Blog > Komentarze do wpisu

-> Malarz, który poznał Pana Boga. I diabła.

- Gdy był już bardzo chory, przyniosłem mu insygnia i dokument nadania doktoratu honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego - wspomina Rodziński. - Daję mu to i mówię: "Tu jest dokument, tu taka szarfa proszę pamiętać, że jest pan drugim malarzem, który otrzymał ten tytuł". Zapytał o pierwszego. Odpowiadam, że Matejko. I słyszę, jak szepcze sobie pod nosem: "O, cholera ". Pomyślał chwilę i pyta cichutko: "Proszę pana, a czy to jest prawda, że nie ma już Związku Radzieckiego?". Potwierdziłem. Jeszcze o kilka rzeczy spytał. Potem schylił głowę i zasnął. Choć był niewolnikiem nałogu, uważałem go za człowieka wolnego. Samochody, domy, ubrania? Każdy z nas potrzebuje o wiele więcej niż on. Nowosiel był nieprzekupny. Musiał się tylko napić i malować. Autoportret z 1976 roku jest cały czerwony. Pociągła twarz, ostry nos, lekki zarost. Oczy skryte za odbijającymi światło okrągłymi szkiełkami okularów. Biała koszula, marynarka. Obok okno. Lub lustro, w którym się okno odbija. Lustra są ważne, szczególnie w aktach. Okulary o charakterystycznym kształcie znają wszyscy z otoczenia Nowosielskiego. Ale rysy jego twarzy są bardziej łagodne, a nos przypomina kartofelek. Nawet po ukończeniu 20. roku życia zawsze ma w sobie coś szczeniackiego albo ciapowatego. Jest niewysoki. W późniejszym wieku wyrobi sobie nawyk dreptania z rękami założonymi do tyłu. Gdy wydaje mu się, że nikt go nie widzi, łapie się za dolną wargę. Po piciu trzęsą mu się ręce. Ale kiedy chce coś naszkicować, centymetr nad kartką jego dłoń staje się nieruchoma. Następnie pewnym ruchem prowadzi piórko zgodnie z planem, który narodził się w głowie.



Płuca pękają. Z zachwytu

Przychodzi na świat 7 stycznia 1923 roku w Krakowie. Jeśli istnieje jakiś boski plan, a mówienie o nim w tym wypadku jest szczególnie uzasadnione, zostaje nim naznaczony już tego dnia. Jego ojcem jest unita z Łemkowszczyzny. Matką - katoliczka ze spolszczonej austriackiej rodziny. Zostaje wychowany w tradycji prawosławnej. Jako kilkunastolatek dużo maluje i rysuje. Interesuje go impresjonizm i ekspresjonizm. Chodzi do cerkwi słuchać śpiewów. Niebawem po raz pierwszy się zakocha.

To stanie się we Lwowie, w Ukraińskim Muzeum. Patrząc, odczuje fizyczny ból, zawroty głowy, brak tchu w piersiach. Z trudem zmusi nogi do posłuszeństwa, przejdzie, dygocząc, z sali do sali. "Świadomość została zaatakowana przez kolosalną wręcz ilość ikon, które były pierwszorzędnymi dziełami sztuki. Do dziś pamiętam ten wstrząs. Wydawało mi się, że mi płuca rozerwie z zachwytu. To trochę jak pierwsza miłość. To się pamięta i to ustawia człowieka na całe życie". Malarskie powołanie odkrywa dzięki pielgrzymce na Wołyń i znajomości z architektem Władysławem Jachimowiczem, z którym prowadzi długie rozmowy.

Wybucha II wojna. Nowosielscy miotają się między Krakowem a Lwowem. On dojrzewa z dnia na dzień, podróżując pociągiem wśród bombardowań. Postanawia nie identyfikować się z żadną narodowością. Wszystkie są tak samo okrutne. Jego ojczyzną zostaje prawosławie.

Pod okiem Stanisława Kamockiego podejmuje naukę w Kunstgewerbeschule, czyli ASP w Krakowie, gdzie obok oficjalnych zajęć odbywają się także potajemne - dla najlepszych, wybranych. Podczas zażartych dyskusji siedzi z boku, milczy, przysłuchuje się. W końcu zabiera głos. Po kilku jego uderzających, choć z pozoru chaotycznych zdaniach nic się już dodać nie da. Wszyscy idą do domu.

W Kunstgewerbeschule poznaje Zofię Gutkowską (za kilka lat zostanie jego żoną). Młoda, zdolna malarka zarzuci własną twórczość, by całkowicie poświęcić się mężowi. "Mnie wystarcza, jak Jurek maluje".

Malarzu, idź do klasztoru

Osiem godzin modlitwy, osiem godzin pracy, osiem godzin wypoczynku. Zanim zwiąże się z Zosią, w 1942 roku podejmuje decyzję o wstąpieniu do klasztoru. Tak odtąd wyglądają jego dni i noce. Trafia do nowicjatu w ławrze św. Jana Chrzciciela pod Lwowem. Życie toczy się ustalonym rytmem. Dla Nowosielskiego to radość. Modlitwa dostarcza wzruszeń literackich. W godzinach pracy pisze ikony. Podczas dekorowania cerkwi greckokatolickiej w Bolechowie dostaje zapalenia stawów i zostaje odesłany do domu.

Dlaczego nigdy nie wróci do klasztoru? Może z woli rodziny. Może przez chwilową utratę wiary. A może przez wojnę i to, co trzyma dla niego w zanadrzu.

Ma 20 lat. Któregoś wieczoru wraca zamyślony z wypożyczalni książek. Wpada na niemiecki patrol. Trafia do obozu przy Prądnickiej, skąd mężczyzn wywozi się na roboty do Niemiec. Robią na nim wrażenie baraki, długie symetryczne drogi, druty kolczaste. Te detale staną się motywem przewodnim wielu jego powojennych prac. Zanim jednak zostanie wykupiony przez rodzinę, zdobędzie jeszcze doświadczenie innego rodzaju. Obóz nocą odwiedzają prostytutki.

Wykładowca. Bez dyplomu

Po wojnie wraca na Akademię Sztuk Pięknych, teraz znów polską. Nawiązuje kontakt z Grupą Krakowską, która skupia artystów o lewicowym światopoglądzie, ale bez jednolitego programu. Należą do niej m.in. Tadeusz Kantor, Tadeusz Brzozowski, Daniel Mróz. Na pierwszych wystawach zbiorowych pokazuje głównie martwe natury (sam uzna je później za nieudane). Po indywidualnym debiucie reprezentuje Polskę na biennale w Wenecji i w Sao Paulo. Kariera zaczyna się na dobre.

- W młodości zaprzyjaźnił się z Brzozowskim, przez którego się zresztą poznaliśmy - opowiada Andrzej Starmach, marszand, przyjaciel Nowosielskiego. - Nie był jednak typem artysty, który ulegałby wpływom. Z jego zdaniem niezwykle liczył się Kantor. Zrobił z niego asystenta, choć Nowosiel nie miał dyplomu. Tak naprawdę nigdy go nie zrobił, a tytuł docenta przysłano mu listem do Łodzi, gdzie akurat obaj pracowali. Nie skończył Akademii. W pewnym momencie stwierdził, że niczego już się na niej nie nauczy. Na uczelnię wrócił na początku lat 60. już jako wykładowca. Prowadził pracownię malarską. Studenci go kochali, szanowali, wielbili.

- Został wyznaczony na autora opinii w moim postępowaniu profesorskim - wspomina malarz i wykładowca Stanisław Rodziński. - Przyszedł do pracowni, obejrzał w skupieniu 30 lub 40 obrazów, grzecznie podziękował i wyszedł. Zrobiło mi się głupio. Liczyłem na rozmowę, jakieś pytania, uwagi. Na drugi dzień spotykamy się na korytarzu, a on mówi: "Pani Krysia kończy właśnie przepisywać mój tekst, proszę sobie odebrać i przeczytać. Coś tam jeszcze zostawiłem dla pana". Przyszedłem do dziekanatu, a tam dokładnie omówione moje wszystkie prace i zapakowany w papier jego obraz z dedykacją: "Kochanemu panu koledze".

Cerkiew i kobieta to Królestwo Boże

Nowosielski maluje pejzaże, akty, abstrakcje. Te prace z czasem będą najbardziej cenić kolekcjonerzy. Ale dla niego liczy się przede wszystkim sztuka sakralna. Tak powstają monumentalne malowidła w świątyniach w Lourdes, w Białym Borze na Pomorzu Zachodnim, w Nowej Hucie, w Warszawie. Ich autor lubi powtarzać, że każdy jego obraz jest ikoną. Dzieła o tematyce religijnej coraz mocniej zazębiają się z jego teologią.

- Nowosielski uczył suwerenności myślenia - wyjaśnia Krystyna Czerni, historyk sztuki, autorka jego biografii "Nietoperz" (wkrótce ukaże się w Znaku). - Opatrzność dała nam rozum, by się nim posługiwać. Naszym obowiązkiem jest szukanie rozmaitych dróg do nieba, mówiąc skrótowo. Trzeba się rozglądać na boki i czerpać ze wszelkich możliwych źródeł. Zero rutynowego dogmatyzmu. Zero katechizmu. Ksiądz Tischner wzdychał kiedyś, że w tym kraju nie ma porządnej teologii, bo nigdy w nim nawet herezji nie było. Nowosielski jest tego zaprzeczeniem. Jego myśl jest wielka i wiele Kościołów się do jego dzieła przyznaje: Cerkiew prawosławna, unicka, Kościół katolicki. Mamy takie powiedzenia, jak "bój się Boga". On je odwracał. Mówił, że boi się przede wszystkim ludzi, bo są źli. Jedyne, czego się nie boi, to Chrystus. Miał jakiś kontakt z tą rzeczywistością - twierdzi Czerni.

Starmach: - Wielkość jego malarstwa wynika z tego, że poza materią jest w nim duch. W naszej religii, gdy nie możemy czegoś rozumowo wyjaśnić, mówimy, że Duch Święty nas oświecił. O to mniej więcej chodzi. Podkreślał, że dla niego każdy obraz jest ikoną. Moi znajomi dominikanie zachwycali się jego aktami. Nie podejrzewam ich o przeżywanie czegoś niezwiązanego z duchowością.

"Cerkiew i kobieta to królestwo boże na ziemi". Niewiasty z obrazów bywają rubensowskie i anorektyczne, barczyste i smukłe. Białe i Murzynki. Nagość pod pędzlem Nowosiela nabiera cech mistycznych, a każda kobieta staje się świętą.

Jajka posiekaj w maszynce

Duchowości ani tym bardziej intelektualnej wyniosłości na co dzień po nim nie widać. Tych, którzy poznają go u szczytu sławy, uderza jego zwyczajność. Można z nim porozmawiać o wszystkim, nawet o faszerowanych jajach. - Bardzo je lubił - śmieje się Starmach. - Kiedyś, wybiegając z galerii, rzucił, że Zosia robi jajka na obiad i musi jej pomóc siekać cebulę (miała niedowład jednej ręki). Odparłem, że moja żona ma na to sposób. Po prostu wrzuca wszystkie składniki do maszynki i z głowy. Rozpogodził się od razu. Mogłem zobaczyć, jak ten wielki człowiek chwyta za słuchawkę, dzwoni i mówi radośnie: "Zosiu, pani Teresa cebulę do jajek mieli".

Znajomi wiedzą, że zawsze można liczyć na jego pomoc. Także finansową. Jeśli akurat nie ma pieniędzy, daje im obrazy, które mogą sprzedać. Wraz z żoną założy fundację wspierającą młodych twórców.

Czerni: - Nie miał w sobie wzdęcia godnościowego. Byłam kiedyś na wakacjach u profesora Porębskiego. Nowosielski mieszkał z żoną w sąsiednim domu. Chodziliśmy na wspólne spacery, podczas których potrafił być czarujący. Pamiętam kolacje wypełnione jego teologicznymi monologami. To był happening. Zapalał się, piętrzył jakieś struktury. Słuchaliśmy go z otwartymi ustami. Nie odzywaliśmy się, bo nikt za nim nie nadążał. To było urocze i szalenie kreatywne.

Nowosielski wzrusza też słabością do zwierząt. Ma bzika na punkcie swojej jamniczki Magdy. Tadeusz Różewicz za największy komplement od przyjaciela uzna zdanie wypowiedziane podczas swych odwiedzin po śmierci pieska: "Dobrze, że jesteś, jakoś nam ją zastąpisz".

Chłop lubi się napić

- Nieraz był śmieszny, nieraz poważny - opowiada Rodziński. - Nie wstydził się, gdy mu się coś myliło. Raz były dyplomy, wchodzimy do sali, on pyta autora: "Bardzo ładna wystawa, u kogo pan robił dyplom?". A ten: "Ja u pana profesora". Było w nim coś normalnego, ciepłego, ludzkiego.

Pamiętam spotkanie podczas stanu wojennego, gdy mówił o niebezpieczeństwie kiczu w sztuce religijnej, o sentymentalizmie, łatwiźnie pozornego przeżywania. Wychodzimy, mówię mu: "Panie profesorze, może pan troszkę przesadził z tym narzekaniem na kicz w Kościele katolickim?". On mi na to: "Pan myśli, że ci moi są lepsi?".

Jedną z osób, z którą Nowosielski nawiązuje serdeczną przyjaźń w Galerii Starmach, jest pani Cesia, sprzątaczka. Mówi mu: "Niby profesor, a taki pijok!". "A widziała pani, pani Cesiu, kiedyś chłopa, co się nie lubi napić?" - odparowuje Nowosielski.

Z czasem ustala się rytm pracy. Zaczyna malować o szóstej rano. Powód jest prozaiczny - wstaje trzeźwy. Robi to tak długo, jak długo uda mu się wytrzymać bez wódki. Jego problem dla nikogo w Krakowie nie jest tajemnicą.

Każdy obraz ma gotowy w głowie, zanim stanie przed płótnem. Potem kreśli go zdecydowanymi ruchami, nie zastanawia się, nie kombinuje. Część obrazów powstaje - jak sam mówi - "poza obiegiem cenzury". To te, o których nie wie Zosia. Nowosielski może je sprzedać, zdobywając pieniądze na alkohol.

- Choć był niewolnikiem nałogu, uważałem go za wolnego człowieka - opowiada Starmach. - Każdy z nas potrzebuje o wiele więcej rzeczy, niż potrzebował on. Nowosiel musiał się tylko napić i malować. Samochody, domy, ubrania? Takich potrzeb nie miał. Nikt go nie był w stanie niczym przekupić. Znał tylu ludzi, że piwko czy wódeczkę zawsze po kryjomu dostał. Ale nigdy nie nawalił, mówiąc kolokwialnie. Przez te wszystkie lata zawsze był o umówionej godzinie i nadsyłał w terminie zamówione teksty. Miał niesamowitą dyscyplinę pracy.

Wyrzućmy ruskie obrazy z kościoła

Picie Nowosielskiego być może nie potrzebuje uzasadnienia. A może potrzebuje i jest nim chęć ucieczki przed bolesnym światem. Bo malarz nosi w sobie ranę. Od dawna.
"Psychologicznie uważam się za człowieka międzywojennego, to znaczy normalne jest dla mnie to, co było przed wojną, a wszystko to, co mnie spotkało podczas wojny, co przeżywam od wojny - jest dla mnie nienormalne. To jest anomalia, jakaś katastrofa, którą muszę znosić, ale to nie jest normalna sprawa".

W walce z pesymizmem nie pomagają akty agresji, z jakimi jego sztuka spotyka się w niektórych świątyniach (w kościele w Wesołej wierni chcą zamalowania jego malowideł). Dlaczego tak bulwersuje Polaków? - Przez prostotę - mówi Czerni. - Nie ma w niej przepychu, purpury, rumieńców i loczków. Jeszcze za PRL-u mówiło się o niej: "A bo to takie ruskie". Wtedy była w ludziach niechęć do wszystkiego ze Wschodu. Tymczasem on sięgał przede wszystkim do tradycji bizantyjskiej ikony, czyli sztuki Kościoła sprzed podziałów. Do naszych prawdziwych korzeni. Jeszcze dziś można znaleźć jego prace walające się po strychach prowincjonalnych plebanii, bo w kościołach nikt ich nie chciał oglądać.

Pracowite umieranie

Nowosielski: "W Boga jest prawie w ogóle niemożliwe wierzyć. W diabła musi się wierzyć, bo się go dotyka na co dzień".

Gdy Zosia zaczyna poważnie chorować, on też kładzie się do łóżka. Całe dnie spędza w szlafroku. Po jej śmierci popada w depresję. Zaczyna się mówić o jego drugim - obok alkoholu - sposobie na ucieczkę od świata: o młodych muzach.

Ostatnią dekadę życia spędza, niemal wegetując.

- Ostatnie lata były hiobowe - opowiada Czerni. - Wizyty u niego były dla mnie wstrząsające. Człowiek o niesamowitym umyśle i duchowości odchodził w sposób dramatyczny i mozolny. Miał pracowite życie i pracowite umieranie. Był kruchy, szalenie wrażliwy na dotyk. Krzyczał, gdy mu się musnęło rękę. Ale ten jego duch Miałam wrażenie, że szybuje w jakiejś przestrzeni, że jest już ponad naszą szamotaniną. To takie buddyjskie: zamykają się wrota ciała, a duch się umacnia. W ostatnie święta odwiedziłam go razem z jego uczniami. Zaśpiewał nam ukraińską kolędę. Drżącym głosem, ale zaśpiewał. Był zanurzony w liturgii, która okazała się dla  niego prawdziwszą rzeczywistością. Nasza się już nie liczyła, tylko ciało go w niej jeszcze trzymało.


*** Korzystałam m.in. z książek "Rozmowy z Jerzym Nowosielskim" Zbigniewa Podgórca, "Nietoperz" Krystyny Czerni i "Jerzy Nowosielski" Jerzego Madeyskiego, Doroty Kaźmierskiej-Nyczek i Tadeusza Nyczka

Małgorzata I. Niemczyńska
(Duży Format – Gazeta Wyborcza)




czwartek, 07 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

  • -> Cztery kobiety - cztery nie - pokoje...

    Zupełnie wyjątkowy charakter miał ostatni w tym roku wernisaż w Galerii Miejskiej BWA, zlokalizowanej pod znanym wszystkim miłośnikom sztuki adresem czyli dworc

  • -> Najstarsze istniejące...

    Tarnów ma najstarsze w Polsce muzeum diecezjalne. Placówkę założył w 1888 r. ks. Józef Bąba. W ten sposób uratował wiele bezcennych dzieł. Muzeum mieści się prz



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -