Blog > Komentarze do wpisu

-> Magistrackie zakupy, czyli… powóz zajechał

To może być jedna z największych i najciekawszych ekspozycji w Polsce. W Stadzie Ogierów w Klikowej znajdują się obecnie czterdzieści trzy zabytkowe powozy. Siedemnaście z nich samorząd miasta wykupił od Stada Ogierów w Białce, pozostałe stanowią własność Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa. Powozy kupione z 50% bonifikatą w stosunku do ceny rynkowej kosztowały ponad 150 tysięcy złotych. Jak zapewnia magistrat, dzięki akcji ratowania kolekcji możliwe jest utworzenie w przyszłości unikatowego w skali kraju zespołu muzealno-etnograficznego. Jeszcze w tym roku ze środków samorządu województwa, które zadeklarowało wsparcie na poziomie 50 tysięcy złotych, można będzie sporządzić opis historyczno-naukowy eksponatów, program prac konserwatorskich oraz ekspertyzy. Wśród kolekcji znajdują się rzadkie egzemplarze powozów i sań: kareta coupe, bryczka milord, bryczka kawalerska, wolant paryski, koleba, sanie vis a vis i sanie muszelkowe. Pojazdy były gromadzone w Stadzie Ogierów w Klikowej po II wojnie światowej przez dyrektora i pracowników stadniny. Powozy mają wysoką wartość rynkową i kolekcjonerską, ale przywrócenie ich do świetności wymaga intensywnych prac konserwatorskich.  Jak podkreśla prezydent Ryszard Ścigała, decyzje o wykupieniu powozów musiały zapaść bardzo szybko, gdyż spółka Stado Ogierów Białka była w bardzo trudnej sytuacji. - Pojawiali się zainteresowani zakupem pojedynczych powozów - osoby prywatne i instytucje. Nie chcieliśmy, aby te zabytkowe pojazdy zniknęły z Tarnowa. Dlatego miasto zdecydowało się kupić siedemnaście powozów z kolekcji spółki. Wyceniono je na 320 tysięcy złotych, udało się nam wynegocjować upust i w efekcie zapłaciliśmy 160 tysięcy złotych - mówi prezydent Ryszard Ścigała. Jak wyjaśnia Mariola Dalczyńska - Wardzała, prezes Ludowego Klubu Jeździeckiego, który dzierżawi majątek Stada Ogierów, te powozy to tylko część kolekcji jaka znajduje się w Klikowej. Pozostałe stanowią własność Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa. Klub opłaca za nie około 10 tysięcy złotych czynszu rocznie. - Są wśród nich okazy wyjątkowe, unikatowe w skali kraju, jak choćby kareta coupe, z kryształowymi, opuszczanymi szybami i oponami z jednolitej gumy. Jest ona w bardzo dobrym stanie, rzeczoznawca wycenia ją na 90 tysięcy złotych - mówi Mariola Dalczyńska - Wardzała. - Wiele z tych pojazdów zostało odnalezionych przez poprzednich prezesów, pasjonatów, którzy wyszukiwali je w całej Małopolsce a także na Śląsku i na Podkarpaciu. Powozy będą odrestaurowane i na terenie Stada Ogierów w Klikowej powstanie żywa ekspozycja, gdzie nie tylko można będzie te zabytkowe pojazdy obejrzeć, ale niektórymi również jeździć. Odnawianiem powozów, bryczek, dorożek, wolantów zajmie się Zespół Szkół Plastycznych, gdzie działają pracownie konserwacji drewna i skóry. W kilku przypadkach konieczna będzie jednak pomoc rzeczoznawców oraz specjalistów z ośrodków muzealnych w Polsce posiadających podobne kolekcje. Prezydent Ryszard Ścigała rozważa również wykupienie kolejnych zabytków od Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa. Wartość należącej do nich części zbiorów szacowana jest na 400 tysięcy złotych. Poniżej publikujemy wypowiedz Katarzyny Dalczyńskiej – Wardzała oraz fragment wywiadu, jakiego udzieliła jakiś czas temu Jerzemu Reuterowi z Gazety Krakowskiej.


Katarzyna Dalczyńska Wardzała jest  święcie przekonana, że dzierżawienie przez Ludowy Klub Jeździecki majątku po Państwowym Stadzie Ogierów w Tarnowie Klikowej ma głębszy sens niż to co się mówi i pisze w mieście. Tuż po wygranym przetargu bezlitosna plotka spowodowała wiele zamieszania w mediach i jeszcze więcej domysłów i teorii spiskowych. Po kilku dniach od przetargu okazało się, że niemal każdy zakątek stadniny wymaga gruntownego remontu. Cóż było robić? Mała grupa entuzjastów zgromadzonych przy klubie zakasała rękawy i ruszyła do pracy. Zaczęło się wielkie malowanie elewacji stajni, porządkowanie terenu i ocenianie stanu obiektu, który, jak twierdzi prezes Dalczyńska, jest w stanie wielkiego zaniedbania. Umówiliśmy się na krótką rozmowę, ot tak, żeby coś powiedzieć, dotknąć koni i nałykać się zapachów stajni. Umówiliśmy się na godzinę, a zeszło nam pół dnia na oglądaniu miejsc niedostępnych dla zwiedzających, na wycieczce po tajemniczych strychach, zakurzonych magazynach, po znanych tylko nielicznym tajemnych pokojach nad stajniami i dziwnych korytarzach na poddaszach wiekowych budynków. Katarzyna, Kasia – nie pozwoliła mówić do siebie per pani – wyjęła z biurka pęk zaśniedziałych kluczy i wprowadziła mnie w iście bajeczny świat, do samego wnętrza historii tarnowskich koni. Poszliśmy przez stajnię. Kasia rzucała jak od niechcenia imionami stojących w boksach koni, od kogo i po kim. Ten wygrał mistrzostwa Polski w skokach przez przeszkody, a tamten ma najszlachetniejsze pochodzenie. Zasypała mnie terminami znanymi tylko wytrawnym koniarzom, opowiedziała historię każdego wierzchowca, jednemu zagwizdała, innemu cmoknęła na powitanie, a one prychały, sapały i wpatrywały się w Kasię – czuły kto jest gospodarzem. Z Sali kominkowej weszliśmy na stare drewniane schody, skrzypiące stuletnią zadyszką. Na półpiętrze Kasia przystanęła. – Mówili, że ja tutaj jakąś żwirownię będę otwierać – powiedziała. – Że to niby jakiś skok na kasę i na tajemnicze złoża mineralne, ukryte pod ziemią, należącą do stadniny. Czego się nasłuchałam! Jakie ploty i durne insynuacje. A przecież ten cały obiekt wraz z ziemią należy do skarbu państwa. Ja to mogę owsa sobie nasiać dla koni i nic więcej. Gdy my ciężko pracujemy, komuś w mieście choruje wyobraźnia – dodała i poszliśmy wyżej na pierwsze piętro, tuż nad stajnią. Korytarz jak w starej kamienicy, drzwi jak do mieszkań i drewniane podłogi. Gdy weszliśmy do pierwszego pomieszczenia poczułem się jak w wielkim muzeum, którego ściany obwieszone są eksponatami z minionej dawno epoki. W równych rzędach wisiały uprzęże końskie, okręcone lejcami, nad nimi chomąta i siodła, barwne ozdoby, szerokie pasy skórzane i białe popręgi. Srebrne janczary, zdobiące ogłowia i zapach skóry. – Wiesz – powiedziała Kasia. – Jeżeli zdołamy doprowadzić to wszystko do wymogów Unii, to może coś nam wpadnie w ramach dotacji. Ale to wielka praca, nawet nie wiesz jak wielka – potem coś poprawiła, przewiesiła w inne miejsce i poszliśmy piętro wyżej, na poddasze. Korytarz nieco niższy, ale pełno tam jakichś drzwi, drzwiczek, okienek i zagłębień, jak w bajce. Kasia stanęła na środku i powiedziała: - Tutaj można zrobić pokoje gościnne. Wiesz, taki mały hotelik dla gości, no, może dla takich związanych z końmi, bo to nad stajnią i nie każdemu pachnie. Spójrz przez okno. Za taki widok można dać się zabić – otworzyła stare drzwi i weszliśmy do obszernego pokoju. Weszliśmy do jakiegoś zaczarowanego miejsca, gdzie czas zatrzymał się wiele lat temu. Na wejściu stała ułożona na specjalnych kozłach uprząż do rosyjskiej trojki, z wielkim kabłąkiem na środkowego konia. Dalej szory angielskie, carskie, niemieckie, węgierskie. Na dwójkę, trójkę, czwórkę i kompletna uprząż na dwanaście koni. Na ścianach nasze krakowskie w czarnym kolorze, zdobione czerwonymi wstęgami, nabijane srebrnymi guzami i janczarami. Powyżej chomąta z dzwonkami, podbijane purpurową skórą, zdobione mosiądzem i srebrem. Kilkadziesiąt zabytkowych dzieł dawnego rzemiosła wisiało samotnie na kruszejących ścianach, nieużywane, zapomniane i milczące. – To nie wszystko – przerwała mój zachwyt Kasia. – Teraz przejdziemy do powozowni. Zobaczysz coś czego nie powstydziłoby się muzeum w Łańcucie. Wiesz, spędziłam tutaj prawie całe swoje życie i wiem, że ten majątek powinien być oddany mieszkańcom Tarnowa. Jak to zrobić? Najpierw zobacz nasze powozy, a potem ci powiem – dodała tajemniczo. I gdy zobaczyłem te karety, sanie, bryki myśliwskie i bryczki, dwukółki i podjazdki zrozumiałem o co chodzi z tym oddaniem, ale czekałem na to co powie mi Kasia. Jeszcze dotknąłem ozdoby z głów orłów carskich, posiedziałem przez chwilę na koźle wielkiego lando i zachwyciłem się konstrukcją hamulca przy bryku. Spojrzałem na kilkadziesiąt powozów i poszliśmy do biura. – Miałam ci coś powiedzieć. Marzy mi się coś co może przedłużyć tę całą historię i myślę, że to się uda. Wiesz o czym myślę? Wiesz? Tutaj musi powstać muzeum. Tak, musi powstać. Dla nas, dla tarnowian. Bo to jest historia Tarnowa.


Katarzyna Dalczyńska – Wardzała. Rocznik 1962. Wieloletnia instruktorka jeździectwa i prezes  w Ludowym Klubie Sportowym przy Państwowym Stadzie Ogierów w Tarnowie Klikowej. Tarnowianka, urodzona przy ulicy Katedralnej. Dziewczyna z Rynku – jak mówi o sobie. Była zawodniczka LKJ Klikowa. Od ponad 30 lat związana z jeździectwem sportowym.



Czy konie umierają na stojąco?

Nie. To drzewa umierają stojąc. Konie umierają jak wszyscy - różnie.

Ponad trzydzieści lat spędziła Pani w otoczeniu koni. Są jakieś szczególne święta w Pani życiu związane ze stadniną, jeździectwem i końmi?
Miałam dwie takie wigilie. Dobrą i złą. W 2004 roku, późną jesienią umarł mój koń Gawrosz, na którym przejechałam przez prawie dwadzieścia lat sportowego życia. Miał 27 lat.  W następnym roku, tuż przed świętami, moja córka Małgorzata została powołana do w skład kadry narodowej.

Jak wyglądają święta w sportowej stajni?
Nic szczególnego się nie dzieje. Jest tradycyjne łamania opłatkiem, jakieś uroczyste spotkanie, życzenia. W Wigilię dokładamy do siana opłatek i każdy po cichu składa swojemu ulubieńcowi życzenia. W Wigilijny wieczór nikt się w stajni nie pojawia – wiadomo, zwierzęta mówią ludzkim głosem i trochę strach, bo mogą być zbyt szczere. W pierwszym dniu dajemy koniom spokój, a w drugi każdy coś przyniesie ze świątecznych potraw i jest przyjemnie. Drugi dzień świąt, to już codzienność. Konie muszą mieć ruch, trzeba posprzątać stajnię, ale wszystko odbywa się w atmosferze świątecznej.

W jeździectwie nie ma podziału na płeć. Panie zdobywają medale mistrzostw świata, na olimpiadach pokonują mężczyzn. Czy ten zupełnie niewymuszony układ może być wskazówką dla walczących o parytety w polityce?
Tak, rzeczywiście to jedna z niewielu dyscyplin, w której nie ma podziału na płeć. To dobra szkoła życia, uczy nie korzystać z taryfy ulgowej. Kiedyś mówiło się, że kobiety, owszem, mogą wygrywać, ale w zawodach mniejszej rangi , a tam gdzie naprawdę trudno – nie dadzą rady. Wynikało to z tego, że niewiele dziewcząt jeździło konno. Dziś to sfeminizowany sport, a wyniki w największych imprezach jeździeckich pokazują, że kobiety mogą wygrywać. Parytety to nieporozumienie. Jak pokazują dane statystyczne kobiety są dzisiaj lepiej wykształcone niż mężczyźni, bardziej pracowite i ambitne .Może niedługo trzeba będzie tworzyć parytety dla mężczyzn. Ludzie dzielą się na mądrych i głupich, a płeć czy wiek, nie mają tu znaczenia. Równie dobrze można stworzyć parytety dla głupich, albo histeryków.


oprac. Ryszard Zaprzałka


foto by Paweł Topolski




sobota, 11 czerwca 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -