Blog > Komentarze do wpisu

->"Nad życie"

Najpiękniejszy polski film o miłości… 

To było chyba najbardziej tarnowskie z dotychczasowych spotkań w ramach popularnego cyklu "Goście Łukasza Maciejewskiego" organizowanego przez Centrum Sztuki Mościce. W czwartek, 16-ego maja, po pokazie filmu "Nad życie", opowiadającym historię tarnowskiej siatkarki, Agaty Mróz (w tej roli Olga Bołądź), Łukasz Maciejewski, również Tarnowianin, znany krytyk i dziennikarz filmowy, rozmawiał ze scenarzystami filmu: pochodzącą z Tarnowa  Patrycją Nowak oraz z Michałem Zasowskim. Nasza Pati to scenarzystka, na stałe współpracująca z telewizją TVN. Jest autorką książki dla dzieci „Klątwa dżina“, współautorką tekstu „Generacja“ wystawianego w warszawskiej Akademii Teatralnej przez Piotra Łazarkiewicza. Prowadziła krakowską redakcję „Aktivista“ i jako dziennikarka współpracowała z takimi pismami jak „Ha!art“, „Uroda“, czy „Cosmopolitan“. „Nad życie“ jest jej debiutem fabularnym. Pochodzi ze znanej rodziny tarnowskich inteligentów: Jej ojcem jest Krzysztof Nowak, ceniony dziennikarz, a mamą Grażyna Nowak, przez wiele lat wicedyrektor tarnowskiego teatru. "Przeczytałem scenariusz i pomyślałem: Boże, ktoś wreszcie napisał tekst w sposób zrozumiały, wzruszający, przejrzysty. Liczyłem na to, że będzie można zrobić na tej podstawie dobry film. Graliśmy z Olgą te role, żeby powstała opowieść o miłości i nadziei. Film o zwycięstwie, a nie film pogrzebowy - powiedział Michał Żebrowski, grający filmowego męża Agaty. Już więcej nie będę, pozostawiam ten film swojemu życiu i ocenie, ale tak miło było to przeczytać, że musiałam." Jak należało się spodziewać wydarzenie to zgromadziło tłumy sympatyków Agaty, fanów siatkówki i koneserów dobrego kina. Agata Mróz była wybitną siatkarką, wielokrotną reprezentantką Polski, jedną ze "Złotek", które w 2003 i 2005 roku zdobywały pod wodzą trenera Andrzeja Niemczyka złote medale mistrzostw Europy - choć z chorobą walczyła od siedemnastego roku życia. - Wiem, że muszę to wszystko wytrzymać. Innego wyjścia nie mam. Dla mojej córki i męża muszę być zdrowa – mówiła Agata Mróz-Olszewska. To był jej ostatni wywiad, dla "Super Expressu", udzielony w klinice we Wrocławiu 30 maja 2008 roku, osiem dni po zabiegu przeszczepu szpiku kostnego. Siatkarka zmarła w wyniku infekcji 4 czerwca. – Zabrakło nam kilku dni – przyznał jeden z zajmujących się nią lekarzy. Ostatnim miesiącom życia Agaty Mróz przyglądała się cała Polska – trzymaliśmy kciuki, by wygrała z białaczką, wzruszaliśmy się jej heroiczną walką o życie nienarodzonej córki. Gdy odeszła, wszystkim nam pękło serce… Jej heroiczna postawa sprawiła, że na zawsze pozostanie symbolem tego, co w sporcie i w życiu najpiękniejsze. Liczyła, że kiedyś wróci… Teraz, cztery lata od jej śmierci (ceremonie: ślubna i pogrzebowa odbywały się w tym samym kościele księży Filipinów w Tarnowie) , jej poruszająca historia trafiła do kina. „Nad życie” – pisze Szymon Hołownia, znany publicysta i pisarz związany z TVP Religia – to jest film, który powinni zobaczyć wszyscy, którzy kiedyś słyszeli o Agacie Mróz. To jest film, który mnie poruszył. Który ze mną zostanie, bo mówi o prostych rzeczach, ale te proste rzeczy są najważniejsze. "Nad życie", który na ekranach kin  możemy  zobaczyć od 11 maja opowiada historię znanej siatkarki - Agaty Mróz (Olga Bołądź). Odnosząca międzynarodowe sukcesy dziewczyna zakochuje się bez pamięci w Jacku (Michał Żebrowski). Bajkowe plany dwojga - piękny ślub, dzieci i dom w górach przerywa jeden telefon. Po dramatycznej informacji Agata rozpoczyna wyścig z czasem. Zawalczy o siebie, o mężczyznę, którego kocha i o dziecko, którego pragnie nad życie. Jak mówi Szymon Hołownia - to wyjątkowy film, bo wykracza poza wszelkie znane kategorie. To film prawdziwy i równocześnie dotykający do cna. - To jest po prostu dobra, głęboka ludzka historia, którą każdy z nas powinien mieć z tyłu głowy i nosić w sercu. Agata Mróz zrobiła co mogła, żebyśmy o tej prostej prawdzie, o tym, że życie ma zwyciężyć śmierć, nie zapomnieli – dodaje. A Łukasz Maciejewski podsumowuje - to było bardzo udane spotkanie. Ponad 400 widzów na sali (!), rodzina i przyjaciele Agaty Mróz. Bardzo dziękuję.

 

Agata Mróz do samego końca wierzyła, że wyjdzie ze swojej choroby. Nie dopuszczała do siebie myśli, że może umrzeć. – Wierzę, że wszystko się uda. Nie ma innej opcji! – mówiła "Dziennikowi" tuż po urodzeniu swojej córeczki Liliany, 4 kwietnia 2008 roku. – Wiem oczywiście, że przeszczep szpiku grozi powikłaniami, że można nawet umrzeć. Liczę na to, że za miesiąc wyjdę ze szpitala i zacznę całkiem nowe życie. Z dzieckiem i mężem. Muszę być zmotywowana do walki, nie mogę się poddać. Wtedy będzie dobrze. Niestety, stało się inaczej. Wszystkie te dramatyczne wydarzenia przybliża wchodzący właśnie na ekrany film "Nad życie" w reżyserii Anny Pluteckiej-Mesjasz, z Olgą Bołądź w roli głównej. Dawno nie było tak dobrze nakręconego polskiego dramatu pokazującego zwykłą ludzką tragedię, bez martyrologicznego kontekstu czy banalizującego wszystko patosu.Agata Mróz ma trwałe miejsce w historii polskiej siatkówki. Dziś, po czterech latach od jej śmierci, często się o tym jakby zapomina, koncentrując uwagę na ostatnich miesiącach jej życia. A przecież była świetną siatkarką, wielokrotną reprezentantką Polski, jedną ze "Złotek", które w 2003 i 2005 roku zdobywały pod wodzą trenera Andrzeja Niemczyka złote medale mistrzostw Europy. Znacząco się do tych sukcesów przyczyniła. – Siatkówka dała mi poczucie wartości i pewności siebie – mówiła wtedy. Sam trener wspomina Agatę nie tylko jako jedną z najlepszych środkowych na świecie, ale także osobę ciepłą i bezpośrednią. – Niewiele dziewczyn miało odwagę przyjść do mnie, kiedy siedziałem za długo w barze, i powiedzieć: "Trenerze, idziemy spać". Potrafiła cieszyć się życiem. Wiedziała, co chce osiągnąć, i wiedziała, że aby do czegoś dojść, trzeba ciężko pracować.

  

Agata Mróz przyszła na świat 8 kwietnia 1982 roku w Dąbrowie Górniczej. Wychowywała się w Tarnowie, w mocno usportowionej rodzinie. Jak mówiła, od początku była niejako na sport skazana. – Mam go w genach – wspominała w 2006 roku w magazynie "Super Volley". – Siostra gra w siatkówkę w Bydgoszczy, brat jest koszykarzem Śląska Wrocław. Tata przez ponad dwadzieścia lat grał w koszykówkę, a mama w siatkówkę. Dorosła Agata miała 191 cm wzrostu, nie dziwi więc, że już jako dziecko była wyższa od rówieśniczek. Z tego względu mniej więcej w trzeciej klasie podstawówki zaczęła trenować koszykówkę. – Siatkówka zaczęła się później, ale od razu wiedziałam, że to jest właśnie to.Jako czternastolatka zapisała się do Szkoły Mistrzostwa Sportowego Polskiego Związku Piłki Siatkowej w Sosnowcu. Miała olbrzymi talent, trenerzy ją chwalili, wróżono jej wielką sportową przyszłość.Trzy lata później los zadał Agacie pierwszy cios – okazało się, że ma mielodysplazję szpiku, czyli chorobę nazywaną często stanem przedbiałaczkowym. – Bardzo to przeżywałam, chwilami myślałam, że już po mnie – wracała do tamtych dni w rozmowie z "Vivą". – Przede mną było całe życie. Miałam propozycje grania w najlepszych klubach. Byłam ambitna. I nagle na trzy lata musiałam przerwać karierę sportową. Dla sportowca, zwłaszcza nastoletniego, trzy lata to nie epoka – to cała era. Mimo to po pokonaniu choroby Agata zdecydowała się do sportu wrócić. Często podkreślała, że najbardziej pomógł jej w tym ojciec. – Mogłoby się wydawać, że to już koniec kariery, która na dobre się jeszcze nie zaczęła, a on nawet nie chciał o tym słyszeć. Podtrzymywał mnie na duchu, napawał optymizmem.

  

Po roku treningów 21-latka zdobyła z reprezentacją swoje pierwsze mistrzostwo Europy. – To mnie nauczyło, że warto walczyć do końca – cieszyła się. Pytana o swoje marzenie, odpowiadała: – Zamiast marzyć wolę mówić "chcę". Przejścia, które mam za sobą, dały mi siłę. Wolę mówić o celach do osiągnięcia. Zdobycie mistrzostwa sprawiło, że siatkarka – podobnie jak reszta dziewczyn tworzących drużynę Niemczyka – niemal z dnia na dzień stała się osobą znaną, popularną i lubianą, jedną z naszych "Złotek". Prasa, komentatorzy, kibice – wszyscy zachwycali się nie tylko ich umiejętnościami, ale także urodą.

Być może także z tego powodu w 2005 roku Agata zdecydowała się na sesję do męskiego magazynu "CKM". Nie wszystkim się to spodobało, choć zdjęcia były bardzo gustowne i w bieliźnie. – Sama się zgodziła – wspominała tamtą sesję w rozmowie z "Gazetą Wrocławską" siostra, Katarzyna Mróz. – To była dla niej przygoda, chciała spróbować.

  

Mimo popularności Agata nie zapominała o sporcie. Z powodu spustoszenia, jakie pozostawiła w jej organizmie choroba, musiała pracować na treningach ciężej od koleżanek. Osiągała imponujące wyniki, a zdobycie podwójnego mistrzostwa Europy nie było jej jedynym sukcesem. Dwukrotnie (2003, 2004) wywalczyła mistrzostwo Polski z BKS Stal Bielsko-Biała, sięgała z tą drużyną również po Puchar Polski (2004, 2006). W 2006 roku zdecydowała się na transfer do hiszpańskiego zespołu Gruppo 2002 Murcia, z którym zdobyła mistrzostwo i Puchar Hiszpanii oraz Top Teams Cup.

Gdy w listopadzie 2007 roku drużyna Niemczyka pojechała na Puchar Świata do Japonii, Agata została w domu. Kilka miesięcy wcześniej lekarze zdiagnozowali u niej białaczkę. Konieczny był przeszczep szpiku kostnego. O dalszej grze w siatkówkę nie mogło być mowy. W udzielnych wtedy wywiadach Agata przyznawała, że decyzja o przerwaniu kariery sportowej ogromnie ją bolała. – Siatkówka to moja pasja, coś, co kocham – mówiła "Gazecie Wyborczej". – Ale na tym nie można opierać całego życia. Zakładam rodzinę, nie mogę już myśleć tylko o sobie. A że nie mam zdrowia, nie mogę dalej ryzykować, bo mam dla kogo żyć. Podejmując tę decyzję, mówiąc o niej, mam łzy w oczach, ale jestem w sytuacji bez wyjścia. Liczę tylko na to, że kiedyś wrócę... 

 Znalezienie dawcy dla Agaty nie było łatwe – miała bardzo nietypowy szpik. Na tyle nietypowy, że wśród 13 milionów zarejestrowanych w bazie osób nie było nikogo idealnego. Rozpoczęły się dramatyczne poszukiwania, zakończone na szczęście sukcesem. Ale właśnie wtedy, w listopadzie 2007 roku, okazało się, ze siatkarka, która rok wcześniej wyszła za mąż za Jacka Olszewskiego, jest w ciąży. Agata nie ukrywała, że miała świadomość, iż istniała cała masa argumentów przeciwko urodzeniu dziecka. Lekarze wyraźnie dali jej do zrozumienia, jak wielkim będzie ta ciąża dla jej organizmu obciążeniem. Niektórzy wprost namawiali ją do aborcji. – Słyszałam, że mogę nie donosić ciąży, że mój stan może się drastycznie pogorszyć - mówiła w rozmowie z "Dziennikiem". – Przypominano mi, że cały czas dostaję jakieś leki, które mogą zagrozić dziecku. - Już miałam wyznaczony termin operacji: 22 listopada – mówiła "Vivie". – Pojechałam wcześniej na kwalifikację do Katowic po to tylko, żeby powiedzieć: "Niestety, muszę to przesunąć, bo jestem w ciąży". Komisja lekarska zamarła. Nikt nie był na to przygotowany.

  

Dlaczego Agata nie posłuchała lekarzy i zdecydowała się urodzić, odkładając plany przeszczepu o co najmniej pół roku? – Bo oprócz małżeństwa to była jedyna dobra rzecz, która mnie ostatnio spotkała – broniła swojej decyzji. – Wcześniej musiałam przerwać karierę, od kilku lat borykam się z chorobą, ciągle mi czegoś nie wolno, na coś muszę uważać. A wiadomość o dziecku sprawiła, że znowu poczułam się szczęściarą. Cieszyłam się, że poczuję, jak to jest być matką. I że dam mężowi coś dobrego z siebie.- Nie planowaliśmy tego, ale też nie broniliśmy się – tłumaczyła dalej, dodając, że po chemioterapii i przeszczepie nie miałaby już praktycznie szans na zajście w ciążę. – Przekonywało mnie to, że mielodysplazja szpiku nie jest chorobą genetyczną. Gdyby było inaczej, w ogóle nie byłoby mowy o dziecku. Nie zaryzykowałabym.

Córka Agaty i Jacka, Lilianka, przyszła na świat 4 kwietnia 2008 roku, przez cesarskie cięcie, jako siedmiomiesięczny wcześniak. – To moje dwa kilo szczęścia! – sportsmenka nie kryła radości.Agata mogła spędzić w domu z córką i mężem tylko dwa dni. Czas był tu kluczowy. Konieczna była natychmiastowa chemioterapia i całkowita izolacja siatkarki, w sterylnych warunkach. – Nie boję się – zapewniała dziennikarza "Przeglądu Sportowego". – Wiem, że muszę to przejść i wszystko będzie dobrze. Nie mogę się załamać. Nie teraz, kiedy przeszłam już jedną próbę, czyli urodziłam zdrową córkę. Cieszę się, że jest bezpieczna. Lekarze mogą się skoncentrować na mnie. Ufam im. Zabieg przeszczepu szpiku kostnego, przeprowadzony 22 kwietnia 2008 roku we wrocławskiej Klinice Hematologii, zakończył się pomyślnie. – Pacjentka czuje się dobrze - mówił przeprowadzający go profesor, Krzysztof Kałwak.

Agata Mróz zmarła w tej samej klinice 4 czerwca o 10 rano. Przyczyną śmierci nie było odrzucenie przez organizm szpiku kostnego, gdyż, jak mówili lekarze, było na to jeszcze za wcześnie. – To, co się stało, to dramatycznie przebiegająca, piorunująca infekcja, posocznica ze wstrząsem septycznym – tłumaczył profesor Kałwak.Do samego końca z Agatą byli najbliżsi. Jej mąż jeszcze ostatniej nocy pojechał samochodem do Katowic po lek osłabiający infekcję. Gdy wrócił, na pomoc było już za późno... – Nie mamy do nikogo żalu, tak miało być – mówił. – Agata urodziła córeczkę, która ma dzisiaj dwa miesiące. Do samego końca powtarzała, że jeśli miałaby jeszcze raz wybierać między dzieckiem a własnym zdrowiem, nie zmieniłaby decyzji. Córeczka była czymś najwspanialszym, co ją w życiu spotkało.

  

Agata Mróz-Olszewska już zawsze będzie symbolem tego, co w sporcie i w życiu najpiękniejsze. Jej heroiczna postawa sprawiła, że coraz więcej ludzi zostaje honorowymi dawcami krwi i trafia do bazy szpiku kostnego. Siatkarka, odznaczona pośmiertnie Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, jest patronką fundacji "Kropla Życia", założonej w Mysłowicach między innymi przez jej ojca Ryszarda Mroza. Od czterech lat organizowany jest z udziałem naszej reprezentacji prestiżowy Memoriał jej imienia. "Dzięki Agacie Mróz-Olszewskiej dostrzegamy znaczenie najpiękniejszych humanitarnych gestów" – piszą na oficjalnej swojej stronie organizatorzy turnieju.- Agata nadal żyje w sercach i ludzkiej pamięci – podkreśla jej mąż Jacek Olszewski, który także występuje w filmie w scenach... swojego ślubu.  Dobrze się stało, że świadectwo tego możemy teraz odnaleźć także w naszym kinie.

Oprac. Ryszard Zaprzałka  Źródło – Onet.pl (Paweł Piotrowicz)

Foto ze spotkania w CSM - Joanna Solak



sobota, 19 maja 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> MACIEJ STUHR – część I

    Był kolejnym gościem Łukasza Maciejewskiego w cieszącym się ogromnym zainteresowaniem cyklu spotkań filmowych w Centrum Sztuki Mościce. Ostatnie z nich miało mi

  • -> Maciej Stuhr - część II

    Piotr Guszkowski: Rola w "Obławie" Marcina Krzyształowicza opowiadającej o ponurej rzeczywistości okupacyjnej. Długo oczekiwane „Pokłosie” Władysła

  • -> Łukasz Maciejewski

    Zawsze pamiętam że jestem z Tarnowa. To punkt odniesienia dla wszystkich moich podróży. Filmoznawca, krytyk filmowy i teatralny. Prominentny Obywatel Tarnowskie



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -