Blog > Komentarze do wpisu

-> Tarnowianie w Katyniu...

10 kwietnia 2010 r. o godzinie 8.41 w katastrofie polskiego samolotu zginęło 96 osób. Wszyscy pasażerowie na czele z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim i jego żoną stanowili polską delegację na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Była to druga pod względem liczby ofiar katastrofa w historii lotnictwa polskiego i największa pod względem liczy ofiar katastrofa w dziełach Sił Powietrznych RP. Katastrofy nie przeżyła żadna z osób obecnych na pokładzie samolotu. Dzisiaj pozostajemy zawieszeni pomiędzy historiami, które dzieli kilkadziesiąt lat. Prawda o Katyniu jest nadal niewyjaśniona i pogrzebana razem z ofiarami gdzieś pod Smoleńskiem. Prawda o katastrofie samolotu z 10 kwietnia 2010 roku chyba już nie istnieje, bo jak mówi Pismo Święte – powróciła do Boga. Również Tarnów modlił się i pamiętał o pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej - „W pierwszą rocznicę smoleńskiej tragedii, chcemy pamiętać o wszystkich jej ofiarach. To powinność nas Polaków; nas chrześcijan. I modlimy się za ofiary smoleńskiej katastrofy, wołamy dla nich o pokój; wołamy też o pokój dla nas, dla Polski i czekamy cierpliwie na pełną prawdę o tym wydarzeniu” – mówił biskup Wiktor Skworc. „Ważna, nietypowa forma uroczystości, to nie tylko kwiaty czy znicze przy Grobie Nieznanego Żołnierza. To może być symboliczna róża w dłoniach osoby, udającej się na Mszę św. czy datek na dobry cel” – podkreślał prezydent Ryszard Ścigała. Tarnowskie uroczystości rozpoczęły się w niedzielę 10 kwietnia o godzinie 8.41. Z wieży ratuszowej odegrano utwór „Cisza” De l’or le Clairon – le Silence. Następnie w Pasażu Tertila otwarto Izbę Pamięci Ofiar Katastrofy w Smoleńsku. Były zdjęcia wszystkich, którzy zginęli w tej katastrofie, odczytano także ich nazwiska. Ponadto zaprezentowano wpisy mieszkańców Tarnowa, którzy rok temu po katastrofie wyrażali swój ból, zapisując swoje przemyślenia w księdze kondolencyjnej, do której wpisywać mogli się i teraz. W wyjątkowej Izbie Pamięci były także do zabrania róże, z którymi w dłoniach, uczestnicy uroczystości przeszli do katedry, gdzie o godzinie 12.00 została odprawiona Msza św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. Liturgii przewodniczył biskup tarnowski Wiktor Skworc. W bazylice katedralnej przy zdjęciach ofiar katastrofy można były składać róże – symbole pamięci o zmarłych rok temu pod Smoleńskiem. Na uroczystości zaproszono również rodziny posłów Wiesława Wody i Leszka Deptuły oraz artysty Wojciecha Seweryna, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Niemalże równocześnie, tuż po wybrzmieniu z wieży tarnowskiego Ratusza ostatnich taktów „Ciszy", pod Tablicą Katyńską na placu Ofiar Katynia (nieopodal Grobu Nieznanego Żołnierza) odbył się Apel Pamięci o Ofiarach Katastrofy Smoleńskiej, podczas którego w niebo wypuszczonych zostało 96 par biało-czerwonych baloników. Odczytany został również apel do władz miasta o upamiętnienie ofiar tragedii poprzez wmurowanie w najbliższych miesiącach specjalnej Tablicy Smoleńskiej, z propozycją jej umieszczenia niedaleko obecnej Tablicy Katyńskiej. Zaś od piątku w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Juliusza Słowackiego w Tarnowie, filia nr 2, można zwiedzać wystawę zatytułowaną "Pogrzeb Pary Prezydenckiej". Autorem prezentowanych zdjęć jest młody tarnowski fotograf Aleksander Pytel. Ten niespełna 18-letni chłopak już od kilku lat zajmuje się "pstrykaniem" różnorodnych tematycznie zdjęć, aczkolwiek w fotografii preferuje czerń i biel.

Przed rokiem, w dniu katastrofy byli w Lesie Smoleńskim także tarnowianie, wraz z innymi przyjechali wziąć udział uroczystościach upamiętniających 70-tą rocznicę Zbrodni Katyńskiej. Był wśród nich m.in. poseł Jacek Pilch (PJN), z którym wywiad udzielony Dziennikowi Polskiemu przedrukowujemy poniżej. Przyjechali, aby pomodlić się nad grobami zamordowanych polskich oficerów, zapalić znicze i złożyć kwiaty. Niestety, stało się inaczej. - Tej tragedii nikt się nie spodziewał. Widocznie ofiara życia Pana Prezydenta i wszystkich, którzy zginęli, była Bogu potrzebna, aby pojednać Polaków, pojednać Rosjan i pojednać oba te narody oraz wskazać , jakie potworne morderstwa były popełniane nie tylko w Katyniu, ale i na całym świecie – mówi Józef Gądek, Wójt Skrzyszowa, uczestnik delegacji w Katyniu. Obok Wójta Skrzyszowa w składzie tarnowskiej delegacji, która wyruszyła 8 kwietnia do Rosji i na Białoruś znalazło się 12 samorządowców z gminy Tarnów, Strzyżów, Tuchów. Przewodniczył jej Adam Szpak, radny powiatu tarnowskiego.



„Do Rosji zajechaliśmy na godzinę ósmą rano. Piękna pogoda była, słońce. Spacerowaliśmy wśród tych grobów, modląc się i rozmawiając o wcześniejszej wizycie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Tuchowie (…) Wszyscy, którzy tam byli, byli załamani. Zamiast obchodów 70-lecia „rzezi katyńskiej” dowiedzieliśmy się o tym. Każdy mówił, że katyńska ziemia jest przeklęta, szok (…)Zaproszenie do wspólnej modlitwy pozwoliło na moment ostudzić straszliwe emocje. W trakcie mszy, na krześle przygotowanym dla Prezydenta Lecha Kaczyńskiego położono wieniec, który Prezydent RP miał złożyć na katyńskim memoriale.
Po potwierdzonej informacji o katastrofie i śmierci wszystkich członków delegacji, odwołano wszystkie zaplanowane na ten dzień uroczystości i podjęto decyzję o powrocie.” – relacjonował wyjazd do Katynia na uroczystości 10 kwietnia 2010 roku, przewodniczący tarnowskiej delegacji, radny powiatu Adam Szpak. – „Po zakończeniu uroczystości mszalnych pojechaliśmy do Smoleńska na miejsce katastrofy. Zrobiliśmy zdjęcia wraku samolotu i części.



Wracając już do Polski zjechaliśmy do wioski na Białorusi oddalonej od autostrady 30 kilometrów. Spotkaliśmy ludzi modlących się w języku polskim, w kościele. Flaga biało-czerwona przewiązana czarną szarfą. Wszyscy tam płakaliśmy.”. Nazwa miejscowości pochodzi albo od czasownika katat, katit, gdyż przetaczano tędy statki z dorzecza Dniepru do dorzecza Dźwiny, albo od staroruskiego kat, katun (obóz, obozowisko).
Na wschód od Katynia, w pobliżu Gniezdowa, na odcinku 5 km na prawym brzegu Dniepru znajduje się pas kilku tysięcy kurhanów oraz dwa grodziszcza. Kurhany i grodziszcze datowane są na IX-X w. n.e. W pobliskim lesie zwanym Lasem katyńskim, w uroczysku Kozie Góry (Козьи Горы) (w Polsce zwane Kosogory, prawdopodobnie na podstawie zniekształconej fonetycznie przez Niemców rosyjskiej nazwy), leżącym na terenach NKWD, od lat 30. XX wieku dokonywano masowych mordów na ofiarach czystek politycznych Stalina, w tym również zbrodni katyńskiej na internowanych polskich oficerach.



Teren ten był formalnie częścią ośrodka wypoczynkowego dla pracowników NKWD z siedzibą we wsi Borek.- To tylko kilka prostych i technicznych zdań zaczerpniętych z encyklopedii. Nie ma w nich ładunku emocji, przeżywania ostatniej sekundy życia tysięcy polskich jeńców mordowanych przez rosyjskich katów ubranych w specjalne rękawice i gumowe fartuchy, nie ma w nich ostatniego „Ojcze nasz…” i „Jeszcze polska…”. W świadomości późniejszych pokoleń pozostał wielki spychacz, który zgarniał ziemię do głębokiego dołu i piramidy czaszek, każda z małą dziurą w potylicy. Mordercy wiedzieli jak zabijać. Ziemia przeklęta dla nas od wieków, chociaż na każdym kroku widać tam polskość, zażądała kolejnej ofiary i samolot rządowy stał się palącą trumną dla prawie stu polskich polityków, działaczy społecznych, grupy pracowników BOR i obsługi. Podobnie jak po odkryciu grobów katyńskich ofiary katastrofy w Smoleńsku rozpoznawano po szczegółach. Prezydentową Marię Kaczyńską po wygrawerowanym na obrączce ślubnej napisie, a tam, w Katyniu po listach do rodzin – „Napiszcie mi jak najwięcej o domu i rodzinie. Wasz Stefan” – Kto nie wie czym jest taka strata niech nigdy nie wyciska łez, bo będą kwaśne jak zielona cytryna. Władysław Broniewski pisał – „Ich wszystkich było pięćdziesięciu. Wiązano grupy po dziesięciu i pchano siłą w paszcze aut, a potem - Wola, Włochy, dworzec... Nad wszystkim bujał, jak proporzec dopełniający się już gwałt.”. W Katyniu wiązano specjalnym węzłem pojedynczych więźniów i pchano nad brzeg wykopu. Potem był jeden strzał, następny, tysięczny, a pistolety kaci zmieniali co kilka minut, bo zbyt parzyły w ręce. Marian Wodziński, tarnowski patolog po przeprowadzeniu ekshumacji w Katyniu do końca życia czuł na sobie zapach śmierci, golił włosy na głowie i znieczulał się morfiną, a inni do śmierci pozostawali w obłędzie. Jak się zaczęła ta największa zbrodnia popełniona na polskich jeńcach przez sowieckich katów? 5 marca 1940 roku Biuro Polityczne KC WKP wydało decyzję o zlikwidowaniu przetrzymywanych na terytorium ZSRR polskich jeńców wojennych osadzonych w specjalnych obozach NKWD – Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Liczbę przyszłych ofiar szacowano na ok. 21 tysięcy. Ofiary dokonanej zbrodni stalinowskiej zostały pogrzebane w zbiorowych mogiłach – w Katyniu pod Smoleńskiem, Miednoje koło Tweru, Piatichatkach na przedmieściu Charkowa i w przypadku 7 tysięcy ofiar w innych nieznanych miejscach. Oficerowie, żołnierze i urzędnicy pochodzący z ziemi tarnowskiej również pozostali na zawsze w masowych grobach katyńskich.



Oto pełna “ tarnowska” lista katyńska:
por. Antoni Anioł, ppor. Jan Brożek, ppor. Julian Budzyń, kpt. Józef Budzik z Łękawicy mjr Józef Czajka, Zygmunt Dobrowolski, por. Władysław Fenrych, Karol Gajda, Władysław Galus, ppłk. Stanisław Goździewski, mjr Stanisław Izworski, mjr Józef Karcz, kpt. Edward Kawa-Kawicki, kpt. Józef Kozioł, por. Krudowski, ppłk. Stefan Leukos-Kowalski, kawaler Krzyża Virtuti Militari, ppor. Henryk Lewandowski, kpt. Stefan Łazarów, por. Wacław Makarski, kpt. Edward Mazurkiewicz, mjr Jan Pawelec, kpt. Adam Piotrowski, kpt. Tadeusz Pisowicz, ppor. Eugeniusz Robak, por. Alojzy Rusin, kpt. Witold Rybankiewicz, Stanisław Sacha, ppor. Mieczysław Seweryn, pchor. Zygmunt Skorupa-Wiśniowski, kpt. Jan Strzesak, Tadeusz Ujejski, por. Jan Ignacy Wróblewski, por. Józef Alfred Wrześniowski, Stanisław Wysocki, mjr Mieczysław Seweryn Żochowski, por. Józef Żuchowicz, por. Stanisław Bieniarz, ppor. Wiktor Bronowicz, por. Józef Cieśla, plut. Maksymilian Ciurla, kpt. Stanisław Głowacki, kpr. Franciszek Hołda, kpt. Józef Kapała, por. Antoni Klisielewicz, por. Bolesław Kostrzewski vel Kostyra, kpt. Stanisław Kras, oficer WP służby stałej, kawaler Krzyża Virtuti Militari, ppłk. Józef Kutryba, kawaler Krzyża Virtuti Militari, kpt. Henryk Tadeusz Narożański, płk Józef Adam Pecka, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych (czterokrotnie), Krzyżem Niepodległości i KKOPR, kpt. Adam Piwnica, por. Mieczysław Radoniewicz, mjr Stanisław Rydarowski, kpt. Stanisław Skórka, Jan Sokolnicki, ppor. Leopold Stępek, sierż. Andrzej Piotr Suchenko, ppor. Stanisław Szczeklik, kpt. Mieczysław Antoni Świerczewski, ppor. Sylweriusz Świerczewski, podof. Wojciech Wałaszek, por. Adam Waśko, por. Józef Winter, ppłk Marian Wójtowicz, kpr. Stanisław Zaucha, ppor. Zawilński, ppor. Marian Żuromiński, ppor. Tadeusz Bolesław Barbeka, kpr. Stanisław Bukry, Stefan Jan Dunikowski, ppor. Emil Gładysiewicz, Eugeniusz Gniewek, kpt. Tadeusz Hawalewicz, por. Adam Malinowski, por. Stefan Mikołajczyk, por. Jan Musiał, kpr. Michał Ptaszkowski, podof. Adam Sipień, por. Adolf Styrcha, ppor. Franciszek Struzik, st. sierż. Wincenty Szatko, ppor. Leszek Szpak, Jan Wiatr, Tomasz Wróbel, Józef Kalita, Stanisław Stanek, Roman Wydro, Franciszek Kocela.

Chciałem lecieć do Smoleńska...

Rozmowa z posłem JACKIEM PILCHEM (PJN) w rocznicę katastrofy pod Smoleńskiem



Panie pośle, przepraszam, ale Ci, którzy nie wsiedli mówią tak samo.
- I wielu pewnie nie kłamie. To była prestiżowa sprawa. Znaleźć się na pokładzie z Prezydentem w tak ważnej delegacji i podczas tak ważnej uroczystości. Wielu posłów z różnych partii zabiegało o miejscówkę. Nikt się tym specjalnie nie przechwalał, bo każdy... walczył o swoje.

A Pan do kogo chodził w tej sprawie?
- Do mojej dobrej koleżanki, dziś świętej pamięci, Kasi Doraczyńskiej z Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Prosiłem, żeby pomogła, żeby po starej znajomości załatwiła miejsce w samolocie. “Są starsi, są rodziny katyńskie. Polecisz przy następnej okazji. Słowo". I w ten sposób pewnie uratowała mi życie. Ale wielu znajomych i dalsza rodzina myślała, że poleciałem samolotem. Sądzili, że Adam Bielan i znajomi z kancelarii załatwią przelot w ostatniej chwili. Został pociąg.

Dlaczego jechał Pan do Katynia?
- Chciałem wykonać testament mojego dziadka, Stefana Szostka. Był oficerem 16 pułku piechoty. Prosił mnie: “Jak będziesz kiedyś mógł pojechać do Katynia, pomódl się tam za mnie i moich towarzyszy broni".

Dojeżdżacie na miejsce...
- Jesteśmy w Smoleńsku 10 kwietnia o świcie. Na dworcu kolejowym jako parlamentarzyści wsiadamy do dwóch autokarów i w eskorcie milicji jedziemy do restauracji. Nie wiemy dlaczego reszta delegacji, która dojechała pociągiem została na dworcu.

Dlaczego nie pojechaliście od razu na miejsce uroczystości, do Katynia?
- Nie wiem. Zresztą po roku wiele rzeczy, które wtedy lekko mnie dziwiły - chodzi o sprawy organizacyjne ze strony rosyjskiej - odczytuję w innym świetle. Czasem sam nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.

A gdzie znajdowała się ta restauracja?
- To był taki parking w lesie. Tego dnia niemal odcięty od świata. Dookoła agenci. Pewnie FSB.

Może chcieli Was podjąć śniadaniem?
- I podjęli. Bardzo przyzwoitym. Sery, wędliny... Ale nagle ktoś mówi: "Słuchajcie, jesteśmy tylko 3 km od Gniezdowa".

Czyli tam, dokąd przywożono pociągami polskich oficerów przed rozstrzelaniem?
- Tak. I kilka osób natychmiast postanawia iść na stację, żeby się pomodlić. Po mniej więcej pół godzinie przywozi ich z powrotem FSB. "Nie wolno nigdzie chodzić! Nie ma zgody!", słyszymy.

Czyjej zgody?
- Z tego, co mówił oficer FSB, to zgody nie dała Moskwa. Ale przewodnik mimo to prosi o pozwolenie na odwiedzenie stacji. Negocjacje. Czekamy może kwadrans. I... jest zgoda Moskwy. Ruszamy natychmiast. Jest czas na krótką modlitwę. Zapalamy znicze. Wreszcie jedziemy do Katynia.

Która mogła być wtedy godzina?
- Nie wiem. Bladym świtem. Gubiłem się w strefach czasowych. Stoimy w długiej kolejce do kontroli. I kolejna rzecz, która daje do myślenia. O ile nikt z Rosjan najpierw specjalnie się nie spieszył, to odprawa nagle przyspieszyła. Robi się dziwnie nerwowo. Wszyscy funkcjonariusze OMON-u nagle na sygnałach wyjeżdżają w kierunku Smoleńska. Patrzymy po sobie ze zdziwieniem. Ale nic nie przeczuwamy.

Nawet, kiedy Prezydent się spóźniał?
- Nawet wtedy. Siedzimy spokojnie na Memoriale. Czekamy na Prezydenta. Z przodu puste krzesła. Czekanie się wydłuża. Nie wiem, ile to wszystko trwało.

Jak dowiedzieliście się o katastrofie?
- Początkowo nikt nie mówił o katastrofie. Z różnych źródeł dochodziły informacje, że prezydent się spóźni.

Z powodu...?
- Jakiejś awarii samolotu. Nic nowego, pewnie zepsuło się koło lub przez inną bzdurę będzie poślizg - ktoś obok komentuje. Ci, którzy latali “Tutkami" wiedzieli, że te samoloty były nieprzewidywalne. W każdej chwili coś mogło się w nich zepsuć.

W końcu przychodzi ta najgorsza wiadomość.
- Zanim nas poinformowano o katastrofie, napięcie zaczęło gwałtownie narastać. Koledzy odbierają komórki. Zastygają. Ktoś mówi, że samolot się rozbił. Nie wierzę.

Co Pan wtedy robi?
- Łapię za swój telefon. Chcę sprawdzać swoimi kanałami. W tym momencie dzwoni mój brat. Mama nie była w stanie. Myślała, że lecę. Krzyczę do telefonu: "Michał! Michał! Powiedz wszystkim, powiedz mamie, że żyję!". Drugi telefon do Aśki, mojej żony. Niewiele wcześniej wstała, właśnie miała włączać telewizor, żeby oglądać transmisję. W jej telefonie było już kilkadziesiąt nieodebranych połączeń i kilkanaście sms-ów z informacją o katastrofie.

Pamięta Pan rozmowę z żoną?
- Nie pamiętam, o czym rozmawialiśmy. Byliśmy oboje w wielkim szoku. Chyba zamieniłem kilka słów z moim synem Kubą. Rozłączam się, łapię strzępki informacji od kolegów. Ale niczego nie sposób było się dowiedzieć. Jedni płakali, inni niedowierzali, ktoś się modlił. Któryś kolega poseł nerwowo wybiera jakieś numery. “Dzwonię do Grażyny Gęsickiej i Oli Natalli-Świat. Jacek, one nie podnoszą! Rozumiesz, one nie podnoszą" - mówi przez łzy.

Nikt nie udzielał Wam informacji na Memoriale?
- Były bardzo skąpe i chaotyczne. Dzwonię drugi raz do Tarnowa. Proszę Aśkę o oglądanie telewizji. Mówi mi, że obydwaj bracia Kaczyńscy mogli być na pokładzie. Paweł Szefernaker, asystent Joachima Brudzińskiego, na szczęście szybko temu zaprzecza. Rozmawiał z Joachimem przed chwilą. Kątem oka widzę, że do Memoriału podjeżdża minister Jacek Sasin. Podbiegam do auta. “Straszna katastrofa" - tyle zdążył mi powiedzieć. Za chwilę ktoś puszcza informację, że podobno trzy osoby przeżyły...

Jak wyglądał Wasz powrót do Polski?
- Wyjazd z Memoriału. W ciszy. W zupełnej ciszy. Pojawiają się obok nas autobusy FSB. Wchodząc do autokaru w kierunku naszego opiekuna z FSB, który był z nami od rana, wykonuję ruch głową. Ruch niedowierzania i smutku. W jego oczach zobaczyłem stal...

Pojechaliście prosto na stację?
- Nie, zabrali nas jeszcze do restauracji na obiad. Nikt nie mógł jeść. Muszę wyjść. Chcę zapalić. Idę do toalety. Od razu pojawia się opiekun z FSB, który towarzyszy mi aż do drzwi i później cierpliwie czeka. Wracając na salę, spotykam lokalną dziennikarkę. Słyszę pytanie: “Dlaczego piloci podchodzili do lądowania mimo mgły".

O której wyjechaliście do Polski?
- Przychodzi konduktor. Mówi prawie szeptem: "Uważajcie, co mówicie. Przed waszym przybyciem Rosjanie przyszli naprawiać gniazdka".

Na Białorusi coś Was zaskoczyło?
- Pośpiech. Żebyśmy jak najszybciej opuścili ich kraj. Podczas zmiany rozstawu osi na granicy białorusko-polskiej słyszymy od jednego z pracowników: "Mieliście status pociągu wojskowego. Wszystko na bocznice! Przepuścić pociąg do Polski! Takie dostaliśmy rozkazy".

Co Panu najbardziej przypomina Smoleńsk po roku?
- Prywatnie?

Jak najbardziej.
- Spacer po lesie. Niedawno. Pod Ciężkowicami. Krakanie wron, duszny zapach ziemi, snujące się nisko opary mgły. Koło 7 rano, gdzieś tak. I wie pan, nagle wszystko wróciło. Pobiegłem do domu. Może jestem przeczulony. Może ktoś się uśmiechnie, że udaję. Ale tak na koniec - to we mnie cały czas siedzi.

Udawanie?
- ...Koniec rozmowy.


Michał Gniadek
Jerzy Reuter
Ryszard Zaprzałka




poniedziałek, 11 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -