Blog > Komentarze do wpisu

-> Solski w nowych dekoracjach

14 kwietnia odbyło się uroczyste otwarcie gruntownie wyremontowanej siedziby Tarnowskiego Teatru im. Ludwika Solskiego. Przebudowa trwała ponad dwa lata. W tym czasie trupa dyr. Żentary gościła na scenie pobliskiego Pałacu Młodzieży. Jak mówił podczas uroczystości prezydent Tarnowa, Ryszard Ścigała, miasto, które urasta do rangi subregionalnej i jest drugim po Krakowie ośrodkiem w Małopolsce, zasługuje na własny teatr. - Dokonała się tu nie modernizacja, a rewolucja - podkreślił Ścigała przypominając, że na fundamentach historycznego budynku Sokoła, w którym mieścił się stary teatr -  powstał zupełnie nowy, nowoczesny gmach, który będzie nową atrakcją Tarnowa. Oryginalna architektura budynku zmieni też oblicze tej części miasta. W trakcie otwarcia marszałek województwa małopolskiego, Roman Ciepiela, przekazał tablicę z adresem "Mickiewicza 4", życząc, by teatr kontynuował piękną tradycję działalności artystycznej oraz na zawsze był związany z tym adresem. Na nowych teatralnych deskach widzowie zobaczyli legendarny spektakl „Kwartet dla czterech aktorów” autorstwa Bogusława Schaeffera. W obsadzie podziwiać mogli same znakomitości: Jan Frycz, Andrzej Grabowski, Mikołaj Grabowski oraz Jan Peszek.  - Tempo przeprowadzki, próbowania pierwszej premiery, uroczystego otwarcia było zawrotne, ale chcieliśmy, aby nasi widzowie jeszcze w trakcie obecnego sezonu artystycznego zakosztowali teatru w najczystszej postaci – mówi Edward Żentara, dyrektor naczelny i artystyczny. - Długo zastanawiałem się jakie wydarzenie mogło uświetnić tę uroczystą chwilę. Prezentacja „Kwartetu dla czterech aktorów” wydaje się być ze wszech miar słuszna – to teatr do czwartej potęgi. To także swoista podróż sentymentalna dla Andrzeja Grabowskiego, który był przed wieloma laty w zespole „Solskiego”, czy Jana Peszka spod którego ręki trafiło do naszego teatru wielu absolwentów PWST w Krakowie. Spektakl w reżyserii Mikołaja Grabowskiego z pewnością zasługuje na różnorakie komplementy: wirtuozerski, mistrzowski, popisowy czy wręcz kultowy. Grany najpierw w Teatrze Stu, a potem na wszystkich scenach w Polsce, od 20 lat nieprzerwanie gromadzi nadkomplety widzów, którzy oglądają to przedstawienie po kilka, a nawet kilkanaście razy, i za każdym razem doskonale się bawią. „Kwartet dla czterech aktorów” jest sztuką odbiegającą od kanonów sztuki teatralnej. To utwór paradramatyczny, czerpiący w równym stopniu z teatru, jak i z happeningu, kolażu, parodii, improwizacji, pastiszu i wielu innych źródeł inspiracji, które zresztą niełatwo ustalić i precyzyjnie określić. Wydarzeniem towarzyszącym gali otwarcia, pełnej różnej „maści” i rangi vipów, polityków i biznesmenów oraz nielicznej garstki zwykłych widzów, był wernisaż wystawy malarstwa znanej tarnowskiej artystki Ewy Zuby-Benn. Zainaugurowana zostanie w ten sposób eksploatacja stałej przestrzeni wystawienniczej znajdującej się w teatralnym foyer. - To realny dowód na to, że będziemy starać się skupiać pod dachem teatru wszelkie środowiska artystyczne naszego miasta i nie tylko. W naszych planach są bowiem, obok działalności teatralnej, wydarzenia plastyczne, muzyczne, środowiskowe czy wręcz interdyscyplinarne jak chociażby realizacja projektu „Cztery Talie Roku” – dodaje Rafał Balawejder, z-ca dyrektora. Aleksandra Zuba – Benn urodziła się w 1961 roku w Nockowej k. Rzeszowa. Absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu. W 1986 dyplom z gobelinu w pracowni prof. Magdaleny Abakanowicz. W 2010 doktorat artystyczny na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Od 1993 roku pedagog w Zespole Szkół Plastycznych w Tarnowie. W latach 2006-2008 wykładowca w Instytucie Sztuk Pięknych Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach. Jest członkiem ZPAP i Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Twórczego „ Wiklina”. Prace prezentowała na 21 wystawach indywidualnych oraz ponad 100 wystawach zbiorowych w Polsce, Francji, Irlandii, Ukrainie, Słowacji, Węgrzech, Belgii. Bierze regularnie udział w plenerach i seminariach., laureatka wielu nagród. O malarstwie Aleksandry Zuby – Ben interesująco pisze prof. Stanisław Tabisz na łamach Miesięcznika Społeczno- Kulturalnego KRAKÓW – fragmenty tego tekstu publikujemy poniżej. – Pierwszą  premierą -  uzupełnia dyr. Balawejder - w gruntownie zrewitalizowanym teatrze,  daną w sobotę 16 kwietnia,  była dokonana i wyreżyserowana przez Tomasza Obarę adaptacja powieści  Frances Hodgson Burnett pt. „Tajemniczy ogród”. Jestem przekonany, że familijne widowisko zaskoczy naszych stałych bywalców. Zobaczyć w niej można magiczną scenografię przenoszącą w klimat znany z ekranizacji Agnieszki Holland. O samej premierze napiszemy oddzielnie, a  póki co przypominamy piórem Jerzego Reutera niezwykłą postać patrona tarnowskiego teatru Ludwika Solskiego, którego popiersie, dłuta sławnego rzeźbiarza Ksawerego Dunikowskiego stoi przed wejściem do budynku teatru. A było tak: we wrześniu 1945 roku, w nowopowstałym Miejskim Domu Kultury, który ulokowano w budynku dawnego "Sokoła" powstał Stary Teatr Domu Kultury, który 28 października tegoż roku, rozpoczął działalność pod nazwą Teatr Miejski im. Ludwika Solskiego. Na używanie swego nazwiska w nazwie tarnowskiego teatru Mistrz Solski wyraził osobistą zgodę. Mało tego, na inaugurację działalności teatru  wyreżyserował „Zemstę" A Fredry, w której wystąpił w roli Dyndalskiego.



Ludwik Solski

„Żył niemal sto lat, zagrał blisko tysiąc ról (zidentyfikowano 793), zachowując do późnego wieku dobrą kondycję. Był fenomenem żywotności. Obdarzony dobrym tenorem, w młodości śpiewał w operze, między innymi partię Jontka w "Halce". Dzięki temu treningowi stał się później mistrzem recytacji, kunsztownie wyzyskującym różne odmiany intonacji, barwy, natężenia głosu. Średniego wzrostu, miał ciemne, błyszczące oczy, twarz pociągłą, zbyt wyrazistą dla amanta i w tym emploi nigdy nie odnosił sukcesów.” – Pisała o Ludwiku Solskim, legendzie polskiej sceny, Olga Katafiasz. Pochodził ze szlacheckiej rodziny, która jak wiele polskich rodzin musiała uciekać z Królewca, po powstaniu listopadowym, do zaboru austriackiego, pozostawiając w rodzinnych stronach cały majątek i polską przeszłość. Wypędzeni, osiedlali się głównie w Galicji i stawali się urzędnikami, całkowicie rezygnując z ziemiańskiej przeszłości. Rodzina Ludwika Sosnowskiego – nazwisko Solski przejął po żonie w obawie przed represjami ze strony zaborcy – zamieszkała w Brzesku około 1858 roku, gdzie przybyli z Gdowa. Ojciec, Franciszek Sosnowski herbu Nałęcz i matka Stanisława Lubicz Wojciechowska byli bardzo ubogą rodziną pomimo, że Franciszek pełnił urząd mandatariusza sądowego. Nie dorobili się żadnych majątków i zaszczytów, chociażby z tego powodu, że ojciec aktora był powstańcem, a matka poetką, której wiersze krążyły po miejscach ogarniętych powstaniem i podawane z ust do ust stawały się małymi hymnami sławiącymi polskość wśród wynaradawianych Polaków, cierpiących niewolę zaborców. – „Któż pokonać nas zdolny/Gdy każdy Polak przysięgnie/Dziś umrę lub będę wolny!/Serce męstwem, dłoń żelazem/Niechaj ten głos zabrzmi wszędzie/Idźmy bracia, idźmy razem!” – Pisała Stanisława Sosnowska w wierszu „Polonez”. Franciszek pełnił w Brzesku funkcję mandatariusza sądowego, rozsądzał spory pomiędzy wsią, a dworem, godził ziemian z włościanami. Zawsze kierował się poczuciem sprawiedliwości, ale nie awansował, bowiem miał w dokumentach osobistych zapis „polski patriota, niebezpieczny dla państwa”. Z małżeństwa Sosnowskich urodziły się trzy córki, lecz rodzice bardzo oczekiwali na syna. 20 stycznia 1855 roku przyszedł na świat Ludwik Sosnowski, późniejszy Ludwik Solski. Stało się to w Gdowie. Na chrzcie otrzymał imiona Ludwik Napoleon Karol. Po licznych przenosinach z miejsca na miejsce – mieszkali również w Kolbuszowej – Sosnowscy zamieszkali, już na dłużej w Brzesku, gdzie młody Ludwik przeżył kilka tragedii, głównie nawiedzające w tych latach Brzesko wielkie pożary. Pamiętał doskonale nadlatujące z wiatrem od Nowego Wiśnicza płonące żagwie, co w późniejszym życiu teatralnym zaowocowało tworzeniem na scenie nietypowego oświetlenia, które dodawało dramatyzmu wystawianym sztukom. Liczne zarazy i pomory pozwoliły Solskiemu inaczej patrzeć na życie i ludzkie cierpienie, i być może pod wpływem tych przeżyć zrozumiał, że prawdziwy przekaz, to również barwna modulacja głosu i budowanie napięcia poprzez mimikę – zmieniającą się jak natura – wyrażającą stan emocjonalny widziany pod wpływem przepływających obrazów. Był świadkiem wydarzeń powstania styczniowego, wypraw gromad Polaków z Galicji do Królestwa, szykowania się na ich powrót. Ośmioletni wówczas Ludwik, razem z kolegami, kładł kwiaty pod oknami brzeskiego więzienia, gdzie byli przetrzymywani powstańcy. Po przegranym zrywie patriotycznym do Tarnowa i Brzeska zjechały wozy konne wypełnione konającymi od ran powstańcami. Jednym z miejsc zamienionych na „podręczne” szpitale stał się dom Sosnowskich. Jak pisał w swoich pamiętnikach Ludwik, wszędzie leżały stosy bandaży i opatrunków. Na skutek śmierci kuzyna matki i kilku przyjaciół Stanisława Sosnowska podupadła na zdrowiu i zmarła w Brzesku 24 października 1863 roku, przeżywszy zaledwie 37 lat. W tym czasie Ludwik Solski zaprzyjaźnił się z Wincentym Polem i Arturem Grottgerem. Matka Ludwika Stanisława została pochowana na brzeskim cmentarzu parafialnym. Być może, dlatego jego niema postać starego wiarusa w Warszawiance, przeszła do historii polskiego teatru, jako jedna z najgenialniejszych ról. Szkołę powszechną ukończył w Brzesku i przeniósł się do Tarnowa, by pobierać dalsze nauki w niższej szkole realnej, której nie ukończył. W Tarnowie mieszkał w kamienicy nazywanej Burgiem, u towarzysza ojca z czasów powstania, Pomianowskiego. Naukę przerwał z powodu wybuchu epidemii cholery i powrócił do Brzeska, które również było opanowane przez zarazę.  Aktor, reżyser, dyrektor teatru. Nie ukończywszy gimnazjum w Tarnowie zaczął w Krakowie praktykę handlową, potem terminował w zakładzie ślusarskim i praktykował w sądzie w Niepołomicach i w Krakowie. Na jesieni 1875 roku zaczął statystować w teatrze krakowskim, a 15 stycznia 1876 roku zagrał pod pseudonimem Mancewicz pierwszą, małą rólkę - Alberta w "Synu diabła". W lecie owego roku, wyjechał do Warszawy i występował w zespole Adolfa Trapszy w teatrze ogródkowym Eldorado pod nazwiskiem Sosnowski. Odtąd występował na prowincji, a w lecie w warszawskim teatrze ogródkowym. Na sezon 1882/83 zaangażował się do teatru poznańskiego, gdzie grał duże role w komedii i dramacie, a nawet śpiewał pierwsze partie tenorowe w operach. Od września 1883 roku zaangażował się do teatru krakowskiego. Odtąd używał stale przejętego od żony pseudonimu Solski, gdyż w Galicji był poszukiwany przez żandarmerię jako uchylający się od służby w wojsku austriackim. (w późniejszym okresie także w życiu prywatnym używał podwójnego nazwiska Sosnowski-Solski). W Krakowie pozostał do lata 1900 roku. W latach 1900-05 występował w Teatrze Miejskim we Lwowie. W 1905 roku objął na sześć lat dyrekcję Teatru Miejskiego w Krakowie. W 1911 zawarł nową umowę na sześć lat, ale zrezygnował ze swego stanowiska, gdy wielu wybitnych aktorów odeszło z jego zespołu do nowopowstającego Teatru Polskiego w Warszawie. W czasie II wojny światowej mieszkał w Warszawie, po powstaniu został wywieziony do Krakowa. Na scenę powrócił w marcu 1945 roku. Mieszkając stale i grając w Krakowie, w ostatnim okresie życia jeździł bardzo często na. gościnne występy. Oprócz Warszawy, Łodzi, Poznania, Katowic i Wrocławia odwiedził jeszcze trzydzieści sześć innych miejscowości, niektóre z nich kilkakrotnie. Ostatni raz wystąpił na scenie Teatru Polskiego w Warszawie 5 czerwca 1954 roku, grając podczas swego jubileuszu rolę Dyndalskiego w IV akcie "Zemsty". Zmarł 19 grudnia 1954 roku. Pochowany został w Krakowie w grobach zasłużonych na Skałce. Dzisiaj w Brzesku znajduje się ulica Ludwika Solskiego, a w Tarnowie jego imię nosi tamtejszy teatr.
( za Jan Bulikowski – Kronika miasta Brzeska i Olga Katafiasz – Legendy polskiego teatru)

Jerzy Reuter



* * *

‘’(…) Dorobek artystyczny Aleksandry Zuby-Benn świadczy o jej dużej artystycznej aktywności i ciągłych poszukiwaniach oraz eksperymentach twórczych. Wielokrotnie oglądałem w oryginale prace Aleksandry Zuby- Benn i zawsze wydawało mi się, że stoi za nimi autentyczna intencja poszukiwania jakiejś wewnętrznej tajemnicy oraz chęć przekazania poetyckiego, lirycznego nastroju chwili. Nic nie bierze się jednak z niczego. Aleksandra Zuba- Benn ma dociekliwą naturę i stara się intelektualnie ogarnąć pewne skomplikowane zjawiska w sztuce współczesnej. Stąd zapewne jej inklinacje do formułowania programów dla warsztatów i plenerów twórczych, organizowania i prowadzenia ich, potrzeba uczestniczenia w sympozjach naukowych, seminariach i konferencjach metodycznych. Artystka jest osobą, która żyje zgodnie ze swoją pasją, marzeniami i potrafi zaszczepić innym ten niebywale cenny entuzjazm. Mierzenie swojej sztuki doświadczeniem własnej egzystencji oraz niejako uspołecznienie, czasami skrajnie intuicyjnego i subiektywnego aktu twórczego- to niewątpliwe zalety osobowości Aleksandry Zuby- Benn, dla której sztuka wydaje się formą porozumienia lub nadania osobistego komunikatu skierowanego do innych ludzi.
Swój najnowszy cykl obrazów Aleksandra Zuba- Benn oparła na jednym z bardzo ważnych środków wyrazu, jakim jest sposób kształtowania głębi w obrazie ( płaskim, dwuwymiarowym) czyli, określając precyzyjniej, kształtowania iluzji przestrzeni. Aleksandra Zuba- Benn swoje obrazy komponuje na wyraźnych osiach pionów, poziomów i skosów. One stanowią konstrukcję i główne krawędzie podziałów w obrazach, a są to na ogół portrety wnętrz mieszkalnych, nastrojowe, niekiedy mroczne widoki pokoi, wykadrowane fragmenty drzwi, stołów, krzeseł, jakiś wycinek parku pomiędzy ścianami budynków( Spacer). Gdzieś, jakby w refleksie okiennej szyby, zarysowuje się „ baśń zimowa”, jakaś „ pora o zmierzchu”, „ wieczór na mojej ulicy”, ogarnia wszystko „ błękitny spokój”. Tak jawią się jakby spojrzenia z głębi na zewnątrz, czasami przez balustradę balkonu. Bywa i odwrotnie. Spojrzenie w głąb pokoju, do wewnątrz, zarysowuje „ spokój małych rzeczy”. Lśniący blat niebieskiego stołu to „ milczące wspomnienie’’, rozświetlone oparcie krzesła to znieruchomiałe „ zapatrzenie”, stolik z czajnikiem na herbatę to wynik eterycznej „ przezroczystości”, a może niezauważalnego uduchowiania się materii…
Puste krzesła, blaty stołów, krawędzie ścian są tymi elementami wyrażającymi z jednej strony pustkę, a z drugiej pewien stan oczekiwania, otwarcia. Tytuły obrazów, będące uzupełnieniem w stosunku do wizualnych atrybutów, same mówią za siebie: Czekanie na nikogo, Pusty pokój, Pewien zimny maj, Milczące wspomnienie, owa przedziwna Przezroczystość… Malarskie motywy wnętrz Aleksandry Zuby- Benn są w efekcie lirycznym, wewnętrznym stanem ducha i nastrojów autorki. To uchwycone, egzystencjalne momenty, które nas czasami bezwolnie nachodzą, a które trudno określić i nazwać. A jednak poprzez emanację obrazu możemy dotknąć niemalże tej skondensowanej chwili, która- gdyby nie instynkt malarski- bezpowrotnie i szybko odchodzi. Wiele jest poetyckiej nostalgii w obrazach Aleksandry- Zuby- Benn, a zarazem nagiego konkretu. Są one wyrazem przeżyć i jednocześnie przejawem obronnej aktywności
w momentach znieruchomienia, w pułapce egzystencjalnego trwania w tzw. „ martwym punkcie”. Artystka
z wnętrza swojej psychiki i świadomości, jak z wnętrza bezpiecznego domu, widzi pobliski świat i te znajome przedmioty w środku, które są niemymi świadkami dyskretnego dramatu.
Obrazy Aleksandry Zuby- Benn są również wyrazem sprzecznych potrzeb ludzkich, np: zamykania się i otwierania, potrzeby chronienia się i ekspansji. Być może bezpieczne spojrzenie z perspektywy „ domu”- to jakby dojrzałe i ustabilizowane wskazanie dla siebie miejsca na ziemi. Jeżeli ktoś inny może to odebrać i zobaczyć- to tylko dzięki obrazom stworzonym z prawdziwego i autentycznego przeżycia, które w sposób subiektywny starają się obiektywizować długotrwałe doznanie, utrwalony w ten sposób pewien stan ducha.
Często zdarza się, że szukamy bardzo daleko czegoś, co tak naprawdę jest tuż koło nas. Tak jak bohater powieści Paulo Coelho Pielgrzym odkrywamy, że to, co w świecie jest niezwykłe, „ znajduje się na drodze zwykłych ludzi”. Wydaje mi się, że nad malarstwem Aleksandry Zuby- Benn unosi się metaforyczny nimb, jakiegoś oczekiwania, co prawda w przestrzeni oswojonej i bliskiej, wieczornej i poetyckiej, ale zarazem tajemniczej i obnażającej doznanie jakiejś egzystencjalnej pustki. Te obrazy mają w sobie autentyczny przekaz i zawiera się w nich sens tworzenia dzieła sztuki jako symbolicznego „ anioła”, czyli posłańca, który zanosi dla kogoś od malarza ważną wiadomość, ważny impuls… I może w tym właśnie jest niepodważalna wartość tych płócien…

Stanisław Tabisz

Fragment tekstu zamieszczonego w Miesięczniku Społeczno- Kulturalnym KRAKÓW Nr 02 (76) Luty 2011 r. str. 86, 87 ISBN 1733- 0459

foto (z otwarcia) by Paweł Topolski




sobota, 16 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Tarnów ma budżet na 2013 rok

    Teatr za tak małe pieniądze to jest parodia teatru - Ewelina Pietrowiak.  Zdecydowali o tym radni podczas sesji 20 grudnia. Za budżetem zagłoso

  • -> Pytania o sens

    Do repertuaru Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie końcem października dołączyło nowe przedstawienie – „Piosenki o wierze i poświęceniu” Przemys

  • -> „Brzydal"

    Teatr im. L. Solskiego w Tarnowie zaprosił w sobotę 30 listopada 2012 o godz. 18.00 na kolejną premierę (studencką) w 59 sezonie artystycznym. Tym razem na Małe



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -