Blog > Komentarze do wpisu

->Grand Prix dla "Róży"

Decyzją Jury zakończonej w sobotę 26 Tarnowskiej Nagrody Filmowej nagroda Grand Prix 25 TNF – Statuetka Maszkarona i 10.000 zł trafia do Wojciecha Smarzowskiego za film „Róża”. Nagrodę z rąk Przewodniczącego Jury 26 TNF odebrał w imieniu reżysera Marcin Dorociński, jeden z bohaterów filmu. Pełną listę laureatów opublikowaliśmy w odrębnym tekście, w sobotę wieczorem, tuż po finałowej gali. Najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego – "Róża" – na długo pozostaje w pamięci, pisze w swojej recenzji na Onet.pl. Katarzyna Najman. Ludzkie zezwierzęcenie i bezwzględność są tu pokazane wprost i boleśnie wbijają się w nasze umysły. Tym razem, w odróżnieniu od "Domu złego", pojawia się jednak promyk nadziei – cień prawdziwie ludzkich uczuć rodzących się między głównymi bohaterami. Tytułowa bohaterka – Róża (Agata Kulesza), to wdowa po niemieckim żołnierzu. Tadeusz (Marcin Dorociński) służył w AK, jednak wojna zabrała mu wszystko, łącznie ze zgwałconą i zastrzeloną na jego oczach żoną. Po zakończeniu wojny, latem 1945 roku mężczyzna udaje się na Mazury, by odnaleźć Różę Kwiatkowską, wdowę po niemieckim żołnierzu, którego śmierci był świadkiem. Tadeusz zamieszkuje w gospodarstwie kobiety i pomaga jej w codziennym życiu. które pełne jest wrogości i agresji zarówno ze strony lokalnej społeczności jak i sowieckich żołnierzy. Powojenny świat, ukazany przez Wojciecha Smarzowskiego, pełen jest bezwzględności i brutalności. Z jednej strony barykady obserwujemy Mazurów, którzy nie czują się Polakami. Przez swoje niemieckie korzenie są szykanowani przez nową władzę, która chce ich przesiedlić. Z drugiej strony widzimy armię sowiecką - jej spragnionych kobiet żołnierzy, którzy traktują ludność cywilną na podległych sobie terenach, jak zwierzynę łowną. Towarzyszą im Polacy służący w organach partyjnych. Między tymi siłami znajduje się Róża. Nie dość niemiecka, by przynależeć do Mazurów, nie dość Polska, by nie groziło jej przesiedlenie. U jej boku stoi Tadeusz, były żołnierz Armii Krajowej. UB tylko czeka, by go zdemaskować. W zwyrodniałym świecie, pozbawionym wartości dwójka głównych bohaterów prowadzi walkę o zachowanie człowieczeństwa. Rodzące się między nimi uczucie nie jest dopowiedziane. Nie opiera się na słowach, ale na czynach - na wzajemnym opatrywaniu ran i codziennej walce o życie. Reżyser pozbawia nas złudzeń. Podczas wojny każdy może zostać zmuszony do zabijania. Gdy liczy się przetrwanie, wszystko jest dozwolone. Doskonałe kreacje stworzyli Agata Kulesza i Marcin Dorociński. Ich gra jest niesamowicie wiarygodna i sugestywna. Czujemy, że z ekranu bije prawda. Możemy sobie tylko życzyć, by inne polskie filmy prezentowały taki poziom aktorski. Obok "Róży" nie można przejść obojętnie - film bulwersuje, wzrusza, wstrząsa. Wojciech Smarzowski odkrywa białe plamy na kartach naszej historii i zmusza do refleksji. Brutalność wykreowanego świata rodzi w nas bunt. Pojawiły się głosy, że "Róża" powinna być przepisywana na receptę - od siebie mogę dodać, że tylko raz. Jest to mistrzowskie kino, do którego nie chce się już wracać. Obraz wbija się głęboko w pamięć, wciska w fotel i długo nie pozwala dojść do siebie. Poniżej publikujemy obszerny wywiad z reżyserem "Róży", jak dla Onet.pl przeprowadził 31 stycznia tego roku Piotr Gruszkowski, tuż przed oficjalną premierą filmu – 3 luty 2012.

  

Mocny film o miłości

Życie zawodowe dzieli na to, co robi i czego nie robi dla pieniędzy. Seriale kręci, żeby zarobić. Mówi o tym wprost. To pozwala mu raz na kilka lat skupić się na autorskim projekcie reżyserskim. Filmy kręci, żeby prowokować. I prowokuje. W "Róży" Wojciech Smarzowski opowiada o dramacie dwojga ludzi pokaleczonych przez wojnę. Film trafił na polskie ekrany w lutym tego roku. Na początku kariery z powodzeniem realizował reklamówki i wideoklipy. Teledysk do "To nie był film" Myslovitz przyniósł mu Fryderyka. Debiutancka "Małżowina" została doceniona na reaktywowanym w 1999 roku festiwalu "Młodzi i Film". Zanim jednak Wojciech Smarzowski odniósł sukces kinowy, był jednym z reżyserów "Na Wspólnej". Głośne "Wesele", w którym znakomicie uchwycił polską mentalność i narodowe przywary, uczyniło z niego ulubieńca krytyków oraz miłośników kina "z wyższej półki". W 2004 roku został laureatem Paszportów Polityki. Przygotowując się do premiery wstrząsającego "Domu złego" (nagroda za scenariusz i reżyserię w Gdyni), kontynuował pracę dla telewizji. To właśnie on był odpowiedzialny za pierwszą transzę i kilka kolejnych odcinków popularnej "BrzydUli". Znalazł się również w ekipie realizatorów drugiego sezonu "Londyńczyków". Ostatni film Smarzowskiego, "Róża", wywołał gorące dyskusje na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Doceniony przez dziennikarzy, nie spotkał się jednak z uznaniem jury. Kilka miesięcy później triumfował w Warszawie. Teraz trafia na ekrany kin w całej Polsce.

Piotr Guszkowski: Masz opinię reżysera raczej małomównego…
Wojciech Smarzowski: Kończymy wywiad! (śmiech)

No właśnie, mam nadzieję, że nie strzelam sobie tym pytaniem w stopę …
Nie.

Lubisz udzielać wywiadów, czy to dla Ciebie tylko obowiązek związany z promocją filmu?
To jest obowiązek. Nie lubię udzielać wywiadów, bo nie będę dzięki nim robił lepszych filmów, ani gorszych, ani więcej, ani mniej. Jest premiera "Róży", więc rozmawiamy.

To Ty znalazłeś "Różę", czy "Róża" znalazła Ciebie? Szukałeś takiego scenariusza?
"Róża" znalazła mnie, ale to nie jest tak, że szukałem takiego scenariusza. Szukałem scenariusza, który nie pochodziłby z mojej głowy, to po pierwsze. Po drugie, chciałem zrobić film o miłości. No i trafił do mnie scenariusz (autorstwa Michała Szczerbica – przyp. PG), który przy okazji ma interesujące tło o Mazurach, narodzie unicestwionym przez dwa nacjonalizmy. Tło stanowi o wadze tego filmu, ale dla mnie "Róża" cały czas pozostaje opowieścią o miłości.

Miłości trudnej?
Łatwej nie. Ona od Rosjan, a potem od Polaków doznała najcięższych upokorzeń, a jemu wojna i okupacja – Rosjanie i Niemcy – zrujnowały życie. Spodobało mi się w tym scenariuszu to, że oboje na starcie historii są wrakami ludzkimi, duchami.

Pojawiły się zarzuty, że "Róża" jest zbyt brutalna. Lecz paradoksalnie, to chyba Twój najbardziej optymistyczny film. Pokazuje prawdziwie szczerą relację pomiędzy dwojgiem ludzi, która potrafiła się wytworzyć jakby na przekór trudnym warunkom.
Tak, jeżeli chodzi o optymizm, to myślę, że to najjaśniejszy z moich filmów. Natomiast jeśli chodzi o brutalizm, to powiedz mi, dla Ciebie ten film jest brutalny, czy nie?

Tak, jest brutalny. Natomiast życie, a szczególnie tamte czasy były brutalne.
Sam trochę odpowiadasz na to pytanie. Moją bazą, takim punktem wyjścia, jest naturalizm i realizm, więc tak, a nie inaczej opowiadam te sceny. Dopiero po pierwszych projekcjach "Róży" dowiedziałem się, że ten film może dla paru osób jest brutalny. Ja tak nie uważam, jest po prostu mocny. Mam nadzieję, że wzrusza, porusza, prowokuje.

W budowaniu naturalizmu pomaga Ci praca kamery z ręki. To chyba jeden z najbardziej charakterystycznych elementów "stylu Smarzowskiego"?
Wiesz co, ja tak naprawdę nie analizuję wszystkich elementów mojego warsztatu, pracuję intuicyjnie. Na przykład w "Domu złym" i chyba w "Weselu", nie pamiętam – to już dawno było, założyłem sobie takie przejście: kamera najpierw była na statywie, a potem niepostrzeżenie przechodziła w pracę z ręki. Chciałem ukryć ten moment przejścia. To miało przełożenie na znaczenia, a to dla mnie ważne. Tutaj wiedziałem, że mam do czynienia z historią napisaną w prosty sposób, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, i trzeba ją było w prosty sposób opowiedzieć. Kamera z ręki przekłada się na pracę prawie dokumentalną i daje mi możliwość dopasowywania się do sytuacji. Statyw czy wózek bardzo mnie ograniczają, nie lubię tego. Pracując z ręki łatwiej mi wpływać na rytm, na montaż. No, po prostu, lubię kamerę z ręki. Ależ się rozgadałem! (śmiech)

Skoro już jesteśmy przy pracy kamery, to autor zdjęć do "Róży", Piotr Sobociński Jr, z którym rozmawiałem podczas Camerimage, powiedział, że jesteś trudnym reżyserem dla operatora. Domyślasz się, jak to uzasadnił?
Tak, bo potrzebuję dość dużo przestrzeni na inscenizację. Gdybym pracował w taki sposób, że gramy na strony, do każdego trzeba ustawić światło, to jest dużo łatwiejsze rozwiązanie dla operatora. Ja wchodzę do pomieszczenia i chcę mieć trzy czwarte na inscenizację, a jedną czwartą zostawiam mu na światło, ewentualnie musi świecić z góry. To oczywiście nie jest łatwe, ale są różne filmy. (śmiech)

Piotr zwrócił szczególną uwagę na to, że dla Ciebie najważniejszy jest aktor. I właśnie to jest dla operatora najtrudniejsze – gdy aktor pojawia się na planie, wszystko zostaje podporządkowane aktorowi.
Tak, to prawda. Tylko myślę, że choć Piotr tak powiedział, to on to rozumie. W naszej współpracy podoba mi się, że dla Piotra ważne jest dobro filmu, a nie to, czy zrobi sobie fajne kadry, czy światło będzie ładnie padać. Gadamy na temat klimatu, scen czy całości i ja już go zostawiam, i robimy razem ten sam film. Aktorzy zawsze będą dla mnie najważniejsi.

  

No właśnie, jak było z aktorami, odtwórcami głównych ról w przypadku "Róży" – od razu pomyślałeś o Marcinie Dorocińskim i Agacie Kuleszy?
Nie, to tak od razu się nie pojawiło. Może to wynika z tego, że nie ja pisałem scenariusz. Kiedy piszę tekst dla siebie, to jakoś w głowie próbuję go również obsadzać. Ten tekst przyszedł do mnie później. Chyba odbyło się parę spotkań. Nie nazywałbym tego castingiem, jak mówi Agata Kulesza, tylko takimi rozmowami z aktorami. Rozmawiałem z naprawdę dobrymi aktorami. To była kwestia wyboru kierunku, w którym może pójść film. Najpierw zdecydowałem się na Agatę i do niej szukałem Tadeusza. Bardzo dobrze się stało, że się otworzyłem na Marcina Dorocińskiego. Dla filmu i dla mnie.

Mam wrażenie, że Dorociński długo pozostawał aktorem, którego talentu w pełni nie potrafiono wykorzystać. Dopiero w ostatnich latach dostał parę ciekawych ról, także u Ciebie.
Myślę, że Marcin miał wcześniej kilka dobrych ról, świetnie zagrał w "PitBullu" na przykład. Marcin układa sobie rolę w taki sposób, jaki lubię – mieszanka intuicji, doświadczenia, logiki, w efekcie niewiele musimy gadać o motywacjach, raczej umawiamy się na stany, w których znajduje się postać na danym etapie historii. Pracuje na półtonach, niuansach, w efekcie on jest tym Tadeuszem, a nie gra. Nie lubię pracować z aktorami, którzy mówią: "To ja Ci to zagram tak". Nie chodzi o to, jak można coś zagrać, tylko czy jest się w tym, czy się nie jest. Marcin był w tym od początku, czym absolutnie mnie urzekł.

Masz dla niego jakieś nowe propozycje?
Tak.

Zdradzisz, co to za rola?
Motocyklista policji drogowej.

Chodzi o Twój najnowszy projekt, "Drogówkę", tak?
Tytuł tego mojego najnowszego projektu to "7 dni".

Czyli tytuł się zmienił…
(śmiech)

…ale zdjęcia miały się zacząć w lutym, to się nie zmieniło?
Nie, nie zmieniło się. (…) I właśnie w tym filmie Marcin zagra jednego z siedmiu policjantów.

W pierwszych doniesieniach prasowych Twój projekt porównywano do "Siedem" Davida Finchera. Coś w tym jest?
Rzeczywiście jeżeli akcja filmu dzieje się przez siedem dni, to ta siódemka już coś znaczy i nie sposób nie odnieść się do "Siedem". Ale to będzie zupełnie inny film.

Możesz powiedzieć coś więcej o fabule, o aktorach?
To jest historia, która dzieje się współcześnie w Warszawie. Jest siedmiu gliniarzy, siedem grzechów głównych, siedem dni. To historia kryminalna, trupy są. Główny bohater, którego będzie grał Bartek Topa, jak to w takich filmach bywa, musi udowodnić, że jest niewinny, żeby przeżyć. W tle jest oczywiście korupcja, która zaczyna się na tylnym siedzeniu radiowozu, a kończy w Brukseli.

Będzie Bartek Topa. Strzelam, że będzie też Marian Dziędziel. Będzie dużo wódki i przynajmniej jedna siekiera.
Będzie siekiero-młot, tak. Będzie troszkę alkoholu, będzie Marian oczywiście. To bardzo podobny film do "Wesela", tylko że akcja dzieje się w mieście.

Przy okazji "Wesela" mówiłeś, że najbardziej interesuje Cię właśnie współczesność…
…to było przejęzyczenie.

Potem nakręciłeś "Dom zły", którego akcja dzieje się w latach 70. i 80. Teraz premierę ma "Róża" opowiadająca o wydarzeniach z 1945 roku. Jeśli iść tym tropem, czas na Bitwę Warszawską – ale to już zrobione. Więc może powstania narodowe? A tak zupełnie serio: skoro interesuje Cię współczesność, to dlaczego przez kilka ostatnich lat zajmowałeś się rzeczami z przeszłości?
Życiem rządzi przypadek, a ja muszę robić różne historie, żeby nie zostać "więźniem swojego stylu". Myślę, że te różne historie i tak mają, czy będą miały mój "stempel".

Kiedy będziemy mogli zobaczyć Twój kolejny film?
Najpierw muszę wejść w zdjęcia w lutym, potrwają do kwietnia. (…) Premiera najprawdopodobniej za rok. Gdybyś zechciał pomóc, byłbym wdzięczny. Szukamy statystów "za zupę" do kilku trudnych scen zbiorowych...

Autor: Piotr Guszkowski Źródło: Onet.  31 styczeń 2012


poniedziałek, 30 kwietnia 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> MACIEJ STUHR – część I

    Był kolejnym gościem Łukasza Maciejewskiego w cieszącym się ogromnym zainteresowaniem cyklu spotkań filmowych w Centrum Sztuki Mościce. Ostatnie z nich miało mi

  • -> Maciej Stuhr - część II

    Piotr Guszkowski: Rola w "Obławie" Marcina Krzyształowicza opowiadającej o ponurej rzeczywistości okupacyjnej. Długo oczekiwane „Pokłosie” Władysła

  • -> Łukasz Maciejewski

    Zawsze pamiętam że jestem z Tarnowa. To punkt odniesienia dla wszystkich moich podróży. Filmoznawca, krytyk filmowy i teatralny. Prominentny Obywatel Tarnowskie



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -