Blog > Komentarze do wpisu

-> Ferdo! Ty perło kryminału! Ty będziesz w niebie!

Historia ks. Ferdynanda Machaya, kapłana, który za polskość zapłacił najwyższą cenę…

„Jedziesz uwolnić się z doczesnej powłoki” – usłyszał młody ksiądz Ferdynand Machay od współwięźnia, gdy opuszczał mury krakowskiego więzienia przy Montelupich. W słowach tych nie było cienia groźby czy szyderstwa. Były raczej wyrazem szacunku, jaki przez okres dzielenia celi, Machay pozyskał; szacunku i przyjaźni, która zasługuje na prawdę. On sam nie przejmował się tym zbytnio. Wiedział, że przy jego nazwisku zapisano już wyrok śmierci – przyjął to z właściwą sobie pokorą i to, co mu miało pozostać z ziemskiego czasu, postanowił wykorzystać wedle swego powołania –tak, jak na to pozwolą wojenno – więzienne warunki.

Przyszedł na świat 9 grudnia 1914 roku na pięknej orawskiej ziemi. Jego rodzina nie była bogata, natomiast dobrze znana z pobożności, która zaowocowała dwoma powołaniami kapłańskimi – małżeństwo Ferdynanda, ojca, i Weroniki Machay doczekało się dwóch synów – księży, Ferdynanda i Alojzego. W rodzinnej wsi, Jabłonce, ukończył szkołę podstawową, zaś w Gostyniu wybrał gimnazjum prowadzone przez Filipinów. Tam zetknął się z tym zakonem po raz pierwszy i być może w przyszłości, po zdaniu matury w nowotarskim liceum im. Seweryna Goszczyńskiego, wpłynęło na decyzje o wstąpieniu do Kongregacji Oratorium im. Św. Filipa Neri w Tarnowie.

Do popularnych „Filipininów” trafimy bez trudu udając się na ulicę Piłsudskiego. Nic nie zmieniło się od czasów Ferdynanda Machaya, którego „tarnowskie” życie koncentrowało się wokół kościoła oraz klasztoru i Diecezjalnego Seminarium Duchownego. Tam w 1933 roku rozpoczął studia, a trzeba powiedzieć, że nauka nie sprawiała mu problemu i oprócz arkusza najwyższych ocen otrzymywał pochwały jako „dobry kleryk, wzór dla kleryków diecezji”. Po pięciu latach nauki był już przygotowany do pełnienia roli kapłana i z długo wyczekiwaną radością w czerwcu 1938 roku z rąk biskupa Franciszka Lisowskiego przyjmował święcenia. Miał teraz przed sobą krótkie wakacje. Nie mógł wówczas jeszcze wiedzieć, że są to ostatnie beztroskie chwile, spędzone ze szczęśliwą matką i ojcem, po dopiero co przebytych prymicjach.

Z wrodzonym spokojem i żądzą pracy duszpasterskiej wracał jednak do Tarnowa, do klasztoru Filipinów. Nie minęło kilka dni, kiedy wybuch drugiej wojny światowej dał świeżo upieczonemu księdzu okazję do wypełniania swego powołania. Z drugiej strony los wystawił go na pierwszą próbę – praca w tarnowskim szpitalu podczas kampanii wrześniowej była ciężka i wymagała wielkiej wiary. Do szpitala trafiali tak Polacy, jak i Niemcy.
Już „pod koniec września nie było go wśród rannych, dowiedziałam się, że został aresztowany”, wspominała jedna z harcerek pomagających wówczas ochotniczo w opiece nad rannymi.

Z innych wspomnień wiemy zaś, ze ksiądz Machay jako ochotnik, w szpitalu pracował praktycznie nieustannie, bez przerwy. Starał sie ulżyć w cierpieniach fizycznych rannych, ale z drugiej strony nie zapominał o swoim podstawowym zadaniu – pocieszeniu duchowym. Nietrudno było tę gorliwość kapłana zauważyć, a dla niektórych owa dobroć wydała się zbyt duża.

 

Do aresztowania Machaya przyczynił się niemiecki konfident, który pod pozorem potrzeby spowiedzi, podając się za polskiego żołnierza, przeprowadził z księdzem rozmowę na temat bieżącej sytuacji w kraju, która dokładnie przekazał do gestapo… Dodatkowym pretekstem do aresztowania Machnaya okazała się ucieczka ze szpitala polskiego oficera. O pomoc w akcji został oczywiście posądzony młody ksiądz, który – czego wszyscy byli świadkami, starał sie każdemu, niezależnie od narodowości pomóc i w tym wypadku, pomógł „za bardzo”. Te dwa „dowody” wystarczyły do aresztowania. Gestapowcy dotkliwie pobili Machnaya przy przesłuchaniu i tymczasowo, na kilkanaście dni, osadzili w tarnowskim wiezieniu.

Z końcem października 1939 roku był już w krakowskim więzieniu przy Montelupich. „Od razu zdobył sobie zaufanie i miłość wszystkich. Pełen wiary, gorący patriota, od razu zabrał się do nawracania tych, którzy utracili wiarę w Boga lub istnienie Polski. Nigdy nie skarżył się na swój los, ani nie upadał na duchu, przeciwnie, zawsze był wesoły, pogodny, jakby w najlepszych warunkach” – w ten sposób wspominali księdza Machaya towarzysze niedoli.

Po kilkumiesięcznym pobycie w krakowskim wiezieniu, na wiosnę 1940 roku, okazało się że nie będzie to ostateczne miejsce pobytu księdza Machaya. Wywieziono go do wiezienia w Nowym Wiśniczu. Opuszczając srogie mury przy Montelupich, towarzysze żegnali go ze smutkiem, jedni cieszyli się, że może zostanie uwolniony, inni wiedzieli, ze przewiezienie oznaczać może śmierć. Na pożegnanie usłyszał: „Ferdo! Ty perło kryminału! Ty będziesz w Niebie”.


Nowy Wiśnicz okazał się więzieniem cięższym. Znęcanie się nad więźniami było na porządku dziennym, a strażnicy upodobali sobie bicie niektórych osadzonych, w tym księdza Machaya, ciężkim pękiem żelaznych kluczy. Wielkim marzeniem księdza Machaya było odprawienie mszy świętej dla więźniów w kościele znajdującym się  w obrębie wiśnickiego więzienia (utworzono je w dawnym klasztorze). I taka obietnica ze strony więziennego kierownictwa się pojawiła. Była to ogromna radość dla wszystkich, i dla Machaya, i dla pozostałych: „Cicha radość ogarnęła więźniów. Wszyscy znajdujący się w celi, po kryjomu w nocy wyspowiadali się przed dwoma współwięźniami – księżmi: Ferdynandem Machayem i Michalskim z Katowic, oczekując ranka. Obietnica okazała się jednak jedynie podłą drwiną – msza nie tylko się nie odbyła, ale w zamian Niemcy urządzili sobie para pogańską zabawę, usypując potężny stos złożony z ławek, ołtarzy i innego drewnianego urządzenia kościoła, na szczycie zatykając kukłę wyobrażającą katolickiego kapłana. Wszystko to podpalono, a kościół wkrótce całkowicie rozebrano. Aktu bestialstwa dopełniały tortury i morderstwa więźniów.”



I te wydarzenia ksiądz Ferdynand Machay jeszcze przetrwał, choć właśnie wówczas doznał najokrutniejszego z dotychczasowych pobić, by później „nocy tej, wezwany przez dyżurującego oddziałowego, wraz z 9-cioma innymi współwięźniami opuścić obóz, opuścić na zawsze”.

Przebieg tych zdarzeń znamy dokładnie z wspomnień świadków oraz wieści, które rozeszły się wśród miejscowej ludności, rozpuszczone przez pijanych esesmanów. Tym razem pretekstem do egzekucji miała być ucieczka z wiezienia Żyda o nazwisku Krzykacz. Kara była prosta – w zamian za uciekiniera, dziesięciu więźniów miało ponieść śmierć.

Pośród nich pięciu Polaków i pięciu Żydów: sędzia Władysław Bobilewicz, prokurator Andrzej Łada-Bieńkowski, porucznik Jerzy Liban, przewodniczący Związku Powstańców Śląskich Józef Kania, uczestnicy bitwy o Górę Świętej Anny w czasie powstań śląskich, dwaj bracia Jan i Ryszard Pistulowie, dziennikarz z dawnej Czechosłowacji (najprawdopodobniej z Czech) Jiri Kränzler, duchowny ks. Ferdynand Machay oraz Bernard Wachs i kupiec Izaak Unger.

5 czerwca 1940 roku, strażnicy zabrali więźniów do pobliskiego jaru, tam klęczący nad wykopanymi dołami, zginęli od strzału z broni palnej.

Agata Żak  (Gazeta Krakowska)


środa, 12 grudnia 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt

Komentarze
Gość: Peter Osgood, 62.29.173.*
2012/12/12 13:02:03
Na zdjęciu jest nie ten Machay o którym jest tekst


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -