Blog > Komentarze do wpisu

-> Santo Subito, czyli sam na sam ze Świętym

Czy on sam by się na beatyfikację zgodził, czy by się jej sprzeciwił? Myślę, że by się zgodził, tak jak za życia się pogodził ze stawianiem mu pomników. Ważniejsze jednak jest to, że dzięki temu aktowi droga, którą wskazał, staje się drogą Kościoła, a nie efemeryczną fantazją Papieża-Polaka. Ktoś to musiał wymyślić: przygotować transparenty z napisem „Santo subito”, zorganizować ludzi do ich niesienia, do okrzyków. Z drugiej strony niewiele by to dało, gdyby 8 kwietnia 2005 r. ludzie na placu św. Piotra nie podjęli tego krzyku. Podjęli, bo wyrażał to, co myśleli: „Santo subito”. To bodaj najwyraźniejsze wspomnienie z pogrzebu, wyraźniejsze niż homilia kard. Ratzingera, dzisiejszego papieża. Gdyby „Santo subito” było konstatacją, wyrażało przekonanie, że umarł święty, który subito – natychmiast wszedł do nieba, byłoby to przekonanie, które towarzyszyło pogrzebom niektórych ludzi świętych. Tak np. było – co zaświadczyli uczestnicy – z pogrzebem brata Alberta. Kiedyś przekonanie ludu wystarczało do beatyfikacji, czyli oficjalnego uznania czyjejś świętości. Dziś, kiedy wymagane są określone procedury, okrzyk bardziej niż wyrazem przekonania o świętości był przynagleniem do podjęcia procedur. Procedur stwierdzających świętość, choć przecież watykański certyfikat niczego w zasadniczej kwestii nie zmienia: albo ktoś jest świętym, albo nie jest. Beatyfikacja nie jest potrzebna do świętości. Beatyfikacje i kanonizacje są dla nas, nieświętych ludzi w drodze. 9 maja 2005 r. Benedykt XVI zezwolił na natychmiastowe rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, zwalniając z obowiązku czekania, aż upłynie 5 lat od jego śmierci. 28 czerwca rozpoczął się w diecezji rzymskiej proces beatyfikacyjny. Wcześniej (10 czerwca), w archidiecezji krakowskiej otwarto proces rogatoryjny (zbieranie świadectw). Do zakończenia go, to jest do 1 kwietnia 2006 r. przesłuchano ponad stu świadków. 2 kwietnia 2007 r. w Bazylice św. Jana na Lateranie uroczyście zakończono proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezji rzymskiej – najkrótszy w historii proces na tym szczeblu (trwał niespełna dwa lata). 13 maja 2009 r. komisja teologów Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych wydała pozytywną opinię w sprawie heroiczności cnót Jana Pawła II, a 16 listopada 2009 r. – w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych podjęto (w tajnym głosowaniu) decyzję o skierowaniu do Benedykta XVI prośby o wyniesienie Jana Pawła II na ołtarze. Do beatyfikacji potrzebna była papieska promulgacja dekretów: o heroiczności cnót Jana Pawła II i o uznaniu cudu przypisywanego wstawiennictwu Jana Pawła II. 19 grudnia 2009 r. Benedykt XVI podpisał dekret o uznaniu heroiczności cnót. W tym czasie Komisja Lekarska Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych i Komisja Teologiczna Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych badała cud przypisywany wstawiennictwu Jana Pawła II i 12 stycznia 2011 r. członkowie Kongregacji uznali, że uzdrowienie siostry Marie Simon- -Pierre było cudowne i nastąpiło za wstawiennictwem Sługi Bożego Jana Pawła II. Dwa dni później, 14 stycznia, Benedykt XVI promulgował dekret dotyczący cudu i wyznaczył datę beatyfikacji swego poprzednika na Niedzielę Bożego Miłosierdzia, to jest 1 maja 2011 r.



Proces przebiegał więc według wszelkich kanonicznych zasad, ustanowionych zresztą w obecnej formie przez Jana Pawła II. Jedynym wyjątkiem była zgoda na jego przyspieszone rozpoczęcie. Warto dodać, że taki pośpiech nie jest bynajmniej zastrzeżony dla papieży: w 2008 r. Benedykt XVI wyraził zgodę na rozpoczęcie procesu zmarłej w 2005 r. siostry Łucji Dos Santos (ostatniej z widzących dzieci z Fatimy).

Szybkość procesu Jana Pawła II budzi podziw, bowiem wykonano gigantyczną pracę badawczą. Ale nie należy tego oceniać w kategoriach sportowych. Nie chodziło o bicie rekordów, ale o to, żeby proces był przeprowadzony rzetelnie. W tym przypadku pracę trybunałów ułatwiła wielka liczba łatwo dostępnych świadków. Utrudnieniem niewątpliwie była ogromna masa materiałów do przestudiowania.

Teraz, kiedy proces dobiegł szczęśliwego końca, pojawia się pytanie: czy on sam by się na beatyfikację zgodził, czy by się jej sprzeciwił? Myślę, że by się zgodził, tak jak za życia się pogodził ze stawianiem mu pomników. Te swoje pomniki błogosławił z widocznym zażenowaniem, jeśli nie z przykrością. Ale błogosławił, bo widział w nich gest miłości i nie chciał ranić inicjatorów. Pamiętamy, jak się starał obracać w żart niewczesny kult swojej osoby.

Mam nadzieję, że tam, gdzie teraz jest, razem z nami cieszy się beatyfikacją. Ten akt jest najbardziej miarodajnym potwierdzeniem tego, że droga, którą wskazał, jest drogą Kościoła, a nie efemeryczną fantazją Papieża-Polaka. Jest potwierdzeniem programowego stwierdzenia, że człowiek jest drogą Kościoła, i wszystkiego, co z tego wynika: modlitewna wspólnota wyznawców różnych religii, uznanie grzechów ludzi Kościoła, wspólna modlitwa ze starszymi braćmi w synagodze, szacunek dla wyznawców Koranu, kardynalski pierścień spontanicznie oddany mieszkańcom faweli Vidigal w Rio de Janeiro, wezwanie chrześcijan do refleksji nad misją następcy Piotra, która miała uczniów Jezusa łączyć, a nie – jak to w ciągu wieków się stało – dzielić. Błogosławieni i święci są w Kościele po to, żeby wskazywać drogę praktykowania w życiu wiary. Jest wielu świętych i wiele dróg do świętości. Być może Jan Paweł II jest błogosławionym dla naszego czasu.

Z beatyfikowaniem (kanonizowaniem) papieży jest ten kłopot, że nie wiadomo, na ile trzeba ich osobistą świętość oddzielić od sprawowanego urzędu. Papieże odpowiadają za działanie podległej im Kurii Rzymskiej, ale jak uchwycić granicę między zasięgiem woli Pontifeksa a funkcjonowaniem urzędu, któremu w jakiejś mierze i on sam podlega? Wojciech Tochman np. wysuwa (nieśmiało, co podkreśla) hipotezę, że gdyby Jan Paweł II udał się do Ruandy zaraz po zestrzeleniu prezydenckiego samolotu z Juvenalem Habya-rimanem na pokładzie, to jest wtedy, kiedy rozpoczęły się bratobójcze walki, do ludobójstwa by nie doszło. Znając Jana Pawła II wolno sądzić, że „gdyby od niego zależało”, to by tam pojechał. Znając Kurię Rzymską można stwierdzić, że taka podróż była nie do pomyślenia. Papieska podróż jest przedsięwzięciem na tyle skomplikowanym, że być może racje są po stronie Kurii Rzymskiej. I co z tego, że papież stoi na jej czele, kiedy jednocześnie bywa od niej, przynajmniej w pewnych przedsięwzięciach, uzależniony? Powszechnie wiadomo, że w wielu sprawach inicjatywom Jana Pawła II bynajmniej nie towarzyszył entuzjazm Kurii.

Przyznaję się do trapiących mnie przez długi czas obaw, że Papież beatyfikowany przesłoni Papieża człowieka. Wpisany w „poczet świętych”, „wyniesiony na ołtarze”, oderwie się od ziemi... Tak z pewnością będzie. Po trochu odejdą z tego świata ci, którzy go znali, a powtarzane do znudzenia historyjki (fioretti) o nim z czasem przestaną robić większe wrażenie. Tylko że wcale nie trzeba się tym martwić, skoro i tak zostanie to, co wniósł w kształt Kościoła, chrześcijaństwa i społeczeństwa. Kościół w panoramie świata już zawsze będzie Kościołem z Janem Pawłem II. Innym niż był, zanim na Stolicę Piotrową Pan Bóg go powołał.

Inna sprawa, że jako papież potrafił pozostać sobą. Wiele razy przeżywałem zaskoczenie podobne do tego z pierwszego spotkania z nim jako papieżem. Czekamy, że za chwilę wejdzie Ojciec Święty. Już z korytarza dobiega odgłos zbliżających się kroków. Napięcie rośnie. Drzwi się otwierają i próg pomieszczenia, w którym jesteśmy, przekracza... ten sam co dawniej kardynał Wojtyła, tyle że ubrany na biało. Nie przypadkiem, w odróżnieniu od poprzedników, zarzucił mówienie o sobie w liczbie mnogiej (pluralis maiestaticus). Kiedyś, w początkach pontyfikatu wygłaszał przemówienie do grupy ekumenicznej. Przemówienie przygotował Sekretariat Stanu, w starym stylu, z owym tradycyjnym „my”. Jan Paweł II w pewnej chwili przerwał i wyjaśnił, że „my” znaczy „ja i moi współpracownicy”.
Był papieżem uniwersalnym, lecz chętnie przypominał swoją polskość. Pius XII przemawiając do włoskich biskupów mówił „wasz kraj”, Paweł VI nigdy nie odwiedził swoich rodzinnych stron. Jan Paweł II często się odwoływał do swych korzeni, co miało charakter bardzo osobisty, dzięki czemu od słuchaczy innych narodowości to go nie oddalało, a raczej do nich zbliżało. Sekretarz stanu kard. Villot, Francuz, człowiek z wielkim wyczuciem roli instytucji, określił Jana Pawła II: „papież bardzo personalny”. Ubolewa w swoich wspomnieniach, że Papież, dzięki znajomości języków, w czasie audiencji prywatnych pozostaje ze swoim rozmówcą sam na sam „i w ten sposób nie ułatwia pracy współpracownikom”.

Chociaż tak wiele już powiedziano i napisano, wiedza o Janie Pawle II bywa często dosyć powierzchowna. Stereotypy, powtarzane klisze zastępują wysiłek zrozumienia i przesłaniają jego rzeczywistą osobę.

Przykładem może być choćby sposób rozumienia biskupiej, potem papieskiej dewizy „Totus tuus” („Cały twój”), zaczerpniętej – co Jan Paweł II sam podkreślał – z „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort (1673–1716). Zwykle mówiąc o Janie Pawle II, to tuus (twój) bez zastanowienia odnosimy do Matki Bożej. Tymczasem... Jan Paweł II w liście apostolskim „Rosarium Virginis Mariae” wyjaśnia, że słowa „Totus tuus” wyrażają całkowite przylgnięcie Maryi do Jezusa. W dziełku św. Ludwika Marii czytamy: „Oto jestem cały Twój i wszystko, co moje, Twoim jest o Jezu mój najmilszy, przez Maryję” (233).

Jan Paweł II przyciągał i nadal przyciąga uwagę ludzi. Kiedy jednak uważniej się przyjrzymy, odkryjemy, że przyciągał ją po to, by skierować ją na Jezusa. Także beatyfikacja jest po to, żebyśmy spoglądając na wielki portret „wyniesionego na ołtarze”, z głębi serca powiedzieli: Niech będzie błogosławiony Bóg w swoich świętych.


Ks. Adam Boniecki
(Tygodnik Powszechny)




sobota, 30 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -