Blog > Komentarze do wpisu

-> Cena istnienia (cz.1)

Nie można było w latach 60. i 70. wydawać pisma i nie rozmawiać z tajniakami. Gotowość redaktorów „Tygodnika” do podtrzymywania tych kontaktów nie oznaczała jednak kolaboracji, tylko ustrojowy przymus – twierdzi ks. Adam Boniecki, wieloletni redaktor naczelny  Tygodnika Powszechnego. Do księgarń trafia właśnie książka Romana Graczyka „Cena przetrwania? SB wobec Tygodnika Powszechnego”. Chyba żadne środowisko, które funkcjonowało legalnie w PRL-u i prowadziło w tamtych czasach legalną, publiczną działalność, nie wykonało takiej pracy nad własną przeszłością jak środowisko Tygodnika. Płacąc zresztą za to także swoją cenę...
Ta książka wzbudziła głośny medialny szum zanim jeszcze ją wydrukowano, szczególnie po tym, jak krakowskie Wydawnictwo „Znak” zrezygnowało z jej wydania. Autor Roman Graczyk dokonał, zdaniem wielu, rzetelnej analizy materiałów archiwalnych dotyczących Tygodnika. W jego książce nie ma uproszczonych interpretacji. Stara się wyważać historyczne racje i oceny: w czasach PRL-u Tygodnik miał momenty heroiczne, ale też szedł na kompromisy z władzą komunistyczną. Książka Graczyka opisuje ludzi niezłomnych w środowisku Tygodnika, ale także tych złamanych przez SB. Autor wychodzi z założenia, że ten trudny czas nie powinien być przemilczany, powinien stać się przedmiotem otwartej, publicznej debaty. Graczyk w swojej najnowszej książce stawia tezę, że - owszem, Tygodnik był wyspą wolności, ale socjalistyczne morze nie raz podmywało jej brzegi. I temat ten zdominował niezwykle spotkanie z autorem „Ceny przetrwania…”, które miało miejsce w znanej tarnowskiej księgarni „Matras” przy pl. Sobieskiego w poniedziałek 28 marca. Jego organizatorem był znany tarnowski portal internetowy inTARnet.pl , który w ten sposób zainaugurował cykliczne „inTARnetowe rozmowy przy książkach” z wybitnymi intelektualistami, ludźmi szeroko pojętej kultury. Roman Graczyk to ceniony dziennikarz i publicysta. W latach 80-tych ubiegłego wieku współpracował z podziemnymi i emigracyjnymi pismami, m.in. paryskim "Kontaktem". W latach 1984-91 pracował w redakcji "Tygodnika Powszechnego", potem był zastępcą dyrektora Polskiego Radia Kraków. Od roku 1993 współpracował z "Gazetą Wyborczą", gdzie pracował aż do roku 2005. Był komentatorem politycznym, zajmował się również tematyką kościelną oraz historią PRL. Zespół "Gazety Wyborczej" opuścił po skrytykowaniu stosunku macierzystej redakcji do lustracji (skrytykował również swoje własne wcześniejsze poglądy w tej sprawie). 31 maja 2006 w "Rzeczpospolitej" opublikował artykuł pt. Co jest lepsze niż prawda?, w którym poparł lustrację i opowiedział się za otwarciem dawnych archiwów SB. W 2007 opublikował poświęconą lustracji książkę pt. "Tropem SB. Jak czytać teczki". Podpisał się również pod listem otwartym dziennikarzy, którzy zgłosili gotowość złożenia oświadczeń lustracyjnych. Obecnie jest pracownikiem krakowskiego oddziału IPN oraz niezależnym publicystą. Teksty jego autorstwa ukazują się m.in. w "Tygodniku Powszechnym". Jest również stałym felietonistą portalu interia.pl. Historia będąca kanwą książki Graczyka „Cena przetrwania? SB wobec Tygodnika Powszechnego” zaczęła się wczesną jesienią 2005 r. Zbliżała się 10. rocznica śmierci Mieczysława Pszona: człowieka, który od początku lat 70. był jednym z politycznych mózgów redakcji Tygodnika. Był także jednym z architektów tego, co nazywa się polsko-niemieckim pojednaniem. W tej ostatniej roli występował przez wiele lat w cieniu, od połowy lat 60. prowadząc konsekwentną i pozytywistyczną pracę u podstaw. Polityczne owoce wydała ona w roku 1989 – gdy Pszon, już w roli pełnomocnika premiera Mazowieckiego, dzięki swym kontaktom w Republice Federalnej mógł położyć podwaliny pod nowe relacje polsko--niemieckie. To osobny temat; poświęcono mu zresztą grubą książkę: wydaną w 1996 r. antologię „Polacy i Niemcy pół wieku później” (Jej pomysłodawcą i redaktorem, razem z Januszem Poniewieskim, był Wojciech Pięciak, autor tekstu publikowanego poniżej). Miała to być księga pamiątkowa na 80. urodziny M. Pszona – niestety , jej bohater zmarł 5 października 1995 r. Gdy Mieczysław Pszon umarł, Jerzy Turowicz napisał o nim: ,,Był człowiekiem skromnym, nigdy nie żądającym niczego dla siebie, zawsze stojącym z boku, nie wybijającym się do przodu – tak, jakby nie znał swojej własnej wartości. Był wreszcie człowiekiem obdarzonym wielkim poczuciem humoru. Nie lubił mówić o sobie, ani o ciężkich latach więzienia (Pszon siedział 8 lat, skazany przez PRL-owski sąd za „szpiegostwo” najpierw na śmierć, a potem dożywocie; wyszedł w 1955 r. na fali „odwilży” – WP). A jeśli mówił, to nieraz z humorem właśnie, jakby to Go nie dotyczyło, chociaż wiedzieliśmy, że zwłaszcza miesiące spędzone w celi śmierci zostawiły głęboki ślad w jego podświadomości, i że te przeżycia raz po raz wracały do niego w snach”. I dodał: „W redakcji był jednym z najwierniejszych”.

Pszon, czyli „Szary”?

Pracując nad portretem Pszona, mającym ukazać się na 10. rocznicę śmierci – spotkałem się z jego synem Jerzym, historykiem pracującym w krakowskim oddziale IPN. Chciałem nagrać jego wspomnienia o ojcu. Podczas rozmowy Jerzy Pszon nieoczekiwanie powiedział, że ojciec figuruje w archiwum SB jako tajny współpracownik, pod dwoma pseudonimami: „Geza” i „Szary”. Wyciągnął dokumenty, do których dotarł. Kłopot polegał na tym, że wynikały z nich wnioski sprzeczne. W jednych Mieczysław Pszon figurował jako „Szary” i „Geza”. Ale istniał też dokument, w którym mowa była o tym, iż nie udało się go zwerbować.
Jerzy Pszon próbował wyjaśnić, co kryje się za faktem, iż ojciec przez kilkanaście lat był zarejestrowany jako TW. Jak mówił, istniała możliwość, iż zgodził się on na współpracę z SB, aby ratować przed więzieniem jego, Jerzego. Za co? Miał dwie hipotezy. Pierwsza: że esbecja zaszantażowała ojca po tym, jak pod koniec lat 60. Jerzy wdał się w bójkę w krakowskiej restauracji z pracownikiem sowieckiego konsulatu. Druga: że esbecy namierzyli Jerzego podczas demonstracji w marcu 1968 r. Podczas rozmowy odniosłem wrażenie, jakby Jerzy Pszon miał poczucie winy wobec nieżyjącego już ojca. A w każdym razie, że opowiedzenie jego historii traktuje jako swoje zadanie.

Ojciec i syn

To, że Mieczysław Pszon spotykał się z esbekami, nie było tajemnicą dla nikogo w „Tygodniku” – ani w latach 80., ani potem. Wszyscy wiedzieli, że razem z Krzysztofem Kozłowskim był niejako „oficjalnym” delegatem redakcji do spraw trudnych, w tym, jak było trzeba, do „interwencyjnych” rozmów z SB.
Ale tajny współpracownik?! On, człowiek, który spędził II wojnę w podziemiu, który po 1945 r. był ostatnim delegatem emigracyjnego rządu RP na Małopolskę, za co de facto (a nie za żadne „szpiegostwo”) został przez komunistów skazany na „czapę”? On, legenda „Tygodnika”? On, człowiek, którego – niech czytelnik wybaczy osobiste wyznanie – tylu z nas, wówczas „Tygodnikowej” młodzieży, po prostu kochało, jak się kocha własnego dziadka (taka była różnica wieku), trochę szorstkiego, ale w gruncie rzeczy na swój sposób dyskretnie opiekuńczego? Tak – Jerzego Turowicza czy Krzysztofa Kozłowskiego się szanowało, natomiast Mieczysława Pszona nie tylko szanowało, ale też kochało.
Rocznicowy portret ukazał się w „Tygodniku” na początku października 2005 r. Nie było w nim mowy o tym, że Mieczysław Pszon był zarejestrowany jako TW – bo być nie mogło: informacje od syna były sprzeczne, a czasu na zbadanie sprawy za mało. Zresztą nawet koledzy Jerzego Pszona z IPN-u taktownie traktowali ten temat jako, poniekąd, dla niego „zarezerwowany” – znali biografię ojca (wojennego i powojennego konspiratora) i syna (PRL-owskiego opozycjonisty, relegowanego ze studiów), a także skomplikowane relacje ojciec–syn (wynikające z faktu, iż Jerzy z bratem wychowywali się długo bez ojca, bo ten siedział; gdy wrócił do domu, był dla nich kimś obcym).

Sprawa księdza MM

W materiałach, które Jerzy Pszon odnalazł na temat swego ojca, pojawiało się także inne nazwisko z redakcji „Tygodnika”: Marka Skwarnickiego. W kontekście, który sugerował, że także on mógł być zarejestrowany jako TW (pod pseudonimem „Seneka”). Ale było to tylko przypuszczenie, bardzo wątłe. Na tyle wątłe, że czyniące rzecz nie tylko mało prawdopodobną, ale wręcz – niewyobrażalną. Aby to potwierdzić – lub temu zaprzeczyć – konieczne byłyby żmudne badania w dawnym archiwum SB. Sądząc po wysiłkach Jerzego Pszona, wymagające raczej miesięcy, a nie dni. A pozostawałoby też pytanie: po co robić takie badania? Pytanie, na które w redakcji „Tygodnika” nie było odpowiedzi jednej, prostej, oczywistej.
Że tak jest, ujawniło się silnie – w postaci wewnątrzredakcyjnego sporu – wiosną 2006 r., gdy wybuchła sprawa księdza Mieczysława Malińskiego: wieloletniego współpracownika „Tygodnika”, autora popularnych felietonów religijnych. Należałem do tej części redakcji (był w niej także ks. Adam Boniecki), która uważała, że sprawę domniemanej wówczas, a dziś już potwierdzonej współpracy ks. Malińskiego z SB trzeba wyjaśnić – także dlatego, że kapłan ten mówił w swych tekstach, co jest dobre, a co złe; mówił Czytelnikom, jak żyć. To była kwestia wiarygodności – wobec Czytelników właśnie.
Sprawa księdza Malińskiego – zakończona zawieszeniem z nim współpracy po tym, jak odmówił autoryzacji rozmowy, w której miał wyjaśnić charakter swych kontaktów z SB – uświadamiała po raz kolejny, że archiwa SB mogą kryć nieznane jeszcze materiały na temat inwigilacji „Tygodnika”. A także, że aby przebadać te archiwa, potrzebna jest mrówcza praca, systematyczna i długotrwała.
Tymczasem cały czas otwarte pozostawało pytanie, co to znaczy, że Mieczysław Pszon figuruje w archiwum SB jako „Szary” i „Geza”. Jerzy Pszon nie znalazł na nie odpowiedzi: zaczął chorować, długo cierpiał, zmarł w 2008 r. (miał 61 lat).

Rzecz o intencjach

Co my, ludzie w większości czterdziestoparoletni, pracujący w „Tygodniku” od 20 lat, a od wielu już lat wspólnie z księdzem Adamem Bonieckim odpowiadający za „Tygodnik” – mogliśmy w tej sytuacji zrobić? Były zasadniczo dwie możliwości. Pierwsza: postępować tak, jakby nie było problemu; marginalizować, banalizować, wziąć na przeczekanie. Tylko że – pomijając już inne aspekty takiego postępowania – ktoś kiedyś i tak by się tym zajął. Jeśli nie za lat pięć, to za dziesięć czy piętnaście. Opcja druga: zastosować coś, co nazwałbym modelem niemieckim – zwrócić się do jakiegoś kompetentnego historyka, aby poświęcił trochę czasu (najpewniej kilka lat) i przebadał archiwa SB. Potraktować je jako część historii, jeden z jej elementów – i opisując dzieje „Tygodnika”, sięgnąć także po ten element. Jeszcze teraz, póki żyją przynajmniej niektórzy ludzie, świadkowie, uczestnicy zdarzeń, z którymi można rozmawiać.
Nazwałem to „modelem niemieckim”, gdyż – przynajmniej dla mnie – pewnym wzorcem, inspiracją co do sposobu postępowania, były standardy wypracowane w takich sytuacjach w Niemczech, gdzie – w obliczu dwóch XX-wiecznych systemów totalitarnych, najpierw brunatnego, a potem czerwonego, różne instytucje, grupy zawodowe, środowiska itd. podejmowały (i ciągle jeszcze podejmują) wysiłek zmierzenia się z własną przeszłością. Bywa zresztą, że podjęcie takiej decyzji trwa długo. Przykładowo, dopiero latem ub.r. Bundestag przegłosował decyzję, by zespół historyków przebadał historię działań NRD-owskiej bezpieki wobec posłów wszystkich kadencji parlamentu RFN z lat 1949-89. Czyli również i to, kto z nich współpracował ze Stasi. Dopiero teraz, 20 lat po zjednoczeniu Niemiec – choć archiwa Stasi są otwarte od 1992 r. Wcześniej nie było po temu woli.
Ów niepisany, ale praktykowany model niemiecki zakłada więc, że historyk lub zespół historyków prowadzi badania archiwalne – w sposób swobodny, bez żadnych nacisków. Zarazem zleceniodawca nie jest zobowiązany do bezkrytycznego zaakceptowania wniosków historyka; może się zresztą okazać (przykładem niedawna burzliwa debata wokół raportu o brunatnym uwikłaniu niemieckiego MSZ-u), że różne osoby związane ze zleceniodawcą (w tym przypadku: berlińskim MSZ) będą mieć różne opinie. Ale, niezależnie od tego, efekty badań historycznych są upubliczniane (zwykle w postaci książki) – aby pokazać fakty oraz ich interpretacje, i aby mogła wokół nich toczyć się otwarta, publiczna dyskusja.
Takie były intencje kilku osób – byłem w tym gronie – które jesienią 2007 r. zapytały Romana Graczyka, czy podjąłby się zbadania, co na temat „Tygodnika” zawiera dawne archiwum SB oraz co z tego wynika.




piątek, 01 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -