Blog > Komentarze do wpisu

-> Śmiertelna dusza, nieśmiertelna muzyka

Cyklu znani i nieznani…

Lubi porównywać skrzypce do człowieka. Instrument składa się przecież z korpusu i szyjki, ma główkę, oczka, talię. Ma także... duszę, choć nie jest ona nieśmiertelna Justyna Gancarek wyjmuje z szufladki kilka świerkowcyh kołeczków. - Te niepozorne kawałeczki drewna to dusze, bez których instrumenty są martwe i nie wydobędą z siebie żadnego muzycznego brzmienia... Z należnym zatem szacunkiem przechowuje owe dusze, by w odpowiednim momencie wstawić je do wnętrza delikatnych skrzypiec. I tym samym, ożywić instrument - powołać do muzycznego życia. Ten stwórczy akt daje jej najwięcej satysfakcji. Niestety, w przeciwieństwie do ludzkiej duszy, ta skrzypcowa jest śmiertelna. Po latach eksploatacji zwyczajnie się zużywa. Toteż pani Justyna ma zawsze kilka świerkowych kołeczków w zapasie i w każdej chwili może ten zużyty wymienić na nowy. Posiada też odpowiedniej jakości drewno na wystruganie kolejnej duszy, która daje instrumentowi życie. A mówiąc językiem fachowym - przenosi drgania z płyty górnej skrzypiec na dolną. W pracowni lutniczej na piętrze jednej z kamieniczek na Rynku w Zakliczynie panuje porządek i twórcza cisza. To samotne królestwo Justyny Gancarek, z jednym tylko oknem. Wpada przez nie czasami słońce i widać w oddali wzniesienia Pogórza Ciężkowickiego. - Kiedy jestem zmęczona, uciekam wzrokiem i myślami do pogórzańskiego krajobrazu... - przyznaje lutniczka. Od 2007 roku ma drugą pracownię w Jamnej na Pogórzu Ciężkowickim. Od kilkunastu lat mieszka w tym uroczym zakątku z rodziną. Wspólnie z mężem prowadzą popularną wśród turystów bacówkę. Tuż obok słynnego ośrodka poznańskiego duszpasterstwa akademickiego ojca Jana Góry.



Pokoik, w którym spędza długie godziny, urządzała kobieca ręka. To wrażenie narzuca się już od progu. Każdy metr i centymetr powierzchni wykorzystane są w przemyślany sposób. Nie ma przypadkowości, wszystko spoczywa na swoim miejscu. Meble zajmują wyznaczoną im precyzyjnie przestrzeń. Narzędzia i gotowe instrumenty wiszą na ścianie, w pogotowiu stoi maszyna do przycinania drewna. W kącie leżą wysuszone deski świerkowe i jaworowe, czyli drewno rezonansowe, sezonowane minimum dziesięć lat. Wycinane są z niego płyty skrzypiec: wierzchnia i dolna. Uwagę zwraca też czarny i ciężki jak kamień kawałek drewna hebanowego. To najlepszy, choć najdroższy, materiał na tzw. podstrunnicę. W powietrzu unosi się leciutki zapach drewna, kleju i przygotowywanego własnoręcznie lakieru do pomalowania skrzypiec. Jego trwała i sprężysta powłoka ma także istotny wpływ na dźwięk instrumentu. Lutnicy strzegą więc autorskich receptur lakierów jak oka w głowie. Lakierowane powłoki wielu wiekowych instrumentów stanowią do dziś zagadkę dla znawców przedmiotu i badaczy. Także pani Justyna nie ma zamiaru zdradzić swojego sekretu.

Wydawać się może, że w małym zakliczyńskim warsztacie niewiele się dzieje. To jednak pozory. W ciszy, skupieniu i bez pośpiechu trwają prace nad kolejnym smyczkowym instrumentem...

- Lutnik nie może spieszyć się, dobre skrzypce powstają w ciągu minimum trzech miesięcy cierpliwej, manualnej pracy. Nad jednym z ostatnich instrumentów pracowałam, z przerwami, niemal dwa lata i osiągnęłam lepszy niż poprzednio efekt końcowy. Przed połączeniem w całość, muszę dotknąć każdego detalu, ocenić go, poczuć jego strukturę, wniknąć głębiej - opowiada lutniczka.

- Nie można tego robić beznamiętnie, konieczna jest odrobina metafizyki, bez której skrzypce nie zachwycałyby świata od tylu stuleci. Każdy lutnik zostawia w instrumencie cząstkę siebie. Skrzypce zresztą, w jakiś przedziwny sposób, ogniskują w sobie emocje i wrażenia towarzyszące najpierw lutnikowi, a potem skrzypkowi, który na nich gra i wreszcie słuchaczom.

Justyna Gancarek pochodzi z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach muzycznych. Mistrzem i wzorem już od najmłodszych lat był dla niej ojciec - prof. Andrzej Łapa, ceniony poznański lutnik, wykładowca Akademii Muzycznej w Poznaniu. To w niej Justyna rozpoczęła swoją edukację lutniczą, idąc w ślady ojca. Później były studia na Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego w Poznaniu, w klasie profesora Włodzimierza Kamińskiego, a następnie prof. Antoniego Krupy. Uczelnię ukończyła Justyna Gancarek z tytułem magistra sztuki lutniczej w roku 1997. Od 1995 jest członkinią Związku Polskich Artystów Lutników. Od pięciu lat prowadzi wykłady na swojej macierzystej uczelni, Akademii Muzycznej w Poznaniu.

Bywa częstym gościem w rodzinnej pracowni lutniczej, ale zainspirowana góralską kulturą i muzykalnością otworzyła w 2007 roku własną pracownię w Jamnej na Pogórzu Ciężkowickim. Od kilkunastu lat mieszka w tym uroczym zakątku z rodziną. Wspólnie z mężem prowadzą popularną wśród turystów bacówkę. - Tam, pośród ciszy lasów, w obdarzonej wspaniałą naturalną akustyką chacie ze świerkowych bali, można wsłuchać się w niuanse instrumentu i odnaleźć jego prawdziwą duszę - zachwyca się lutniczka.

W 2010 przeniosła jednak pracownię do pobliskiego Zakliczyna. Dzięki temu ma łatwiejszy kontakt z klientami instrumentalistami. Z usług jej pracowni korzystają już profesorowie i studenci Akademii Muzycznej w Poznaniu, członkowie Filharmonii Poznańskiej, muzycy klasyczni i rozrywkowi z całej Polski, a także uczniowie m.in. z Poznania, okolic Tarnowa i Nowego Sącza. Brzmienie skrzypiec Justyny Gancarek cenią sobie znawcy przedmiotu i profesjonalni artyści.
 
Prof. Krzysztof Jakowicz nagrał w Dworku Paderewskiego w Kąśnej Dolnej płytę zatytułowaną "SKRZYPCE Z POLSKĄ DUSZĄ". W jej nagraniu uczestniczył m.in. instrument smyczkowy wykonany w pracowni pani Justyny. W ubiegłym roku odbył się w Kąśnej pierwszy koncert promujący ową płytę, kolejny zorganizowano w Łańcucie. Skrzypce pani Justyny zagrały też w auli Uniwersytetu Jagiellońskiego, podczas festiwalu Muzyka w Starym Krakowie.

Dotąd powołała do życia dwadzieścia skrzypiec koncertowych. Wykonanych perfekcyjnie i nawiązujących do klasycznych modeli, w tym Stradivariusa. Czuje z nimi sentymentalną więź, ale jest spokojna, wiedząc, że trafiają w dobre ręce. Każde, choć łudząco podobne, są na swój sposób niepowtarzalne. Lubi ukryć w nich jakiś znak, swoistą autorską pieczęć. Najczęściej jest nią wybrana sentencja, umieszczona wewnątrz rezonansowego pudła.

Ostatnio poniosła ją fantazja i kunsztownie wyrzeźbiła kobiecą główkę, wieńczącą gryf nowych skrzypiec. Ten instrument nietrudno będzie rozpoznać wśród innych.

- Moje skrzypce grają w różnych salach koncertowych. Wiem, że jedne trafiły do Niemiec, ale nie znam dalszych ich losów. Instrumenty zmieniają przecież właścicieli i tracimy je z oczu. Miałam kilkakrotnie szczęście siedzieć na widowni i podziwiać w akcji moje skrzypce. Słysząc ich brzmienie, odczuwałam prawdziwe wzruszenie. To uczucie można porównać do emocji jakie przeżywa matka, kiedy jej dziecko recytuje po raz pierwszy publicznie wierszyk.

- Takie chwile nadają głębszy, metafizyczny sens pracy lutnika... - konstatuje Justyna Gancarek, przed którą wiele jeszcze podobnych wzruszeń.


Marek Baran
(Dziennik Polski)




wtorek, 17 maja 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -