Kategorie: Wszystkie | FILM | LITERATURA | MUZYKA | PLASTYKA | TEATR | religia
RSS

TEATR

piątek, 21 grudnia 2012

 

 

Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak. 

Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłosowało 14 radnych, a ośmiu wstrzymało się od głosu, nie było głosu sprzeciwu. Wydatki, w głównej mierze, dotyczyć będą inwestycji drogowych. Duże środki przeznaczone zostaną także na edukację i gospodarkę mieszkaniową. W sumie inwestycje pochłoną 82 mln zł z prawie 568 mln zaplanowanych po stronie wydatków. Z ważniejszych zadań inwestycyjnych wymienić trzeba rozpoczęcie budowy łącznika z węzłem autostradowym Tarnów-Zachód w Wierzchosławicach. W ramach tego zadania na skrzyżowaniu ulic Kwiatkowskiego i Chemicznej powstanie duże rondo turbinowe. Jego koszt to ponad sześciu mln zł. Nie zapomniano także o drogach wewnątrz miasta. Poszerzenia doczeka się ulica Spokojna na odcinku od ul. Nowodąbrowskiej do ul. Krzyskiej, ul. Starodąbrowska na odcinku od ul. Gomoły do ronda przy ul. Słonecznej oraz ul. Mickiewicza na odcinku od ul. Piłsudskiego do wjazdu na parking przy Urzędzie Wojewódzkim. Tylko na te zadania przeznaczone zostanie 18 mln zł. Zaplanowane na 2013 rok inwestycje pozwolą na dalsze umacnianie Tarnowa jako znaczącego w Małopolsce, drugiego po Krakowie, ośrodka edukacyjnego. Jest to z resztą jeden z celów wskazanych w Strategii Rozwoju Miasta - Tarnów 2020. - W przyszłym roku na inwestycje w infrastrukturę oświatową przeznaczymy prawie siedemnaście mln zł. Za kwotę sześciu mln zł dokończymy budowę Centrum Kształcenia Budowlanego w Zespole Szkół Budowlanych oraz, we współpracy z Politechniką Krakowską, rozpoczniemy realizację kolejnego ważnego projektu, czyli budowę Poligonu Energooszczędności – mówi prezydent Ryszard Ścigała. Z kolei kosztem ponad 10 mln zł kontynuowane będą prace termomodernizacyjne w tarnowskich szkołach. To kilkuletnie i liczone w dziesiątkach milionów złotych zadanie pozwoliło odnowić kilkadziesiąt obiektów w Tarnowie. Efekty są widoczne w mieście, w postaci nowych elewacji, podświetleń, estetyki. Zdecydowano się też na rozpoczęcie zapowiadanego od dawna remontu Burku. To zadanie na około cztery mln zł. Dwa miliony złotych przeznaczono na pierwszy etap systemu „Parkuj i jedź” (m.in. ok. 650 miejsc parkingowych po południowej stronie dworca) i w perspektywie - ożywienie tej części miasta. Kontynuowany będzie program tworzenia miejsc parkingowych, na ulicach pojawią się parkomaty (kwota ok.1,5 mln zł), przybędzie także mieszkań komunalnych. Zaplanowany na 2013 rok budżet to prawie 568 mln złotych po stronie wydatków i 550 po stronie dochodów. Wskaźnik zadłużenia na koniec przyszłego roku nie przekroczy 48 % przy dopuszczalnym poziomie 60% . A co z kulturą? 


Duże oczekiwania, a małe pieniądze. Jak pisze na łamach TEMI Dorota Jucha - propozycje dotacji z miejskiego budżetu dla instytucji kultury działających w Tarnowie pozwolą im tylko na przetrwanie. Szefowie kulturalnych placówek nie kryją rozgoryczenia. Kierujący teatrem zastanawiają się nawet nad decyzją o ograniczeniu premier. O ostatecznej wielkości wydatków na kulturę i kształcie budżetu miasta na przyszły rok decydowali radni podczas sesji zaplanowanej na 20 grudnia. Planowanie wydatków i ewentualnych wpływów na dany rok nigdy nie było zadaniem łatwym, a w czasach cięć budżetowych okazuje się zadaniem wyjątkowo trudnym. Przekonali się o tym ostatnio chociażby kierujący miejskimi instytucjami kultury, przygotowując projekty budżetów dla kierowanych przez siebie placówek. O wysokości dotacji dla tarnowskiej kultury dyskutowali podczas listopadowego posiedzenia komisji kultury i ochrony zabytków składającej się z miejskich radnych. W projekcie budżetu Tarnowa na rok 2013 zapisano kwotę 10 mln 675 tys. zł (na 2012 r. było to 13,1 mln zł) z przeznaczeniem na kulturę. Na utrzymanie i bieżącą działalność czterech instytucji kultury proponuje się przeznaczyć 8 mln 380 tys. zł, w tym są już wydatki na niewielkie inwestycje.

Kierujący Teatrem im. L. Solskiego złożyli wniosek o przyznanie dotacji w wysokości 3,9 mln zł. Tymczasem w projekcie budżetu zapisano 3,650 mln zł. - Ten planowany dla nas budżet wynosi tak naprawdę 3,5 mln złotych, bo 150 tys. zł przeznaczyć mamy na remont zaplecza. Ta suma nie daje możliwości realizację planów artystycznych, czyli premier, organizacji sceny impresaryjnej, repertuarowych przedstawień. Mamy umowy na realizację dwóch dużych projektów współfinansowanych przez Unię Europejską, a dotacja w proponowanej wysokości uniemożliwia nam dołożenie tzw. wkładu własnego, czyli 600 tys. zł. Poza tym po remoncie teatru przez pięć lat musimy utrzymać wszystkie wskaźniki, dotyczące chociażby zatrudnienia, a więc nie możemy oszczędzać zwalniając pracowników - mówili komisji Ewelina Pietrowiak i Rafał Balawejder, kierujący teatrem.
Funkcjonowanie teatru kosztuje: - 2,7 mln zł pochłaniają wynagrodzenia, kolejny blisko milion eksploatacja nowoczesnego budynku, a 800 tys. zł - realizacje artystyczne. Nawet przy zakładanych wpływach z biletów na poziomie 900 tys. zł, teatr nie będzie w stanie zrealizować wszystkich planów.
- Będziemy musieli z czegoś zrezygnować. Nie przygotowujemy premier w drugiej części sezonu, albo rezygnujemy z festiwali. Skoro dotacja nie wystarcza na funkcjonowanie teatru, to może nie musi go tu wcale być. Może lepiej zrobić scenę impresaryjną zamiast teatru repertuarowego, organizować konferencje w budynku. Teatr za małe pieniądze to jest parodia teatru - dodaje Ewelina Pietrowiak.

W jeszcze innej sytuacji jest Galeria Miejska. W roku 2012 prowadziła swoją działalność na terenie dworca kolejowego, w przyszłym roku powinna już realizować wystawy w nowej siedzibie, czyli w pałacyku w Parku Strzeleckim. Ale to oznacza koszty utrzymania i funkcjonowania nawet dwa razy wyższe od dotychczasowych. - Oszacowaliśmy je na 1,420 mln zł, ale plan wydatków na rok 2013 mieliśmy przygotowywać jeszcze pod działanie na terenie dworca. I w projekcje budżetu zapisano dla nas 880 tys. zł, z czego 150 tys. zł to inwestycje - zakup nowego samochodu oraz specjalistycznego sprzętu i mebli do nowych sal wystawowych - wyjaśnia Ewa Łączyńska-Widz, dyrektor Galerii Miejskiej. Być może już końcem marca przyszłego roku galeria przeprowadzi się do nowej siedziby i bardzo szybko okaże się, że dotacja jest niewystarczająca. Co wtedy? Miasto obiecuje, że na bieżąco będzie śledzić sytuację, by w odpowiednim momencie składać wnioski o dodatkowe pieniądze dla tej instytucji kultury.

Tarnowskie Centrum Kultury wnioskowało o dotację na poziomie 1,4 mln złotych, a po pierwszych cięciach budżetowych ma dostać 1,150 mln zł.
- Możemy liczyć na dochody z kina Marzenie w kwocie ponad miliona złotych rocznie, chociaż sporo zależy od filmów w repertuarze. Dzięki tym wpływom organizować możemy inne wydarzenia. Za 150 tys. zł wyremontować chcemy toalety w przyziemiu kina, które są w opłakanym stanie. Będziemy starać się o pozyskanie dodatkowych pieniędzy, by ten remont połączyć z poprawą stanu niewielkiej sąsiedniej salki, gdzie odbywają się spotkania podczas festiwalu filmowego - mówi Tomasz Kapturkiewicz, dyrektor Tarnowskiego Centrum Kultury.

Na działalność Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tarnowie miasto planuje przeznaczyć kwotę 2,7 mln zł. W niej mieści się już dotacja z powiatu tarnowskiego w wysokości 150 tys. zł, kolejne 100 tys. przeznaczone ma być na wymianę sprzętu komputerowego.

Marcin Sobczyk, dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miasta Tarnowa zapewnia, że finanse poszczególnych miejskich instytucji kultury i ich potrzeby są na bieżąco monitorowane. - Jeżeli jest potrzeba, to w ciągu roku dyrektorzy mogą zgłaszać wnioski o dodatkowe dotacje na sfinansowanie konkretnych działań - po to są pieniądze będące w dyspozycji wydziału kultury i utworzony kiedyś fundusz w wysokości 100 tys. zł. Poza tym przy podsumowywaniu budżetu za kończący się rok, widać będzie, że instytucje obracały kwotami większymi od przyznanych dotacji. To oznacza, że dyrektorzy chcą i potrafią skutecznie pozyskiwać pieniądze z zewnętrznych źródeł, a niektóre z instytucje zarabiają na swoje wydatki.
Sam wydział kultury może dysponować w 2013 roku kwotą 800 tys. zł - tyle zapisano w projekcie budżetu.

Ostateczną decyzję o wielkości wydatków na kulturę i budżetach poszczególnych instytucji kultury w mieście, podjęli tarnowscy radni 20 grudnia. Oczywiście, mogli wprowadzić poprawki, ale by dołożyć na kulturę, trzeba zabrać...  No właśnie, komu?

Dorota Jucha  (TEMI)







19:02, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 grudnia 2012

Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemysława Wojcieszka, w reżyserii Piotra Waligórskiego. Nie jest to bynajmniej spektakl muzyczny, jak mylnie mógłby to sugerować tytuł, ale dramatyczna opowieść o ludziach, w których życie wkracza tragiczne zdarzenie, zmuszając ich do refleksji nad sobą i szukania odpowiedzi na trudne pytania, m.in. o sens wiary w Boga czy rolę śmierci w naszym życiu. Pytań zresztą w sztuce pada o wiele więcej, a wszystkie mają znaczącą wartość egzystencjalną. Co się zaś tyczy odpowiedzi, to gotowych oczywiście nie ma, ale zainspirowany widz zawsze może spróbować ich poszukać na własną rękę. Polski dramatopisarz i scenarzysta, a także reżyser teatralny i filmowy. W obydwu tych rolach – autora i inscenizatora – tarnowianie mieli okazję go już poznać podczas ubiegłorocznej Talii, gdy Teatr Polonia zaprezentował na festiwalu jego autorskie przedstawienie „Jeszcze będzie przepięknie”. Twórczość Wojcieszka, od pierwszych jego sztuk – „Made in Poland”, „Cokolwiek się zdarzy, kocham cię”, „Osobisty Jezus”, „Ja jestem zmartwychwstaniem”, „Zaśnij teraz w ogniu” – po ostatnią wystawioną w Tarnowie, dotyka różnych aspektów współczesnego życia i dotyczy różnych środowisk społecznych, jednak ma pewne charakterystyczne wyróżniki, a są to: odwaga i bezkompromisowość w dotykaniu tematów trudnych, konstrukcja dramatyczna inspirowana filmowym montażem, szybkie tempo akcji.


Anna i Piotr to ludzie ze sporym już małżeńskim stażem. Mają siedmioletniego synka, ładne mieszkanie, Piotr robi karierę w firmie brokerskiej, zapewniając rodzinie niezły status materialny. Pozornie wszystko wygląda w porządku, widz jednak szybko orientuje się, że między małżonkami nie ma prawdziwej więzi, porozumienia, bliskości, także tej seksualnej. Kiedyś było inaczej – wspominają czasy, gdy byli biedni i podróżowali z plecakami w każdy weekend, potrafili cieszyć się życiem.

Ale coś między nimi umarło, wieje chłodem. Ona stara się zapełnić pustkę, szukając jakiegoś głębszego sensu istnienia w spotkaniach kółka religijnego i rozmowach z księdzem Mariuszem, kolegą ze studiów. On – zdeklarowany ateista – wykpiwa jej religijność, sam zaś pociesza się w ramionach Agnieszki, prostytutki na telefon, która funduje mu masochistyczne uciechy. W życiową rutynę bohaterów wkracza nieszczęście. Pewnego dnia siedmioletni Artur mdleje w szkole, po czym zapada w śpiączkę. Po nerwowych godzinach spędzonych na szpitalnym korytarzu małżonkowie słyszą diagnozę, która brzmi jak wyrok: rak krwi. Mimo wysiłków lekarzy siedmiolatek umiera. Anna i Piotr cierpią, ale nie potrafią pomóc sobie nawzajem. Nie znajdują też pociechy poza domem. Piotr odrzuca miłość Agnieszki – zresztą cały czas traktował ją tylko instrumentalnie. Zawodzi również ksiądz Mariusz, który sam przeżywa chwile zwątpienia i nie umie w rozmowie z Anną wyjść poza religijne slogany. W końcu kapituluje – po spędzonej z nią nocy staje się pełnym zrozumienia i współczucia świadkiem jej samobójczej śmierci.

Tak można by w skrócie opowiedzieć „Piosenki o wierze i poświęceniu”. Tylko, że to, co najważniejsze w tej sztuce, w takim ujęciu umyka, bo cały jej emocjonalny potencjał tkwi nie tyle w fabule, co w treści monologów i dialogów bohaterów. Autor kontrastowo zestawia postaci – małżonków pod względem osobowości, Prostytutkę i Księdza pod względem odniesień społecznych i kulturowych. Jego bohaterowie funkcjonują na dwóch różnych biegunach życia – cielesnym i duchowym, które w konsekwencji okazują się nie tak odległe od siebie.


Ponadto Wojcieszek posługuje się pewnymi schematami dobrze znanymi w naszej kulturze, można rzec wyświechtanymi w literaturze, teatrze czy kinie, co niebezpiecznie zbliża jego dzieło do typowych, a przez to kiczowatych rozwiązań fabularnych. Szczęśliwie wszakże udaje mu się ich uniknąć, bo tekst broni się znakomicie, zawiera kilka prawdziwych perełek i wywiera głębokie wrażenie.

Niestety inscenizacja „Piosenek o wierze i poświęceniu” Piotra Waligórskiego na tarnowskiej Scenie Underground nie jest pozbawiona wad. Przede wszystkim brak jej tempa, choć w samej konstrukcji dramatu istnieją zadatki na naprawdę szybką akcję. Niektóre sceny zupełnie niepotrzebnie wloką się, wydłużane zastyganiem i milczeniem aktorów, które niczemu nie służą, a już na pewno nie względom artystycznym.

Fatalnie zostali poprowadzeni aktorzy, którzy przerysowują grane postacie, a ich zbyt wyraziste zachowania (mimika, gesty, reakcje) dają efekt sztuczności. Efekt tym bardziej niepożądany, że widz obserwuje wszystko z bliskiej perspektywy. I tak Piotr Hudziak wpadający w jakieś ataki mazgajstwa czyni postać Księdza nieprzekonującą, przypominającą bardziej rozhisteryzowane dziecko niż zagubionego dorosłego człowieka, który przecież decyduje się na tak radykalne posunięcia, jak złamanie celibatu czy asystowanie przy samobójczej śmierci. Więcej finezji w grze przydałoby się także Kindze Piąty (Żona) i Aleksandrowi Fiałkowi (Mąż). Ich przesadna mimika uzasadniona jest tylko w milczącej scenie w szpitalu (notabene bardzo dobrej), gdy dociera do nich świadomość śmierci dziecka, i do tej sceny powinna się ograniczyć. Najlepiej z aktorskiego zespołu spisała się Zofia Zoń, grana przez nią Prostytutka jest postacią żywą, z krwi i kości.


Tarnowski spektakl ma też pewne zalety. Mocną jego stroną jest na pewno scenografia Wojciecha Stefaniaka, który świetnie wyczuł i wykorzystał przestrzeń niewielkiej podziemnej sali. Zważywszy na dużą liczbę epizodów, z których składa się sztuka, i potrzebę częstej zmiany miejsca akcji, zadanie miał niełatwe. Mimo to udało mu się stworzyć bardzo udany układ przestrzenny, który pozwala przenosić się aktorom z planu na plan bez zmiany dekoracji, a także umożliwia grę na dwóch planach jednocześnie. Perfekcyjnie dopracowany został przez Piotra Waligórskiego dźwięk, odgrywający w przedstawieniu istotną rolę – od cichego i niepokojącego pomruku towarzyszącego scenom rodzinnym, poprzez liryczne lub złowrogie tony, które sygnalizują przejścia z jednego epizodu do drugiego, aż po muzykę współtworzącą nastrój ważnych zdarzeń, z przejmującym finałem włącznie.

Reasumując, „Piosenki o wierze i poświęceniu” to niezła sztuka w nieco gorszej teatralnej realizacji. W konsekwencji otrzymaliśmy dzieło, które trochę nudzi, trochę wstrząsa. Jeśli jednak ktoś chce zmierzyć się z trudnymi sprawami, przemyśleć tak istotne problemy, jak sens istnienia, tajemnicę przeznaczenia, rolę relacji z innymi ludźmi w naszym życiu czy potrzebę nadziei, spektakl na Scenie Underground Tarnowskiego Teatru z pewnością mu w tym pomoże.

Beata Stelmach-Kutrzuba  (TEMI)




10:11, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 grudnia 2012

Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małej Scenie został wystawiony spektakl „Brzydal” w reżyserii Łukasza Fijała. W tekście Mayenburga, jednego z najważniejszych niemieckich współczesnych dramatopisarzy tytułowy bohater Lette, wybitny naukowiec, pewnego dnia dowiaduje się od szefa, że nie będzie promował swego wynalazku. Powodem, jak twierdzą współpracownicy i jego żona, jest "brzydka twarz" wynalazcy... Czy Lette jest brzydki? A może ktoś mu to wmawia? Jego żona, szef, asystent, chirurg, bogata starsza dama, którą spotyka po drodze? Jak zmieni się bohater, któremu w szczytowym punkcie kariery kilkoro życzliwych powiedziało, że nie pasuje do ogólnie przyjętego wzorca człowieka fizycznie idealnego? Czego pragnie Lette, czego brakuje mu w życiu, że postanawia zmienić swoją twarz?

 

„Brzydal” jest historią pełną ironii, obnażającą cynizm relacji między ludźmi i manipulacji medialnej. W interpretacji Łukasza Fijała Lette staje się ofiarą opinii społecznej, ale też własnej psychologicznej autosugestii. Brzydal to człowiek utkany z opinii świata zewnętrznego, stworzony na wzór reklam, zdjęć i idealnych wizerunków, którymi jest otoczony. Mayenburg prowadzi opowieść w charakterystyczny dla siebie sposób- jego język jest groteskowy, momentami brutalny i nieprzyzwoicie śmieszny. Brzydal jest sarkastyczną groteską porażającą siłą uniwersalizmu i chłodem zdystansowanego obserwatora otaczającego nas świata. Mayenburg stawia tu pytania o granice manipulacji, której jesteśmy poddawani niemal na każdym kroku. Ideały, wymogi stawiane przez modę, reklamę i mass media - głównych kreatorów naszej świadomości - ograniczają swobodę współczesnej jednostki, a wolny wybór w rzeczywistości nastawionej na ciągły postęp i nowości rynkowe, zdaje się być tylko ułudą. Jak skończy się przygoda Lettego i jego nowego wizerunku? Organizatorzy tak instruują potencjalnych widzów:  Przygotuj się. Spójrz w lustro. Użyj fluidu, zamaskuj niedoskonałości cery, ubierz wyszczuplającą sukienkę i wysmuklający garnitur. I przyjdź do teatru, aby się przekonać.  Jednym słowem liczy się opinia. I o tym z reżyserem Brzydala” Łukaszem Fijałem rozmawia Anna Wakulik – kierownik literacka teatru (wywiad poniżej). Sobotnią premierę poprzedził wernisaż prac trzech tarnowskich artystów „Trifonium – malarstwo, rzeźba i okno”. W foyer teatru swoje prace pokazali: Waldemar Żuchnicki, Wojciech Ruszel i Michał Poręba.


Jakie pytania zadałby Pan osobom, które wybierają się na spektakl "Brzydal"?
Łukasz Fijał: Czy potrafiłbyś wskazać jedną, konkretną rzecz, która ma decydujący wpływ na to, kim teraz jesteś? Jedną wartość, która cię definiuje, decyduje o twoim postrzeganiu samego siebie oraz o tym, co myślą o tobie inni? Czy byłaby to wyznawana przez ciebie religia, preferowane poglądy polityczne, zdobyta wiedza, wrażliwość estetyczna, wykonywany zawód, związki uczuciowe, a może miejsce, w którym dorastałeś lub twoje plany na przyszłość?

"Brzydal" jest o tym, że nasz wizerunek nie jest generowany przez to, kim w istocie jesteśmy, prawda? Ten wizerunek jest w jakiś sposób wytworzony- przez kogoś, coś, jakąś siłę zewnętrzną.
ŁF: Tak. Możesz przecież zapisać się do partii politycznej albo zmienić wyznanie, zacząć chodzić do kina, przestać do niego chodzić, czytać mądre książki albo te niemądre. Możesz wziąć ślub lub się rozwieść. Zbierać warzywa za granicą albo robić doktorat na uniwersytecie, żebrać lub grać na giełdzie. To wszystko ma jednak bardzo nikły wpływ na to, kim jesteś i co inni o tobie myślą.

To co ma na to wpływ?
ŁF: Kluczowe znaczenie ma fakt, iż ktoś dowiedział się, że twoja zdrowo wyglądająca skóra jest wynikiem zabiegu chirurgicznego. Istotne jest, że widział plakat wyborczy z twoim nazwiskiem, zobaczył na twoim koncie portalu społecznościowego, że lubisz konkretny gatunek filmów. Ważne jest to, że powiedziałeś komukolwiek, że grasz na giełdzie, albo że ktoś dowiedział się, że wziąłeś ślub. Albo że ten ktoś jest przekonany, że jesteś ateistą lub alkoholikiem czy że czytasz kryminały.

Czy wobec tego nas- oraz głównego bohatera sztuki Mayenburga, Lettego- po prostu nie ma? Jest jeszcze ktoś taki jak człowiek? Czy tylko jakiś fantom, wizerunek odklejony od podmiotu? Da się oddzielić fakty z naszego życia od tego, co o tych faktach "mówi się"?
ŁF: Sam fakt obiektywny, o ile coś takiego w ogóle istnieje, jest mało istotny. Ważne jest to, że ktoś się czegoś o tobie dowiedział, zapamiętał i w swoim postrzeganiu i traktowaniu ciebie uwzględnił zdobytą o tobie wiedzę. Co istotne, sama sytuacja, iż ktoś wie o pewnej sprawie dotyczącej ciebie jest o wiele bardziej istotna, niż wydarzenie, które sprawy dotyczy. Ważne, że ktoś uważa, że robisz doktorat, nieistotne, czy naprawdę go robisz. Liczy się opinia. Ona działa i ona ma realny wpływ na twoje życie i na to, jak inni cię traktują.

  

 O czym więc jest dla Pana "Brzydal"?
ŁF: „Brzydal” jest uniwersalną opowieścią o tym, jak funkcjonuje opinia. Powszechnie znane, konkretne przeświadczenie dotyczącej pewnej osoby. „Brzydal” to sztuka o tym, jak taka opinia wpływa na życie człowieka i na to, jak inni pod wpływem opinii człowieka postrzegają. Przynajmniej ja mam taką opinię, jeśli o „Brzydala” chodzi.

rozmawiała Anna Wakulik

Triforium – malarstwo, rzeźba i okno


Waldemar Żuchnicki studiował Historię Sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie oraz na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ukończył Wydział Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uzyskując dyplom w Pracowni prof. Jerzego Nowosielskiego oraz aneks z malarstwa architektonicznego w Pracowni prof. Janiny Kraupe – Świderskiej. Uprawia malarstwo, rysunek i grafikę. Brał udział w kilkunastu wystawach w kraju i za granicą. W 1991 roku otrzymał prestiżową nagrodę Pollock – Krasner Fundation w Nowym Jorku.

Wojciech Ruszel jest wieloletnim członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków. Zajmuje się rzeźbą i malarstwem. Przy pomocy tradycyjnych środków i metod wykonuje precyzyjne repliki historycznych mebli oraz renowacje. Wykonał rzeźbę portretową Z. Strzałkowskiego dla Szkoły Podstawowej w Zawadzie pod Tarnowem. Udział w warsztatach „Tarnowskie Klimaty”2005 i 2008,” Salon Jesienny”, oraz wystawa indywidualna w „Strefie Fantazji” Tygla Kultury, w plenerach krajowych i zagranicznych.

Michał Poręba ukończył WSP w Krakowie. Dyplom z malarstwa w pracowni prof. Ireny Popiołek i prof. Aleksandra Pieńka w 1992 r. Uprawia rysunek, malarstwo, rzeźbę, działania parateatralne oraz performance. Wykładał w Akademii Pedagogicznej w Krakowie, prowadził pracownię plastyczną w TCK. Jest twórcą i autorem realizacji teatru plastycznego APRAPLA, prezentowanego m.in. na Festiwalu Działań Plastycznych i Teatralnych w Tczewie, Festiwalu Komedii TALIA w Tarnowie oraz podczas Tygla Kultury w Zielonej Górze, Ciężkowicach i Tarnowie. Jest autorem pomników Jana Szczepanika i Andrzeja Małkowskiego usytuowanych w centrum Tarnowa. Prace prezentował na wielu wystawach w kraju i za granicą. Nagradzany min. za performance: Magiczny Środek Ziemi w Ogólnopolskim Przeglądzie Projektów Edukacyjnych Vademecum – pójdź ze mną organizowanym przez InSEA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Wychowania przez Sztukę) na Europejskim Kongresie w Poznaniu, za performance Vitae... w międzynarodowym konkursie sztuki współczesnej Tarnowskie Klimaty oraz nagrodą Prezydenta Miasta Tarnowa. Wiceprezes ZPAP OT.


 Opracował na podstawie materiałów teatru – Ryszard Zaprzałka   Zdjęcia– Paweł Topolski



21:05, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 października 2012

To nie musical. Nie jest to też koncert pieśni kościelnych albo patriotycznych. To bolesna historia dojrzewania duchowości czterech zupełnie różnych osób, które łączy tragiczne wydarzenie. Syn Anny i Piotra pewnego dnia mdleje w szkole. Ona, wykształcona, pracująca dziewczyna, i on, spędzający całe dnie w pracy aktywny biznesmen, muszą zmierzyć się z tematami, które dotychczas istniały poza nimi. Anna, osoba wierząca, pomocy w momencie zwątpienia szuka w instytucji Kościoła katolickiego i w ramionach Mariusza- zagubionego, ale pewnego swoich przekonań młodego księdza, z którym zna się od szkolnych lat. Piotr, absolutny ateista, który "nie musi w nic wierzyć, żeby rano wstać, ogolić się, wyrzucić śmieci", na tragedię, która spotyka jego rodzinę, reaguje kompulsywnym poszukiwaniem uciech cielesnych. Zaczyna spotykać się z prostytutką Agnieszką. Dla tej postaci jedyną osiągalną formą religii... "Piosenki o wierze i poświęceniu" reżysera, scenarzysty i dramatopisarza Przemysława Wojcieszka, której polska premiera odbyła się w piątek 26 października 2012 roku  undergroundowej scenie tarnowskiego teatru to sztuka o duchowości i seksualności. To próba zdefiniowania miejsca, w którym jest współczesny człowiek- ten żyjący w zgiełku miasta, a jednak potrzebujący religii i drugiego człowieka. Życie Piotra i Anny zmienia się dramatycznie, gdy ich siedmioletni syn mdleje w szkole i zaczyna chorować. Każde z nich próbuje na swój sposób poszukiwać odpowiedzi na to, co się stało- w instytucji kościoła oraz w relacjach z innymi ludźmi. Do życia pary wkraczają ksiądz i prostytutka, sportretowani przez autora w sposób daleki od stereotypów. Wojcieszek w elegancki, technicznie doskonały sposób wchodzi w swojej sztuce na teren tradycyjnie poddany silnej tabuizacji. Czy ksiądz może kochać? Kim jest kobieta, która sprzedaje swoje ciało? Po co nam religia i wiara? Kim w społeczeństwie zatomizowanych jednostek staje się dla nas drugi człowiek i jak bardzo jesteśmy w stanie poświęcić się dla niego? Na ile możliwa jest dzisiaj głęboka relacja z inną osobą? Z tą intrygującą materią sztuki próbuje zmierzyć się nasza recenzentka Małgorzata Budzik. Oto jej recenzja.


Gdzie jest Bóg, kiedy go nie ma?

Brzydkie kobiety nie zabijają się. Zazwyczaj robią to atrakcyjne, świetnie zapowiadające się zawodowo, wykształcone i energiczne panie. Pozostawiają po sobie niewygodną konsternację. Nikt przecież nie spodziewał się tego po nich, nic nie zapowiadało ich śmierci. Najczęściej zażywają leki nasenne, które mieszają z winem. Taka śmierć nie szpeci ciała. Odchodzą, tak jak żyły – piękne i pachnące.
Słabi mężczyźni nie płaczą. Zdarza się to natomiast silnym panom na wysokich stanowiskach. Biznesmenom, którzy nie muszą: „w nic wierzyć, żeby rano wstać, ogolić się, zjeść śniadanie, wynieść śmieci”. Kiedy ich wysportowane i zdrowe ciało drży, świadków ogarnia bezradność. Nikt bowiem nie wie, jak zachować się wobec męskich łez. Zdecydowanie nie jest im z tym do twarzy.

Prostytutki nie kochają. One uprawiają miłość i nie wierzą w Boga. Czasem traktują seks, jako formę medytacji. Po każdym kliencie biorą prysznic. Woda oczyszcza ich ciała i dusze. Nie wypada im także dzwonić do klienta, zwłaszcza w nocy. Wówczas śpi on z żoną, której bezskutecznie chce „wybzykać” z głowy złe nastroje dziesięciominutowym seksem na podłodze. Dziwka nie ma uczuć, to tylko numer w telefonie, który mężczyzna zapomina wykasować.


Księża nie wątpią. Mają silną wiarę w: „Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi”. Kapłani są zawsze dostępni dla swych wiernych, których nieustannie wspierają. Mają bardzo dużo pracy, nawracają zbłąkane dusze na łono Kościoła. Dlatego też nie mają czasu stawiać pod znakiem zapytania istnienia Boga.

Małe dzieci nie umierają. Tego nie robi się rodzicom. Ich cierpienie jest niemoralne, nieestetyczne, irracjonalne. Dzieciństwu przypisuje się radość, zabawę, błogość, nie sale szpitalne i łzy rodziców. Ból tych najmniejszych jest tak wielki, że można go jedynie ukryć. Następnie naiwnie go infantylizując udawać, że nie istnieje. Małe dzieci przecież są tylko po to, aby je kochać.

Każdy z wymienionych przypadków budzi kontrowersje, narusza utrwalone w społeczeństwie tabu. Dlatego trudno pojąć Miłosza, gdy pisze: „Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna, i mija tak człowiek, i już zapomina, o co miał walczyć i po co”. Współczesnego człowieka bowiem nie stać na uśmiech wobec cierpienia, które go dotyka. Dzisiaj – „Człowiek człowiekowi wilkiem”.

Te i inne kwestie poruszone zostały w polskiej prapremierze spektaklu w Tarnowskim Teatrze Solskiego „Piosenki o wierze i poświęceniu” w reżyserii Piotra Waligórskiego. Sztuka Przemysława Wojcieszka nie daje jednak łatwych rozwiązań, raczej stawia pytania, niż na nie odpowiada. W obliczu cierpienia bohaterowie pozostają sami ze sobą. Z czasem już nie wiedzą, co bardziej boli: śmierć dziecka, zwątpienie, zdrada, utracona miłość, czy wywołane tym doskwierające im osamotnienie? Kinga Piąty (żona), Zofia Zoń (prostytutka), Piotr Hudziak (ksiądz) oraz Aleksander Fiałek (mąż) otrzymali zadanie niewykonalne. Pokazać mieli na kameralnej scenie Undrground największe wydarzenie w życiu człowieka – „narodziny i śmierć Boga”. Trzeba przyznać, że poradzili sobie z tym bardzo różnie. Wcale mnie to nie dziwi. Jak bowiem pokazać uczucie pustki i być zarazem autentycznym? Jak nazwać i wyrazić brak obecności, nie popadając przy tym w rozpacz, patos, śmieszność, sztuczność lub znudzenie?

Reżyser w taki sposób poprowadził aktorów, że nie tylko oni pozostają bezradni wobec cierpienia granych przez nich postaci. Bezradny jest także widz. Po stu minutach przesyconych bólem, próbami zrozumienia rzeczy niemożliwych do pojęcia przez ludzki umysł, czuje pustkę. Pozostaje z nią sam, bez odpowiedzi na nurtujące go pytania i bez katharsis, którego podczas trudnego i ciężkiego przedstawienia nie sposób doświadczyć.


Podobno, jak pisze poeta: „życie bez boga jest możliwe, życie bez boga jest niemożliwe”. Na pewno jednak po obejrzeniu tarnowskiej realizacji „Piosenek o wierze i poświęceniu” pobrzmiewa w głowie jedno gorzkie pytanie, na które nikt nie ma najmniejszej ochoty odpowiadać. Wykrzykuje je żona niewiernego męża, matka zmarłego synka, kochanka wątpiącego księdza, femme fatale – „Gdzie jest Twój Bóg?”.

Małgorzata Budzik

Prapremiera sztuki odbyła się 2 grudnia 2011 w Rag Factory w Londynie. Tarnowska realizacja jest polską prapremierą tekstu.
Spektakl dla widzów powyżej 18 roku życia. 


09:53, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 października 2012

To idea całkowicie oddolna i prawdziwie obywatelska, organizowana wolontaryjnie przez sygnatariuszy Obywatelskiego Porozumienia Osób i Organizacji na rzecz Tradycji i Niepodległości. Patronem medialnym i jednym z głównych organizatorów Festiwalu jest portal inTARnet.pl. Zawiązane z początkiem 2012 roku  Obywatelskie Porozumienie Osób i Organizacji na rzecz Tradycji i Niepodległości stanowi  płaszczyznę żywej współpracy przedstawicieli już ponad 20 patriotycznych i chrześcijańskich stowarzyszeń, nieformalnych organizacji społecznych oraz  licznej grupy obywateli dotychczas nigdzie nie zrzeszonych. Pod  Deklaracją  Porozumienia  podpisało się dotychczas blisko 300 osób i wciąż przybywają nowi. W Komitecie Honorowym  Porozumienia znalazło się wielu szacownych obywateli Tarnowa i ziemi tarnowskiej: Stanisława Wiatr-Partyka, Karol Krasnodębski, Maria Żychowska, Elżbieta i Antoni Ziębowie … Porozumienie działa bardzo aktywnie. Ma na swoim koncie organizację kilku interwencyjnych akcji społecznych, zdarzeń kulturalnych (spektakle,  seanse filmowe, spotkania autorskie) i publicznych dyskusji na najważniejsze dla naszego narodu i państwa tematy,  a także organizację wielu uroczystości  patriotycznych w Tarnowie (m.in. ceremonię odsłonięcia  ufundowanej przez obywateli miasta  Tablicy Smoleńskiej nieopodal Grobu  Nieznanego Żołnierza, uroczystości upamiętniające ofiary ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów, czy ostatnio obchody 73. Rocznicy wybuchu II wojny światowej pod byłą siedzibą gestapo i NKWD w Tarnowie). Od strony formalno - prawnej,   pomocy  organizacyjnej udziela Porozumieniu Oddział nr 2  Zarządu Regionu Małopolska NSZZ „Solidarność”. Data inauguracji I edycji Festiwalu (koniec października)  wybrana jest nieprzypadkowo. Jest to  odwołanie się do wydarzeń sprzed 94 lat, kiedy to tarnowianie – jako prawdopodobnie pierwsi  w kraju – zrzucili jarzmo zaborcze, rozbrajając Austriaków,  po akcie poddania się przez tarnowską  Radę Miasta „rządowi w Warszawie”. Festiwal -  w założeniu już cykliczny – ma stanowić oddolne, obywatelskie wzmocnienie dla  dumnego hasła „Tarnów – Pierwsze Niepodległe”, jakim posługuje się  nasze Miasto, a odnoszącego się do tej chlubnej,  radosnej  karty naszej lokalnej i ogólnonarodowej  historii. Festiwal jest również  próbą podkreślenia znaczenia  pierwszorzędnego zadania, umieszczonego w Deklaracji Obywatelskiego Porozumienia Osób i Organizacji na rzecz Tradycji i Niepodległości. Sygnatariusze tego dokumentu uznali bowiem „niepodległość państwa polskiego oraz wolność jego obywateli jako warunek konieczny dla pełnego rozwoju narodu polskiego oraz pomyślnej jego przyszłości, za które to wartości miliony naszych rodaków poświęciło swe życie”. Pochylając się zatem z refleksją, ale i pełną otwartością, nad ważnymi pytaniami („czy o taką niepodległość, jaką mamy, walczyli nasi przodkowie ?” oraz „co dziś oznacza i jakie wyzwanie stanowi  Niepodległość” ?), organizatorzy chcą nadać już pierwszej edycji  Festiwalu charakter możliwie szeroki, nawet ogólnopolski.  Honorowy Patronat nad Festiwalem objął bp. Andrzej Jeż Biskup Tarnowski. Zabiegając o ten Patronat, organizatorzy chcieli podkreślić szczególną wagę pierwszego członu  tradycyjnej patriotycznej triady: Bóg  Honor  Ojczyzna oraz historyczną rolę Kościoła w  kultywowaniu postaw niepodległościowych i przechowywaniu pamięci   o polskiej państwowości. I Festiwal Niepodległości ma stanowić niejako ukoronowanie procesu  budowy  nowego Porozumienia i jego punkt  kulminacyjny. Jego zasadniczym celem jest aktywizacja i integrowanie lokalnych środowisk patriotycznych poprzez wzajemne wspieranie działań oraz inicjowanie wspólnych przedsięwzięć. Organizatorzy chcą, aby również w kolejnych latach festiwalowa formuła pozostała obywatelska – to znaczy realizowana była wolontaryjnie, na zasadzie „non profit” przez społeczność naszego miasta i regionu przy wsparciu organizacji pozarządowych, nie finansowej pomocy instytucji publicznych  oraz wartościowych mediów. Festiwalowe wydarzenia w Tarnowie  poprzedził  XXVII Tydzień Kultury Chrześcijańskiej organizowany przez Klub Inteligencji Katolickiej.  W ciągu  w sumie ośmiu dni tej cyklicznej imprezy w dniach 21-28 X  można było wziąć udział  w licznych wystawach, spotkaniach i wykładach,  a także seansie filmowym i spektaklu oraz intrygującym panelu naukowym. I  Festiwal Niepodległości jest niejako kontynuacją i twórczym rozwinięciem treści tegorocznego „Tygodnia”, który odbywał się pod hasłem „Kultura potrzebuje wolności”.  Fakt korespondowania tego hasła z tematyką Festiwalu  oraz współpraca z KIK zostały podkreślone poprzez włączenie w program „Tygodnia” inauguracyjnego bloku  festiwalowych wydarzeń w Teatrze im. L. Solskiego 28 października. Oto szczegóły tego absolutnie wyjątkowego wydarzenia.



27 października (sobota)

Imprezą towarzyszącą Festiwalowi jest czwarta już edycja fabularnej gry miejskiej „Tarnów’46”. Tegoroczna edycja nosi tytuł „Rozegrać Pronobisa” i przywołuje wydarzenia z lipca 1945, kiedy to z tarnowskiego więzienia uciekła grupa 35 więźniów. Część z nich weszła w skład zakonspirowanego oddziału „Huragan”, na którego czele stanął Bolesław Pronobis, były żołnierz AK. Jakie będą jego dalsze losy? Odpowiedzi udzieli przebieg Gry. Rynek i sąsiednie ulice staną się 27 października br. wielką planszą, na której rozegrana zostanie IV Gra Miejska „Tarnów’46”. Przewodnią ideą przedsięwzięcia jest przybliżenie najnowszej historii Polski przez pryzmat wydarzeń  lokalnych. Akcja rozgrywa się w Tarnowie tuż po II wojnie światowej. W mieście toczy się zacięta walka między żołnierzami podziemia niepodległościowego, popularnie dziś zwanymi Żołnierzami Wyklętymi, a zwolennikami nowego, komunistycznego ustroju, którymi kieruje Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Uczestnicy Gry zostaną przyporządkowani do poszczególnych grup, mających różne, zazwyczaj sprzeczne ze sobą, cele. Odgrywając role, jak w teatrze, swoimi decyzjami wpływają na jej kierunek. Fabuła Gry jest mocno osadzona w historii, w faktycznych wydarzeniach, udokumentowanych przez historyków, ale jej finał jest nieprzewidywalny i zależy od wielu czynników. Szczególnie mile widziana jest młodzież szkół średnich. Organizatorem przedsięwzięcia jest Towarzystwo Michała Archanioła.

28 października (niedziela) – Teatr im. L. Solskiego

- Targi wydawnictw niepodległościowych: foyer Teatru – od godz. 10:00 do 20:00
- Specjalna  prezentacja spektaklu teatralnego „Wyklęci” w wykonaniu  Teatru Nie Teraz (Mała Scena: godz. 12.00 – pionierskiego spektaklu teatralnego o Żołnierzach Wyklętych.
O spektaklu, wyróżnionym przez redakcję prestiżowego miesięcznika TEATR poprzez umieszczenie wśród najlepszych w Polsce  propozycji  teatralnych sezonu 2011/12 w kategoriach  „Najlepszy teatr” oraz „Najlepsze przedstawienie teatru alternatywnego”,  mogliśmy we wrześniowym numerze TEATRU  przeczytać następujące słowa:
„Wyklęci”, autorski spektakl Tomasza Antoniego Żaka, T. Nie Teraz, Tarnów. Połączenie wysublimowanego dzieła teatralnego z dokumentem. Spektakl doskonały artystycznie i wysmakowany estetycznie, o poetyckiej narracji mimo wstrząsającego tematu. Ma ogromny wymiar historyczno-polityczny. Daje wzorce o trwałej wartości.”
Spektakl „Wyklęci” miał swoją premierę 25 i 26 maja 2012 r., w murach Aresztu Śledczego Warszawa-Mokotów. Podobnie jak i ubiegłoroczna premiera TNT, „Ballada o Wołyniu” (wystawiona w Muzeum Niepodległości w Warszawie), „Wyklęci” debiutowali poza naszym rodzinnym miastem. Spektakl jest na najlepszej drodze, by „przeskoczyć” frekwencyjną poprzeczkę, ustawioną wysoko przez „Balladę o Wołyniu”, którą obejrzało ponad 4300 widzów w całej Polsce.

WYKLĘCI
scenariusz, scenografia, reżyseria – TOMASZ ANTONI ŻAK
aktorzy: AGNIESZKA RODZIK (Lilka); EWA TOMASIK (Helena); MAGDALENA ZBYLUT (Danusia); ŁUKASZ KRZEMIŃSKI (Konrad); PRZEMYSŁAW SEJMICKI (Janek)

- Publiczna debata ”Niepodległość. Ewolucja pojęcia i  jego percepcja” z udziałem profesorów  prawa konstytucyjnego, historii, stosunków międzynarodowych, ekonomii (godz. 13:30, Duża Scena)
Otwarta  publiczna debata z udziałem badaczy –specjalistów z zakresu historii, politologii, prawa i  stosunków międzynarodowych oraz publicystów  na temat  ewolucji pojęcia suwerenności państwowej  i współczesnego  rozumienia  niepodległości. Podczas debaty chcemy m.in. zająć się definicją niepodległości i  jej aktualną  relacją  z nadrzędnym postulatem  polskiej racji  stanu.
Do dyskusji na ten temat zaproszono m.in.:
•    panią dr Marię Żychowską
•    prof. Andrzeja Chwalbę (UJ)
•    prof. Krzysztofa Szczerskiego (UJ)
•    prof. Włodzimierza Bernackiego (UJ)Debatę poprowadzi Piotr Dziża (inTARnet.pl), jeden z głównych organizatorów Festiwalu.

- Wielki Koncert Bardów „Wyrwij murom zęby krat …” (godz. 17:00 i 20:00, Duża Scena)  z udziałem artystów:  Jana Pietrzaka, Andrzeja  Kołakowskiego, Lecha  Makowieckiego, Dawida Hallmanna, reżyserki Marii Dłużewskiej i artysty – plastyka Zbigniewa  Macieja Dowgiałlo.

Niedzielny blok inauguracyjny Festiwalu będzie jednocześnie swoistym „post scriptum” do kończonego w tym dniu  XXVII Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej w Tarnowie (Msza Święta na zakończenie TKCH odprawiona zostanie o godz. 10:30 w Bazylice Katedralnej)

- „Zabrana Odbita Zadana. Najnowsza historia polskiej niepodległości”
Filmowy przegląd dokumentu historycznego  odbędzie się w kinie Marzenie i obejmować będzie trzy około trzygodzinne (11:00-14:00)   bloki tematyczne seansów, skierowanych głównie do uczniów szkół średnich. Łącznie zobaczymy 9 polskich  filmów dokumentalnych wyprodukowanych w ostatnich latach.

29 października (poniedziałek) godz. 11:00
Pierwszy blok tematyczny  pn. „Niepodległość utracona. Polska państwowość jako przeszkoda i łup” (filmy dotyczące wybranych aspektów nieprzyjaznej – wobec państwa polskiego – polityki sąsiadów i wielkich mocarstw w dwudziestoleciu międzywojennym,  podczas II wojny światowej i tuż po niej): 
- Co mogą martwi jeńcy ? reż A.Ferens
- Defilada zwycięzców  reż. G.Braun, R.Kaczmarek - 48 minut
- New Poland reż. G.Braun, R.Kaczmarek -  53 minuty

Seans filmu dokumentalnego „Niepodlegli” w reżyserii Agnieszki Piwar (35 minut) o deformacjach medialnego przekazu z ubiegłorocznego Marszu Niepodległości w Warszawie. Po filmie zaplanowano dyskusję  (godz. 18:00, Aula Starostwa Powiatowego w Tarnowie).

30 października (wtorek) godz. 11:00

Drugi blok tematyczny  „Być niepodległym. Niepodległość jako postawa” (filmy prezentujące patriotyczne wzorce postaw  Polaków, głównie młodych,  w różnych okresach najnowszej historii):
- Ochotnik do Auschwitz  (Rotmistrz Pilecki)  - 12 minut
- Więźniarki / Dziewczyny z jednej celi reż. P.Zarębski  -  87 minut
- Grupy oporu – reż. M.Dłużewska  - 48 minut

II Marsz Niepodległości ulicami Tarnowa (start ok. godz. 19:15 na ul. Krakowskiej, główny organizator: Oddział Stowarzyszenia KoLiber), organizowany w 94. rocznicę odzyskania niepodległości przez Tarnów. Poprzedzony zostanie Uroczystą Mszą Świętą w intencji Ojczyzny, którą odprawi J.E.  ks. Andrzej Jeż  Biskup Tarnowski w Kościele pw. św. Rodziny (XX Misjonarzy) o godzinie 18:00. Planowana trasa: ul. Krakowska (czoło Marszu uformowane zostanie  na wysokości pomnika Andrzeja Małkowskiego)  – Katedralna – plac Kazimierza – Rynek – ulica Rybna – Wałowa – Grób Nieznanego Żołnierza.

31 października (środa) godz. 11:00

Trzeci blok tematyczny pn. „Niepodległość. Zadanie trudniejsze niż przed Smoleńskiem ?” (swoiste filmowe zaduszki smoleńskie, mające ukazać rozmiar strat personalnych poniesionych przez polskie państwo w wyniku smoleńskiej tragedii, ale i wielkość przesłania pozostawionego całemu narodowi przez jej ofiary):
- Trwajcie (film  o  śp. Januszu Kurtyce i jego pracy w IPN) reż. A.Czerniakowska -  44 minuty
- Córka (opowieść Marty Kaczyńskiej o jej śp. rodzicach) -  reż. M.Dłużewska  - 22 minuty
- Zobaczyłem zjednoczony naród  (przejmujące wypowiedzi zagranicznych dziennikarzy o żałobie narodowej w Polsce po 10 kwietnia 2010 r.)  reż. A.Ferens - 47 minut
UWAGA:  Po ostatnim środowym seansie planowana jest około godzinna (multimedialna !) dyskusja podsumowująca przegląd z udziałem Marii Dłużewskiej – reżyserki dwóch prezentowanych  w nim  filmów oraz jednego z bohaterów filmu „Grupy oporu”- Zbigniewa Macieja Dowgiałły,   w latach 80. młodego działacza opozycji solidarnościowej, obecnie artysty – plastyka, jednego   z autorów głośnej wystawy „Nowa Sztuka Narodowa” (Muzeum Sztuki Nowoczesnej  w Warszawie, VI-VIII 2012 r.), na której prezentowany był m.in. jego obraz pt. „Smoleńsk”.

Wokół Festiwalu

W listopadzie  planowanych jest  jeszcze  kilka innych wydarzeń:  spotkania autorskie (m.in.  z Rafałem Ziemkiewiczem), seanse i dyskusje. Swoistym post scriptum do I edycji  Festiwalu będzie  dwudniowe  interdyscyplinarne  seminarium „Białe czy czarne plamy ? Między racją stanu  a zdradą narodową”:
4 listopada sygnatariusze Porozumienia – organizatorzy Festiwalu, uczestniczyć będą w XIV Zlocie Niepodległości na Cmentarzu Legionistów w Łowczówku, a 11 listopada – włączą się w oficjalne, organizowane przez samorząd, obchody Święta Niepodległości.
* Szczegóły dot. listopadowych imprez oraz  lista nazwisk wszystkich zaproszonych gości znane będą około połowy  października.

Oprac. Ryszard Zaprzałka
Źródło: inTARnet.pl


10:18, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 października 2012

Z cyklu znani i nieznani…


Adam Walny, absolwent wydziału Reżyserii Teatru Lalek Akademii Teatralnej w Warszawie, stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W swych pracach penetruje różne tradycje teatru lalki, maski i przedmiotu w warunkach studyjnych, estradowych i ulicznych. Używa lalki również poza sceną: w edukacji, terapii i sztuce performance. Mieszka i tworzy w Ryglicach. Rozmawia z nim Mateusz Tolbat.  

Jak czuje się 40-letni artysta odznaczony medalem „zasłużony dla kultury polskiej”?
Zasłużonym jest się raz – dla jednego kraju. Teraz, jeżeli chciałbym powtórnie zostać
zasłużonym, musiałbym emigrować. Jest to kusząca perspektywa, ale z zupełnie innych powodów. W każdym innym kraju wiąże się z tym faktem gratyfikacja finansowa – u nas musi wystarczyć wilgotny uścisk dłoni prezesa POLUNIMY– Polskiego Związku Lalkarzy. Co zabawne, dekoracja odbyła się w moim namiocie teatralnym (czułem się jak Kadafii) po spektaklu „Hamlet”. Prezes wstał i wczepił w kryzę starego Hamleta szpile blachy zasłużonego dla kultury polskiej, jakby go tą szpilą zabić chciał. W końcu zasłużony nie należał do jego związku.

Pochodzisz z Wielkopolski, osiadłeś w Ryglicach. Skąd ten wybór?
O swoim pochodzeniu dawno zapomniałem, po drodze mieszkałem w tylu pięknych miejscach. Osiadłem w Ryglicach, ponieważ lepszego towarzystwa niż Józefa Cieśli dla błędnego snycerza znaleźć nie mogłem. Kaplica pod wezwaniem tego czcigodnego majstra znajduje się za ścianą mojej pracowni. Jest tu też miejsce na próby, dobry sen i pracę koncepcyjną.



Reprezentowałeś Galicję na Międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim...
W Gdańsku, jak również na 200 innych festiwalach reprezentowałem Walny-Teatr. Problem. skąd jest ten teatr, pojawia sie zawsze, ponieważ czytający wiąże zjawisko z miejscem w ten sposób jak wiąże się Jana Pawła II z Polska. Inaczej jest w przypadku mojego teatru, który w tym roku obchodzi piętnastolecie i był już z Poznania, Gdańska, Supraśla, Białegostoku, Warszawy, a teraz piszą że z Ryglic. Zarówno Ryglice jak i mój teatr świetnie radzą sobie bez siebie, niemniej to prawda, pracownia teatru mieści się w Ryglicach, ale do pełnej współpracy teatru z gminą jeszcze długa droga. Najważniejsze, że mój teatr ma się dobrze, średnio jedna premiera rocznie, a w ostatnich latach i dwie się zdarzają .W tym roku „Opus Hamlet” we współpracy ze Sceną Hamletowską w Hesingor w Danii, czyli „Hamlet” na zamku Hamleta i „Dyktator” na Starym Rynku w Warszawie. Współpraca z duńskim kompozytorem i budowniczym instrumentów Larsem Kynde układa się nieźle i rokuje na przyszłość. Nasz pierwszy Hamlet już jest po pięćdziesiątce – 50 spektakli dla objazdowego teatru to 200 dni pracy i wciąż gra, ostatnio na Zamku Królewskim w Warszawie.

Wiele za Tobą, wszystko przed Tobą...
Plany są, bo są inwestycje. Rysuję projekty lalek poruszanych wiatrem, buduję wiatraki… to będzie „Don Kichot”. Będzie „Szwejk” w tarnowskim Teatrze już jako produkcja Teatru Solskiego z udziałem aktorów, sceny, foyer. Planuje kino manualne jako pomysł na zimę, czyli teatr w dłoni. A więcej nie zdradzam, bo trza być wiernym.



Poza spektaklami prowadzisz warsztaty teatralne dzieląc się doświadczeniem, wiedzą, sztuką. Są chętni poznawać tajemnice teatru lalek?
Ciągle dzwonią chętni i, niestety, muszę ich odsyłać z kwitkiem… Bo nie ja jestem od organizacji warsztatów, kursów, czy seminariów. Gdzie są pracownicy domów kultury i innych instytucji powołanych do promocji kultury i sztuki? Jeżeli ten stan inercji w kulturze w Galicji będzie się pogłębiał, to kupuje pole, stawiam trzy barakowozy i otwieram centrum kultury. Bo teatr łączy wszystkie dziedziny sztuki i dyscyplinuje je, to znaczy każe pełnić funkcje nie tylko estetyczne.

Rozmawiał: Mateusz Tolbat  (Gazeta Krakowska) zdjęcia Internet


17:49, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 października 2012

We środę 17 października w wieku 67 lat zmarł Jacek Andrucki. Aktor, reżyser, dyrektor artystyczny tarnowskiego teatru w latach 1992-1994. Był godnym następcą Ryszarda Smożewskiego, właściwie jedynym z pośród wszystkich kolejnych dyrektorów Solskiego. Wraz z dyrektorem naczelnym Janem Borkiem tworzyli bardzo udany dyrektorski tandem. Był prawdziwym artystą, z całą gamą zachowań przynależnych temu gatunkowi ludzi – zawsze jakby nieco wycofany, nieśmiały, bardzo wrażliwy ale równocześnie niezwykle kreatywny i konsekwentny w realizacji swoich artystycznych pomysłów. Wiem, co piszę bowiem byłem wówczas kierownikiem technicznym tarnowskiego teatru. Ze szczególnym sentymentem wspominam wspólną pracę z Jackiem nad trudną tekstowo „Zorzą” B. Schaeffera, który pomimo sędziwego wieku przyjechał na premierę. Byłem opiekunem profesora podczas jego pobytu w Tarnowie i z bliska obserwowałem relacje dramaturga z reżyserem, które najkrócej można określić: mistrz i uczeń. Ale naprawdę zbliżyliśmy się z Jackiem Andruckim przy realizacji bardzo trudnej technicznie „Księgi Bałwochwalczej” K. Wójcickiego – na scenie obrotowej ustawiona była replika naszej Bimy z pl. Rybnego. To właśnie ten spektakl, wyreżyserowany, a raczej wyczarowany przez Andruckiego do dzisiaj wspominany jest, jako jeden z najlepszych spektakli w całej historii tarnowskiego teatru. Obok teatru jego wielką pasją była muzyka – miał imponującą kolekcję nagrań, których nieraz wspólnie słuchaliśmy. Gawędząc najczęściej nocą przy lampce wina o sztuce, życiu i poezji, która z kolei dla mnie była wówczas, i jest nadal, bardzo ważna. Bardzo wiele zawdzięczam Jego wrażliwości na słowo (to był czas tuż po moim debiucie poetyckim), jego barwę, urodę, wieloznaczność… Był Jacek człowiekiem wielkiej kultury osobistej i gruntownie wykształconym erudytą. Był także bardzo wrażliwy na krzywdę innych, potrafił zaprosić do domu bezdomnego, czy dać nieznajomemu na ulicy ostatniego papierosa… Zresztą ten nałóg go zabił – zmarł na raka płuc. Kiedy na skutek intryg musiał odejść z Tarnowa, widywaliśmy się od  czasu do czasu w Warszawie, gdzie miał mieszkanie oraz na… dworcu głównym, gdzie Jacek bywał regularnie zajmując się  bezdomnymi, o czym mało kto wiedział. Podobnie, jak o tym, że z kapelanem dworcowych bezdomnych stworzył niezwykły duet. Ksiądz akompaniując sobie na gitarze śpiewał pieśni – songi, do których przejmujące teksty pisywał anonimowo Jacek. Ze sprzedaży płyt i kaset z tą dworcową twórczością udawało się im przez czas jakiś organizować dla swoich podopiecznych ciepłe posiłki. A wszystko to godził z reżyserskimi wypadami po całej Polsce, graniem w teatrze i filmie. Był także dyrektorem teatrów w Białymstoku, Koszalinie i Rzeszowie. Prywatnie Jacek był kimś w rodzaju guru, mistyka (bardzo interesowała go filozofia wschodu), sam siebie określał mianem „starego hipisa”. I takim w istocie był, i takim pozostanie w mojej pamięci.  

 

Jackowi
Andruckiemu

tarnowska Bima
ożyła
 wprawiona w ruch
  tajemniczą muzyką
  jeźdźców apokalipsy
niczym
wehikuł czasu
przenosi nas
w świat
 którego tylko
pozornie
 już nie ma
  do Drohobycza
 chasydów
    sklepów cynamonowych
  holocaustu
  ocalały
     w obrazach i księgach
      bałwochwalczych
  jest
    salwą krzyku
    oddaną
        w nasz świat Szeolu
        rozpryskujący się
     jak
        mydlana bańka
       wracamy
         unosząc z sobą
          oczyszczający ogień
         płonącej Tory

          Księga Bałwochwalcza – premiera
         17 maja 1992

Jacek Andrucki urodził się w 1945 roku. Ukończył Wydział Aktorski łódzkiej PWSTiF (1971) i Wydział Reżyserii PWST w Warszawie (1981), gdzie przez cztery lata pracował jako asystent Zbigniewa Zapasiewicza i równocześnie reżyserował w wielu teatrach w Polsce. Sporą część jego dorobku stanowiła tzw. klasyka: „Antygona” Sofoklesa, „Sen srebrny Salomei” J. Słowackiego, „Idiota” F. Dostojewskiego, „Makbet” W. Shakespeare`a. Nie stronił jednak od dramaturgii współczesnej, czego dowodem są inscenizacje „Kaliguli” A. Camusa, „Przezroczystego zera” V. Vallejo, „Księgi Bałwochwalczej” K. Wójcickiego, czy „Zorzy” B. Schaeffera.

 

 Ze względu na „niewłaściwą interpretację”, kilka jego spektakli, takich jak „Maestro” J. Abramowa, „Hymn” G. Schwajdy, „Prometeusz i Syzyf” M. Konopnickiej, dotknęła cenzura minionego reżimu. Nagród natomiast doczekały się m.in. spektakle „Prometeusz” J. Andrzejewskiego (Toruń), „Bruno” H. Dederki (Wrocław). Za spektakl „Labdakidzi” (Król Edyp – Antygona) otrzymał SREBRNĄ MASKĘ – doroczną nagrodę przyznawaną w Dniu Teatru przez Kapitułę Towarzystwa Przyjaciół Teatru w Płocku.
Wiele z jego przedstawień było prapremierami i debiutami dramaturgicznymi autorów („Opiekun much” R. Figury, „Trzy szkice miłosne” W. Odojewskiego), a „Adam i Ewa” M. Bułhakowa (Szczecin) był nawet prapremierą światową. W Olsztynie realizował „Sen nocy letniej” W. Shakespeare`a i „Tutam” B. Schaeffera. 

Ryszard Zaprzałka



22:14, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 października 2012

7 października, niedzielną Galą Finałową w Centrum Sztuki Mościce z udziałem Grupy Rafała Kmity zakończył się XVI Ogólnopolski Festiwal Komedii „Talia”. Jury w składzie: Małgorzata Pieńkowska, Barbara Szałapak, Andrzej Nejman oraz Jacek Wakar (przewodniczący) postanowiło przyznać następujące nagrody i wyróżnienia:

Grand Prix w oraz statuetkę „Talii” dla najlepszego przedstawienia Festiwalu dla „Klubu kawalerów” z Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy i jego twórców: Łukasza Gajdzisa – reżysera, Mirka Kaczmarka - scenografa, Anety Jankowskiej - ruch sceniczny, Macieja Szymborskiego - opracowanie muzyczne, Kacpra Chabrowskiego – akordeon, Roberta Łosickiego – reżyseria światła, aktorów – Karoliny Adamczyk, Magdaleny Łaski, Małgorzaty Trofimiuk, Małgorzaty Witkowskiej, Michała Czachora, Pawła L. Gilewskiego, Mariana Jaskulskiego, Rolanda Nowaka, Jerzego Pożarowskiego, Marcina Zawodzińskiego.
- Wybraliśmy to przedstawienie jednomyślnie, bo to była absolutnie zespołowa praca - przyznaje przewodniczący jury Jacek Wakar. - Po raz kolejny zespół Teatru Polskiego w Bydgoszczy pokazuje, że ma także to czego polskiemu teatrowi strasznie czasami brakuje , to znaczy poczucie dystansu do świata i poczucie humoru najzwyczajniej w świecie - dodaje Wakar.

 

Nagrodę dla Mikołaja Grabowskiego za scenariusz i reżyserię przedstawienia „O północy przybyłem do Widawy, czyli opis obyczajów III” z Fundacji Odkrywcy Wyobraźni z Warszawy - Teatr IMKA.
Dwie równorzędne pierwsze nagrody aktorskie dla Sławomira Orzechowskiego za rolę Davida O.Selznicka oraz Andrzeja Zielińskiego za rolę Bena Hechta w przedstawieniu „Księżyc i magnolie” z Teatru Współczesnego w Warszawie.
Nagrodę aktorską dla Rafała Rutkowskiego za rolę Johna Smitha w przedstawieniu „Mayday” z Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury z Warszawy - Och-Teatr.
Wyróżnienie dla młodej aktorki dla Zofii Zoń za rolę Marilyn w przedstawieniu „Jednoręki ze Spokane” z Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie.
Ponadto Jury przyznało pozaregulaminową nagrodę Związku Artystów Scen Polskich „Ale Aktor!” za najciekawszą kreację komediową dla Magdaleny Łaski z Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy.

Nagroda Publiczności przypadła w tym roku przedstawieniu "Mayday" z Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury z Warszawy - Och-Teatr.


Niechaj swoistym suplementem do werdyktu Jury będzie publikowana poniżej kolejna, czwarta już recenzja naszej specjalnej korespondentki, akredytowanej przy tegorocznej Talii - red. Małgorzaty Budzik. Tym razem dywaguje ona o nie "zauważonym" przez jurorów spektaklu Teatru Powszechnego z Łodzi "Marsz Polonia" Jacka Pilcha w reżyserii pochodzącego z Tarnowa Jacka Głomba.

 

Wszystko w Polsce jest możliwe, nawet zmiany na lepsze

„Ach, krytycy teatralni, zbliżcie się wreszcie do mnie, bezkarne robaczki! Długo, zbyt długo czekałem na balecik z wami!” – napisał kiedyś Jerzy Pilch w jednym ze swych tekstów „Ja, człowiek teatru” publikowanym na łamach „Polityki”. Idąc dalej wskazanym tropem pisarz stwierdził: „Być może krytyk teatralny to jest facet, który nie zdał na aktorstwo albo na reżyserię, jest w nim niespełnienie jakieś bolesne, ale przecież po napisaniu recenzji on już sobie w domu przedstawień nie reżyseruje, ról przejmujących w kuchni albo łazience raczej nie odgrywa (choć tu pewności nie ma)”.

Odnosząc się do słów jednego z najpoczytniejszych współczesnych polskich pisarzy z satysfakcją muszę stwierdzić, że nie jestem facetem. Nigdy też na myśl mi nie przyszło być aktorką, albo reżyserką. Przewrotnie też piszę recenzję ze spektaklu „Marsz Polonia” w reżyserii Jacka Głomba. Jednak nie odstawiam tej sztuki ani w kuchni, ani też w łazience, bowiem przedstawienie trudne w odbiorze dla przeciętnego recenzenta – jakim niewątpliwie jestem – stawia dla mnie poprzeczkę zbyt wysoko.

Zadania bynajmniej nie ułatwia również znakomita adaptacja wydanej w 2008 roku książki Pilcha pod tym samym tytułem, stworzona przez Roberta Urbańskiego. Mam tutaj nieodparte wrażenie, że przepełniona ironią sztuka skierowana została w głównej mierze do koneserów twórczości Pilcha i koncepcji teatralnych Jacka Głomba, które tworzą ze sobą bardzo dobry duet. Niekoniecznie jednak przedstawienie bywa dobrze rozumiane, a już na pewno budzi wiele kontrowersji, a może nawet wywoływać konsternację wśród widzów oraz krytyków teatralnych.

 

Wiele w tym miejscu wyjaśnia kontrrewolucyjny „Manifest” teatralny Jacka Głomba, który w kilku założeniach wydaje się bliski także pisarskiej estetyce Jerzego Pilcha. Bliski, bo porusza te same narodowe przywary, bolączki i mity, przywołuje te same upiory z przeszłości i stawia diagnozę teraźniejszości oraz przestrogę przed pozostawaniem w cieniu karykaturalnego ducha romantyczności. Reżyser napisał w nim m.in.: „Uważamy, że kryzys odwiecznego modelu opowiadania historii, które zastępuje się luźnymi kolażami obrazów, klisz, performance'ów, ma fatalne skutki [...] Nie chcemy ani teatru łatwego i przyjemnego, ani łatwego i nieprzyjemnego. W czasach, gdy zewsząd feruje się wyroki na Złego albo wygłasza peany na cześć Dobrego Polaka, chcemy pokazać Polaka (Nie)Zwykłego: nieoczywistego, barwnego, skomplikowanego [...] Nie ma idei, która mogłaby usprawiedliwić hochsztaplerkę [...] Pokutuje przekonanie, że produkt dla ludzi musi być łatwą i pustą błyskotką, a prawdziwa sztuka – nadętym, niezrozumiałym bełkotem. Sztuka jako zwierciadło rzeczywistości praktycznie dziś nie istnieje – łatwiej odbić kicz i miałkość. My chcemy odbijać światy piękniejsze, różnorodne i niejednoznaczne. Nie plastikowe, krzykliwe i najzwyczajniej już nudne [...] Niezachwianą zasadą czynimy szacunek dla widza, objawiający się w rzetelnej artystycznej pracy”.

Śmianie się z samego siebie to trudna sztuka. Zwłaszcza jeśli w grę wchodzą przywary, narodowa mentalność oraz cechy dziedziczone od pradziadów, bodaj z epoki romantyzmu. Duch romantyczności nadal unosi się nad naszym krajem, a rozliczanie się z nim czasami odbywa się na granicy śmieszności. Polskie wady narodowe to temat ulubiony nie tylko dla pisarzy. Dlatego walka pomiędzy dwoma obozami: Arki Przymierza (ród Kowalewiczów, czyli tradycjonaliści, katolicy, wierni narodowym ideałom prawdziwi Polacy), a Wieżą Babel (goście Bezetznego, czyli liberalni wichrzyciele, kosmopolici, bezbożnicy, lansujący nowe parapatriotyczne idee) z jednej strony śmieszy, z drugiej przeraża.

Skonsternowany mieszanką narodowych modeli patriotyzmu widz może zapytać w pewnym momencie: „Do cholery! Gdzie ja jestem?”. Trudno się więc dziwić, że często brakuje autentycznych wybuchów szczerego, spontanicznego śmiechu w scenach, które same się proszą o taką reakcję.
Aktorzy na ogół poradzili sobie z koncepcją i zobaczyliśmy kilka bardzo wyrazistych kreacji. Młody pisarz, w którego wcielił się Jakub Kotyński krąży niby mediator pomiędzy dwoma Polskami. Nie bardzo jednak leży mu na sercu rozwikłanie nawarstwiającego się od dziesiątków lat konfliktu. Wokół niego znajduje się tyle pięknych kobiet, które poją go polską wiejską śmietaną prosto od polskiej krowy, albo zagranicznym drogim szampanem. Perspektywa wzięcia udziału w bankiecie, przeradzającym się w orgię, jest o wiele ciekawsza niż wiejska nasiadówka.

Andrzej Jakubas, jako Zagubiony Mit „Solidarności”, jest jedną z nielicznych postaci z charakterem. Widać to szczególnie w scenie, gdy z jego ust płyną słowa piosenki Jacka Kaczmarskiego „Mury”. Bez przesady można powiedzieć, że mrożą one krew w żyłach w kontekście całej sceny, polegającej na muzycznym fechtunku. Okazuje się zatem, że prostymi środkami, można pokazać więcej.

Na uwagę zasługują również kreacje: Grzegorza Wojdona – Szatana Wcielonego Benjamina Bezetznego, Mirosława Henke – Towarzysza Garstki, Marty Góreckiej – znudzonej swoją rolą Matki Polki, która robi striptiz, Aleksandry Listwan – Herminy, córki Maksymiliana Kowalewicza oraz Magdaleny Zając – służącej Bezetznego. Na sam koniec pozostaje do rozpoznania oniryczny duch babki Pilchowej, ze źle wróżącą przepowiednią: „Coś złego stanie się z Polską”.


Prosta scenografia z wyrazistymi przedmiotami, jak czołg, kukła generała Jaruzelskiego, czy biało-czerwona puszka z wonnym dymiącym kadzidłem Małgorzaty Bulandy nie przesłania istotnych treści dramatu, a wręcz stanowi znakomite tło do wydobycia ich na wierzch. Wspomnieć wypada również Witolda Jurewicza, odpowiedzialnego za ruch sceniczny. To m.in. dzięki niemu widz mierzy się z meczem piłkarskim na scenie i podziwia iście sportową kondycję aktorów.

Jednak zdecydowanie na największe brawa zasługuje Bartek Straburzyński, który stworzył znakomity klimat muzyczny w spektaklu. Dobór repertuaru, zwłaszcza w scenie linczu na Koniecpolskim, czy później w przemianie mszy w przyjęcie urodzinowe zasługuje na najwyższe uznanie. W pamięci zostaje impulsywna mieszanka fragmentów piosenek: „Szła dzieweczka do laseczka”, „A mury runą, runą, runą”, czy wreszcie: „Na Wojtusia
z popielnika”. Znakomita bitwa na wersy pozostawia widza w sytuacji dość ambiwalentnej, wychodząc z teatru jeszcze długo nuci słowa: „Marsz, marsz Polonia, nasz dzielny narodzie, odpoczniemy po swej pracy w ojczystej zagrodzie. Już was żegnam niskie strzechy, ojców naszych chatki, już was żegnam bez powrotu ojcowie i matki. Już was żegnam bracia, siostry, krewni, przyjaciele, póki w ręku miecz jest ostry, nie zginie nas wiele... Złączmy ramię do ramienia, bracia Galicjanie, gdy uderzym wszyscy razem, Polska zmartwychwstanie”!

Sztuka „Marsz Polonia” pretenduje do miana komedii, ale tak czy inaczej, „balecik” z Pilchem nie należy ani do rzeczy łatwych, ani przyjemnych. Obecny w sztuce groteskowy Polaka portret własny został opowiedziany z perspektywy prowincjonalnej lokalności, przejawiającej się w takiej samej przerysowanej i karykaturalnej mentalności. Pełno więc kompleksów, narodowych mitów, stereotypów i traum kulturowych oraz historycznych,
a także żywych emocji: pretensji, żalów, oburzenia i agresji. Zatem w takim samym stopniu problem ów dotyczy zarówno krytyków teatralnych – owych „bezkarnych robaczków” – jak również wymagających i świadomych sztuki scenicznej widzów teatralnych, których przecież w Tarnowie nie brakuje, wbrew opiniom co poniektórych.
Choć z drugiej strony: „wszystko w Polsce jest możliwe…”.

Tekst - Małgorzata Budzik
Zdjęcia - Paweł Topolski

 


 

 

13:41, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 października 2012

Nie wiem, co właściwie oznacza sformułowanie: „wszystko o kobietach”? Płeć piękna stanowi byt ambiwalentny. Jakiekolwiek próby definicji kobiecości muszą skończyć się fiaskiem. Nawet mężczyźni, którzy nie obawiają się rozmawiać na wszelkie tematy, wobec niepowtarzalności i zjawiskowości wdzięków kobiecych pozostają bezradni. Miałam okazję zobaczyć w ramach 16. edycji Ogólnopolskiego Festiwalu Komedii Talia 2012 w Tarnowie sztukę wybitnego współczesnego dramatopisarza chorwackiego Miro Gavrana „Wszystko o kobietach” w reżyserii Dušana Bajina. Tekst przełożył Ján Jankowič. Trzy aktorki z Teatru Państwowego w Koszycach: Beáta Drotárová, Dana Košická oraz Alena Ďuránová otrzymały trudne zadanie: musiały stworzyć portrety wielu odmiennych od siebie kobiet – począwszy od kilkunastoletnich dziewczynek, kończąc na kilkudziesięcioletnich pensjonariuszkach domu spokojnej starości. Poradziły sobie w większości scen, układających się jak w kalejdoskopie życia.


Mozaika, składająca się z przeróżnych charakterów, temperamentów, problemów i losów, to przewrotna opowieść o najważniejszych dla kobiet sprawach: dzieciach, rodzinie, małżeństwie, związkach, mężczyznach, pracy, przyjaźni, miłości oraz nienawiści. Przy czym nic nie jest tutaj tylko czarne, albo tylko białe. Przewrotne sytuacje, pełne pasji i uczuć dialogi, zabarwione skrajnymi emocjami relacje pomiędzy przyjaciółkami, pracownicami, siostrami, matką, a jej dwoma córkami, wreszcie koleżankami z przedszkola oraz domu starości, pokazują różne oblicza kobiety. Nic nie jest jednoznaczne, a sens ukryty zostaje gdzieś między słowami, które wypowiadają bohaterki spektaklu.

Ponieważ język słowacki nie stanowi żadnej bariery dla tarnowskiego widza, dlatego w odbiorze przedstawienia przeszkadzały skaczące i opóźniające się napisy polskiego tłumaczenia. Polska translacja wielokrotnie gubiła istotę poszczególnych scen. Zatem barwne i wartkie kwestie dialogowe, to bodaj podstawowy atut chorwackiej sztuki w interpretacji słowackiego reżysera. Dodać przy tym trzeba, że tematyka bardzo żywych konwersacji ma charakter uniwersalny.


Przygotowany przez reżysera Dušana Bajina wgląd w kobiecy świat ukazuje obraz trudny w odbiorze. Z jednej strony bowiem jest on lekki, z pewną dozą niefrasobliwości, nawet bawi, z drugiej zaś strony zniewala poważnymi sytuacjami życiowymi i wywołuje wiele gorzkich refleksji. Mimo to sztuka „Wszystko o kobietach” zachwyca widownię już od ośmiu lat, bowiem premiera przedstawienia miała miejsce 25 października 2004 roku w Štátne Divadlo w Koszycach. Spektakl znany jest także w kraju, gdzie cieszy się popularnością nie tylko na tarnowskiej scenie.


Zasadne wydaje się na zakończenie pytanie dotyczące granic kategorii śmieszności. Nie odpowiem na nie jednoznacznie, tak jak i nie czyni tego spektakl Bajina. Tyle bowiem ile jest rodzajów śmieszności, tyle samo powstaje teorii na ich temat. Pozostaje zatem zdrowy dystans do samego siebie, drugiego człowieka oraz do otaczającego świata. Dotyczy to w takim samym stopniu kobiet oraz mężczyzn. Doskonale wiedział o tym Miro Gavran, ukrywając damskie emocje między słowami swojej znakomitej sztuki, w której bezskutecznie próbuje przekonać kobietę, aby powiedziała o sobie wszystko.



Tekst – Małgorzata Budzik

Zdjęcia - Paweł Topolski


13:55, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 października 2012

Ekstremalny – takim słowem można określić sport typu skok na bungee, wymiar ludzkiej głupoty, czy po prostu życie, w którym czasami trzeba iść pod wiatr, porywać się  z motyką na słońce, lub bronić ironią czy sarkazmem przed nachalnością bliźnich. Określenie to nadaje się także znakomicie do nazwania przedstawienia „Publiczność rządzi” w wykonaniu warszawskiego Teatru Improv AB OVO. Spektakl zaprezentowany został  w ramach 16. Ogólnopolskiego Festiwalu Komedii Talia 2012 w Tarnowskim Teatrze im. Ludwika Solskiego. Impreza towarzyszyła przeglądowi, który jest współfinansowany przez Małopolski Regionalny Program Operacyjny Województwa Małopolskiego oraz z budżetu Gminy Miasta Tarnowa. Ujmując sztukę „Publiczność rządzi” jednym zdaniem – nie można nie wziąć w niej udziału! Pełna energii grupa teatralna, którą tworzą: Katarzyna Michalska, Agnieszka Bajer, Jasiek Aleksandrowicz-Krasko, Michał Głowacki, Robert Kibalski, Wojciech Medyński, Fryderyk Młynarski, Andrzej Perkman, Piotr Wesołowski oraz Piotr Wyżykowski, magnetyzuje widzów swoją spontanicznością już od 2010 roku. Pomysłowość z założenia należy do publiczności, bowiem zgodnie z ideą przedstawienia, to ona „rządzi” na scenie.


 

W przypadku Teatru Solskiego – miejsce dla tego typu eksperymentów jest idealne. Scena Underground nie ma kulis, i dlatego m.in. stanowi przestrzeń, w której nieodzownie widz musi angażować się w realizowany spektakl, na który zakupił bilet. I uczynił to, bardziej lub mniej świadomy czekających go w podziemiach Solskiego doświadczeń.

Widzowie zdają się darzyć pewną sympatią tę nową formę teatralno-kabaretową, choć znaną na całym świecie, to jednak w kraju jakby jeszcze trochę mniej docenianą wśród szerszej publiczności. Jakby śmiech i zabawa nie godziły się z tradycyjnymi i znanymi formami teatralnymi. A przecież spotkanie aktora z widzem stanowi znakomitą przestrzeń do improwizowanych interakcji. Pokazuje bowiem w bezpośrednim kontakcie i bez wcześniejszego przygotowania pełne temperamentu oraz autentyczne sytuacje komunikacyjne, niemożliwe do powtórzenia w następnych przedstawieniach.

 

Każda sztuka powstaje i jest wykonana „tu i teraz” – jednorazowo w określonym miejscu i czasie, dlatego jest inna. Na tym polega bezwarunkowa wartość tego typu improwizowanego zdarzenia teatralnego. Konfrontacja emocji na linii aktorzy – publiczność stanowi bezcenne doświadczenie, zarówno dla zawodowców, jak i dla laików. Pozwala bowiem każdemu z widzów stać się na moment współtwórcą sztuki, czego tradycyjne ramy spektaklu raczej nie propagują.

Aktorzy w ułamku chwili wymyślają riposty i kierują scenką ku zaskakującemu rozwiązaniu. To wszystko sprawia że każde przedstawienie jest niepowtarzalne. To dodaje takich skrzydeł, że później w każdej następnej roli można koncentrować się na tym jak ją pogłębić i co sobie dodać. My najpierw dostajemy kłody od widza, a z drugiej strony, my nie wiemy co nasz partner nam zgotuje. My to przyjmujemy jako prezent, to się rodzi tu i teraz – powiedział Wojciech Medyński na łamach Radia RDN Małopolska. Po przeżyciu spektaklu „Publiczność rządzi” trudno nie zgodzić się z aktorem warszawskiego Tetaru AB OVO.

 

Trzeba jednak pamiętać, że działania podejmowane przez aktorów bez przygotowania i planu, uwzględniają również ich określony rezultat. Właściwe dla scharakteryzowania działań Teatru Improv AB OVO słowa-klucze to m.in. zaskoczenie, niepowtarzalność, świeżość, dynamika, otwartość i spontaniczność. „Wciągnięcie” widza w poszczególne różnorodne scenki tworzy specyficzną atmosferę, która na długo pozostaje w pamięci. Odruchowe i emocjonalne reakcje stanowią niespodziankę dla aktora i publiczności, niejednokrotnie są one zabarwione nutką sensacji. Pikanterii dodaje wchodzenie w rolę osoby podglądającej wszystko „na żywo”. Widz podgląda reakcje aktora, jego pracę, proces myślowy, umiejętność odnalezienia się w zaproponowanej zupełnie nowej sytuacji. Przede wszystkim jednak na plan pierwszy idzie jego warsztat. Aktor z kolei cały czas ma na uwadze to, co mówi publiczność, jakie wyznacza mu zadania i jak je później odbiera.

Przykładowe zadanie aktorskie zlecone przez tarnowską publiczność aktorom grupy AB OVO to tzw. bitwa na pytania, która na życzenie tarnowskiego widza miała rozegrać się w masarni. Wspomniana bitwa polega na tym, że aktorzy rozmawiają ze sobą jedynie za pomocą pytań. Zasady są dwie – nie można w pytaniu powtarzać poprzedniej kwestii, a te
z kolei mają posuwać akcję naprzód. Rola widowni polega na podaniu miejsca dziania się akcji. Może to być kawiarnia, prosektorium albo przymierzalnia. Tematy konwersacji projektują już sami aktorzy, ograniczeni jednak do specyfiki przestrzeni wyznaczonej przez publiczność. W tym zadaniu, jak i zresztą w pozostałych akcjach, aktorzy warszawskiej trupy poradzili sobie znakomicie, o czym świadczą zdecydowanie pozytywne reakcje tarnowskich miłośników Melpomeny.

W związku z atrakcyjnymi grami teatralnymi – czy jak to nazwał twórca teatru improwizacji Keith Johnstone „sportami teatralnymi”, ze względu na niepodważalną potrzebę tężyzny umysłowej – w wykonaniu warszawskiego zespołu Teatru Improv nasuwa się tutaj pewna myśl. Maria Dąbrowska pisała kiedyś, że: „Polacy są od improwizacji, może to jest nasze nieszczęście, ale jakby i tego nie było, niewiele by zostało”. Zatem życzyłabym sobie, jako widz-amator, więcej improwizacji w teatrze!

Tekst - Małgorzata Budzik

Zdjęcia- Paweł Topolski


22:04, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -