Blog > Komentarze do wpisu

- > Świetlicki w parku

W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z Marcinem Świetlickim – poetą, prozaikiem (ubiegłorocznym zdobywcą Nagrody Poetyckiej Silesius),  i wokalistą zespołu „Świetliki”.

 

W majowym plenerze, na tarasie nowej siedziby Galerii Miejskiej w Parku Strzeleckim promował on swoją nową książkę poetycką pt. „Jeden“ , odpytywany na tę okoliczność ze swojego życiorysu przez Irka Grina i Miłosza Onaka. Zaś później na scenie obok dał klimatyczny koncert zespół Świetliki w składzie: Marcin Świetlicki – vocal, Grzegorz Dyduch – bas, Tomasz Radziszewski – gitara, Michał Wandzilak – piano. Z powodzeniem udowadniając, że Świetliki nie są normalnym zespołem, co wynika również z zamieszczonego poniżej wywiadu z Grzegorzem Dyduchem,  spiritus movens zespołu Świetliki.



Ostatni album Świetlików ukazał się osiem lat temu. Dla normalnego zespołu to właściwie oznacza medialną śmierć. Wy jednak przetrwaliście. Co Was utrzymało przy życiu?
- Post i modlitwa. Ponadto wódka, papierosy, trochę aktywności fizycznej (w tym aktywność płciowa) i nadzieja. Po drugie, nie jesteśmy normalnym zespołem. Po trzecie, nagrywanie płyt nie jest gwarantem istnienia. I bez tego można żyć pięknie i godnie.

"Las Putas Melancolicas" z Bogusławem Lindą było chyba największym sukcesem komercyjnym Świetlików. Dlaczego nie poszliście za ciosem - i nie nagraliście zaraz po tym płyty z Cezarym Pazurą albo Małgorzatą Kożuchowską?
- Nagraliśmy płytę z panem Bogusławem nie dlatego, że jest aktorem znanym i popularnym, tylko dlatego, że jest naszym dobrym kolegą i bardzo dobrym aktorem. A koledze trzeba pomagać w karierze.


Ostatnio teksty Marcina śpiewa z kolei inny aktor - Arek Jakubik w swoim zespole Dr. Misio. Nie jesteście zazdrośni, że podarował mu coś lepszego niż Świetlikom?
- Nie jesteśmy zazdrośni. Rozsądny człowiek nie oddaje najlepszej sukni na dobroczynność, żeby potem samemu chodzić w łachmanach, lecz zachowuje w tej materii stosowny balans. Marcin jest rozsądny.

 

Marcin ostatnio przyznał otwarcie w jednym z wywiadów, że jest... obszczymurem. Nie martwił się Pan, że w końcu rzeczywiście zamieni się w kloszarda i nigdy nie napisze tekstów na tę nową płytę?
- Upraszczając nieco: "jestem obszczymurem" w wypadku Marcina oznacza przede wszystkim niechęć do współczesnych sposobów manifestowania statusu materialnego i modestię w zakresie potrzeb ekonomicznych. Poza tym, wywiad w gazecie to nie spowiedź, tylko wypowiedź artystyczna. Rydel też gatek pod spód nie wdziewał, co nie czyniło zeń włościanina pełną gębą. Kiedy arystokrata ducha stylizuje się nieco na kloszarda, wagabundę czy innego osobnika wykluczonego, to może być w tym walor artystyczny. Gorzej (i niestety znacznie częściej się to zdarza), kiedy przymuł, bałwan i półgłówek próbuje rżnąć tzw. intelektualistę. Dyzmów intelektu ci u nas zatrzęsienie - vide wszystkie szczeble władzy państwowej, media czy show-biznes.

 
Podobno majstrowaliście przez te osiem lat fonograficznego milczenia nowe utwory. No i teraz macie aż 130 minut premierowej muzyki. Co z tym zrobicie?
- Większość z tych ponad trzydziestu melodyjnych, wzruszających i pięknych pieśni powstała kilka miesięcy temu. Co z tym zrobimy? Wydanie tego na tradycyjnym nośniku CD z ładną okładką, nie wydaje się całkiem od rzeczy. A że tego dużo może naraz? To nie jest produkt - efekt badań fokusowych rynku czy nastawiona na pokupność obyczajowa lub kulturowa prowokacja, jak te wszystkie Marie Peszek etc. To jest dzieło artystyczne, organiczne, koherentne - a długie jest, bo tak nam daimonion podyktował. A że dużo nam podyktował - to trudno.

 
Ale dzisiaj młodzi ludzie odbierają muzykę inaczej niż osiem lat temu - nie słuchają całych albumów, ale robią sobie własne składanki z pojedynczych nagrań ściągniętych z netu na iPody. Nie wyjdziecie z tym potrójnym albumem na kompletnych dinozaurów?
- Odpowiem pytaniem: czy fakt, że każda potrawa zaraz po przeżuciu staje się amorficzną papką oznacza, że w takiej formie ma być serwowana na talerzu w wykwintnej restauracji? Niechże sobie młodzież wypala składanki, jakie sobie winszuje. Ale, że to zjawisko nagminne, nie znaczy, że mamy rezygnować z tak ważnej formy wypowiedzi, jaką jest tzw. płyta długogrająca. Równie dobrze można by wymagać od poetów, żeby dla wygody czytelnika wydawali pojedyncze wiersze a prozaicy poszczególne rozdziały powieści z osobna. A poza tym, intuicja podpowiada nam, że jest grupa słuchaczy, dla których w muzyce liczy się ambient, development i elan vital. I dla nich jest ta płyta. A że jakiś oligofreniczny modniś będzie nas miał za żywą skamielinę? Jego sprawa.

Z drugiej strony widać, że jakoś próbujecie iść z duchem czasu. Bo założyliście sobie Facebooka.
- Mamy konto na fejsbuku, nie żeby dokonywać regularnych aktów zbiorowego ekshibicjonizmu, tylko żeby się kontaktować z publicznością. A medium jak każde inne, równie dobrze moglibyśmy sobie zrobić świetlikową infolinię albo telemarketing.

Mnie najbardziej zaciekawiło Wasze hasło na tymże Facebooku: "Świetliki - zespół brutalnych doświadczeń". Cóż to za przeżycia go zainspirowały?
- Hasło jak hasło. Ładnie i tajemniczo brzmi. Skoro może być "Gramy i śpiewamy najgłośniej w Polsce", to i "Zespół brutalnych doświadczeń" ujdzie. Jest w tym haśle element autoafirmacji i autoironii, a i jak widać - zagwozdka intelektualna też. Mogliśmy użyć innego, choćby: "Zapełniamy sale do 200 osób". Ale gdybyśmy napisali "Jesteśmy inteligentni i hojnie wyposażeni przez naturę" (notabene tak jest w istocie), też byłoby ładnie. A doświadczenia mamy, owszem.

 

Dwa lata temu do Świetlików dołączyła Zuzanna Iwańska na altówce. I mam wrażenie, że przez dźwięki tego instrumentu znosi Was w niektórych nowych utworach nieco w stronę Piwnicy pod Baranami.
- To chyba Pana znosi! Przypominam czytelnikom, że altówkę wymyślono zanim Piwnica pod Baranami rozbłysła blaskiem promienistym na firmamencie kultury i sztuki. Byłoby może konwencjonalnie, ale szlachetniej nieco, gdyby ten instrument kojarzył się Panu z seksem choćby.

Z seksem to w Waszym przypadku Pani Zuzanna może mi się jedynie kojarzyć. Całe szczęście mój zapał schładza Michał Wandzilak, którego zatrudniliście na klawisze. Bo dzięki jego grze pierwsza piosenka z nowej płyty, którą udostępniliście - "Zimna lala" - przywołuje chłodne brzmienia The Cure.
- Michał pracuje z nami, gdyż gra dobrze i pięknie, ma ładny instrument i pomaga nosić sprzęt starszym kolegom. A "Zimna lala" to pastisz New Order, prawdę mówiąc.

Z drugiej strony jednak, takie "Gotham", to wręcz porażający utwór: jak połączenie Joy Division i Swans, albo Variete i Siekiery. Skąd u Was nagle tyle takiej pierwotnej energii?
- Znów pana redaktora znosi. To, że z racji wyłącznie osobistej sympatii do pana , zapoznaliśmy go z drobnym fragmentem naszego nowego wydawnictwa, nie upoważnia pana do nieodpowiedzialnego szafowania porównaniami. Tyle samo w tej piosence Siekiery i Variete, ile Rabczewskiej Doroty i Bajora Michała.

 No bez żartów!
- Gdybym ja musiał opisać tę pieśń, rzekłbym: to utwór Pink Floyd w wykonaniu Einsturzende Neubauten. Ale i takie skojarzenie równie niewiele czytelniczkom i czytelnikom powie.

Podobno nowy materiał ma być podzielony na trzy części: depresyjną, opowiadającą o wychodzeniu z depresji i euforyczną. To teksty Marcina stworzyły ten wykres tak skrajnych emocji?
- Materiał jest podzielony dla wygody na trzy płyty. Wszystkie okrągłe z dziurką w środku. O czym mówią one razem i z osobna - niech sobie każdy posłucha i sam dośpiewa. Teksty i muzyka pięknie na tych płytach współbrzmią. A czy tworzą wykres jakiś i czy emocji, to naprawdę nie wiem.

Marcin wydał właśnie swój nowy tomik poetycki - "Jeden". Czy więcej dowiemy się o nim z tych wierszy, czy z tekstów do piosenek Świetlików?
- Jeśli można się dowiedzieć czegoś o autorze z jego dzieł, to z książki "Jeden" i płyty "Sromota" tyle samo się Państwo o Marcinie nie dowiecie. Narrator tu i tu - ten sam.

 

Rozmawiał: Paweł Gzyl  (Dziennik Polski)
Zdjęcia:  Paweł Topolski (Tarnow.pl)


poniedziałek, 03 czerwca 2013, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

Komentarze
2jkow
2013/09/26 13:18:58
świetnie opisane i fajne kilka zdjęć
-
mand-y00
2013/12/03 14:26:33
Afro na ostatnim :D rządzi


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -