Kategorie: Wszystkie | FILM | LITERATURA | MUZYKA | PLASTYKA | TEATR | religia
RSS
wtorek, 30 października 2012

 

To hasło tegorocznego XXVII Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej w Tarnowie, jaki odbywał się w dniach 22 – 28 październik 2012 roku. Przy tej okazji warto przypomnieć, że Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej (TKCh) organizowane są  w Polsce  od połowy lat 70-tych XX wieku. Pierwszy taki blok imprez odbył się w dniach 20-27 czerwca 1975 w kościele akademickim św. Anny w Warszawie. Inicjatorami pierwszych tygodni byli dwaj księża: ks. Tadeusz Uszyński i ks. Wiesław Niewęgłowski. Od tamtego czasu TKCh odbywają się w wielu polskich diecezjach,  odgrywając  ważna rolę w  promowaniu  kultury  chrześcijańskiej. Nie inaczej było  w tym roku w Tarnowie. Przez osiem dni nie zabrakło wykładów, wystaw oraz spektakli -  podsumował w RDN Małopolska Antoni Zięba, prezes tarnowskiego Klubu Inteligencji Katolickiej im. Abpa Jerzego Ablewicza.


Inauguracja Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej rozpoczęła  się w niedzielę 21 października uroczystą Eucharystią w bazylice katedralnej o 16:30, z udziałem m.in. Chóru Katedralnego „Pueri Cantores Tarnovienses” pod dyrekcją ks. dr. Grzegorza Piekarza. Bezpośrednio po niej w pobliskim KIK-u odbył się wernisaż poplenerowej wystawy malarstwa „Sacrum – Tuchów 2012, Klub Inteligencji Katolickiej - Rynek 24, który poprowadził  ks. prałat Tadeusz Bukowski, Diecezjalny Duszpasterz Środowisk Twórczych, a muzyczne oprawili uczniowie ZSM w Tarnowie. W kolejnych dniach miały miejsce: 22.X.  wykład ks. dr hab. Andrzeja Michalika „Pawłowa idea „wolności dzieci Bożych” (por. Rz 8,21) oraz litera i duch Soboru Watykańskiego II”, Klub Inteligencji Katolickiej, Rynek 24 oraz projekcja filmu „Wszystko będzie dobrze” połączone ze spotkaniem z reżyserem Tomaszem Wiszniewskim, w Pałacu Młodzieży w Tarnowie, ul. Piłsudskiego 24. 23.X.: w KIK wykład red. Janusza Poniewieskiego (ZNAK) „Sobór i świeccy: budzenie olbrzyma. W 50. rocznicę Vaticanum II  i 100. rocznicę urodzin J. Turowicza”, a w Fili Nr 8 MBP przy ul. Traugutta otwarto wystawę prac Zofii Gołębiowskiej – Tabaszewskiej. Tego samego dnia o godz. 19 odbył się jeszcze jeden wernisaż, tym razem w Muzeum Diecezjalnym, wystawy „Poznajmy nieznane. 3 x Jacek Malczewski”,  poprowadzony przez ks. T. Bukowskiego Dyrektora Muzeum Diecezjalnego. Temu wydarzeniu poświęcamy tekst poniżej.  24.X.: miał miejsce w Ratuszu panel naukowy „ Kultura potrzebuje wolności” z udziałem prof. dr hab. Włodzimierz Dłubacz (KUL) - „Istota ludzkiej wolności”, prof. dr hab. Wojciech Kudyba (UKSW) - „Personalistyczna koncepcja wolności w literaturze polskiej”, „ks. dr Jacek Nowak (WSD Tarnów) - „Przestrzeń wolności w literaturze polskiej w dobie niewoli narodowej”. Prowadzenie ks. prof. dr  hab. Michał Drożdż (UPJPII). 25.X.: odbyły się wykłady ks. dr. Tadeusza Bańkowskiego „Wolność dana, utracona i upragniona źródłem natchnień i mocy literatury polskiej” (Czytelnia Naukowa MBP, ul. Krakowska 4), i „Najwierniejszy rycerz Niepokalanej - św. Maksymilian Maria Kolbe” –  Urszuli Szuster (MBP – Filia nr 13, ul. Starodąbrowska 4). Zaś wieczorem w Galerii „Hortar” miało miejsce absolutne wydarzenie – wernisaż wystawy malarstwa prof. Stanisława Rodzińskiego, jednego z najznamienitszych malarzy polskich. To nie pierwsza prezentacja prac mistrza w Tarnowie i w rodzinnej galerii państwa Kopczyńskich – o czym za każdym razem szczegółowo informowaliśmy. 26.X.: otwarto kolejną  kolejny wystawę -  prac Agnieszki Klich „Ikony” ( Galeria Niebieska MBP, ul. Krakowska 4), a wieczorem zaprezentowano „Kazania Sejmowe ks. Piotra Skargi” -  spektakl ilustrowany muzyką kompozytorów polskich, w wykonaniu znakomitych aktorów Haliny Łabonarskiej i Jerzego Zelnika (Aula Wyższego Seminarium Duchownego, ul. Piłsudskiego 6). XXVII Tydzień Kultury Chrześcijańskiej zakończyła niedzielna (29.X.) uroczysta msza święta w bazylice katedralnej, tym razem w oprawie muzycznej Dziewczęcego Chóru Katedralnego „Puellae Orantes” pod dyr. ks. Władysława Pachoty. Zaś artystycznie TKCh domknął w tarnowskim teatrze Wielki Koncert Bardów „Wyrwij murom zęby krat…” z udziałem m.in. Jana Pietrzaka, Lecha Makowieckiego i Andrzeja Kołakowskiego, znakomicie korespondujący z I Festiwalem Niepodległości, którego organizatorem jest Obywatelskie Porozumienie Osób i Organizacji na rzecz Tradycji i Niepodległości.

Wystawa „Poznajmy nieznane” była jednym z wydarzeń XXVII Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej. Jej wernisaż odbył się 23 października w Muzeum Diecezjalnym w Tarnowie. Ks. prał. Tadeusz Bukowski, dyrektor Muzeum Diecezjalnego, przedstawił zebranym życiorys Jacka Malczewskiego. – Ostatnie lata życia, co warto zapamiętać, spędza w okolicach Zakliczyna, w Charzewicach i Lusławicach. Właśnie tam założył szkółkę malarską dla utalentowanych dzieci wiejskich. W kontakcie z przyrodą czuł się najlepiej, blisko Boga. Jego twórczość dotyka tak istotnych tematów, jak śmierć, religia, patriotyzm, wolność – powiedział ks. Bukowski. W przygotowanej ekspozycji zostały zaprezentowane trzy obrazy artysty: Thanatos, Ukrzyżowany i Emaus.

Thanatos, należący do podarowanej Muzeum kolekcji Olgi Majewskiej, przedstawia starca i młodą kobietę z kosą – personifikację śmierci.
Ukrzyżowany pochodzi z kościoła w Domosławicach i jest w depozycie placówki. – Obraz o dziwnej i tajemniczej historii. Przez czterdzieści lat wisiał w kościele w Domosławicach, zawieszony wysoko, bez rozgłosu, dyskretnie, dla bezpieczeństwa. Ks. Michał Kapturkiewicz, dawny proboszcz, wspomina, jak przed laty w kontekście procesji na cmentarzu w święto zmarłych modlił się także za dawnych właścicieli ziemskich i okolicznych dworów. Nie wiedział, że wśród wiernych modli się wnuczka Malczewskiego. Nawiązana wówczas znajomość zaowocowała m.in. tym, że przekazała obraz Ukrzyżowanego do kościoła. Dwa lata temu, podczas prac inwentaryzacyjnych wystroju kościoła, okazało się, że dzieło to jest bardzo zniszczone. Obraz decyzją biskupa i władz konserwatorskich został przejęty w depozyt do Muzeum Diecezjalnego, w kościele zaś została zawieszona jego wierna kopia. Zadziwia styl malarski tego dzieła. Obraz jakby szkicowy, pełen wątpliwości, przesuwania układu rąk. Zastanawia również monochromatyczna kolorystyka dzieła. Można przypuszczać, że obraz powstał pod koniec życia artysty, gdy tracił wzrok, zmagając się z potrzebą tworzenia, modlitwy i poszukiwania – wyjaśniał ks. Bukowski.

Obraz Emaus należy do cyklu dzieł, które symbolicznie nawiązują do ewangelicznej sceny spotkania Jezusa i dwóch uczniów oraz do dyskusji nad losem odrodzonej Polski. Znajdujące się w zbiorach Muzeum dzieło przedstawia trzy postacie siedzące za stołem. – Wszystkie są portretami znanych osób, Chrystus ma twarz córki artysty, jeden z uczniów w sutannie to dziekan zakliczyński ks. Jan Jasiak, natomiast drugim uczniem jest jeden z okolicznych dziedziców. Postacie są pogrążone w zamyśleniu. Czy nie jest to refleksja nad odrodzoną ojczyzną i jej przyszłością – zastanawiał się ks. Bukowski. Emaus podarował Muzeum ks. Jan Jasiak w 1932 roku.

Oprac. Ryszard Zaprzałka
Źródło: tarnow.gosc.pl 


18:10, tarnowski_kurier_kulturalny , PLASTYKA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 października 2012

To nie musical. Nie jest to też koncert pieśni kościelnych albo patriotycznych. To bolesna historia dojrzewania duchowości czterech zupełnie różnych osób, które łączy tragiczne wydarzenie. Syn Anny i Piotra pewnego dnia mdleje w szkole. Ona, wykształcona, pracująca dziewczyna, i on, spędzający całe dnie w pracy aktywny biznesmen, muszą zmierzyć się z tematami, które dotychczas istniały poza nimi. Anna, osoba wierząca, pomocy w momencie zwątpienia szuka w instytucji Kościoła katolickiego i w ramionach Mariusza- zagubionego, ale pewnego swoich przekonań młodego księdza, z którym zna się od szkolnych lat. Piotr, absolutny ateista, który "nie musi w nic wierzyć, żeby rano wstać, ogolić się, wyrzucić śmieci", na tragedię, która spotyka jego rodzinę, reaguje kompulsywnym poszukiwaniem uciech cielesnych. Zaczyna spotykać się z prostytutką Agnieszką. Dla tej postaci jedyną osiągalną formą religii... "Piosenki o wierze i poświęceniu" reżysera, scenarzysty i dramatopisarza Przemysława Wojcieszka, której polska premiera odbyła się w piątek 26 października 2012 roku  undergroundowej scenie tarnowskiego teatru to sztuka o duchowości i seksualności. To próba zdefiniowania miejsca, w którym jest współczesny człowiek- ten żyjący w zgiełku miasta, a jednak potrzebujący religii i drugiego człowieka. Życie Piotra i Anny zmienia się dramatycznie, gdy ich siedmioletni syn mdleje w szkole i zaczyna chorować. Każde z nich próbuje na swój sposób poszukiwać odpowiedzi na to, co się stało- w instytucji kościoła oraz w relacjach z innymi ludźmi. Do życia pary wkraczają ksiądz i prostytutka, sportretowani przez autora w sposób daleki od stereotypów. Wojcieszek w elegancki, technicznie doskonały sposób wchodzi w swojej sztuce na teren tradycyjnie poddany silnej tabuizacji. Czy ksiądz może kochać? Kim jest kobieta, która sprzedaje swoje ciało? Po co nam religia i wiara? Kim w społeczeństwie zatomizowanych jednostek staje się dla nas drugi człowiek i jak bardzo jesteśmy w stanie poświęcić się dla niego? Na ile możliwa jest dzisiaj głęboka relacja z inną osobą? Z tą intrygującą materią sztuki próbuje zmierzyć się nasza recenzentka Małgorzata Budzik. Oto jej recenzja.


Gdzie jest Bóg, kiedy go nie ma?

Brzydkie kobiety nie zabijają się. Zazwyczaj robią to atrakcyjne, świetnie zapowiadające się zawodowo, wykształcone i energiczne panie. Pozostawiają po sobie niewygodną konsternację. Nikt przecież nie spodziewał się tego po nich, nic nie zapowiadało ich śmierci. Najczęściej zażywają leki nasenne, które mieszają z winem. Taka śmierć nie szpeci ciała. Odchodzą, tak jak żyły – piękne i pachnące.
Słabi mężczyźni nie płaczą. Zdarza się to natomiast silnym panom na wysokich stanowiskach. Biznesmenom, którzy nie muszą: „w nic wierzyć, żeby rano wstać, ogolić się, zjeść śniadanie, wynieść śmieci”. Kiedy ich wysportowane i zdrowe ciało drży, świadków ogarnia bezradność. Nikt bowiem nie wie, jak zachować się wobec męskich łez. Zdecydowanie nie jest im z tym do twarzy.

Prostytutki nie kochają. One uprawiają miłość i nie wierzą w Boga. Czasem traktują seks, jako formę medytacji. Po każdym kliencie biorą prysznic. Woda oczyszcza ich ciała i dusze. Nie wypada im także dzwonić do klienta, zwłaszcza w nocy. Wówczas śpi on z żoną, której bezskutecznie chce „wybzykać” z głowy złe nastroje dziesięciominutowym seksem na podłodze. Dziwka nie ma uczuć, to tylko numer w telefonie, który mężczyzna zapomina wykasować.


Księża nie wątpią. Mają silną wiarę w: „Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi”. Kapłani są zawsze dostępni dla swych wiernych, których nieustannie wspierają. Mają bardzo dużo pracy, nawracają zbłąkane dusze na łono Kościoła. Dlatego też nie mają czasu stawiać pod znakiem zapytania istnienia Boga.

Małe dzieci nie umierają. Tego nie robi się rodzicom. Ich cierpienie jest niemoralne, nieestetyczne, irracjonalne. Dzieciństwu przypisuje się radość, zabawę, błogość, nie sale szpitalne i łzy rodziców. Ból tych najmniejszych jest tak wielki, że można go jedynie ukryć. Następnie naiwnie go infantylizując udawać, że nie istnieje. Małe dzieci przecież są tylko po to, aby je kochać.

Każdy z wymienionych przypadków budzi kontrowersje, narusza utrwalone w społeczeństwie tabu. Dlatego trudno pojąć Miłosza, gdy pisze: „Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna, i mija tak człowiek, i już zapomina, o co miał walczyć i po co”. Współczesnego człowieka bowiem nie stać na uśmiech wobec cierpienia, które go dotyka. Dzisiaj – „Człowiek człowiekowi wilkiem”.

Te i inne kwestie poruszone zostały w polskiej prapremierze spektaklu w Tarnowskim Teatrze Solskiego „Piosenki o wierze i poświęceniu” w reżyserii Piotra Waligórskiego. Sztuka Przemysława Wojcieszka nie daje jednak łatwych rozwiązań, raczej stawia pytania, niż na nie odpowiada. W obliczu cierpienia bohaterowie pozostają sami ze sobą. Z czasem już nie wiedzą, co bardziej boli: śmierć dziecka, zwątpienie, zdrada, utracona miłość, czy wywołane tym doskwierające im osamotnienie? Kinga Piąty (żona), Zofia Zoń (prostytutka), Piotr Hudziak (ksiądz) oraz Aleksander Fiałek (mąż) otrzymali zadanie niewykonalne. Pokazać mieli na kameralnej scenie Undrground największe wydarzenie w życiu człowieka – „narodziny i śmierć Boga”. Trzeba przyznać, że poradzili sobie z tym bardzo różnie. Wcale mnie to nie dziwi. Jak bowiem pokazać uczucie pustki i być zarazem autentycznym? Jak nazwać i wyrazić brak obecności, nie popadając przy tym w rozpacz, patos, śmieszność, sztuczność lub znudzenie?

Reżyser w taki sposób poprowadził aktorów, że nie tylko oni pozostają bezradni wobec cierpienia granych przez nich postaci. Bezradny jest także widz. Po stu minutach przesyconych bólem, próbami zrozumienia rzeczy niemożliwych do pojęcia przez ludzki umysł, czuje pustkę. Pozostaje z nią sam, bez odpowiedzi na nurtujące go pytania i bez katharsis, którego podczas trudnego i ciężkiego przedstawienia nie sposób doświadczyć.


Podobno, jak pisze poeta: „życie bez boga jest możliwe, życie bez boga jest niemożliwe”. Na pewno jednak po obejrzeniu tarnowskiej realizacji „Piosenek o wierze i poświęceniu” pobrzmiewa w głowie jedno gorzkie pytanie, na które nikt nie ma najmniejszej ochoty odpowiadać. Wykrzykuje je żona niewiernego męża, matka zmarłego synka, kochanka wątpiącego księdza, femme fatale – „Gdzie jest Twój Bóg?”.

Małgorzata Budzik

Prapremiera sztuki odbyła się 2 grudnia 2011 w Rag Factory w Londynie. Tarnowska realizacja jest polską prapremierą tekstu.
Spektakl dla widzów powyżej 18 roku życia. 


09:53, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 października 2012

Święte słowa żydowskiego mędrca i polskiego poety... tylko kto dziś szanuje świętości?


16:02, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 października 2012

To idea całkowicie oddolna i prawdziwie obywatelska, organizowana wolontaryjnie przez sygnatariuszy Obywatelskiego Porozumienia Osób i Organizacji na rzecz Tradycji i Niepodległości. Patronem medialnym i jednym z głównych organizatorów Festiwalu jest portal inTARnet.pl. Zawiązane z początkiem 2012 roku  Obywatelskie Porozumienie Osób i Organizacji na rzecz Tradycji i Niepodległości stanowi  płaszczyznę żywej współpracy przedstawicieli już ponad 20 patriotycznych i chrześcijańskich stowarzyszeń, nieformalnych organizacji społecznych oraz  licznej grupy obywateli dotychczas nigdzie nie zrzeszonych. Pod  Deklaracją  Porozumienia  podpisało się dotychczas blisko 300 osób i wciąż przybywają nowi. W Komitecie Honorowym  Porozumienia znalazło się wielu szacownych obywateli Tarnowa i ziemi tarnowskiej: Stanisława Wiatr-Partyka, Karol Krasnodębski, Maria Żychowska, Elżbieta i Antoni Ziębowie … Porozumienie działa bardzo aktywnie. Ma na swoim koncie organizację kilku interwencyjnych akcji społecznych, zdarzeń kulturalnych (spektakle,  seanse filmowe, spotkania autorskie) i publicznych dyskusji na najważniejsze dla naszego narodu i państwa tematy,  a także organizację wielu uroczystości  patriotycznych w Tarnowie (m.in. ceremonię odsłonięcia  ufundowanej przez obywateli miasta  Tablicy Smoleńskiej nieopodal Grobu  Nieznanego Żołnierza, uroczystości upamiętniające ofiary ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów, czy ostatnio obchody 73. Rocznicy wybuchu II wojny światowej pod byłą siedzibą gestapo i NKWD w Tarnowie). Od strony formalno - prawnej,   pomocy  organizacyjnej udziela Porozumieniu Oddział nr 2  Zarządu Regionu Małopolska NSZZ „Solidarność”. Data inauguracji I edycji Festiwalu (koniec października)  wybrana jest nieprzypadkowo. Jest to  odwołanie się do wydarzeń sprzed 94 lat, kiedy to tarnowianie – jako prawdopodobnie pierwsi  w kraju – zrzucili jarzmo zaborcze, rozbrajając Austriaków,  po akcie poddania się przez tarnowską  Radę Miasta „rządowi w Warszawie”. Festiwal -  w założeniu już cykliczny – ma stanowić oddolne, obywatelskie wzmocnienie dla  dumnego hasła „Tarnów – Pierwsze Niepodległe”, jakim posługuje się  nasze Miasto, a odnoszącego się do tej chlubnej,  radosnej  karty naszej lokalnej i ogólnonarodowej  historii. Festiwal jest również  próbą podkreślenia znaczenia  pierwszorzędnego zadania, umieszczonego w Deklaracji Obywatelskiego Porozumienia Osób i Organizacji na rzecz Tradycji i Niepodległości. Sygnatariusze tego dokumentu uznali bowiem „niepodległość państwa polskiego oraz wolność jego obywateli jako warunek konieczny dla pełnego rozwoju narodu polskiego oraz pomyślnej jego przyszłości, za które to wartości miliony naszych rodaków poświęciło swe życie”. Pochylając się zatem z refleksją, ale i pełną otwartością, nad ważnymi pytaniami („czy o taką niepodległość, jaką mamy, walczyli nasi przodkowie ?” oraz „co dziś oznacza i jakie wyzwanie stanowi  Niepodległość” ?), organizatorzy chcą nadać już pierwszej edycji  Festiwalu charakter możliwie szeroki, nawet ogólnopolski.  Honorowy Patronat nad Festiwalem objął bp. Andrzej Jeż Biskup Tarnowski. Zabiegając o ten Patronat, organizatorzy chcieli podkreślić szczególną wagę pierwszego członu  tradycyjnej patriotycznej triady: Bóg  Honor  Ojczyzna oraz historyczną rolę Kościoła w  kultywowaniu postaw niepodległościowych i przechowywaniu pamięci   o polskiej państwowości. I Festiwal Niepodległości ma stanowić niejako ukoronowanie procesu  budowy  nowego Porozumienia i jego punkt  kulminacyjny. Jego zasadniczym celem jest aktywizacja i integrowanie lokalnych środowisk patriotycznych poprzez wzajemne wspieranie działań oraz inicjowanie wspólnych przedsięwzięć. Organizatorzy chcą, aby również w kolejnych latach festiwalowa formuła pozostała obywatelska – to znaczy realizowana była wolontaryjnie, na zasadzie „non profit” przez społeczność naszego miasta i regionu przy wsparciu organizacji pozarządowych, nie finansowej pomocy instytucji publicznych  oraz wartościowych mediów. Festiwalowe wydarzenia w Tarnowie  poprzedził  XXVII Tydzień Kultury Chrześcijańskiej organizowany przez Klub Inteligencji Katolickiej.  W ciągu  w sumie ośmiu dni tej cyklicznej imprezy w dniach 21-28 X  można było wziąć udział  w licznych wystawach, spotkaniach i wykładach,  a także seansie filmowym i spektaklu oraz intrygującym panelu naukowym. I  Festiwal Niepodległości jest niejako kontynuacją i twórczym rozwinięciem treści tegorocznego „Tygodnia”, który odbywał się pod hasłem „Kultura potrzebuje wolności”.  Fakt korespondowania tego hasła z tematyką Festiwalu  oraz współpraca z KIK zostały podkreślone poprzez włączenie w program „Tygodnia” inauguracyjnego bloku  festiwalowych wydarzeń w Teatrze im. L. Solskiego 28 października. Oto szczegóły tego absolutnie wyjątkowego wydarzenia.



27 października (sobota)

Imprezą towarzyszącą Festiwalowi jest czwarta już edycja fabularnej gry miejskiej „Tarnów’46”. Tegoroczna edycja nosi tytuł „Rozegrać Pronobisa” i przywołuje wydarzenia z lipca 1945, kiedy to z tarnowskiego więzienia uciekła grupa 35 więźniów. Część z nich weszła w skład zakonspirowanego oddziału „Huragan”, na którego czele stanął Bolesław Pronobis, były żołnierz AK. Jakie będą jego dalsze losy? Odpowiedzi udzieli przebieg Gry. Rynek i sąsiednie ulice staną się 27 października br. wielką planszą, na której rozegrana zostanie IV Gra Miejska „Tarnów’46”. Przewodnią ideą przedsięwzięcia jest przybliżenie najnowszej historii Polski przez pryzmat wydarzeń  lokalnych. Akcja rozgrywa się w Tarnowie tuż po II wojnie światowej. W mieście toczy się zacięta walka między żołnierzami podziemia niepodległościowego, popularnie dziś zwanymi Żołnierzami Wyklętymi, a zwolennikami nowego, komunistycznego ustroju, którymi kieruje Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Uczestnicy Gry zostaną przyporządkowani do poszczególnych grup, mających różne, zazwyczaj sprzeczne ze sobą, cele. Odgrywając role, jak w teatrze, swoimi decyzjami wpływają na jej kierunek. Fabuła Gry jest mocno osadzona w historii, w faktycznych wydarzeniach, udokumentowanych przez historyków, ale jej finał jest nieprzewidywalny i zależy od wielu czynników. Szczególnie mile widziana jest młodzież szkół średnich. Organizatorem przedsięwzięcia jest Towarzystwo Michała Archanioła.

28 października (niedziela) – Teatr im. L. Solskiego

- Targi wydawnictw niepodległościowych: foyer Teatru – od godz. 10:00 do 20:00
- Specjalna  prezentacja spektaklu teatralnego „Wyklęci” w wykonaniu  Teatru Nie Teraz (Mała Scena: godz. 12.00 – pionierskiego spektaklu teatralnego o Żołnierzach Wyklętych.
O spektaklu, wyróżnionym przez redakcję prestiżowego miesięcznika TEATR poprzez umieszczenie wśród najlepszych w Polsce  propozycji  teatralnych sezonu 2011/12 w kategoriach  „Najlepszy teatr” oraz „Najlepsze przedstawienie teatru alternatywnego”,  mogliśmy we wrześniowym numerze TEATRU  przeczytać następujące słowa:
„Wyklęci”, autorski spektakl Tomasza Antoniego Żaka, T. Nie Teraz, Tarnów. Połączenie wysublimowanego dzieła teatralnego z dokumentem. Spektakl doskonały artystycznie i wysmakowany estetycznie, o poetyckiej narracji mimo wstrząsającego tematu. Ma ogromny wymiar historyczno-polityczny. Daje wzorce o trwałej wartości.”
Spektakl „Wyklęci” miał swoją premierę 25 i 26 maja 2012 r., w murach Aresztu Śledczego Warszawa-Mokotów. Podobnie jak i ubiegłoroczna premiera TNT, „Ballada o Wołyniu” (wystawiona w Muzeum Niepodległości w Warszawie), „Wyklęci” debiutowali poza naszym rodzinnym miastem. Spektakl jest na najlepszej drodze, by „przeskoczyć” frekwencyjną poprzeczkę, ustawioną wysoko przez „Balladę o Wołyniu”, którą obejrzało ponad 4300 widzów w całej Polsce.

WYKLĘCI
scenariusz, scenografia, reżyseria – TOMASZ ANTONI ŻAK
aktorzy: AGNIESZKA RODZIK (Lilka); EWA TOMASIK (Helena); MAGDALENA ZBYLUT (Danusia); ŁUKASZ KRZEMIŃSKI (Konrad); PRZEMYSŁAW SEJMICKI (Janek)

- Publiczna debata ”Niepodległość. Ewolucja pojęcia i  jego percepcja” z udziałem profesorów  prawa konstytucyjnego, historii, stosunków międzynarodowych, ekonomii (godz. 13:30, Duża Scena)
Otwarta  publiczna debata z udziałem badaczy –specjalistów z zakresu historii, politologii, prawa i  stosunków międzynarodowych oraz publicystów  na temat  ewolucji pojęcia suwerenności państwowej  i współczesnego  rozumienia  niepodległości. Podczas debaty chcemy m.in. zająć się definicją niepodległości i  jej aktualną  relacją  z nadrzędnym postulatem  polskiej racji  stanu.
Do dyskusji na ten temat zaproszono m.in.:
•    panią dr Marię Żychowską
•    prof. Andrzeja Chwalbę (UJ)
•    prof. Krzysztofa Szczerskiego (UJ)
•    prof. Włodzimierza Bernackiego (UJ)Debatę poprowadzi Piotr Dziża (inTARnet.pl), jeden z głównych organizatorów Festiwalu.

- Wielki Koncert Bardów „Wyrwij murom zęby krat …” (godz. 17:00 i 20:00, Duża Scena)  z udziałem artystów:  Jana Pietrzaka, Andrzeja  Kołakowskiego, Lecha  Makowieckiego, Dawida Hallmanna, reżyserki Marii Dłużewskiej i artysty – plastyka Zbigniewa  Macieja Dowgiałlo.

Niedzielny blok inauguracyjny Festiwalu będzie jednocześnie swoistym „post scriptum” do kończonego w tym dniu  XXVII Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej w Tarnowie (Msza Święta na zakończenie TKCH odprawiona zostanie o godz. 10:30 w Bazylice Katedralnej)

- „Zabrana Odbita Zadana. Najnowsza historia polskiej niepodległości”
Filmowy przegląd dokumentu historycznego  odbędzie się w kinie Marzenie i obejmować będzie trzy około trzygodzinne (11:00-14:00)   bloki tematyczne seansów, skierowanych głównie do uczniów szkół średnich. Łącznie zobaczymy 9 polskich  filmów dokumentalnych wyprodukowanych w ostatnich latach.

29 października (poniedziałek) godz. 11:00
Pierwszy blok tematyczny  pn. „Niepodległość utracona. Polska państwowość jako przeszkoda i łup” (filmy dotyczące wybranych aspektów nieprzyjaznej – wobec państwa polskiego – polityki sąsiadów i wielkich mocarstw w dwudziestoleciu międzywojennym,  podczas II wojny światowej i tuż po niej): 
- Co mogą martwi jeńcy ? reż A.Ferens
- Defilada zwycięzców  reż. G.Braun, R.Kaczmarek - 48 minut
- New Poland reż. G.Braun, R.Kaczmarek -  53 minuty

Seans filmu dokumentalnego „Niepodlegli” w reżyserii Agnieszki Piwar (35 minut) o deformacjach medialnego przekazu z ubiegłorocznego Marszu Niepodległości w Warszawie. Po filmie zaplanowano dyskusję  (godz. 18:00, Aula Starostwa Powiatowego w Tarnowie).

30 października (wtorek) godz. 11:00

Drugi blok tematyczny  „Być niepodległym. Niepodległość jako postawa” (filmy prezentujące patriotyczne wzorce postaw  Polaków, głównie młodych,  w różnych okresach najnowszej historii):
- Ochotnik do Auschwitz  (Rotmistrz Pilecki)  - 12 minut
- Więźniarki / Dziewczyny z jednej celi reż. P.Zarębski  -  87 minut
- Grupy oporu – reż. M.Dłużewska  - 48 minut

II Marsz Niepodległości ulicami Tarnowa (start ok. godz. 19:15 na ul. Krakowskiej, główny organizator: Oddział Stowarzyszenia KoLiber), organizowany w 94. rocznicę odzyskania niepodległości przez Tarnów. Poprzedzony zostanie Uroczystą Mszą Świętą w intencji Ojczyzny, którą odprawi J.E.  ks. Andrzej Jeż  Biskup Tarnowski w Kościele pw. św. Rodziny (XX Misjonarzy) o godzinie 18:00. Planowana trasa: ul. Krakowska (czoło Marszu uformowane zostanie  na wysokości pomnika Andrzeja Małkowskiego)  – Katedralna – plac Kazimierza – Rynek – ulica Rybna – Wałowa – Grób Nieznanego Żołnierza.

31 października (środa) godz. 11:00

Trzeci blok tematyczny pn. „Niepodległość. Zadanie trudniejsze niż przed Smoleńskiem ?” (swoiste filmowe zaduszki smoleńskie, mające ukazać rozmiar strat personalnych poniesionych przez polskie państwo w wyniku smoleńskiej tragedii, ale i wielkość przesłania pozostawionego całemu narodowi przez jej ofiary):
- Trwajcie (film  o  śp. Januszu Kurtyce i jego pracy w IPN) reż. A.Czerniakowska -  44 minuty
- Córka (opowieść Marty Kaczyńskiej o jej śp. rodzicach) -  reż. M.Dłużewska  - 22 minuty
- Zobaczyłem zjednoczony naród  (przejmujące wypowiedzi zagranicznych dziennikarzy o żałobie narodowej w Polsce po 10 kwietnia 2010 r.)  reż. A.Ferens - 47 minut
UWAGA:  Po ostatnim środowym seansie planowana jest około godzinna (multimedialna !) dyskusja podsumowująca przegląd z udziałem Marii Dłużewskiej – reżyserki dwóch prezentowanych  w nim  filmów oraz jednego z bohaterów filmu „Grupy oporu”- Zbigniewa Macieja Dowgiałły,   w latach 80. młodego działacza opozycji solidarnościowej, obecnie artysty – plastyka, jednego   z autorów głośnej wystawy „Nowa Sztuka Narodowa” (Muzeum Sztuki Nowoczesnej  w Warszawie, VI-VIII 2012 r.), na której prezentowany był m.in. jego obraz pt. „Smoleńsk”.

Wokół Festiwalu

W listopadzie  planowanych jest  jeszcze  kilka innych wydarzeń:  spotkania autorskie (m.in.  z Rafałem Ziemkiewiczem), seanse i dyskusje. Swoistym post scriptum do I edycji  Festiwalu będzie  dwudniowe  interdyscyplinarne  seminarium „Białe czy czarne plamy ? Między racją stanu  a zdradą narodową”:
4 listopada sygnatariusze Porozumienia – organizatorzy Festiwalu, uczestniczyć będą w XIV Zlocie Niepodległości na Cmentarzu Legionistów w Łowczówku, a 11 listopada – włączą się w oficjalne, organizowane przez samorząd, obchody Święta Niepodległości.
* Szczegóły dot. listopadowych imprez oraz  lista nazwisk wszystkich zaproszonych gości znane będą około połowy  października.

Oprac. Ryszard Zaprzałka
Źródło: inTARnet.pl


10:18, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 października 2012

"Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę" -  Jerzy Liebert

Był jednym z najlepszych kompozytorów i śpiewaków ostatnich 50 lat. Jego charakterystyczny głos i sposób wykonywania piosenek przyprawiały o dreszcze. Odszedł w sobotę w wieku 61 lat po ciężkiej chorobie. Przemysław Gintrowski urodził się w 1951 roku w Stargardzie Szczecińskim, jednak większość życia spędził w Warszawie. Napisał muzykę m.in. do „Człowieka z żelaza” Andrzeja Wajdy, „Matki Królów” Janusza Zaorskiego, „ Zmienników” Stanisława Barei czy filmu "Tato". Znane są też jego interpretacje wierszy Zbigniewa Herberta. Przemysław Gintrowski był także wykładowcą muzyki filmowej w Warszawskiej Szkole Filmowej.   W 2006 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył Gintrowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W lipcu zeszłego roku zagrał niesamowity koncert na Festiwalu im. Jacka Kaczmarskiego „Nadzieja” w Kołobrzegu. Śpiewał jak zawsze - emocjonalnie, tym samym mocnym, przejmującym głosem, który znaliśmy od lat. Na koniec koncertu wykonał „Powrót”. Widownia miała łzy w oczach. W październiku 2010 roku w jednym z wywiadów Przemysław Gintrowski powiedział -  Żyjemy w medialnym matriksie. Wielkie media robią ludziom wodę z mózgu w tak prostacki sposób, że aż trudno w to uwierzyć. Myślę, że Polacy w końcu nie wytrzymają tego i dojdzie do powtórki sytuacji z 1980 r. - powstanie wielki narodowy ruch sprzeciwu. Dziś brzmi to jak testament…

Odszedł głos pokolenia

Charakterystyczny zachrypnięty głos przechodzący w dramatyczny krzyk, ciemne ubranie, pełna skupienia postać, której estradowa forma była nierozerwalnie spleciona z treścią - takiego Przemysława Gintrowskiego zapamiętali uczestnicy jego koncertów, pokolenie czasu "Solidarności". Śpiewał o Polsce, o wolności, o ludzkim losie, czerpiąc z wybitnej poezji. Później słychać go było coraz mniej, kończyły się też zamówienia muzyki filmowej. W końcu medialny mainstream zapomniał o Gintrowskim jako postaci nieprzystającej do politycznej poprawności obowiązującej w tzw. głównym nurcie.

Poważne występy sceniczne rozpoczął w 1976 roku na przeglądzie w warszawskiej Riwierze, wykonując "Epitafium dla Sergiusza Jesienina" i zdobywając pierwsze miejsce. Muzyką zajmował się już wcześniej w liceum, kiedy był współorganizatorem Harcerskiej Rozgłośni Muzycznej i członkiem młodzieżowego zespołu Między Niebem a Ziemią.

O niezwykłym talencie Przemysława Gintrowskiego mówi z uznaniem Michał Lorenc, wspominając, jak w 1974 r. po wysłuchaniu w gdańskim autobusie jednej z jego pieśni pomyślał: "Szkoda, że nie umiem tak pięknie jak on wymyślać utworów". W 1979 roku Przemysław Gintrowski wspólnie z Jackiem Kaczmarskim i Zbigniewem Łapińskim stworzyli trio i przygotowali program poetycki "Mury". Tytułowa piosenka programu - oparta na utworze katalońskiego barda Lluisa Llacha L´Estaca - stała się nieformalnym hymnem "Solidarności" i symbolem walki z reżimem. - Miał zasady, przekonania, talent, charyzmę - wylicza Jan Pietrzak, twórca legendarnego Kabaretu pod Egidą. - To, co tworzył, to nie była lekka muza, śpiewał tylko rzeczy poważne, wielką poezję - dodaje.

Jan Pietrzak szczególnie blisko współpracował z Gintrowskim w czasach tzw. karnawału "Solidarności" w latach 1980-1981. - Przyjąłem go razem z Jackiem Kaczmarskim do kabaretu i to był słynny sezon kabaretu, sezon buntu "Solidarności" - wspomina. - Z naszego kabaretu płynęły wtedy dwa hymny tamtego czasu: "Gdyby Polska była Polską" i "Mury". Te pieśni dostarczyły Narodowi utworów oddających ducha tamtego okresu, a następnie w stanie wojennym bardzo pomagały społeczeństwu zachować ideały "Solidarności" - dodaje.

 

Jan Pietrzak wspomina niezwykłą aktywność, odwagę i bezkompromisowość Przemysława Gintrowskiego z tamtego okresu. - Działała wtedy cenzura na Mysiej, agenci na każdym kroku, nie można było się wypowiadać wprost, nie wiedzieliśmy, jak daleko możemy się posunąć, ale Przemek był zawsze wśród tych, którzy radzili, żeby się nie przejmować, robić swoje, to, co nam w duszach gra, a nie przejmować się naciskami - mówi artysta. - Była w jego występach szalona emocja, to było śpiewanie niezwykle energetyczne i traktowało o podstawowych zasadach moralnych, co miało niezwykłe przełożenie na młode pokolenie. Dlatego byli z Jackiem Kaczmarskim tak szalenie wtedy popularni.

Niesłychanego wpływu tej twórczości na studentów lat 80. doświadczył Robert Kaczmarek, znany filmowiec dokumentalista, a wówczas student socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. - "Mury" śpiewali wtedy wszyscy studenci, gdyby istniała w tym czasie prawdziwa lista przebojów, to oni znajdowaliby się na absolutnym topie - wspomina czasy studiów. - Nie było żadnego spotkania towarzyskiego czy imprezy, żeby nie było "Murów", a Jacka Kaczmarskiego, Przemysława Gintrowskiego i Zbigniewa Łapińskiego tworzących trio uznawaliśmy za bardów "Solidarności" - dodaje.
W stanie wojennym trio rozpadło się, lecz Gintrowski nigdy nie zrezygnował z opozycyjnego stosunku do rzeczywistości komunistycznej. Bardzo mocno udzielał się w podziemnych występach w kościołach, domach prywatnych, na spotkaniach plenerowych.

Na początku lat 90. Gintrowski sporo występował, także z Jackiem Kaczmarskim, który wrócił z Zachodu, ale w miarę upływu czasu media przestały się interesować jego twórczością. - W ostatniej dekadzie już w zasadzie nie istniał w mediach głównego nurtu - twierdzi Jan Pietrzak. - Wielu z tych, którzy go teraz tak opłakują w różnych telewizorach, dysponuje sporą dawką hipokryzji, bo udają, że go doceniali, a tymczasem tępili go przez wiele lat, nie pozwalając mu publicznie istnieć - dodaje.

Jedną z fascynacji poetyckich Gintrowskiego był Zbigniew Herbert, do którego wierszy napisał wiele pieśni. Zdaniem Haliny Herbert-Żebrowskiej, siostry Zbigniewa Herberta, adaptacje te znajdowały uznanie w oczach jej brata, choć Herbert zawsze traktował swoje wiersze jako dzieła skończone i uważał, że poezję należy recytować, nie śpiewać.

Album "Tren" to kolejna płyta Przemysława Gintrowskiego z muzyką napisaną do utworów Zbigniewa Herberta. Została ona wydana z okazji ustanowienia roku 2008 Rokiem Zbigniewa Herberta. - Mój brat żartował, mówiąc, że jest "tekściarzem" dla pana Gintrowskiego - wspomina Halina Herbert-Żebrowska. - Słuchałam koncertu pana Gintrowskiego na zakończenie Roku Herberta. Choć znać było po nim skutki choroby, ale utwory były wykonywane znakomicie, z wielką emocją. To jego przeżycie udzielało się nam wszystkim - dodaje.

W twórczości artysty wiele miejsca zajmowała muzyka filmowa. - Mówiąc o muzyce filmowej Przemka, łączę ją nieodparcie z pewnym okresem zwanym falą moralnego niepokoju i pewnego krzyku protestu, który był charakterystyczny dla tego nurtu - uważa Michał Lorenc. - Przemek był niesłychanie przenikliwym obserwatorem naszej rzeczywistości, którą oceniał krytycznie, i jego działalność artystyczna była formą sprzeciwu wobec polskich realiów. To zapewne sprawiło, że był coraz mniej obecny w mainstreamie medialnym.


Zdaniem Lorenca, dewiza barda "Solidarności" brzmiała: "Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę", i pochodziła z twórczości Jerzego Lieberta. Nie rzucał słów na wiatr, ale nie wahał się ostro piętnować patologicznych zjawisk naszej rzeczywistości politycznej. To zapewne zmusiło go w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" w 2010 r. do następującej konkluzji: "Wielkie media robią ludziom wodę z mózgu w tak prostacki sposób, że aż trudno w to uwierzyć. Myślę, że Polacy w końcu nie wytrzymają tego i dojdzie do powtórki sytuacji z 1980r. - powstanie wielki narodowy ruch sprzeciwu".

Adam Kruczek  (Nasz Dziennik)




16:03, tarnowski_kurier_kulturalny , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 października 2012

Pani Olimpia i jej mąż do Tarnowa trafili po upadku powstania styczniowego, które wspierali i w którym brali czynny udział. Stracili majątek i musieli uciekać – tak wybrali Galicję. Zamieszkali tam, gdzie dziś znajduje się główna siedziba Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Juliusza Słowackiego, w kamienicy nr 4, przy ulicy Krakowskiej. To tutaj właśnie przyjeżdżał wielokroć w odwiedziny brat pana Tadeusza, a szwagier pani Olimpii, Benedykt Dybowski, któremu życie ocalił sam Otto van Bismark. Jego wizyty były dużym wydarzeniem, nie tylko dla najbliższej rodziny. Kto wówczas nie znał tego nazwiska? Profesor Benedykt Dybowski, pan w wieku dojrzałym, wykładowca wyższych uczelni, autorytet w dziedzinie zoologii i botaniki, lekarz, a nade wszystko wspaniały człowiek, dla którego liczyła się przede wszystkim solidna praca – dla ludzi i dla kraju. Ponadto odkrywca i podróżnik. Wszystko, co sto lat temu przynosiło sławę Benedyktowi Dybowskiemu i co do dziś utrzymuje go w czołówce polskich naukowców odkrywców, osiągnął na Syberii, jako więzień i zesłaniec. Dzięki polskiemu lekarzowi zmieniło się także życie mieszkańców Kamczatki. To oni nazwali go „dobrym białym bogiem”. Dybowski nie tylko ich leczył, ale także uczył uprawy roślin i hodowli zwierząt. Do końca życia tęsknił za Azją.

W pamiętniku Benedykta Dybowskiego, który ukazał się drukiem, tekst wspomnień rozpoczyna kilka słów, których autorem jest Rufin Piotrowski, uczestnik powstania listopadowego, Sybirak, ten sam, którego mogiła znajduje się na tarnowskim Starym Cmentarzu: „Każda praca, każdy czyn, każde działanie, choćby najmniejsze, nawet niewłaściwe i niestosowne co do środków, czasu i miejscowości przedsięwzięte, ale mające na celu wyswobodzenie ojczyzny spod obcej przemocy – staje się przez to samo własnością narodu, bo świadczy dzisiejszemu pokoleniu i świadczyć będzie pokoleniom przyszłym”.

Patetyczne? Nie w odniesieniu do Benedykta Dybowskiego. Kiedy bowiem poznajemy kolejne rozdziały jego życia, możemy stwierdzić tylko jedno – w odniesieniu do jego osoby po prostu prawdziwe. Słowa Rufina Piotrowskiego to wręcz motto życia i postępowania niezwykłego zesłańca. Jako trzydziestolatek miał już za sobą pobyt wwiezieniu. O represjach, jakie czekają Polaków marzących o wolnej Polsce, wiedział bardzo wiele. Za udział w patriotycznych manifestacjach został pozbawiony przez władze austriackie możliwości objęcia katedry zoologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mimo to, wciąż działał w ruchach patriotycznych i tym samym narażał się kolejnemu zaborcy, tym razem rosyjskiemu. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, zaangażował się w przygotowania powstania styczniowego (objął nawet funkcje komisarza Rządu Narodowego na Litwę i Białoruś). Mieszkał wówczas w Warszawie, był w centrum wydarzeń. Powstańczy zryw upadł, a Dybowski dobrze wiedział, co go czeka. Nie uciekał i zgodnie z przewidywaniami, pewnego dnia został aresztowany i skazany na karę śmierci. Uwieziony w warszawskiej Cytadeli, dowiaduje się, że wyrok zmieniono dzięki „żelaznemu kanclerzowi”, samemu Otto von Bismarckowi, który przekonany przez niemieckich naukowców… wstawił się za polskim skazańcem. Benedykt Dybowski został skazany na dwanaście lat ciężkich robót na Syberii. W ten sposób rozpoczęła się życiowa epopeja niezwykłego naukowca.

Na świat przyszedł w 1833 roku, niedługo po upadku pierwszego powstania przeciw zaborcom – powstania listopadowego. Studiował w Dorpacie (obecnie Tartu w Estonii), we Wrocławiu i w Berlinie, na wielu kierunkach: medycynie, chirurgii, paleontologii i biologii. W stolicy Niemiec zawarł znajomości, które w przyszłości miały uratować mu życie.

Zanim Benedykt Dybowski dotarł na miejsce zsyłki, przemierzył przez cztery miesiące osiem tysięcy kilometrów. Blisko połowę pieszo. Wraz ze skazańcami politycznymi, na katorgę zsyłano też zwykłych kryminalistów. Ci, nie porzucając swoich dotychczasowych przyzwyczajeń, gnębili i prześladowali słabszych współwięźniów. Jedzenie trzeba było zdobywać samemu, a surowa natura, nie dawała wszystkim dotrzeć do celu. W podręcznym tobołku Dybowskiego, oprócz rzeczy niezbędnych do przeżycia, było kilka przedmiotów nietypowych dla zesłańca. Od Warszawy, po Irkuck (gdzie dotarł w grudniu 1864 roku) i dalej, naukowiec dźwigał mikroskop, lupy dysekcyjne, kilka podstawowych książek naukowych oraz narzędzia chirurgiczne. Dybowski nie załamał się i przez blisko cztery lata przygotowywał się i starał o wyjazd nad Bajkał, tajemnicze, najgłębsze i jedno z największych jezior świata. Dopiął swego i wraz z Wiktorem Godlewskim, towarzyszem niedoli, zamieszkał nad akwenem i rozpoczął swoje badania. Skrajnie ciężkie warunki nie przerażały Dybowskiego. Wkrótce zebrane materiały zrewolucjonizowały wiedzę na temat Bajkału. Do polskich i niemieckich naukowców trafiały setki próbek z bardzo bogatych zbiorów. Kolejne trzy lata Dybowski pracował naukowo, podążając przez nieznane przestrzenie kraju Amurskiego, Usuryjskiego i Nadmorskiego. Dotarł do wschodnich wybrzeży Azji oraz w jej głąb, do Mongolii. Podążając z biegiem rzeki Amur, dotarł do Władywostoku. To najdalsze rubieże Rosji.

Jego niezwykłe zasługi zauważyli nawet rosyjscy naukowcy, starając się o zwolnienie Polaka z zesłania. Zabiegi te odniosły skutek i w 1876 roku Dybowski powrócił do kraju, ale pozostał tu zaledwie… kilkanaście miesięcy. Teraz – już z własnej woli – wyruszył na daleką Syberię, by objąć stanowisko lekarza rządowego na Kamczatce. Podlegał mu teren o powierzchni większej od dzisiejszej Polski. Wyjeżdżając w kilka lat później, żegnany był z wielkim żalem przez tubylcza ludność, która nazywała go „dobrym, białym bogiem”. Trudno się dziwić – dzięki polskiemu lekarzowi i uczonemu, standard życia rdzennej ludności Kamczatki wzrósł jak nigdy dotąd. Dybowski leczył tubylców, uczył ich uprawy warzyw oraz hodowli kóz, które w dużej mierze sprowadzał za własne pieniądze, podobnie jak króliki. Pomagał też mieszkańcom Wyspy Beringa, dla których zakupił stado reniferów, które wkrótce rozmnożone, pozwalało oddalić widmo głodu, które tak często nękało Aleutów.

Benedykt Dybowski, jak sam wspominał, z wielkim żalem opuszczał Syberię. Do końca życia marzył o powrocie na dalekie ziemie północy. Osiadł we Lwowie, gdzie objął katedrę zoologii na tamtejszym uniwersytecie. W tym czasie odwiedzał swoich tarnowskich krewnych: brata Tadeusza i jego żonę, Olimpię. Dożył sędziwych dziewięćdziesięciu siedmiu lat, a wieczny spoczynek znalazł na najsłynniejszym cmentarzu Lwowa, Cmentarzu
Łyczakowskim, w kwaterze powstańców styczniowych.

Na naszym tarnowskim, najsłynniejszym cmentarzu „Starym”, jest grób szwagierki Benedykta Dybowskiego, pani Olimpii. Pamięć Dybowskiego pozostaje niezatarta dzięki jego dokonaniom naukowym, badaniom prowadzonym przez lata syberyjskiego zesłania i później. Do dziś jego nazwisko spotkamy w setce nazw roślin i zwierząt. Na jego cześć nazwana została jedna z wysp Komandorskich oraz łańcuch górski i szczyt na wyspie Beringa, a także jeden ze szczytów Kamczatki.

Agata Żak   (Gazeta Krakowska)


11:18, tarnowski_kurier_kulturalny , LITERATURA
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 października 2012

Z cyklu znani i nieznani…


Adam Walny, absolwent wydziału Reżyserii Teatru Lalek Akademii Teatralnej w Warszawie, stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W swych pracach penetruje różne tradycje teatru lalki, maski i przedmiotu w warunkach studyjnych, estradowych i ulicznych. Używa lalki również poza sceną: w edukacji, terapii i sztuce performance. Mieszka i tworzy w Ryglicach. Rozmawia z nim Mateusz Tolbat.  

Jak czuje się 40-letni artysta odznaczony medalem „zasłużony dla kultury polskiej”?
Zasłużonym jest się raz – dla jednego kraju. Teraz, jeżeli chciałbym powtórnie zostać
zasłużonym, musiałbym emigrować. Jest to kusząca perspektywa, ale z zupełnie innych powodów. W każdym innym kraju wiąże się z tym faktem gratyfikacja finansowa – u nas musi wystarczyć wilgotny uścisk dłoni prezesa POLUNIMY– Polskiego Związku Lalkarzy. Co zabawne, dekoracja odbyła się w moim namiocie teatralnym (czułem się jak Kadafii) po spektaklu „Hamlet”. Prezes wstał i wczepił w kryzę starego Hamleta szpile blachy zasłużonego dla kultury polskiej, jakby go tą szpilą zabić chciał. W końcu zasłużony nie należał do jego związku.

Pochodzisz z Wielkopolski, osiadłeś w Ryglicach. Skąd ten wybór?
O swoim pochodzeniu dawno zapomniałem, po drodze mieszkałem w tylu pięknych miejscach. Osiadłem w Ryglicach, ponieważ lepszego towarzystwa niż Józefa Cieśli dla błędnego snycerza znaleźć nie mogłem. Kaplica pod wezwaniem tego czcigodnego majstra znajduje się za ścianą mojej pracowni. Jest tu też miejsce na próby, dobry sen i pracę koncepcyjną.



Reprezentowałeś Galicję na Międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim...
W Gdańsku, jak również na 200 innych festiwalach reprezentowałem Walny-Teatr. Problem. skąd jest ten teatr, pojawia sie zawsze, ponieważ czytający wiąże zjawisko z miejscem w ten sposób jak wiąże się Jana Pawła II z Polska. Inaczej jest w przypadku mojego teatru, który w tym roku obchodzi piętnastolecie i był już z Poznania, Gdańska, Supraśla, Białegostoku, Warszawy, a teraz piszą że z Ryglic. Zarówno Ryglice jak i mój teatr świetnie radzą sobie bez siebie, niemniej to prawda, pracownia teatru mieści się w Ryglicach, ale do pełnej współpracy teatru z gminą jeszcze długa droga. Najważniejsze, że mój teatr ma się dobrze, średnio jedna premiera rocznie, a w ostatnich latach i dwie się zdarzają .W tym roku „Opus Hamlet” we współpracy ze Sceną Hamletowską w Hesingor w Danii, czyli „Hamlet” na zamku Hamleta i „Dyktator” na Starym Rynku w Warszawie. Współpraca z duńskim kompozytorem i budowniczym instrumentów Larsem Kynde układa się nieźle i rokuje na przyszłość. Nasz pierwszy Hamlet już jest po pięćdziesiątce – 50 spektakli dla objazdowego teatru to 200 dni pracy i wciąż gra, ostatnio na Zamku Królewskim w Warszawie.

Wiele za Tobą, wszystko przed Tobą...
Plany są, bo są inwestycje. Rysuję projekty lalek poruszanych wiatrem, buduję wiatraki… to będzie „Don Kichot”. Będzie „Szwejk” w tarnowskim Teatrze już jako produkcja Teatru Solskiego z udziałem aktorów, sceny, foyer. Planuje kino manualne jako pomysł na zimę, czyli teatr w dłoni. A więcej nie zdradzam, bo trza być wiernym.



Poza spektaklami prowadzisz warsztaty teatralne dzieląc się doświadczeniem, wiedzą, sztuką. Są chętni poznawać tajemnice teatru lalek?
Ciągle dzwonią chętni i, niestety, muszę ich odsyłać z kwitkiem… Bo nie ja jestem od organizacji warsztatów, kursów, czy seminariów. Gdzie są pracownicy domów kultury i innych instytucji powołanych do promocji kultury i sztuki? Jeżeli ten stan inercji w kulturze w Galicji będzie się pogłębiał, to kupuje pole, stawiam trzy barakowozy i otwieram centrum kultury. Bo teatr łączy wszystkie dziedziny sztuki i dyscyplinuje je, to znaczy każe pełnić funkcje nie tylko estetyczne.

Rozmawiał: Mateusz Tolbat  (Gazeta Krakowska) zdjęcia Internet


17:49, tarnowski_kurier_kulturalny , TEATR
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 października 2012

Pitaval tarnowski 95 Jerzego Reutera

Od kilku tygodni po Tarnowie włóczyła się para dziwnie zachowujących się ludzi. Najczęściej odwiedzali miejscowe restauracje i wchodzili w zażyłe znajomości z miejscowymi mężczyznami, odpoczywającymi przy wyszynku po trudach codzienności. Przysiadali się do stolika i po krótkiej konwersacji przedstawiali jako dyrektorstwo kopalni nafty w Borysławiu. Domniemany dyrektor Jan Góralik sprawiał wrażenie człowieka poczciwego, więc zaczepiani panowie bez żadnych podejrzeń częstowali zacnie wyglądające małżeństwo alkoholami i jedzeniem.


Gdy po jakimś czasie Góralik odchodził od stolika na stronę, jego żona przystawiała się do fundatora i bez zbędnych ceregieli proponowała intymne spotkanie na zapleczu lokalu.
Najczęściej poczciwy obywatel wyrażał zgodę i popierał to odpowiednim banknotem. Po powrocie męża, zmówiona para przyszłych kochanków czekała na odpowiednią chwilę. Po kolejnym kieliszku Góralik usypiał przy stole, a żądni figlów pozamałżeńskich wychodzili na tyły restauracji.
Tam dochodziło do miłosnych rękoczynów, które przerywało nagłe najście przebudzonego Góralika. Zazdrosny mąż w słusznej furii obijał swoją towarzyszkę i jej kochanka na tyle dotkliwie, by nie uczynić żonie krzywdy, a bardziej dotknąć jej gacha. Po wymierzeniu fizycznej kary przystępował do bardziej wysublimowanego "interesu".
Najpierw zastraszał ogłupiałego do reszty kochanka policją i kryminałem za uwiedzenie żony, a potem wyznaczał cenę za odstąpienie od sprawy. Większość zastraszonych panów wyciągała bez protestu odpowiednią kwotę z pugilaresu i wszyscy zgodnie powracali do przerwanej biesiady.
Do czasu. Którymś razem wesoła para nie natrafiła na uczciwego klienta i wpadła w ręce policji. Pechowo zetknęli się z kapralem miejscowego pułku piechoty, który przebrany w cywilne ubranie oddawał się relaksowi przy szynkowym stoliku. Wszystko poszło zgodnie z planem, ale do sceny na zapleczu. Tam dzielny kapral nie dał się pobić, a wprost przeciwnie, złamał Góralikowi nos, a nieuczciwej kobiecie wybił dwa zęby. Powiadomiona policja odstawiła wszystkich na posterunek.
Po dokładnym przesłuchaniu okazało się, że para nie jest małżeństwem. Jan Góralik i jego kochanka Anna Sałowska są poszukiwanymi oszustami, którzy utrzymywali się z naciągania i szantażowania Bogu ducha winnych ludzi.
Po ujawnieniu prawdy Sałowska odegrała przed policjantami komedię teatralną godną lwowskich scen dramatycznych. Omdlewała co chwilę, wpadała w spazmy histerii i dostawała konwulsji. Góralik udawał pijanego i nie reagował na żadne pytania. Jedynie dzielny kapral tarnowskich piechurów zachował zimną krew i oświadczył, że jako wojak ma moralne prawo korzystania z usług chętnych pań, że nie robił żadnych nieprzyzwoitych propozycji, lecz takowe otrzymał od leżącej obok. Doradził też policjantom, że najlepszymi solami trzeźwiącymi w takich przypadkach jest solidna pałka. Sałowska słysząc te słowa odzyskała na chwilę przytomność i zapowiedziała krwawą zemstę na kapralu.
Oszuści zostali zamknięci w areszcie gdzie oczekiwali na proces, a dzielny kapral powrócił do restauracji, by dokończyć kolację.

Jerzy Reuter  (Gazeta Krakowska)




16:50, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 października 2012

ml

Jest artystą niepokornym, poszukującym i nieprzewidywalnym. W swojej bogatej i długiej karierze, w której śmiało wyznaczał kierunki muzycznego rozwoju, bywał podziwiany i uwielbiany, ale bywał też odsądzany od czci i wiary. 24 maja artysta obchodził 71. urodziny.

    Bob Dylan nigdy nie ukończył uniwersytetu, wielokrotnie jednak otrzymał tytuł doctor honoris causa prestiżowych uczelni, w swojej karierze zdobywał też prestiżowe nagrody muzyczne i literackie. Siedem razy nagradzany był statuetką Grammy. W 2000 zdobył Oskara w kategorii najlepsza piosenka za Things Have Changed z filmu Wonder Boys. Był też kilkakrotnie nominowany do Literackiej Nagrody Nobla. W roku 1988 został wprowadzony do Rockandrollowego Panteonu Sław.
    Kiedy patrzy się na historię dokonań artysty, to jednym z najbardziej brzemiennych w skutki był jego występ w 1965 roku podczas Newport Folk Festival. Dylan, uchodzący wówczas za artystę folkowego, zbulwersował Amerykanów występując z elektryczną grupą rockową. To było niedopuszczalne dla ortodoksyjnych wyznawców folka. Artysta został wygwizdany. Legenda głosi, że guru muzyki folk - Pete Seeger wtargnął podczas występu na scenę z siekierą, usiłując poprzecinać kable od gitar. Dylan się tym jednak nie przejął. Co więcej, od tamtej pory amerykański folk zaczął iść jego „elektryczną drogą”.
    Dylan nie tylko zaskakiwał świat muzycznie, potrafił zdumiewać również swoimi ideowymi deklaracjami. Ten uwielbiający wysokoprocentowe trunki niepoprawny kobieciarz potrafił też jawić się jako misjonarz. To nie przesada i – jak czas pokazał – też nie sztuczna, wymyślona dla mediów poza artysty. Ot, po prostu, tak chciał, tak uważał, tak robił.
    Na początku kariery Dylan był zaciekłym bojownikiem o sprawiedliwość społeczną, buntownikiem walczącym z amerykańskim establishmentem, ale również – jak choćby w sztandarowym Blowin’ In The Wind – poetą stawiającym pytania o miarę człowieczeństwa w świecie zobojętniałym na zło.
    W końcu lat 70. artysta zaszokował świat swoją przemianą w duchu Ewangelii. Wielu zarzucało mu, że jako Żyd z dziada pradziada, kombinuje wyłącznie na użytek mediów.
    W 1978 roku artysta w towarzystwie swoje ówczesnej dziewczyny Mary Alice Artel odwiedził niewielką wspólnotę Vineyard Fellowship w Hollywood. Mary poprosiła dwóch duchownych tego Kościoła o spotkanie z Dylanem. Rezultat tego spotkania wprawił w osłupienie całe środowisko rockandrollowe. Jezus jest rzeczywisty – stwierdzał Dylan i dodawał: chciałem tego, pogłębiało się to we mnie, aż wreszcie doznałem tego uczucia, tej wizji, że narodziłem się powtórnie (…) Narodzić się pierwszy raz, czyli kiedy człowiek przychodzi na świat, to narodzić się z ducha, który jest z dołu. Jest to duch, z którym się rodzimy. Narodzić się powtórnie to narodzić się z ducha, który jest z góry, a to trochę co innego. Efektem tej przemiany stały się trzy kolejne płyty: Slow Train Coming, Saved i Shot Of Love, które nazwano „trylogią powtórnie narodzonego”.
    Biblijne zainteresowania Dylana znajdowały swój wyraz już na płytach wcześniejszych, takich ja choćby John Wesley Harding z 1968 roku. O krążku tym artysta powiedział, że to pierwszy biblijny album rockowy. Trzeba jednak podkreślić, że płyta ta, tak jak i wszystkie dokonania artysty sprzed 1978 roku podlegała różnorakim interpretacjom. W przypadku Slow Train Comming można było mówić o jednej interpretacji – chrześcijańskiej. Kontynuacją płyty był album Saved. Artysta wyartykułował tu prawdę o potrzebie pokuty, czyniąc to językiem jasnym i zrozumiałym. Zamykający trylogię krążek nosił tytuł Shot Of Love. To płyta najdojrzalsza w tym cyklu, pozbawiona wcześniejszej kaznodziejskiej retoryki.
    Dylan, mimo duchowych inspiracji zawartych na późniejszych albumach (w tym na moim ulubionym Oh Mercy), nie lubi mówić o swojej twórczości w kontekście religijnym. Uważa, że Chrystus nie przybył na świat by zakładać religię, lecz po to, by ludzie poznali Boga i mogli go czcić w swoim codziennym życiu.
    Artysta od dawna wykonuje podczas występów swoje chrześcijańskie kawałki, 15 lat temu zagrał koncert dla Jana Pawła II.   
    W 2004 roku 172 dziennikarzy, muzyków oraz przedstawicieli branży muzycznej skupionych wokół prestiżowego pisma Rolling Stone uznało dylanowski utwór Like A Rolling Stone za największy numer w historii rocka. A kiedy wertuje się rockandrollowe encyklopedie, to okazuje się, że w każdej z nich najobszerniejszym hasłem jest Bob Dylan.

Krzysztof Borowiec

foto by Google Search


12:36, tarnowski_kurier_kulturalny , MUZYKA
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 października 2012

...i wychodzi na tym, jak Zabłocki na mydle, a my z nim...


13:15, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -