Blog > Komentarze do wpisu

-> Talia rozdana

7 października, niedzielną Galą Finałową w Centrum Sztuki Mościce z udziałem Grupy Rafała Kmity zakończył się XVI Ogólnopolski Festiwal Komedii „Talia”. Jury w składzie: Małgorzata Pieńkowska, Barbara Szałapak, Andrzej Nejman oraz Jacek Wakar (przewodniczący) postanowiło przyznać następujące nagrody i wyróżnienia:

Grand Prix w oraz statuetkę „Talii” dla najlepszego przedstawienia Festiwalu dla „Klubu kawalerów” z Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy i jego twórców: Łukasza Gajdzisa – reżysera, Mirka Kaczmarka - scenografa, Anety Jankowskiej - ruch sceniczny, Macieja Szymborskiego - opracowanie muzyczne, Kacpra Chabrowskiego – akordeon, Roberta Łosickiego – reżyseria światła, aktorów – Karoliny Adamczyk, Magdaleny Łaski, Małgorzaty Trofimiuk, Małgorzaty Witkowskiej, Michała Czachora, Pawła L. Gilewskiego, Mariana Jaskulskiego, Rolanda Nowaka, Jerzego Pożarowskiego, Marcina Zawodzińskiego.
- Wybraliśmy to przedstawienie jednomyślnie, bo to była absolutnie zespołowa praca - przyznaje przewodniczący jury Jacek Wakar. - Po raz kolejny zespół Teatru Polskiego w Bydgoszczy pokazuje, że ma także to czego polskiemu teatrowi strasznie czasami brakuje , to znaczy poczucie dystansu do świata i poczucie humoru najzwyczajniej w świecie - dodaje Wakar.

 

Nagrodę dla Mikołaja Grabowskiego za scenariusz i reżyserię przedstawienia „O północy przybyłem do Widawy, czyli opis obyczajów III” z Fundacji Odkrywcy Wyobraźni z Warszawy - Teatr IMKA.
Dwie równorzędne pierwsze nagrody aktorskie dla Sławomira Orzechowskiego za rolę Davida O.Selznicka oraz Andrzeja Zielińskiego za rolę Bena Hechta w przedstawieniu „Księżyc i magnolie” z Teatru Współczesnego w Warszawie.
Nagrodę aktorską dla Rafała Rutkowskiego za rolę Johna Smitha w przedstawieniu „Mayday” z Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury z Warszawy - Och-Teatr.
Wyróżnienie dla młodej aktorki dla Zofii Zoń za rolę Marilyn w przedstawieniu „Jednoręki ze Spokane” z Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie.
Ponadto Jury przyznało pozaregulaminową nagrodę Związku Artystów Scen Polskich „Ale Aktor!” za najciekawszą kreację komediową dla Magdaleny Łaski z Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy.

Nagroda Publiczności przypadła w tym roku przedstawieniu "Mayday" z Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury z Warszawy - Och-Teatr.


Niechaj swoistym suplementem do werdyktu Jury będzie publikowana poniżej kolejna, czwarta już recenzja naszej specjalnej korespondentki, akredytowanej przy tegorocznej Talii - red. Małgorzaty Budzik. Tym razem dywaguje ona o nie "zauważonym" przez jurorów spektaklu Teatru Powszechnego z Łodzi "Marsz Polonia" Jacka Pilcha w reżyserii pochodzącego z Tarnowa Jacka Głomba.

 

Wszystko w Polsce jest możliwe, nawet zmiany na lepsze

„Ach, krytycy teatralni, zbliżcie się wreszcie do mnie, bezkarne robaczki! Długo, zbyt długo czekałem na balecik z wami!” – napisał kiedyś Jerzy Pilch w jednym ze swych tekstów „Ja, człowiek teatru” publikowanym na łamach „Polityki”. Idąc dalej wskazanym tropem pisarz stwierdził: „Być może krytyk teatralny to jest facet, który nie zdał na aktorstwo albo na reżyserię, jest w nim niespełnienie jakieś bolesne, ale przecież po napisaniu recenzji on już sobie w domu przedstawień nie reżyseruje, ról przejmujących w kuchni albo łazience raczej nie odgrywa (choć tu pewności nie ma)”.

Odnosząc się do słów jednego z najpoczytniejszych współczesnych polskich pisarzy z satysfakcją muszę stwierdzić, że nie jestem facetem. Nigdy też na myśl mi nie przyszło być aktorką, albo reżyserką. Przewrotnie też piszę recenzję ze spektaklu „Marsz Polonia” w reżyserii Jacka Głomba. Jednak nie odstawiam tej sztuki ani w kuchni, ani też w łazience, bowiem przedstawienie trudne w odbiorze dla przeciętnego recenzenta – jakim niewątpliwie jestem – stawia dla mnie poprzeczkę zbyt wysoko.

Zadania bynajmniej nie ułatwia również znakomita adaptacja wydanej w 2008 roku książki Pilcha pod tym samym tytułem, stworzona przez Roberta Urbańskiego. Mam tutaj nieodparte wrażenie, że przepełniona ironią sztuka skierowana została w głównej mierze do koneserów twórczości Pilcha i koncepcji teatralnych Jacka Głomba, które tworzą ze sobą bardzo dobry duet. Niekoniecznie jednak przedstawienie bywa dobrze rozumiane, a już na pewno budzi wiele kontrowersji, a może nawet wywoływać konsternację wśród widzów oraz krytyków teatralnych.

 

Wiele w tym miejscu wyjaśnia kontrrewolucyjny „Manifest” teatralny Jacka Głomba, który w kilku założeniach wydaje się bliski także pisarskiej estetyce Jerzego Pilcha. Bliski, bo porusza te same narodowe przywary, bolączki i mity, przywołuje te same upiory z przeszłości i stawia diagnozę teraźniejszości oraz przestrogę przed pozostawaniem w cieniu karykaturalnego ducha romantyczności. Reżyser napisał w nim m.in.: „Uważamy, że kryzys odwiecznego modelu opowiadania historii, które zastępuje się luźnymi kolażami obrazów, klisz, performance'ów, ma fatalne skutki [...] Nie chcemy ani teatru łatwego i przyjemnego, ani łatwego i nieprzyjemnego. W czasach, gdy zewsząd feruje się wyroki na Złego albo wygłasza peany na cześć Dobrego Polaka, chcemy pokazać Polaka (Nie)Zwykłego: nieoczywistego, barwnego, skomplikowanego [...] Nie ma idei, która mogłaby usprawiedliwić hochsztaplerkę [...] Pokutuje przekonanie, że produkt dla ludzi musi być łatwą i pustą błyskotką, a prawdziwa sztuka – nadętym, niezrozumiałym bełkotem. Sztuka jako zwierciadło rzeczywistości praktycznie dziś nie istnieje – łatwiej odbić kicz i miałkość. My chcemy odbijać światy piękniejsze, różnorodne i niejednoznaczne. Nie plastikowe, krzykliwe i najzwyczajniej już nudne [...] Niezachwianą zasadą czynimy szacunek dla widza, objawiający się w rzetelnej artystycznej pracy”.

Śmianie się z samego siebie to trudna sztuka. Zwłaszcza jeśli w grę wchodzą przywary, narodowa mentalność oraz cechy dziedziczone od pradziadów, bodaj z epoki romantyzmu. Duch romantyczności nadal unosi się nad naszym krajem, a rozliczanie się z nim czasami odbywa się na granicy śmieszności. Polskie wady narodowe to temat ulubiony nie tylko dla pisarzy. Dlatego walka pomiędzy dwoma obozami: Arki Przymierza (ród Kowalewiczów, czyli tradycjonaliści, katolicy, wierni narodowym ideałom prawdziwi Polacy), a Wieżą Babel (goście Bezetznego, czyli liberalni wichrzyciele, kosmopolici, bezbożnicy, lansujący nowe parapatriotyczne idee) z jednej strony śmieszy, z drugiej przeraża.

Skonsternowany mieszanką narodowych modeli patriotyzmu widz może zapytać w pewnym momencie: „Do cholery! Gdzie ja jestem?”. Trudno się więc dziwić, że często brakuje autentycznych wybuchów szczerego, spontanicznego śmiechu w scenach, które same się proszą o taką reakcję.
Aktorzy na ogół poradzili sobie z koncepcją i zobaczyliśmy kilka bardzo wyrazistych kreacji. Młody pisarz, w którego wcielił się Jakub Kotyński krąży niby mediator pomiędzy dwoma Polskami. Nie bardzo jednak leży mu na sercu rozwikłanie nawarstwiającego się od dziesiątków lat konfliktu. Wokół niego znajduje się tyle pięknych kobiet, które poją go polską wiejską śmietaną prosto od polskiej krowy, albo zagranicznym drogim szampanem. Perspektywa wzięcia udziału w bankiecie, przeradzającym się w orgię, jest o wiele ciekawsza niż wiejska nasiadówka.

Andrzej Jakubas, jako Zagubiony Mit „Solidarności”, jest jedną z nielicznych postaci z charakterem. Widać to szczególnie w scenie, gdy z jego ust płyną słowa piosenki Jacka Kaczmarskiego „Mury”. Bez przesady można powiedzieć, że mrożą one krew w żyłach w kontekście całej sceny, polegającej na muzycznym fechtunku. Okazuje się zatem, że prostymi środkami, można pokazać więcej.

Na uwagę zasługują również kreacje: Grzegorza Wojdona – Szatana Wcielonego Benjamina Bezetznego, Mirosława Henke – Towarzysza Garstki, Marty Góreckiej – znudzonej swoją rolą Matki Polki, która robi striptiz, Aleksandry Listwan – Herminy, córki Maksymiliana Kowalewicza oraz Magdaleny Zając – służącej Bezetznego. Na sam koniec pozostaje do rozpoznania oniryczny duch babki Pilchowej, ze źle wróżącą przepowiednią: „Coś złego stanie się z Polską”.


Prosta scenografia z wyrazistymi przedmiotami, jak czołg, kukła generała Jaruzelskiego, czy biało-czerwona puszka z wonnym dymiącym kadzidłem Małgorzaty Bulandy nie przesłania istotnych treści dramatu, a wręcz stanowi znakomite tło do wydobycia ich na wierzch. Wspomnieć wypada również Witolda Jurewicza, odpowiedzialnego za ruch sceniczny. To m.in. dzięki niemu widz mierzy się z meczem piłkarskim na scenie i podziwia iście sportową kondycję aktorów.

Jednak zdecydowanie na największe brawa zasługuje Bartek Straburzyński, który stworzył znakomity klimat muzyczny w spektaklu. Dobór repertuaru, zwłaszcza w scenie linczu na Koniecpolskim, czy później w przemianie mszy w przyjęcie urodzinowe zasługuje na najwyższe uznanie. W pamięci zostaje impulsywna mieszanka fragmentów piosenek: „Szła dzieweczka do laseczka”, „A mury runą, runą, runą”, czy wreszcie: „Na Wojtusia
z popielnika”. Znakomita bitwa na wersy pozostawia widza w sytuacji dość ambiwalentnej, wychodząc z teatru jeszcze długo nuci słowa: „Marsz, marsz Polonia, nasz dzielny narodzie, odpoczniemy po swej pracy w ojczystej zagrodzie. Już was żegnam niskie strzechy, ojców naszych chatki, już was żegnam bez powrotu ojcowie i matki. Już was żegnam bracia, siostry, krewni, przyjaciele, póki w ręku miecz jest ostry, nie zginie nas wiele... Złączmy ramię do ramienia, bracia Galicjanie, gdy uderzym wszyscy razem, Polska zmartwychwstanie”!

Sztuka „Marsz Polonia” pretenduje do miana komedii, ale tak czy inaczej, „balecik” z Pilchem nie należy ani do rzeczy łatwych, ani przyjemnych. Obecny w sztuce groteskowy Polaka portret własny został opowiedziany z perspektywy prowincjonalnej lokalności, przejawiającej się w takiej samej przerysowanej i karykaturalnej mentalności. Pełno więc kompleksów, narodowych mitów, stereotypów i traum kulturowych oraz historycznych,
a także żywych emocji: pretensji, żalów, oburzenia i agresji. Zatem w takim samym stopniu problem ów dotyczy zarówno krytyków teatralnych – owych „bezkarnych robaczków” – jak również wymagających i świadomych sztuki scenicznej widzów teatralnych, których przecież w Tarnowie nie brakuje, wbrew opiniom co poniektórych.
Choć z drugiej strony: „wszystko w Polsce jest możliwe…”.

Tekst - Małgorzata Budzik
Zdjęcia - Paweł Topolski

 


 

 

poniedziałek, 08 października 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Tarnów ma budżet na 2013 rok

    Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak.  Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłoso

  • -> Pytania o sens

    Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemys

  • -> „Brzydal"

    Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małe



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -