Blog > Komentarze do wpisu

-> Biskup Karol Pękala

Z cyklu znani i nie znani…

W ostatnim dniu marca minęła jedenasta rocznica śmierci wieloletniego i wielce zasłużonego dla Tarnowa i Diecezji Tarnowskiej, księdza arcybiskupa Jerzego Ablewicza, zmarłego 31 marca 1990 roku. Przypomnijmy: Jerzy Karol Ablewicz  urodził się 1 listopada 1919 w Krośnie jako syn Aleksandra Ablewicza, urzędnika, i Emilii z domu Ekiert. Do szkoły podstawowej i gimnazjum uczęszczał w rodzinnym mieście. 5 marca 1943 przyjął w Przemyślu święcenia kapłańskie. Następnie pracował jako duszpasterz w parafiach. Studiował w Lublinie. Związał się z Seminarium Duchownym w Przemyślu, gdzie był profesorem i wicerektorem. 26 lutego 1962 został mianowany przez papieża Jana XXIII biskupem tarnowskim. Sakrę biskupią przyjął 20 maja 1962, a 26 maja objął stanowisko w diecezji. W 1974 był delegatem Episkopatu Polski na IV sesję zwyczajną Światowego Synodu Biskupów. W latach 1981–1986 przeprowadził synod diecezjalny. Utworzył 132 nowe parafie, sporo rektoratów. Mimo przeszkód czynionych ze strony władz państwowych podjęto budowę kilkuset kościołów, domów katechetycznych, plebanii. Wydał 50 listów pasterskich, około 50 przemówień, 33 kazania, kilka homilii, kilkanaście orędzi i odezw, kilka artykułów naukowych. 10 czerwca 1987 w czasie pobytu Jana Pawła II w Tarnowie został promowany na arcybiskupa ad personam (bez podnoszenia diecezji do rangi metropolii). Przyczynił się do beatyfikacji Karoliny Kózkówny w 1987. Zmarł 31 marca 1990 w Tarnowie. Został pochowany w podziemiach bazyliki katedralnej w Tarnowie. Nieco w cieniu pozostawał jego biskup pomocniczy diecezji tarnowskiej w latach 1946 – 1968 Karol Pękala, urodzony 26 października 1902, zmarły 14 sierpnia 1968 roku. Tę niezwykle zasłużoną dla działalności charytatywnej Kościoła w Polsce postać, przypomina w swoim tekście opublikowanym w Gazecie Krakowskiej red. Jerzy Reuter.


Gdy zmarł nagle w  Bułgarii, przez Tarnów przeszła dziwna wiadomość. Ludzie szeptali, że biskup Karol Pękala został zabity przez rekiny, gdy zażywał kąpieli w morzu Czarnym. Nie wiadomo ile w tym prawdy, bowiem trudno tam spotkać żarłacza, a jeśli jakiś się pokaże, nikt nie ucieka przed nim, bo tamtejsze rekiny nie atakują ludzi. Podczas ceremonii pogrzebowej trumna była zamknięta, ale powód był bardziej prozaiczny od plotki. Trumnę wysłano do Polski bez konwojenta. Ze względów politycznych wagonu nie przyjęła kolej czechosłowacka i stał on kilka dni po stronie węgierskiej, na bocznicy stacji Beksecaba. Dopiero po dwóch tygodniach trumna znalazła się w Tarnowie. Było lato i bardzo łatwo domyślić się całej reszty. Karol Pękala urodził się 26 października 1902 roku w Siołkowej koło Grybowa w rodzinie chłopskiej. Miał sześciu braci i siostrę. Od dzieciństwa wychowywał się w wielkiej biedzie, pracując ciężko w małym, chłopskim gospodarstwie i ucząc się jednocześnie w szkole powszechnej w Grybowie. Po czteroletniej nauce w gimnazjum im. Jana Długosza w Nowym Sączu przeniósł się do Tarnowa i kontynuował naukę w Małym Seminarium, a następnie Tarnowskim Seminarium Duchownym. Mszę świętą prymicyjną odprawił w 1928 roku w rodzinnych stronach, w Grybowie. Znał biegle kilka języków obcych, francuski i angielski, oczywiście obok łaciny, greki i hebrajskiego. Po wyświęceniach kapłańskich został wikariuszem w parafii Nowy Wiśnicz, a następnie, zapewne z uwagi na znajomość języka, skierowano przyszłego biskupa do Francji, gdzie był kapłanem polskich emigrantów. Po zakończeniu posługi powrócił do Tarnowa i został sekretarzem Związku Stowarzyszeń Młodzieży Polskiej i dyrektorem instytutu tarnowskiej Akcji Katolickiej, oraz diecezjalnego Caritasu. „Chyba pierwszy w dziejach stał się założycielem tak szerokiej, zorganizowanej i planowanej akcji charytatywnej najpierw w diecezji, a później w całym kraju. Opatrzność Boża już przed wojną przygotowywała go do tego zadania. Któż mógł wtedy przewidzieć niedolę i klęski, jakie przyniesie zawierucha wojenna. Kto mógł się spodziewać tylu nieszczęść na terenie diecezji tarnowskiej. Oto chyba z natchnienia Bożego już wtedy przygotowuje się do przyszłych zadań. Przed samą wojną zakłada kółka miłosierdzia przy stowarzyszeniach Akcji Katolickiej. Z polecenia biskupa Franciszka Lisowskiego tworzy komitety pomocy, ale równocześnie myśli o szerszej, zorganizowanej akcji miłosierdzia. Jakaś nieznana siła popycha go do dalszych studiów zagranicznych w Szwajcarii. Pisze pracę doktorską pt. "Caritas we współczesnej pracy duszpasterskiej". Zbiera także doświadczenia zorganizowanej akcji charytatywnej w diecezji poznańskiej. Nawiązuje kontakty z organizacjami charytatywnymi w Niemczech, aby później przenieść pewne akcje do naszej diecezji. Nie spodziewał się, że za kilka lat stanie się współpracownikiem kard. Sapiehy, kontynuatorem jego działalności charytatywnej z okresu pierwszej wojny i będzie na ziemi polskiej budził ducha miłosierdzia.” – Pisał o dziele życia Karola Pękali ksiądz Stanisław Wójtowicz. Biskup Pękala przez wiele lat uczył języka francuskiego w Małym Seminarium w Tarnowie oraz w Seminarium Duchownym. Po nominacji na dyrektora Instytutu Wyższej Kultury Religijnej zajął się również pracą literacką i publicystyczną. Był redaktorem wielu pism, do których pisywał artykuły o potrzebie działalności charytatywnej, niezbędnej w pracy każdego katolika. Po wybuchu II wojny stał się orędownikiem niesienia pomocy więźniom obozów koncentracyjnych. Mało kto dzisiaj wie, że tarnowskie piekarnie codziennie dowoziły chleb do KL Auschwitz w pierwszych miesiącach działalności obozu. Początkowo Niemcy zgadzali się na pomoc z zewnątrz, przyjmowali tarnowski chleb i paczki dla więźniów, co niejednokrotnie ratowało życie. Karol Pękala miał w tym dominujący udział. Nie można pominąć innych kapłanów, którzy po 1939 roku prowadzili wraz z Karolem Pękalą tę działalność. „W niesieniu tej pomocy złotymi zgłoskami zapisało się nazwisko ówczesnego rządcy diecezji tarnowskiej ks. prałata Stanisława Bulandy. Jego troska o pomoc dla więźniów powinna pozostać na zawsze w historii tej diecezji. Kuria Diecezjalna posunęła się tak daleko, że zaciągnęła pożyczkę półtora miliona złotych na pomoc dla więźniów. Oddała też pod zastaw cały swój majątek z nadzieją, że po wojnie wolna Polska dopomoże w spłaceniu długu. Co więcej, rządca diecezji ks. Stanisław Bulanda zakazał nawet odnawiania kościołów, sprawiania jakichkolwiek paramentów liturgicznych, by poszczególne parafie mogły oddawać składkę do Związku "Caritas" na dożywianie więźniów i pomoc dla wysiedlonych. Dokumentem chrześcijańskiej miłości jest także fakt ofiarności księży w parafiach dla ratowania rodzin uwięzionych zwłaszcza ich dzieci.” – Czytamy na stronie internetowej Caritas diecezji tarnowskiej. Innym tarnowskim akcentem w obozie Auschwitz były cegły, z których budowano pierwsze krematorium – miały znak firmowy naszych cegielni, ale owe cegły były odbierane śląskim przedsiębiorstwom, lub pozyskiwane z wyburzanych budynków w okolicach Oświęcimia. Zakładał wraz z księdzem infułatem Bochenkiem pierwsze kuchnie dla ubogich, współpracował z kardynałem Sapiehą, a wszystkie działania Karola Pękali były skierowane na niesienie pomocy biednym i głodnym. Po zakończeniu wojny, widząc nędzę powojennej Polski udał się dwukrotnie do USA, gdzie zwracał się do Polonii o wsparcie. Wygłaszał referaty i starał się pokazać jak wygląda życie w zrujnowanej wojną Polsce. W 1947 roku przyjął sakrę biskupią, ale nadal działał bardzo czynnie w organizacji Caritas. Po zlikwidowaniu struktury organizacyjnej Caritasu był przewodniczącym Komisji Episkopatu do spraw miłosierdzia chrześcijańskiego. Wiele podróżował. Zajmował się fotografią i często chodził w góry – w Paryżu na kongresie zorganizowanym przez  "Union Feminine Civique et Sociale" (Obywatelski i Społeczny Związek Kobiet) wygłosił po francusku referat „Co wieśniaczka polska – matka w ognisku domowym – wnosi do postępu technicznego” i wystawił cykl fotografii na temat życia wiejskiej kobiety na Podhalu. Odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej i uczestniczył w uroczystościach kanonizacyjnych św. Andrzeja Boboli. Jako dyrektor Krajowej Centrali Caritas bp Pękala rzucił jeszcze w 1945 roku hasło: "Polaku, miej serce". W jego lakonicznej treści mieści się kierunek działalności, której poświęcił życie: Pomoc nie tylko duchowa, ale i materialna ludziom potrzebującym. Co roku w sierpniu jego bliscy i współpracownicy spotykają się w krypcie kościoła M.B. Fatimskiej w Tarnowie na mszy św. upamiętniając rocznicę Jego śmierci. Był człowiekiem bardzo przyjaznym wszystkim ludziom, których przyjmował zawsze z śmiechem. Pomimo wielu obowiązków często odwiedzał pacjentów szpitala, niosąc im nie tylko chrześcijańskie pocieszenie, ale też wiarę w człowieka i siłę do przetrwania w ciężkiej chorobie. Jego wieloletnia gospodyni opowiadała, że uwielbiał kapustę kiszoną w każdej postaci, więc co kilka dni odbywało się w mieszkaniu biskupa Pękali kiszenie kapusty. Pilnował receptury i odpowiedniego smaku, a gospodyni starym sposobem deptała tę kapustę w beczce. Zmarł nagle w Bułgarii na wylew krwi do mózgu. Po dramatycznym przewiezieniu zwłok Karola Pękali do Tarnowa odbył się wielki pogrzeb, przed którym mszę świętą odprawił w kościele na Rzędzinie Karol Wojtyła. Kondukt żałobny przeszedł przez miasto, aż do kościoła św. Józefa i Matki Boskiej Fatimskiej. Tam spoczął wielki dobroczyńca, opiekun biednych, syn beskidzkiego chłopa, biskup tarnowski Karol Pękala.
( za Ks. Stanisław Wójtowicz - Biskup Karol Pękala jako apostoł miłosierdzia w diecezji tarnowskiej podczas wojny)


Jerzy Reuter
(Gazeta Krakowska)




czwartek, 21 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 240+249/250

To jest absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jego inności nie jest też cezura czasowa: koniec starego i początek nowego roku. Te oczywiste oczywistości, jakkolwiek ważne i nie do pominięcia w Pegazie, pisanym w sylwestrowych okolicznościach przyrody, tym razem zdominowała jakościowa i techniczna zmiana naszego, z przeproszeniem, organu. Otóż z nastaniem nowego Anno Domini 2013 tkk od czterech lat funkcjonujący na blogu gazeta.pl przemienia się w profesjonalny portal internetowy tarnowskikurierkulturalny.pl – zachowując swoją dotychczasową tożsamość: nazwę i charakter. Jak dotąd, tak i nadal będziemy możliwie najszerzej, najgłębiej i najrzetelniej monitorowali to, co w kulturalnej trawie Tarnowa i okolic piszczy. Aliści otwierając się w raz z nowym rokiem na nowe możliwości, szanse i nadzieję… Licząc na wypróbowaną przez minione lata państwa przyjazną obecność, wyrozumiałość dla popełnianych błędów i anielską cierpliwość do nas… A po świątecznych szaleństwach nastaje czas na poświąteczne remanenty i refleksje. Zniesmaczeni co nie co poszukiwaniami odpowiednich kryteriów i ocen, koniecznością dokonywania wyborów i nadawania numerów - rozglądamy się nerwowo z Pegazem za wodą święconą, która wywabiłaby nasze w tym względzie przewinienia. A wokół tyle świętych, że zasłaniają już niebo. Coraz trudniej zebrać wszystkich przy stole, zaparkować pamięć w dozwolonym miejscu i trzymając się za ręce przemawiać do siebie nierdzewnymi słowami. Coraz częściej zacina się też nasza maszynka tolerancji, wzajemnego znoszenia siebie na wzajem, i coraz częściej nie możemy znaleźć dotrzymującej słowa karty gwarancyjnej. Ale do rzeczy czyli kulturalnego „spisu z natury” niektórych ostatnich, i jakby mniej „medialnych” zdarzeń kulturalnych tego wyjątkowego, ostatniego tygodnia roku. Mijający rok to 366 dni obfitujących w wydarzenia, o których mówić się będzie jeszcze długo w Tarnowie. Władza, jak to hucznie wszem i wobec ogłosił magistrat zapamięta 2012 rok jako jedno pasmo sukcesów, aczkolwiek mieszkańcy już niekoniecznie… Przełom roku, to jak wiadomo, czas stosownych remanentów, statystyk, podsumowań i postanowień więc i my nie będziemy chować głowy w piasek… o czym obok. I tak, w tej medialnej i jak na razie wirtualnej zaspie, bo śniegu jak na lekarstwo utkwiwszy, z umiarkowaną nadzieją na lepsze jutro tarnowskiej kultury, także tej prasowej (właśnie ukazały się dwa nowe czasopisma), pozostajemy „Na ten Nowy Rok”.



Z cyklu o tym i owym 113 czyli ostatnie remanenty...

Dokładnie 239 lat temu, 29 grudnia 1773 roku w tarnowskim ratuszu radni złożyli przysięgę na wierność monarchii habsburskiej. Zanim do tego doszło, 31 lipca 1772 do Tarnowa wkroczyły wojska austriackie pod dowództwem gen. d’Altona, Irlandczyka w służbie cesarzowej Marii Teresy. Miasto zajęli od strony zachodniej. Początkowo główne siły stacjonowały w Pilźnie, nie mniej dowódca na kwaterę wybrał kamienice przy tarnowskim Rynku 20. 11września przy odgłosie trąb ogłoszono uniwersał rozbiorowy cesarzowej Marii Teresy, zawiadomiono mieszczan tarnowskich, iż stali sie poddanymi austriackimi. 29 grudnia 1773 r. w ratuszu zebrał się cały magistrat, przedstawiciele Kapituły kolegiaty i mieszkańcy miasta, przyjęto wówczas przysięgę na wierność nowemu państwu i cesarzowej. Początkowo nowe władze nie zmieniały starych urządzeń, nie doszło do jakiegoś gwałtownego zaznaczania swojej obecności, zapewne obawiając się buntu. Najlepiej świadczy o tym dekret gubernatora Galicji i Lodomerii, hr. Pregena, którym utrzymywał stary system sadowniczo-prawny z tymi tylko zmianami, że wyrok wydawano w imieniu cesarzowej i sprawy gardłowe oddawano do sadu Guberni. Dopiero w latach 1785-1787 w Tarnowie utworzono Sad Szlachecki (Forum Nobilium). 10 listopada 1773 r. polecono, by święcić niedziele i 16 austriackich świat dorocznych, zgodnie z bullą papieską z czerwca 1771. Wiązał się z tym zakaz odbywania tradycyjnego jarmarku coniedzielnego i począwszy od 25 stycznia 1774 r. jarmarki odbywały się we wtorki i piątki, czego konsekwencje możemy nawet dzisiaj doświadczyć. W1776 r. sąd apelacyjny w Lwowie zakazał stosowania w Tarnowie tortur podczas śledztw. (pik – za tarnow.pl) Zaś dwa dni wcześniej minęła prawie nie zauważona ważna rocznica… Otóż 27 grudnia 1655 roku, zakończyło się oblężenie Jasnej Góry - armia szwedzka, po czterdziestodniowym oblężeniu, odstąpiła od murów klasztornych. Sromota Szwedów była tym większa, że dysponowali oni trzema tysiącami żołnierzy, podczas gdy obrońcy twierdzy jasnogórskiej pod dowództwem przeora Augustyna Kordeckiego przeciwstawili im zaledwie 170 żołnierzy, 20 szlachciców i 70 zakonników. Kiedy Szwedzi byli u szczytu powodzenia, przeor Kordecki zdecydował się uznać władzę króla Karola Gustawa. Paulini otrzymali od nich list żelazny gwarantujący bezpieczeństwo twierdzy. Przezornie jednak zaczęli przygotowywać się do obrony. Mieli rację, gdyż oddziały szwedzkie 18 listopada 1655 r. stanęły pod Jasną Górę żądając wpuszczenia do twierdzy. Cudownego obrazu Matki Boskiej już tam nie było. Przeor Kordecki, obawiając się profanacji, kazał wywieźć ikonę na zamek w Lublińcu, a potem do klasztoru ojców paulinów w Mochowie koło Głogówka. (Religia tv)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -