Blog > Komentarze do wpisu

->Projekt "Stand-up bez Cenzury"

Jest dziełem utalentowanego trio satyryków, w skład którego wchodzą Abelard Giza, Katarzyna Piasecka oraz Kacper Ruciński. Przed swoim ostatnim występem 9 listopada w Piwnicach TCK, opowiedzieli mi o swojej fascynacji formą, jaką jest stand-up.


Czym różni się stand-up od normalnego monologu kabaretowego?

Abelard Giza: - Dla mnie stand-up oznacza to, że na scenę wychodzę prywatnie. Mówię o tym co mnie wkurza, albo co mnie cieszy, nie wcielając się w żadną postać. Nie jestem dresiarzem, nie jestem dentystą - jestem po prostu sobą, wychodzę i gadam, nieraz trochę improwizując. Fajnie jeśli cały występ dzieje się "tu i teraz", kiedy można skomentować coś, co właśnie dzieje się na widowni, odpowiedzieć na jej zaczepki. Na razie nieczęsto wchodzimy w dyskusje z publicznością. Ciągle to widz bardziej kabaretowy niż stand up'owy - grzecznie siedzi, słucha i patrzy na to, co my robimy. Mam nadzieję, że to się z czasem zmieni.

- A co jest łatwiejsze? Występowanie w kabarecie czy stand-up'owanie?

Katarzyna Piasecka: - Ciężko mi jest odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Są dni, że wyjście przed ludzi i tu i tu bywało łatwe, bezstresowe. Jednak częściej, z moją zdolnością do stresowania się, przejmowania mam z tym delikatny problem - niezależnie od tego, czy jestem sama, czy będąc kiedyś w kabarecie. Oczywiście przed solowym wyjściem dochodzi pełna odpowiedzialność, którą trzeba trzymać jedynie na swoich barkach. W zespole to się pięknie rozkładało na kilka osób. Mówię o samym występowaniu, wyjściu na scenę, nie o tworzeniu. Na pewno w stand-up'ie jest więcej wolności. Gdybym miała dzisiaj podjąć decyzję, czy chcę występować w kabarecie, czy robić stand-up, to absolutnie nie ma pytań: stand-up.

Kacper Ruciński: - Moim zdaniem, mimo że ja z kabaretem niewiele miałem wspólnego, uważam, że stand-up jest trudniejszą sztuką niż kabaret. Świadczyć mogą o tym próby kabareciarzy występowania ze swoim solowym programem stand-up'owym, gdzie kabareciarz świetnie się sprawdzał w roli kabareciarza, a ze stan-up'em już jest mu ciężko, a wręcz boi się tego, obawia się.

K.P.: - Jest obnażony, jest tylko on...

K.R.: - On się nie może zasłonić już niczym. Wielu kabareciarzy, bardzo inteligentnych i zdolnych, i z wielkim poczuciem humoru, boi się wyjść na scenę jako oni. Boi się wiedząc, że nikt ich nie obroni, tylko oni sami się mogą obronić. Uważam, że stand-up jest o wiele trudniejszą formą, tym bardziej, że porusza trudne tematy. Wiadomo, że najłatwiej się śmiać z policji, z lekarzy, a najtrudniej pośmiać się z Kościoła, z niepełnosprawnych, z czarnoskórych i tak dalej...

A.G.: - Może nie tyle, trudniej się śmiać, ile przy takich tematach łatwiej popaść w autocenzurę. Każdy chce bawić jak największą rzeszę ludzi, to jest normalny odruch. Kiedy chce do nich dotrzeć, idzie do telewizji, tylko że w telewizji nie można dziś mówić o wszystkim. Nie mogę powiedzieć czegoś mocniejszego czy mało popularnego. Kabaret, szczególnie ten w telewizji, jest ugrzeczniony, mało odważny. Nikt nie powie, że go wkurza jakieś zjawisko w Kościele, albo ostrzej nie poruszy tematu seksu.Oczywiście stand-up, który uprawiamy, bywa też mniej zaangażowany. Czasem jest po prostu śmiesznie i lekko. Chodzi o to, że mamy wybór, a pojęcie jakiejkolwiek cenzury nie istnieje.

K.P.: - My, w ramach "Stand-up Bez Cenzury", działamy od dołu, dziubiemy po klubach, pokazując ludziom, że w ogóle w Polsce jest takie zjawisko jak stand-up.

A.G.: - No właśnie, najgorsze jest to, że mało kto wie o jego istnieniu. Jak powie się "stand-up", to ludzie myślą: "Acha, to jest pewnie taki guzik na wideo". Kiedyś Kacper był tak zapowiedziany na plakacie, że wykonuje "Stand-by comedy".

K.P.: - Patrząc z tej perspektywy, o której mówi Abelard, to rzeczywiście jest to trudniejsza na ten moment forma. Wierzę maksymalnie w to, że za dwa, trzy lata okaże się, że tak samo łatwo jest nam zapełniać sale, jak kabaretom. Że po prostu ta świadomość w ludziach wzrośnie.

A.G.: - Dzięki temu mamy jakiś cel. Na pewno to, że pojawiamy się wszyscy w jakichś programach telewizyjnych, czy na imprezach kabaretowych, pomaga przyciągnąć widownię. Chociaż zdarzają się też ludzie, którzy kompletnie nie wiedzą, kim my jesteśmy, ale przychodzą, bo jest stand-up.Kurcze, to jest prosta, fajna forma. Potrzebny nam jest mikrofon, kawałek jakiegoś podestu i gramy. Tylko żeby ktoś chciał nas zaprosić i coś zrobić, żeby zapełnić sale. Zazwyczaj gramy za bilety, co jest też fajne dla klubu, ponieważ nie ponosi dużego ryzyka. Wystarczy zrobić reklamę, wykleić plakaty, które podsyłamy i już. Im więcej ludzi przyjdzie, tym lepiej i dla nas, i dla nich.

- Jakie tematy poruszacie? Wolicie tematy mocniejsze, bardziej kontrowersyjne?

K.R.: - Jakąś historię na przykład, o malarzach monologi... To absolutnie nie jest mocne, natomiast mocniejszy temat jest o spowiedzi w Kościele. Ale jestem dumny, że to wymyśliłem i uważam, że ten monolog nie jest tylko wulgarny, ale jest przede wszystkim jakoś tam przemyślany, i mówi o czymś, co mnie boli. I chciałbym, żeby ludzie też zwrócili na to uwagę. Myślę, że liczbowo jedna trzecia to są u mnie tematy mocniejsze, a dwie trzecie to bardziej zabawa tą formą, przekazanie swojego poczucia humoru ludziom.

K.P.: - Fajne jest to, że mamy naprawdę pełną dowolność, pełną swobodę. To jest właśnie dla mnie ten największy plus: jest dowolność. Ja na przykład nie mam tak jak chłopaki aż tylu ważnych tematów, chociaż można by uznać, że w ogóle funkcjonowanie człowieka w świecie damsko-męskim też jest sprawą ważną. Ale porównując mój program mam wrażenie, że jest najlżejszy, poza kilkoma mocnymi fragmentami.

A.G.: - Ja mam takie wrażenie, że na Zachodzie ludzie nie boją się śmiać. Zawsze mówię, że jak udowodnił Polsat, śmiechem nie da się zabić. W Stanach, w Anglii możemy się śmiać ze wszystkiego: i z królowej angielskiej, i z Papieża. My kombinujemy tak, żeby to co gadamy było śmieszne, ale też o czymś, żeby przekazać jakąś myśl. Wydaje mi się, że im więcej ludzie mają dystansu i luzu, tym fajniej, bo czasem śmiech to jest jedyna forma odreagowania złości czy frustracji. Oczywiście słabe dowcipy się nie bronią, ale te dobre... one są tylko dowcipami, to są tylko słowa. Nic nikomu nie zrobią. Czasem też dogryzamy sobie na scenie z Kasią i Kacprem i to też nie powoduje, że mamy się na siebie złościć. Dowalimy sobie, dokopiemy, no i co z tego? Pośmiejemy się i luz, trzeba mieć dystans do tego wszystkiego. Gadałem kiedyś z jednym kolesiem na wózku po moim monologu o niepełnosprawnych. Powiedział mi: "Za słabo! Mocniej, mocniej, bo my jesteśmy przecież tacy sami, bawmy się i śmiejmy".

- Czy prywatnie również cechuje Was poczucie humoru?

K.P.: - Na pewno. Bez niego byłoby chyba ciężko. Każdy z nas ma na pewno też jakąś taką otwartość na ludzi, to jest ta podstawowa chyba cecha, która pozwala nam w ogóle wychodzić na scenę. Ta otwartość powoduje chęć komunikowania się - i na scenie i poza nią. W naszym zestawie "Stand-up bez Cenzury" jest często śmiesznie, również poza sceną. Lubimy się, lubimy ze sobą przebywać. Mylne jest jednak wrażenie, że non stop jest naparzanka. Ludzie widzą nas przez 10, 15, 20 minut na scenie i myślą, że my tacy jesteśmy, no bo prywatnie do nich wyszliśmy. Tak - tacy jesteśmy, ale tak jak każdy, mamy różne momenty.

K.R.: - Każdy ma jakieś swoje różne maski, na różne okazje. Trochę inaczej zachowujemy się na scenie, niż prywatnie, ale to jest normalne, to jest też ludzkie. To też nie jest tak, że my gramy kogoś, kim nie jesteśmy. My po prostu tacy jesteśmy na scenie. Mamy jakiś pomysł na siebie na scenie, żeby siebie trochę przerysować...

A.G.: - To jest trochę tak: tam na dole jest jedno pomieszczenie (Piwnice TCK - przyp. red.), i w jednym punkcie w tym pomieszczeniu stoi się nieco wyżej i dostaje się nie swój normalny głos, tylko wzmocniony mikrofonem. I my jesteśmy właśnie tacy: trochę wyżej i trochę mocniej niż inni, ale tak naprawdę w tym samym pomieszczeniu, w tym samym punkcie.

K.R.: - Jak wchodzimy na scenę, czy schodzimy z niej, to jest cały czas nasza głowa, cały czas to samo myślenie.- Jak będziecie wspominać tarnowską publiczność?

A.G.: - Byliśmy ostatnio w Tarnowie pod koniec stycznia i było super. Macie tu w ogóle fajne miejsce - jest klimatyczna piwnica, w której łapie się bardzo bliski kontakt z widzami. Dogadywali i byli bardzo aktywni. Gadaliśmy tutaj różne rzeczy, mocniejsze i lżejsze, i oni fajnie w to weszli. Z wielką radością dowiedzieliśmy się, że gramy znowu w Tarnowie i stwierdziliśmy, że znowu będzie czadowo. Mamy nadzieję, że ten klimat i ta współpraca z widownią będzie jeszcze lepsza, bo oni też się jeszcze bardziej ośmielą być z nami tutaj.K.P.: - Jeśli wracamy, to tylko w miejsca, w których było naprawdę fajnie. Tarnów jest i pewnie będzie na naszej wewnętrznej "liście powrotów". Piwnica TCK jest bardzo klimatyczna. Publiczność otwarta - wszystko się zgadza. Gdyby coś było nie tak podczas ostatniego naszego wieczoru tutaj, to na pewno ominęlibyśmy to miejsce szerokim łukiem... Absolutnie nie zamierzamy! Chce się do Was wracać. A tak przy okazji... Chcielibyśmy zaprosić wszystkich Czytelników na naszego facebooka: www.facebook.com/StandupBezCenzury.

- Dziękuję za rozmowę.


Joanna Rzepa (Dziennik Polski) Zdjęcie:  Paweł Topolski 



wtorek, 29 listopada 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Tarnów ma budżet na 2013 rok

    Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak.  Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłoso

  • -> Pytania o sens

    Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemys

  • -> „Brzydal"

    Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małe



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -