Blog > Komentarze do wpisu

-> Śmierć prezydenta

Każdy Polak, który choć trochę interesuje się historią swojej ojczyzny, zna Gabriela Narutowicza jako pierwszego polskiego prezydenta, który zginął w zamachu stanu 16 grudnia 1922 roku.

Mało kto jednak wie, że nie był on zwykłym politykiem. Był nieprzeciętnie zdolnym inżynierem, który w politykę wplątany został niejako przez przypadek. Gabriel Narutowicz urodził się 17 marca 1865 roku w Telszach na Litwie. Ukończył gimnazjum na Łotwie – w miejscowości Lipawa, po czym udał się na studia na Wydział Matematyczno-Fizyczny Uniwersytetu w Petersburgu. Niestety z powodów zdrowotnych nigdy ich nie ukończył. Rozpoczął jednak naukę na Politechnice w Zurychu, gdzie w 1891 roku otrzymał dyplom ukończenia uczelni. Do roku 1918 żył głównie inżynierią. Prace Narutowicza na temat elektryfikacji były nagradzane na międzynarodowych wystawach poświęconych nauce i technicznym innowacjom. Cieszył się on zatem szacunkiem środowisk uniwersyteckich oraz wszystkich właściwie instytucji zajmujących się publicznym budownictwem. Przyszły prezydent Polski znany był jako inżynier projektujący konstrukcje lądowe oraz – przede wszystkim – wodne. W tej ostatniej dziedzinie, a dokładniej w regulacji rzek i w budowaniu wodnych elektrowni, stał się takim specjalistą, że konsultowali się z nim inżynierowie z Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii czy Portugalii.  Jeżeli chodzi o kwestie polityczne, to określić można go raczej jako umiarkowanie zaangażowanego, lecz konsekwentnego społecznika, gotowego w momentach naprawdę istotnych do wzmożonej pracy na rzecz pewnej idei. W czasie I wojny światowej należał na przykład do Szwajcarskiego Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, który zajmował się głównie kwestowaniem na rzecz ofiar. Narutowicz, przebywając w Szwajcarii, aż do rewolucji w Rosji w 1917 roku nie mógł jednak osobiście odwiedzić swoich rodzinnych stron. Po pierwsze związany był z emigracyjną partią „Proletariat”, co dyskredytowało go w oczach ówczesnych rosyjskich władz, po drugie – pomagał Polakom ściganym przez carat. Gdyby przyjechał do Polski, natychmiast zostałby aresztowany. Rok 1918 zmienił wszystko... Wtedy to Ignacy Mościcki – sam będący bardziej naukowcem niż politykiem – otrzymał zadanie od ówczesnego ministra robót publicznych, aby pojechać do szwajcarskiego Zurychu i namówić przebywającego tam Narutowicza na powrót do niepodległego już kraju.


 Uznany i podziwiany inżynier zostawił swój warsztat i naukową codzienność po to, by działać na rzecz odbudowy państwa polskiego. Nowa praca była przypuszczalnie trudniejsza niż projektowanie elektrowni. Narutowicz na wszystko otrzymywał mocno ograniczony budżet, musiał kalkulować i lawirować między olbrzymimi kosztami, by inwestycje okazywały się trafne. Polska powstawała praktycznie od zera. W 1921 roku odbudowano 270 tysięcy budynków, naprawiono większość dróg i zbudowano nowe. Aby prace szły sprawniej, Narutowicz zmniejszył pion administracyjny z 3500 osób do 746. Tym samym okazał się zręcznym nie tylko budowniczym, ale i politykiem.

Zestawiając jego niekontrowersyjną osobowość oraz talenty organizacyjne i skromność z atmosferą, która towarzyszyła najpierw wyborowi Narutowicza na prezydenta, a potem okolicznościom jego śmierci, powiedzieć można bez żadnej przesady, że II Rzeczpospolita do demokracji nie dorosła. 16 grudnia 1922 prezydent został zastrzelony – zaledwie po kilku dniach sprawowania urzędu.

Zanim Eligiusz Niewiadomski, wspierający endecję fanatyk, zastrzelił Narutowicza, wysyłano do prezydenta liczne, anonimowe pogróżki. Komentarze, jakie ukazały się po jego nominacji w prasie prawicowej były niewyobrażalnie agresywne – nawet w porównaniu z czasami dzisiejszymi. Stanisław Stroński z „Rzeczpospolitej” sugerował by „usunąć tę zawadę” (czego później, jak stwierdzał kilkanaście lat po zamachu, bardzo żałował), a gazety endeckie wprost informowały, że odmawiają wszelkiego poparcia rządom powołanym przez prezydenta „narzuconego przez obce narodowości: Żydów, Niemców, i Ukraińców”. Narutowiczowi zarzucano przede wszystkim to, iż „nie jest Polakiem” (skoro rodzina jego pochodziła z Kresów, a życie spędził w Szwajcarii), że wybrany został głosami mniejszości, a przede wszystkim – że jest niewierzący. „Gazeta Poranna”, organ Narodowej Demokracji pozwoliła sobie nawet na słowa podburzające swoich czytelników do działania: „Jakieś ptasie mózgi urzędnicze biedzą się nad ceremoniałem objęcia władzy przez prezydenta Narutowicza... Ludność polska prowokacji tej nie zniesie... zamiast strumienia krwi, które widzieliśmy onegdaj, popłyną krwi tej rzeki”. Rzeki krwi nie popłynęły, natomiast ofiarą stała się pierwsza osoba w państwie.

Kula, która zabiła Narutowicza, przeznaczona była dla Piłsudskiego: według zabójcy była protestem przeciw polityce tego ostatniego. Piłsudskiego ochroniła osobista straż i fakt, że nie startował w wyborach prezydenckich. Zamachowiec znalazł inny cel.

16 grudnia przywitał późnojesiennym chłodem, potem się rozpogodziło. Znużony ostatnimi wydarzeniami, Narutowicz dzień zaczął konną przejażdżką. Potem w dobry nastrój wprawiła go wizyta Leopolda Skulskiego, byłego premiera i ministra spraw wewnętrznych. Ze Skulskim łączyły go ciepłe relacje z czasów prac w rządzie Witosa, które przeobraziły się w przyjaźń. Łączyła ich też pasja do polowania. Żegnając się z nim, Narutowicz – jakby tknięty niepokojem – powiedział mu, aby w razie niespodziewanych wydarzeń zaopiekował się jego dziećmi.

W 90. rocznicę tamtych wydarzeń dr Miłosz Hrycek na łamach najnowszego numeru "Tygodnika Powszechnego" przypomina historię zamachu na prezydenta Gabriela Narutowicza: Do Zachęty Narutowicz pojechał ze Stanisławem Carem, szefem swej kancelarii. Podczas jazdy dyskutował, zadowolony z bliskiego końca prac nad utworzeniem rządu. Żartobliwie martwił się, że przeciągnięcie się wystawy spowoduje wystygnięcie obiadu.

Do Zachęty dotarł tuż po dwunastej. W tłumie oczekujących stał Eligiusz Niewiadomski. Nie był osobą znikąd ani „narodowym siepaczem”, jak przedstawiała go potem prasa lewicowa. Był wykładowcą w Szkole Sztuk Pięknych Politechniki Warszawskiej, krytykiem i malarzem, związanym z endecją. Jego uczeń Antoni Słonimski opisywał go jako „sztywno chodzącą normalność”. Wyróżniał go brak poczucia humoru. Adam Pragier, poseł lewicy, mówił potem, że nigdy nie sądziłby, iż Niewiadomski byłby zdolny do takiego czynu.

Prezydenta powitały okrzyki: „Niech żyje Narutowicz!”. Na schodach czekał prezes Zachęty Karol Kozłowski. Udali się na pierwsze piętro, gdzie Narutowicz przeciął wstęgę i zaczął zwiedzanie. Towarzyszyli mu Kozłowski i premier Nowak. Narutowicz mówił, że lubi malarstwo, ale brak czasu ogranicza jego wizyty w Zachęcie. Stojąc tyłem do sali, oglądał obraz „Szron” Teodora Ziomka.

Nagle, jak wspominali świadkowie, dało się usłyszeć tłumiony trzask strzałów.

To Niewiadomski, przytknąwszy rewolwer do pleców Narutowicza, trzykrotnie pociągnął za spust.

Gdy pięć dni po zamachu Sejm i Senat wspólnie uczciły pamięć zabitego, marszałek Sejmu Maciej Rataj mówił: „I tym tragiczniejszą jest śmierć śp. Gabriela Narutowicza, iż wybrany na Prezydenta Rzeczypospolitej za pierwsze i za najważniejsze zadanie uznał łagodzenie tych walk i wprzęgnięcie wszystkich obywateli dobrej woli do pracy dla Państwa”. Marszałek Senatu Trąmpczyński cytował, co Narutowicz powiedział po objęciu urzędu: „Wymazałem z pamięci wspomnienia o tym, kto był ze mną, kto przeciw mnie; kto miał dla mnie słowa życzliwości, kto słowa zniewagi. Godzić trzeba i łagodzić walki, bo Państwo w potrzebie”. Rataj podkreślał, że po Narutowiczu spodziewano się, iż stanie się łącznikiem między stronami politycznego sporu, walczącymi bez pardonu już u progu Niepodległej.

Okazało się to niemożliwe.


Opracował Ryszard Zaprzałka

Źródło: internet


sobota, 15 grudnia 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -