Blog > Komentarze do wpisu

-> Ogrillowali nas (cz.3)

Przywieźliście ubranie?
- Nie. O tym, że ciała są porozrywane i często nagie, dowiedzieliśmy się dopiero na miejscu.
Zająłem się odganianiem dziennikarzy od Jarosława. Nie było ich wielu. Żeby dali mu spokój. Oni byli zdenerwowani i ja byłem zdenerwowany. Prosiłem ich, żeby uszanowali to miejsce i ten moment. Przyznaję, że w nie całkiem cenzuralnych słowach.

Jakich?
- Nie powiem. Jarosław dokonywał identyfikacji. Wokół niego i ciała prezydenta - i to też było dla mnie przerażające - kręcił się tłum urzędników. Nie zarzucam im złej woli czy celowego działania, ale ich stosunek do tego ciała i w ogóle do tragedii był... no, co mam pani mówić... to Azja.
Jarosław mi potem opowiadał, jak wyglądało to z bliska. Jakiś żołdak stał przy ciele prezydenta rozkraczony, z czapką zsuniętą na tył głowy i z rękami w kieszeniach. Jarosław zwrócił mu uwagę. Pytali też go, czy zgadza się na pobranie DNA. Oczywiście odmówił. Prezes w kontaktach z administracją Putina zachowywał się, to też kamyczek do mojej dumy z niego, jak mąż stanu.
Ale też zobaczyłem, co mnie bardzo ujęło, że lekarzowi medycyny sądowej, a może prokuratorowi, ręka się trzęsła, kiedy podawał Jarosławowi dokumenty identyfikacyjne do podpisu. Był naprawdę szczerze przejęty i, miałem wrażenie, wzruszony.
Strona rosyjska chciała zabrać ciało do Moskwy. Mówili o sekcji zwłok, dodatkowej identyfikacji i odpowiednim pożegnaniu. Do Jarosława Kaczyńskiego padło pytanie, czy wyraża zgodę, by ciało prezydenta pojechało do Moskwy. Zdecydowanie odmówił. Chciał, żeby brat jak najszybciej wrócił do kraju. Nasi dyplomaci poszli do Rosjan to załatwiać.
Zadzwoniłem do kapitana naszego samolotu. Panie kapitanie - poprosiłem - czy ma pan możliwości i wyrazi zgodę, żeby zabrać ciało pana prezydenta do Polski? Odpowiedział: zabiorę, będzie to dla mnie zaszczytem. Nasz samolot w międzyczasie przemieścił się z Witebska do Smoleńska.

Wyleciał z Witebska bez wymaganej zgody na lądowanie, to pan wie?
- Tak?

Minister Klich i wiceminister Najder dowiedzieli się, że leci, kiedy samolot dolatywał do Smoleńska. I wyprosili u ministrów Iwanowa i Titowa, żeby pozwolono mu wylądować.
- Czyli było, jak myślałem. Na wysokości zadania po raz kolejny stanął Maciej Łopiński, nasi dyplomaci, pilot i firma, która wynajęła nam samolot.

Ale premier Tusk takich numerów nie robił.
- Oni wracali na kołach do Witebska wie pani dlaczego? Bo pilot samolotu wyczarterowanego przez kancelarię premiera nie wyraził zgody na przylot do Smoleńska. Bał się.

A wy nie?
- No wie pani, my przylecieliśmy nie jakąś cesną, tylko dużym samolotem turboodrzutowym SAAB.
I mieliśmy innego pilota. Nasz zdecydował się przylecieć po nas do Smoleńska.
Wróciliśmy do autokaru. Jarosław chciał rozmawiać z Macierewiczem. Antoni był w pociągu wracającym z Katynia do Polski. Padła mu prawdopodobnie komórka, bo Jarosław nie mógł się do niego dodzwonić. Zatelefonowałem do Pawła Szefernakera, mojego asystenta, który też był w pociągu, żeby go odnalazł i pożyczył mu swoją.
Przyszedł ambasador Bahr. Że Putin chce Jarosławowi złożyć kondolencje.

Razem z Tuskiem.
- Że Putin zaprasza go do swojego namiotu. I jest to jego prośba, sugestia, propozycja.
Proszę pani, to był drugi moment w tym dniu, kiedy poczułem dumę, iż liderem mojego obozu politycznego jest Jarosław Kaczyński. Jarosław Kaczyński odmówił. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że Jarosław idzie do niego, a premier Putin siedzi w namiocie, rozparty. I mówi: no, Polaczki przyszli, podożditie do mnie teraz, a ja wam będę współczuł.

Dlaczego pan tak mówi? Dlaczego?
- Bo jak chciał złożyć kondolencje, to mógł stać pod bramą.

Jak stać?
- No to czekać razem z Tuskiem na placu, na który podjechaliśmy autokarem. Wtedy może uwierzyłbym, że nie było żadnego wyścigu, kto będzie pierwszy w Smoleńsku, i uwierzyłbym, że tylko z powodu rosyjskiego bałaganu albo przypadkowego zbiegu okoliczności wożono nas po Smoleńsku i opóźniano dojazd do bramy.
To byłaby piękna scena. Doskonale ją sobie wyobrażam. My wysiadamy, oni do nas podchodzą i obaj składają Jarosławowi kondolencje. To byłby z ich strony wspaniały gest i tak powinni postąpić. Nie wyobrażam sobie, żeby Jarosław Kaczyński tych kondolencji wtedy nie przyjął.

A ja potrafię.
- Przyjąłby, proszę pani. Bo we wtorek przyjął zarówno od pana premiera Tuska w polskim Sejmie i od pana prezydenta Miedwiediewa w bazylice mariackiej w Krakowie.

Ale nie od premiera Putina.
- Mam satysfakcję, iż od razu wyczułem, że Jarosław nie powinien iść do Putina. Intuicyjnie wyczułem. Bo my, proszę pani, zachowywaliśmy się jak ludzie, których dotknęła tragedia osobista i polityczna. Nam do głowy nie przyszło, że Rosjanie prowadzą jakąś grę.

Jaką?
- Powiedziano nam: jak chcecie zabrać ciało prezydenta, to proszę bardzo, zabierajcie. Ale ze względów proceduralnych dostaniecie je za dwie godziny. I żebyście nie siedzieli w autokarze na lotnisku, zapraszamy do hotelu. Przez ambasadora i Pawła Kowala to zostało przekazane.
Pojechaliśmy do hotelu. Kolejne wzruszające zachowanie zwykłych Rosjan. Panie recepcjonistki bardzo ciepło nas przywitały, wyraziły współczucie. W holu były wyłożone fotografie pana prezydenta, pani prezydentowej, stały kwiaty.
Dostaliśmy dwa pokoje i jeden duży apartament dla prezesa. Poszedłem do niego. Puściły mi emocje. Powiedziałem to, o czym nigdy publicznie bym nie powiedział.

Czyli co?
- To był, przepraszam za określenie, emocjonalny bluzg. Wyraziłem swój stosunek do tego, co nas spotkało. Do odbicia się od bramy, zawracania w Smoleńsku, w jakich warunkach i w jakim miejscu leżało ciało prezydenta. I do Putina, który: chodź, chodź tutaj do mnie, ja ci teraz będę współczuł.
Jeżeli oni to nagrywali, a nagrywali na pewno, bo byłoby dziwne - znając profesjonalizm rosyjskich służb - gdyby nie nagrywali, to mam przynajmniej taką satysfakcję, że ci panowie usłyszeli to, czego publicznie mówić nie można.

Może koniak by się przydał?
- Jarosław nie wypił ani kropli. Chciałem, żeby coś zjadł. Naciskałem, żeby coś ciepłego. On nas gonił. Denerwował się, kiedy mówiliśmy o jedzeniu. Rozmawiałem z paniami w recepcji. Niestety - powiedziały - w nocy wszystko w hotelu nieczynne, ale w mieście jest pizzeria. Poprosiłem, żeby zamówiły pizze. Chodziło mi o młodych chłopaków, którzy od rana byli na kanapkach. Przywieziono kilka pizz, rozdysponowałem między pokoje. Kiedy poszedłem z nią do Jarosława, fuknął. Ucieszyło go, że był czajnik i mógł się napić gorącej herbaty, bardzo lubi herbatę. Zrobiliśmy herbatę.
Cały czas czekaliśmy na wydanie ciała pana prezydenta. Nie wiem, proszę pani, co oni z nim w tym czasie robili.

Przeprowadzali sekcję zwłok.
- Wtedy też miałem niesamowite doświadczenie. Jedna z pań redaktor z TVN 24 przysłała mi bardzo wzruszający SMS, to wszedłem na żywo i krótko coś powiedziałem. I zadzwonił redaktor z "Gazety Wyborczej" z ciepłymi słowami. Chcę im za pani pośrednictwem za te piękne świadectwa poczucia wspólnoty, niesamowicie nam wówczas potrzebne, z całego serca podziękować.
A dalej było tak. Po półtorej-dwóch godzinach przyszła wiadomość, że nie ma zgody Putina, byśmy w nocy zabrali ciało do Warszawy. Jeżeli chcecie zostać, proszę bardzo, macie do dyspozycji hotel, a rano zorganizujemy uroczystości, to polecicie. Przekazał ją ambasador Bahr. A potem Putin powiedział Kowalowi, który do niego pojechał, że zna sytuację pana premiera związaną z chorobą jego mamy, wie, że chce wracać, ale niestety ma związane ręce i bez pożegnalnych uroczystości nie może wydać zgody na zabranie ciała prezydenta. Ale gdyby pan premier się zdecydował przenocować, to zaprasza.
To była, proszę pani, odpowiedź Putina - bo zemsta jest zbyt mocnym słowem - na to, że Jarosław Kaczyński nie pofatygował się do niego do namiotu, żeby ten łaskawie złożył mu swoje wyrazy współczucia. Jestem przekonany, że Putin w ten sposób "odwdzięczył" się za to, że został tak potraktowany przez Jarosława Kaczyńskiego.
I wtedy wszystko ułożyło mi się w głowie. Oni nas ogrillowali i znowu przytrzymali w hotelu celowo. Absolutnie celowo.

Po co?
- Proszę pani, oni zainscenizowali lub wyreżyserowali nasz pobyt w hotelu, bo liczyli, na pewno liczyli, że Jarosław - mówiąc kolokwialnie - popłynie i wyrzuci z siebie, co o nich myśli. Ich nie interesowały emocjonalne wypowiedzi Brudzińskiego, Lipińskiego, Kostrzewskiego, Bielana czy Kowala. Ale wyłącznie Kaczyńskiego.

Myśli pan, że nie wiedzą?
- Niekoniecznie.

To po co?
- No wie pani, to są kwestie konstruowania portretów psychologicznych, nie na doraźną korzyść.
I się zawiedli. Bo Jarosław, jak już pani mówiłem, to pierwsza liga. On się tam zachowywał nie tylko jak brat tragicznie zmarłego prezydenta, ale jak były premier polskiego rządu, i we wszystkim, co robił i mówił, czuć było - użyję mocnych słów - majestat Rzeczypospolitej. On wszystkie ich ruchy analizował. I nie popłynął, i nie mają na niego nic, po prostu nic.
Wsiedliśmy do autokaru i z powrotem na lotnisko. Jak wychodziliśmy z autokaru, kierowca, który woził nas cały dzień i był autentycznie poruszony katastrofą, uściskał nas szczerze, Jarosław się z nim pożegnał, a on: niech was Bóg błogosławi - powiedział. Piękny, ciepły gest.
Wsiedliśmy do samolotu i prawie dwie godziny czekaliśmy, aby nas wypuszczono. Najpierw silniki grzały i nikt nie przychodził. Później pilot wyłączył silniki, zostawił tylko jeden, żeby było ogrzewanie. Dalej nikogo nie było.
Putin chyba wystartował, kiedy byliśmy w samolocie, słyszeliśmy silniki.
W końcu przyszła straż graniczna i zaczęła sprawdzać nasze paszporty. Jakby na lotnisku w Nowym Jorku zjawiła się delegacja Pasztunów z Afganistanu. Wertowali je 10-15-20 minut. Potem zaczęli je sprawdzać na laptopach kolejne 40 minut. W pewnym momencie coś z sobą zaczęli konsultować. Któryś z nas podejrzał, co mają, i zobaczył, że na laptopie jednego z pograniczników nazwisko Małgorzaty Gosiewskiej wyświetla się na czerwono. Gosia, pierwsza żona Przemka, to niespokojny duch. Przychodzę trzy miesiące wcześniej do Pałacu i widzę ją - mam to w oczach - umundurowaną jak żołnierz GROM-u. Małgosia właśnie wyrwała Maćkowi z gardła pozwolenie prezydenta, by polecieć z pomocą humanitarną na Haiti.
Przeraziliśmy się, że zechcą ją w Rosji zatrzymać. Paweł Kowal zaczyna wydzwaniać do ambasadora, żeby interweniował. Ambasador nie wie, o co chodzi. A my postanawiamy: bez niej nie odlatujemy, zostajemy, nie wypuszczamy jej z samolotu.
I nagle wszystko się wyjaśnia. Gosia znalazła się na rosyjskiej czarnej liście z powodu swojego zaangażowania w Gruzji. Rzeczywiście fruwała tam bez przerwy. Wraca jeden z pograniczników. Rzuca: dobra, możecie lecieć. Jak gdyby nigdy nic. I odlatujemy
Odprawa i sprawdzenie 15 paszportów trwały z godzinę.
Na lotnisku w Warszawie wylądowaliśmy około czwartej nad ranem. Czekał na nas Maciej Łopiński. Znowu pięknie zachował się Paweł Kowal. My rozjechaliśmy się do domów, a on wsiadł z Maćkiem Łopińskim do wojskowej cesny i wrócił do Smoleńska po ciało prezydenta. I niech pani popatrzy, jedyne ciało, które przyleciało do Polski w rosyjskiej trumnie, to było ciało prezydenta. Wszystkie pozostałe wróciły do kraju w polskich.

Czyli włoskich.
- Ciało prezydenta przełożono do innej trumny. Próbowano je poddać zabiegom plastycznym. Jarkowi bardzo zależało, by przywrócić mu normalność. A na Krakowskim Przedmieściu gromadziły się tłumy. Widząc je, wie pani, co myślałem? Uczmy się od Rosji, jak robi się politykę historyczną i buduje tożsamość narodową. Uczmy się od Putina. Bo to on po jelcynowskiej degrengoladzie, kiedy Jelcyn, próbując demokratyzować Rosję, rozpieprzył - przepraszam za słowo - Związek Radziecki i Rosję, skonsolidował ją. Czym? Poczuciem dumy narodowej. Przywrócił postsowieckiej mentalności, postsowieckiemu człowiekowi, dumę z Rosji. Rosjanie potrafią być dumni, na wyrost czasami. Bo z jednej strony jest dziadostwo, życia nie cenią, ale potrafią też być cudowni. Pewno dałem przed panią upust swoim - można by odnieść wrażenie - antyrosyjskim frustracjom, ale powiem pani szczerze. Ja nie mam fobii antyrosyjskiej.

Może kompleksy?
- Nie mam kompleksu Rosjan. I marzeniem moim jest, by Koleją Transsyberyjską pojechać z Moskwy przez Omsk do Władywostoku - umawiałem się już kiedyś z Miśkiem Kamińskim, że pojedziemy razem. Wykąpiemy się w Bajkale, opijemy ruską wódką, zagryziemy rosyjskim sałem i będziemy śpiewać rosyjskie piosenki. Mamy ulubioną. "Ja tiebia nikogda nie uwiżu, ja tiebia nikogda nie zabudu". Jestem zafascynowany Rosją i sierdceszczypatielną dobrocią jej ludzi. Ale mam też świadomość, czym Rosja potrafi być w wymiarze imperialnym i czym są jej służby specjalne. Grzechem naiwności byłoby sądzić, że Rosja nie jest groźna. Jest. Nie tylko dla Polski, ale i dla Europy.
Więc niech mi pani powie, jak nie roztrwonić tego poczucia wspólnoty narodowej, która w żaden sposób niereżyserowana i przez nikogo nieinspirowana objawiła się pod Pałacem Prezydenckim. Jak jej nie roztrwonić? Jak tchnąć w nią żarliwość i wiarę w majestat Rzeczypospolitej.


rozmawiała Teresa Torańska
Duży Format (Gazeta Wyborcza)




piątek, 08 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -