Blog > Komentarze do wpisu

-> Do shopu, hej, pasterze!

W grudniu najfajniejsze jest to, że zawsze w końcu przychodzi. Że mniej więcej w jego połowie zaczyna dzwonić telefon, w którym odzywa się to samo od lat pytanie: "a co pan sądzi o komercjalizacji Świąt?". Przyzwyczaiłem się już do tego, podobnie jak do mych bezskutecznych corocznych apeli do rodaków, by z czci dla Dzieciątka nie mordować w perwersyjny sposób karpi i do tego stopniowanego aż do dwudziestego czwartego grudnia do punkt siedemnastej napięcia, świętego zgęstnienia czasu, po którym to zgęstnieniu już około trzynastej dnia następnego człowiek z przejedzenia przestaje już widzieć nie tylko żłóbek, ale i zarys nie tylko półmisków, ale i bliźniego. I tak, coraz bardziej lubię komercjalizację Świąt. Swoją rolę odgrywa tu już chyba starość. Kiedyś byłem bożonarodzeniowym talibem, gotowym zabić każdego, kto obkładał je kolejnymi kompletnie niereligijnymi obyczajami. Dążyłem do formy czystej, dopóki nie dotarło do mnie, że nie ma sensu ściganie się z aniołami, że na zawsze pozostanę obciążonym (obdarowanym) genealogią człowiekiem.

Z pogodnym uśmiechem przyjmuję dziś więc fakt, że tak jak dwa tysiące lat temu przyjście Pana ogłaszali nam pasterze uznawani wówczas za postaci moralnie podejrzane, dziś czyni to mniej więcej od końca każdego listopada (poprzez nieśmiertelne "White Christmas") dżentelmen znany między innymi z intymnych schadzek z kolegami w toaletach Beverly Hills. Nie kłuje mnie w oczy całoroczny dział bożonarodzeniowy w londyńskich delikatesach Fortnum and Mason, odkryłem, że szał promocji da się mądrze wykorzystać niekoniecznie kupując wszystko jak leci tylko dlatego że jest tańsze i w ten sposób przed samymi Świętami nie stracić ducha (i zdrowia). Z roku na rok widzę też, że po pierwszych potransformacyjnych latach, gdy choinka służyła do tego by pod nią wyrównywać naszym bliskim wszystkie możliwe niedobory lat komunizmu, chyba nie tylko ja zaczynam odnajdować się we wstrząsającym dla mnie kiedyś wywiadzie jakiego udzieliła bodaj "Vivie" Nelly Rokita, wyjaśniając z właściwym sobie brakiem pretensji, że ona kupuje Jankowi pod choinkę skarpety i mydło, a on odwdzięcza się jej czymś równie symbolicznym acz pełnym romantycznej troski.

Coraz mężniej daję sobie radę z faktem, że Boże Narodzenie obchodzimy w dniu w którym Rzymianie czcili narodziny Słońca Niezwyciężonego, że prezenty to też ich zwyczaj z Saturnaliów, ze choinka obwieszana dobrami to nieudolnie chrystianizowane pogaństwo w wersji czystej, podobnie jak dwanaście potraw, łuski karpia, gadające zwierzaki, ba - nawet to puste miejsce przy stole, które od zawsze w słowiańskich domach przeznaczone było dla duchów, a zanim człowiek na nim usiadł musiał ducha zdmuchnąć, żeby go nie wkurzyć.

Z każdym rokiem coraz wyraźniej dociera chyba do mnie, że te wszystkie nieudolne próby stworzenia ram do przeżycia bliskości z tymi, którzy są obok to w istocie odblaski tego, o czym to Święto jest i czego wszystkim naszym rozczulającym podrygom nie uda się nigdy zasłonić. W społeczeństwie utarło się, że Boże Narodzenie to święta rodzinne (bo Wielkanoc to już jednak bardziej, kościelne, religijne). Cieszy nas (co ciekawe - niewierzących też, choć hipotetycznie) fakt, że to nie my idziemy teraz do Boga, to Bóg przychodzi do nas. Ale mniej, że tak dosadnie zaskakuje nas bliskością z Sobą. Przez tysiące lat człowiek coraz intensywniej wpatrywał się w niebo, by w Betlejem nagle poczuć rękę Boga na swoim ramieniu.

 Sytuacja na tyle przerosła wszystkich, że przy żłóbku mamy Izajaszowego woła i osiołka (symbolicznych rzecz jasna), którzy w przeciwieństwie do Izraela, "który na niczym się nie zna i niczego nie rozumie", "rozpoznają swego Pana i żłób swego żywiciela", a później - nawet po niespełna czterdziestu latach - nie jest to w stanie dotrzeć nawet do najbliższych Jezusa (poza Jego Matką). Cokolwiek z tego czego doświadczyli zaczynają "kumać" wcale nie wtedy, gdy na ich oczach dzieją się Jezusowe cuda, a dopiero gdy ich zakute umysły oświetli Duch Święty.

Boga komunikującego się z człowiekiem przez bliskość, a nie przez chmurne słowa,  strasznie ciężko zmieścić w głowie. Po pierwsze dlatego, że Bóg - Prawodawca, stojący na dystans jest łatwiejszy w obsłudze. Szef nie wymaga tyle zachodu co przyjaciel, żona, mąż. Po drugie jest na kogo zrzucić odpowiedzialność za wszystko, czego się nie rozumie, już nie bije się pięściami w powietrze. Po trzecie ów bliski, cielesny Bóg to ryzyko, że za chwilę wyrośnie, nauczy się mówić, wyjdzie ze żłóbka i zechce wejść nam do pracy, do sypialni, do publicznego życia. Słońce jest fajne, ale nie może być zbyt blisko, bo spali. A że to słońce w Betlejem staje się lampką nie przestając być Słońcem (paradoks Boga - człowieka)? W boskość Jezusa jesteśmy skłonni wierzyć, wciąż dramatycznie - będę to powtarzał do bólu - nie mamy narzędzi do obsługi jego człowieczeństwa. I związanej z nim bliskości.

Z przyjściem na świat Jezusa modlitwa przestaje być krzykiem skierowanym w górę, całe ludzkie życie zaczyna być modlitwą. To zdanie z pewnością może stać się źródłem ciężkiej paranoi dla tych, którzy noszą w sobie wciąż "wiarę demoniczną", którzy Boga po prostu się boją (Pismo mówi: "demony też wierzą i drżą"). Nie umiem jednak wyobrazić sobie jak jeszcze Bóg mógłby przekonać człowieka, że to z czym przychodzi W CIELE to owszem, Prawda, ale przede wszystkim właśnie wspominana tu przeze mnie obsesyjnie bliskość. Że nie czyha na nich, a chce ich szczęścia w kuchni, w filharmonii, również w łóżku. W CIELE, w duszy, w życiu, w śmierci, w zmartwychwstaniu. Że od tej pory człowiek nigdy nie będzie już zostawiony sam sobie, że te pieluszki w które zawijano małego Jezusa (na co zwróciła moją uwagę s. dr Judyta Pudełko) to wypisz wymaluj te chusty, które pozostawi po sobie w pustym grobie. Jako pierwszy z nas nie da w nich uwięzić ani ciała ani duszy. Urodziny przestaną być wreszcie zapowiedzią końca, dwoje ludzi decydując się na relację nie będzie musiało bać się oczywistego faktu, że któreś z nich kiedyś umrze pierwsze.

 O tym właśnie jest teraz moje Boże Narodzenie. Czy Bóg mówi też przez muzykę? Ciepło świec przy wigilijnym stole? Troskę o prezenty? Dobrą rozmowę? No jasne. To wszystko cenne ślady, tropy, echo. Tego, kto chce za nimi iść, zawsze doprowadzą do Człowieka, z którym zbuduje się bliską relację na całe życie, również to po śmierci. Tych, którzy nie chcą, też nie pozostawi jednak bez niczego. Pozwoli wziąć relaksującą, dwudniową, kąpiel w baśni. Na zdrowie.

Szymon Hołownia
Źródło: stacja7.pl





sobota, 22 grudnia 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -