Blog > Komentarze do wpisu

-> Urodziny Bogusia

Od młodości moją pasją była sztuka, a zwłaszcza muzyka...

Bogusław Wojtowicz, przez 12 lat był dyrektorem Biura Wystaw Artystycznych Galerii Miejskiej w Tarnowie, wcześniej pracował również w Tarnowskim Centrum Kultury i tarnowskim teatrze (ale także na scenach Rzeszowa, Bielska Białej, Lublina i Radomia). Gdyby żył, w niedzielę 22 maja skończyłby 55 lat. Odszedł przed rokiem, wezwany do Niebieskiego Centrum Kultury, 23 grudnia po południu, przed długi czas zmagając się z chorobą nowotworową. Ten z urodzenia Rzeszowianin, a z wyboru Tarnowianin był twórcą i współtwórcą wielu artystycznych projektów. Jego niespokojny duch, co i raz, gnał go po świecie ale zawsze wracał do swojego ukochanego miasta i marzył… Wcześniej o „Młynie Sztuki”, ostatnio o niszczejącej „Harcówce” – pałacyku w Parku Strzeleckim, który chciał zamienić na tętniące sztuką centrum kultury oraz o dworcowej galerii, którą na kilka dni przed jego odejściem otwarto na tarnowskim dworcu PKP. Nie zdążył już tam być fizycznie ale jego duch, wierzymy w to głęboko, jest niebiańskim kuratorem każdej kolejnej ekspozycji przygotowanej przez jego następców. Został w naszej pamięci i sercach, czego najlepszym dowodem był zorganizowany w dniu jego pierwszych, już bez niego wśród nas, urodzin - serdeczny interdyscyplinarny wieczór w Mościckim Centrum Sztuki, którego pomysłodawcą była jego szefowa Agnieszka Kawa. A w jego bogatym programie znalazły się, m.in.: wernisaż wystawy guru światowej  fotografii Ryszarda Horowitza „All that Jazz" z udziałem autora, film - niespodzianka tarnowskiego twórcy Bogusława Hynka „Boguś”, oraz koncert dedykowany pamięci Bogusława Wojtowicza z udziałem Zbigniewa Jakubka, Kameralistów Rzeszowskich - Anny Naściszewskiej, Izabeli Tobiasz, Roberta Naściszewskiego, Orest aTelwacha, Sławomira Ujek oraz gwiazdy wieczoru Stanisława Sojki z zespołem. Gośćmi koncertu byli także: poeta, dziennikarz oraz prezenter - Dariusz Bugalski, polski rysownik, grafik, malarz, karykaturzysta; fotografik - Andrzej Dudziński, oraz Janusz Fogler - fotografik. Bogusław Wojtowicz miał wielkie zasługi dla kultury, i to nie tylko tarnowskiej. Inicjator szeregu interesujących wystaw, które przez ostatnie lata można było podziwiać w Tarnowie. Był m.in. pomysłodawcą i kuratorem oryginalnego Festiwalu Sztuki ArtFest, który stworzył w 2003 roku, zapraszając do Tarnowa wybitnych artystów różnych dziedzin sztuki. Stale współpracował z Andrzejem Dudzińskim (był „etatowym” kuratorem jego wystaw), Januszem Foglerem, Ryszardem Horowitzem, Wojciechem Prażmowskim, Jerzym Skolimowskim. Był także kuratorem niezliczonych wystaw w Tarnowie, Polsce, Europie. Był miłośnikiem i propagatorem muzyki jazzowej, jako pracownik Tarnowskiego Centrum Kultury organizował koncerty z udziałem najlepszych polskich i zagranicznych jazzmanów. W Radiu MAKS prowadził audycje radiowe poświęcone jazzowi i piosence francuskiej. Współpracował z: Tomaszem Stańko, Janem Ptaszynem Wróblewskim, Zbigniewem Namysłowskim, Adamem Pierończykiem, Stanisławem Sojką, w latach 90-tych był menadżerem zespołu rockowego ZIYO. Wielokrotnie nagradzany był za swoją pracę: Nagrodą Miasta Tarnowa za osiągnięcia w dziedzinie upowszechniania kultury (2006), „Złotą Różą" dla Festiwalu ArtFest - nagrodą w plebiscycie czytelników tygodnika TEMI (2007), „Akcent" Osobowość Roku Tarnowskiej Kultury - nagrodą tarnowskich dziennikarzy (2008), „Akcent" Wydarzenie Roku Tarnowskiej Kultury - Festiwal ArtFest (2008). Miał wielki talent zjednywania sobie ludzi i głębokie rozumienie kultury. To na jego zaproszenie do Tarnowa przyjeżdżali m.in. Andrzej Dudziński, Ryszard Horowitz, Janusz Głowacki, VOO VOO i Haydamaky, Nigel Kennedy, Wojciech Pszoniak, Andrzej Wajda, Leszek Mądzik, Jerzy Skolimowski, Wojciech Prażmowski, Wojciech Druszcz, OSJAN, Łódź Kaliska, Adam Myjak, Tomasz Stańko, Motion Trio, Giulia y Los Tellarini, Dariusz Bugalski, Jerzy i Andrzej Kalina. A niedzielna impreza. pomimo wspomnieniowego charakteru, była pogodna i ciepła – taka, jak Boguś…



Był jednym z luminarzy tarnowskiej kultury, wulkanem energii, człowiekiem iście renesansowym. Znaliśmy się i przyjaźniliśmy się całe lata... To dzięki niemu udało mi się przed laty przeprowadzić z Ryszardem Horowitzem obszerny wywiad do nie istniejącego już tygodnia „Echo Tarnowa”.  Był, jak trudno ciągle zaakceptować ten czas przeszły już dokonany,  przykładem człowieka, któremu udało się zatrzymać na kilka lat rozwój choroby nowotworowej. Jak sam mówił, choć chwilami było ciężko, postanowił się swoim schorzeniem po prostu „nie przejmować”, choć przecież wielu tarnowian pamięta jego wychudzoną postać z tego okresu. Zapytałem go kiedyś o ten pierwszy moment, w którym dowiedział się że ma raka. „W takich chwilach, gdy dowiadujesz się że jesteś chory na raka, człowiek robi swego rodzaju rachunek sumienia, dzieląc rzeczy na istotne oraz nieistotne, przewartościowując swoje kontakty z ludźmi” – dywagował. Trudne doświadczenie skłoniło go również do ponownego zastanowienia się nad tym, czym jest życie – tu dla B. Wojtowicza jedyną wartością okazała się duchowość, postrzegana jako umiejętność przeżywania piękna. Był też i Bóg – ale nie ten zinstytucjonalizowany. Zapytałem go także o reakcje innych ludzi, o litość, której Boguś w ogóle nie oczekiwał i nie chciał, o innych pacjentów obecnych w klinice... "W tym miejscu ludzie są tam wobec siebie nadzy i przez to prawdziwi, każdy jest niezgrabny, więc w pewnym sensie okazuje się tym, kim jesteś naprawdę” - mówił. Pytałem również o lęk przed śmiercią - w odpowiedzi usłyszałem m.in., iż dużą trudność sprawia m.in. brak możliwości zaplanowania czegokolwiek w dłuższej perspektywie czasu oraz strach przed „pozostawieniem nie załatwionych spraw”.



Ryszard Horowitz (ur. 1939 w Krakowie) – wybitny polski fotograf, prekursor komputerowego przetwarzania fotografii. Studiował w Wyższej Szkole Sztuk Pięknych, potem zaś na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Moment jego debiutu artystycznego przypadł na czas odwilży w 1956 roku. Kraków stał się nagle centrum awangardowego malarstwa, sztuki teatru i filmu. Miał wówczas 17 lat. Poznawał i fascynował się amerykańską fotografią i jej zadziwiającymi zastosowaniami w komunikacji.
W 1959 roku wyjechał do USA. W Stanach Zjednoczonych studiował w Pratt Institute. Jako wybitny student został przedstawiony Richardovi Avedonowi. W jego pracowni poznał Aleksieja Brodowicza, który miał największy wpływ na pokolenie fotografików New York School. W 1967 założył własną agencję fotograficzną w Nowym Yorku. W 1969 powstały jego pierwsze prace, będące wynikiem eksperymentów z szerokokątnym obiektywem i fałszywą perspektywą. W roku 1991 artysta otrzymał nagrodę APA American Advertising Photographers za zdjęcie Birds II. Zostało ono uhonorowane mianem Zdjęcia Roku w kategorii efektów Specjalnych. Wielkie uznanie przyniósł mu także słynny portret Jerzego Kosińskiego przekształcającego się w ptaka. Jest jednym z czołowych artystów fotografików XX wieku. Jego zdjęcia od początku lat 70. publikowane były w najlepszych magazynach fotograficznych świata. Jest jednym z prekursorów wykorzystywania komputerów w fotografii. Specjalizuje się w fotografii reklamowej, jest współzałożycielem amerykańskiego Stowarzyszenia Fotografików Reklamowych APA.
Charakterystyczny styl artysty wyraża się w iluzjonizmie komputerowych wizji, tworzonych przez realne przedmioty, które artysta łączy za pomocą komputera w fantastyczne, niekiedy paradoksalne zestawienia. Typowe dla jego fotografii jest dynamiczne rozmieszczenie realistycznych elementów w rozległej powietrznej przestrzeni, rozbudowana strefa nieba oraz obecność żywiołu wody, pełnej zawirowań, najczęściej ukazanej w ruchu.



A tak, kilka lat temu pisał o autorze  mościckiej wystawy jego nieobecny już wśród nas przyjaciel Bogusław Wojtowicz.
O Ryszardzie Horowitzu mówią „fotograf snów”. On sam często nazywa siebie fotokompozytorem, bo faktycznie jest fotografem szczególnym, niezwykłym. To on był jednym z pierwszych fotografów wykorzystujących komputer jako narzędzie pomocne w procesie twórczym. Za pomocą aparatu fotograficznego i współczesnych technologii kreuje Horowitz nową, własną rzeczywistość. Na nic zdałyby się jednak najnowsze osiągnięcia techniki, gdyby nie ogromna i zdawałoby się niczym nieograniczona zdolność artysty do kreacji. Jego oryginalny styl to wypracowane wizje, czasem wręcz bajeczne, polegające na budowaniu przestrzeni z przedmiotów, które na pierwszy rzut oka nie pasują do siebie. Jak kompozytor, z nieskoordynowanych dźwięków, w tym wypadku elementów fotograficznych, składa dzieło w harmoniczną całość. Realne przedmioty, zawieszone w przestrzeni targanej przez żywioły, nadają obrazom dynamiki. Wiatr i woda są ulubionymi motywami występującymi w pracach Horowitza, a konsekwencja ich działań tworzy kompozycje i nadaje im ruch. Obcując z tymi fotografiami odnosi się wrażenie uczestniczenia w spektaklu złożonym z kilkudziesięciu jednoaktówek, z których każda uruchamia wyobraźnię próbującą nadążyć za wizją autora, doszukując się fabuły, znaczeń. Bo gdzieś w tej złożonej formie ukryta jest treść, której wieloznaczność dręczy, zadziwia, zachwyca, by w końcu zagubić się i ulecieć - jak sen.
Polski jazz stał się tematem jego pierwszych, poważnych fotografii. Fotografie polskich jazzmanów powstały na przestrzeni trzech lat 1956 – 59 i są w dwójnasób ciekawe. Po pierwsze są niezwykłą kroniką tej muzyki, ale także życia kulturalnego tamtych czasów a po drugie, mimo młodego wieku autora są niekiedy bardzo dojrzałe artystycznie. Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych Horowitz znalazł się w Nowym Jorku, jak się okazało na stałe. Zdjęcia do cyklu “All that Jazz” wykonane zostały przez Horowitza w połowie lat sześćdziesiątych w Newport, podczas najwspanialszego jazzowego festiwal. Count Basie i Thad Jones, Charlie Mingus, Jimmy Rushing, Sonny Rollins a także Dave Brubeck, którego Horowitz znał i fotografował jeszcze w Polsce. To już nie są pionierzy jak w przypadku polskich muzyków, tu Ryszard Horowitz pokazuje tytanów i to się czuje. To wspaniałe fotografie, pełne jakiejś niesamowitej godności, pełne muzyki, w wielu wypadkach doskonałe artystycznie.



Jeden z polskich muzyków jazzowych zapytany kiedyś przeze mnie, czym jest dla niego jazz odpowiedział - jazz to nie tylko muzyka to styl życia. Nie wiem jak teraz, ale ponad pół wieku temu w Polsce to był niewątpliwie styl życia. Jazz w powojennej Polsce był zakazany a cóż lepiej smakuje niż zakazany owoc. Zwłaszcza, że ta muzyka dla wielu stała się uosobieniem wolności tej, której nam tak bardzo wtedy brakowało. Na fali odwilży w połowie ubiegłego wieku jazz za sprawą kilkunastu śmiałków wyszedł z podziemia i stał się od razu muzyką publiczną. Pierwszy sopocki festiwal jazzowy zgromadził jak twierdzą naoczni świadkowie 50 tysięcy ludzi a jego organizacją zajęły się takie postaci jak: Leopold Tyrmand, Stefan Kisielewski czy Witold Lutosławski. To było niebywałe wydarzenie z pochodem muzyków ulicami miasta i gigantycznym koncertem. To tam debiutowało kilku znakomitych dziś muzyków: Jan Ptaszyn Wróblewski czy Zbyszek Namysłowski. Na scenie pojawili się i Komeda i "Duduś" Matuszkiewicz i wielu innych. Entuzjazmowi temu uległa cała Polska głównie za sprawą młodych ludzi, dla których ta muzyka, uczestniczenie w koncertach było równe spacerom po Saint-Germain-des-Prés lub Greenwich Village. W takiej właśnie atmosferze dojrzewał Ryszard Horowitz a polski jazz stał się tematem jego pierwszych, poważnych fotografii. Fotografie polskich jazzmanów powstały na przestrzeni trzech lat 1956 - 59 i są w dwójnasób ciekawe. Po pierwsze są niezwykłą kroniką tej muzyki, ale także życia kulturalnego tamtych czasów a po drugie, mimo młodego wieku autora są niekiedy bardzo dojrzałe artystycznie. Trudno nie zachwycać się portretami: Zbyszka Namysłowskiego, Andrzeja Trzaskowskiego czy w końcu Krzysztofa Komedy.




Czarno-biała fotografia Horowitza w doskonały sposób wydobywa atmosferę ówczesnych jazzowych klubów, przyłapuje muzyków w sytuacjach tak dzisiaj dla nich charakterystycznych. Skupiony nad partyturą "Ptaszyn" Wróblewski, grymas na twarzy Jana Zylbera, uduchowiona Wanda Warska. Najciekawszą dla mnie sprawą w tych fotografiach jest to, że poza walorami artystycznymi Horowitz popisał się niebywałym wyczuciem. Niemal wszystkie osoby fotografowane wówczas przez niego stanowiły i stanowią filar polskiego jazzu a także polskiej kultury. Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych Horowitz znalazł się w Nowym Jorku, jak się okazało na stałe. Zamieszkał w miejscu, o którym wielu z jego pokolenia marzyło. Nowy Jork, Ameryka, wolny świat i ... wolny jazz. Tu, ta muzyka miała nieco inne znaczenie, bez podtekstów. Była po prostu muzyką. Tu słuchało się jej nie dla zademonstrowania postawy, słuchało się jej tak, jak słuchamy jej dzisiaj, dla niej samej. I takie też wydają się mi zdjęcia wykonane przez Horowitza w połowie lat sześćdziesiątych w Newport, podczas najwspanialszego jazzowego festiwal. Mam tu kilka ulubionych prac: Count Basie i Thad Jones, Charlie Mingus, Jimmy Rushing, Sonny Rollins a także Dave Brubeck, którego Horowitz znał i fotografował jeszcze w Polsce. To już nie są pionierzy jak w przypadku polskich muzyków, tu Ryszard Horowitz pokazuje tytanów i to się czuje.


To wspaniałe fotografie, pełne jakiejś niesamowitej godności, pełne muzyki, w wielu wypadkach doskonałe artystycznie. Zazdroszczę Ryszardowi tych zdjęć, tej muzyki, której słuchał, tamtej rzeczywistości. Dojrzewałem dekadę, no dwie dekady później i do dzisiaj żałuję, że nie dane mi było, jak tym "niewinnym czarodziejom", kopać nad ranem kamieni na Chmielnej i żegnać się "do widzenia, do jutra".

* * *


(kliknij w zdjęcie, by przejść do galerii)


Zbigniew Jakubek to polski pianista, aranżer oraz kompozytor kojarzony w swojej karierze z takimi gatunkami muzycznymi jak jazz, fusion, muzyka akustyczna i pop. Jest absolwentem Wydziału Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach, a jego kariera muzyczna rozpoczęła się od studenckich formacji New Coast, założonej 1983 roku. Wkrótce potem powstał Still Another Sextet, który otrzymał Grand Prix "Jazz Juniors 1984", a w kolejnym roku został założony: Walk Away. Jakubek współpracuje z wieloma cenionymi nazwiskami polskiej sceny muzycznej: Mietkiem Szcześniakiem, Majką Jeżowską, Lorą Szafran, Ryszardem Rynkowskim czy Zbigniewem Wodeckim.
Kameraliści Rzeszowscy to grupa składająca się z koncertmistrzów i solistów Orkiestry Filharmonii Podkarpackiej im. A. Malawskiego w Rzeszowie. W jej skład wchodzą skrzypkowie Robert Naściszewski i Orest Telwach, a także altowiolistka Izabela Tobiasz, wiolonczelistka Anna Naściszewska oraz kontrabasista Sławomir Ujek. Prezentują bardzo wysoki poziom umiejętności i są postrzegani jako elitarny zespół kameralny. Występowali podczas wielu koncertów festiwalowych, kameralnych i symfonicznych, m.in. w ramach Muzycznego Festiwalu w Łańcucie, Festiwalu Muzyki Żydowskiej w Krakowie, Festiwalu Wiolinistycznego im. B. Hubermana w Częstochowie, oraz podczas XXVII Ogólnopolskiego Festiwalu "Tydzień Talentów" w Tarnowie - Kąśnej Dolnej. Grali również koncerty w sali dużej Filharmonii Rzeszowskiej, Sali Balowej Muzeum Zamku w Łańcucie, w Auli Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Ich występy spotykają się z ciepłym przyjęciem oraz pochlebnymi opiniami.
Stanisław Sojka polski wokalista jazzowy i popowy, pianista, gitarzysta, skrzypek, kompozytor oraz aranżer, a także autor tekstów i poeta. Swoją przygodę z muzyką rozpoczął w wieku 7 lat, kiedy to zaczął śpiewać w gliwickim chórze katedralnym. Siedem lat później został kościelnym organistą. Ukończył Liceum Muzyczne w klasie skrzypiec, a potem kontynuował naukę na Akademii Muzycznej w Katowicach na wydziale Kompozycji i Aranżacji. Na studiach występował z uczelnianym Big Bandem Plus i z nim właśnie dokonał pierwszych nagrań dla archiwum Rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach. Jest laureatem wielu prestiżowych nagród, m.in. tytuł wokalisty jazzowego Europy w 1982 roku, laureat Klucza do Kariery na PJJ w Bydgoszczy w 1980, Bursztynowego Słowika na IMF Sopot ‘92 czy chociażby nagrody polskiego przemysłu fonograficznego Fryderyk ‘94 w kategorii wokalista roku. W roku 1991 ukazał się jego autorski zbiorek poetycki, zatytułowany Fracha.


oprac. Ryszard Zaprzałka


foto by Google Search, Paweł Topolski




sobota, 28 maja 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -