachęta Sztuk Pięknych, ma za zadanie trafić do jak najszerszej publiczności.  Klimaty międzynarodowe wprowadzi grupa znakomitych muzyków bałkańskich Fanfara Kalashnikov. - Muzycznie przygotowaliśmy dla Państwa koncerty świetnych polskich wykonawców: Macieja Maleńczuka, Julii Marcell i nowy projekt jazzowy zaprzyjaźnionego z Festiwalem Zbigniewa Jakubka. Od strony sztuki wizualnej poza Janem Saukiem, prezentować będziemy nową wystawę Andrzeja Dudzińskiego - kolejnego artysty-przyjaciela Festiwalu. Wyjątkową prezentacją jest interdyscyplinarna wystawa "Sen jest drugim życiem" pokazywana w siedzibie BWA - na Dworcu PKP. Punktem wyjścia jest oczywiście lokalizacja Galerii w tak nietypowym miejscu, które dla artystów jest szalenie inspirujące - dodaje Ewa Łączyńska - Widz.  W trakcie wystawy odbędą się happeningi, odczyty, performense, spotkania z autorami, koncerty. W ramach "sceny offowej" zainaugurowanej w ubiegły roku widzowie zobaczą bardzo interesujący tarnowski kolektyw fotograficzny "AFTERIMAGE", a także nową produkcję tarnowskiego teatru ruchu "Aprapla".  Co ciekawe, w tym roku po raz pierwszy przygotowano część festiwalową dla najmłodszych - rusza "Mały ArtFest", w ramach którego z dziećmi spotka się kultowa wytwórnia polskiego filmu animowanego - łódzki Se-ma-for (m.in. nagrodzony Oskarem "Piotruś i Wilk"). Odbędą się warsztaty z animacji i scenografii. Absolutnym hitem 9. edycji festiwalu będzie wystawa fotografii czeskiego mistrza gatunku, Jana Saudka. Urodzony w 1935 roku fotografik i malarz, zafascynowany kobieta – źródłem życia, skupia się głównie na człowieku, jego ewolucji, naturze i seksualności. W jego mrocznych, niekiedy wręcz turpistycznych pracach pobrzmiewa echo dziewiętnastowiecznych twórców fotografii erotycznej. Wyraźnie dają o sobie znać także wpływy Balthusa czy Bernarda Faucona.  Wernisaż największej jak do tej pory w Polsce wystawy Saudka odbędzie sie 23 listopada. Patronat honorowy objął ambasador Republiki Czeskiej, a wśród zaproszonych gości będzie zona Jana – Sara, ze swoim cyklem zdjęć. ArtFest zakończy się w połowie grudnia. Festiwal zamknie spektakl „Gdy człowiek śpi, budzą się Galifony” tarnowskiego teatru plastycznego. Wszystkie koncerty odbędą się w CSM, a wystawy (poza Saudka i Dudzinskiego) w BWA na Dworcu. Oto szczegółowy afisz tegorocznego ArtFestu im. B. Wojtowicza wraz z relacją z jego prologu czyli piątkowym  - 9.11.2012 r. dworcowym wernisażem wystawy "Sen jest drugim życiem" oprawionym muzycznie koncertem Piotra Lutyńskiego i przyjaciół - KR736EJ.



KR736EJ to autobus marki Mercedes, będący zarazem sceną, pracownią artystyczną i specyficznym wehikułem przenoszącym w różne przestrzenie wrażliwości. Autorem i właścicielem pojazdu jest Piotr Lutyński - malarz, rzeźbiarz, grafik, muzyk, autor akcji, instalacji, obiektów i rysunków. Autobus jest obiektem, którego konstrukcja rozbudowuje się w czasie i przestrzeni w formie nawarstwiającej się. Projekt  swoją genezą sięga wozu teatralnego, kina objazdowego, muzycznego taboru połączonego. Autobus jest fragmentem pracowni Lutyńskiego, w skład której wchodzą obrazy i rzeźby z różnych lat, rozmaite obiekty, filmy dvd, projektowane na okna autobusu, a na dachu znajduje się scena posiadająca profesjonalne zabezpieczenie.  


Sen jest drugim życiem.
Gérard de Nerval

Pomiędzy Orszawą a Byliczem zregulowano przestrzeń. Stało się to możliwym dzięki zasypaniu mokradeł nad Wierszą i przeprowadzeniu niwelacji pod tzw. „Upłazikiem". Wskutek tego linia uległa znacznemu skróceniu, gdyż pociąg zamiast omijać bagnisty teren w wielkim, silnie na północ wygiętym łuku, szedł teraz po jego cięciwie, zmierzając do celu prosto jak strzała.
Skrót okazał się ze wszech miar pożądanym. Ruch kolejowy zyskał znacznie na tempie, a okolica, dotychczas malaryczna z powodu bagiennych wyziewów, wkrótce przybrała charakter suchej, zdrowej równiny, która wnet pokryła się bujną zielonością.
Dawną przestrzeń, okrężną, zwaną teraz „głuchą”, zamknięto i izolowano. Do rozebrania toru i usunięcia obiektów kolejowych zamierzała dyrekcja ruchu przystąpić dopiero po pewnym czasie. Nie było z czym się spieszyć; wiadoma rzecz: zburzyć łatwo, zbudować trudniej...
Tymczasem w rok po oficjalnym zamknięciu starej linii zaszedł fakt dziwny i niespodziewany.
Stefan Grabiński, Ballada kolejowa (Głucha przestrzeń), fragment).

Tłem wystawy i wydarzeń z nią związanych są marzenie senne i podróżowanie koleją. Kolej/pociągi/perony/stacja kolejowa - sny o podróżach koleją, koszmary o spóźnianiu się na pociąg, gubieniu bagażu i podróżowaniu w niewłaściwym kierunku. Ale także: radość podróżowania, wolność wynikająca z oderwania się od codzienności, romantyzm dalekich podróży, przygoda.
Emocje: bezradność podróżnego: rygor i kaprysy rozkładu jazdy, mity bezwzględnej punktualności i wszechogarniającego chaosu; groza wykolejenia pociągu, katastrof kolejowych, kradzieży i napaści.
Utrudnione poruszanie się podróżnego obciążonego bagażem i często we śnie powracający motyw utrudnionego lub niemożliwego ruchu.
Sny śnione w pociągu; krótkie momenty przytulności w niewygodnym otoczeniu; niedoceniany heroizm śnienia w trudnych warunkach: sen z ryzykiem przespania celu podróży, podróżowanie pod prąd rzeczywistości w złudnie bezpiecznej otoczce marzenia sennego.

Punktem wyjścia wystawy jest secesyjny dworzec kolejowy w Tarnowie, gdzie tarnowskie BWA ma swoją tymczasową siedzibę. W perspektywie przenosin do nowego miejsca (Pałacyk Strzelecki od 2013 r.), potrzeba symbolicznego pożegnania z dworcową codziennością, a raczej nie-codziennością była dla nas ważnym motorem działania. Koncepcja wystawy szybko zaczęła dialogować z opowiadaniami Stefana Grabińskiego, prekursora polskiej powieści grozy, twórczo uzależnionego od przestrzeni kolejowych. A miasta, w których mieszkał Grabiński – Przemyśl i Lwów, w prostej linii łączą się z Tarnowem – stanowiąc całkiem pokaźny fragment habsburskiej magistrali kolejowej Wiedeń-Lwów.
Wystawa splata ze sobą różne poziomy odczytania tematu, różne sposoby prowadzenia narracji i różne dyscypliny: sztuki wizualne, literatura, teatr (działania parateatralne, performance), muzyka, dizajn – poprzez projekt mebli dla galerii-poczekalni.
Elementy wystawy i działania zaplanowane w jej trakcie wchodzą bezpośrednio w przestrzeń dworca/peronów/przejścia podziemnego w sposób skłaniający do intensywniejszego przeżywania chwil spędzonych na dworcu.; albo odwrotnie: podstępnie zachęcające do zwolnienia tempa nawet kosztem utraty połączenia…


Artyści, których prace można oglądać przy okazji realizacji projektu "Sen jest drugim życiem" to: Stefan Grabiński, Elżbieta Jabłońska, Andrzej Juszczyk, Lila Kalinowska, Piotr Lutyński, Holger Mandel, Jacek Niegoda, Karolina Niwelińska, Agnieszka Piksa, Marcin Polak, Agnieszka Polska, Michał Poręba / Aprapla, Jadwiga Sawicka, Krzysztof Skoczylas, Julita Wójcik. Oto ich notki biograficzne:

Stefan Grabiński (ur. 1887 w Kamionce Strumiłowej, zm. 1936 we Lwowie) – studiował literaturę polską i filologię klasyczną na Uniwersytecie Lwowskim. Pracował jako nauczyciel we Lwowie i Przemyślu. Jest przedstawicielem nurtu grozy w polskiej literaturze międzywojennej, klasykiem noweli fantastycznej, uznawany czasem za „polskiego Poe" lub „polskiego Lovecrafta". Był twórca horroru kolejowego.
Elżbieta Jabłońska (ur. 1970 w Olsztynie) – studiowała na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zajmuje się fotografią, działaniami czasowo-przestrzennymi, performance i sztuką instalacji. Mieszka i pracuje w Kozielcu nad Wisłą.
Andrzej Juszczyk (ur. 1972 w Przemyślu) – studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Literaturoznawca i muzyk. Mieszka w Przemyślu.
Lila Kalinowska (ur. 1981 w Przemyślu) - studiowała na Wydziale Architektury Wnętrz i na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Projektuje przestrzenie. Mieszka i pracuje w Przemyślu.
Piotr Lutyński (ur. 1962 w Tychach) - studiował na Wydziale Pedagogiczno-Plastycznym Filii Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Zajmuje się malarstwem, instalacją. Należy do formacji muzycznej Rdzeń. Prowadzi projekt rzeźbiarsko-muzyczny KR736EJ. Mieszka i pracuje w Krakowie.
Holger Mandel (ur. 1966 w Berlinie) – reżyser i producent filmowy. Studiował w Berlin-Weissensee School of Art, współpracował z Berliner Arbeitskreis Film. Na podstawie opowiadań Stefana Grabińskiego nakręcił filmy „Kochanka Szamoty” i „Ultima Thule”. Mieszka i pracuje w Berlinie.
Jacek Niegoda (ur. 1972 w Gdańsku) - studiował rzeźbę na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Tworzy wideo art, instalacje, akcje. Mieszka i pracuje w Gdańsku.
Karolina Niwelińska (ur. 1978 w Krakowie) - studiowała Filologię Szwedzką na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Architekturę Wnętrz na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Obecnie pracuje na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Tworzy filmy, animacje, fotografie, obiekty, instalacje, projekty graficzne i przestrzenne. Mieszka w Chmielniku.
Agnieszka Piksa (ur. 1983 w Warszawie) - studiowała grafikę na ASP w Krakowie i w Cluj (Rumunia). Zajmuje się rysunkiem, ilustracją, projektowaniem graficznym. Mieszka i pracuje w Krakowie.
Marcin Polak (ur. 1973 w Łodzi) – studiował fotografię w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi. Jest autorem akcji rewitalizujących przestrzeń publiczną i społeczną. Porusza problemy społeczne i polityczne podejmując próbę doprowadzenia do dialogu między społeczeństwem a instytucjami oraz elitami. Mieszka i pracuje w Łodzi.
Agnieszka Polska (ur. 1985 w Lublinie) – studiowała na Wydziale Artystycznym UMCS w Lublinie, potem na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie i Universität der Künste w Berlinie. Tworzy wideo, filmy animowane, fotografie i rysunki. Mieszka i pracuje w Warszawie.
Michał Poręba (ur. 1964 w Tarnowie) - studiował malarstwo w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. Zajmuje się rysunkiem, malarstwem, rzeźbą, a także działaniami parateatralnymi i performance. Od 1997 roku prowadzi teatr ruchu „Aprapla”. Mieszka i pracuje w Tarnowie.
Jadwiga Sawicka (ur. 1959 w Przemyślu) - studiowała na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Tworzy obrazy, fotografie, obiekty, instalacje tekstowe. Mieszka i pracuje w Przemyślu.
Krzysztof Skoczylas (ur. 1980 w Koninie) - studiował architekturę krajobrazu na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Działa na pograniczu dyscyplin projektowych i sztuki. Mieszka i pracuje w Warszawie.
Julita Wójcik (ur. 1971 w Gdańsku) - studiowała na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Jest autorką akcji artystycznych, obiektów i instalacji przestrzennych. Mieszka i pracuje w Gdańsku.


Piątek 16.11.2012 r.
godz. 18.00
Miejsce: Rynek
AFTERIMAGE / scena offowa - plenerowa wystawa fotografii - happening wernisażowy
 godz. 19.00
 Miejsce: CSM, ul. Traugutta 1
 Maciej Maleńczuk - koncert inaugurujący Festiwal*

Maciej Maleńczuk - wokalista, instrumentalista, poeta, autor tekstów i kompozytor; aktor teatralny i filmowy, autor felietonów i powieści science-fiction; swobodnie poruszający się w wielu stylach muzycznych, m.in. pop, rock, muzyka folk, muzyka country i pieśni religijne. Uważany jest za jednego z najbardziej awangardowych i kontrowersyjnych polskich artystów muzycznych.
W 2007 roku Artysta rozpoczął współpracę z zespołem Psychodancing, w skład którego wchodzą: Jakub Frydrych (gitara elektryczna), Andrzej Laskowski (gitara basowa), Grzegorz Stasiuk (instrumenty klawiszowe) oraz Maciej Muraszko (perkusja). Do tej pory wydali wspólnie 5 płyt.
Sobota/niedziela 17-18.11.2012 r.
Miejsce: BWA, Pl. Dworcowy 4

Mały ArtFest
Se-ma-for - warsztaty dla dzieci, pokaz kultowych polskich filmów animowanych

Czwartek 22.11.2012 r.
godz. 6.30-8.00 i godz. 16.00-18.00
Miejsce: BWA, Dworzec PKP, Pl. Dworcowy 4
Opera dworcowa - scenariusz i reżyseria: Marcin Polak, zaśpiewają: Dorota Wójcik i Przemysław Rezner

godz. 18.00
Miejsce: BWA, Dworzec PKP, Pl. Dworcowy 4
"Blaski i wrzaski" - spotkanie z Piotrem Sarzyńskim - redaktorem działu kultura "Polityki", autorem książki Wrzask w przestrzeni. Dlaczego w Polsce jest tak brzydko?

Piątek 23.11.2012 r.
godz. 19.00
Miejsce: CSM, ul. Traugutta 1
Jan Saudek - wernisaż wystawy czeskiego mistrza fotografii / Patronat Honorowy nad wystawą: Ambasador Republiki Czeskiej w Polsce, wstęp wolny (tylko dla dorosłych).
 Wystawa czynna: do 12.01.213 (tylko dla dorosłych)

Sará Saudková - gość specjalny wernisażu, ze swoim cyklem zdjęć - wystawa
Miejsce: Red Galery Cafe
 godz. 19.45
Miejsce: CSM, ul. Traugutta 1
Koncert jazzowy: Zbigniew Jakubek Quartet*

Czwartek 29.11.2012 r.
godz. 18.00
Miejsce: BWA, Pl. Dworcowy 4
Wieczór GRoza, GRoteska, GRabiński / performance muzyczno-filmowy Andrzeja Juszczyka i Lili Kalinowskiej + "Głucha przestrzeń. Opowieść o Stefanie Grabińskim" Elizy Krzyńskiej-Nawrockiej

godz. 19.30
Miejsce: CSM, ul. Traugutta 1
Rafał Rutkowski - Tańczący z myślami - stand-up comedy*

Piątek 30.11.2012 r.
godz. 18.00
Miejsce: CSM, ul. Traugutta 1
Andrzej Dudziński - premierowy pokaz fotograficznych kolaży, wernisaż wystawy
godz. 18.30
Miejsce: CSM, ul. Traugutta 1
Fanfara Kalashnikov - koncert muzyków bałkańskich
godz. 20.30
Miejsce: Kawiarni Tatrzańska, ul. Krakowska,
Promocja książki - Jabłoń w ogrodzie, morze jest blisko. Małgorzata Braunek w rozmowie o życiu z Arturem Cieślarem. Spotkanie z autorką prowadzi pisarka Magda Dygat.

Sobota/niedziela 1-2.12.2012r., godz. 11.00
Miejsce: BWA, Pl. Dworcowy 4
Mały ArtFest: Anna Adamiak – warsztaty scenografii dla dzieci

Piątek 7.12.2012 r., godz.19.00
Miejsce: CSM, ul. Traugutta 1
Julia Marcell - koncert*

Piątek 14.12.2012 r. / Epilog godz. 18.00
Miejsce: BWA, Pl. Dworcowy 4
Spektakl Teatru Aprapla: Gdy człowiek śpi, budzą się Galifony

oprac. Ryszard Zaprzałka



09:25, tarnowski_kurier_kulturalny , PLASTYKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 listopada 2012

Z cyklu znani i nieznani…



To kolejna wystawa w cyklu „Tarnowscy Artyści w Galerii Muzealnej”, realizowana w ramach współpracy przez Muzeum Okręgowe w Tarnowie i Związek Polskich Artystów Plastyków, Okręg Tarnowski. Tym razem swoje prace zaprezentowała tam znana tarnowska malarka, graficzka i… ceramiczka Renata Stadler. Wernisaż "Opowieści galicyjskich" odbył się 29 października 2012 r., w Galerii „Piwnica” gromadząc całkiem spore grono koneserów dobrego malarstwa. Artystka jest absolwentką tarnowskiego Liceum Sztuk Plastycznych, oraz PWSSP we Wrocławiu, gdzie studiowała na Wydziale Malarstwa, Rzeźby i Grafiki. W roku 1994 uzyskała dyplom w pracowni malarstwa profesora Konrada Jarodzkiego. Od roku 2003 jest członkiem ZPAP Okręg Tarnowski. Jest pani Renata artystką o wszechstronnych zainteresowaniach i różnorodnym warsztacie twórczym, wykorzystywanym do ich realizacji. Wciąż poszukuje nowych tworzyw i środków wyrazu. Oprócz malarstwa zajmuje się grafiką i ceramiką.  Za swoją działalność twórczą otrzymała wiele nagród i wyróżnień. Swoje prace prezentowała na wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą, m.in. w Warszawie, Zielonej Górze, Wrocławiu, Zgorzelcu, Krakowie, Tarnowie, Kielcach, Konstancinie - Jeziorna i zagranicą m.in. na Węgrzech, Ukrainie, Słowacji, we Francji, Włoszech, Rumuni. Jej prace znajdują się w zbiorach BWA Galeria Miejska w Tarnowie i prywatnych w kraju, oraz zagranicą, w Kanadzie, USA, Niemczech, Francji, Węgrzech i Szwecji. A oto wywiad , jakiego R. Stadler udzieliła M. Talbotowi z G.K.




W tajemniczych piwnicach Muzeum Okręgowego zapraszasz na „Opowieści galicyjskie”, a dlaczego nie na prowansalskie?
Prowansji jeszcze nie znam, a  Galicję mam na co dzień. Od urodzenia jestem przesiąknięta kresami, Galicja, jej wielokulturowością, tradycja, przede wszystkim rodzinna. To korzenie mojego życia. Zamiast o Prowansji wolałabym opowiadać swoim malarstwem o Meksyku, tym pełnym koloru i światła. Do Meksyku mi coraz bliżej jak do marzenia o nim.

Wystawa jest urocza i spokojna. Faktycznie opowiada. Odeszłaś od ekspresji, erotyki, instynktów, powykręcanej dzikości. Osiągasz spokój?
To nieprawda, ze odeszłam od tego. To tylko chwila, przerwa na spokój właśnie. Moja natura to niepokój, nieodłączny towarzysz mojego życia. Ta wystawa, jej spokój, to ukłon w stronę rodziny, a ta – jak wiemy – jest, lub być powinna wielowątkowa, spokojna opowieścią.

Jak radzisz sobie na rynku sztuki? Nie ciągnie cię do tego co na topie, „że im nie wyraźniej, tym lepiej”, do kariery, kasy, blichtru?
Mam świadomość tak zwanego rynku sztuki, jego łatwizny, złudzeń, pułapek. Koncentruję się
na poszukiwaniu i wyrażaniu siebie. Taka jestem, inaczej nie potrafię, nigdy pod publiczkę. Wole dobre rzemiosło i prawdę, jak najwięcej prawdy. Ta mija się z blichtrem, sławą, kasą czy modą.

Czy to już pokora do sztuki, do tajemnicy, czy jakiś etap na drodze do niej?
Pokora, całe życie pokora. Szacunek do swoich profesorów, którzy uczyli mnie, jak korzystać z ich wiedzy i jak nauczyć się pracować, walczyć, wyć i śmiać się aż do finalnego efektu na płótnie czy papierze. Chociaż ten finalny efekt nigdy nie jest skończony, nie zawsze budzi
mój zachwyt.

 

Odnoszę wrażenie, że Tarnów jest dla ciebie za ciasny, że twoje malarstwo chce uciec?
Zawsze mnie stad darło. Uciekam po kolor, ciągną mnie wielkie przestrzenie. Ale wracam po dystans do siebie, do życia, do wszystkiego.

Ten najważniejszy obraz namalowałaś, czy dopiero namalujesz?
Wydaje mi się, ze ten najważniejszy zawsze jest do namalowania. Tak jest przy każdym, który skończę malować. Taka nieskończoność tego mojego niepokoju i obowiązek wobec
sztuki

Zatem niech się w dalszym ciągu maluje. Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcia: Paweł Topolski



09:18, tarnowski_kurier_kulturalny , PLASTYKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 października 2012

 

To hasło tegorocznego XXVII Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej w Tarnowie, jaki odbywał się w dniach 22 – 28 październik 2012 roku. Przy tej okazji warto przypomnieć, że Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej (TKCh) organizowane są  w Polsce  od połowy lat 70-tych XX wieku. Pierwszy taki blok imprez odbył się w dniach 20-27 czerwca 1975 w kościele akademickim św. Anny w Warszawie. Inicjatorami pierwszych tygodni byli dwaj księża: ks. Tadeusz Uszyński i ks. Wiesław Niewęgłowski. Od tamtego czasu TKCh odbywają się w wielu polskich diecezjach,  odgrywając  ważna rolę w  promowaniu  kultury  chrześcijańskiej. Nie inaczej było  w tym roku w Tarnowie. Przez osiem dni nie zabrakło wykładów, wystaw oraz spektakli -  podsumował w RDN Małopolska Antoni Zięba, prezes tarnowskiego Klubu Inteligencji Katolickiej im. Abpa Jerzego Ablewicza.


Inauguracja Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej rozpoczęła  się w niedzielę 21 października uroczystą Eucharystią w bazylice katedralnej o 16:30, z udziałem m.in. Chóru Katedralnego „Pueri Cantores Tarnovienses” pod dyrekcją ks. dr. Grzegorza Piekarza. Bezpośrednio po niej w pobliskim KIK-u odbył się wernisaż poplenerowej wystawy malarstwa „Sacrum – Tuchów 2012, Klub Inteligencji Katolickiej - Rynek 24, który poprowadził  ks. prałat Tadeusz Bukowski, Diecezjalny Duszpasterz Środowisk Twórczych, a muzyczne oprawili uczniowie ZSM w Tarnowie. W kolejnych dniach miały miejsce: 22.X.  wykład ks. dr hab. Andrzeja Michalika „Pawłowa idea „wolności dzieci Bożych” (por. Rz 8,21) oraz litera i duch Soboru Watykańskiego II”, Klub Inteligencji Katolickiej, Rynek 24 oraz projekcja filmu „Wszystko będzie dobrze” połączone ze spotkaniem z reżyserem Tomaszem Wiszniewskim, w Pałacu Młodzieży w Tarnowie, ul. Piłsudskiego 24. 23.X.: w KIK wykład red. Janusza Poniewieskiego (ZNAK) „Sobór i świeccy: budzenie olbrzyma. W 50. rocznicę Vaticanum II  i 100. rocznicę urodzin J. Turowicza”, a w Fili Nr 8 MBP przy ul. Traugutta otwarto wystawę prac Zofii Gołębiowskiej – Tabaszewskiej. Tego samego dnia o godz. 19 odbył się jeszcze jeden wernisaż, tym razem w Muzeum Diecezjalnym, wystawy „Poznajmy nieznane. 3 x Jacek Malczewski”,  poprowadzony przez ks. T. Bukowskiego Dyrektora Muzeum Diecezjalnego. Temu wydarzeniu poświęcamy tekst poniżej.  24.X.: miał miejsce w Ratuszu panel naukowy „ Kultura potrzebuje wolności” z udziałem prof. dr hab. Włodzimierz Dłubacz (KUL) - „Istota ludzkiej wolności”, prof. dr hab. Wojciech Kudyba (UKSW) - „Personalistyczna koncepcja wolności w literaturze polskiej”, „ks. dr Jacek Nowak (WSD Tarnów) - „Przestrzeń wolności w literaturze polskiej w dobie niewoli narodowej”. Prowadzenie ks. prof. dr  hab. Michał Drożdż (UPJPII). 25.X.: odbyły się wykłady ks. dr. Tadeusza Bańkowskiego „Wolność dana, utracona i upragniona źródłem natchnień i mocy literatury polskiej” (Czytelnia Naukowa MBP, ul. Krakowska 4), i „Najwierniejszy rycerz Niepokalanej - św. Maksymilian Maria Kolbe” –  Urszuli Szuster (MBP – Filia nr 13, ul. Starodąbrowska 4). Zaś wieczorem w Galerii „Hortar” miało miejsce absolutne wydarzenie – wernisaż wystawy malarstwa prof. Stanisława Rodzińskiego, jednego z najznamienitszych malarzy polskich. To nie pierwsza prezentacja prac mistrza w Tarnowie i w rodzinnej galerii państwa Kopczyńskich – o czym za każdym razem szczegółowo informowaliśmy. 26.X.: otwarto kolejną  kolejny wystawę -  prac Agnieszki Klich „Ikony” ( Galeria Niebieska MBP, ul. Krakowska 4), a wieczorem zaprezentowano „Kazania Sejmowe ks. Piotra Skargi” -  spektakl ilustrowany muzyką kompozytorów polskich, w wykonaniu znakomitych aktorów Haliny Łabonarskiej i Jerzego Zelnika (Aula Wyższego Seminarium Duchownego, ul. Piłsudskiego 6). XXVII Tydzień Kultury Chrześcijańskiej zakończyła niedzielna (29.X.) uroczysta msza święta w bazylice katedralnej, tym razem w oprawie muzycznej Dziewczęcego Chóru Katedralnego „Puellae Orantes” pod dyr. ks. Władysława Pachoty. Zaś artystycznie TKCh domknął w tarnowskim teatrze Wielki Koncert Bardów „Wyrwij murom zęby krat…” z udziałem m.in. Jana Pietrzaka, Lecha Makowieckiego i Andrzeja Kołakowskiego, znakomicie korespondujący z I Festiwalem Niepodległości, którego organizatorem jest Obywatelskie Porozumienie Osób i Organizacji na rzecz Tradycji i Niepodległości.

Wystawa „Poznajmy nieznane” była jednym z wydarzeń XXVII Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej. Jej wernisaż odbył się 23 października w Muzeum Diecezjalnym w Tarnowie. Ks. prał. Tadeusz Bukowski, dyrektor Muzeum Diecezjalnego, przedstawił zebranym życiorys Jacka Malczewskiego. – Ostatnie lata życia, co warto zapamiętać, spędza w okolicach Zakliczyna, w Charzewicach i Lusławicach. Właśnie tam założył szkółkę malarską dla utalentowanych dzieci wiejskich. W kontakcie z przyrodą czuł się najlepiej, blisko Boga. Jego twórczość dotyka tak istotnych tematów, jak śmierć, religia, patriotyzm, wolność – powiedział ks. Bukowski. W przygotowanej ekspozycji zostały zaprezentowane trzy obrazy artysty: Thanatos, Ukrzyżowany i Emaus.

Thanatos, należący do podarowanej Muzeum kolekcji Olgi Majewskiej, przedstawia starca i młodą kobietę z kosą – personifikację śmierci.
Ukrzyżowany pochodzi z kościoła w Domosławicach i jest w depozycie placówki. – Obraz o dziwnej i tajemniczej historii. Przez czterdzieści lat wisiał w kościele w Domosławicach, zawieszony wysoko, bez rozgłosu, dyskretnie, dla bezpieczeństwa. Ks. Michał Kapturkiewicz, dawny proboszcz, wspomina, jak przed laty w kontekście procesji na cmentarzu w święto zmarłych modlił się także za dawnych właścicieli ziemskich i okolicznych dworów. Nie wiedział, że wśród wiernych modli się wnuczka Malczewskiego. Nawiązana wówczas znajomość zaowocowała m.in. tym, że przekazała obraz Ukrzyżowanego do kościoła. Dwa lata temu, podczas prac inwentaryzacyjnych wystroju kościoła, okazało się, że dzieło to jest bardzo zniszczone. Obraz decyzją biskupa i władz konserwatorskich został przejęty w depozyt do Muzeum Diecezjalnego, w kościele zaś została zawieszona jego wierna kopia. Zadziwia styl malarski tego dzieła. Obraz jakby szkicowy, pełen wątpliwości, przesuwania układu rąk. Zastanawia również monochromatyczna kolorystyka dzieła. Można przypuszczać, że obraz powstał pod koniec życia artysty, gdy tracił wzrok, zmagając się z potrzebą tworzenia, modlitwy i poszukiwania – wyjaśniał ks. Bukowski.

Obraz Emaus należy do cyklu dzieł, które symbolicznie nawiązują do ewangelicznej sceny spotkania Jezusa i dwóch uczniów oraz do dyskusji nad losem odrodzonej Polski. Znajdujące się w zbiorach Muzeum dzieło przedstawia trzy postacie siedzące za stołem. – Wszystkie są portretami znanych osób, Chrystus ma twarz córki artysty, jeden z uczniów w sutannie to dziekan zakliczyński ks. Jan Jasiak, natomiast drugim uczniem jest jeden z okolicznych dziedziców. Postacie są pogrążone w zamyśleniu. Czy nie jest to refleksja nad odrodzoną ojczyzną i jej przyszłością – zastanawiał się ks. Bukowski. Emaus podarował Muzeum ks. Jan Jasiak w 1932 roku.

Oprac. Ryszard Zaprzałka
Źródło: tarnow.gosc.pl 


18:10, tarnowski_kurier_kulturalny , PLASTYKA
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 października 2012

To tytuł fascynującej wystawy ikon napisanych przez absolwentkę tarnowskiego plastyka, obecnie mieszkankę podtarnowskiej Pleśnej Beatę Olszewską, jaką aktualnie oglądać można w naszym Muzeum Etnograficznym. Prezentowanych na niej jest kilkadziesiąt ikon wykonanych tradycyjną techniką autorki oraz dodatkowo stare ikony ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu. - Jest to niezwykle piękna oraz bogata kolekcja, ukazująca nadnaturalny świat ikon – mówi Andrzej Szpunar, dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie. Ikony z  greckiego  εικων, eikón oznaczające obraz  - obraz sakralny, powstały w kręgu kultury bizantyńskiej wyobrażający postacie świętych, sceny z ich życia, sceny biblijne lub liturgiczno-symboliczne. Charakterystyczna dla chrześcijańskich Kościołów wschodnich, w tym prawosławnego i greckokatolickiego. Ikona nie jest zwykłym obrazem religijnym. Malowanie ikon było czynnością świętą. Ikona, która powstawała w klasztorach Starej Rusi, malowana przez uprzywilejowanych mnichów, była emanacją bóstwa, które prowadziło rękę twórcy. Zrodzona w modlitwie, wymagała przed przystąpieniem do pracy specjalnych postów, powstawała w postawie klęczącej autora. Ikony mają za zadanie pogłębiać życie duchowe, wprowadzać do modlitwy. Anonimowy autor ikony miał pomóc podążać we właściwym kierunku. Modlitwa przed ikoną związana jest z określonym rytuałem: przy zapalonych świecach wierni kłaniają się przed ikonami, całują je. - Ikona jest czymś fascynującym. Trudno porównać ją do obrazu religijnego, który znamy. Ikona wciąga, zmienia, nie pozostawia człowieka obojętnym – mówi Beata Olszewska. Ikona towarzyszyła autorce „od zawsze. Pierwsze nieudolnie próbowała malować farbami olejnymi czy akrylem. Poszukiwania miejsca, gdzie można zgłębić tajniki właściwego malowania Ikony, zakończyły się w Krakowie, w pracowni jezuity, ojca Zygfryda Kota. - Nie można oderwać ikony od teologii. Czy to będzie Madonna, czy św. Jerzy, każda z nich będzie chrystologiczna. To jest prawdziwa modlitwa, którą człowiek próbuje odkrywać patrząc na ikonę i modlitwa, która towarzyszy malowaniu ikony – dodaje B. Olszewska. Poza ikonami w jednej z sal można obejrzeć warsztat ikonopisa, szkice, podręczniki. – Są pewne zasady, których trzeba się trzymać. Tak jest w najbardziej tradycyjnym podejściu do materiałów wykorzystywanych. Miesza się jajko z winem i tym dopiero się miesza pigmenty, a nie korzysta się z farb. Potem nanosi się je warstwami. Potem każde pociągnięcie pędzla to misterium. Trwa długo. Może nie tak długo jak kiedyś, ale są tu ikony, które malowałam ponad 100 godzin, dwa tygodnie po 12 godzin dziennie – opowiada autorka wystawy, której wernisaż odbył się w piątek 19 października.



Ikona pełni ważną rolę w kulcie kościołów wschodnich, jest ona przedstawieniem świętego, jego uosobieniem i reprezentacją. Zapewniała łączność ze świętym, pośredniczyła w modlitwie. Uważa się, że jest on obecny w danym miejscu właśnie dzięki ikonie. Czyste kolory używane do malowania, złocenia w płomieniu świec nabierają szczególnego blasku. Ogień świecy jest symbolem wzniesienie duszy do Boga. Pokłon przypomina o tym, że nie tylko dusza, ale i ciało powinno uczestniczyć w modlitwie. Otrzymane od Boga nie jest czymś gorszym od umysłu i ma prawo na równi brać udział w rozmowie z Bogiem. W związku ze świętością ikony nie mogła ona być przedmiotem handlu czy zarobkowania, które z punktu widzenia człowieka wierzącego było traktowane jako grzech.

Dokumenty Soboru Nicejskiego II z 787 roku wspominają, że tradycja wykonywania ikon istniała od czasów apostolskich, nie ma jednak na to żadnych dowodów historycznych. Według tradycji, autorem pierwszych ikon był Łukasz Ewangelista.
Genezę ikony wywodzi się z portretowego malarstwa późnoantycznego. Informacje o istnieniu ikon Chrystusa, Marii, św. Piotra i Pawła oraz innych świętych znaleźć można po raz pierwszy w pismach Euzebiusza z Cezarei i Epifaniusza z Cypru w IV wieku. Przedmiotem kultu stały się ikony już w V w. (wg pism św. Augustyna). Hypatiusz z Efezu wspomina po raz pierwszy o pokłonie przed ikoną w połowie VI w. Wraz z powstaniem ikon pojawił się ruch sprzeciwiający się ich kultowi - ikonoklazm.


W okresie kształtowania się sztuki chrześcijańskiej, słowem "ikona" określano na chrześcijańskim Wschodzie, w krajach pozostających pod wpływami Bizancjum, wszystkie przedstawienia Chrystusa, Matki Boskiej, aniołów, świętych i scen historycznych z Pisma Świętego niezależnie od tego, w jakiej technice były wykonane. W czasach nowożytnych pojęciem tym zaczęto nazywać tylko obrazy przenośne (malowane, rzeźbione, wykonane w emalii lub mozaice), niezwiązane z architekturą. Istnieją przekazy z drugiej połowy VI wieku o cudach dokonywanych przez ikony. Były to zawsze ikony-portrety przenośne, mocy cudotwórczej nie przypisywano ikonom o treści historycznej. Najstarsze zachowane ikony pochodzą z VI wieku z klasztoru św. Katarzyny na Synaju.
Malarstwo ikonowe rozwijało się w Bizancjum, aż do jego upadku w XV wieku oraz na terenach objętych wpływami kultury bizantyńskiej, czyli w Grecji, Serbii, na Bałkanach, w średniowiecznych Włoszech oraz na Rusi. Najstarsze zachowane do naszych czasów ikony pochodzą z VI wieku. Najbardziej reprezentatywne dla tego okresu są zwłaszcza trzy dzieła przedstawiające: świętego Piotra, Chrystusa Pantokratora oraz Marię z aniołami i ze świętymi Teodorem i Jerzym.
Za najwybitniejszego rosyjskiego twórcę ikon uważany jest Andriej Rublow.


Ikony malowano najczęściej na specjalnie przygotowanym drewnie cedrowym lub cyprysowym. Były to święte drzewa dla wschodniego chrześcijaństwa. Na Rusi stosowano drewno lipowe lub sosnowe. Najstarsze ikony były malowane przeważnie przy zastosowaniu techniki enkaustycznej (połączenie wosku pszczelego ze spoiwem malarskim). Od VI wieku farby te zaczęto zastępować temperą jajową, w której spoiwem jest woda, zmieszana z żółtkiem jaja kurzego. Niekiedy na gotową ikonę nakłada się sukienkę - odlane w metalu (srebrze bądź złocie) lub wykonane techniką repusowania zdobienie z otworami na twarz i ręce przedstawionej postaci, przy czym rysunek na blasze dokładnie powtarza zasłonięte fragmenty obrazu.

Oprac. Ryszard Zaprzałka
Zdjęcia  - Paweł Topolski
Źródło – www.tarnow.gosc.pl




13:04, tarnowski_kurier_kulturalny , PLASTYKA
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -