Blog > Komentarze do wpisu

-> Ogrillowali nas (cz.1)

Na lotnisku w Smoleńsku podszedł do mnie chłopak z Kancelarii Prezydenta, który miał zabezpieczać wizytę Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. "O Jezu - zaczął - dobrze, że przyjechaliście. Baliśmy się, że oni nas tutaj zabiją" - rozmowa redaktor Teresy Torańskiej z posłem PiS Joachimem Brudzińskim o katastrofie smoleńskiej. - Raptem Wojtek Olejniczak zaczął płakać. Zobaczyłem w telewizji. Zakrył twarz rękami i płakał. To było zupełnie nieprawdopodobne! Surrealistyczne! Przerażające! Odruchowo zacząłem dzwonić do kolegów ze ścisłego kierownictwa partii. Nie wiedziałem, kto z nich pojechał pociągiem, a kto poleciał. Do Aleksandry Natalli-Świat, Grażyny Gęsickiej, Adama Lipińskiego, Przemka Gosiewskiego... Nikt nie odbierał telefonu. Dosłownie nikt! Wpadłem w panikę, że nikogo już nie ma. Że wszyscy zginęli.



Pan był w Sejmie?

- W hotelu sejmowym, w pokoju pracy posłów. Przyszedłem po ósmej. Chciałem spokojnie obejrzeć transmisję z uroczystości w Katyniu i... Ja, proszę pani, przygotowywałem wtedy uroczyste otwarcie kampanii prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego. 22 kwietnia w Łodzi, w sali Arena. Pierwszym, do którego się dodzwoniłem, był Marek Kuchciński. Jechał samochodem do Przemyśla. Nie wiedział. Zawrócił do Warszawy. Zadzwoniłem do prezesa. Telefon odebrał jego asystent Jacek Rudziński. Prezes już wie, Sikorski do niego dzwonił, jadą za chwilę do mamy do szpitala. Zbiegłem na dół. Na dole jest kaplica sejmowa. Zbiegłem do kaplicy.

Więcej...
- Nie, pomodlić się. Rozpłakałem się później. Wróciłem do pokoju. W telewizji padały już pierwsze nazwiska. Że zginął Przemek, Ola, Grażyna Gęsicka, Krzysztof Putra. Z Krzyśkiem - byłem święcie przekonany - to dziennikarskie przekłamanie. Jest przecież, jak zwykle w sobotę, w "Salonie politycznym Trójki".
Zadzwonił Adam Lipiński. Znalazł w swojej skrzynce pocztowej kilkanaście moich telefonów i pytał, co się stało. Telefon Adama zabrzmiał mi jak głos zza grobu. Kompletnie się rozsypałem. To już było koło godziny 10. Pobiegłem do naszego biura prasowego w Sejmie. Sekretarka, młoda dziewczyna, bardzo płakała.
Przyszedł Paweł Kowal. W telewizji powiedzieli prawdę. Krzysiek poleciał z prezydentem, a Paweł zastąpił go u pani redaktor Michniewicz. Zapytał, co z prezesem. Jarosław też miał lecieć i został ze względu na mamę. Swoje miejsce oddał Wassermannowi. Takich zamian było więcej. A Przemek Gosiewski miejsce dla siebie wymusił swoją niespożytą energią na urzędnikach kancelarii w ostatniej chwili.
Paweł rozkleił się nagle. Nie mógł dodzwonić się do Janka Ołdakowskiego i był przekonany, że Janek też poleciał. Martwił się o swoją żonę. Była w ciąży, jak to zniesie. W samolocie znajdowało się wiele zaprzyjaźnionych z nimi osób.
Postanowiliśmy wszyscy jechać na Nowogrodzką.

Do siedziby Prawa i Sprawiedliwości.
- Na Nowogrodzkiej za chwilę pojawili się Marcin Mastalerek i Mariusz Chłopik, przyszedł Karol Karski, Adam Lipiński, Tomek Dudziński i Wojtek Jasiński, przyjaciel Jarosława i prezydenta jeszcze z czasów studenckich.
Mieliśmy włączone telewizory, nastawione na kilka różnych stacji. Był we mnie jeszcze cień nadziei, że może ktoś przeżył. Wszyscy ją chyba mieli. W każdej pokazywano jednak wciąż te same przebitki rozbitego wraku.
Odkryłem, że wcale nie jestem silnym facetem. Człowiek na potrzeby bardzo zmedializowanej polityki przyjmuje dość atrakcyjną pozę twardziela, który wchodzi w zwarcia, jest wyszczekany, pyskaty, czasem arogancki, nawet chamski, niestety, i nagle w obliczu tragedii pęka jak bańka mydlana. Zobaczyłem w sobie emocjonalną słabość.
Znowu skontaktowałem się z asystentem prezesa. Usłyszałem, że Jarosław chciałby polecieć do Smoleńska. Dałem dyspozycje Marcinowi i Mariuszowi, żeby posprawdzali loty rejsowe do Mińska i do Moskwy oraz zorientowali się, jakie są możliwości wynajęcia taksówki powietrznej.
Marcin i Mariusz to harcerze, bardzo sprawni chłopcy. Marcin to ten, który założył stowarzyszenie Przywrócić Studentom Ulgi Studenckie, a Mariusz pracuje w naszym biurze organizacyjnym na Nowogrodzkiej.
Przyjechał Jarosław z kierowcą. Prosto ze szpitala, od mamy. Nic nie mówił.

A pan?
- Parę zdań. Nie, nie powtórzę. Proszę mi wybaczyć.

Bo?
- Z perspektywy czasu zabrzmią zbyt emocjonalnie. Ale były szczere. Zapewniam panią, bardzo szczere.

Że zamach?
- To, co się stało - w kontekście mordu katyńskiego sprzed 70 lat - miało wymiar metafizyczny. I ja bardzo chciałem widzieć w tym jakiś sens, Boży zamysł.

Beata Kempa na cmentarzu katyńskim wykrzyknęła: "Wyrok! Ale za co?!".
- My z sobą praktycznie nie rozmawialiśmy. Było przerażenie i rzucanie pojedynczych zdań niezmiernie nasyconych emocjonalnie. Przyczepiła się do mnie fraza pieśni, którą śpiewałem w jezuickim duszpasterstwie akademickim w Szczecinie. "Mądrość stół zastawiła obficie..."

Bogacze zubożeli i zaznali głodu...
Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy, ale Pan go ze wszystkich wybawia". Wszedł Adam Bielan. Ma opinię cynicznego spin doktora, zimnego, wyrachowanego, który wszystko potrafi. Nagle - nie chcę go urazić - zobaczyłem przerażonego dzieciaka. Wszedł do pokoju, zobaczył Jarosława, próbował coś powiedzieć, odwrócił się na pięcie, wyszedł do pomieszczenia obok i rozpłakał się.
Moi chłopcy, Marcin i Mariusz, ustalili, że jest możliwość wynajęcia taksówki powietrznej. Dostali potwierdzenie, że samolot może być technicznie gotowy do wylotu około godziny 13. Trzeba było załatwić formalności. Pozwolenia na przeloty, zgody na lądowanie. Pojawił się pomysł lądowania w Witebsku na Białorusi. Logistycznie wydawał się najlepszy. Więc nowy temat, jak z Witebska na Białorusi dostać się do Smoleńska do Rosji.
Firma wynajmująca samolot potrzebowała pomocy dyplomatycznej. Nieoceniony okazał się Paweł Kowal. Przez swoje prywatne kontakty rozpoczął ofensywę dyplomatyczną, nawiązał kontakt z naszą ambasadą w Mińsku i w Moskwie.
Dla mnie, proszę pani, błogosławieństwem było, że pojawił się pomysł z wyjazdem. Miałem zadanie do wykonania. Nie rozmawiałem z Jarosławem. Tylko wpadałem i raportowałem. Tak, Jarku, wynajęliśmy samolot. Tak, Jarku, Paweł załatwia wizy rosyjskie i białoruskie.
Jarosław jako jedyny z nas nie rozsypał się emocjonalnie. Zobaczyłem w nim bardzo silnego człowieka, który analizuje sytuację, ocenia, planuje. Tragedia osobista nie odebrała mu umiejętności analitycznego rozumienia tej tragedii.
Powiem coś pani, ale proszę, bardzo panią proszę, nie traktować tego w kategoriach podlizywania się szefowi przez podwładnego. Pomyślałem, że dobrze mieć takiego silnego przywódcę. On nas swoim opanowaniem i spokojem budował. I to, żeśmy sprawnie funkcjonowali, wynikało z charyzmy Jarosława.
Około trzynastej byliśmy gotowi do wylotu. Otrzymaliśmy zgodę na lądowanie w Witebsku, zabezpieczony został autokar na przejazd z Witebska do Smoleńska, dopięliśmy listy wylatujących i wysłaliśmy je faksem lub e-mailem do Mińska i Moskwy via Kancelaria Prezydenta. Bardzo sprawnie zadziałał z jednej strony Paweł Kowal we współpracy z Maćkiem Łopińskim z Kancelarii Prezydenta, a z drugiej strony pomogły nasze służby konsularne w Mińsku i w Moskwie. Bez ich wsparcia i życzliwości nasza podróż na pewno by się nie udała.
Koledzy pojechali do domu się przebrać. Ja przebrałem się na Nowogrodzkiej. Wysłałem Marcina do żony i przywiózł mi garnitur, koszulę, buty. Jarek chyba też nie jeździł do domu. On ma zawsze kilka ubrań w biurze.
Poszedłem ze Staszkiem Kostrzewskim do kantoru. Kupiliśmy dwa tysiące dolarów, żeby mieć na wszelki wypadek. Zapakowaliśmy butelkę koniaku. Moi chłopcy, zaprawieni w akcjach harcerskich, zabezpieczyli kanapki i picie.
Około czternastej usłyszałem, chyba od Kowala, że jest telefon z kancelarii premiera. Mają wyczarterowany samolot, też lecą do Witebska i proponują, by Jarosław poleciał razem z premierem Tuskiem. O której godzinie, nie wiedzą, trwa jeszcze posiedzenie rządu. Propozycja była skierowana wyłącznie do Jarosława i jego asystenta. Jarosław zdecydował, że z nimi nie poleci. Że jak pojedziemy oddzielnie, będziemy szybciej. Jemu zależało, by jak najszybciej być u brata. A potem szybko wrócić do mamy, do szpitala. Dla niego czynnikiem bardzo mobilizującym i dającym mu siłę było poczucie odpowiedzialności za mamę.
Pojechaliśmy na lotnisko. Na lotnisku była Małgosia, pierwsza żona Przemka Gosiewskiego, i ich syn Eryk. Prosiła, żeby go zabrać.

Ile miał lat?
- Szesnaście. Ale się nie zdecydował. Dobrze zrobił, bardzo dobrze.

To ile osób poleciało?
- Piętnaście. Piętnasty był kapłan. Wzięliśmy księdza ze sobą, Boże.

Kwiaty, wieńce?
- Nie, nie mieliśmy ani kwiatów, ani wieńców.

Lot trwał około półtorej godziny. Lecieliśmy w ciszy. Zamieniliśmy z sobą może ze dwa-trzy zdania. Wylądowaliśmy w Witebsku. Wziąłem namiary na pilota. Kombinowałem już, co by tu zrobić, żebyśmy nie musieli wracać na kołach do Witebska. Pilot obiecał, że swoimi kanałami przez firmę spróbuje załatwić pozwolenie na przelot do Smoleńska. A ja wydzwoniłem Maćka Łopińskiego, żeby ze strony rosyjskiej uzyskał zgodę na lądowanie.

Lotnisko było zamknięte.
- Co to znaczy - zamknięte. Putin na nim przecież potem wylądował, prawda? Potem widzieliśmy jego samolot w Smoleńsku.
Autokar czekał na nas na płycie lotniska. Białoruska straż graniczna, służby celne i policja zachowały się nad wyraz przyzwoicie. Byłbym skrajnie nieuczciwy, gdybym formułował pod ich adresem jakiekolwiek zarzuty czy negatywne oceny. Ze strony Białorusinów wyczuwało się autentyczną, szczerą empatię i współczucie. Ale w sensie technicznego wyposażenia - muszę pani powiedzieć - oni i my to dwa światy. Zatrzymaliśmy się na chwilę w budynku lotniska. Zaproszono nas do pokoiku. Dla VIP-ów - powiedziano.

Były kanapki, napoje.
- Nie jedliśmy. Skorzystaliśmy tylko z toalety. Do naszego autokaru wsiadła pani konsul z Moskwy.

Longina Putka. Czekała na was.
- Nasze służby konsularne z Mińska też czekały. Chwilę z nimi rozmawialiśmy.

Oraz był gubernator Witebska i policja białoruska z kogutami.
- Tak, tak, załatwiony był pilotaż i organizacyjnie, muszę przyznać, było to dobrze przygotowane.

Czyli minister Sikorski sprawnie zarządza ministerstwem, prawda?
- No, nie przesadzajmy, to w końcu jego obowiązek.

A kto płacił?
- Za samolot my. A za autokar chyba Białorusini, dokładnie nie wiem.
Z Witebska do Smoleńska jest 180 kilometrów. Przez Białoruś jechaliśmy w miarę sprawnie. Na trasie stały policyjne patrole, które nas przepuszczały. Policja białoruska od czasu do czasu włączała koguty. Na granicy białorusko-rosyjskiej przejęła nas policja rosyjska. I od razu, w sposób ewidentny, poczuliśmy, że coś niedobrego się dzieje. Nagle zaczęliśmy jechać bardzo wolno. Ktoś zapytał kierowcę, czy nie można szybciej. Powiedział: nielzia. Jechaliśmy 30 km na godzinę. Zaczęło się ściemniać.
Puste drogi, paskudne. W autokarze przygotowywaliśmy nekrologi. Zależało nam, żeby poszły od Jarosława. Przedstawiliśmy mu parę wersji. Jarosław się zastanawiał, analizował, prosił, by je odczytywać jeszcze raz. On cały czas był bardzo intelektualnie zmobilizowany. Połączyłem go ze swojej komórki z Magdą z naszego biura na Nowogrodzkiej. I wie pani, co też było dla mnie niezwykłe, myślał strategicznie. Stałem nad nim, a on Magdzie dyktował całkiem nowe, swoje teksty. Biedna dziewczyna, strasznie to przeżywała. Te jego nekrologi były bardzo osobiste i ciepłe. Składał je razem z mamą i z Martą.

Byli z sobą w kontakcie?
- Tak, tak, cały czas.
Siadła mi komórka. Tego się bałem. Wszyscy się baliśmy, że jak padną, będzie tragedia, zostaniemy odcięci od świata. Pozabierałem baterie od moich chłopaków, włożyłem do swojej, zostali bez komórek.
Minęła nas kolumna z panem premierem Tuskiem. Było już ciemno.




piątek, 08 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

Komentarze
Gość: grillowicz, *.markom.krakow.pl
2011/04/09 02:20:06
na grillowanie, to aktualnie chyba trochę jeszcze za zimno, ale ZIMNY LECH w sobotę rano jak złoto.
pozdrawiam.
i tak na marginesie; od kiedy katastrofa smoleńska związana jest z życiem kulturalnym Tarnowa i regionu, chyba że można wrak prezydenckiego Tupolewa rozpatrywać w kategoriach nowoczesnej rzeźby abstrakcyjnej, której blask poznał cały świat.Tarnów też.
-
jeszczepolskaniezginela12
2018/02/19 12:12:42
Zezwól, by móc zainstalować aplikację tekst, który zapewne miał okazję przeczytać niemal każdy użytkownik smartfona. Nie zawsze jednak sprawdzamy, na co tak naprawdę wydajemy zezwolenie.

Odniesienie prawne

Aplikacje smartfonowe często wymagają od nas dostępu do danych osobowych. Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (dalej UODO) przyjmuje, że za dane osobowe uważamy wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Osobą możliwą do zidentyfikowania jest osoba, której tożsamość można określić bezpośrednio lub pośrednio, w szczególności przez powołanie się na numer identyfikacyjny albo jeden lub kilka specyficznych czynników określających jej cechy fizyczne, fizjologiczne, umysłowe, ekonomiczne, kulturowe lub społeczne.

W myśl tej definicji, danymi umożliwiającymi identyfikację osoby są: adres e-mail, adres IP, nick, login, nr telefonu, adres (lokalizacja). Oczywiście nie zawsze te informacje będą danymi osobowymi. Ważne jest to, w jakim kontekście one się pojawiają. Jeśli jednak przy pomocy dostępnych narzędzi jesteśmy w stanie zweryfikować te informacje i dokonać identyfikacji osoby, mówimy wówczas o danych osobowych w rozumieniu ustawy. Jeśli natomiast do uzyskania odpowiednich narzędzi (np. oprogramowania informatycznego) potrzebne są dodatkowe koszty, czas czy działania, wtedy informacji tych nie uznajemy za dane osobowe.

Jak się chronić?

Jak więc chronić dane? Domyślne ustawienia urządzeń i aplikacji mobilnych powinny same być nastawione na ochronę prywatności użytkowników, a zgoda na aktywowanie usług geolokalizacyjnych powinna być poprzedzona świadomą zgodą użytkownika oraz powinna być możliwość cofnięcia tej zgody w każdym czasie. Na szczęście te wytyczne w zasadzie wpisują się w obowiązującą w Polsce ustawę o ochronie danych osobowych, a zatem właściciel/producent aplikacji ma obowiązek ochrony naszych danych i nie może ich wykorzystywać w zakresie większym, niż przewiduje to ustawa.

Wątpliwości? Rozwiej je u nas. [a="www.kpdwiejak.pl/obsluga-prawna/]Kancelaria Warszawa[/a] KPD Wiejak
Wobec przedstawionych zagrożeń ważne jest, by zagwarantować użytkownikom należytą kontrolę nad ich danymi osobowymi. Wspomniane zagrożenia dla prywatności mają niebagatelny wpływ na utratę przez użytkownika kontroli nad obiegiem informacji o nim samym. Kluczowe jest więc, by ściągający aplikację sam mógł określić, które dane o nim mogą podlegać przetwarzaniu.



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -