Blog > Komentarze do wpisu

-> Maciej Stuhr - część II

 

Piotr Guszkowski: Rola w "Obławie" Marcina Krzyształowicza opowiadającej o ponurej rzeczywistości okupacyjnej. Długo oczekiwane „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego o odkrywaniu bolesnej tajemnicy dotyczącej relacji polsko-żydowskich z czasów II wojny światowej. Wreszcie najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego – korupcja i brudny światy policji. To przypadek czy świadomy wybór, że w najbliższym czasie zobaczymy Cię w filmach dotykających tak mocnych tematów?
Maciej Stuhr: Mocne tematy to jest dokładnie to, co przykuło moją uwagę podczas lektury wymienionych przez Ciebie scenariuszy – to, co mnie dzisiaj w kinie interesuje. Jeżeli mocny temat jest dobrze opracowany, dobrze napisany, ma dobre postaci, a ekipa realizacyjna daje cień nadziei na dobre sfotografowanie scenariusza, to wchodzę w taki projekt.

Szukałeś takiego bohatera jak Kondolewicz z "Obławy"? Chciałeś w ten sposób zerwać ze swoim wizerunkiem?
Zawsze szukam innego bohatera. Żaden aktor nie lubi grać bohatera, którego już zagrał, nawet jeśli zrobił to dobrze. Chce zaskoczyć widownię, udowodnić, że ma jeszcze coś do innego do pokazania. Więc oczywiście, gdy na horyzoncie pojawił się konfident – można powiedzieć szwarccharakter – dostał ode mnie od razu kilkanaście punktów do przodu.

Nie miałeś wcześniej okazji grania takich postaci.
Wiem, z jakich ról ludzie mnie kojarzą i za co mnie, mam nadzieję, lubią. Nie chcę im tego odbierać – dlatego też gram w "Listach do M.". Natomiast Kondolewicz w "Obławie" stanowił dla mnie wyzwanie i szansę pomyślenia, jak ja zachowałbym się, gdybym żył wtedy, w tamtych czasach. Aktorstwo jest sztuką wyobraźni. Więc próbuję sobie wyobrazić niejednoznaczną sytuację tej postaci. Czy poświęciłbym wszystko, co osiągnąłem – zwłaszcza jeżeli nie mam miłości ukochanej osoby – w imię walki o ojczyznę i ideałów? Scenariusz daje odpowiedź, że nie. Ale jeżeli nie, to co za tym stoi i jak to rozwinąć dalej – to są fascynujące tematy. Chciałem żebyśmy spróbowali jeśli nie zrozumieć, to przynajmniej zastanowić się, że nawet człowiek, którego musimy potępić za czynione innym zło, ma jakieś swoje racje. Nie urodził się zły. Został wpuszczony w tragiczną machinę historii, z którą nie umiał sobie poradzić. Tak, jak podejrzewam, ponad dziewięćdziesiąt procent społeczeństwa w tamtym straszliwie trudnym czasie.

Co czujesz widząc siebie na ekranie w roli, chyba można tak powiedzieć, obleśnego człowieka?
Obleśnego, tak. Miałem z tym pewien problem. Naprawdę trudno mi było patrzyć na scenę łóżkową z Sonią Bohosiewicz – chyba pierwszy raz w życiu poczułem wstyd w stosunku do tego, co widziałem na ekranie. Z drugiej strony pojawia się też ogromna satysfakcja, że nie podaję ludziom landrynki, tylko coś, co przynajmniej na chwilę poruszy ich w fotelach.

Gdy oglądałem "Obławę", nasuwały mi się skojarzenia z kinem Smarzowskiego. Nie tylko z "Różą", ze względu na Marcina Dorocińskiego czy podobny czas akcji, ale przez sposób opowiadania o polskich sprawach w ogóle.
Być może dlatego te filmy wydają się podobne, że w Polsce dojrzało pewne pokolenie, które zaczyna znowu wracać do traumatycznego okresu II wojny światowej. Nagle widzimy, że to, na czym wychowaliśmy się w dzieciństwie – na "Czterech pancernych" i serialu o Hansie Klosie – przedstawiało rzeczywistość daleką od prawdy. To nie mogło tak wyglądać, wojna musiała zbrukać prawie każdego. Z tą myślą się zmierzyć, to jest lekcja na przyszłość.

 

Podobna myśl przebija się z "Pokłosia".
Obawiam się, że to wina mojego reżysera i dyrektora teatralnego Krzysztofa Warlikowskiego, który też często grzebie w trudnych kwestiach. Rozmowy z nim i przygotowywane wspólnie spektakle uwrażliwiły mnie bardzo na ten temat. "Obława" i "Pokłosie" poruszają tematy, o których naprawdę sporo ostatnio myślałem. Oczywiście z jednej strony to historia, trzeba żyć dalej, mamy inną Polskę i nie powinniśmy się tym wszystkim przejmować. Jednak natrętnie powraca myśl, kim ja bym wtedy był. Co bym zrobił z tym karabinem, z tymi Niemcami, z Żydami. Z tym domem, który stoi pusty, a ja nie mam gdzie mieszkać. Czy bym tam wszedł, czy nie? Obawiam się, że pewnie bym wszedł. I co bym zrobił, gdyby Żyd nagle wrócił. To są straszne pytania. Myślę, że po tych sześćdziesięciu latach coś sprawia, że możemy zacząć o tym tak na serio myśleć.

Te rozważania to właśnie wynik lektury scenariuszy?
Zacząłem o tym myśleć, gdy studiowałem psychologię. Przeczytałem o dwóch słynnych eksperymentach – eksperymencie więziennym Philipa Zimbardo z podziałem na katów i więźniów oraz eksperymencie Stanleya Millgrama z rażeniem prądem niewinnych ludzi, dotyczącym kwestii posłuszeństwa wobec autorytetów. Statystyka jest przeciwko nam. Człowiek musi uświadomić sobie, jak bardzo jest słaby. W obliczu tak totalnych szaleństw jak wojna, musi się poddać. Konfrontując się z tą przerażającą wiedzą i nie chcąc się oszukiwać, nie można z tym żyć spokojnie.

Od początku myślałeś o połączeniu psychologii z aktorstwem?
To był mój wybór od początku. I to był dobry wybór. Wydaje mi się, że mam w swoim życiu fajne połączenie: miałem studia psychologiczne i wiedzę, którą dostałem, teraz będąc aktorem i pracując z artystami, możemy wspólnie poprzez sztukę przetwarzać to i dawać ludziom do myślenia.

"Obława" została bardzo dobrze odebrana na festiwalu w Gdyni. Całą ekipę nagrodzono oklaskami, jednak Ciebie publiczność w Teatrze Muzycznym przyjęła zdecydowanie najcieplej. Publiczność w Gdyni Cię lubi, zresztą nie tylko tutaj, a Ty lubisz przyjeżdżać na ten festiwal?
Lubię. Przyjeżdżam prawie co roku, głównie po to, żeby oglądać filmy, co jest oczywiście trudne w obliczu rosnącej grupy reporterów. Kawałek życia już tu spędziłem. Poprowadziłem parę razy galę, i było miło. Pokazałem w Gdyni w zasadzie wszystkie filmy, które nakręciłem. Raz przyjmowano je lepiej, raz gorzej. Te wspomnienia rosną. Jednak lubię ten festiwal nie dlatego, że można się napić wódki, tylko dlatego, że lubię oglądać polskie filmy. Ludzie nie są głupi. Jak ktoś przyjeżdża się lansować, to jest traktowany inaczej. Jak ktoś przyjeżdża oglądać filmy i zrobi dobrze swoją robotę, to dostaje cieplejsze oklaski. Fajnie, że tak jest. To ważne.

Źródło: ONET.PL


 

sobota, 08 grudnia 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Łukasz Maciejewski

    Zawsze pamiętam że jestem z Tarnowa. To punkt odniesienia dla wszystkich moich podróży. Filmoznawca, krytyk filmowy i teatralny. Prominentny Obywatel Tarnowskie

  • -> Anna Radwan

    Z cyklu znani i nieznani… Aktorka urodziła się w artystycznej rodzinie. Córka dyrygenta Józefa Radwana. Po czternastu latach nauki w szkole muzycznej wybr

  • ->Patrycja Nowak

    Z cyklu znani i nie znani… Scenarzystka, na stałe współpracuje z telewizją TVN. Autorka książki dla dzieci "Klątwa dżina", współautorka tekstu "Generacja"



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -