Blog > Komentarze do wpisu

-> Cierpliwość papieru

Świat według Poświatowskiego

...On ci cierpliwy jest, łaskawy jest, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przyjmie... O czym mowa? Oczywiście o papierze, wobec którego cierpliwości jesteśmy praktycznie bez szans – przynajmniej do czasu, kiedy nie ziści się sen Stanisława Lema, w którym ludziom płaciłoby się za „nie pisanie”, nakazując im za to płacić kary za publikacje własnej twórczości; dopiero dzięki takiej to pisarskiej abstynencji, ludzkość miałaby szansę przetrawić w ciągu kilku-kilkunastu pokoleń oceany słowotwórczego chłamu, które – zwłaszcza w dobie „cywilizacji cyfrowej” gdy wszyscy piszą, a nie czyta nikt – ludzkość sama naprodukowała. W każdym razie: o tej niezwykłej, stoickiej cesze papierowych „zwojów martwych” wiedzą bardzo dobrze osoby układające budżety miast, gmin, czy – zwłaszcza – budżet polskiego państwa; wydawałoby się, że takie układanie budżetu to ścisła matematyka i wiedza tajemna, tymczasem okazuje się (szczególnie w ostatnich czasach), że mamy do czynienia z kreatywną twórczością z pogranicza literatury science fiction, z naciskiem na fiction, której służy „science”. Stąd też i biorą się pojęcia takie jak „kreatywna księgowość” i „kreacja pieniądza”. Ze stoickim spokojem papier znosi jednak nawet i to. Nic więc dziwnego, że cierpliwość papieru wciąż i wciąż testują zarówno unijni decydenci – jak i tarnowski magistrat...

Pełnię bezbrzeżnej cierpliwości produktów zakładów celulozowych znakomicie odsłania lektura rozmaitych „strategii rozwoju”, programów wyborczych, a także urzędniczych pomysłów, będących w istocie listą pobożnych życzeń i „nowoczesnych” zaklęć. Kolejny niezaprzeczalny sukces w tej dziedzinie odnotował ostatnio tarnowski magistrat, który w swoim komunikacie poinformował o zawiązaniu współpracy z zakładem karnym. Władze miasta (czy było to „Najwyższe Kierownictwo?) zobligowały poszczególne wydziały urzędu do wykazania się na odcinku takiej współpracy. Największą kreatywnością w zakresie testowania cierpliwości papieru wykazał się... Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska. Dzięki jego inicjatywie – jak dowiadujemy się z komunikatu - więźniowie zaczytywać się będą do łez w „Bibliotece ekologicznej”, z pasją przeglądając informatory o „Zielonych perłach Tarnowa”, wzbogacając przy tym swoją wiedzę na temat ochrony roślin – i tortura ta z pewnością będzie miała tak pożądany, „resocjalizacyjny” wymiar. Niestety nie wiem, na jakim papierze drukowane są informatory o „Zielonych perłach Tarnowa” - czy jest to papier pozwalający nadać mu „drugie życie” poprzez zużycie w charakterze papieru toaletowego, czy też może dzięki swej sztywności, służyć będzie jako broń biała do okaleczenia dupska? A może choć przyda się więźniom do robienia „tutek” z pomocą których wydmuchiwać będzie można na ulicę grypsy, bez zbliżania się do okna, tak by z ich pomocą i z pomocą spacerującego wzdłuż  więziennego muru młodzieńca w dresie, pochylającego się nad z nagła opadłym „z nieba” papierkiem, utrzymywać stosowny kontakt ze światem zewnętrznym?
Zagadka to nie lada, jednak by współpraca tarnowskiego magistratu z tarnowskim zakładem karnym miała należyty, obustronny i partnerski wymiar, proponowałbym „międzyzakładową wymianę” - urzędnicy odwiedzaliby więźniów z wykładami o „Zielonych perłach Tarnowa”, zaś więźniowie – odwiedzaliby magistrat z wykładami w rodzaju: „jak prawidłowo zlecić i wykonać audyt w miejskiej spółce, aby nie wzbudzał on żadnych podejrzeń”. Dopiero takie, nowatorskie w skali kraju podejście do współpracy, nie tylko oddaliłoby wszelkie „pomówienia” pod adresem Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Tarnowie, choćby w kontekście wykonanego w nim audytu, ale też zapewniałoby bezprecedensowy sukces i zagwarantowałoby obopólną korzyść - tym bardziej, że w naszym pięknym kraju pełnym złości i podłej ludzkiej zawiści, zdarza się przecie „nieoczekiwana zmiana miejsc” i mieliśmy już przypadki że „włodarz” rządził zza krat, nie wspominając już o tym, że w powszechnym przekonaniu polskie elity władzy pełne są kryminalistów – tyle że jeszcze nie osądzonych, a to z kolei w myśl niepoprawnej politycznie, a więc kłamliwej zasady zgodnie z którą „politycy dzielą się na tych, co siedzieli, siedzą i będą siedzieć”. Dodatkowy pożytek z takiej wymiany byłby taki, że zarówno więźniowie jak i urzędnicy mogliby sobie nawzajem pooglądać swoje potencjalnie przyszłe miejsca przebywania, czego rzecz jasna żadnemu z nich nie życzę, bo jak wiadomo, po obu stronach muru są sami niewinni ludzie.
Niezależnie jednak od tych moich dywagacji, zacieśnienie współpracy między tarnowskim magistratem a zakładem karnym, szczególnie na odcinku Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska pokazuje raz jeszcze, że papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie.

Tymczasem kiedy tak Tarnów ma swoje „Zielone perły Tarnowa”, Unijczycy mają swoją „Zieloną Księgę”, a ściślej dokument z podtytułem „jak zmienić wyzwania w możliwości: wspólne ramy strategiczne dla finansowania unijnego na rzecz badań naukowych i innowacji”. Nie będę się tu znęcał nad całością tego dzieła, nad którym deliberować mają nasi posłowie; pełnoć tu rozmaitych błazeństw i żali, że dotychczas sektor prywatny nie chciał się angażować w unijne projekty bardzo naukowe, na przekór papierzano-biurokratycznemu przekonaniu, że nauka się rozwija, a rzeczy martwe i ożywione istnieją jedynie o tyle, o ile zostaną odpowiednio opisane, zadekretowane i opieczętowane. Z dokumentu tego wynika m.in., że brukselskim bęcwałom bardzo podpadł klimat, z którym chcą walczyć, bo klimatowi nic tak dobrze nie robi jak walka z nim, czyli wprzęgnięcie nauki w walkę o socjalizm i kasę z powietrza – pardon: oczywiście chciałem napisać o walce z globalnym ociepleniem polegającym na globalnym oziębieniu, czy jakoś tak. Prócz tego jednak unijnych specjalistów od rozwoju nauki martwi udział kobiet w tymże niedorozwoju, który to udział należy „zwiększyć”.
Jakie działania należy podjąć na szczeblu UE, aby wzmocnić pozycję kobiet w nauce i innowacji?” - tak brzmi pytanie postawione w dokumencie, który ma służyć rozwojowi nauki. Już sam fakt postawienia takiego pytania przez autorów świadczy, że dokument ten jeżeli czemuś służy – to bynajmniej nie nauce, albowiem nauka rozwija się tam, gdzie się rozwija, niezależnie od granic, płci i orientacji seksualnej. Nawiasem mówiąc są dziedziny nauki, w których dominują właśnie kobiety, a nie mężczyźni. Jeżeli jednak sztucznie zwiększymy udział kobiet w „nauce”, zapewne przysłużymy się wówczas w jakiś sposób kobietom, ale nauce nie pomożemy, a wręcz zaszkodzimy, tak samo jak gdybyśmy sztucznie zwiększali ów udział ze strony mężczyzn, homoseksualistów, czy też mniejszości łysych i garbatych, dopingując w ten sposób zmitologizowaną i ucieleśnioną tym zabobonem Panią Naukę, by uległa naszemu wołaniu na puszczę i przyjęła wreszcie do wiadomości, że do jej rozwoju przyczynia się statystycznie taka sama liczba kobiet, co mężczyzn, jak też homoseksualistów, łysych i garbatych – nie zaś ta liczba, która istotnie i obiektywnie do jej rozwoju się przyczynia, bez względu na swoje orientacyjne seksualnie, płciowo czy światopoglądowo parametry, jakie zadekretuje sobie łunia jewropejska, która potem w rozmaitych „zielonych księgach” dziwuje się, dlaczego pod względem rozwoju nauki jest ci u nas tak źle, skoro jest tak dobrze.
Otóż kiedy w USA wprowadzono „akcję afirmacyjną”, czyli „punkty za pochodzenie” dla Murzynów, czy, jak to się mówi, „kolorowych” - doprowadziło to do sytuacji, w której na uczelnie wyższe częstokroć dostawał się mniej zdolny, za to „kolorowy” człowiek, mimo iż jego „biały” kolega zdobył na egzaminach większą liczbę punktów. W ostatecznym rozrachunku sami, co bardziej inteligentni „kolorowi” zaczęli protestować, albowiem każdy Murzyn po wyższej uczelni traktowany był przez pracodawcę jako absolwent potencjalnie głupszy od absolwenta białego (nawet gdyby był mądrzejszy), ponieważ najprawdopodobniej, w sposób uzasadniający to domniemanie, skończył szkołę nie dzięki własnemu zapałowi i inteligencji, ale dzięki punktom za pochodzenie, czyli za przynależność rasową. W istocie otrzymaliśmy więc zalegalizowany państwowo rasizm w imię walki z tymże. Jest też wątpliwe, czy amerykańskie uczelnie wyższe, mimo ich sukcesów, odniosły z tego korzyść większą, niż odniosłyby, gdyby jedynym kryterium przyjęcia na nie było kryterium wiedzy, a nie rasy.
Podobny rasizm, seksizm i szowinizm znajdujemy w „Zielonej Księdze” w odniesieniu do kobiet. Takie postawienie sprawy z pewnością nie będzie służyło rozwojowi nauki, a raczej jej szkodziło, o czym z pewnością dobrze wiedzą przede wszystkim logicznie myślące panie, realizujące się w prowadzeniu badań naukowych, czy wręcz zarządzające różnymi projektami wszędzie tam, gdzie w danym momencie sprawdzają się lepiej od mężczyzn.

Jak widać na powyższych, pierwszych z brzegu przykładach, socjalizm ma się dobrze, nauka nareszcie znów służy ideologii, a my jesteśmy coraz bliżej prawdziwego postępu i rozwoju – na razie przynajmniej w kwestii planowania i budowania strategii. Jak ten postęp jeszcze trochę bardziej się rozwinie, wówczas zacznę się martwić o los pisarzy science fiction, zagrożonych nieuczciwą konkurencją ze strony urzędników. Ale co tam – papier cierpliwy jest – wszystko przyjmie...


Mirosław Poświatowski




czwartek, 12 maja 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -