Blog > Komentarze do wpisu

->„Pod lekkim napięciem”

To tytuł wystawy – wydarzenia, fotokolaży Andrzeja Dudzińskiego, otwartej w ramach Festiwalu ArtFest w piątek 30 listopada w Centrum Sztuki Mościce. Ten światowej sławy artysta świętował w Tarnowie czterdziestolecie pracy twórczej.  Nowy cykl obrazów cyfrowych artysty tworzą wielkoformatowe cyfrowe kolaże, przedstawione w klasycznej formie tryptyku. Prace po raz pierwszy prezentowane są na tarnowskim Festiwalu. A tak rekomenduje je sam mistrz „Dudi” - „W odróżnieniu od tradycyjnego kolażu, gdzie artysta wykorzystuje fragmenty nie swoich prac, materiałem wyjściowym każdej kompozycji są moje fotografie oraz elementy graficzne mojego autorstwa. Sposób ich wykorzystania ma na celu znalezienie przestrzeni pomiędzy fotografią a obrazem. Cykl jest zwieńczeniem moich wieloletnich poszukiwań polegających na użyciu materii fotograficznej jak materii malarskiej."

Andrzej Dudziński za początek swojej pracy twórczej uważa rok 1972 (stąd obecny jubileusz)- rok powrotu z Londynu i rozpoczęcie stałej współpracy ze „Szpilkami”, a potem „Literaturą”, „Kulisami” i „Polityką”. W latach 1970 - 72 artysta mieszkał w Londynie, współpracując z pismami undergroundu. Po powrocie do Polski szybko ustalił swoje nazwisko między innymi dzięki Dudiemu - rozczochranemu ptakowi, kontestującemu socjalistyczną rzeczywistość. Jego prace publikowały czołowe pisma polskie. Ponadto Dudziński projektował plakaty teatralne i filmowe, pisał (wspólnie z żoną, Magdą Dygat ) i ilustrował książki dla dzieci, projektował scenografie teatralne i czołówki filmowe, współpracował z radiem i telewizją i wystawiał swoje prace w czołowych galeriach. W 1977 roku Andrzej Dudziński został zaproszony na Międzynarodową Konferencję Grafików w Aspen, Kolorado. Po przyjeździe do Stanów postanowił zamieszkać w Nowym Jorku. Podjął współpracę z czołowymi pismami amerykańskim, w tym: The Atlantic Monthly, The Boston Globe, Newsweek, The New York Times, Playboy, Rolling Stone, Vanity Fair, The Washington Post i Time. Zarazem współpracuje z wieloma pismami europejskimi, Korzystali z jego współpracy: AT&T, Conde Nast, IBM, Deutche Telekom i Royal Bank of Scotland. W latach 1982-1990 Dudziński wykładał w Parsons School of Design w Nowym Jorku. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, grafiką prasową i fotografią. W 1999 roku zaczęła się stała współpraca Andrzeja Dudzińskiego z Galerią Miejską w Tarnowie, której dyrektor, Bogusław Wojtowicz, był kuratorem wielu znaczących wystaw artysty w kraju i zagranicą. To powszechnie lubiany Boguś wymyślił przed laty ArtFest, a teraz kiedy nie ma go już wśród nas nosi on jego imię. W 2001 roku Sopot nadał Andrzejowi Dudzińskiemu tytuł Honorowego Obywatela. W roku 2002 zaczyna serię obrazów cyfrowych. W 2007 roku TVP Kultura nadaje „Niedzielę z Andrzejem Dudzińskim". W lutym 2008 roku TVP 2 emituje film dokumentalny pt: „Dudi", w reżyserii Małgorzaty Łupiny, ukazujący sylwetkę i działalność artystyczną Andrzeja Dudzińskiego. W kwietniu 2009 nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazał się "Mały alfabet Magdy i Andrzeja Dudzińskich". Obecnie reżyseruje film animowany „Zwariowany kawałek czegoś", współfinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. I chociaż najnowsza ekspozycja prac Andrzeja Dudzińskiego nosi nieco przewrotny tytuł  "pod lekkim napięciem", to napięcie towarzyszące jej mościckiemu otwarciu sięgało zenitu…


Tym bardziej, że piątkowy wernisaż muzycznie oprawili prawdziwi maestro - muzycy z Fanfara Kalashnikov pochodzący z północno-wschodniej części Rumunii – Mołdawii, będącej prawdziwym eldorado muzyki na instrumenty dęte. Ich muzyka jest nowoczesną interpretacją starej tradycji bałkańskiego grania na instrumentach dętych blaszanych – speed brass. Wykonują tradycyjną muzykę cygańską w bałkańsko-orientalnym stylu z wyraźnym wpływem jazzu i funku. W dźwiękach, które usłyszeliśmy w czasie koncertu można było rozpoznać m.in. polkę, flamenco, walca, bossa-novę, muzykę klezmerską, zagrane z zacięciem jazzowym i bałkańskim temperamentem. Krytycy muzyczni określają zespół mianem „najdzikszych trąbek”, a ich koncerty porównywane są do muzycznego trzęsienia ziemi. Muzycy Fanfara Kalashnikov już jako dzieci brali udział w tradycyjnych uroczystościach rodzinnych podglądając popisy instrumentalne lokalnych muzyków. Jednak jako zespół uformowali się dopiero pod koniec lat 90. Ich wcześniejsze koncerty, ze względów politycznych, miały nieoficjalny charakter. - „Nasza muzyka jest naszą bronią”- muzycy ciągle to powtarzają. Kiedy Fanfara Kalashnikov trąbią na tubach, rogach i trąbkach w 240 uderzeniach na minutę, jest to nie tylko świętowanie kultury praojców, ale i uwolnienie 40 lat państwowego ucisku. Kto by wtedy nie tańczył na stołach?” Repertuar grupy przypomina twórczość Gorana Bregovicia, z tym zastrzeżeniem, że to on sporo czerpał z ich tradycji. Od lat Fanfara Kalashnikov jest gwiazdą wielu imprez i festiwali w Europie. Zespół wystąpił jako horda wampirów w wideoklipie Und Frauen Männer berlińskiej kapeli punkowej Panda. Nagrywali wspólnie z zespołami – Rupa and the April Fishes z San Francisco, legendą muzyki ska z Nowego Jorku – Vic’kiem Ruggiero i bałkańską gwiazdą R’n'B Miss Platinum.

 

O nowej wystawie Andrzeja Dudzińskiego tak pisze Jakub Woynarowski:

Według słynnej dewizy Leonarda da Vinci, w każdej plamie na murze dostrzec można „głowy ludzkie, rozmaite zwierzęta, bitwy, skały, morza, chmury, lasy i inne podobne rzeczy". Aby w dobrze znanym kształcie otaczającego nas świata dopatrzyć się fragmentów innej rzeczywistości, konkret musi przez chwilę stać się dla nas abstrakcją, wolną od wszelkich skojarzeń. Tą ścieżką podąża niewątpliwie Andrzej Dudziński, tworząc cykl fotokolaży „Pod lekkim napięciem", stanowiący rodzaj efemerycznego szkicownika, łączącego taszystowski gest malarza z czujną obserwacją codzienności w jej drobnych, ale niezwykłych przejawach. Intermedialne działania Dudzińskiego ujawniają zarówno temperament zbieracza osobliwości, niepokornego surrealisty, jak i konceptualisty, traktującego obrazy niczym litery alfabetu, które odpowiednio zestawione mogą tworzyć całe wyrazy i zdania. Wyrwane z kontekstu fragmenty miejsc, słów i zdarzeń zdają się układać w nowe komunikaty, dowodząc zarazem, iż granica między tym co uważamy za „artystyczną" i „nieartystyczną" sferę życia, jest bardzo cienka. Medium niewątpliwie sprzyjającym tego rodzaju subtelnym „przesunięciom" jest fotografia. Podejście Andrzeja Dudzińskiego do procesu rejestracji rzeczywistości przywodzi na myśl niektóre z wczesnych realizacji Zdzisława Beksińskiego, który pod koniec lat 50-tych szanse rozwoju fotografii jako dyscypliny artystycznej upatrywał w abstrakcji, a przede wszystkim w zestawach fotograficznych. Według koncepcji Beksińskiego każda kompilacja tego rodzaju stanowić miała montaż obrazów, przypominający zamrożoną w czasie sekwencję filmową. Od filmu jednak odróżniałoby ją to, że wszystkie składniki wpółistnieją na równych prawach i odczytywane są przez widza w sposób symultaniczny. „Elementy te sąsiadując ze sobą, mogą potęgować nawzajem swoją wymowę, mogą też na skutek wzajemnego oddziaływania na siebie mówić zupełnie coś innego niż zawierają same, coś szerszego i głębszego. Wszystko tu zależy od wyboru autora." - pisze Beksiński. W tym ujęciu praca współczesnego fotografa bliska jest postawie artysty lub kuratora, poruszającego się w kosmosie „obiektów gotowych". Teoretyk fotografii André Rouillé wskazuje nawet na bezpośrednią paralelę między „chemią" fotografii a symboliczną „alchemią" readymade. „Z chwilą gdy przedmiot został wybrany i zarejestrowany, w fotografii przekłada się on na obraz, a w przypadku readymade zamienia się w dzieło sztuki" - zauważa francuski badacz. Andrzej Dudziński jako miejski flaneur i nieortodoksyjny kolekcjoner widoków, rozsadza sztywne ramy kategorialnej przynależności napotkanych obiektów. Jego fotograficzne kompozycje – podobnie jak wcześniejsze asamblaże i książki utrzymane w duchu silva rerum - stanowią współczesną emanację idei dawnych gabinetów osobliwości. Nowożytne wunderkamery, jako obrazy „świata w miniaturze", z założenia sprzyjały przenikaniu się różnorodnych dziedzin poznania. Tym, co scala efemeryczne kompozycje Dudzińskiego, są „znalezione" sentencje, zapożyczone wprost z tablic ostrzegawczych, wyznaczających granice publicznej przestrzeni. Paradoksalnie słowa, które pierwotnie miały dzielić rzeczywistość na sferę „dozwoloną" i „niedozwoloną", w interpretacji artysty okazują się poetyckim spoiwem, łączącym ogień z wodą. Symboliczną kropkę nad „i" stawia tu własnoręcznie sam autor, który za pomocą zamaszystego gestu rysunkowego przekreśla - i tak umowną - linię demarkacyjną między poszczególnymi segmentami kompozycji. W konsekwencji tego gestu części składowe każdego poliptyku zlewają się w jednolite obrazy, a te z kolei - dialogując ze sobą w przestrzeni wystawy - ulegają scaleniu w jeden widok, mieniący się różnorodnością form i znaczeń.


 A tak o Dudzińskim pisali m:
Estetyka Dudzińskiego pozwala nam jako koneserom na zasmakowanie w goryczy sytuacji. Może jest piękno w żółtawym niebie, poezja w wirującym wokół ziemi śmietniku. Dudi zaraża mnie obsesją innego świata, pieśnią jutra pozwalającą na pozbycie się bezpłodnego żalu za przeszłością. I to właśnie jest pociechą gdy tęsknię za tak zwanym Rajem Utraconym. Dudi nie wpada w euforię i nie każe patrzeć przez różowe okulary. Dodaje odwagi niezbędnej do wyobrażenia sobie niedoskonałości jako wartości estetycznej. Wskazuje, gdzie można dziś odnaleźć l'art vivant. I tak już za kilka lat, Dudi stanie się miarą doskonałości naszych czasów.
Roland Topor

Dudziński jest prawdziwym oryginałem, nie dającym się zaklasyfikować. Odznacza się niewiarygodną precyzją graficzną, dzięki której wszystko mu uchodzi.
Graham Vickers

Andrzej Dudziński zawsze lekceważył sobie wszelkie konwencje. Cała jego twórczość składa się głównie z prób uchwycenia jakiejś idei poetyckiej, ulatniającej się natychmiast wraz z biegiem myśli. Prościej o Dudzińskim można powiedzieć, że jest on zdumiewającym artystą, wykształconym na Rodczence i Majakowskim, Schwittersie i Maxie Ernscie, Pollocku i Twomblym, Haussmanie i Heartfieldzie, Carpaccio i Valdés Lealu... Jest mistrzem pedagogiki spojrzenia o absolutnej pewności wyniku. Jest manipulatorem, katalizatorem, akuszerem znaku. By go określić, trzeba by wyczerpać słownik. Jest człowiekiem nieuchwytnym. Nie przez nieobecność, lecz przez nadmiar. Gniewny i żartujący, śmiertelnie poważny i beztrosko wyluzowany. Dudziński nigdy nie zastanawiał się czy jest grafikiem, ilustratorem, czy artystą. Na tym bowiem polega jego geniusz, geniusz przełamywania barier, mieszania gatunków, obalania wszelkich hierarchii.
Gilles de Bure

Sztuka Dudzińskiego nie należy do żadnego kierunku, choć oczywiście można znaleźć jej antenatów: surrealistów, taszystów, ekspresjonistów. Ale artysta nie czerpie świadomie z każdego nurtu po trochu, jest instynktownym spadkobiercą tradycji stuletniej nowoczesności - ma ją przecież w „rozumie", czyli w pamięci i świadomości.
Tyle w zakresie techniki i metody postępowania. Jednak decydujące dla formy jego prac jest podejście artysty do sztuki. Nie uważa za właściwe narzucanie jej jakichkolwiek rygorów kompozycyjnych - wie, że dopuszczona do głosu jego osobowość zastąpi każdy wykalkulowany system, i to z lepszym skutkiem. Jeszcze 20 lat temu podobna dezynwoltura byłaby nie do przyjęcia przez krytykę, a tym bardziej widownię. Ale współczesna, postmodernistyczna kultura dopuszcza wszystkie chwyty i gardzi stylem. Lubi wizje postawione na głowie. Z tego ducha powstało malarstwo Dudzińskiego.
Monika Małkowska

Powiedziano kiedyś, że twórczość Andrzeja Dudzińskiego, znanego również jako Dudi, istnieje gdzieś na granicy między abstrakcją a sztuką przedstawiającą. Można także powiedzieć, że artysta chodzi po cienkiej linii między sztuką czystą a stosowaną. Ale te etykietki nie mają dla niego znaczenia. Niczym linoskoczek balansuje ponad swym niezwykle szerokim polem działalności rysowniczej. Kieruje się własnym wyczuciem i idzie do przodu - unikając z jednej strony pułapek elitarnego estetyzmu, z drugiej - komercyjnego przypochlebiania się. To chodzenie po linie może wydawać się łatwe, ale w rzeczywistości wymaga odwagi. Niektórzy sądzą, że jest zbyt niebezpieczne i nalegają, żeby zeskoczył na jedną lub drugą stronę. Ale taki artysta jak Dudziński, który szukał inspiracji zarówno u Saula Steinberga, jak i u Giovanniego Belliniego, nie będzie przecież zainteresowany tak oczywistym rozwiązaniem. Więc niestrudzenie idzie naprzód. Jak każdego linoskoczka, Dudzińskiego najbardziej interesuje lina - linia, po której idzie. Jego linia jest bezbłędna, czy to w pełnym detalu portrecie Prousta, wykonanym w tuszu dla Book Review „New York Timesa", czy w strojącym miny Pokraku, rysowanym tępym ołówkiem, czy w dziko ekspresyjnych uderzeniach pasteli na szarej kopercie, czy wreszcie w zdjęciu przedstawiającym wyszczerbione brzegi stłuczonej szyby.
 David Ebony


Opracował -  Ryszard Zaprzałka
Zdjęcia - Paweł Topolski



wtorek, 04 grudnia 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

  • -> Cztery kobiety - cztery nie - pokoje...

    Zupełnie wyjątkowy charakter miał ostatni w tym roku wernisaż w Galerii Miejskiej BWA, zlokalizowanej pod znanym wszystkim miłośnikom sztuki adresem czyli dworc

  • -> Najstarsze istniejące...

    Tarnów ma najstarsze w Polsce muzeum diecezjalne. Placówkę założył w 1888 r. ks. Józef Bąba. W ten sposób uratował wiele bezcennych dzieł. Muzeum mieści się prz



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -