Blog > Komentarze do wpisu

-> Anna Radwan

Z cyklu znani i nieznani…

Aktorka urodziła się w artystycznej rodzinie. Córka dyrygenta Józefa Radwana. Po czternastu latach nauki w szkole muzycznej wybrała jednak aktorstwo. Już w czasach studenckich odznaczała się wielkim talentem, dlatego zaproponowano jej, aby z II roku przeszła od razu na rok IV. Doceniana przez reżyserów i przedstawiana jako idealna "Dama kameliowa" oraz następczyni Ewy Demarczyk, niemal od początku swojej kariery scenicznej związana jest zawodowo ze Starym Teatrem, gdzie można było ją podziwiać w wielu przedstawieniach. Ta wybitna aktorka grała w wielu filmach i serialach. Widzom zapadła w pamięć rolą w „Damie kameliowej” u boku Anny Dymnej. Wystąpiła w takich hitach jak: „Spis cudzołożnic”, „Chopin - Pragnienie Miłości”, „Zakochany anioł”, „Katyń”. W jej dorobku artystycznym znalazły se również seriale: „Na dobre i na złe”, „Odwróceni”, „Egzamin z życia”. W ostatnim czasie wystąpiła w kilku prestiżowych zagranicznych produkcjach, choćby u boku Anouk Aimée we francuskiej "Polanie wśród brzeziny" Marceliny Loridan-Ivens, włoskim "Karolu. Historii człowieka, który został papieżem" Giacomo Battiato, a razem z mężem, Romanem Gancarczykiem, w węgierskim "Filmie o cudach" w reż. Eleméra Ragálya. Uchodzi za osobę bardzo optymistycznie nastawioną do świata. Wierzy w swojego anioła stróża, ale aktorka twardo stąpa po ziemi i jak sama mówi: „Nie, nie mam takiego poczucia, że nagle osiągnęłam jakąś szczególnie dobrą zawodowo pozycję. (…) Jest dobrze, ale lepiej się nie zachłystywać. Ostatnio zagrała znacząca rolę w głośnym filmie Barbary Sass "W imieniu diabła", tworząc znakomity portret siostry przełożonej, sfrustrowanej i zakompleksionej  manipulatorki, przekonanej o słuszności swojego działania, nieświadomej krzywdy, którą wyrządza sobie i innym. Tym razem Mistrzyni kina kobiecego i religijnego Barbara Sass ("Pokuszenie", "Jak narkotyk", "Pajęczarki") zabiera nas w podróż po świecie sióstr zakonnych, którym Matka Przełożona (Anna Radwan) razem z Ojcem Franciszkiem (Mariusz Bonaszewski) organizuje regularne pranie mózgu. Szatan, opętanie, zdrada, kara, grzech - te słowa przewijają się przez cały film, przez niemal wszystkie rozmowy Matki Przełożonej z jej wychowankami. Z Anną Radwan,  rozmawia Łukasz Maciejewski.


 
Zakonnice, ekstaza i bunt

Łukasz Maciejewski: Barbara Sass w filmie „W imieniu diabła” inspirowała się historią głośnego konfliktu w domu zakonnym Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej w Kazimierzu Dolnym.
Anna Radwan: Konflikt między grupą sióstr betanek a władzami zakonnymi, którego bezpośrednią przyczyną była decyzja o odwołaniu pierwowzoru mojej postaci, siostry przełożonej Jadwigi Ligockiej, był w historii polskiego Kościoła wyłomem. To rodzaj schizmy, tyle że w wydaniu żeńskim. Wydarzenie bez precedensu.

Latem 2007 roku, kiedy wykluczone z zakonu kobiety ciągle nielegalnie zajmowały dom generalny zgromadzenia, byłem w Kazimierzu na festiwalu filmowym. W miasteczku czuło się złowrogą atmosferę przygnębienia.
Polskie kino ospale reaguje na rzeczywistość. Tym razem wszystko odbyło się szybciej, jednak Barbara Sass przez cały czas podkreślała, że wydarzenia z Kazimierza Dolnego stanowiły dla niej jedynie punkt wyjścia do rozważań na temat mechanizmów rządzących ludzkimi emocjami.


Nie uciekniemy jednak od pierwowzorów. Wiesz, co się stało z matką przełożoną?
Trzy lata temu umarła po długiej chorobie nowotworowej.

Ponura ironia losu: nie żyje także arcybiskup Józef Życiński, który wydał dekret o wydaleniu ze zgromadzenia dziesięciu zbuntowanych sióstr.
Jakieś fatum. Siostra Ligocka powoływała się na „prywatne natchnienia duchem świętym”, ale teraz można się zastanawiać, czy objawienia zakonnicy nie były przypadkiem efektem działania nowotworu. Nie musiała konfabulować.

Jakie były późniejsze losy zakonnic z Kazimierza?
Podobno zaszyły się w innym zakonie, podobno część dziewcząt uciekła w Bieszczady, gdzie założyła własny zbór, podobno jedna z nich zaszła w ciążę… Nie znamy jednak żadnych faktów, to wyłącznie domniemania. Mam wrażenie, że ktoś włożył naprawdę sporo energii, żeby wyciszyć sprawę. Kompletnie został na przykład wymazany z pamięci reformatorski wydźwięk buntu betanek. Siostry chciały wywołać ferment w polskim Kościele, chodziło im o daleko idące zmiany. Również pod tym względem wydarzenia sprzed sześciu lat nie miały żadnych konsekwencji. Nic się nie zmieniło.

Kim dla Ciebie jest filmowa matka przełożona – cynicznym strategiem czy mistyczką?
Trudno o tak jednoznaczne sądy. Moja bohaterka od samego początku jest głęboko przekonana o słuszności wyborów. Wierzy w sens buntu, chociaż ma świadomość, jak wiele będzie ją to kosztowało. Sprzeniewierzenie się gigantycznej instytucji, jaką jest Kościół katolicki, było aktem szalonej odwagi, ale ona się nie bała. Była przekonana, że w klasztorze rozgrywa się coś metafizycznego, niepojętego. I ma prawo odcinać się od ludzi, którzy nie chcą i nie potrafią jej zrozumieć.


Manipulowała siostrami, intrygowała.
Enigmatyczna i tajemnicza, bywała potworem – zwłaszcza wobec młodziutkiej siostry Anny. Ambiwalencja tej postaci była aktorsko interesująca. Matka przełożona miała niemal wszystkie osobowościowe odcienie. Była cudowna i potworna, głupia i mała, przenikliwa i uduchowiona. Cały zestaw wykluczających się cech.

Być może po prostu była szalona.
Ale czym naprawdę jest szaleństwo? Czy da się to odmierzyć w centymetrach? Matka przełożona nie była przecież osobą, która całkowicie straciła kontakt z rzeczywistością i nie przyjmowała reakcji z zewnątrz.

Kiedy dzisiaj czytamy „żywoty świętych”, co trzecia biografia wydaje się klinicznym opisem osoby niezrównoważonej.
Kwestia kanonu, aktualnie obowiązującej wykładni psychologicznej. A ojciec Pio? Był świętym czy hochsztaplerem? Można się spierać co do jego poglądów, ale nie sposób skwitować wzruszeniem ramion faktu, że dokonywał uzdrowień, wobec których nauka i medycyna pozostają bezradne. Stąpamy po śliskim, delikatnym gruncie. Niektórzy oceniają to wszystko w sposób egzaltowany, inni – drwiąco krytyczny. Ja jestem pośrodku tej skali.

Chora zakonnica projektuje swoje uczucia w siostrę Annę(Katarzyna Zawadzka), ponieważ jest niespełniona w ujęciu macierzyńskim.
W większym stopniu chodziło o podobieństwo losów. Czujemy, że obie kobiety łączy traumatyczne dzieciństwo i trudny okres dojrzewania. Matka przełożona odnajduje w osobie Anny powinowactwo duchowe, podobną wrażliwość. Świadoma choroby, czuje, że dziewczyna może być kontynuatorką idei odrodzenia Kościoła.

W kinie, choćby w „Pośród ciemności” Almodóvara, kobiecość zakonnic była często świętokradztwem. Chrystus oznaczał seksualny fetysz. „W imieniu diabła” podobną rolę odgrywa ojciec Franciszek, grany przez Mariusza Bonaszewskiego.
Ojciec Franciszek proklamuje prymat modlitwy transowej, nastawionej na uzewnętrznianie fizyczności zakonnic. Zaleca korzystanie z tego, co podpowiada ciało, a co w konsekwencji może stać się drogą prowadzącą do Chrystusa.


W tych rytuałach bierze udział prawie cała społeczność zakonna.
Tak, bo zakon to swoiste państwo w państwie, w którym odbiera się indywidualność na rzecz dobrego funkcjonowania struktury. Histeria jest zbiorowa. Nie tylko matka przełożona, ojciec Franciszek i siostra Anna, ale cały zakon doznaje ekstazy.

Tym większe wrażenie robią w filmie sceny, w których dziewczyny odpoczywają. Są spokojne, wyciągają nogi, uśmiechają się do słońca, śpiewają. Barbara Sass chciała pokazać normalność i codzienność zakonną, w której jest miejsce na zwyczajne życie, nie tylko metafizyczne odjazdy.

Źródło - TeMI 


czwartek, 28 czerwca 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> MACIEJ STUHR – część I

    Był kolejnym gościem Łukasza Maciejewskiego w cieszącym się ogromnym zainteresowaniem cyklu spotkań filmowych w Centrum Sztuki Mościce. Ostatnie z nich miało mi

  • -> Maciej Stuhr - część II

    Piotr Guszkowski: Rola w "Obławie" Marcina Krzyształowicza opowiadającej o ponurej rzeczywistości okupacyjnej. Długo oczekiwane „Pokłosie” Władysła

  • -> Łukasz Maciejewski

    Zawsze pamiętam że jestem z Tarnowa. To punkt odniesienia dla wszystkich moich podróży. Filmoznawca, krytyk filmowy i teatralny. Prominentny Obywatel Tarnowskie



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -