Blog > Komentarze do wpisu

-> Tajemniczy ogród

Tarnowski Teatr im. Ludwika Solskiego po blisko dwuletniej przerwie spowodowanej remontem budynku powrócił do swej siedziby. W czwartek 14 kwietnia odbyło się uroczyste otwarcie teatru (relacjonowaliśmy to oddzielnym tekstem), a już w sobotę 16 dano tam pierwszą premierę - „Tajemniczy ogród” Frances Hodgson, klasyki literatury dziecięcej, w adaptacji i reżyserii Tomasza Obary. Ta napisana 100 lat temu historia wciąż znajduje rzesze entuzjastów, którzy czytają kolejne wydania opowieści o małej dziewczynce trafiającej do tajemniczego domu. Autor tarnowskiego przedstawienia, Tomasz Obara, mówi, że słowo-klucz dla zrozumienia jego przedstawienia to: miłość.
– …Jest ono dla mnie bardzo ważne, a w tym spektaklu – najważniejsze. To jest opowieść o rodzącym się życiu, a siłę do tych narodzin, do życia, daje właśnie miłość. Taką relację obserwujemy w spektaklu pomiędzy Dickiem a Mary, pomiędzy Mary a Colinem. To jest także miłość do przyjaciela, do drugiego człowieka w wymiarze czysto duchowym. Ale także w panu Cravenie, ojcu Colina, to uczucie odradza się – bo w nim miłość do syna zawsze była, tylko przez tragiczną śmierć jego żony, a matki Colina, została stłumiona. Cierpienie, którego doznawał po stracie żony, nie pozwalało mu odczuwać miłości do dziecka w całej pełni i nie chciał, patrząc na syna, cierpieć jeszcze bardziej, myśląc o swojej żonie. Bohaterka powieści, 9-letnia Mary Lennox, jest sierotą. Jej rodzice zmarli w Indiach z powodu zarazy. Dziewczynka trafia do posiadłości wuja. Jego dom jest ogromny, posępny i otoczony ogrodem, który kryje swoją tajemnicę i do którego nikt nie ma wstępu. Mary poznaje mieszkańców domu, zaprzyjaźnia się z nimi i poznaje wartość autentycznych relacji międzyludzkich. Przy okazji odkrywa tajemnicę ogrodu. – Próbuję przenieść książkę Frances Hodgson Burnett na scenę – mówi reżyser – najlepiej jak potrafię, wczuwając się w jej ducha. Mamy tutaj do czynienia ze światem w pewnym sensie egzotycznym dla dzieci, ale bardzo intrygującym i pociągającym. Przyjaźń pomiędzy trójką bohaterów to jest rzecz, o której tak naprawdę wszyscy marzymy. Mówiłem o miłości, ale przyjaźń jest nie mniej ważna. Przyjaźń, która oznacza lojalność, świadomość, że masz drugiego człowieka, który w trudnych dla ciebie chwilach nie wykorzysta twojej słabości, tylko zrobi wszystko, żeby ci pomóc – bezinteresownie, nie oczekując żadnej nagrody. To są rzeczy niezwykle rzadkie i o nich właśnie jest mowa w tej powieści i w tym spektaklu. Wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu marzycielami, zwłaszcza dzieci, które marzą o tym, żeby ich życie było piękne, żeby było wypełnione dobrymi zdarzeniami, dobrymi ludźmi. I takie postaci widzimy na scenie – jest się czym zainspirować, w co zagłębić, jest w czym odpocząć. Spektakl ma niezwykle bogatą oprawę, przygotowaną wielkim nakładem środków. Na ruchomych sztankietach oraz przesuwanych elementach dekoracji na oczach widowni pojawiają się liczne elementy scenograficzne (autorstwa Anny Sekuły przy współpracy Grażyny Żubrowskiej), pozwalające młodym widzom wyobrazić sobie zarówno wnętrza domu, w którym przebywa Mary, jak i tytułowy ogród otoczony murem, porośnięty krzewami i pnączami. Nowoczesna infrastruktura techniczna umożliwia nawet wywołanie na scenie podczas spektaklu… deszczu, w strugach którego mała sierotka przybywa do posiadłości swojego wuja. Operowanie światłem, stylowe kostiumy z epoki oraz piękna, zapadająca w pamięć  muzyka autorstwa Bolesława Rawskiego, podnoszą atrakcyjność całego przedsięwzięcia, które ucieszy zarówno małych widzów, jak i ich rodziców. Na scenie oglądamy zarówno doświadczonych artystów tarnowskiej sceny (m.in. Jolantę Januszówną, Mariusza Szaforza, Jerzego Ogrodnickiego), ale także młodych aktorów: Monikę Wentę-Chudziak w roli Mary, Patrycję Szwarc jako Martę, Piotra Chudziaka w roli Colina, Kamila Urbana jako Dicka. W rolę ogrodnika Bena wciela się reżyser przedstawienia (również dyplomowany aktor), Tomasz Obara. Jednakże nie od rzeczy będzie dodanie do tej beczki miodu odrobiny dziegciu, piórem Jerzego Reutera piszącego w swojej recenzji w Gazecie Krakowskiej tak: - jest to tylko imponujące opakowanie, skrywające niewiele zawartości. Pierwszy akt, bardzo długi, przygotowuje widza na suspensowy finał, ale już w połowie staje się nudny i mało zrozumiały dla dziecięcej widowni. Natomiast drugi i bardzo krótki akt, to wybuchowy pokaz emocji, które w jakiś sposób rekompensują godzinną nudę pierwszego. Być może sprawia to pustka, panująca na  scenie – zbyt wielka przestrzeń i brak scen grupowych – oraz kilka niedopatrzeń technicznych, bowiem widz ogląda wystające zza kulis kawałki rekwizytów i dekoracji, montażystów przesuwających ruchome ściany przez scenę, a nawet aktorów oczekujących na swoje wejście. Zapewne jest to efekt przejścia teatru z małej sceny Pałacu Młodzieży, ale takie szczegóły drażnią oko. Niechaj suplementem do powyższych dywagacji będzie interesujący wywiad nowo pozyskanego, a raczej odzyskanego, dla tarnowskiego teatru Jerzego Świtka – obecnie sekretarza literackiego, z twórcą tarnowskiego „Tajemniczego ogrodu” Tomaszem Obarą.



(kliknij w zdjęcie, by przejść do galerii)

Odkrywanie obszarów miłości
Rozmowa z TOMASZEM OBARĄ – autorem adaptacji
i reżyserem przedstawienia „Tajemniczy ogród”

– Pańska adaptacja powieści Frances Hodgson Burnett „Tajemniczy ogród” podkreśla wątki uniwersalne i podstawowe kwestie…
– Tak, bo ludzie zapominają o podstawowych kwestiach, na przykład o miłości – w najszerszym kontekście tego słowa. Miłość matki do dziecka, miłość ojca do dziecka, miłość wzajemna rodziców – to jest najważniejsza rzecz w życiu człowieka, jedyna budująca tak naprawdę, konstruktywna. To wartość, z której rodzi się cała reszta: siła człowieka do zmagań, chęć do życia, energia życiowa – to wszystko płynie z miłości. Jeżeli człowiek jest tego pozbawiony, a zwłaszcza mały człowiek, dziecko, to wtedy życie staje się bardzo trudne, a dla niektórych dzieci staje się, niestety, po prostu koszmarem. I to jest nawet gorsze niż choroba.

– Choroba – to jeszcze jeden wątek w tej opowieści…
– Bo trzeba w tym momencie powiedzieć – z czego mali widzowie, którzy będą oglądać ten spektakl, zdają sobie przecież sprawę – że nie wszystkie dzieci są zdrowe. Nie dla wszystkich świat wygląda tak jasno i tak prosto: że wstaje człowiek rano z łóżka, je śniadanko, idzie do szkoły, wraca do domku. Niektóre dzieci są tego pozbawione, na przykład z powodu choroby. Ale dziecko poważnie chore, nawet nieuleczalnie chore – bo przecież są i takie dzieci, i często zdają sobie z tego sprawę – łatwiej to wszystko znoszą, jeżeli otoczone są miłością rodziców. Dziecko, które tej miłości jest pozbawione, przeżywa tak naprawdę udrękę. Ta udręka może mieć różne oblicza – to może być samotność i pustka, to może być ból i cierpienie, żywe i dojmujące. W momencie, kiedy dziecko czuje tę energię płynącą z miłości jego rodziców, jest jakby przez to uczucie chronione i przez każde doświadczenie jest mu o wiele łatwiej przejść.

– Czy to znaczy, że adresatami Pańskiego przedstawienia są dorośli?
– Ja ten spektakl robię dla dzieci, dla swojej córki, która ma 3 latka i która obejrzy to przedstawienie. Dzieci w tym wieku, kiedy 10 lat temu zrobiłem „Tajemniczy ogród” w teatrze w Szczecinie, oglądały spektakl zafascynowane, na widowni była cisza jak makiem zasiał.

– Z tego, co Pan powiedział, wyłania się kolejny temat: samotność.
– W tej sztuce mamy do czynienia z samotnymi dziećmi. Mary Lennox, główna bohaterka, w ogóle pozbawiona jest rodziców, ponieważ oboje umarli podczas zarazy w Indiach. Przyjeżdża do swojego wuja, który jest bogatym bratem jej ojca i w jego domu – dopóki nie spotyka Dicka i nie odkrywa tajemniczego ogrodu – przeżywa ogromną samotność. W tym domu, ukrywany przed światem, także na własne życzenie, mieszka też Colin – jej kuzyn, syn wuja. Colin nie wychodzi od lat ze swojego dużego, ciemnego pokoju i przeżywa dramat, ponieważ uważa, że ojciec chciałby, żeby on umarł. Jest przekonany, że ojciec nie tylko go nie kocha, ale wręcz nienawidzi – co dla tego chłopca, tak jak dla każdego innego dziecka, jest tragedią.
Ten spektakl jest o kiełkującej miłości, o rodzącej się zdolności człowieka do miłości i o odkrywaniu w sobie obszarów miłości – pod wpływem różnego rodzaju zdarzeń.

– Wkraczamy tu na najwyższy pułap przekazu – wszak miłość jest najważniejsza.
– Każdy lub prawie każdy dostaje szansę, aby odkryć w sobie taki obszar miłości. Ale nie wszyscy z tego korzystają – bo nie potrafią albo nie chcą, bo zostali tak a nie inaczej wychowani. Są ludzie niezdolni do uczuć wyższych, niezdolni do miłości – i oni są największymi kalekami. Oni pozbawiają się tak naprawdę życia, wegetują. To ludzie, którzy nie doceniają tego fenomenu, którym jest miłość.
Specjalnie używam tego słowa tyle razy, ponieważ jest ono dla mnie bardzo ważne, a w tym spektaklu – najważniejsze. To jest opowieść o rodzącym się życiu, a siłę do tych narodzin, do życia, daje właśnie miłość. Taką relację obserwujemy w spektaklu pomiędzy Dickiem a Mary, pomiędzy Mary a Colinem. To jest także miłość do przyjaciela, do drugiego człowieka w wymiarze czysto duchowym. Ale także w panu Cravenie, ojcu Colina, to uczucie odradza się – bo w nim miłość do syna zawsze była, tylko przez tragiczną śmierć jego żony, a matki Colina, została stłumiona. Cierpienie, którego doznawał po stracie żony, nie pozwalało mu odczuwać miłości do dziecka w całej pełni i nie chciał, patrząc na syna, cierpieć jeszcze bardziej, myśląc o swojej żonie. Często w życiu jest tak, że uciekamy od problemu, od bólu, myśląc, że kiedyś uciekniemy na dobre. A to, oczywiście, jest nieprawdą, bo od problemu się nie ucieknie, nie da się go zamieść pod dywan. Problemy trzeba rozwiązywać, trzeba im stawiać czoła i podejmować wyzwania. Dzieci też powinny to wiedzieć, bo one również mają swoje problemy i swoje wyzwania.

– Oprócz ważkiej problematyki, Pański spektakl operuje również elementami, które są atrakcyjne z punktu widzenia widowiska – jest tu magia, jest tajemnica, jest piękna muzyka, jest sugestywnie pokazana rola przyrody, uzdrawiającej międzyludzkie relacje.
– Mogę panu tylko przytaknąć. Mam doświadczenie ze Szczecina. Spektakl był tam grany przez 6 lat, zawsze przy kompletach.

– Wypada przywołać jeszcze jedno słowo-klucz dla zrozumienia przesłania zawartego w tej historii: marzenia.
– Próbuję przenieść książkę Frances Hodgson Burnett na scenę najlepiej jak potrafię, wczuwając się w jej ducha. Mamy tutaj do czynienia ze światem w pewnym sensie egzotycznym dla dzieci, ale bardzo intrygującym i pociągającym. Przyjaźń pomiędzy trójką bohaterów to jest rzecz, o której tak naprawdę też wszyscy marzymy. Mówiłem o miłości, ale przyjaźń jest nie mniej ważna. Przyjaźń, która oznacza lojalność, świadomość, że masz drugiego człowieka, który w trudnych dla ciebie chwilach nie wykorzysta twojej słabości, tylko zrobi wszystko, żeby ci pomóc – bezinteresownie, nie oczekując żadnej nagrody. To są rzeczy niezwykle rzadkie i o nich właśnie jest mowa w tej powieści i w tym spektaklu. Wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu marzycielami, zwłaszcza dzieci, które marzą o tym, żeby ich życie było piękne, żeby było wypełnione dobrymi zdarzeniami, dobrymi ludźmi. I takie postaci widzimy na scenie – jest się czym zainspirować, w co zagłębić, jest w czym odpocząć.

– W przedstawieniu pojawia się sporo nowych twarzy tarnowskiej sceny…
– O aktorach mogę mówić tylko dobrze. Jestem uradowany, że spotkałem taki zespół. Bardzo często pracowałem w teatrach w mniejszych miastach i wszędzie – poza jednym wypadkiem, o którym nie chcę tutaj mówić, o jakie miasto chodzi – wszędzie, gdzie pojechałem, spotykałem fantastycznych ludzi i prawdziwą teatralna atmosferę. Dlatego kiedy dyrektor Żentara zaproponował mi pracę, przyjechałem do Tarnowa z nadzieją i pewnym rodzajem podekscytowania, że znowu się to sprawdzi, że trafię do nowego miasta i przeżyję przygodę. I tak się stało. Ci ludzie naprawdę są fantastyczni! Pracują kapitalnie. Oni już mogliby zagrać premierę, na dwa tygodnie przed wyznaczonym terminem. Bo to są nie tylko bardzo zdolni ludzie, ale i bardzo pracowici. Kochają teatr. Dlatego ta przygoda jest dla mnie fantastyczna i mam nadzieję, że nie ostatnia w tym mieście.

– Zdecydował się Pan na rzadki zabieg wśród inscenizatorów: nie tylko reżyseruje Pan przedstawienie, ale też gra Pan jedną z ról.
– Czy to jest zabieg? Tak naprawdę wyniknęło to z konieczności, nie chcę dodawać tutaj ideologii. Nie było mnie w obsadzie tego przedstawienia – zachorował aktor i musiałem go zastąpić. Cieszę się, że będę miał okazję uczestniczyć w każdym spektaklu i za każdym razem przeżywać tę historię jeszcze raz i słuchać tej pięknej muzyki Bolesława Rawskiego, której słucham bardzo często również w domu. Ale w teatrze nabiera ona jeszcze innego wymiaru.

– Ta decyzja wiąże Pana z Tarnowem na dłużej, bo na czas eksploatacji przedstawienia, któremu można wróżyć powodzenie. To może dobrze rokować na dalszą współpracę, bo lepiej pozna Pan tarnowski teatr i jego możliwości.
– Mam nadzieję, że tak będzie i że będę miał tutaj swoje miejsce, do którego będę przyjeżdżał i pracował z ludźmi, których lubię i cenię.

– Czego życzymy nie tylko Panu, ale i sobie.
– Dziękuję serdecznie.


oprac. Ryszard Zaprzałka


foto by Paweł Topolski




środa, 27 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Tarnów ma budżet na 2013 rok

    Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak.  Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłoso

  • -> Pytania o sens

    Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemys

  • -> „Brzydal"

    Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małe



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -