Blog > Komentarze do wpisu

-> Zestaw nieprzypadkowy

ŁUKASZ MACIEJEWSKI mówi o swym tomie "Aktorki" i spotkaniach z jego bohaterkami

Zbierający pochwały Twój tom esejów "Aktorki", portretujący 20 dam polskiej sceny to, domyślam się, efekt Twoich fascynacji tymi właśnie artystkami sceny i filmu...
- Zestaw nie jest przypadkowy. Stawianie obok siebie Niny Andrycz, Ewy Wiśniewskiej, Marty Lipińskiej, Stanisławy Celińskiej, Małgorzaty Braunek czy Ewy Błaszczyk, może wydawać się ryzykowne. Danuta Szaflarska mówi, że pamięta jeszcze odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 roku, Danuta Stenka opowiada o pracy z Warlikowskim i Kleczewską. Bohaterki dzieli zatem wiek, życiowe doświadczenia, zawodowe wybory, ale łączy coś bardzo ważnego. Wiara w sens uprawiania sztuki, mądry dialog z widzem. Chciałem opisać aktorki, dla których popularność nigdy nie była efektem przemyślanej strategii marketingowej, ani częstotliwości telewizyjnych występów.

O spotkania z niektórymi aktorkami musiałeś zabiegać szczególnie?
- W zasadzie wszystkie bohaterki tej książki nigdy nie zabiegały o tzw. łatwą popularność. Artystyczną dojrzałość objawiły w erze przed tabloidami, telewizyjnymi shows. Rozmawiały z nami rolami, postaciami scenicznymi i filmowymi, nie życiem prywatnym. Dlatego część z pań musiałem długo namawiać, żeby zechciały się ze mną spotkać, a potem zaufać do tego stopnia, żeby podzielić się nie tylko sukcesami, ale także rozterkami, a nawet cierpieniem. Nie było łatwo namówić na taką spowiedź z życia Danutę Szaflarską czy Ninę Andrycz, mistrzynią uniku okazała się Beata Tyszkiewicz, z pozostałymi paniami poszło już łatwiej.

Niektóre z rozmówczyń podjęły Cię w domu: Nina Andrycz, Alina Janowska, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Małgorzata Braunek...
- Gościłem u większości pań. To stanowiło osobną wartość spotkań. Po napisaniu książki, wysłaniu jej do wydawcy, bardzo niepewny wartości, pomyślałem, że niezależnie od przyszłych ocen, misja została wypełniona. Wspólnych godzin i dni spędzonych w towarzystwie aktorek nikt mi nie odbierze. Zostanie ze mną "roześmiany" spacer z Ewą Wiśniewską, wiosenny dzień w żoliborskim mieszkaniu Aliny Janowskiej. Na zewnątrz świeciło słońce, a pani Alina w przypływie szczerości opowiadała o wstrząsających wojennych losach. Albo Teresa-Budzisz Krzyżanowska podejmująca mnie niesamowitymi wypiekami, Stanisława Celińska wyciągająca rodzinne albumy ze zdjęciami, w końcu pogodny, ciepły dom Ewy Błaszczyk - postronny obserwator nigdy nie podejrzewałby, że w tym miejscu od lat mieszka także cierpienie...

Mimo Twej fascynacji, nie są to portrety pisane na kolanach; są w nich Twoje uszczypliwostki, pokazujesz słabości pań - miałeś kłopoty z autoryzacją?
- Trudno w to uwierzyć w świetle starannie selekcjonowanej medialnej aktywności bohaterek, ale panie naprawdę mi zaufały. Na dwadzieścia portretowanych, tylko sześć poprosiło o autoryzację, co poczytuję sobie za największy kredyt zaufania. "Proszę nie wysyłać tekstu, nie zrobi mi pan krzywdy" - słyszałem to zdanie wiele razy. "Pan tak ładnie pytał, wstydziłabym się panu zburzyć cokolwiek" - mówiła mi Anna Nehrebecka. "Dopiero po raz drugi w życiu nie autoryzuję rozmowy" - wyznała Ewa Wiśniewska. "Ponieważ z zasady nie udzielam wywiadów, skoro zgodziłam spotkać się z panem, to znaczy, że w pełni panu zaufałam" - mówiła Teresa Budzisz-Krzyżanowska. Możesz sobie teraz wyobrazić, z jakim niepokojem czekałem na reakcje bohaterek po lekturze. Na szczęście również z ich strony przyjęcie tomu jest życzliwe. Parę tygodni temu zadzwoniła do mnie Marta Lipińska: "To niezwykłe, kiedy przeczytałam pana tekst o sobie, nagle zrozumiałam, jak ciekawe miałam życie, ile tam było kolorów, spotkań, ludzi. Czy pan wie, że nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam? Dopiero pan pomógł mi odkryć, że miałam i mam szczęśliwe życie. Bardzo dziękuję". Nie mogłem usłyszeć większego komplementu.

Czytając, czuje się, że szedłeś na te rozmowy świetnie przygotowany, zresztą z większością tych aktorek spotykałeś się kolejny raz; zdarzyło się jednak, że któraś z pań Cię zaskoczyła, że zobaczyłeś ją w jakimś nowym świetle?
- Nina Andrycz do końca pozostała divą z XIX wieku, nie udało mi się przebić tej skorupy. Ewa Dałkowska miała odwagę (bo to w środowisku aktorskim na pewno jest odwaga) przyznać się do prawicowych poglądów - "Jestem "PiS-ówą" - usłyszałem. Z Anną Dymną na serio rozmawialiśmy o przyszłości aktorstwa, a półżartem o uprawianiu ogrodu. Zachwycające było dla mnie słuchanie uwodzicielskiej melodii głosu Marty Lipińskiej czy Barbary Krafftówny, która od czasu od czasu, podczas naszych sesji, robiła sobie "przerwę na urodę", czyli wyciągała szminkę, lustereczko, malowała usta. Jakież to było urocze. Danuta Stenka, kwintesencja dojrzałej kobiecej urody, mówi w książce o niemijającym kompleksie wiejskiej dziewczyny, z kolei Ewa Wiśniewska ujmuje autoironią. Małgorzata Braunek zaskoczyła mnie pewną nonszalancją, z jaką traktowała popularność i tzw. karierę, rozmawiając z Anną Romantowską najpierw podziwiałem gigantyczną bibliotekę aktorki, potem, w ogrodzie, przez wiele godzin łuskaliśmy orzechy laskowe, popijając białe wino. W tomie przywołuję także spotkania z nieobecnymi: krakowskie spacery w towarzystwie Krystyny Feldman i moje wizyty w Skolimowie, u Ireny Kwiatkowskiej. Jak widzisz, każde spotkanie było zaskoczeniem i odkrywaniem bohaterek na nowo.

Jest w tych dwudziestu esejach i portret dodatkowy; można z nich bowiem, jak z "Lektur nadobowiązkowych" Szymborskiej, wyłowić i Twój obraz, młodzieńczych spotkań z filmem, lektur, olśnień aktorkami, granymi przez nie bohaterkami. Myślę, że dla przyszłego biografa Łukasza Maciejewskiego ów blisko 700-stronicowy tom będzie bardzo ważny...
- No nie wiem, raczej starałem się być w cieniu, celowo się wycofywałem. "Dlaczego pana jest tak mało - strofowała mnie Beata Tyszkiewicz. - Co pan taki skromny?". A przecież nie o skromność chodziło, tylko o kluczowy pomysł na tę książkę. To panie miały mówić, nie ja. Natomiast jeśli chodzi o owe młodzieńcze spotkania, to na tym portrecie znajdujesz się również Ty, Wacławie. Ty oraz "Dziennik Polski". Doskonale pamiętam, kiedy przyszedłem do Ciebie, jeszcze jako licealista, z pierwszym tekstem, wystukanym na maszynie do pisania. To w "Dzienniku Polskim" uczyłem się warsztatu, sztuki prowadzenia wywiadu, zauważania detali. Miałem wielu fantastycznych nauczycieli. Nie tylko aktorki...

W ubiegłą środę w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie odebrałeś nagrodę, gdyż tom "Aktorki" został Krakowską Książką Miesiąca...
- Może nieładnie się chwalić, ale przyjęcie książki jest znakomite. "Aktorki. Spotkania" kolejny tydzień są na pierwszym miejscu listy bestsellerów Świata Książki. Wydawca codziennie przysyła mi nowe recenzje. Uzbierało się już ich kilkadziesiąt. Nie było jeszcze ani jednej krytycznej! Od blogów pisanych przez nastolatków, poprzez branżowe portale, popularne kobiece miesięczniki, po "Politykę" czy "Tygodnik Powszechny" - same zachwyty, co wydaje się wręcz niepokojące. Naprawdę nie spodziewałem się aż tak dużego odzewu, bałem się krytycznych opinii, tygodniami zamęczałem wątpliwościami życzliwego wydawcę. Na szczęście byłem w błędzie. Moje ukochane "Aktorki" stały się teraz dobrem wspólnym. I o to mi chodziło.

Rozmawiał WACŁAW KRUPIŃSKI
Źródło: Dziennik Polski (za zgodą autora „Aktorek”)


środa, 19 grudnia 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -