Blog > Komentarze do wpisu

-> Stan Wojenny

Władze powiatu tarnowskiego zachęcają młodzież do uczczenia Dnia Pamięci Ofiar Stanu Wojennego. Do dyrektorów szkół Tarnowa i regionu wysłali specjalne zaproszenia na te uroczystości. Aby w Dniu Pamięci Ofiar Stanu Wojennego mogło uczestniczyć jak najwięcej młodych ludzi zmieniliśmy dzień i porę rozpoczęcia uroczystości - mówi Ryszard Żądło dyrektor Wydziału Kultury i Promocji w tarnowskim starostwie. Dzień Pamięci Ofiar Stanu Wojennego przypada 13 grudnia. Tarnowskie obchody odbędą się dzień po uroczystościach wojewódzkich – czyli 14 grudnia. O godz. 12.00 w piątek odprawiona zostanie Msza św. w intencji Ojczyzny i ofiar stanu wojennego w Kościele parafialnym pw. św. Krzyża i Św. Filipa Neri w Tarnowie. Uczestnicy po mszy św. przejdą pod Grób Nieznanego Żołnierza, gdzie odbędą się uroczystości patriotyczne.


 W nocy z soboty na niedzielę, z 12 na 13 grudnia 1981 r. na całym obszarze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej został wprowadzony stan wojenny. Do miast wjechały czołgi i transportery opancerzone. Ulicami przemierzały połączone patrole wojska i milicji. Najważniejsze gałęzie przemysłu i zakłady pracy (energetyka, górnictwo, komunikacja, łączność, porty, telekomunikacja, a także Polskie Radio i Telewizja) zostały zmilitaryzowane. Zawieszono podstawowe prawa obywatelskie, wstrzymano działalność wszelkich stowarzyszeń, organizacji i związków zawodowych. Wyłączono telefony, zablokowano środki łączności, zaczęto stosować jawną cenzurę korespondencji. Wprowadzono godzinę milicyjną, obowiązującą między 22.00 a 6.00., wstrzymano możliwość swobodnego poruszania się po terytorium kraju. Odwołano zajęcia w szkołach i uczelniach. Formalnie władzę przejęła nowopowstała Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, w której składzie znalazło się 16-tu generałów oraz 5-ciu pułkowników i podpułkowników. Na czele WRON stanął generał armii Wojciech Jaruzelski, pełniący jednocześnie funkcję I sekretarza KC PZPR, premiera i ministra obrony narodowej. W praktyce rzeczywiste grono decyzyjne było zawężone do kilku zaufanych i najbliższych współpracowników gen. Jaruzelskiego. W pierwszych godzinach obowiązywania dekretu o stanie wojennym internowano ponad 3 tys. członków „Solidarności”, w tym niemal wszystkich przywódców, z Lechem Wałęsą na czele. Milicja i wojsko wraz z funkcjonariuszami SB zajęli regionalne siedziby Związku, rozpoczęli przejmowanie jego dokumentacji i majątku. Akcja, przeprowadzona z punktu widzenia władz PRL w sposób niemal perfekcyjny, zaskoczyła działaczy „Solidarności” zarówno skalą, błyskawicznym tempem, jak i precyzją uderzenia. Związkowcy nie przygotowali zawczasu ogólnopolskiego, jednolitego planu działania, wedle którego można by postępować w zaistniałej sytuacji. Po latach otwarcie przyznawali się do tego błędu: [...] wielu działaczy wierzyło – wyznał Bogdan Lis – że z władzą można się dogadać, że komuniści nie są tacy źli, że konflikty to wynik nieporozumień, że nie dojdzie do użycia przemocy. Panowało u nas również poczucie własnej siły [...]. Podobnie na sytuacje zapatrywał się Władysław Frasyniuk: [...] Nikt nie liczył, że ta rzekomo słaba władza okaże się jednak na tyle mocna, by rzucić na nas milicjantów – zakładających przecież Niezależny Związek Funkcjonariuszy MO – i żołnierzy – naszych kolegów z pracy, sąsiadów z osiedla. Bardziej obawialiśmy się interwencji zewnętrznej [...]. Stąd nie traktowano poważnie co i rusz docierających sygnałów o akcji przygotowywanej przez ekipę gen. Jaruzelskiego, mającej na celu odzyskanie całkowitej kontroli i pełni rządów w państwie. W swego rodzaju „błogiej nieświadomości” najtęższe umysły tego wielkiego, ponad dziewięciomilionowego ruchu pozostały do ostatnich minut: Owszem, przyszło mi do głowy - wspomina Karol Modzelewski – że władza nie będzie się przejmować prawem, ale do końca w to nie wierzyłem. Nasi prawnicy zapewniali, że ogłoszenie dekretu o wprowadzeniu stanu wojennego byłoby bezprawne – trwała przecież sesja Sejmu.


13 grudnia rano skończył się blisko 16-to miesięczny okres legalnego funkcjonowania „Solidarności”. Jeszcze poprzedniego dnia przed północą, można było wychwycić pierwsze symptomy wprowadzania stanu wojennego; o tym, że dzieje się coś nadzwyczajnego świadczyło choćby nagłe przerwanie programu telewizyjnego i radiowego, czy wyłączenie telefonów (zauważalne w całym kraju ruchy wojsk często nie robiły już na nikim większego wrażenia, gdyż nie był to w tym gorącym okresie jakiś ewenement). Wiadomość o „wojnie”, już rano, lotem błyskawicy rozniosła się po domach. Od godziny 6.00 telewizja nadawała odpowiedni komunikat. Stąd – co stało się już niemal anegdotą – o godzinie 9.00 na ekranach telewizorów zamiast oczekiwanego przez dzieci programu „Teleranek” można było co najwyżej oglądać twarz gen. Jaruzelskiego. Można było zresztą oglądać tę twarz w ciągu dnia wielokrotnie, albowiem pierwszy program telewizji (drugi, dotychczas istniejący – zawieszono) cyklicznie odtwarzał wystąpienie Generała z taśmy. Także w jedynym nie zawieszonym pierwszym programie radia, przemówienie informujące o „ukonstytuowaniu się” WRON i wprowadzeniu stanu wojennego powtarzano przez cały dzień.

Ten niecodzienny i – z dzisiejszego punktu widzenia, fascynujący – klimat  pierwszych godzin i dni Grudnia’81 odnajdujemy w prezentowanych poniżej wspomnieniach Krzysztofa Bińkowskiego – internowanego, wieloletniego działacza opozycji i „Solidarności” z Radomia z tzw. drugiej linii. Urodzony w 1958 r. w Radomiu, do 13 grudnia pracował na stanowisku ćwiekarza w tamtejszych Zakładach Przemysłu Skórzanego „Radoskór”. Był współpracownikiem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO), członkiem Konfederacji Polski Niepodległej (KPN) i wreszcie jednym z założycieli Komitetu Zakładowego NSZZ „Solidarność”.  Jego wspomnienia, to prosty i czytelny opis codziennej, własnej historii stanu wojennego. Bińkowski, jak wielu aktywnych i „niepokornych” członków „Solidarności”, bardzo szybko został aresztowany – 14 grudnia wywieziono go, wraz z kilkoma innymi związkowcami do kieleckiego więzienia na Piaskach. Przebywał w trzech tzw. ośrodkach odosobnienia – Łodzi, Łęczycy, Hrubieszowie. Pokrótce opisał tu swoje losy – stan wojenny z perspektywy działacza radomskiej opozycji.

12 grudnia 1981
Jak zwykle, poszedłem z samego rana na dyżur w Krajowej siedzibie KOWzP, który mieścił się w MKR NSZZ  „Solidarność” Ziemia Radomska przy ul. Moniuszki. Od dawna trwa strajk na WSI. Dzwonię, więc aby dowiedzieć się czy, nastąpiły jakieś istotne zmiany po zerwaniu rozmów przez specjalną rządową komisję? Ciągle zajęte. Po którejś z kolei próbie nagle słyszę w słuchawce głos: „tu wojewódzki komitet obrony, słucham?”. W pierwszej chwili pomyślałem, że przez pomyłkę nasza „telekomuna” połączyła mnie – jak to nie raz się zdarzało – z wojskowością. Odłożyłem słuchawkę i zakręciłem jeszcze parę razy, ale bez skutku. Zbliża się południe, a ja mam drugą zmianę w  Radoskórze. Piszę, więc na kartce, do której byłem na dyżurze i zamykam pokój krajowej siedziby KOWzP – a może już KOP. Właśnie w tych godzinach odbywa się posiedzenie KK, na które pojechali Jacek Jerz i Zdzisław Podkowiński, gdzie mają przedstawić propozycję I Krajowego Zjazdu KOWzP, który odbył się w Radomiu w dniach 21 i 22 listopada 1981 r. O zmianie nazwy właśnie na KOP.

W pracy nastrój podniecenia. Rozważamy obecną sytuację, która powstała na skutek ostatnich uchwał KC PZPR. Tadek – mąż zaufania na oddziale mówi, że w poniedziałek nie przyjdzie. Bierze urlop. Zmęczony i pełen najgorszych przeczuć wracam do domu około jedenastej  wieczorem. Jutro mam być o 8 rano na dworcu PKP. Jedziemy na akcję do Pionek.

Czekając na DTV oglądam  włoski film: „Święty Michał miał koguta”. Nagle, ni z tego ni z owego film się urywa w momencie, gdy więzień – włoski anarchista – wieziony łodzią do więzienia na jakiejś wyspie (If?) przymierza się do zepchnięcia wartownika do wody. Na ekranie ukazują się twarze wystraszonych spikerów i obwieszczają o zakończeniu programu.
W domu dezorientacja. Co jest grane? Włączam radio – właśnie leci hymn. Koniec programu!
Zdezorientowany, nic nie podejrzewając kładę się spać.

 13 grudnia 1981
Jest dziesiąta rano. Zaspałem. A więc Pionki odpadają. Włączam radio na UKF. Zaraz będzie „60 minut na godzinę” z Fedorowiczem i Kaczmarkiem. W głośnikach cisza. Nagle otwierają się drzwi. Wpada do domu mamusia. Była pod dworcem  na targu kupić kawałek mięsa na obiad.
– Wojna! – Mówi roztrzęsionym głosem – łapanki na mieście, rozbijają „Solidarność”!!!

Zimny pot mnie oblał. Ledwo dotarła do mnie ta wiadomość, gdy wtem rozległo się walenie do drzwi. Przerwaliśmy rozmowę i przez dłuższy czas się nie odzywaliśmy. Po jakimś czasie walenie do drzwi ustało. Pochowałem w pośpiechu, co ważniejsze rzeczy i ubrałem się ciepło – tak na wszelki wypadek. Za jakiś czas walenie do drzwi się powtórzyło. Ale i tym razem po pewnym czasie ustało. Zdziwiło mnie, że nie rozwalili drzwi.
Gdy uspokoiło się za drzwiami włączyłem radio. Wtedy właśnie po raz pierwszy usłyszałem skrót: „WRONA”. Nastawiłem RWE, które dysponowało wiadomościami o zniszczeniu siedziby „Mazowsza ”. Potem wyglądając spoza firanek przez okno ujrzałem „Żuka” Straży Pożarnej i SB-ków, którzy wybierali z sąsiedniego bloku związkowca.

Wyszedłem ze szwagrem na miasto. Ściany były już oblepione wronowskimi obwieszczeniami. Na niektórych z nich widniały domalowane hitlerowskie swastyki. Około trzeciej po południu wróciliśmy do domu. Zabrałem ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy i poszedłem do mieszkającej w pobliżu dworca ciotki Heli. Obawiając się aresztowania spędziłem u niej noc. Muszę być jutro w zakładzie – myślałem. Ktoś musi ruszyć ludzi, poderwać ich do protestu. Wieczorem napisałem pożegnalną (na wszelki wypadek) kartkę do rodziców.

 14 grudnia 1981
Jest piąta rano. Wyglądam przez okno. Zaczynają jeździć pierwsze autobusy i suki, coraz więcej suk. A więc MPK  nie strajkuje. Już wczoraj dowiedziałem się z BBC o aresztowaniu członków KK i Lecha Wałęsy. Ciosem dla mnie było radiowe przemówienie Prymasa Glempa. Junta skwapliwie wykorzystuje dwuznaczną postawę Kościoła. Puszczają, więc bez przerwy powtórkę tego wystąpienia. Prymas nawołuje do nie przerywania pracy. Zdaję sobie sprawę, że to mi jeszcze bardziej utrudni, lub wręcz uniemożliwi poderwanie ludzi.

Umówiłem się wczoraj z ojcem, żeby czekał na mnie przed drugą bramą i dał mi znak, czy na bramie stoi SB. Na umówione miejsce jednak nie docieram. Z daleka widzę patrole milicyjne zmierzające w moją stronę. Wchodzę, więc na zakład przez bliższą mi pierwszą bramę.
Wystarczyło kilka rozmów z kolegami abym zdał sobie sprawę, że nie ma nikogo na moim oddziale, na kim mógłbym oprzeć się przy organizowaniu ewentualnego komitetu strajkowego. Idę do mężów zaufania sąsiednich oddziałów. Umawiamy się, że zwołujemy zebranie na holu – palarni. Sam biegnę wokół taśmy montażowej i zwołuje zebranie swojego oddziału. W tym samym czasie, jak się później dowiedziałem, na hol weszli szef zmiany Pacyna i starszy mistrz, Wojciechowski oraz kilku innych mistrzów i brygadzistek z aktywu partyjnego. Jeszcze wszyscy ludzie  (w tym i ja) nie zdążyli się zebrać na holu a już kobiety zastraszone pokrzykiwaniami tych partyjnych pachołów zaczęły się rozchodzić do maszyn. Stanąłem w drzwiach hali i głośno zawołałem do kobiet, dlaczego tak łatwo dały się zastraszyć. Nie pomogły moje nawoływania i liczący około 200 kobiet tłumek powoli się rozszedł do maszyn. Próba zorganizowania strajku na naszej hali nie wyszła. Zabrakło po prostu jeszcze choćby kilku zdecydowanych ludzi, którzy by mi pomogli.

Poprosiłem Władka, aby za mnie popracował a sam poszedłem rozejrzeć się w sytuacji na innych oddziałach. Pod Komisją Zakładową stała grupka ludzi, sama zaś siedziba KZ była zaplombowana. Po rozważeniu sytuacji postanowiliśmy w kilka osób podjąć jeszcze raz próbę zorganizowania strajku na wydziałach „opracowania” i „gumowni”, gdzie pracowało więcej mężczyzn. Umówiliśmy się na jedenastą pod KZ-tem i rozeszliśmy na oddziały. Niestety, nie doczekałem się już tego spotkania.

Komisarz wojskowy, pułkownik Olszewski zadzwonił do majstra z poleceniem, aby mnie przyprowadził do niego na rozmowę. Było to już około dziewiątej, kiedy wszedłem do pokoju dyrektora Foremniaka. Wtedy tzw. „komisarz ludowy” zaproponował mi podpisanie „deklaracji lojalności” wobec WRON-u. Wyśmiałem go i wyzwałem od reżimowców itp. Niektóre z tych sformułowań, np. przyrównanie ich do dyktatora Salwadoru i Chile trafiły na salę rozpraw w oskarżeniach prokuratorskich. Olszewski zadzwonił na komendę MO, skąd podstawiono na zakład samochód. Po kilku minutach byłem już w KW MO na Kilińskiego.

Jesteście internowani – powiedział jakiś sb-ek i zaprowadził do celi, mieszczącej się w piwnicach komendy. Spotkałem tam Skroka z RWT, Wieśka Mizerskiego, Jędrzejewskiego, Waldka Jarockiego,Kazia Kowalczyka i dwóch innych. Po jakimś czasie wszystkich nas razem skuto w kajdanki i zapakowano do milicyjnej suki. Po około dwóch godzinach wjeżdżaliśmy w bramę kieleckiego więzienia na Piaskach. Spisano nasze dane, założono akta, zrewidowano i zaprowadzono do celi. Były to cele czteroosobowe. Okna tej, w której byłem, celi nr 130 na pierwszym piętrze wychodziły na śmietnik.

Sypał śnieg i trzymał ostry mróz. Po dwóch dniach przerzucono nas na  ostatnie piętro, na drugi koniec pawilonu pod celę bodajże 715. Zdołaliśmy przemycić ze sobą trochę różnych biuletynów. W pomieszczeniu, w którym trzymano nas w czasie spisywania danych znajdowało się sporo wszelakich biuletynów i książek. Razem z nami książki też aresztowano.
Na razie nie wiemy zupełnie nic o sytuacji w kraju. Z wyjątkiem tego, co podaje kołchoźnik: a więc o strajku w ZPT Teofilów koło Łodzi. Skądś wiemy, że w Gdańsku, w stoczni zawiązał się Krajowy Komitet Strajkowy z Krupińskim na czele. A przez kołchoźnik leci bez przerwy muzyka wojskowa oraz audycje o rocznicy PZPR. Słysząc przemówienie Bieruta ktoś żartuje, że jak usłyszymy jutro mowę Josifa Wiesiarionowicza no to będzie z nami koniec. Przemówienia Stalina jednak nie ma. Humory nam się poprawiają. U niektórych widoczne są pierwsze oznaki optymizmu. Kowalczyk – złotnik ze Skaryszewa, słynnego z końskich targów – myśli o wyjściu na święta Bożego Narodzenia.

Robert Spałek
Źródło: IPN


czwartek, 13 grudnia 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -