Kategorie: Wszystkie | FILM | LITERATURA | MUZYKA | PLASTYKA | TEATR | religia
RSS
niedziela, 21 października 2012

To tytuł fascynującej wystawy ikon napisanych przez absolwentkę tarnowskiego plastyka, obecnie mieszkankę podtarnowskiej Pleśnej Beatę Olszewską, jaką aktualnie oglądać można w naszym Muzeum Etnograficznym. Prezentowanych na niej jest kilkadziesiąt ikon wykonanych tradycyjną techniką autorki oraz dodatkowo stare ikony ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu. - Jest to niezwykle piękna oraz bogata kolekcja, ukazująca nadnaturalny świat ikon – mówi Andrzej Szpunar, dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie. Ikony z  greckiego  εικων, eikón oznaczające obraz  - obraz sakralny, powstały w kręgu kultury bizantyńskiej wyobrażający postacie świętych, sceny z ich życia, sceny biblijne lub liturgiczno-symboliczne. Charakterystyczna dla chrześcijańskich Kościołów wschodnich, w tym prawosławnego i greckokatolickiego. Ikona nie jest zwykłym obrazem religijnym. Malowanie ikon było czynnością świętą. Ikona, która powstawała w klasztorach Starej Rusi, malowana przez uprzywilejowanych mnichów, była emanacją bóstwa, które prowadziło rękę twórcy. Zrodzona w modlitwie, wymagała przed przystąpieniem do pracy specjalnych postów, powstawała w postawie klęczącej autora. Ikony mają za zadanie pogłębiać życie duchowe, wprowadzać do modlitwy. Anonimowy autor ikony miał pomóc podążać we właściwym kierunku. Modlitwa przed ikoną związana jest z określonym rytuałem: przy zapalonych świecach wierni kłaniają się przed ikonami, całują je. - Ikona jest czymś fascynującym. Trudno porównać ją do obrazu religijnego, który znamy. Ikona wciąga, zmienia, nie pozostawia człowieka obojętnym – mówi Beata Olszewska. Ikona towarzyszyła autorce „od zawsze. Pierwsze nieudolnie próbowała malować farbami olejnymi czy akrylem. Poszukiwania miejsca, gdzie można zgłębić tajniki właściwego malowania Ikony, zakończyły się w Krakowie, w pracowni jezuity, ojca Zygfryda Kota. - Nie można oderwać ikony od teologii. Czy to będzie Madonna, czy św. Jerzy, każda z nich będzie chrystologiczna. To jest prawdziwa modlitwa, którą człowiek próbuje odkrywać patrząc na ikonę i modlitwa, która towarzyszy malowaniu ikony – dodaje B. Olszewska. Poza ikonami w jednej z sal można obejrzeć warsztat ikonopisa, szkice, podręczniki. – Są pewne zasady, których trzeba się trzymać. Tak jest w najbardziej tradycyjnym podejściu do materiałów wykorzystywanych. Miesza się jajko z winem i tym dopiero się miesza pigmenty, a nie korzysta się z farb. Potem nanosi się je warstwami. Potem każde pociągnięcie pędzla to misterium. Trwa długo. Może nie tak długo jak kiedyś, ale są tu ikony, które malowałam ponad 100 godzin, dwa tygodnie po 12 godzin dziennie – opowiada autorka wystawy, której wernisaż odbył się w piątek 19 października.



Ikona pełni ważną rolę w kulcie kościołów wschodnich, jest ona przedstawieniem świętego, jego uosobieniem i reprezentacją. Zapewniała łączność ze świętym, pośredniczyła w modlitwie. Uważa się, że jest on obecny w danym miejscu właśnie dzięki ikonie. Czyste kolory używane do malowania, złocenia w płomieniu świec nabierają szczególnego blasku. Ogień świecy jest symbolem wzniesienie duszy do Boga. Pokłon przypomina o tym, że nie tylko dusza, ale i ciało powinno uczestniczyć w modlitwie. Otrzymane od Boga nie jest czymś gorszym od umysłu i ma prawo na równi brać udział w rozmowie z Bogiem. W związku ze świętością ikony nie mogła ona być przedmiotem handlu czy zarobkowania, które z punktu widzenia człowieka wierzącego było traktowane jako grzech.

Dokumenty Soboru Nicejskiego II z 787 roku wspominają, że tradycja wykonywania ikon istniała od czasów apostolskich, nie ma jednak na to żadnych dowodów historycznych. Według tradycji, autorem pierwszych ikon był Łukasz Ewangelista.
Genezę ikony wywodzi się z portretowego malarstwa późnoantycznego. Informacje o istnieniu ikon Chrystusa, Marii, św. Piotra i Pawła oraz innych świętych znaleźć można po raz pierwszy w pismach Euzebiusza z Cezarei i Epifaniusza z Cypru w IV wieku. Przedmiotem kultu stały się ikony już w V w. (wg pism św. Augustyna). Hypatiusz z Efezu wspomina po raz pierwszy o pokłonie przed ikoną w połowie VI w. Wraz z powstaniem ikon pojawił się ruch sprzeciwiający się ich kultowi - ikonoklazm.


W okresie kształtowania się sztuki chrześcijańskiej, słowem "ikona" określano na chrześcijańskim Wschodzie, w krajach pozostających pod wpływami Bizancjum, wszystkie przedstawienia Chrystusa, Matki Boskiej, aniołów, świętych i scen historycznych z Pisma Świętego niezależnie od tego, w jakiej technice były wykonane. W czasach nowożytnych pojęciem tym zaczęto nazywać tylko obrazy przenośne (malowane, rzeźbione, wykonane w emalii lub mozaice), niezwiązane z architekturą. Istnieją przekazy z drugiej połowy VI wieku o cudach dokonywanych przez ikony. Były to zawsze ikony-portrety przenośne, mocy cudotwórczej nie przypisywano ikonom o treści historycznej. Najstarsze zachowane ikony pochodzą z VI wieku z klasztoru św. Katarzyny na Synaju.
Malarstwo ikonowe rozwijało się w Bizancjum, aż do jego upadku w XV wieku oraz na terenach objętych wpływami kultury bizantyńskiej, czyli w Grecji, Serbii, na Bałkanach, w średniowiecznych Włoszech oraz na Rusi. Najstarsze zachowane do naszych czasów ikony pochodzą z VI wieku. Najbardziej reprezentatywne dla tego okresu są zwłaszcza trzy dzieła przedstawiające: świętego Piotra, Chrystusa Pantokratora oraz Marię z aniołami i ze świętymi Teodorem i Jerzym.
Za najwybitniejszego rosyjskiego twórcę ikon uważany jest Andriej Rublow.


Ikony malowano najczęściej na specjalnie przygotowanym drewnie cedrowym lub cyprysowym. Były to święte drzewa dla wschodniego chrześcijaństwa. Na Rusi stosowano drewno lipowe lub sosnowe. Najstarsze ikony były malowane przeważnie przy zastosowaniu techniki enkaustycznej (połączenie wosku pszczelego ze spoiwem malarskim). Od VI wieku farby te zaczęto zastępować temperą jajową, w której spoiwem jest woda, zmieszana z żółtkiem jaja kurzego. Niekiedy na gotową ikonę nakłada się sukienkę - odlane w metalu (srebrze bądź złocie) lub wykonane techniką repusowania zdobienie z otworami na twarz i ręce przedstawionej postaci, przy czym rysunek na blasze dokładnie powtarza zasłonięte fragmenty obrazu.

Oprac. Ryszard Zaprzałka
Zdjęcia  - Paweł Topolski
Źródło – www.tarnow.gosc.pl




13:04, tarnowski_kurier_kulturalny , PLASTYKA
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 października 2012

We środę 17 października w wieku 67 lat zmarł Jacek Andrucki. Aktor, reżyser, dyrektor artystyczny tarnowskiego teatru w latach 1992-1994. Był godnym następcą Ryszarda Smożewskiego, właściwie jedynym z pośród wszystkich kolejnych dyrektorów Solskiego. Wraz z dyrektorem naczelnym Janem Borkiem tworzyli bardzo udany dyrektorski tandem. Był prawdziwym artystą, z całą gamą zachowań przynależnych temu gatunkowi ludzi – zawsze jakby nieco wycofany, nieśmiały, bardzo wrażliwy ale równocześnie niezwykle kreatywny i konsekwentny w realizacji swoich artystycznych pomysłów. Wiem, co piszę bowiem byłem wówczas kierownikiem technicznym tarnowskiego teatru. Ze szczególnym sentymentem wspominam wspólną pracę z Jackiem nad trudną tekstowo „Zorzą” B. Schaeffera, który pomimo sędziwego wieku przyjechał na premierę. Byłem opiekunem profesora podczas jego pobytu w Tarnowie i z bliska obserwowałem relacje dramaturga z reżyserem, które najkrócej można określić: mistrz i uczeń. Ale naprawdę zbliżyliśmy się z Jackiem Andruckim przy realizacji bardzo trudnej technicznie „Księgi Bałwochwalczej” K. Wójcickiego – na scenie obrotowej ustawiona była replika naszej Bimy z pl. Rybnego. To właśnie ten spektakl, wyreżyserowany, a raczej wyczarowany przez Andruckiego do dzisiaj wspominany jest, jako jeden z najlepszych spektakli w całej historii tarnowskiego teatru. Obok teatru jego wielką pasją była muzyka – miał imponującą kolekcję nagrań, których nieraz wspólnie słuchaliśmy. Gawędząc najczęściej nocą przy lampce wina o sztuce, życiu i poezji, która z kolei dla mnie była wówczas, i jest nadal, bardzo ważna. Bardzo wiele zawdzięczam Jego wrażliwości na słowo (to był czas tuż po moim debiucie poetyckim), jego barwę, urodę, wieloznaczność… Był Jacek człowiekiem wielkiej kultury osobistej i gruntownie wykształconym erudytą. Był także bardzo wrażliwy na krzywdę innych, potrafił zaprosić do domu bezdomnego, czy dać nieznajomemu na ulicy ostatniego papierosa… Zresztą ten nałóg go zabił – zmarł na raka płuc. Kiedy na skutek intryg musiał odejść z Tarnowa, widywaliśmy się od  czasu do czasu w Warszawie, gdzie miał mieszkanie oraz na… dworcu głównym, gdzie Jacek bywał regularnie zajmując się  bezdomnymi, o czym mało kto wiedział. Podobnie, jak o tym, że z kapelanem dworcowych bezdomnych stworzył niezwykły duet. Ksiądz akompaniując sobie na gitarze śpiewał pieśni – songi, do których przejmujące teksty pisywał anonimowo Jacek. Ze sprzedaży płyt i kaset z tą dworcową twórczością udawało się im przez czas jakiś organizować dla swoich podopiecznych ciepłe posiłki. A wszystko to godził z reżyserskimi wypadami po całej Polsce, graniem w teatrze i filmie. Był także dyrektorem teatrów w Białymstoku, Koszalinie i Rzeszowie. Prywatnie Jacek był kimś w rodzaju guru, mistyka (bardzo interesowała go filozofia wschodu), sam siebie określał mianem „starego hipisa”. I takim w istocie był, i takim pozostanie w mojej pamięci.  

 

Jackowi
Andruckiemu

tarnowska Bima
ożyła
 wprawiona w ruch
  tajemniczą muzyką
  jeźdźców apokalipsy
niczym
wehikuł czasu
przenosi nas
w świat
 którego tylko
pozornie
 już nie ma
  do Drohobycza
 chasydów
    sklepów cynamonowych
  holocaustu
  ocalały
     w obrazach i księgach
      bałwochwalczych
  jest
    salwą krzyku
    oddaną
        w nasz świat Szeolu
        rozpryskujący się
     jak
        mydlana bańka
       wracamy
         unosząc z sobą
          oczyszczający ogień
         płonącej Tory

          Księga Bałwochwalcza – premiera
         17 maja 1992

Jacek Andrucki urodził się w 1945 roku. Ukończył Wydział Aktorski łódzkiej PWSTiF (1971) i Wydział Reżyserii PWST w Warszawie (1981), gdzie przez cztery lata pracował jako asystent Zbigniewa Zapasiewicza i równocześnie reżyserował w wielu teatrach w Polsce. Sporą część jego dorobku stanowiła tzw. klasyka: „Antygona” Sofoklesa, „Sen srebrny Salomei” J. Słowackiego, „Idiota” F. Dostojewskiego, „Makbet” W. Shakespeare`a. Nie stronił jednak od dramaturgii współczesnej, czego dowodem są inscenizacje „Kaliguli” A. Camusa, „Przezroczystego zera” V. Vallejo, „Księgi Bałwochwalczej” K. Wójcickiego, czy „Zorzy” B. Schaeffera.

 

 Ze względu na „niewłaściwą interpretację”, kilka jego spektakli, takich jak „Maestro” J. Abramowa, „Hymn” G. Schwajdy, „Prometeusz i Syzyf” M. Konopnickiej, dotknęła cenzura minionego reżimu. Nagród natomiast doczekały się m.in. spektakle „Prometeusz” J. Andrzejewskiego (Toruń), „Bruno” H. Dederki (Wrocław). Za spektakl „Labdakidzi” (Król Edyp – Antygona) otrzymał SREBRNĄ MASKĘ – doroczną nagrodę przyznawaną w Dniu Teatru przez Kapitułę Towarzystwa Przyjaciół Teatru w Płocku.
Wiele z jego przedstawień było prapremierami i debiutami dramaturgicznymi autorów („Opiekun much” R. Figury, „Trzy szkice miłosne” W. Odojewskiego), a „Adam i Ewa” M. Bułhakowa (Szczecin) był nawet prapremierą światową. W Olsztynie realizował „Sen nocy letniej” W. Shakespeare`a i „Tutam” B. Schaeffera. 

Ryszard Zaprzałka



22:14, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 października 2012

Część pierwsza

Od 19 do 28 października Centrum Sztuki Mościce w Tarnowie gości najciekawsze teatry tańca z Polski i zagranicy. Zaprezentowane zostaną nowe i ważne osiągnięcia choreografii i różnorodnych form tańca współczesnego i baletu. Scena Otwarta stanie się w drugiej festiwalowej edycji miejscem oferującym bogactwo programowe i takie działania, które pokazują otwarcie na rozmaite prądy, nurty oraz odważne poszukiwania inspiracji tańcem w fotografii, filmie, nowych technologiach obrazu. Do udziału w tegorocznym Festiwalu organizatorzy zaprosili: Teatr Akt i Melkart Ball - Warszawa, Teatr Wielki w Poznaniu, Teatr Tańca JANT-BI - Senegal, Cullberg Ballet - Szwecja, Kompania Primavera, Sopocki Teatr Tańca, Campanhia de Danca de Almada - Portugalia, Polski Teatr Tańca – Poznań. Centrum Sztuki Mościce jest producentem własnego spektaklu festiwalowego w reżyserii Janusza Skubaczkowskiego.  Imprezie towarzyszyć będą próby otwarte dla publiczności, spotkania z artystami, warsztaty tańca oraz wydawnictwa.


Artystyczny i organizacyjny sukces jaki odniósł Festiwal Teatrów Tańca Scena Otwarta w 2011 roku, zaostrzył apetyt tarnowskiej publiczności. Nie jej tylko jednak. Sukcesy zeszłorocznych przedstawień, zaangażowanie młodego pokolenia, z pomocą którego Festiwal wyprodukował dwa spektakle (choreografowany przez Martę Pietruszkę  Głębia i Klipsy Eryka Makohona), równoległe, związane z tańcem przedsięwzięcia, jak prestiżowy konkurs i wystawa fotograficzna Man in E-motion, przegląd nagradzanych i cieszących się międzynarodowym uznaniem filmów tanecznych i w końcu publikacja książki autorstwa Anny Królicy na temat tańca współczesnego w Polsce - wszystko to zwróciło uwagę ogólnopolskiej społeczności tańca współczesnego, umieszczając Festiwal w istotnym punkcie na polskiej mapie kulturalnych wydarzeń związanych ze sztuką taneczną. Scenie Otwartej po raz kolejny udało się uzyskać kluczowe wsparcie ze strony Unii Europejskiej, umożliwiające zaproszenie do udziału w przeglądzie takich światowej sławy zespołów, jak Cullberg Ballet ze Szwecji, Companhia de Dança de Almada z Portugalii, czy Compagnie Jant-Bi z Senegalu. Jednocześnie będziemy mogli wziąć udział w ciekawych przedsięwzięciach towarzyszących pokazom scenicznym. Na miejskich billboardach podziwiać będziemy ukazujące piękno tańca i ruchu fotogramy autorstwa Janusza Matuszewskiego, Mirka Maruszaka, Ewy Krasuckiej czy Marty Ankiersztejn. Wystawa nosi tytuł Men in E-motion 2, przyczyniając się tym samym do ustanowienia festiwalowej tradycji. Dziedzina fotografii i obrazu filmowego należy do wyraźnych festiwalowych atutów i otaczana jest staranną opieką. Stąd kolejna, dostarczająca mnóstwa wrażeń wystawa fotograficzna autorstwa polsko-włoskiego duetu artystycznego Pauli Kajzar i Antonio Pellicanò What is Behind a Curtain. Jesienią minionego roku wszyscy, którym nie dość było przeżyć związanych z prezentacjami scenicznymi, dopełniać mogli wieczoru w  kinowej sali projekcyjnej Centrum Sztuki Mościce, gdzie odbywał się przegląd uznanych na świecie, nieznanych jednak bliżej polskiej publiczności filmów o tańcu. Wśród nich, Amelii zrealizowanej we współpracy z kanadyjskim zespołem La La Human Steps, Blush we współpracy z belgijskim Ultima Vez czy malarskiego Flamenco, Flamenco Carlosa Saury. W tegorocznej edycji przegląd ewoluował w swojej formule.  W konkursie Dance Theater Story artyści filmowi zaprezentują swoje kreacje, których zadaną myślą przewodnią jest szeroko pojęty teatr i taniec. W kontekście festiwalowych nowości nie można nie wspomnieć o projekcie k_INEMATICA, gdzie z ciałem w ruchu zetkniemy się w sposób zapośredniczony przez  technologię trójwymiarowego video mappingu. Nowa przestrzeń interakcji między występującym artystą, a oglądającą go publicznością znajdzie się również w bardziej namacalnych, choć nie mnie interesujących warunkach antresoli Centrum Sztuki Mościce. Tu bowiem odbędzie się część festiwalowych prezentacji. Przyjazna publiczności każdego pokolenia  Scena Otwarta po raz kolejny przygotowała różnorodny program, schlebiający tak tradycyjnym, jak i bardziej nowoczesnym gustom. Spełnia tym samym bezcenne zadanie promowania współczesnej sztuki tanecznej. Świadczy o tym także wielorakość towarzyszących pokazom przedsięwzięć. Do aktywnego udziału w festiwalowych działaniach także w tej edycji  zaproszeni zostali młodzi tancerze. Przygotowany przez nich spektakl "...dni nasze", w choreografii Janusza Skubaczkowskiego - onegdaj tancerza Śląskiego Teatru Tańca, Współtwórcy Teatru Otwartej Kreacji w Krakowie, obecnie zaś wykładowcy i prodziekana Wydziału Teatru Tańca PWST w Bytomiu - święcić będzie swoją premierę na festiwalowej scenie. Szczególnym gościem i mentorem dla Sceny Otwartej jest Polski Teatr Tańca z Poznania, tworzący pod dyrekcją Ewy Wycichowskiej. Jego dorobku i znaczenia dla tańca w Polsce nikomu nie trzeba przybliżać. Jako jedyny w naszym kraju zespół podjął współpracę z wybitnym, światowej sławy choreografem i dyrektorem artystycznym Batsheva Dance Company Ohadem Naharinem. Efekt tej współpracy - spektakl Minus 2 - bez wątpienia wypełni festiwalową widownię po brzegi i jeszcze jeden festiwalowy wieczór uczyni wyjątkowym.

 

Opisy spektakli:

In BLUE  Teatr AKT i MELKART BALL, Polska
19 Października 2012, godz. 19.00

W prologu Festiwalu Teatrów Tańca Scena Otwarta zobaczymy oryginalne, multimedialne przedstawienie, będące efektem twórczej współpracy Teatru Akt ze znanym szerokiej publiczność duetem akrobatów Melkart Ball Bartłomieja Pankau i Jacka Wykupa.
Warszawski Teatr Akt, choć wyrósł z tradycji "polskiej szkoły pantomimy", przemawia dziś własnym językiem teatralnym. Jego aktorzy, bogaci w doświadczenia występów ulicznych śmiało sięgają po interaktywne, happeningowe elementy ze świata tańca i cyrku, łącząc je z plastyczną sztuką ruchu i gestu. Tym, co je spaja, jest absurdalny humor, który stał się znakiem rozpoznawczym zespołu.
Pierwsza wersja spektaklu In BLEU została specjalnie opracowana i zaprezentowana na Europe on Water Festival w Istambule - Europejskiej Stolicy Kultury 2010. Tematem przewodnim tego niebanalnego przedsięwzięcia jest podróż po fantastycznej, wodnej krainie, dająca pretekst zastosowaniu rozmaitych środków, czerpanych z języka pantomimy, tańca, akrobatyki, teatru ulicznego czy happeningu. Temu wizualnie imponującemu przedstawieniu towarzyszy ścieżka dźwiękowa opracowana przez Marcina Pawłowskiego, jak i cała paleta efektów świetlnych, nad którymi pieczę sprawuje Adam Sztorc.

Black&White
Teatr Wielki w Poznaniu, Polska
20 Października, godz. 19.00

Obecność i występ Baletu Teatru Wielkiego w Poznaniu to dla festiwalowej publiczności nie lada gratka. Dyrektor artystyczny zespołu, Jacek Przybyłowicz, przez lata związany ze sceną tańca współczesnego w Izraelu - najpierw przez współpracę z Kibbutz Contemporary, a następnie Batsheva Dance Company, postanowił zaprosić bliskich mu twórców do artystycznej współpracy.
Jej owocem są trzy etiudy: Motyle - uniwersalna opowieść o dwojgu ludzi, połączonych przez los, których choreograf przenosi w czasie Ramiego Be'er, dyrektora artystycznego KCDC; Things I told nobody - afabularny, surrealistyczny, niepozbawiony humoru obraz do konglomeratu utworów muzyki klasycznej, w charakterystycznym stylu Itzika Galili, dyrektora artystycznego Dansgroep Amsterdam; Kilka Krótkich Sekwencji samego Jacka Przybyłowicza z wykorzystaniem projekcji autorstwa Katarzyny Kozyry i do barokowej muzyki w wykonaniu Jordi Savalla. Wszystkie trzy etiudy spięte w imponujący spektakl Black&White.



Waxtaan

JANT-BI, Senegal
21 Października, godz. 19.00

Waxtaan to „spór", jaki toczą tancerze i muzycy z Senegalu zrzeszeni w Compagnie Jant-Bi z przywódcami współczesnej Afryki o godność i jakość życia wszystkich jej obywateli. Po wsparcie sięgają do korzeni swojej sztuki - jej tradycyjnych tanecznych form i rytmów pielęgnowanych w L'Ēcole des sables - Międzynarodowym Centrum Tradycyjnego i Współczesnego Tańca Afrykańskiego założonego przez wybitną tancerkę i choreograf Germaine Acogny. Przez swoje wykształcenie, dzierżą tym samym w rękach także argumenty współczesnej sztuki tanecznej i jej scenicznego zaplecza. Założony w 1998 zespół od początku hołduje twórczej fuzji tradycji i nowoczesności, jak również artystycznej współpracy międzykulturowej. W repertuarze Jant-Bi znajdziemy choreografię, będącą efektem kooperacji z Susanne German (Niemcy) i Avim Kaiserem (Izrael) Le coq est mort czerpiącą z niemieckiej tradycji teatru ekspresji czy spektakl Fagaala, powstały we współpracy z japońskim artystą Butoh Kota Yamazaki, którego tematem są zbrodnie ludobójstwa w Ruandzie. Mimo znaczeniowego ciężaru Waxtaan pozostaje spektakularnym widowiskiem afrykańskiej muzyki i tańca, jakiego nie widzieliśmy jeszcze na deskach polskiej sceny. Jego autorzy -Germaine i Patrick Acogny - konsekwentnie poszukując w swojej pracy nowego dostępu do tradycyjnych symboli i technik, pozostają przy tym prawdziwymi emisariuszami współczesnej sztuki tanecznej. 




21:49, tarnowski_kurier_kulturalny , MUZYKA
Link Komentarze (1) »


Część druga


JJ's voices
Cullberg Ballet, Szwecja
23 Października, godz. 19.00

Będący częścią Szwedzkiego Narodowego Teatru Tournée Cullberg Ballet jest jedną z bardziej oczekiwanych gwiazd Festiwalu. Niebywałe umiejętności techniczne tancerzy, plejada scenicznych osobowości oraz choreograficzny wkład artystów z całego świata od blisko pięćdziesięciu lat stawia zespół w światowej czołówce tańca współczesnego. Dzięki artystycznemu kierownictwu Anny Grip od 2006 r. zespół współpracował twórczo z takimi postaciami, jak Mats Ek, Johan Inger, Crystal Pite, Alexander Ekman, Ina Christel Johannessen, Jefta van Dinther, Tilman O'Donnell i Melanie Mederlind.
Na Scenie Otwartej artyści zaprezentują spektakl JJ's Voices, którego autorem jest kanadyjski choreograf, improwizator i dyrektor artystyczny grupy Par B.L.eux Benoît Lachambre. Kanwą spektaklu jest legendarna twórczość Janis Joplin - jej przejmująca muzyka, ale także zawarte
w tekstach jej piosenek znaczenia - dążenie do wolności; cena, jaką płacimy za jej osiągnięcie
i w końcu zagrożenia, z jakimi konfrontujemy się raz wolność uzyskując.

Short Story / Madryt 03 Akt 2
Kompania Primavera, Polska
24 Października, godz. 19.00

Przedstawiciel warszawskiej sceny. Z bagażem tanecznych doświadczeń zdobywanych w Nowym Jorku. Znany szerszej publiczności ze współpracy z Teatrem Buffo przy spektaklu Metro, Teatrem Muzycznym w Gdyni przy spektaklu Opętaniec, jak również Teatrem Roma, niebezpośrednio
z wielu realizacji choreograficznych dla teatru i dla telewizji. Dariusz Lewandowski - wraz z założonym i kierowanym przez siebie zespołem - Kompania Primavera pokaże na Scenie Otwartej Short Story /Panny z Wilka - spektakl oparty na opowiadaniu Jarosława Iwaszkiewicza, oraz Madryt 03 Akt II, inspiracją do którego był zamach terrorystyczny w madryckim metrze w 2004 r.
W przedstawieniu tym wykorzystany został taniec i performance znanego artysty - Pawła Althamera. Widz towarzyszy przyszłym ofiarom zamachu w ostatnich minutach ich życia. Choreografia ta została zakwalifikowana do prestiżowego Finału Konkursu dla Choreografów
w Hanowerze w kwietniu 2007 r.
Kompania Primavera to także grupa produkcyjna zrzeszająca artystów bliskich scenie - od tancerzy po realizatorów światła i dźwięku. Zajmując się oprawę artystyczną również dużych przedsięwzięć komercyjnych i telewizyjnych, Kompania stawia sobie za cel zbliżenie kultury wysokiej z komercyjną konwencją prezentacji publicznej.

...dni nasze
spektakl przygotowany przez CSM
choreografia i reżyseria: Janusz Skubaczkowski
25 Października, godz. 18.30

Podobnie jak w zeszłorocznej edycji, jednym z festiwalowych przedsięwzięć jest produkcja spektaklu teatru tańca we współpracy z doświadczonym polskim choreografem i pedagogiem.
Tym razem do udziału w projekcie zaproszono Janusza Skubaczkowskiego - wieloletniego tancerza Śląskiego Teatru Tańca, współtwórcę Teatru Otwartej Kreacji, obecnie zaś wykładowcę i prodziekana Wydziału Teatru Tańca PWST w Bytomiu.
W dwuetapowym castingu wyłoniono 20 osobową grupę młodych tancerzy. W festiwalowym projekcie Janusz Skubaczkowski postawił na edukację. Przedstawił metodologię i system pracy w obrębie polskiej techniki tańca współczesnego, dokonał wprowadzenia do pracy z podłogą i partnerem. Równolegle zaproponował metodę rozwijania świadomości ciała i ruchu za pośrednictwem jogi według metody Iyengara, której jest również nauczycielem. Dysponujący rożnym doświadczeniem uczestnicy projektu zapoznali się tym samym z nowym, łączącym ich językiem, pozwalającym na spójne i wspólne poszukiwanie znaczeń, wykorzystanych następnie do budowy przedstawienia. Przygotowanie spektaklu stało się dla nich naturalnym następstwem procesu technicznego i artystycznego wzrostu.
...dni nasze mają strukturę dyptyku. W pierwszej części abstrakcyjny ruch służy energetycznemu rozbudzeniu tancerzy i widzów. Jego zadaniem jest otworzyć pierwszych i zaciekawić drugich.
W części drugiej mamy do czynienia z "codziennymi" sytuacjami, które poprzez ruch w relacji z partnerem dochodzą znaczeń i rezonują emocjami przez wzajemne odkrywanie i konfrontowanie się z nimi. Choreograf dostarczył młodym tancerzom słów, pokazał jak składać z nich zdania, które teraz uczą się na swój sposób wypowiadać. Pozbawiony scenografii, opatrzony prostymi kostiumami autorstwa Dominiki Skazy obraz ten wymusza na młodych artystach prawdziwie aktorską obecność na scenie.

Vitruvian Man / Natura
Sopocki Teatr Tańca
26 Października, godz. 19.00

Sopocki Teatr Tańca zaprezentuje się festiwalowej publiczności w dwóch odsłonach. W obu, na swój charakterystyczny, plastyczny sposób, opracowując metafizyczne wątki. Pierwsza z odsłon Natura. Z inspiracji poezją Bolesława Leśmiana dąży do oddania filozoficznych założeń poety w relacji Natura-Bóg-Człowiek. Joanna Czajkowska wyreżyserowała obraz z pogranicza romantycznej ballady i współczesnej fantasy. Druga odsłona, autorstwa Jacka Krawczyka Vitruvian Man. Preludium podejmuje się opisania interakcji między materią, a duchem; ciałem w ruchu, a jego ekspresją. W matematycznie skonstruowanej choreografii, sięgającej po różnorodne techniki, artyści dążą do odnalezienia idealnych proporcji i równowagi między tym, co pozornie ze sobą sprzeczne. Wielokrotnie nagradzany i prezentujący się na wielu europejskich scenach zespół konsekwentnie sięga po swoje artystycznego credo, jakim jest ukazywanie dramatu człowieka kształtowanego przez, bądź ulegającego różnym wpływom - relacji, historii, ale także wpływom stricte formalnym.

Casa do Rio
Companhia de Danca de Almada, Portugalia
27 Października, godz. 18.00

O korzeniach, ojczyźnie, o miłości, o smutnych rozstaniach, tęsknocie i upragnionych powrotach tańczyć będzie na Festiwalu Companhia de Dança de Almada z Portugalii. W przedstawieniu doskonałego tancerza i utytułowanego choreografa Benvindo Fonseca Casa do Rio podziwiać będziemy zespół, którego nie trzeba już przybliżać polskiej publiczności. Companhia odwiedziła bowiem nasz kraj już dwukrotnie: w roku 2005 przedstawiając w ramach Międzynarodowej Konferencji Tańca Współczesnego i Festiwalu Sztuki Tanecznej w Bytomiu i w roku 2009 na VI Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Tańca w Poznaniu, oraz na Gdańskim Festiwalu Tańca.
Twórca spektaklu - onegdaj solista Gulbenkian Ballet, współtwórca, dyrektor artystyczny i choreograf Lisboa Contemporary Ballet - celuje w pracach, w których muzyka odgrywa szczególną rolę. Do jego najznamienitszych opracowań i wystąpień należą choćby Night do muzyki Elli Fitzegerald, Callas, Sea z muzyką na żywo w wykonaniu Madredeus, solo do akompaniamentu pianistki Marii João Pires "Arabian Dance" Czajkowskiego, oraz pas de deux do utworu Fado "Povo que lavas no rio" w wykonaniu na żywo Amalii Rodrigues. Sile muzyki nie oparł się także, choreografując Casa do Rio, sięgając po tradycyjne portugalskie melodie i rytmy w wykonaniu Danças Ocultas, Galandum Galundaina czy Francisco Ribeiro.

Minus 2
Polski Teatr Tańca z Poznania
28 Października, godz. 19.00

Minus 2 jest spełnieniem marzenia Polskiego Teatru Tańca pod dyrekcją Ewy Wycichowskiej o pracy z wybitnym artystą Ohadem Naharinem - światowej sławy choreografem, tworzącym dla czołowych zespołów światowej sceny baletowej, dyrektorem artystycznym niepowtarzalnego Batsheva Dance Company z Izraela, twórcą innowacyjnego języka ekspresji ruchowej GaGa, muzykiem, a także kompozytorem. Naharin choreografuje w sposób wizyjny, a osiągane przezeń artystyczne efekty są podziwiane i naśladowane na całym świecie. Spektakle jego autorstwa, jak Tabula Rasa, Kyr, Anaphasa czy Three przeszły do kanonu współczesnego języka ruchu, stanowiąc punkt odniesienia tak dla choreografów, jak i teoretyków zajmujących się fenomenem teatru tańca.
Z całą pewnością Minus 2 na tarnowskiej scenie jest wydarzeniem szczególnym. Spektakl jest kompilacją wyjątków z kilku scenicznych dzieł Naharina, opracowaną specjalnie dla PTT. Dzięki wysiłkowi i staraniom zespołu festiwalowa publiczność będzie mogła zapoznać się i podziwiać oryginalną, przenikniętą żydowską duchowością twórczość tego genialnego artysty, oraz porozmawiać z wykonawcami o tej ważnej współpracy w dyskusji pospektaklowej.



Imprezy towarzyszące Festiwalowi Teatrów Tańca Scena Otwarta:


„What is behind a curtain”
To wystawa fotografii polsko-włoskiego duetu artystycznego Paula Kajzar i Antonio Pellicanò.
Ona jest absolwentką archeologii śródziemnomorskiej i warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie w pracowni prof. Rosława Szajbo ugruntowała swoją artystyczną wizję świata, zaś on jest pasjonatem fotografii i specjalistą marketingu. Ich prace są malarskie, kreujące różne, skrajne klimaty, rozedrgane i niedopowiedziane. Mieszkają w Calabrii, ale podróżują i fotografują teatr, taniec i to co dzieje się „za kurtyną”.

„Men in E-motion 2”
To także wystawa fotograficzna, ale próbująca wtargnąć w przestrzeń publiczną miasta z obrazem
i ruchem, który zwykle potrzebuje zupełnie „nieulicznej” otoczki. Na billboardach zaprezentujemy fotogramy pochodzące z przedstawień baletowych, pokazów modern dance, rożnych zdarzeń teatralno-tanecznych utrwalających to, co niezmiennie w tańcu fascynuje – ruch, piękno ciała, emocje przekazywane przy pomocy środków, które są wspólne i czytelne dla wszystkich, ale osiągalne dla niewielu. Autorami są znakomici fotograficy: Janusz Matuszewski, który od lat dokumentuje to co dzieje się na scenach tanecznych w Polsce, Mirka Maruszak – związana z Polskim Teatrem Tańca w Poznaniu, Ewa Krasucka – fotografująca spektakle Teatru Wielkiego w Warszawie, czy Marta Ankiersztejn – związana z Instytutem Muzyki i Tańca.

„Dance Theater Story”
Tworząc konkurs „Dance Theatre Story" chcemy zachęcić artystów do wypowiedzenia się językiem filmowym o tym, co związane jest z teatrem i tańcem, z ruchem i emocjami.
Myślą przewodnią konkursu jest TEATR I TANIEC. Twórcy mają pełną swobodę co do formy, ekspresji, sposobu opowiadania historii, jej konwencji. Najważniejszy jest koncept, proces, przesłanie, treść i uzyskany efekt sceniczny. Mogą to być zarówno długie, jak i krótkie formy filmowe - etiudy, impresje, dokumenty, reportaże, kreacje, fotokasty, animacje, itp.
Konkurs filmowy odbędzie się w Tarnowie, w ramach II edycji Festiwalu Teatrów Tańca „Scena Otwarta”.

„k_INEMATICA”
k_INEMATICA jest formą performance balansującego na styku najnowszych technologii w zakresie projekcji wielkoformatowych(video mapping 3D), tańca i form ludzkiej ekspresji, symbiotycznych dźwięków, kreatywnego designu światła i minimalizmu.
To podróż w nieznany świat w którym klasyczne formy i ikony nabierają zupełnie nowego znaczenia, a punktem odniesienia staje się widz i jego interpretacja...

 

 

Spotkania z artystami poszczególnych teatrów będą odbywać się po spektaklach we foyer Centrum Sztuki Mościce w Tarnowie.

Na podstawie materiałów organizatorów Ryszard Zaprzałka
   


 

21:47, tarnowski_kurier_kulturalny , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 października 2012

To hasło tegorocznej edycji jubileuszowego XXX Festiwalu „Tydzień Talentów”, który rozpoczął się ww wtorek 16 października w Kąśnej Dolnej. Aczkolwiek festiwalowe koncerty odbywać się będą również w Tarnowie, Bochni i Tuchowie. Organizatorami imprezy są Centrum Paderewskiego Tarnów-Kąśna Dolna oraz Państwowa Szkoła Muzyczna I Stopnia w Bochni. - Młodzi artyści, z całego kraju przyjadą do Centrum Paderewskiego w Kąśnej Dolnej zaprezentować swoje umiejętności, a także będą mieli możliwość spotkania z wybitnymi laureatami poprzednich edycji - mówi Krystyna Szymańska, dyrektor Centrum Paderewskiego Tarnów – Kąśna Dolna. I dodaje - Jest to jubileuszowa, trzydziesta edycja, więc postaraliśmy się, aby na każdy koncert przyjechała jakaś gwiazda, która przewinęła się przez Tydzień Talentów, dla której festiwal był ważnym krokiem w karierze...". Festiwal potrwa od 16 do 22 października, a koncerty odbywać się będą m.in. w Dworku I. J. Paderewskiego, letniej Sali koncertowej – Stodole w Kąśnej Dolnej, Sali Lustrzanej w Tarnowie, Bazylice Mniejszej Sanktuarium MB w Tuchowie oraz Sali koncertowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Bochni. Założeniem festiwalu jest prezentacja młodych laureatów krajowych i zagranicznych konkursów muzycznych. W składzie Komisji Opiniującej Festiwalu znaleźli się w tym roku m.in.: krytycy muzyczni Anna Woźniakowska, Jan Popis i Józef Kański, profesorowie Marcin Baranowski i Tomasz Strahl oraz przedstawiciele organizatorów. Zaś wśród festiwalowych gości takie sławy, jak m.in.: Motion Tro, Bartłomiej Nizioł, Tomasz Strahl, Mietek Szczęśniak, Ewa Pobłocka, Klaudiusz Baran i ORKIESTRA KAMERALNA Sinfonietta Cracovia. Festiwalowi towarzyszy wystawa „Z kart historii Ogólnopolskiego Festiwalu Tydzień Talentów”.  Na wszystkie prezentacje festiwalowe wstęp jest wolny. Bezpłatne wejściówki na koncert Mietka Szcześniaka można odbierać w Biurze Koncertowym Centrum Paderewskiego – Rynek 9 – Tarnów oraz Państwowej Szkole Muzycznej w Bochni – pl. gen Okulickiego 1. Rezerwacja miejsc oraz godziny odjazdów autokarów z Tarnowa i Bochni pod numerami telefonów: 14 621 09 21 (Tarnów) i 14 612 32 70 (Bochnia). Poniżej prezentujemy pierwszą recenzję z inauguracyjnego koncertu pióra znanej dziennikarki muzycznej Anny Woźniakowskiej, stałej recenzentki Dziennika Polskiego, od lat związanej z Kąśną Dolną oraz szczegółowy afisz XXX Festiwalu „Tydzień Talentów”.


      

"Mocny początek"

Tydzień Talentów od lat rozpoczyna się Wielkim Powrotem czyli koncertem znanego artysty lub zespołu, który u początku swej kariery brał w Tygodniu udział. Słynne Motion Trio w tej imprezie w Tarnowie wystąpiło po raz pierwszy w 2000 roku. O trójce akordeonistów z Krakowa: Januszu Wojtarowiczu, Pawle Baranku i Marcinie Gałażynie, było już wówczas głośno, ale największe triumfy artyści mieli jeszcze przed sobą. Dziś są znani w całym świecie, występują w najsłynniejszych salach. Znaleźli jednak czas, by przyjechać do Kąśnej Dolnej i we wtorek 16 października zainaugurować jubileuszowy, trzydziesty już festiwal. W znakomitej kąśniańskiej sali koncertowej z przyzwyczajenia chyba wciąż zwanej stodołą przedstawili program zróżnicowany – od Chopina i Kilara po pastisze gier komputerowych. Już to samo dowodziło szerokiego wachlarza możliwości wykonawczych zespołu.

Sposób w jaki trójka artystów ten program interpretowała przeszedł moje oczekiwania.


W przypadku Motion Trio trudno właściwie mówić o trójce wykonawców. Wprawdzie każdy z nich jest inną osobowością, wnosi do zespołu inne cechy i wartości, to przecież od pierwszego dźwięku są jednością, jakimś wielkim, potrójnym instrumentem o możliwościach nie mających wprost granic. We wtorek wspaniale się wzajemnie wyczuwali, idealnie reagowali na sugestie każdego z nich, ogarnięci byli jednym pulsem, oddychali jednym oddechem. Zachwycali wrażliwością muzyczną objawiającą się bogactwem barw, dbałością o każdy detal, o zróżnicowanie gatunku dźwięku, o wykończenie każdej frazy. Artyści obdarzeni wielką wyobraźnią i fantazją o akordeonie wiedzą wszystko i potrafią wspaniale tę wiedzę wykorzystać zarówno w dowcipnym, pełnym muzycznych aluzji utworze DJ Chicken (kompozycja zbiorowa), jak i w onirycznej Silance Janusza Wojtarowicza. Każdy z dziesięciu przewidzianych programem (były jeszcze bisy) utworów ukazywał inne oblicze zespołu, choć w ich kompozycjach wyczuć można było predylekcję do muzyki repetytywnej i bałkańskich rytmów.

Cały program był interesujący, ale artyści zaimponowali mi interpretacjami dwóch utworów: Preludium e-moll op. 28 Chopina i Orawy Kilara. Z Chopinem jego aranżer Janusz Wojtarowicz postąpił na pozór dość swobodnie rytmizując współcześnie jego ostinatowy rytm. Mimo to potrafił jednak zachować to co najważniejsze, czyli jedyny w swoim rodzaju romantyczny, tajemniczo-nostalgiczny nastrój utworu i choć nie lubię przenoszenia wyrosłych z ducha fortepianu utworów Chopina na inne instrumenty, to w tym przypadku muszę uznać trafność takiej interpretacji. Orawę Kilara słyszałam w wykonaniu Motion Trio już kilkakrotnie, za każdym razem graną zresztą nieco inaczej. Tym razem połączenie perfekcji ze spontanicznością graniczącą z zapamiętaniem przyniosło fantastyczny rezultat.

Muszę się przyznać, że trochę obawiałam się tego koncertu. W letnich miesiącach dwukrotnie uczestniczyłam w koncertach Motion Trio i odniosłam wrażenie jakiegoś wypalenia się muzyków. Niby wszystko było w porządku, ale brakowało emocji, która dotąd zawsze zachwycała słuchaczy. Być może było to po prostu zmęczenie, bo tym razem z artystów emanowała pasja, a każda z interpretacji była świeża i porywająca. Oby tak dalej!



Program:

16 października    
godzina 18.00 - dworek I. J. Paderewskiego
INAUGURACJA. WIELKIE POWROTY
MOTION TRIO – Janusz Wojtarowicz, Paweł Baranek, Marcin Głażyn
 
17 października
godzina 17.00 - Kościół p.w. Św. Krzyża i Św. Filipa Neri
MSZA ŚW. W INTENCJI Ś.P. JADWIGI KALISZEWSKIEJ
 
godzina 18.00 - Sala Lustrzana w Tarnowie
L’ARTE DEL VIOLINO Pamięci prof. Jadwigi Kaliszewskiej
Stanisław Podemski – skrzypce, Joanna Zathey-Wójcińska - fortepian
E. Grieg - Sonata na fortepian i skrzypce nr 3 c-moll op. 45
Allegro molto ed appassionato, Allegretto espressivo alla Romanza, Allegro animato
H. W. Ernst - Fantazja na tematy z opery "Otello" G. Rossiniego
 
Błażej Kociuban – skrzypce, Paweł Motyczyński – fortepian 
S. Prokofiew - Sonata nr I f-moll, op. 80
Andante assai, Allegro brusco, Andante, Allegrissimo
H. Wieniawski - Polonaise Brillante op. 4 D-dur
 
Bartłomiej Nizioł – skrzypce, Marcin Sikorski - fortepian
R. Strauss - Sonata Es – dur na skrzypce i fortepian op. 18
Allegro ma non troppo, Improwizacja. Andante cantabile, Finał. Andante Allegro
R. Strauss –V. Prihoda  -  Der Rosenkavalier - Waltz op. 59
 
18 października
godzina 18.00 - dworek I. J. Paderewskiego
CON GRAZIA
Aleksandra Lelek – wiolonczela, Piotr Różański - fortepian
F. Francoeur - Sonata E-dur na wiolonczelę i fortepian
Adagio cantabile, Allegro vivo, Tempo di gavotta, Largo cantabile, Gigue - Allegro vivace
J. Bauer - Passacaglia prawie w dawnym stylu na wiolonczelę i fortepian
A.-F. Servais - Fantazja n/t Dwóch Pieśni Rosyjskich op. 13
 
Zuzanna Sosnowska – wiolonczela, Jolanta Adamska - fortepian
G. Cassadó - Suita hiszpańska na wiolonczelę solo
cz. III Intermezzo e danza finale
D. Szostakowicz - Sonata d-moll na wiolonczelę i fortepian op. 40
cz. I Allegro non troppo, cz. II Allegro
R. Schumann - Adagio i Allegro op. 70
 
Tomasz Strahl – wiolonczela, Paweł Mazur – fortepian
F. Chopin - Introdukcja i Polonez C-dur op. 3
F. Chopin – Sonata g-moll op. 65
Allegro moderato, Scherzo. Allegro con brio, Largo, Finale. Allegro
P. Czajkowski – Pezzo capriccioso op. 62
 
19 października
godzina 18.00 - Sala koncertowa Państwowej Szkoły Muzycznej w Bochni
NASZE TALENTY
Prezentacja uczniów Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia im. prof. Jerzego Żurawlewa w Bochni oraz uczniów Zespołu Szkół Muzycznych w Tarnowie
Sławomir Tomasik – Skrzypce, Robert Morawski – fortepian
F. Mendelssohn - Sonata f-moll op. 4
K. Szymanowski - Źródło Aretuzy z Mitów op. 30
K. Szymanowski - Taniec z baletu Harnasie
H. Wieniawski - Polonez D-dur op. 4
 
godzina 19.30 - Letnia Sala Koncertowa w Kąśnej Dolnej
ON THE BRIDGE
Mietek Szcześniak & Meccore String Quartet w składzie: Wojciech Koprowski – I skrzypce (laureat XXV Ogólnopolskiego Festiwalu Tydzień Talentów), Aleksandra Bryła – II skrzypce
Michał Bryła – altówka, Karol Marianowski – wiolonczela
Support: Zespół Sandwich on the Floor w składzie: Bartosz Dworak – skrzypce (laureat Międzynarodowego Festiwalu „4th Azoty Jazz Contest” 2011), Piotr Południak - gitara basowa, kontrabas, Kajetan Borowski - fortepian, instrumenty klawiszowe, Damian Niewiński - perkusja

20 października
godzina 16.00 - Sala koncertowa Państwowej Szkoły Muzycznej w Bochni
KONCERT pamięci prof. Jerzego Żurawlewa
Ewa Pobłocka – fortepian, Ewa Leszczyńska – sopran
H. Wolf
Auf ein altes Bild
Anakreons Grab
Der Gärtner
In dem Schatten meiner Locken
C. Debussy
Ariettes Oubliees:
1. C'est l'extase langoureuse
2. Il pleur dans mon coeur
3. L'ombre des Arbres
4. Chevaix de bois
5. Green
6. Spleen
S. Moniuszko
Złota rybka
Do Niemna
Polna Różyczka
Prząśniczka!
 
godzina 19.00 - dworek I. J. Paderewskiego
CON BRAVURA
Klaudiusz Baran – akordeon, Przemysław Wojciechowski – akordeon, Patryk Sztabiński - akordeon
 
21 października
godzina 17.00 - dworek I. J. Paderewskiego w Kąśnej Dolnej
PIANIŚCI U PADEREWSKIEGO
Piotr Nowak – fortepian
F. Chopin - Etiuda h-moll op. 25 nr 10
Mazurek f-moll op. 63 nr 2
II Ballada F-dur op. 38
III Scherzo cis-moll op. 39
Tine Bec (Słowenia)
Battaglia di tritono e chromatica
 
Marcin Mogiła – fortepian
J. Haydn - Sonata e-moll nr 53, Hob. XVI / 34
Presto, Adagio, Finale. Vivace molto
L. Godowski - Passacaglia
Ewa Pobłocka - fortepian
 
godzina 19.30 - Bazylika Mniejsza Sanktuarium MB w Tuchowie
RECITAL ORGANOWY
Kamil Dżalak (laureat XXIX Ogólnopolskiego Festiwalu Tydzień Talentów)
 
22 Października
godzina 18.00 - Letnia Sala Koncertowa w Kąśnej Dolnej
ORKIESTRA KAMERALNA Sinfonietta Cracovia
J. Haydn – Koncert wiolonczelowy D-dur
 
Mariusz Wysocki – wiolonczela
F. Chopin – Koncert fortepianowy e-moll op. 11
 
Paweł Motyczyński - fortepian
 
Oprac. Ryszard Zaprzałka


   


21:46, tarnowski_kurier_kulturalny , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 października 2012

16  października 1978 r. Karol Wojtyła został papieżem. Przypominamy przebieg tego szczególnego dnia…
   
Przed 34 laty rozpoczął się przełomowy pontyfikat. Polacy płakali, śmiali się, całowali na ulicach, ściskali sobie ręce. Wybór Karola Wojtyły  zaskoczył wszystkich, w tym kardynała Stefana Wyszyńskiego. Nawet światły„prymas tysiąclecia” nie miał tak bujnej wyobraźni, by przewidzieć wybór Polaka na Tron Piotrowy. A jednak. Karol Wojtyła po ośmiu głosowaniach stał się Janem Pawłem II. Przypominamy jak do tego doszło.



14 października 1978
W Kaplicy Sykstyńskiej, w której odbędzie się konklawe po śmierci Jana Pawła I, wyłączono wszystkie telefony. Z wyjątkiem jednego –w pokoju sekretarza konklawe, monsiniora Ernesto Civardiego. Jak opisywała gazeta „L’Osservatore Della Domenica”, robiono też tzw. próbę pieca, który miał wypuszczać biały i czarny dym (biały oznacza dokonanie wyboru, czarny – jego brak). Użyto świec dymnych.
Godz. 16.30
„Extraomnes!”–pada komenda. To nakaz, aby ci, którzy nie głosują, opuścili Kaplicę po mszy św. o wybór nowego papieża.

15 października.
Godz. 6.50
Otwiera się zewnętrzna brama, która wjeżdżają dostawcy jedzenia dla konklawe.
 Godz. 9.15
Po mszy św. na dany znak kardynałowie gromadzą się w Kaplicy Sykstyńskiej. Po odśpiewaniu „Veni Creator”, pół godziny później głosują po raz pierwszy.
Godz. 11.58 i 18.35
Tłum zgromadzony na placu św. Piotra widzi czarny dym. Papież nie został jeszcze wybrany.

 

16 października 1978
 Godz. 11.18
Dym z Kaplicy Sykstyńskiej znowu jest czarny.
Godz. 18.18
Tym razem zgromadzony tłum krzyczy„jest biały!”.Nie ma wątpliwości, że papież został wybrany. 15 minut później na plac św. Piotra wkracza orkiestra dęta gwardii szwajcarskiej, a kardynał Felici ogłasza „Habemus papam!”. I ogłasza jego imię -„dominum Carolum(...) Cardinale Wojtyła”, który przybiera imię Jana Pawła II. Rozlegają się nieśmiałe oklaski. Dlaczego?„Bardzo niewielu wie, kim jest kardynał Wojtyła. Skąd Włosi mają znać Polaka
Wojtyłę, na którego nawet najodważniejsi nie liczyli. Otaczający nas zauważyli, że mamy L’Osservatore Romano wykazem kardynałów i zaczynają się na nas pchać. Większość jest przekonana, że papieżem jest Murzyn” – opisywał obecny na placu św. Piotra reporter „Munchener Katholische Kirchenzeitung”.
Godz. 19
Kardynał Wojtyła wychodzi na balkon. Mówi po włosku.„Bałem się przyjąć ten wybór, jednak przyjąłem go w duchu posłuszeństwa dla Pana naszego Jezusa Chrystusa i w duchu całkowitego zaufania Jego Matce, Najświętszej Maryi Pannie. Nie wiem, czy potrafię rozmawiać waszym... naszym językiem włoskim. Jeżeli się pomylę, to mnie poprawicie. Przedstawiam się wam wszystkim dzisiaj, by wyznać naszą wspólną wiarę, naszą nadzieje, naszą ufność pokładaną w Matce Chrystusa i Kościoła z pomocą Pana Boga i z pomocą ludzi”.
Choć  nowy papież po włosku mówi płynnie, jednak popełnia mały błąd, co Włosi przyjmują owacjami – jakby chcieli mu dodać otuchy. Tłum jest kupiony, ludzie wiwatują na cześć nowego papieża. Bija brawo, wykrzykują, klękają, jedni robią znak krzyża, inni się modlą. Bruno Tucci, włoski dziennikarz stojący w tłumie, opisuje jak jakaś siostra zakonna ściskająca w ręce lornetkę wykrzykuje:„On ma twarz dobrego pasterza!”.„Z imieniem, jakie wybrał, nie może być inaczej”– kwituje żurnalista, przypominając znanego z łagodności i bezpretensjonalności Jana Pawła I, poprzednika Wojtyły.
Godz. 19.11
Wzruszony Wojtyła nadal stoi na balkonie i spogląda na mistrza ceremonii, monsiniora Virgilio Noe.Ten mówi„wystarczy, wystarczy” i papież znika za drzwiami.
W Polsce miliony ludzi zastygają przed telewizorem. Nie wierzą własnym oczom. Ściskają się, wielu idzie do kościołów się modlić. W Krakowie, w mroku zapadającej nocy, grupa ubranych na biało paulinów, śpiewając i klaszcząc idzie pod krakowską kurię na Franciszkańską 3, by podziękować za wybór papieża Polaka. Tam spotykają spory tłumek krakowian. W budynku Komitetu Centralnego PZPR w Warszawie palą się wszystkie
światła. Członkowie władz partii są zaskoczeni rozwojem sytuacji. Obradują całą noc. „Absolutnie zdegustowani naradzają się towarzysze: Kania, Kowalczyk, Olszowski, Werblan, Łukaszewicz. Konsternacja widoczna. Olszowski wylewa na jasne spodnie filiżankę czarnej kawy” – tak tę straszną dla nich noc opisywali autorzy książki „Komuniści i Kościół w Polsce (1945-1989)”. W końcu jednak dochodzą do wniosku, że lepszy Karol Wojtyła daleko w Rzymie, niż jako prymas w Polsce. Nie wiedzą jeszcze, jak bardzo się mylą..

Maria Paluch (Gazeta Krakowska)



Wojtyła w drodze do świętości

Rozmowa z biskupem Tadeuszem Pieronkiem, byłym przewodniczącym pomocniczego trybunału ds. beatyfikacji Jana Pawła II.

Powiedział mi kiedyś Ksiądz Biskup: Dobrze znałem Karola Wojtyłę i jeśli nie on zasługuje na tytuł świętego, to już nie wiem, kogo Kościół mógłby wynieść do chwały. Czy nie ma w tym stwierdzeniu przesady?
Kryje się za nim pełne przekonanie o wyjątkowości błogosławionego Jana Pawła II. Wielkość tego człowieka kształtowała się na przestrzeni całego życia. Już przez kolegów w gimnazjum był postrzegany jako inny – ten, który wyróżnia się spośród rówieśników. Warto przypomnieć, że gdy do Wadowic przyjechał wówczas jeszcze arcybiskup Sapieha, witał go właśnie Karol Wojtyła. Hierarcha intuicyjnie wyczuł, że ma do czynienia z uduchowionym chłopcem i zapytał, czy wybiera się do seminarium, na co jednak Lolek odrzekł, że woli zostać poeta. Potem, gdy Wojtyła zamieszkał w Krakowie, ktoś na drzwiach jego pokoju wywiesił kartkę z napisem Święty. Nie było w tym jednak uszczypliwości, to był rodzaj pochwały i podziwu.

Zadatki na świętość wyniósł pewnie z religijnego, ciepłego rodzinnego domu.
Zapewne tak było. To od najbliższych czerpał wzorce zachowań. Chcę jednak podkreślić, że świętość  Jana Pawła II miała korzenie w dzieciństwie, a potem rozwijała się przez całe życie. On nie ustawał w tej drodze do świętości.

Kogo można nazwać świętym?
Niejednokrotnie mówiłem, ze miara świętości jest miara dobra, przyzwoitości i umiaru w życiu. Świętość to niby zwyczajność, ale przecież niezwykłość. Gdy się żyło obok Jana Pawła II i patrzyło na jego codzienną pracę, wszystko było takie zwykłe i zharmonizowane. Tworzył swoją świętość niezauważalnie, choć dzieło było realne i głębokie.

Co było miara dobroci Karola Wojtyły?
Jego dobroć przejawiała się w braku zła. Nikomu świadomie nie uczynił przykrości. Każdego wysłuchał i próbował zrozumieć. Należał też do osób, które chętnie pomagają. Czasem nawet przesadzał z tym współczuciem. Marysia, która w Krakowie usługiwała kardynałowi Wojtyle, wciąż zauważała, że coś ginie. Tymczasem, co dostał, natychmiast komuś przekazywał. Gdy w Watykanie odbierał kapelusz kardynalski, kupiliśmy mu w prezencie porządną skórzaną teczkę, ale ona natychmiast zniknęła. Dawał pieniądze tym, którzy go o to prosili. Na pytanie, czy nie obawia się naciągactwa, zawsze odpowiadał, że wspomaga bliźnich w dobrej wierze, a grzech popełniają ci, którzy chcieliby nadużyć zaufania.

A co było miara przyzwoitości?
Przebywając z Karolem Wojtyła – wszystko jedno w jakim momencie jego życia –miało się satysfakcję kontaktu z człowiekiem wielkiej szlachetności i niezwykłego intelektu, ale niezarozumiałym. Pamiętam, że gdy był chwalony, taktownie nie reagował, miłe słowa przyjmował normalnie. A w pewnych okolicznościach potrafił nawet zażartować, jak wtedy w Zakopanem, gdy młoda góralka przywitała go słowami: „Eminencjo Najprzystojniejszy Kardynale”. Ubawiony odrzekł: „Coś w tym jest”. Miał ogromne poczucie humoru, lubił kawały – ale bardziej słuchać niż opowiadać.

Do tańca i do różańca?
Znał umiar we wszystkim i w każdej sytuacji potrafił się znaleźć. Stół miał być skromny: gotów był jadać cokolwiek, a gdy kiedyś siostry podały mu na podarowanym przeze mnie talerzyku ciasto, napisał obok: „za dużo”. Również ubierał się skromnie, a sławny zielony płaszcz służył mu wiele lat. Nigdy o tym nie opowiadałem, ale już może czas, choć to przykład raczej braku umiaru w skromności. Jedyny raz byłem w papieskiej sypialni, na prośbę jednej z sióstr. Co mam z tym zrobić – spytała pokazując zniszczone, pocerowane spodnie papieża. Nadawały sie tylko do wyrzucenia.

Nikt nie jest doskonały.
Karol Wojtyła też miał swoje przywary. Był łatwowierny. Potrafił się spóźniać.

I to zostało zapisane w anegdotach. A które cnoty prowadziły Karola Wojtyłę do świętości?
Cudów nie czynił, cudem była jego ogromna pracowitość i umiejętność skupiania się na drugim człowieku. Słuchał, nie przerywał. Nawet gdy nie mógł pomóc, poświęcał ludziom uwagę, w przekonaniu, że wyraża tym szacunek dla ich problemów. Czynił to jako człowiek wysokiej kultury. Potrafił się stosownie zachować w stosunku do każdego człowieka, a do życiowych problemów podchodził w sposób naturalny.

Znajdował wspólny język i z profesorami, i z prostymi ludźmi.
Jego język się zmienił, gdy został papieżem. Stał się bardziej zrozumiały. A rozmawiać potrafił faktycznie z każdym, bo każdego szanował. Język papieża był językiem ojca.

A ten profesorski?
Wymagał głębszej uwagi, ale Jan Paweł II miał rzadką umiejętność mówienia z pamięci, i to w takim stylu, że przekaz ten nadawał się wprost do druku.

Co szczególnie podziwiał Ksiądz Profesor u Karola Wojtyły?
Doskonałą pamięć i to, że nie unosił się. Potrafił znieść sprzeciw i odmienne zdanie. Jestem pełen podziwu, że w Watykanie nie przybrał papieskiej pozy, nie przestał być człowiekiem ze swoimi sądami i odczuciami. Podziwiałem też jego podzielną uwagę. Nie marnował ani minuty czasu. Pamiętam, że gdy jeździliśmy do Warszawy, miedzy Franciszkańską i Uniwersytetem wymieniał ze mną kilka zdań, po czym przepraszał, wyciągał książkę i zatapiał się w lekturze. Odkładał ją na kilka minut przed końcem podróży, by wydać mi dyspozycje, co mam załatwić. Aby porozmawiać, zabierał na pieszą wycieczkę – wtedy można było poruszyć każdy temat.

Jak mistycyzm Karola Wojtyły wpływał na jego duchowość? Czy przybliżał go do świętości?
Nigdy nie byłem świadkiem mistycznych przeżyć Ojca Świętego, ale wiem, że je miał. Bez tego doświadczenia byłby innym człowiekiem. Karol Wojtyła był zanurzony w myśleniu o wielu rzeczach, on „znikał” z tego świata z potrzeby duchowej, choć jego zamyślenie brano czasem za zmęczenie. W trudnych momentach jechał do Kalwarii, wracał spokojny, a sprawy się same rozwiązywały. Pamiętam, że jeszcze jako mój profesor, w przerwie miedzy wykładami, szedł odprawić Drogę krzyżową, a my odpoczywaliśmy. Miał głowę w górze. Jego rękopisy noszą ślady łączności z Bogiem. Na każdej kartce kreślił, ujawniając swój stan ducha, początki modlitw.

Kiedy błogosławiony Jan Paweł II zostanie ogłoszony świętym?
Prędko.

Za rok, za piec lat?
Czyli szybko. Nie znam daty, ale wiem, że o kanonizację modlą się wierni i zabiega kardynał Stanisław Dziwisz, który na pewno pragnąłby świętować ten dzień, jako metropolita krakowski, a za półtora roku wkroczy w wiek emerytalny. Po potwierdzeniu cudu, który dokonał się po śmierci Ojca Świętego, decyzje podejmie Benedykt XVI.

Rozmawiała: Małgorzata Iskra  (Gazeta Krakowska)



21:03, tarnowski_kurier_kulturalny , LITERATURA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 października 2012

Oprócz działalności politycznej, był również poetą. Chociaż jego twórczość nie doczekała się głębszej analizy, to jednak miała wpływ na grono rewolucjonistów, jakie otaczało młodego poetę. Żył bardzo krótko, bo zaledwie trzydzieści dwa lata, a pobyty w więzieniach zajęły mu połowę dorosłego życia. Stracony w 1952 roku pozostał w pamięci jako tarnowski rewolucjonista na trwale związany swoja historią z naszym miastem. Julian Goslar, po ukończeniu szkoły trywialnej w Wadowicach, przeniósł się do Tarnowa i rozpoczął naukę w miejscowym gimnazjum. Był od samego początku pobytu w Tarnowie zdany li tylko na siebie, bowiem owdowiała matka miała na utrzymaniu kilkoro rodzeństwa Juliana i nie mogła pomagać ambitnemu synowi. Mieszkał na przypadkowych stancjach, lub kątem u lepiej sytuowanych kolegów, którzy pozwalali zajmować Julianowi kawałek podłogi do przespania kilku nocy. Utrzymywał się z korepetycji i pomocy przyjaciół. Tarnów był w owym czasie miastem postrzeganym jako druga stolica Galicji, a tarnowskie gimnazjum uchodziło za wzorcowe i było wielokrotnie nagradzane przez władze austriackie. Pomimo usilnych prób germanizacji, to właśnie tutaj, wśród uczniów, powstawały organizacje demokratyczne, krzewiące polskość, o której, o dziwo, mało który z uczniów cokolwiek wiedział – ówczesna Galicja nie była szczególnie kojarzona z przedrozbiorową Polską. 


Julian Maciej Goslar urodził się 24 lutego 1820 roku, prawdopodobnie we Lwowie, albo jak podają biografowie Goslara, w Tarnowie, lub Rzeszowie. Nigdzie nie pozostał żaden wpis świadczący o miejscu jego urodzenia. Pochodził z bardzo ubogiej rodziny austriackiego urzędnika, byłego oficera kirasjerów Jana i matki Tekli Marcylańskiej, której pochodzenie nie zostało całkowicie wyjaśnione do dzisiaj – wiadomo, że była chłopką i urodziła się w Galicji – natomiast idąc śladami metryk urodzenia dzieci Goslarów, można sądzić, że ojciec Juliana bardzo często zmieniał miejsca pobytu, od Lwowa, przez Tarnów, aż do Kolbuszowej, gdzie zmarł 10 września 1831 roku, podczas wielkiej epidemii cholery. 

Niemal od samego początku nauki Julian Goslar wszedł w działalność spiskową i bardzo szybko stał się przykładem dla innych. „Przypisanie tego patriotyzmu całej bez wyjątku młodzieży gimnazjalnej było niewątpliwie przesadna tezą /…/ nie brakowało przecież wśród owej studenterii bawidamków, złotej młodzieży, karciarzy. Julian Goslar nie znał jednakże tych klik; chłopak, któremu „buty wypowiedziały służbę”, a łokcie z „wyszarzałych rękawów wyglądały”, musiał stronić od zamożnych elegantów, a nawet żywił wobec nich pogardę”. Po ukończeniu gimnazjum i próbie podjęcia nauki w studium filozoficznym Goslar zostaje relegowany ze szkoły i pozostawiony z „wilczym biletem”, co spowodowało jego wielką wędrówkę za chlebem. Czasu i trasy owej wędrówki nie sposób dzisiaj określić dokładnie, ale wiadomym jest, że został guwernerem i nauczał po dworach i majętnych gospodarstwach dzieci swoich chlebodawców. Początkowo w rodzinnych stronach matki, w Kolbuszowej, gdzie pracował u miejscowego proboszcza, a następnie w seminarium żeńskim, jako pomoc pedagogiczna. Niestety, jego nieposkromiony zapał do polityki sprawiał wiele kłopotów chlebodawcom, ponieważ bardzo często byli z powodu Goslara stawiani przed sądami za udział w spiskach. 

Pierwszy raz został aresztowany w Przemyślu, ale po udanej ucieczce ukrył się na Podhalu, a następnie na Słowacji. W tym czasie nawiązał współpracę z Jerzym Bułharynem, pułkownikiem, który miał objąć dowództwo w planowanym ataku na Lesko i Dobromil, jednocześnie przygotowując działania partyzantki Bułharyna, prowadził szeroka agitację wśród oficerów austriackich. Po wspomnianym wyżej pobiciu w Haczowie został osądzony i skazany na karę śmierci, ale ułaskawiony na mocy amnestii udał się do Wiednia by wziąć udział w Wiośnie Ludów. Kolejny raz został aresztowany w Styrii i w 1849 roku skazany na wieloletnie więzienie w Kufsteinie. Kolejny raz ułaskawiony wyszedł z więzienia i natychmiast zaangażował się w kolejny spisek rewolucyjny, ale nie pozostał długo na wolności, bowiem na skutek doniesienia przez konfidenta został aresztowany i skazany na karę śmierci. 

Gdy agenci austriaccy aresztowali pod Czorsztynem Juliana Goslara, znaleźli przy nim bardzo bogate dowody na jego rewolucyjną działalność i udział w spisku przeciwko panującemu cesarzowi. Były to dwa pistolety, broszury nawołujące do buntu, mapy i specyfiki służące do pisania tajnych dokumentów tak zwanym atramentem sympatycznym, klucze do odczytywania zaszyfrowanych informacji i imienne spisy osób – wspólników z Galicji. Goslar i jego towarzysz Kessler, zostali natychmiast odstawieni do Wieliczki, gdzie  poddano ich wstępnym przesłuchaniom, a następnie przewieziono do Krakowa. Jak pisze historyk, Marian Tyrowicz, autor obszernego opracowania o Julianie Golarze „Prawda i mit w biografii Juliana Macieja Goslara”, pojmany spiskowiec zachował się w trakcie śledztwa bardzo godnie. Pomimo męczących przesłuchań nie wydał żadnego ze swych konspiracyjnych towarzyszy, a ponadto rozpoczął demonstracyjną głodówkę.

Julian Maciej Goslara został stracony w lutym 1952 roku w wiedeńskim więzieniu Brigittenau, ale musiało upłynąć kilkadziesiąt lat zanim jego nazwisko trafiło na karty historii. Wyszydzany i zdradzany za życia, dopiero po śmierci doczekał się uznania. Będąc jeszcze uczniem tarnowskiego gimnazjum spotkał się z Wincentym Polem, który tak określił postawę młodego rewolucjonisty: „Goslar to komunista, on wiąże kółka między wami, burzy was przeciwko szlachcie, uczy was teorii komunistycznych i wszechwładztwa ludu, a obok tego wojuje jeszcze listami bezimiennymi, bronią bardzo szlachetną, nie ma co mówić! /…/ Goslary, Goslary – to prawdziwa trucizna, która nas daleko gorzej roztacza niż Moskale i Niemcy /…/ To nie Goslary zbawią ojczyznę!”. Innym razem, gdy prowadził swoja działalność agitacyjną na Podkarpaciu, został zdradzony przez księdza Gerarda Lecha, proboszcza z Haczowa - "Zdarzyło się, że w jego parafii pojawił się prowadzący wśród ludu patriotyczną propagandę poeta Julian Goslar. Wierząc w patriotyzm kleru, wstąpił do księdza. Przeliczył się jednak okrutnie, bo proboszcz przywołał chłopów, którzy uwięzili Goslara. Zbitego cepami zawieziono go do Sanoka, a następnie osadzono w austriackiej twierdzy w Spielbergu. Za swój nikczemny czyn proboszcz Lech otrzymał cesarskie odznaczenie."

( [w:] "Przemyślanin" Nr 41. Artur Ceduła 13 listopada 2007.)
 (za Marian Tyrowicz – Prawda i mit w biografii Juliana Macieja Goslara 1820 – 1852)

Jerzy Reuter 




10:22, tarnowski_kurier_kulturalny , LITERATURA
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 października 2012

Koniec świata czyli... Polska na 209 miejscu w rankingu 220 państw świata



15:53, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 października 2012

Niech Bóg w Trójcy św. Jedyny obficie błogosławi naszej lisiogórskiej parafii po najdłuższe lata, a Matka Boża Różańcowa otacza ją płaszczem swojej nieustannej opieki. Niech prowadzi swoje córki i synów do świętości.

W związku z obchodzonym w tym roku jubileuszem 650 lecia istnienia parafii Lisia Góra przygotowany został specjalny okolicznościowy album, dokumentujący bogatą historię i dzień dzisiejszy tej jednej z najstarszych wspólnot parafialnych w naszej diecezji. Pracę nad tym monumentalnym dziełem trwały blisko rok, a samą redakcję albumu poprzedziła kwerenda w archiwach i szczegółowa dokumentacja fotograficzna. Pomysłodawcą i redaktorem całości jest od niedawna mieszkający w Lisiej Gorze poeta i dziennikarz Ryszard Zaprzałka. Autorem ponad 200 zdjęć jest znany w Lisiej Górze i Chicago fotograf Ryszard Motyka. Powinni się na nich odnaleźć niemalże wszyscy mieszkańcy parafii, zarówno ci którzy budują jej współczesność, jak i ci, którzy tworzyli jej historię.  Wiele unikalnych zdjęć i fotografii udostępnili autorom albumu sami mieszkańcy Lisiej Góry, co w znacznym stopniu podniosło historyczną i merytoryczną wartość publikacji. Za to fotograficzne pospolite ruszenie i codzienne zaangażowanie się w projekt wielu, szczególnie starszych parafian, autorzy serdecznie dziękują, bo to najlepiej świadczy o tym, jak bardzo potrzebne i oczekiwane jest to parafii opisanie. A jego autorami są: ks. dr Ryszard Banach (cmentarz), Sławomir Jarmuła (Chicago), ks. dr Franciszek Ozorka, ks. Jan Pietryka, ks. Wojciech Reciak, ks. dr Władysław Szczebak (dzieje parafii i kościoła), ks. Stanisław Szałda, ks. Ryszard Taraszka, Ryszard Zaprzałka, ks. Kazimierz Zaucha i Alicja Żak. Wydawcą  dzieła jest parafia Lisia Góra, której proboszcz ks. Stanisław Szałda od początku był entuzjastą projektu i wspierał go całym sercem. Starannie edytorsko i graficznie opracowany przez wydawnictwo diecezji tarnowskiej „Biblos” album, wydany w formacie A- 4 w twardej lakierowanej okładce, jest jedyną w swoim rodzaju kroniką dziejów wsi i parafii Lisia Góra. Szczególnie bogato udokumentowany jest dział historyczny, opracowany przez wybitnego historyka kościoła ks. dr Władysława Szczebaka. Prezentowane są w nim m.in. oryginalne dokumenty z ksiąg parafialnych i obszerne cytaty ze starych kronik parafialnych. Z pietyzmem przedstawiona historia wsi i parafii oraz cmentarza. Opisani kolejni właściciele i kolatorzy, plebani i proboszczowie. Ponieważ wieś i parafia to administracyjna i etnograficzna jedność, przeto nic dziwnego, że historia parafii to także opowieść o dziejach miejscowości, której kościół był i jest naturalnym jadrem. Stąd też w albumie spore sekwencje poświęcone wzajemnemu przenikaniu się władzy świeckiej i duchownej, które już Mikołaj Rej trafnie definiował w swojej Krótkiej rozprawie pomiędzy  wójtem, panem a plebanem”… Właśnie szczegółowy opis lisiogórskiej parafii jest znakomitym łącznikiem starych i nowych dziejów tamtej ziemi, w której jak w soczewce widać historię i dzień dzisiejszy tamtejszej wspólnoty parafialnej. A oto fragment interesującego wstępu do tego dzieła:


Wstęp

W imię Pana. Amen. Ponieważ pamięć ludzka jest zawodna, ja pielgrzym ziemski Stanisław Miszkoski, rycerz maltański na wieczną pamiątkę na piśmie rektorowi przy ufundowanym kościele lisiogórskim takie prawa przyznaję na wieczność: 150 miar (3 litrów) pszenicy, tyleż samo owsa z gruntu wsi Lisia Góra, oraz Pawęzowa, Zaczarnia, Śmilgna, Jastrząbki, Łukowej i połowy Krzyża, Kobierzyna, Żukowic, Lasków, Brnia, Nowej Wsi, Granic, Kaczówki, Jodłówki, Dombrza, obydwu Partuł i Wymysłu, każdy Rektor lisiogórski ma odebrać od poddanych w święto św. Marcina. Podobnie tenże Rektor lisiogórski otrzymuje dwa pola kmiece zaczynające się od kościoła lisiogórskiego, po prawej  stronie wzdłuż dróg a wszerz do końca granic wsi Zaczarnie. I ma tenże Rektor lisiogórski w czasie kwesty otrzymać dziesięcinę w snopkach wszelkiego ziarna i nasienia tak z posiadłości wsi Lisia Góra jak i z wsi Pawęzów, Zaczarnie, Śmilgno, obydwu Jastrząbek, Starej i Nowej, Żukowic, z Łukowej oraz Krzyża, Kobierzyna, Żukowic, Lasków, Brnia, Nowej Wsi, Granic, Kaczówki, Jodłówki, Dombrza, obydwu Partuł, obydwu Wymysłów. Ma również tenże Rektor lisiogórski prawo prowadzenia gorzelni i browaru na użytek swojego domu i na sprzedaż. Ma również Rektor lisiogórski w miejscach losem wyznaczonych  wycinkę drzewa na swoje budynki i inne potrzeby domu. Poddani Rektora lisiogórskiego mają pracować u niego przez dwa dni w tygodniu. Na zakończenie fundację moją lisiogórską we wszystkich punktach tu zapisanych po położeniu pieczęci biskupa swoim podpisem potwierdzam. Dane we wsi mojej dziedzicznej lisiogórskiej dnia 8 września roku Pańskiego 1362. Stanisław Mioszkoski.

Od tamtego czasu minęło dokładnie  650 lat. W kronice parafialnej czytamy: "W środku wsi Lisia Góra przed rokiem 1368 był kościół drewniany pod wezwaniem św. Wojciecha" . Fakt ten potwierdza Jan Długosz w "Liber Beneficiorum" (1470 r.). W miejscu obecnej świątyni stał wówczas niewielki drewniany kościółek ufundowany przez Leliwitów Tarnowskich. Służył on parafianom przez wiele lat, bo aż do roku 1710, kiedy to spłonął doszczętnie z całym wyposażeniem. Dzieła budowy nowej, murowanej świątyni barokowej (z zachowaniem poprzedniego wezwania), podjął się jej ówczesny administrator, ks. Maciej Schabowicz . Budowa trwała od roku 1716 do 1728. Konsekracji dokonał w dniu 17 października 1734 r. ks. biskup Michał Kunicki. Został też wyznaczony dzień obchodzenia rocznicy poświęcenia kościoła na pierwszą niedzielę po święcie przeniesienia relikwii św. Wojciecha. Niedługo potem, bo już w 1747 r. znów kościół został dotknięty pożarem. Przy okazji prac remontowych i budowlanych wykonano chór muzyczny i dwa boczne ołtarze - św. Jana Nepomucena i św. Antoniego. Podobnie duża inwestycja miała miejsce dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Wydłużono wtedy nawę główną, dobudowano zakrystię od strony południowej. Kronika parafialna odnotowuje również wiele zdarzeń historycznych, które są ściśle powiązane z dziejami wsi. Znajdziemy w niej choćby dokładny opis tragicznych wydarzeń z czasu rabacji galicyjskiej 1846 r., mających miejsce w samej Lisiej Górze i najbliższej okolicy. Nie omijały jej też straszliwe epidemie cholery z lat 1832 i 1846-48. Lisia Góra była też świadkiem zdarzeń wojennych tzw. potopu szwedzkiego, przemarszu wojsk kozackich, smutnych czasów pod zaborem austriackim, a także kolejnych dwu wojen światowych. Na terenie parafii znajdują się oprócz kościoła parafialnego jeszcze dwa kościoły, w Śmignie kościół rektoralny i w Brniu filialny.

Obecnie miejsce, na którym rozłożyły się zabudowania Lisiej Góry, to jedno z ostatnich znaczących wzniesień Pogórza Karpackiego. Stad, przy sprzyjającej pogodzie widać Tatry, oddalone o ok. 150 km. Lisia Góra jest stolicą Gminy oddaloną od Tarnowa 7 kilometrów i leży na skrzyżowaniu dróg, jednej wiodącej z Tarnowa ku Warszawie, drugiej - na wschód do Mielca. W jej centrum stoi kościół, obecnie pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej, którego jasną sylwetkę widać z daleka.


Wejście do murowanej, barokowej świątyni poprzedza kruchta, stanowiąca podstawę wieży dzwonnej. Dalej, za oszklonymi drzwiami wsparty na dwóch solidnych filarach chór, do którego wejście znajduje się w przedsionku. Istnieje też wejście dodatkowe od południa przez tzw. babiniec. Klasycznie zorientowany kościół (wschód - zachód) jest jednonawowy, z prezbiterium od strony wschodniej. Sklepienia kolebkowe pokryte są XX-wieczną polichromią, nad prezbiterium wyobrażającą sklepienie niebieskie z gwiazdami, a centralnie, w owalu, postać anioła. Na łukach ścian nawy widnieją postaci apostołów, po pięć z każdej strony i dwie na ścianie zachodniej chóru. Centralnie, nad nawą główną, umieszczono scenę pokłonu Trzech Króli w stajence betlejemskiej, bliżej zaś chóru sceną wyobrażającą Pana Jezusa, dobrego Pasterza. Malowidła ścienne zostały wykonane w 1925 r. przez Stanisława Gucwę . W oknach, umieszczonych symetrycznie po obu stronach nawy głównej współczesne witraże z motywami kwiatowymi.
U szczytu prezbiterium usytuowany jest ołtarz główny, barokowy, drewniany, w kolorze niebieskim, z licznymi złocieniami i srebrzeniami i z dwiema bramkami po bokach, nad którymi umieszczono figury - św. Wojciecha, z jednej i św. Stanisława, z drugiej strony. Najważniejszego miejsce ołtarza, czyli tabernakulum, strzegą dwaj aniołowie w otoczeniu apostołów, Piotra i Pawła. Ponad tabernakulum widzimy obraz Najświętszej Maryi Panny z Dzieciątkiem, nazywany cudownym (trzykrotnie ocalały w pożarach!). Pochodzi on prawdopodobnie z początku XVIII w. W szczycie ołtarza znajduje się owalny obraz Matki Bożej trzymającej na ręku Dzieciątko Jezus.
Kościół otoczony jest kamiennym murem, w którym od zachodu jest brama, a z jej słupów podporowych witają, patrzące z góry postaci czterech Ewangelistów. Zaś od południa przylega doń powstały jako swoiste votum jubileuszu 650 lat parafii Lisia Góra - Ogród Różańcowy, który 13 maja uroczyście poświęcił nowo mianowany biskup naszej diecezji ks. dr Andrzej Jeż. Obok pięciu kaplic z medalionami symbolami tajemnic różańcowych w centralnym jego punkcie usytuowany jest pomnik papieża Jana Pawła II trzymającego w wyciągniętych dłoniach różaniec.   

Od ponad stu lat regularnie odmawiają go członkowie ponad 70 róż różańcowych, organizując „zmianki” w domach swoich członków, co jest swoistym fenomenem w skali nie tylko diecezji ale i całej Polski. To m.in. dzięki ich modlitwom parafia w Lisiej Górze przetrwała hekatombę ostatniego stulecia, zachowując i przekazując kolejnym pokoleniom całe to wielkie dziedzictwo, któremu na imię Polska. Realizując w praktyce pamiętne słowa – przesłanie wygłoszone na krakowskich błoniach przez naszego papieża Jana Pawła Wielkiego, którego relikwie od stycznia br. znajdują się w tamtejszym kościele, uświetniając i uświęcając wielki jubileusz 650 lat istnienia parafii Lisia Góra.
A teraźniejszość parafii Lisia Góra to szczegółowo opisana i bogato fotograficznie udokumentowana jej działalność poprzez aktywność parafian w licznych ruchach i stowarzyszeniach, organizacjach i wspólnotach. To księża proboszczowie i wikariusze, siostry zakonne i liturgiczna służba ołtarza. To nabożeństwa i uroczystości wynikające z kalendarza liturgicznego To także przydrożne krzyże i kapliczki (po raz pierwszy chyba tak dokładnie zinwentaryzowane). 

Jubileusz to zacny, nic też dziwnego, że rozpisany został na czas od maja do października, tak aby poprzez kolejne niedziele i święta wielbić Pana za kolejne sakramenty - etapy naszego pielgrzymowania przez świat: chrzest, komunię, bierzmowanie, kapłaństwo i małżeństwo.

Album otwiera specjalny okolicznościowy adres – list od ks. bp. ordynariusza Andrzeja Jeża, a zamyka duszpasterskie podsumowanie ks. proboszcza Stanisława Szałdy. To właśnie ksiądz prałat był głównym organizatorem tego rozpisanego na wiele miesięcy jubileuszu i pomysłodawcą oryginalnego Ogrodu Różańcowego, będącego jubileuszu zwornikiem i votum za 650 lat istnienia parafii Lisia Góra. Materialnym śladem pamięci przeżywanego w roku pańskim 2012 Jubileuszu jest również sam album, którego pierwsza prezentacja miała miejsce w ostatnim dniu jubileuszowych obchodów, podczas przypadającego  7 października odpustu ku czci M.B. Różańcowej. Obecnie  jest dostępny w kiosku parafialnym i dystrybuowany przez parafię. Może być znakomitą pamiątką nie tylko samego jubileuszu ale i przeżywanych po nim np. chrztów, pierwszych komunii, ślubów, dobrym prezentem na każdą rodzinną okazję. To dobrze udokumentowany i rzetelnie opisany kawał historii tamtej małej Ojczyzny, która od niedawna jest także moją…  

Ryszard Zaprzałka  


12:48, tarnowski_kurier_kulturalny , LITERATURA
Link Komentarze (3) »
piątek, 12 października 2012

Każde większe miasto ma swój zamek. Nasz, tarnowski, nie przetrwał dziejowych burz i dziś na górze św. Marcina pozostały jedynie ruiny. Tymczasem w samym mieście, od kilku lat rośnie budowla, którą zwyczajowo zwykło nazywać się zamkiem. Co prawda tylko „kocim”, ale przecież „zamkiem”. Budynek przy dzisiejszej ul. Batorego (niegdyś Różanej, Różance) powstał z końcem XIX w., jako realizacja jednego z licznych projektów architektonicznych sporządzonych przez Szczęsnego Zarembę. Pracujący przez szereg lat jako miejski architekt, był on specjalistą zupełnie wyjątkowym. Tworzył budynki użyteczności publicznej funkcjonalne i estetyczne. Miał własny, eklektyczny styl, który podziwiać można do dziś, oglądając m.in. gmachy II (obecnie XVI) i III LO, poczty przy ul. Mickiewicza, charakterystycznych: przedszkola przy ul. Kościuszki, Szkoły Podstawowej nr.2 przy ul. Szewskiej, czy tzw. „Ali” przy ul. Krakowskiej. Te ostatnie oraz „Koci Zamek”, posiadają niepowtarzalny i oryginalny w skali miasta styl i swoisty urok, przede wszystkim dzięki zastosowaniu do licowania elewacji surowych cegieł „poprzetykanych” zgrzewami ceramicznymi i szklanymi. 

 


Projekt „Kociego Zamku” wykonał Szczęsny Zaremba w roku 1893. Inwestorem był Karol Kotwicz Smolik, powstaniec styczniowy, dyrektor Urzędu Stajenniczego. Realizacja projektu nie mogła zostać dokończona, z powodu braku środków na dalszą budowę. Kotwicz Smolik utracił stanowisko i pomysłu tarnowskiego architekta nigdy nie dokończono. Mimo to powstały dom od samego początku budził zainteresowanie swoim „romantycznym” wyglądem, sprawiając wrażenie wyjętego wprost ze starej baśni. Również bajkowym konotacjom budynek zawdzięcza prawdopodobnie swoją nazwę: „Koci Zamek”. Cały wiek dom przetrwał w niezmienionym, niedokończonym w stosunku do zamierzeń projektanta kształcie. Z czasem, nie remontowany, zaczął ulegać destrukcji.. Na początku XXI w. jego właścicielem stał się tarnowski przedsiębiorca i kolekcjoner sztuki, Zbigniew Zarywski. I tu rozpoczyna się nowy rozdział historii „zamku”.

Jak wspomina właściciel, w trakcie rozważań, czym mógłby stać się „Koci Zamek”, pojawiła się idea stworzenia dla Tarnowa miejsca, które służyłby również celom publicznym. I tak, już od 12 lat trwa epopeja zakrojonej na szeroka skalę budowy przy ul. Batorego. Od samego początku sprawa przedstawiała się niełatwo. 160 metrów kwadratowych w złym stanie technicznym, na nieregularnej działce o sporym spadku. Z drugiej strony inspirujący przyczynek do stworzenia projektu, który nawiąże do niepowtarzalnego pomysłu Szczęsnego Zaremby. Odpowiednią propozycję przedstawił Andrzej Novak Zempliński, znany malarz i architekt. Jego wizja spełniała funkcjonalne założenia właściciela, a przede wszystkim nawiązywała estetycznie do pierwotnego projektu.

Wkroczenie ekipy budowlanej rychło wykazało, że pierwsi budowniczy chcąc dokończyć budowę przy malejących środkach finansowych, zaczęli z czasem używać materiałów pośledniej jakości. Co więcej, „Koci Zamek” nie posiadał… fundamentów, a posadowiony został jedynie na ubitej warstwie piasku. Uratowanie budynku i dalsza budowa wymagały podłożenia fundamentu pod stare mury i zastąpienia osłabiających konstrukcję elementów nowymi. Dopiero po zabezpieczeniu starej substancji budynku przystąpić można było do rozbudowy.

Zbigniew Zarywski postanowił korzystać jedynie z materiałów, które charakterem i właściwościami dostosują się do projektu Szczęsnego Zaremby. Takie założenie postawiło przed nim nie lada problem. To, co ponad sto lat temu było ogólnie dostępnym materiałem budowlanym, dziś trzeba produkować na specjalne zamówienie, lub sprowadzać, nawet z zagranicy. „Znaleźliśmy cegielnię, która podjęła się produkcji cegieł, ale cały proces opóźniał fakt, iż pracownicy nie mieli wprawy w nakładaniu i odpowiednim ubijaniu masy w formach opowiada właściciel. - Dziś wszystko to odbywa się „maszynowo”, a cegły, które ze względu na projekt chcieliśmy użyć, trzeba wyrabiać ręcznie”. Kiedy udało już się wyprodukować cegły, kolejnym problemem okazało się zatrudnienie murarzy, którzy „umieliby kłaść cegłę w sposób płynny, to znaczy nie od sznurka, idealnie prosto, ale jak dawniej, naturalnie, przy tym „przekładać” mur spiekami z hut szkła lub cegielni, co było konieczne aby nawiązać do stylu Szczęsnego Zaremby”. Panowie pracujący przy rozbudowie zamku nabyli nie lada praktyki i mogą pochwalić się znajomością zapomnianych we współczesnym murarstwie metod.
Drugim ważnym w „Kocim Zamku” materiałem, który stanowi o jego uroku, jest kamień – piaskowiec, za którym właściciel jeździł aż w odległe Sudety. Wraz z charakterystyczną, ręcznie wyrabianą cegłą, sprawia, że nawet duży gmach jest dla oka miły, posiada miękką linię i w przeciwieństwie do wielu nowoczesnych materiałów, pięknie się starzeje. Dokończenie najważniejszych prac wymagało jeszcze dobrania odpowiedniej dachówki, którą sprowadzono z Estonii. Trzeba jednak powiedzieć, że przy budowie zaangażowani są także doskonali rzemieślnicy lokalni, jak pochodzący z Tarnowa wykonawca misternej blacharki, w tym wieżyczek pokrytych „łuską” i smoka – rzygacza, również tarnowianin, wykonawca elementów kutych, czy specjaliści z Bobowej, stawiający modrzewiową więźbę dachową.

Budowlany etap robót jest już praktycznie zamknięty. Teraz z równą pieczołowitością prowadzone są prace wykończeniowe. Jak mówi właściciel, zamek ma spełniać funkcje mieszkalne i publiczne. Rozwijając tę drugą uściśla: „W zamku mieścić się będzie muzeum, biblioteka oraz czytelnia naukowa, z której korzystać będą mogli studenci i pracownicy nauki. Zbiory to starodruki, malarstwo europejskie, grafika od XVI do XIX w. oraz ekslibrysy, obecnie największa prywatna kolekcja w Polsce”.

Ozdobą zamku będzie otaczający go ogród, zaprojektowany w stylu barokowym. Swoje miejsce znajdą tam rzadkie gatunki roślin, których uprawa w klimacie tarnowskim będzie możliwa dzięki murowi, który zatrzyma wiatr oraz spaliny i stworzy odpowiedni, łagodny mikroklimat.
Na fasadzie„Kociego Zamku” od strony ul. Batorego umieszczono łacińską sentencję: „Dobro Rzeczpospolitej najwyższym prawem”. To zdanie wystarczy, by zrozumieć, jaki cel przyświeca właścicielom – Bożenie i Zbigniewowi Zarywskim, co pan Zbigniew puentuje: „Kiedy wznoszono „Koci Zamek”, byliśmy pod zaborami, miłość do Ojczyzny była żarliwa. Chciałbym zachować tę intencję tak, aby w przyszłości, to miejsce z pożytkiem służyło mieszkańcom Tarnowa, a także dzięki przechowywanym tu zbiorom, uczyło patriotyzmu”.

Agata Żak  (Gazeta Krakowska)


15:55, tarnowski_kurier_kulturalny , LITERATURA
Link Dodaj komentarz »


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -