Blog > Komentarze do wpisu

-> Najodważniejszy człowiek świata

Rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego, współzałożyciel Tajnej Armii Polskiej, żołnierz Armii Krajowej, więzień i organizator ruchu oporu w Auschwitz-Birkenau… Ale  również przykładny mąż i ojciec, społecznik, poeta, artysta i harcerz. Długo by wymieniać zasługi Witolda Pileckiego dla odrodzenia wolnej Polski, o której często powtarzał i marzył. W 110 rocznicę Jego urodzin, w całym kraju odbyły się marsze pamięci – w tym również w Tarnowie. Tarnowski Pochód Pamięci zorganizowany przez Stowarzyszenie Koliber rozpoczął się w piątek, 13 maja na placu Sobieskiego o godz. 19 i przeszedł ulicami:  Wałową, pl. Bohaterów Getta, Dębową kończąc się na placu Ofiar Stalinizmu. Po Marszu odśpiewano Hymn narodowy, a później pieśń Marii Konopnickiej „Rota”. Były okolicznościowe przemówienia i kwiaty…   W dobie mass-mediów niezwykle ciężko jest propagować i podtrzymywać wśród młodych idee tradycji, konserwatyzmu i przywiązania do wartości chrześcijańskich. Pilecki zaraz przed skazaniem go na karę śmierci przez sąd PRL spotkał się z żonę, której nakazał czytać swoim dzieciom „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempisa. Był gorliwym katolikiem, co podkreślał na każdym kroku swego życia. Uznany przez wybitnego brytyjskiego historyka za jednego z sześciu najodważniejszych bohaterów ruchu oporu w czasie II wojny światowej. Taką postać warto wspominać i szerzyć pamięć o jego czynach. Że już tak się dzieje najlepiej świadczy uchwała tarnowskich radnych, którzy podjęli uchwałę o nazwaniu nowego mostu na potoku Wątok przy ulicy Mostowej imieniem rotmistrza Witolda Pileckiego. A my tę bohaterską postać przywołujemy tekstem Włodzimierza Knapa, jaki niedawno ukazał się na łamach Dziennika Polskiego.



- Jest to jeden z najbardziej niezwykłych ludzi XX wieku nie tylko w Polsce, Europie, ale też na całym świecie. I taki człowiek jest niemal powszechnie nieznany, również w swojej ojczyźnie - mówi Michał Tyrpa, inicjator akcji społecznej "Przypomnijmy o Rotmistrzu" ("Let's Reminisce About Witold Pilecki").

13 maja 2011 r. minęła 110. rocznica urodzin Witolda Pileckiego, który z własnej woli dostał się do obozu zagłady w Auschwitz, by tam zorganizować ruch oporu. I zorganizował go na potężną skalę, bo działało w nim - jak szacują znawcy - ponad 1000 osób. W Auschwitz przebywał 947 dni, z których każdy mógł być ostatni. Tak Pilecki opisuje pierwszy dzień: "Około dziesiątej wieczór (21 września 1940 r.) pociąg się zatrzymał w jakimś miejscu. Słychać było krzyki, wrzaski, otwieranie wagonów, ujadanie psów. Oślepieni reflektorami, pchani, bici, kopani, szczuci psami, raptownie znaleźliśmy się w warunkach, w jakich wątpię, by ktoś z nas był kiedykolwiek. Pędzono nas przed siebie. W drodze kazano jednemu z nas biec i zaraz w ślad za nim puszczono serię z p-ma. Zabito. Wyciągnięto następnie z szeregu 10 przygodnych kolegów i zastrzelono na skutek odpowiedzialności solidarnej za »ucieczkę«. Wszystkich jedenastu ciągnięto na rzemieniach uwiązanych do jednej nogi". Od rodziny zażądał Pilecki, by nie próbowała go wyciągnąć z Auschwitz. W końcu uciekł, przede wszystkim po to, by szukać pomocy dla więźniów. Przez cały czas pobytu w obozie dążył do tego, by więźniowie byli gotowi do walki; planował i przygotowywał ją.



Natomiast 25 maja  minęły 64 lata od jego śmierci, a zginął zabity strzałem w tył głowy w mokotowskim więzieniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, skazany bezprawnie na śmierć po okrutnym śledztwie, oskarżony m.in. o kierowanie siatką szpiegowską. Nie musiał zginąć. Nie musiał w ogóle po zakończeniu wojny wracać z Włoch do Polski. Przyjechał jednak w grudniu 1945 r., by zorganizować antykomunistyczną konspirację. Rok później odmówił wykonania rozkazu gen. Władysława Andersa, który nakazywał mu uciekać z Polski. Został. Rozkazowi sprzeciwił się także w czasie powstania warszawskiego. Miał zakaz uczestniczenia w nim z tej racji, że tworzył organizację "Nie". Samowolnie poszedł jednak na barykady i ulice Warszawy. Walczył w powstaniu najpierw jako szeregowiec, bo ukrył, że jest rotmistrzem (w kawalerii był to odpowiednik kapitana). Ktoś może powiedzieć, że Pileckim rządził gen walki, a może nawet samobójstwa.

Nie. Pilecki zanim zdecydował się na szaleńczo-bohaterskie czyny, był świetnym gospodarzem. W okresie międzywojennym doskonale sobie radził na gospodarstwie w rodzinnym majątku Sukurcze (dzisiejsza Białoruś). Majątek wyciągnął z długów, postawił na nogi, założył mleczarnię, ochotniczy szwadron kawalerii i ochotniczą straż pożarną, pomagał innym, wspomagał biednych, działał społecznie. Jacek Pawłowicz, który napisał książkę-album o Pileckim, twierdzi, że do dzisiaj rodowici Białorusini wspominają go życzliwie, choć po majątku Sukurcze nic nie zostało. Za to w nieodległym kościele parafialnym w Krupie można oglądać dwa obrazy pędzla Pileckiego.

Michał Tyrpa mocno podkreśla, że jakkolwiek w boju Pilecki sprawdził się znakomicie, to nie był typem prymusa wojskowego (szkółkę wojskową ukończył dopiero z 300. lokatą). - To był człowiek, który chciał budować, tworzyć, żyć spokojnie, ale aktywnie - mówi Michał Tyrpa. - Jednak w czasie wojny i po jej zakończeniu dał z siebie tak wiele, ponieważ miał głęboko zakorzenione poczucie obowiązku wobec państwa, wobec innych i dobra wspólnego.

Dotychczas chyba najbardziej uhonorował i docenił Pileckiego obcokrajowiec, brytyjski historyk Micheal Foot, który zaliczył go do sześciu najbardziej odważnych ludzi ruchu oporu w czasie II wojny światowej (w 1978 r. wyszła głośna na Zachodzie książka prof. Foota "Six Faces of Courage"; w PRL rzecz jasna ani o książce, ani o Pileckim nie można było mówić w środkach masowego przekazu). Również inni cudzoziemcy przypominają o wielkim Polaku, m.in. Marco Patricelli, którego biografia rtm. Pileckiego "Ochotnik" została nagrodzona we Włoszech, a w Polsce jeszcze w tym roku ma się ukazać nakładem Wydawnictwa Literackiego. Zachodni dziennikarze, którzy recenzowali te książki, o Pileckim pisali: "Najodważniejszy człowiek świata".

- Na szczęście, Witold Pilecki w kraju coraz bardziej jest doceniany w środowiskach, z którymi był związany, czyli w żołnierskim i harcerskim. Ale to bardzo niewiele, bo ten człowiek powinien być uznawany za naszego bohatera narodowego, na równi z tymi, których cenimy najwyżej - podkreśla Michał Tyrpa. Zapewnia, że akcję "Przypomnijmy o Rotmistrzu" będzie chciał prowadzić do czasu, gdy rtm. Pilecki będzie na świecie znany co najmniej tak jak Jan Paweł II czy Lech Wałęsa. - Pilecki zasłużył sobie swoim życiem, by być równym największym w naszej historii - mówi Tyrpa.

Nie będzie jednak łatwo wprowadzić go do powszechnej świadomości, ponieważ trudno nam, współczesnym, w pełni uświadomić sobie, jak bardzo był odważny, a jego życie heroiczne. I nie tylko dlatego, że dobrowolnie podjął się misji przeniknięcia do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz, by tam organizować ruch oporu, pomagać współwięźniom i przekazywać informacje o tym, co się tam działo, do władz Polskiego Państwa Podziemnego, a poprzez nie do rządów przede wszystkim Wielkiej Brytanii i USA.

Adam Tendera, więzień Auschwitz i Birkenau, mówi: - Trudno mi sobie wyobrazić, by w piekle, o którym mówi Biblia, mogło być gorzej. Kładliśmy się w nocy w siedmiu do koi, a rano wstawało zwykle trzech, czasami czterech. Zwłoki pozostałych były wywożone do krematorium. I tak było dzień po dniu. Tendera działał w obozowym ruchu oporu. Jego zadanie polegało na przygotowywaniu paczek żywnościowych dla tych, którzy uciekali z obozu. Tak opowiada o Witoldzie Pileckim: - Wiedziałem, jak wygląda. Widywaliśmy się czasami w obozie, przechodziliśmy koło siebie. Ze względów bezpieczeństwa nie miałem prawa do niego podejść. O swoim udziale w ruchu oporu nie mogłem nikomu powiedzieć, nawet najbliższym. Wiedziało o tym tylko kilka osób. O tym, że mija się z Pileckim, dowiedział się od swojego bezpośredniego przełożonego Feliksa Włodarskiego. - Kiedyś Feluś szepnął mi: "to jest Pilecki, nasz przywódca", gdy szedł naprzeciw nas. Zauważyłem, że jego ludzie dbali o niego, bo miał czysty, dobrze skrojony pasiak. Nawet kiedy tylko przechodził koło mnie, czułem, że jest to niezwykle bystry człowiek. To był prawdziwy bohater. O kimś takim nie wolno Polakom zapominać - apeluje Karol Tendera.

Michał Tyrpa sprzeciwia się pojmowaniu Witolda Pileckiego jako symbolu martyrologii, choć cierpień doznał jak mało kto i od Niemców, i od polskich komunistów. - On jest przede wszystkim symbolem heroicznego wymiaru człowieczeństwa, triumfu woli nad ludzkimi ograniczeniami. Dowiódł, że człowiek nawet w najstraszliwszych warunkach może być wewnętrznie w pełni wolny - mówi. - Rotmistrz Pilecki jest też uosobieniem sprzeciwu wobec wszystkiego, co stanowi zagrożenie dla wolności narodu złożonego - co trzeba podkreślić - z suwerennych, niezależnych jednostek - dodaje.

Inicjator akcji "Przypomnijmy o Rotmistrzu" radzi nam pamiętać o Pileckim również jako o zdolnym artyście. Rotmistrz był pisarzem, malarzem. Dwa jego obrazy do dzisiaj wiszą w kościele we wsi Krupa (obecnie na Białorusi): jeden przedstawia św. Antoniego, drugi - Matkę Boską Nieustającej Pomocy.

Pobyt w obozie koncentracyjnym opisał w tzw. raporcie Witolda Pileckiego z 1945 r. (w sumie napisał 3 raporty). Jest to dokument praktycznie w Polsce nieznany, choć ma bardzo dużą wartość historyczną, zawiera głęboką refleksję nad człowiekiem, społeczeństwem i czasami. Napisany jest ponadto, co też istotne, ładną polszczyzną. I choć osoby zaangażowane w promowanie postaci Pileckiego zwracały się wielokrotnie do resortu edukacji narodowej, by raport lub jego część stał się lekturą obowiązkową w szkołach, to żadnego odzewu ze strony MEN nie uzyskały. Przytoczmy zatem jego fragmencik: "Co może powiedzieć ludzkość dziś, ta ludzkość, która chce dowieść postępu kultury, a XX wiek postawić znacznie wyżej od wieków przeszłych. Czy w ogóle my, ludzie XX wieku, możemy spojrzeć w twarze tych, co żyli kiedyś i - śmieszna rzecz - dowodzić naszej wyższości, kiedy za naszych czasów zbrojna masa niszczy nie wrogie sobie wojsko, lecz całe narody, bezbronne społeczeństwa, stosując najnowsze zdobycze techniki. Postęp cywilizacji - tak! Postęp kultury? - śmieszne. Zabrnęliśmy, kochani moi, straszliwie". I jeszcze jeden, pokazujący, czym kierował się, jak myślał i czynił Pilecki: "Co by było, gdybym się choć raz poskarżył, że jest mi źle lub że jestem słaby i że właściwie przyparto mnie pracą tak, iż sam, dla ratowania swego życia, szukam wyjścia. Jasne, że wtedy nie mógłbym ani sugerować niczego innym, ani czegokolwiek od kogoś wymagać". Jako swego rodzaju kwinte- sencję Auschwitz można przytoczyć inne słowa z raportu: "Obóz był jak wielki młyn, co przerabiał ludzi żywych na popiół". Niczym proroctwo brzmi natomiast następujący fragment: "Nie to jest ważne, co napisałem dotychczas na tych kilkudziesięciu stronach, szczególnie dla tych, co będą je czytać li tylko jako sensację, lecz tutaj chciałbym pisać tak wielkimi literami, jakich nie ma, niestety, w piśmie; żeby te wszystkie głowy, co pod pięknym przedziałkiem mają wewnątrz przysłowiową wodę, niech się trochę zastanowią głębiej nad własnym życiem, niech się rozejrzą po ludziach i zaczną walkę od siebie, ze zwykłym fałszem, zakłamaniem, interesem podtasowanym sprytnie pod idee, prawdę, a nawet pod wielką sprawę". - Raport Witolda Pileckiego powinien być nie tylko lekturą szkolną, ale też znać go powinni niemal wszyscy Polacy - twierdzi Michał Tyrpa. - Obecnie jest jednak tak, że o rotmistrzu mało kto słyszał, a jego raport jest w zasadzie nieznany.

Na razie z pamięcią o Rotmistrzu jest krucho w Polsce. Nie licząc nielicznych książek i publikacji poświęconych Pileckiemu, które trafiają do bardzo wąskiej grupy, nawet najbardziej uznani autorzy zajmujący się dziejami Polskiego Państwa Podziemnego i pierwszych lat powojennych o nim albo w ogóle nie wspominają, albo marginalnie, ograniczając się do wymienienia jego nazwiska lub napisania jednego zdania o nim. Tak m.in. Pileckiego potraktowali profesorowie: Tomasz Strzembosz, Andrzej Paczkowski, Krystyna Kersten, Wojciech Roszkowski, Czesław Łuczak, Jerzy Holzer, Władysław Pobóg-Malinowski, Czesław Brzoza, Andrzej Sowa czy Andrzej Friszke. O Pileckim nie ma też ani słowa w Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, co również starają się zmienić uczestnicy akcji "Przypomnijmy o Rotmistrzu".

Nie ulega wątpliwości, że uświadamianie Polakom i innym nacjom, iż Witold Pilecki był człowiekiem niezwykłym, z pewnością jednym z naj-odważniejszych ludzi w dziejach świata, trzeba zacząć od przypominania jego sylwetki i dokonań. Od kilku lat zabiega o to Michał Tyrpa, prezes Fundacji Paradis Judaeorum. Trzy zasadnicze cele, o których realizację zabiega, to: upowszechnienie "Raportu Witolda" z 1945 r.; prowadzenie lobbingu na rzecz superprodukcji filmowej opowiadającej losy rtm. Pileckiego; ustanowienie 25 maja europejskim Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. - Od 2008 r. zabiegamy także u samorządów o nadawanie ulicom lub placom polskich miast imienia Rotmistrza Witolda Pileckiego. 17 września 2008 r. zwróciliśmy się do Jego Świątobliwości Benedykta XVI z prośbą o rozważenie beatyfikacji śp. Witolda Pileckiego jako chrześcijańskiego rycerza XX w., męczennika i świadka Chrystusa - mówi Michał Tyrpa. Na razie z Watykanu odpowiedź nie nadeszła. O Witoldzie Pileckim trzeba wiedzieć, że był człowiekiem głęboko wierzącym, katolikiem, ale nie mistykiem, choć stale sięgał po "O naśladowaniu Chrystusa" Tomasza Kempis.

Z okazji 110. rocznicy urodzin Witolda Pileckiego w 25 miastach Polski przejdą "Marsze Rotmistrza", które organizowane są według pomysłu Towarzystwa Michała Archanioła i we współpracy ze Stowarzyszeniem KoLiber oraz innymi instytucjami - Chcemy, aby okrągły jubileusz Rotmistrza świętowany był w atmosferze radości - mówi Tyrpa. - Jeśli tacy ludzie, jak Witold Pilecki oddawali życie za Polskę, polskość to powód do dumy i do radości. Przypomnijmy o Rotmistrzu! Więcej o akcji "Przypomnijmy o Rotmistrzu": www.michaltyrpa.blogspot.com


Włodzimierz Knap




środa, 25 maja 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -