Blog > Komentarze do wpisu

-> Cena istnienia (cz.2)

Teczki i ludzie

Na marginesie odnotujmy rzecz dotyczącą kwestii technicznych, takich jak sfinansowanie pracy mającej potrwać przecież kilka lat: tak się dobrze złożyło, iż wtedy, w roku 2007, IPN planował szerszy projekt badawczy na temat inwigilacji przez SB różnych redakcji i Roman Graczyk mógł zostać zatrudniony przez Instytut (co kwestię finansowania badań rozwiązywało także w tym sensie, że nikt nie może dziś sformułować zarzutu, który pojawiłby się zapewne, gdyby jego pracę finansował sam „Tygodnik”). Ostatecznie z tego większego projektu ostał się chyba tylko temat inwigilacji „TP” (przynajmniej nic nie wiadomo publicznie o tym, aby podobną kwerendę podjęły inne redakcje pism istniejących przed 1989 r.).
A dlaczego właśnie Graczyk? Nieco wcześniej, w styczniu 2007 r., ukazała się w wydawnictwie Znak jego książka „Tropem SB. Jak czytać teczki”. Zamysłem Graczyka, jak wtedy tłumaczył, było „napisanie miniprzewodnika po archiwum IPN”. Skoncentrował się na inwigilacji przez SB w początkach lat 60. krakowskiej inteligencji katolickiej; opisał przypadki czterech osób z tego środowiska: zastępcy dyrektora Znaku, redaktora technicznego, członka zarządu KIK-u i kierowcy „TP”. Wszystkich czterech SB „podchodziła” z propozycją współpracy, z różnym skutkiem.
W książce tej – generalnie dobrze przyjętej przez ludzi z szeroko rozumianych środowisk „Tygodnika” i Znaku (dziś są to już – od ponad 8 lat – dwie osobne firmy, złączone jedynie wspólną historią; „Tygodnik” nie ma żadnego wpływu na to, jakie książki Znak wydaje) – Graczyk pokazał, że fakt zarejestrowania kogoś w roli TW może być punktem wyjścia do poszukiwań i stawiania pytań: dlaczego? co się za tym kryje? Sformułował też własny styl badawczy, który streścić można tak: to, w jakim charakterze ktoś był zarejestrowany przez SB (kandydat na TW, TW, kontakt operacyjny), to jedno; drugie, ważniejsze jest ustalenie, co faktycznie ten ktoś robił – dopiero wtedy można ocenić charakter jego kontaktów.
Atutem Romana Graczyka było i to, że przez osiem lat pracował w „Tygodniku” (1982-90), poznał specyficzną „socjologię”, klimat miejsca, realia tamtego czasu. A także poznał osobiście większość ludzi z krakowskiego środowiska „Tygodnika” i Znaku.
To ostatnie było atutem – ale, dla Graczyka, także obciążeniem. Również dlatego jestem mu wdzięczny, iż podjął w ogóle ten temat. Wiem, że pracując nad książką i podejmując próby rozmów z ludźmi, których miała dotyczyć, był pod coraz większą presją – wynikającą także z faktu, iż postacie, o których pisał, odegrały w jego życiu istotną rolę. Jak Pszon, jego, jak pisze, „guru”.
Ale jest tu coś jeszcze, obciążenie jeszcze jednej, szczególnej natury: ludzie żyjący to dziś osoby starsze. Zapewne spotykając się z nimi, Graczyk musiał zadawać sobie pytanie: jak oni to przeżyją? Mogę sobie to wyobrazić, gdyż doświadczyłem tego przy okazji sprawy księdza Malińskiego: będąc przekonanym, że trzeba ją wiarygodnie wyjaśnić, zadawałem sobie właśnie pytanie: czy go to, mówiąc otwarcie, nie zabije? I modliłem się, aby tak się nie stało.

„Tygodnik” i (własna) przeszłość

W środowiskach niechętnych „Tygodnikowi Powszechnemu” można usłyszeć opinię, że „święte krowy” z Krakowa uciekają od własnej przeszłości, boją się jej, próbują zamieść pod dywan itd. Dla tych, którzy tak twierdzą, jest to oczywista oczywistość, niewymagająca dowodów.
Tymczasem rzecz wygląda zgoła inaczej.
Chyba żadne środowisko, które funkcjonowało legalnie w PRL-u i prowadziło w tamtych czasach legalną, publiczną działalność, nie wykonało w minionych latach takiej pracy nad własną przeszłością jak środowisko „Tygodnika”. Płacąc zresztą za to także pewną cenę – gdy, przykładowo, za sposób rozwiązania sprawy ks. Malińskiego krytykowane było zarówno przez (upraszczając) zwolenników lustracji, jak też przez jej przeciwników. Zapewne teraz, podczas dyskusji nad książką „Cena przetrwania?”, będzie podobnie: krytykować będą i jedni, i drudzy.
„Cena przetrwania?” – kilkaset stron „gęstego” tekstu (fakty, interpretacje, konteksty polityczne i społeczne, a zwłaszcza ludzie i ich losy); poważna, w mojej ocenie wiarygodna książka, która może być podstawą do poważnej dyskusji – jest bez wątpienia precedensem jakościowym.
Ale nie jest precedensem w ogóle. W odróżnieniu od wielu innych instytucji, środowisk politycznych czy także gazet, które istniały jeszcze przed rokiem 1989, w minionych 20 latach „Tygodnik” wracał do swej przeszłości – do swych zaangażowań, wyborów ideowych czy religijnych. Także dlatego, aby w nowych, zmieniających się realiach społecznych, politycznych, kulturowych i religijno-kościelnych zadawać sobie pytanie: ile kontynuacji, ile zmiany? Choć zapewne z punktu widzenia tych, którzy zajmowanie się przeszłością woleliby sprowadzać do kwestii esbeckiej agentury, jest to perspektywa mało zajmująca.
Warto sięgnąć po roczniki „Tygodnika”. Już na początku lat 90. ukazał się tekst o tzw. procesie kurii krakowskiej, jednym z najsłynniejszych pokazowych procesów stalinowskich w Krakowie, kiedy to „Tygodnik” popełnił (jak uznali później sami redaktorzy) fatalny błąd, idąc na ustępstwo i publikując oświadczenie redakcji potępiające oskarżonych. W rocznikach z ostatnich lat można znaleźć reportaże historyczne o postawie środowiska „TP” wobec wydarzeń roku 1956, 1976, 1980 czy 1989. A także teksty o Andrzeju Micewskim – przez pewien czas jednym z czołowych publicystów, który w swej, jak sądził, politycznej grze najwyraźniej wielokrotnie przekraczał granice przyzwoitości; autorem serii artykułów o Micewskim (złożone razem, dałyby małą książkę) był Andrzej Friszke. O sprawie Macieja Kozłowskiego, werbowanego przez SB w latach 60., duży tekst opublikował w 2010 r. Roman Graczyk. O sprawie ks. Malińskiego była już mowa. Zresztą historia „Tygodnika” to nie tylko sprawa uwikłań esbeckich; weźmy spory z Prymasem Stefanem Wyszyńskim, w których czasem to on miał rację; weźmy polemiki z kardynałem Karolem Wojtyłą, do których również wracaliśmy.
I choć zawsze można powiedzieć, że wysiłek ten był niewystarczający, trzeba albo dużo złej woli, albo niewiedzy, by powiedzieć, że nie było go wcale.

Cena istnienia?

Książka ukazuje się pod tytułem „Cena przetrwania?”. Bardziej adekwatny byłby chyba tytuł „Cena istnienia?”. Sensem istnienia „Tygodnika”, Znaku i w ogóle szeroko rozumianego ruchu katolików świeckich nie było bowiem przetrwanie jako cel sam w sobie. Po roku 1956 chodziło w gruncie rzeczy o próbę robienia legalnej polityki przez niekomunistyczne środowisko w warunkach systemu komunistycznego. Albo, szerzej: o legalną obecność w, jak to się dziś mówi, sferze publicznej w warunkach takiego kraju jakim był PRL. Obecność – zaznaczmy – nie tylko w wymiarze społecznym, ale także religijnym: ludziom „Tygodnika” nie chodziło przecież tylko o politykę; byli katolikami, zaangażowanymi w sprawę odnowy Kościoła.
Także wydawanie gazety, „Tygodnika”, nie było celem samym w sobie, ale bardziej narzędziem (co paradoksalnie zemściło się po roku 1989, gdy „Tygodnik” stał się już tylko gazetą). Pytanie, jakie już wtedy co jakiś czas zadawała sobie redakcja w swych wewnętrznych debatach, brzmiało: co sądzimy o PRL-u; gdzie są granice naszej legalnej obecności; jak wysoka jest cena ustępstw i kompromisów?
Trafia więc do księgarń książka, która skłania do przemyślenia tych i innych pytań na nowo, w perspektywie uzupełnionej o wątek dotąd znany tylko fragmentarycznie: archiwa bezpieki. Postawimy więc te i inne pytania w „Tygodniku”, w najbliższych numerach, i będziemy szukać odpowiedzi – sami, a także przy udziale zaproszonych historyków – i przedstawimy te odpowiedzi Czytelnikom. Będzie można również opowiedzieć ponownie, tym razem już całościowo, o Mieczysławie Pszonie. Spokojnie wejrzeć na nowo w jego historię.

Autor książki wypowiedział się niedawno w „Rzeczpospolitej”. Przykra to lektura: Roman Graczyk ustawił nas w roli tych, co kiedyś zainspirowali go do pisania książki, teraz zaś „wymiękli”, a „Boniecki publicznie kłamie”. Rzecz w tym, że na razie nie mieliśmy szansy powiedzieć, co o tej książce myślimy – o tych kilkuset stronach „gęstego” tekstu, gdzie każdy rozdział jest ciężki od faktów i interpretacji, także ocen ludzkich losów.
Owszem, odnieśliśmy się, ale jedynie do tego, co (albo może raczej: w jaki sposób) o książce mówił publicznie w ostatnich miesiącach sam Roman Graczyk, a co Piotr Mucharski nazwał „wątpliwym marketingiem” („TP” nr 49/2010). Ocena samej publikacji, a ocena przyjętej przez autora strategii zabiegania o to, aby o książce zrobiło się głośno, to jednak dwie różne sprawy.

Na koniec warto przypomnieć: od chwili powstania do chwili upadku komunizmu „Tygodnik” ustawiał się w ideowej opozycji do peerelowskiej rzeczywistości. Jego strategia przetrwania zmieniała się – świadomie przecież – w kolejnych etapach dziejów PRL; inna była w roku 1945, inna w latach 60. czy 70., a jeszcze inna w 80. Inna była „sztuka możliwości”, inne granice kompromisów w latach 50., a inne w połowie lat 80. Także o tej zmieniającej się strategii traktuje „Cena przetrwania?”.
A że w tych swoich zmaganiach, osobistych i grupowych, z systemem PRL-u ludzie „Tygodnika” mogli popełniać błędy? To jest wpisane w działalność publiczną w warunkach demokracji – a co dopiero w ponurych warunkach tamtych lat.
Najważniejsze z naszej perspektywy pytania dotyczą dwóch kwestii: po pierwsze konkretnych ludzi, których kontakty z SB Roman Graczyk omawia i interpretuje (starając się zresztą, w mojej ocenie, wychodzić im naprzeciw, mówiąc o nich z empatią). Po drugie zaś, historii pisma i jego stosunku, ideowego i praktycznego, do PRL-u. Historii, która jest także naszą historią.


WOJCIECH PIĘCIAK (ur. 1967) jest redaktorem „Tygodnika” od 1991 r.; wcześniej, w latach 1989-90., publikował artykuły o „Jesieni Ludów” w Niemczech Wschodnich. Szef działów świat i historia. Redaktor antologii „Polacy i Niemcy pół wieku później. Księga pamiątkowa dla Mieczysława Pszona” (wyd. Znak 1996), autor książek o Niemczech i stosunkach polsko-niemieckich.
Od 2005 r. członek zarządu „Tygodnika Powszechnego” Sp. z o.o.

foto by Izabela Bieniek



piątek, 01 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -