Blog > Komentarze do wpisu

-> Sercem pisana

Kawiarnia to spotkanie, którego się sobie nie wyznacza, ale na które się przychodzi. Scilicet: Spotkanie nie tylko z innymi, ale i jedyna możliwość swobodnego spotkania z samym sobą, jedyna możliwość przyjścia do siebie…

Ukazała się właśnie drukiem niezwykła książka – „Kawiarnia Tatrzańska. Życie towarzyskie Tarnowa XIX – XX”. Jej autor Antoni Sypek jest chyba jednym z ostatnich, co tak poloneza wodzi… Ta iście sarmacka opowieść utkana jest z osobliwego, galicyjskiego widzenia świata, którego już nie ma… To serdeczny postój pamięci znakomitego autora. Rzecz smakowita w każdym calu, prawdziwy literacki majstersztyk. Dziś się już tak nie pisze. Antoni Sypek opisując życie towarzyskie Tarnowa XIX i XX wieku, za pomocą wyrafinowanych językowych asocjacji, przeplatających się melodii i fraz, składni i świadomej kreowanej staroświeckości zaprasza nas w sentymentalną podróż po starym Tarnowie, oglądanym  z okien Kawiarni Tatrzańska. Snując wielopokoleniową sagę rodziny Kudelskich przywraca nam naszą galicyjską tożsamość, daje poczucie dumy z naszej małej Ojczyzny. A zna ją i opisuje od lat, jak nikt. Podobnie, jak mistrz Antoni o swoim ukochanym Tarnowie, o sprawach muzyki niegdyś pisywał niezrównany, nieżyjący już od dawna inny mistrz słowa Jerzy Waldorf. Ta sarmackość i galicyjskość to swoisty znak jakości (Q) literackich dokonań Antoniego Sypka. „Kawiarnia Tatrzańska. Życie towarzyskie Tarnowa XIX – XX wieku” to bodaj najlepsza z jego książek. I jak wydana! To prawdziwe edytorskie cacko, które na zamówienie Kawiarni Tatrzańska powstało w Wydawnictwie Millenium w Dębicy Przeczytałem ją jednym tchem i nadal wertuję, smakując poszczególne rozdziały, dotykając miejsc, które są także moje. To również mój Tarnów, moja Tatrzańska z lat durnych i chmurnych... A tak mówi o swoim dziele autor - Piszę w tej książce nie tylko o najstarszej tarnowskiej kawiarni. Piszę o innych kawiarniach, cukierniach, hotelach, o miejscach, gdzie najintensywniej toczyło się w dawnym Tarnowie życie towarzyskie. Przy okazji pojawiają się ludzie, tarnowianie z krwi i kości. Każda bez wyjątku postać, może za kilkoma incydentami bez znaczenia, jest postacią z krwi i kości, postacią historyczną. Podobnie, jak większość zdarzeń. Oczywiście, w wielu miejscach dodaję fabułę, wymyślam rzeczy, które mogły się wydarzyć, ale nie mamy na to żadnych dowodów. Z tego też względu nie jest to naukowa monografia, a jedynie książka historyczna. Książka powstała na zamówienie rodziny Kudelskich, właścicieli kawiarni i cukierni Tatrzańska. W ten sposób spełniło się moje marzenie napisania książki o przyjemnych miejscach dawnego Tarnowa. Dlatego też pragnę podziękować serdecznie Janowi Kudelskiemu za mecenat, bez którego nie byłoby tej pozycji. Pragnę podziękować wielu osobom, ale wymienienie ich w tym miejscu zajęłoby dużo miejsca. Nie mogę jednak pominąć Marka Tomaszewskiego. Jego zbiór starych widokówek Tarnowa jest imponujący. Użyczył bez chwili wahania swoje skarby do powstającej monografii, podobnie jak Muzeum Okręgowe w Tarnowie, z którego zbiorów także korzystamy. Bez ich pomocy książka byłaby z pewnością uboższa. Uroczysta promocja dzieła miała miejsce we wtorek 20 listopada oczywiście w ukochanej przez A. Sypka „Tatrzańskiej” gromadząc znakomite grono gości, przyjaciół autora i wiernych czytelników jego książek. Honory domu pełnił, a jakże, sam właściciel lokalu mistrz Jan Kudelski, któremu towarzyszył stały bywalec jego kawiarni Jan Nowicki, znakomity aktor i przyjaciel Tarnowa. Poniżej biogram naszego autora i wstęp do jego dzieła, za udostępnienie którego serdecznie dziękujemy.

Antoni Sypek ur. 1946 roku w Tarnowie. Absolwent I Liceum Ogólnokształcącego im. K. Brodzińskiego w Tarnowie i Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. Nauczyciel i pedagog. Historyk, biografista, genealog. Autor m.in. takich pozycji monograficznych jak: Karol Kaczkowski (Tarnów 1990); Dzieje Bursy św. Kazimierza w Tarnowie (Tarnów 1991); Jakub Bojko z Gręboszowa (Tarnów 1993); Szkoła Męska im. M. Kopernika w Tarnowie (Tarnów 1994), Energetyka Tarnowska (Tarnów 1997); III Liceum Ogólnokształcące 1897–1997 (Tarnów 1997); Miejska Kasa Oszczędności w Tarnowie (Tarnów 1998); I Liceum Ogólnokształcące im. Kazimierza Brodzińskiego w Tarnowie (Tarnów 2001, wyd. II rozszerzone 2009); Szkoła Podstawowa im. K. Hoffmanowej 1853–2003 (Tarnów 2003); Przewodnik po Starym Cmentarzu cz. I (Tarnów 1991); Przewodnik po Starym Cmentarzu cz. II ( Tarnów 1994); Przewodnik po Starym Cmentarzu cz. III (Tarnów 2000); Alejami Starego Cmentarza w Tarnowie (Tarnów 2005); 100 lat energetyki tarnowskiej (2010); Dzieje Szpitala Starego w Tarnowie 1835–2010 (Tarnów 2010). Opracował także monografie m.in. Stowarzyszenia Elektryków Polskich Oddział w Tarnowie (Tarnów 2000); Polskiego Zrzeszenia Inżynierów i Techników Sanitarnych Oddział w Tarnowie (Tarnów 2002) i wiele innych. Bardzo osobista i nostalgiczna książka pt. Mój Tarnów doczekała się dwóch wydań (2005 i 2007 r.) Autor kilkuset genealogii rodzin tarnowskich. Założyciel (1993) i urzędujący prezes Komitetu Opieki nad Starym Cmentarzem w Tarnowie. Organizator corocznych kwest na rzecz ratowania zabytkowych nagrobków na Starym Cmentarzu. Animator kultury i wiedzy o Tarnowie i regionie. Autor kilkuset artykułów i reportaży z zakresu historii miasta i regionu na łamach prasy tarnowskiej, regionalnej i krajowej. Członek wielu stowarzyszeń.  Autor wielu audycji radiowych i telewizyjnych, w których propagował historię miasta i regionu. Od 1996 roku prowadził w Tarnowskim Centrum Kultury lekcje historii Tarnowa i regionu dla młodzieży szkół średnich Tarnowa pt. Mała Ojczyzna. Cykl ten wysłuchało ponad 5 tysięcy młodzieży. Działacz społeczny i kulturalny, samorządowy. Radny miasta Tarnowa w kadencji 2002-2006, przewodniczący Komisji Kultury i Sportu Rady Miasta Tarnowa. Przez szereg lat członek Komisji Młodzieżowej Oddziału Tarnowskiego PTTK, propagator turystyki górskiej i krajoznawczej. Członek założyciel Tarnowskiego Towarzystwa Kulturalnego.

 

Wstęp

Książka jest o najstarszej kawiarni w Tarnowie założonej w 1859 r. Przez ponad 150 lat znajduje się w jednym i tym samym miejscu: na placu Sobieskiego. Zmieniali się tylko jej właściciele. Kawiarnia od 1938 roku nazywa się Tatrzańska. Stała się cząstką historii Tarnowa, ba rzeczą tak cenną i drogą tarnowianom jak góra św. Marcina, kamieniczki przy Rynku, katedra i ratusz, park Strzelecki, pomniki tarnowskie. Stała się dobrem, o które trzeba dbać jak o coś drogiego i kochanego. W książce piszemy także o innych kawiarniach, cukierniach, hotelach. Wokół nich toczyło się życie towarzyskie i kulturalne Tarnowa ostatnich bez mała dwustu lat. Kawiarnia nasza stawała się drugim domem, ale bez jego lokatorów. Do kawiarni przybywali ludzie samotni lub narzekający na nadmiar przyjaźni i miłości. Emeryci i w sile wieku, w średnim przedziale czasu swojego żywota. Urzędnicy i ludzie wolnych zawodów, inteligencja i kupiectwo, filozofowie z bożej łaski i profesura miejscowych szkół, cyganeria. Ściągała ich magia tego miejsca, autonomia, jaką te salki i stoliki czy kanapki dawały. Autonomia od realnego świata za szybami kawiarni. Chwila, która przedłużała się w godziny i pozwalała na zatopienie się w swoich myślach. Zasłonięcie płachtami gazet na wiklinowych imadłach separowało od pozostałych klientów. Innych ściągała atmosfera światowości. Owi usłużni pikolacy, płatniczy i nieustannie obecny właściciel kawiarni, będący zawsze do usług, gotowy na wysłuchanie nawet najintymniejszych zwierzeń, mający ucho na osobiste dramaty i dylematy sztamgastów (stałych bywalców), czy też zwykłych klientów. I ten szmer delikatny, te rozmowy toczone półgłosem, zgrzyt wagoników tramwajowych skręcających w ulicę Wałową.

Dyskretne podmieniania pustych szklaneczek z wodą przez nic nie komentujących pikolaków, podmieniających tak dyskretnie, aby gość nie myślał, że pora się wynosić, bowiem filiżanka z kawą stoi już pusta. Wielu tarnowian z elity miasta bywało przecież często we Lwowie, Krakowie czy w dalekim Wiedniu. Gościło w tamtejszych kawiarniach. Tarnowska niczym nie ustępowała tym światowym, no może jedynie wielkością sal. Wizyta w kawiarni Breitseera czy jego następców stała się swoistym rytuałem, pasującym prowincjusza na światowca. Z czasem stała się owa tradycja legendą, tak, że w latach zepsucia naszej kawiarni, legenda owa ożywiała z czasem i nowych klientów, nowe pokolenie gości kawiarnianych.

 

Legenda trwa. Upłynęło ponad półtora wieku od założenia kawiarni Breitseera. Przez te lata wystarczyło wyznaczyć sobie spotkanie pod kawiarnią, wszyscy wiedzieli, o jakie miejsce chodzi. Była w centralnym punkcie miasta. Stąd rozchodziły się ulice we wszystkie strony galicyjskiego Tarnowa: na Targową i Zabłocie, na Wałową w stronę Grabówki, na Katedralną do Rynku i na Pilzneńską Bramę, Różaną na przedmieście Strusiny i w stronę Klikowej, zaś cesarską ulicą Krakowską na Strusinę, słynną swoimi mieszkańcami i dziewczętami. Blisko kawiarni sunęły po szynach tramwaje łącząc plac z odległymi miejscami. Trotuarem obok kawiarni przez blisko dwa wieki spacerowali dorośli, starcy, młodzież gimnazjalna, zakochani, łobuzeria. To było corso tarnowskie. Nic dziwnego, że kawiarnia miała tylu klientów, nie można było nie wstąpić do niej. Pierwsza wizyta w kawiarni, pierwsza mała czarna nobilitowała i wprowadzała w świat dorosłych, tak było do niedawna.

W czasach stalinowskich odebrano kawiarnię rodzinie Kudelskich, następców Breitseera, Raucha, Delekty, Skolimowskiego. Wydawało się, że będzie koniec nie tyle kawiarni, co mikroświata, który tam był. Przez pół wieku kawiarnia była upaństwowiona, zmieniło się pokolenie, i o dziwo, nadal ściągała śmietankę i elitę Tarnowa. Czasy się zmieniły, obyczaje również, wiek goszczących zaniżył się o kilkanaście lat. Mimo to kawiarnia przy placu Sobieskiego ma tę nostalgiczną, niewytłumaczalną na zdrowy rozum, nutę. Nadal wchodząc do niej znajdujemy się we własnym świecie, takim, jaki sobie wybraliśmy. Nie ma już sztamgastów, nie ma gazet, ale jest coś, co pozostało z XIX wieku – owa atmosfera święta, gościnności, jakiegoś luksusu na miarę naszych kieszeni. Nawet, jeśli nie znamy jej historii, czujemy się tutaj u siebie, nadal przychodzimy do siebie, a nie do kawiarni. Tak najkrócej można wytłumaczyć ową legendę.

Kawa do Europy trafiła ze wschodu, z imperium Ottomańskiego. W Turcji już pod koniec XVI wieku otwarto pierwszy dom kawowy. W Europie podobne domy otwarto we Włoszech na początku XVII wieku. Pierwszym narodem, który z picia kawy uczynił coś więcej niż zwyczaj byli Anglicy. We Francji w przeddzień Rewolucji 1789 roku było ponad 2 tys. kawiarni. Do Rzeczypospolitej kawa trafiła w XVII wieku z Turcji i szybko się upowszechniła na dworach szlacheckich i wśród magnatów. W XVIII wieku picie kawy w Polsce stało się powszednie wśród szlachty. Pierwsza kawiarnia została założona w Warszawie w 1736 roku. W cesarstwie austriackim historia kawy i kawiarni rozpoczęła się po bitwie pod Wiedniem w 1683 roku. Wówczas za zasługi poniesione w wojnie z Turcją król Jan Sobieski postanowił wynagrodzić swojego szpiega Jerzego Kulczyckiego. Ten szlachcic-obieżyświat rodem z Sambora, znał dobrze Turcję i jej obyczaje, gdyż spędził tam wiele lat. Z opuszczonego przez pokonanych obozu mógł wybrać dowolny łup. Jego wybór był zaskoczeniem dla króla i otoczenia. Wziął kilkaset worków z ziarnami kawy. Początkowo sądzono, że są to worki z paszą dla wielbłądów. Kulczycki znał jednak doskonale przeznaczenie ziaren. W 1683 roku otworzył pierwszą w Wiedniu kawiarnię Pod Błękitną Butelką, w której podawał kawę. Parzona po turecku nie przypadła do gustu wiedeńczykom. Wobec tego Kulczycki dodał do kawy mleko. Trafił w samo sedno. Odtąd kawa z dodatkiem mleka lub śmietanki stała się ulubionym napojem wiedeńczyków. W połowie XIX wieku Wiedeń był miastem setek kawiarni, w których podawano ten napój, z dołączonym do filiżanki ciasteczkiem i szklaneczką wody. Kawiarnie wiedeńskie stały się wkrótce wzorcem dla europejskich kawiarń, zaś kawa po wiedeńsku na różne sposoby została przyjęta przez całą
Europę.


Kawiarnie wiedeńskie, a następnie paryskie, londyńskie i inne, stały się miejscem spotkań towarzyskich, spotkań z kawiarnią, jej atmosferą, miejscem, w którym inteligencja, bohema artystyczna, ludzie samotni, zamożne mieszczaństwo, czuli się jak u siebie. Jednakże prawdziwy
rozwój kawiarń datuje się od chwili, kiedy pojawiły się w niej czasopisma i dzienniki jako wyposażenie lokalu. Wówczas narodził się nowy rodzaj klienta, zwany z austriacka stammgastem. Można go było spotkać w kawiarni codziennie, o stałej godzinie, zasłoniętego płachtami dzienników krajowych i zagranicznych, celebrującego małymi łyczkami ulubioną kawę. Sztamgaści tworzyli atmosferę, koloryt, byli jakby przypisani do ukochanego lokalu. Oczywiście w kawiarni podawano inne napoje, alkohole, herbatę, proste śniadania, zakąski, kanapki, wreszcie ciasta.

Oto jak pisał o nich znakomity historyk miasta Lwowa Franciszek Jaworski w swojej książce pt. Lwów stary i wczorajszy: W kawiarnianych mrokach żyją całe grupy ludzi, tworząc charakterystyczną i specjalną publiczność, żądną ruchu nerwowego i oddechu Europy, co wionie ze szpalt zadrukowanej bibuły, spragnionego plotek wielkiego miasta, a przede wszystkim życia błyskotliwego na falach drgającego światła, w arabeskach dymu, wśród nawoływań kelnerów.
Pisał dalej: Kawiarnia stała się dziś instytucją prawie, że społeczną, miejscem neutralnym dla schadzek ludzkich.
Fritz, sławny płatniczy w legendarnej wiedeńskiej kawiarni Cafe Museum tak opisał jej atmosferę. Wiedział, co mówi, całe życie spędził w tym przybytku.
Kawiarnia to spotkanie, którego się sobie nie wyznacza, ale na które się przychodzi. Scilicet*: Spotkanie nie tylko z innymi, ale i jedyna możliwość swobodnego spotkania z samym sobą, jedyna możliwość przyjścia do siebie.
I jeszcze jeden cytat ze wspomnień Józefa Mayena, autora przepięknych wspomnień o kawiarniach Lwowa międzywojennego:
Tutaj (w kawiarni Roma – przyp. A. S.) w ciągu jednego popołudnia siedzą wszyscy przy wszystkich niemal stolikach, wszyscy ze wszystkimi i o wszystkim mówią i żyją życiem jednej wielkiej, obgadującej się nawzajem, a jednak bez siebie wyżyć nie mogącej rodziny. Tu wszyscy przychodzą do siebie. Ale aby przyjść nie jak do siebie, lecz aby istotnie móc przyjść do siebie samego; aby być tak sam na sam z sobą, jak się samotnym i bliskim sobie bywa tylko w towarzystwie kochanki – trzeba nie dla innych i nie do innych przychodzić, lecz dla Romy i do Romy wyłącznie. I nawet widząc jej wady, trzeba ją kochać zrównoważoną, bezpretensjonalną, wyrozumiałą miłością, taką, jaką się – faute de mieux** – kochać zwykło własną, legalną żonę, ongiś może gorącą kochankę lat młodzieńczych, a dziś dobrą zapobiegliwą, przyzywyczajeniową towarzyszkę życia; trzeba być jej wiernym, by tym ochotniej się jej sprzeniewierzyć i nieuchronnie znów do niej powracać.

Przygotował - Ryszard Zaprzałka
Fragmenty książki oraz fotografie udostępnił autor.
Zdjęcia - Paweł Chwał



czwartek, 22 listopada 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -