Blog > Komentarze do wpisu

-> Nie gaśnie światłość

Jan Paweł II sprawił, że żegnał go nie tłum, ale Lud Boży. Umierając, stał się Opoką

To był już drugi w tamtym wyjątkowym roku Wielki Piątek i druga Wielka Sobota. I tylko wiara w Niedzielę Zmartwychwstania pozostała taka sama. To było sześć lat temu… Karol Józef Wojtyła, urodzony 18 maja 1920 r. w Wadowicach, syn Karola i Emilii z Kaczorowskich – zmarł 2 kwietnia 2005 r. o godzinie 21.37, w Wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego. O godzinie 20.00 uczestniczył we Mszy; udzielono mu świętego wiatyku i ponownie namaszczenia chorych. Do końca zachował przytomność, przed śmiercią zdołał powiedzieć: Amen. Czuwali przy nim: abp Stanisław Dziwisz, ks. Mieczysław Mokrzycki, ks. Tadeusz Styczeń, kard. Marian Jaworski, abp Stanisław Ryłko, siostry sercanki i lekarze. Telewizja RAI podała, że Papież umierał, ściskając rękę abp. Dziwisza.



Piątek

To nie był tłum. Po południu na Placu św. Piotra grupa kilkudziesięciu kobiet i mężczyzn wpatrywała się w okna na ostatnim piętrze Pałacu Apostolskiego. Stężałe twarze, milczenie, obracane w palcach paciorki różańca, bezgłośne poruszenia warg, w oczach niektórych łzy.

Mieli powody do niepokoju: przed północą ruszyła lawina doniesień z Watykanu: Jan Paweł II miał wysoką gorączkę, infekcję dróg moczowych, przeszedł zawał serca. Rzecznik Joaquín Navarro-Valls przyznał, że Papież przyjął sakrament namaszczenia chorych.

O godzinie 19.00 Sala Stampa opublikowała kolejny komunikat: oddech stał się płytki, spada ciśnienie krwi, funkcjonowanie narządów wewnętrznych uległo radykalnemu pogorszeniu. Informacja obiegła włoskie i światowe media; na Plac św. Piotra napływają pielgrzymi, przede wszystkim rzymianie, ale nie brak również Polaków. Gdy zapadnie zmierzch, na Placu będzie pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt tysięcy ludzi. Jednak na razie, tuż przed ósmą, słońce ledwie zaszło za horyzont, a obłoki nad kopułą Michała Anioła nabrały krwistych odcieni. Powoli gęstniejąca rzesza stoi w milczeniu. Bacznie obserwuje każdy ruch i nasłuchuje każdego dźwięku, żeby odczytać z nich chociażby odprysk informacji o tym, co dzieje się z Janem Pawłem II. Na papieskim piętrze światło pali się w pięciu oknach: w dwóch mocnym żółtym blaskiem, w pozostałych trzech pomarańczową poświatą. To znak dobry czy zły? Inni wpatrywali się w tym czasie w Spiżową Bramę, prowadzącą do wnętrza Watykanu. Papież umarł, rozgłaszają, skoro zatrzaśnięto oba skrzydła. Inni twierdzą, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego; Bramę zamyka się w każdą noc, nad ranem zaś ponownie otwiera.

Dwie minuty przed ósmą z głośników rozlega się suchy trzask. W inny dzień nikt nie przywiązywałby wagi do urwanego, przypadkowego dźwięku, ale w tamten Piątek napięcie okazało się zbyt wielkie. Ludzka masa wpierw nerwowo zafalowała, potem błyskawicznie ruszyła do czterech telebimów, ustawionych przed Bazyliką i kolumnadą Berniniego. Większość nie ma wątpliwości, że zaraz usłyszy, iż Jan Paweł II – po dwudziestu sześciu latach, pięciu miesiącach i piętnastu dniach pontyfikatu – umarł. Niektórzy szlochają, wielu skrywa twarz w dłoniach. Bliscy pocieszają się, obejmują.

Jednak na ekranach nie pojawia się żaden z kardynałów, z głośników nie płynie żaden komunikat. Z minuty na minutę lęk o Papieża narasta. Plotki przebiegają Plac wzdłuż i wszerz. Jakaś kobieta szepcze za mną, że Jan Paweł II umarł, co poświadczyć miał znajomy ksiądz. Opowiada się, że Marco Politi – znany watykanista – w pośpiechu wyszedł z watykańskiego biura prasowego. Szczwany lis, komentowano, musiał dostać sygnał, że Papież nie żyje.

Trzydziestokilkuletni mężczyzna o załzawionych oczach widocznie nie wytrzymał napięcia: zaczyna bić brawo i rozpaczliwie krzyczy: Santo Padre! Jednak mimo że przez kilkanaście lat na tym Placu tysiące razy skandowano: “Kochamy Ciebie”, “Giovanni Paolo”, “Juan Pablo Segundo, te quiere todo el mundo”, “John Paul Two, we love you” czy “Johannes Paul der Zweite, wir stehen an deiner Seite” – tym razem nikt nie ośmiela się krzyczeć ani klaskać.

“To nie był tłum” – pisał na łamach “Tygodnika” ks. Michał Czajkowski w reportażu z 1963 r., w którym opisał śmierć i pogrzeb Jana XXIII. “Tłum ma podejrzaną psychologię, jest ślepy, potrafi być niebezpieczny. Te masy ludzkie, które stały na Placu podczas 92 godzin agonii i podczas następnych dni pogrzebowych, to był Lud Boży. Każdy stał tu z własnym lękiem i miłością, bo każdy tracił osobiście. Bo każdy miał jakąś prywatną sprawę z Janem XXIII”.

To nie był tłum również w pierwszy dzień kwietnia 2005 roku.

O godzinie 21.00 rozpoczyna się różaniec, spontanicznie zaaranżowany przez młodzież. Abp Angelo Comastri, wikariusz generalny dla Watykanu, wypowiada na wstępie słowa, które gaszą nikłą, ale dotychczas przecież wciąż żywą nadzieję, że Jan Paweł II – jak po zamachu z 13 maja 1981 r. – oprze się śmierci. Arcybiskup przypomina, jak w 1978 r. Papież apelował do młodych, aby otworzyli drzwi Chrystusowi: “Tego wieczora lub nocy Chrystus otworzy drzwi Papieżowi” – mówi. Na telebimach można dostrzec, jak ministrant ukradkiem łyka łzy. Tym samymi słowami abp Comastri wskrzesił jednak inną nadzieję, co ważne – tym razem zdolną sprostać wydarzeniom, które stały się nieuchronnie. Nadzieją chrześcijanina jest bowiem wiara, że początek nosi w sobie zapowiedź końca, koniec zaś przynosi nowy początek.

Medytowano nad tajemnicami światła, które Jan Paweł II wprowadził do różańca przed trzema laty – chrztem Jezusa w Jordanie, cudem w Kanie, głoszeniem Królestwa Bożego, Przemienieniem na górze Tabor i ustanowieniem Eucharystii. Nikt nie roztrząsał, czy nadal błaga o zdrowie i siły dla Jana Pawła II, czy może modli się już za jego duszę. Ta niezapomniana modlitwa była zawieszona między niepewnością i spokojem, smutkiem i radosnym oczekiwaniem, ziemią i niebem, śmiercią i zmartwychwstaniem. To była modlitwa bez precyzowania próśb i oczekiwań, bez stawiania Bogu warunków i składania Mu obietnic. Nic ponad ufne trwanie w Jezusie przy umierającym człowieku.

Kończył się Wielki Piątek, zaczynała się Wielka Sobota.

Sobota

O świcie na Placu św. Piotra nadal modli się kilkadziesiąt osób. Tymczasem Papieża właściwie złożono do grobu, choć przecież nie umarł i rozpoczyna dwudziesty szósty rok, piąty miesiąc i szesnasty dzień – w Rzymie piękny i bezchmurny – pontyfikatu. Jednak włoskie gazety już pożegnały Jana Pawła II. Tytuły z pierwszych stron nie budzą nadziei: “Ostatnia podróż”, “Ostatnia Droga Krzyżowa”, “Ostatnie godziny Papieża”. Na innych czołówkach zdjęcie zgarbionego, odchodzącego Jana Pawła II – opatrzone nagłówkiem: “Żegnaj, Karolu”. “La Stampa” zmieniła okładkę w nekrolog: “Jan Paweł II, 1978 – 2005”.

O godzinie 8.00 w kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej w podziemiach Bazyliki św. Piotra kard. Marian Jaworski odprawia Mszę; tymczasem dziennik “La Repubblica” donosi w porannym wydaniu, że właśnie w tym miejscu spocznie ciało Jana Pawła II. Metropolita Lwowa nakłada na obraz korony, poświęcone poprzedniego dnia przez Papieża. Dwie inne korony paulini zawiozą na Jasną Górę. Dziennikarze zastanawiają się, czy wycieńczony Jan Paweł II zdołał wyciągnąć dłoń i nakreślić w powietrzu znak krzyża? A może nie był w stanie wydobyć z siebie głosu ani uczynić żadnego gestu i modlitwę wypowiedział w myślach? Takie dywagacje prowadzą donikąd; o ile ważniejsze, że w przeddzień śmierci Jan Paweł II – nie po raz pierwszy, ale prawdopodobnie po raz ostatni – udowodnił, jak bardzo serio żył słowami “Totus Tuus”.

O godzinie 11.30 Navarro-Valls otwiera konferencję prasową. Informuje, że od świtu pojawiły się symptomy utraty świadomości. Stan Jana Pawła II jest nadal bardzo poważny, ale praca serca i płuc oraz przemiana materii nie uległy zasadniczym zmianom: “O 7.30 w obecności Papieża odprawiono Mszę świętą” – dodał rzecznik. Wieczorem poprzedniego dnia, gdy Janowi Pawłowi II powiedziano, że przed Bazyliką młodzież modli się za niego, kilkakrotnie powtórzył kilka mało zrozumiałych słów. Prawdopodobnie chciał powiedzieć: “Szukałem was, a teraz przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”.

Tak prawdopodobnie ostatnie przekazane wiernym słowa Papieża wpisały się w orędzie kluczowe dla jego pontyfikatu. Już podczas pierwszego w Watykanie spotkania na Anioł Pański, jesienią 1978 roku, mówił do młodzieży: “Wy jesteście nadzieją Kościoła! Wy jesteście moją nadzieją!”. Paradoksalnie, im słabszy był Jan Paweł II, im dokuczliwsze było drżenie jego dłoni, im większy trud sprawiało mu poruszanie i wypowiadanie się – tym lepszy kontakt nawiązywał z młodymi. Wystarczy przypomnieć dialogi w oknie Domu Arcybiskupów Krakowskich podczas pielgrzymki w 2002 roku czy ostatnie wielkie spotkania z młodzieżą w Madrycie (2003) i Bernie (2004). Trzeci pod względem długości pontyfikat w dziejach Kościoła sprawił, że Papież osierocił liczne pokolenie, nazywane zresztą pokoleniem Jana Pawła II. To ci, którzy innych papieży znają wyłącznie z podręczników i archiwalnych nagrań. Dla nich Paweł VI czy Jan XXIII są postaciami równie odległymi jak Pius XII bądź Leon XIII. Tym właśnie generacjom Karol Wojtyła zaufał i przekazał w testamencie głoszenie Ewangelii.

W ostatnich miesiącach wiele razy podkreślał, jak bardzo chciałby pojechać w sierpniu do Kolonii, na Światowe Dni Młodzieży. Boży plan zmierzał jednak w innym kierunku; sama młodzież zorganizowała w dwa ostatnie dni pontyfikatu – jak napisał dziennik “L’Osservatore Romano” – “niespodziewany Dzień Młodzieży”. Przez prawie dwadzieścia siedem lat Papież wychodził im naprzeciw. Gdy umierał, sami przyszli do niego. Złożył los świata i chrześcijaństwa w ich ręce, a młodzi wzięli na siebie powierzone im zadanie.

Agonia Jana Pawła II była jego ostatnią katechezą. Przez kilkadziesiąt ostatnich godzin głosił Dobrą Nowinę wszystkim narodom, chociaż niemoc przykuła go do łóżka i nie mógł wydobyć z siebie zrozumiałych słów. Jeszcze w piątek kard. Andrzej Maria Deskur powiedział, że Jan Paweł II “gaśnie pogodnie”. Wieczorem kard. Camillo Ruini przyznał, że Papież “widzi i dotyka Boga”. Bo chrześcijaństwu nie jest obca śmierć pogodna i serdeczna, naznaczona nie lękiem i rezygnacją, lecz wiarą i nadzieją. Śmierć, na którą czeka się ze spokojem jako drogę ku Światłości.

Tuż przed ukamienowaniem Szczepan mówił: “Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga” (Dz 7, 56). Franciszek z Asyżu kazał położyć się na ziemi i przywdział cudzą odzież. W agonii powtarzał: “Bądź pozdrowiona, moja siostro Śmierci”. Teresa z Avila umierała ze słowami: “Mój Panie i Oblubieńcu! Nadeszła wyczekiwana godzina. Pora już bym Cię ujrzała, o, mój ukochany Władco. Czas, bym udała się w drogę. Wyruszam, już czas...”. Maksymilian Kolbe przez dwa tygodnie umierał z głodu w ciemnicy obozu Auschwitz. Do ostatnich chwil podtrzymywał na duchu współwięźniów. Modlił się z nimi i za nich.

“Zarazem jednak głębokim pokojem napełnia myśl o chwili, w której Bóg wezwie mnie do siebie – pisał przed sześcioma laty Jana Paweł II w “Liście do osób w podeszłym wieku” – z życia do życia! Dlatego wypowiadam często – i bez najmniejszego odcienia smutku – modlitwę, którą kapłan odmawia po liturgii eucharystycznej: In hora mortis meae voca me, et iube me venire ad te – w godzinie śmierci wezwij mnie i każ mi przyjść do siebie. Jest to modlitwa chrześcijańskiej nadziei, która w niczym nie umniejsza radości obecnej chwili, a przyszłość zawierza opiece Bożej dobroci”.

Pewnie mało kto przed watykańską Bazyliką znał ów cytat, ale w Sobotę atmosfera na Placu św. Piotra daleko odbiega od smutku i lęku Piątku – mimo że Jan Paweł II przecież zbliża się do progu śmierci. Przestrzeń zamknięta monumentalną fasadą Bazyliki i dwoma skrzydłami kolumnady zapełniała się od godzin popołudniowych. Nie dominuje przygnębiająca cisza. Słychać skandowanie papieskich haseł, przez tłum raz po raz przebiega meksykańska fala albo burza oklasków, młodzi podskakują w rytm pieśni i okrzyków. Ktoś intonuje po polsku “Barkę”. Inni śpiewają różaniec. Częściej dostrzec można fosforyzujące światło wyświetlaczy telefonów komórkowych i cyfrowych kamer niż płomyki świec.

O godzinie 21.00 na Placu św. Piotra czuwa kilkadziesiąt tysięcy wiernych. Na zamkniętych drzwiach rzymskich dyskotek przylepiono kartki: “Idźcie na Plac św. Piotra”. Znów odmawiamy różaniec w intencji Papieża, tym razem tajemnice radosne. Zgromadzenie wycisza się, ale wciąż nie ma mowy o strachu. To zabrzmi niewiarygodnie, ale kto był uczestnikiem tamtych wydarzeń, poświadczy, że tak właśnie było: ze spokojem oczekiwano na wypełnienie woli Boga.

Tuż przed godziną dziesiątą do zgromadzonych przed Bazyliką dociera wiadomość o śmierci Jana Pawła II. Kard. Angelo Sodano odmawia “De profundis” za duszę zmarłego.

Nie wybuchła ani panika, ani rozpacz. Nigdy nie widziałem tak wielkiego zgromadzenia, które zachowywałoby tak absolutną ciszę. Nawet gdzieś na krańcach Placu św. Piotra słychać szum wody rozpryskującej się w dwóch fontannach. Dwa razy rzeszą zgromadzonych – niczym spazmy – wstrząsają brawa. To jedyna daremna próba powstrzymania śmierci, jedyny sprzeciw w obliczu nieodwracalnego. Może ludzie liczą, że – jak przez minione lata – stanie się cud: Jan Paweł II podejdzie do okna i ostatni raz ich pobłogosławi. A może w chwili, gdy każde słowo więźnie w gardle, oklaskami chcą okazać wdzięczność, szacunek i miłość.

To jedyny moment, w którym rozpacz mogła wziąć górę nad nadzieją. Zaraz jednak powrócono do różańca. Nie zaintonowano części bolesnych, lecz chwalebne – począwszy od Zmartwychwstania. I tak gigantyczna ludzka masa, która przed chwilą utraciła przecież bliskiego człowieka, poddaje się najgłębszym misteriom chrześcijaństwa. Ociera się łzy i powtarza: Santa Maria, Madre di Dio... Znów trudno będzie uwierzyć tym, którzy nie widzieli i nie słyszeli, ale po kilkunastu minutach śpiewa się Alleluja, pieśń zwycięstwa nad śmiercią. Okna papieskiego apartamentu błyszczą mocnym białym światłem.

Wkrótce potem widziałem, jak Plac opuszcza grupa zakonnic: w skupieniu i ciszy, z różańcami w dłoniach, ale z twarzami pogodnymi, nawet z uśmiechem. W przeciwnym kierunku przez całą szerokość Via della Conciliazione płyną tysiące tych, którzy wyszli na spotkanie z Janem Pawłem II. W noc Zmartwychwstania miasto nie może zasnąć.

Jan Paweł II zwyciężył śmierć, zanim nadeszła – w tym sensie, że oswoił nas z nią. Nie epatował cierpieniem, ale też cierpienia nie krył i mierzył się z nim, nieraz dramatycznie, na oczach milionów. W czasach, gdy umieranie uznano za proces wstydliwy, tożsamy z porażką, skazujący na izolację i osamotnienie – pokazał, jak może wyglądać kres ziemskiego bytowania. To nauczanie nie zaczęło się przed kilkoma tygodniami, gdy Papież trafił do kliniki Gemellego. Trwa od zamachu z 13 maja 1981 roku.

Ten przykład przemówi nie tylko do wierzących. Jak przed laty pisał ks. Józef Tischner: “Nie wszyscy są zdolni, nie wszyscy mają ochotę i warunki, by pojąć doktrynę, ale niemal wszyscy... patrzą. Papież z dzieckiem na rękach... Papież wśród chorych... Papież na nartach... Papież się modli... Jaki głos ma Papież? Jak dziś wygląda? Z kim mówi? Papież – człowiek, Papież – widzialny symbol niewidzialnych wartości, Papież – następca Piotra. Papież – namiestnik Chrystusa. Kim on właściwie jest? Fides quaerens intellectum... Papież – tajemnica naszego świata”.

To nie był tłum. To Jan Paweł II sprawił, że żegnał go nie tłum, ale Lud Boży. Umierając, stał się Opoką.

Niedziela

Świta przed siódmą. Przyszedł pierwszy dzień tygodnia. Niedziela Miłosierdzia Bożego. Dzień Zmartwychwstania.


Marek Zając z Placu św. Piotra
(Tygodnik Powszechny)




sobota, 02 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -