Blog > Komentarze do wpisu

-> Rosjanie pohańbili naszych bliskich…



Rosjanie po katastrofie smoleńskiej zachowywali się skandaliczne. Pierwsze ofiary zidentyfikowane zostały kilka godzin po katastrofie. Był wśród nich prezydent Lech Kaczyński, którego ciała musieli strzec oficerowie BOR, bo Rosjanie chcieli je wywieźć. Nie wiadomo dokąd. Ciało polskiego prezydenta Rosjanie przewozili w skandalicznych warunkach – na odkrytej platformie zdezelowanej ciężarówki. Robili zdjęcia ciała prezydenta, które niedawno opublikowali w internecie. Z ciałami innych ofiar obchodzono się jeszcze gorzej – leżały brudne w błocie albo na foliowych workach. Kilka ofiar zostało okradzionych przez rosyjskich żołnierzy. Równie źle Rosjanie przeprowadzali sekcje i identyfikacje. – Nikt tego nie sprawdzał. Na kanapie wśród tych worków siedziało trzech typków. Coś pili, jedli kanapki z kiełbasą, a potem wstawali i pakowali do trumien. Nikt ich nie pilnował. Nie widziałem też polskich prokuratorów, którzy dopilnowaliby tego pakowania. Nie wiem, czy ktoś pilnował, jak ciała były wkładane do worków – ujawnił Dymitr Książek, polski lekarz, który był w Moskwie. To, jak obchodzono się z ciałami, wyszło na jaw po przeprowadzonych w Polsce ekshumacjach i sekcjach. W workach z ciałami są śmieci, gałęzie i ziemia. Wewnątrz zwłok polscy lekarze znajdowali kawałki brudnej gazy, niedopałki papierosów, nity z poszycia samolotu, gumowe rękawice. W głowie Anny Walentynowicz (†81 l.) nawet rękaw marynarki ! Jak mogło do tego dojść? Polscy lekarze nie byli obecni przy sekcjach zwłok. Mało tego, podczas zamykania trumien nikt nie sprawdzał, czy w danej trumnie jest ciało wskazane w dokumentacji. „Wyglądało to tak: każda trumna miała numer i tabliczkę, ciała były zapakowane w worki, na górze leżała dokumentacja. Sprawdzaliśmy, czy dokumenty pasują do numerów” – zeznawali zgodnie żołnierze, lekarze i dyplomaci.

Zostały wątpliwości i pytania

Z siostrą Marią Ślipek ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa Sacré Couer w Tarnowie, uczestniczącą w procesie identyfikacji ofiar katastrofy pod Smoleńskiem w kwietniu 2010 roku, rozmawiała Dorota Jucha.

Wiadomość o katastrofie rządowego samolotu dotarła do Polski w sobotni poranek 10 kwietnia 2012 roku. Siostra była wtedy na terenie Rosji, kilkaset kilometrów od miejsca zdarzenia. Jak tam zareagowano na te informacje?
Przez bardzo długi czas pracowałam w Moskwie, najpierw w latach 1993-1999, a potem 2002 – 2012. Wróciłam do Polski cztery miesiące temu. Ostatnie dziesięć lat pracowałam wśród Polonii, zajmując się między innymi katechizacją dorosłych, umożliwiając im kontakt z językiem polskim. Z placówki w Moskwie zaczęłam dojeżdżać co sobotę i niedzielę do Tweru. To tam dotarła do mnie informacja o katastrofie. Dzięki telewizji satelitarnej mogliśmy śledzić kolejne wiadomości. Pierwsze reakcje trudno zdefiniować. To może nie tyle był koszmar, co ból i smutek. I pytanie dlaczego, czemu to zdarzenie ma służyć. I zaraz też rozdzwoniły się telefony od Rosjan, którzy składali nam wyrazy współczucia, mówili, że są z nami w tej trudnej sytuacji. To, co mnie wzruszyło, to ludzie przychodzący do kościoła i przynoszący kwiaty w takim spontanicznym geście. W niedzielę obok ogrodzenia kościoła paliły się świece, leżały kwiaty. Wróciłam do Moskwy. Tu we wspólnocie dało się odczuć żal i smutek, i jakąś niepewność. Odprawiono mszę w intencji ofiar, w moskiewskiej katedrze złożono sporo kwiatów. Ogrodzenie wokół polskiej ambasady też było obłożone kwiatami. We mnie samej pojawiło się pytanie, co ja mogę zrobić. Mogę ofiarować modlitwę. I z taką myślą poszłam spać.

To w Moskwie poproszono siostrę o pomoc w związku z katastrofą. Jakie były oczekiwania?
Zadzwoniła jedna z sióstr zakonnych z informacją, że i siostry, i księża z parafii jadą do Zakładu Medycyny Sądowej w Moskwie, by przygotować tam ołtarz i miejsce do modlitwy. Zapytano mnie, czy nie chciałabym w tym uczestniczyć. Zgodziłam się. Już w drodze jeden z księży zapytał mnie, czy w razie takiej potrzeby zgodzę się pomóc jako tłumacz. Odparłam, że nie jestem zawodowym tłumaczem, ale jeżeli będzie potrzebna pomoc, to oczywiście, po to tu jestem. Na miejscu pozytywnie zaskoczyła nas duża życzliwość i chęć pomocy ze strony Rosjan, od ochrony po personel pomocniczy, lekarzy. Salę, która miała być kaplicą, przygotowaliśmy bardzo szybko. Już w międzyczasie poproszono mnie, by pomóc w tłumaczeniu rozmów z bliskimi osób, które zginęły w katastrofie. Do Moskwy przyleciały rodziny z Polski, by zidentyfikować ciała swoich bliskich. Na parterze były takie dosyć duże pomieszczenia, w których w moskiewskich szpitalach można zebrać się na pogrzeb. Tam dokonywano identyfikacji ciał.


Jak przebiegał sam proces rozpoznawania ciał?
Rodzinom wyjaśniano, że będzie przy nich prokurator, tłumacz, psycholog, że na początek chodzi o zdobycie od rodzin informacji o poszczególnych ofiarach katastrofy, co może ułatwić rozpoznanie ciał. Rodziny przywiozły ze sobą zdjęcia, jakieś pamiątki. W takim wywiadzie rodzinę dopytywano o cechy bliskich, znaki szczególne, jakieś blizny, ślady po operacjach, w co byli ubrani, co mogli mieć ze sobą, może kolczyki, zegarek, pierścionek, inne rzeczy osobiste, dokumenty. Ważna była każda informacja. Strona rosyjska też miała ze sobą sporo materiałów, informacji i zdjęć, ale nie wiem skąd i jak to było organizowane. Zapewne były to także zdjęcia z miejsca katastrofy. To była już taka próba wstępnej identyfikacji.

Czyli tu zaczynał się ten etap identyfikacji, w którym już bezpośrednio uczestniczyli bliscy ofiar katastrofy?
Tak. Konkretne rodziny typowano do rozpoznania konkretnych ciał. Nie było to przypadkowe. Do tych pomieszczeń wprowadzano po kilka rodzin dopiero w momencie, gdy były jakieś pierwsze informacje, że to może być ktoś z ich bliskich. I systematycznie przywożono kolejne ciała z pomieszczeń w podziemiach, wprowadzano kolejne rodziny. Ja osobiście uczestniczyłam w identyfikacji trzech osób. Pierwsze ciało było trochę poobijane i pozszywane. Mężczyzna został rozpoznany przez swoją żonę. Ważne okazywały się często rysy twarzy, chociaż to też bywało mylące, bo po takiej katastrofie te rysy mogły zostać mocno zniekształcone. Rozmawialiśmy z rosyjskimi lekarzami, którzy mówili nam, że w przypadku takiej katastrofy to są sekundy – następuje potężne uderzenie i może się zdarzyć, że głowy niektórych osób będą całkowicie rozbite. I z takim przypadkiem też się zetknęłam. Tu było trudniej dokonać identyfikacji, ale chyba też się udało. Były też tylko fragmenty ciała do identyfikacji. Wtedy przykrywano je prześcieradłem, ale były w nim otwory i można było zobaczyć nogę, bok, rękę. Jeżeli były jakieś znaki szczególne na tych fragmentach, to przez te otwory było je widać. Identyfikacji w jednym takim przypadku dokonywał bratanek tej osoby. Na podstawie fragmentów ciała stwierdził, że nie ma wątpliwości, do kogo należą. Proponowano mu wykonanie badań genetycznych, ale mówił, że badanie niczego nie wykaże, bo jego pokrewieństwo z ofiarą jest zbyt dalekie.

Co dalej działo się z ciałami już rozpoznanymi?
Jeżeli ciała zostały zidentyfikowane, umieszczano przy nich tabliczki z nazwiskami. Potem ciała wkładano do worków foliowych, a następnie do wewnętrznej, metalowej trumny, dokładano czasami jakieś rzeczy należące do danej osoby, zakrywano i spawano wieko. A potem to wszystko zamykano w drewnianej trumnie przygotowanej do transportu do Polski. Tym zajmowali się polscy żołnierze. Na trumnach przybijano tabliczki z nazwiskami.


Z jakimi reakcjami ze strony bliskich ofiar siostra się spotkała?
Czasem lekarze radzili, by nie oglądać zwłok, uprzedzali, że to może być trudne dla bliskich. Wiedzieli, w jakim stanie są ofiary katastrofy. Oczywiście, byli gotowi podać środki uspokajające, udzielić innej pomocy. Czasem ktoś z bliskich reagował głośnym płaczem, ktoś inny był w szoku, dla kogoś jeszcze innego to zobaczenie ciała okazywało się jakąś ulgą, okazją do pożegnania. Do kaplicy ludzie przychodzili zwykle już po identyfikacji ciał. Niektórzy modlili się w ciszy, inni prowadzili jakiś dialog z tymi, którzy już nie wrócą.

Teraz na jaw wychodzą błędy przy identyfikacji, planowane są kolejne ekshumacje ofiar katastrofy. Informacje o pomyłkach były dla siostry zaskakujące?
Sam proces bezpośredniej identyfikacji ciał trwał tylko dwa dni. Powiedziano nam, że to, co można było zidentyfikować, zostało takiej weryfikacji poddane właśnie w tym czasie. A potem to już będzie bardzo trudno określić, do kogo należy ciało czy nawet jego fragmenty, szczątki. Krewni ofiar wyjechali wtedy z Moskwy, a dalsze identyfikacje miały być oparte o badania. Dziś jestem trochę zaskoczona informacjami chociażby o pani Annie Walentynowicz. Bo przecież rodzina rozpoznała ciało, nie było wtedy żadnych wątpliwości, to skąd zatem pomyłka. Oczywiście, pomyłki mogły się zdarzyć, ale dlaczego do nich doszło? Zaskoczeniem są dla mnie pomyłki tam, gdzie nie miały prawa się pojawić. Ale nie znam też wszystkich przypadków podczas identyfikacji. Natomiast nie dziwią mnie informacje o tym, że w trumnie było trochę błota, jakaś trawa. Przecież w takiej katastrofie to ziemia nasiąkła krwią, a fragmenty ciał zebrano z miejsca katastrofy. Niektóre ofiary rozpoznawano po kolorze lakieru na paznokciach, pierścieniu… Możliwe, że w pochowanych trumnach znajdują się fragmenty ciał, co do których tożsamości są wątpliwości. Taka sytuacja nie byłaby zaskoczeniem.

Co w takiej sytuacji można powiedzieć rodzinom ofiar, które początkiem listopada modlić się będą nad grobem swoich, a być może nie swoich bliskich?
Dla wierzących to wiara jest tutaj podtrzymaniem, bo potraktują śmierć jako chwilową rozłąkę. Ale gdy tej wiary nie ma, to pamiętać trzeba, że grób jest miejscem pamięci, wspomnieniem tego konkretnego, bliskiego nam człowieka. Liczy się to, czego ten człowiek dokonał. Te rodziny nie wiedzą, do kogo się zwrócić, by ich nie oszukano, nie okłamano, o coś nie posądzono. Właściwie to nadal przeżywają swój żal i ból, żałoba nie została zakończono, a teraz jeszcze te wątpliwości. Z drugiej strony nie umieliśmy jako społeczeństwo poradzić sobie z tą tragedią. Nie wiedzieliśmy jak uszanować ból i intymność tego bólu u bliskich ofiar, by nie wynosić go przed oczy wszystkich i nie wykorzystywać do rozmaitych celów. Ale mimo to jestem przekonana, że z tej tragedii narodzi się dobro. Ale na to musimy poczekać…       

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: tygodnik TEMI


poniedziałek, 12 listopada 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -