Blog > Komentarze do wpisu

-> Ogrillowali nas (cz.2)

Widzieliście ich?
- Trudno było nie widzieć. Jechali "na bombach", z pilotażem policji. To robiło wrażenie. A my staliś-my na poboczu, odstawieni. Przemknęli obok nas kolumną czterech-pięciu samochodów osobowych, zauważyłem też vana i obsługę BOR-u. To było przed Smoleńskiem. Wszystko dla nas stało się jasne.

Co jasne?
- Że dlatego jechaliśmy tak wolno, żeby Tusk był pierwszy.

To chyba normalne, że urzędujący premier dla służb porządkowych zawsze jest ważniejszy niż były.
- Nie, nie, proszę pani. Służby bez wiedzy Tuska tak by się nie zachowały. To była decyzja Tuska.

Myśli pan, że z nimi uzgadniał?
- Nie wiem. Ale musiał wiedzieć. Jestem absolutnie przekonany - a mówię to szczerze, patrząc pani prosto w oczy - że były to świadome i celowe działania podjęte po to, żebyśmy w Smoleńsku byli później.

Ale po co?
- Tuskowi chodziło tylko i wyłącznie o wizerunek.

O co?!
- To proste. Pan premier po prostu uważa, że zawsze musi być pierwszy, bo to dobrze wpływa na sondaże. Taką jego wizerunkową akcję na własnej skórze przeżyłem w Kamieniu Pomorskim w czasie pożaru domu pomocy społecznej. To był drugi dzień świąt Wielkiej Nocy. Premier z Gdańska przyleciał jakiem przed prezydentem, obiecał sypnąć kasą na odbudowę domu i odleciał. A prezydent jechał z Juraty samochodem. Pomagałem w porozumieniu z Olkiem Szczygło i Maćkiem Łopińskim logistycznie przygotować tam jego wizytę, gdzie ma podjechać, gdzie będzie stała policja, gdzie burmistrz miasta. Prezydent był bardzo wzburzony, ja też. Rzucił nawet zdanie, że chciałby wyjaśnić, dlaczego jako prezydent Rzeczypospolitej dowiaduje się o tym wydarzeniu dopiero wtedy, kiedy premier jest już w drodze do Kamienia Pomorskiego.

A w czym problem? Nie rozumiem.
- No właśnie, to jest trudne do zrozumienia.

Bo dom, z tego, co pamiętam, został odbudowany.
- Prezydent też nie mógł zrozumieć, dlaczego takie sytuacje traktuje się w kategoriach wyścigu czy wizerunkowych korzyści. Bardzo to przeżył.
Po tym doświadczeniu nie mam żadnych wątpliwości, że także w Smoleńsku doradcy wizerunkowi pana premiera uznali, że jego wizerunek ucierpi, jeśli pierwszy na lotnisku pojawi się Jarosław Kaczyński. Innego wytłumaczenia nie znajduję. Bo bylibyśmy pierwsi, nie ma dwóch zdań. Około godziny przed nimi.
Przy szosie zobaczyłem nagle tabliczkę "Katyń", napisany cyrylicą. Przejeżdżaliśmy przez Katyń. Za oknem widziałem krajobraz rodem z horrorów. Jechaliśmy drogą położoną na groblach, z bagniskami po bokach.

Też nią jechałam.
- Makabryczny widok, prawda?

Nie, baśniowy.
- Myślałem o naszych oficerach, do których na tych bagniskach strzelano w tył głowy. Dalej o nich myślę.
Dojechaliśmy do Smoleńska. Lotnisko znajduje się w obrębie miasta. A nas, zamiast skierować prosto na lotnisko, wozili po Smoleńsku. Zwiedzaliśmy więc Smoleńsk i zza szyb autokaru oglądaliśmy piękną skądinąd cerkiew na wzgórzu.

Ona jest chyba przy tej drodze.
- Nie, nie, proszę pani, trochę dalej, sprawdziłem na mapie. Potem było rondo i na tym rondzie rosyjska policja, która autokar pilotowała, najpierw skierowała nas w złą stronę, a potem zatrzymała i nasz kierowca - przyzwoity i lekko zdezorientowany Białorusin - musiał zawracać autokarem na drodze, która była węższa od autokaru. Chłopina cztery razy go łamał, żeby na tej drodze zawrócić. Liczyłem: cztery razy do przodu, cztery do tyłu. Wreszcie podjechaliśmy do bramy lotniska. I wie pani, co z nami wtedy zrobili? Odbili od bramy. Strażnicy nie wpuścili nas na lotnisko. Nielzia, nielzia. I trzymali pod bramą.
Proszę pani, nie przemawia przeze mnie frustracja, nienawiść, oszołomstwo polityczne czy fanatyzm. Jestem przekonany, i wszyscy w autokarze byli przekonani, że nie wpuszczono nas dlatego, że odbywały się w tym czasie ładnie wyglądające w telewizji gesty ściskania się pana premiera Putina z panem premierem Tuskiem. I gdybyśmy wjechali, ten teatr nie wyszedłby tak zgrabnie, jak wyszedł.

To nie był teatr.
- Nie? To po co stały kamery? Kto je ustawił?

Bo taką mamy teraz cywilizację. Obrazkową.
- Ale Jarosław Kaczyński nawet przez chwilę nie pomyślał o kamerach. Nikt z nas o nich nie myślał. Jarosław Kaczyński nie jest plastikowym politykiem, który ustawia się do zdjęć i cieszy, gdy ładnie na nich wyjdzie. My jechaliśmy do naszego prezydenta i nikt z nas nie zamierzał narodowej tragedii rozgrywać w kategoriach wizerunkowych. A oni ją rozegrali. I dopiero kiedy ten teatr skończyli, brama się otworzyła. Pozwolono nam wjechać.
Wjechaliśmy. Rozświetlone reflektory, masa służb, samochodów. To było miasto w mieście. Betonowym pasem podjechaliśmy na plac. Wysiedliśmy.

I też weszliście w kamery.
- To jakiś surrealizm, proszę pani. Tu jest tragedia, a tu kamery. Wykręcałem się, żeby mnie nie sfilmowano, odwracałem twarz.

Pani konsul Putka zasłoniła sobą Kaczyńskiego.
- Może, nie widziałem, wychodziłem za nią. Nikt na nas nie czekał.

Ambasador Bahr.
- Tak, tak. Bardzo ciepły starszy pan. I sprawny urzędnik, jak zauważyłem. Przywitał się z premierem Kaczyńskim. Był przy nim cały czas.
Poprowadzono nas do miejsca tragedii. Lotnisko jest ogrodzone betonowymi płytami. Samolot rozbił się za ogrodzeniem, na bagnach. Wyjęto parę płyt z ogrodzenia, przywieziono kilka ciężarówek piachu i to bagno zasypano piaskiem, żeby zrobić przejście. Tam było błoto, szadź, wilgoć paskudna. I parująca ziemia od gorących reflektorów. I połamane drzewa.

A na drzewie - zobaczył Marcin Mastalerek - żakiet Grażyny Gęsickiej.
- Nie widziałem, nic nie widziałem. Podszedłem do samolotu wywróconego kołami do góry i... ścięło mnie. Jak osika padłem na kolana. Staszek Kostrzewski i Adam Lipiński, którzy stali obok, opowiadali mi potem, że nagle pacnąłem na ziemię, i przerazili się, że zasłabłem. Modliłem się.
Jarosław też się modlił. Przy wraku leżał wieniec.

Kto położył?
- Nie wiem. Ksiądz prowadził modlitwę. Niesamowita postać, młody kapłan, ale mądry, wyciszony. Jego obecność działała uspokajająco
Podszedł do mnie jeden z chłopaków z Kancelarii Prezydenta, który miał zabezpieczać wizytę Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, więc był tam od rana. - O Jezu - zaczął - dobrze, że przyjechaliście. A potem wpadł w histerię. - Baliśmy się - mówił nam - że oni nas tutaj zabiją.

Kto oni?
- Nie powiedział. Od niego usłyszałem też przerażającą informację. Że kiedy Tusk przyjechał ze swoimi, pracownicy Kancelarii Prezydenta wmieszali się między nich, no bo przyjechali Polacy. A potem jeden z urzędników Tuska zapytał: a którędy będzie wchodził "Kaczor"? Tędy? No to spieprzajmy w drugą stronę.
Graś potem mówił, że bzdury opowiadam, bo tam było tylko jedno wyjście. Więc oni nie mogli wychodzić innym niż my.
Ten chłopak był kompletnie roztrzęsiony. Płakał: jak oni mogli tak powiedzieć, przecież my też Polacy, z jednego narodu jesteśmy. Bardzo przeżywał, że takie słowa padły. Nie z ust premiera, ale ze strony otaczających go urzędników.

Którego?
- Nie pytałem.
Podeszli do nas rosyjscy urzędnicy. Zapytali, czy pan premier zidentyfikuje ciało prezydenta.
Poszliśmy za nimi do ciał.
Zobaczyłem Pawła Grasia i ministra Arabskiego. Stali z boku. Nie podchodzili do nas, wymienili dwa-trzy zdania z Pawłem Kowalem.
Podszedł do mnie jeden z oficerów BOR-u, bardzo poruszony. Nie znam nazwiska. Ściszonym głosem powiedział: Panie pośle, jesteśmy tu od rana, pilnujemy ciała pana prezydenta, nie odstępujemy go na krok.

Bał się, że je porwą?
- Nie wiem, może. On nie powiedział, że były próby porwania, tylko że "pilnujemy". Żeby wszystko z nim było w porządku.

A co groziło?
- Nie wiem. On nie użył określenia "zbezczeszczenie", ale powiedział, żeby w żaden sposób nie doszło do uchybienia jego godności.
Co panią dziwi, on też był tam od rana. Widział, co się działo.

Ale co?!
- Proszę go odnaleźć.
Bardzo mu podziękowałem. Czułem, że takich podziękowań od nas oczekiwał.
Były trzy ciała: prezydenta, pana prezydenta Kaczorowskiego i Krzysztofa Putry. Resztę, usłyszeliśmy, wywieziono do Moskwy, także ciało małżonki pana prezydenta.
Od razu poczułem, że coś jest nie tak. Nie tylko ja, my wszyscy. Coś nie w porządku. Zacząłem się przyglądać. Ciało prezydenta leżało na czarnej folii, a ta folia leżała w błocie.

Na noszach.
- Noszy nie widziałem, tylko folię na błocie. I robiło to wrażenie, jakby ciało prezydenta leżało de facto w błocie.

Wszędzie było błoto.
- Nie, proszę pani, dla naszego prezydenta można było w obrębie lotniska znaleźć godniejsze miejsce. 20-40 metrów dalej znajdował się zabetonowany teren lotniska, na którym stały ławy, stoły i namioty. A w jednym z nich siedział pan premier Putin. I wokół niego nie było chaosu, bałaganu i dziadostwa. Tam panował absolutny porządek, była łączność satelitarna, a służby porządkowe i administracyjne działały perfekcyjnie.
Nie chcę wystawiać opinii naznaczonej fobią antyrosyjską. Bo żadnej fobii we mnie nie ma. Ale widziałem to symbolicznie - majestat Rzeczypospolitej, wyrażający się w ciele prezydenta, leżał w błocie obok osławionej już ruskiej trumny, a od miejsca, gdzie urzędował Putin reprezentujący majestat Rosji - biła siła tego państwa.
Pan minister Kwiatkowski potem tłumaczył, że musiały być zachowane procedury prokuratorskie i że ciała nie można było ruszać, tylko zabezpieczyć. Jego stwierdzenia są absurdalne. Przecież ciało prezydenta nie leżało w miejscu odnalezienia. Oni je z jednego bagniska przenieśli w drugie bagnisko, tylko kilkadziesiąt metrów dalej. I zostawili w błocie! Choć kilkanaście metrów dalej był betonowy pas lotniska.

Przeznaczony do startu samolotów.
- Nie przesadzajmy.

To ciało też nie było zabezpieczone. Bo obok przechodziły watahy zwykłych omonowców, żołnierzy, prokuratorów. To było przerażające! A pan premier Tusk na to nie zareagował.

Co miał zrobić?
- Proszę pani, w sprawnie funkcjonującym państwie i dobrze działającej administracji konsularnej można było o to zadbać. Ja rozumiem, że premier nie miał do tego głowy o godzinie 8.41, kiedy rozbił się samolot, ja opisuję sytuację w 12 godzin po katastrofie. Przez 12 godzin mógł on zrobić najprostszą rzecz. W żaden sposób nie stanowiło zagrożenia dla śledztwa rozpostarcie namiotu nad ciałem prezydenta czy położenia go na podwyższeniu.

To dlaczego wy tego nie zrobiliście?
- Proszę pani, my byliśmy małą grupką skupioną wokół Jarosława. Prywatnych ludzi, która się skrzyknęła. My z powodów proceduralnych nie byliśmy żadną oficjalną delegacją.
Ja zresztą nie stawiam zarzutu, że Tusk zrobił to celowo. Stawiam zarzut, że premier i podlegli mu urzędnicy nie stanęli na wysokości zadania. I tym obnażyli słabość polskiego państwa.
Jarosław poszedł zidentyfikować ciało prezydenta.




piątek, 08 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -