Blog > Komentarze do wpisu

-> 12 razy śmierć

Taki intrygujący tytuł nosiło najnowsze zdarzenie artystyczne, jakie BWA czyli Galeria Miejska w Tarnowie wraz Fundacją Timszel zorganizowały w piątek, 8 kwietnia o godzinie 19.00 w swojej dworcowej siedzibie. A było nim spotkanie z Michałem Pauli promującym swoją najnowszą książkę, połączone z pokazem prac artysty. Michał Pauli urodził się 1972 roku w Kielcach, gdzie spędził młode lata. Kolejno mieszkał w Krakowie, Krynicy, Łodzi, Berlinie, Amsterdamie, Tuluzie, Częstochowie, Barcelonie, Zagnańsku, Łodzi... Studiował w łódzkiej ASP. Sam mówi, że w życiu najbardziej udała mu się wspaniała córka. Jako artysta plastyk zajmował się ceramiką i sztuką użytkową, prowadząc własną pracownię. Kiepskie dochody z ceramiki i rozpad małżeństwa spowodowały, że postanowił wrócić do życia w podróży. O konsekwencjach tej decyzji opowiada książka „12 x śmierć” będąca zapisem wydarzeń, które przydarzyły się autorowi podczas jednej z podróży do Tajlandii. Bohater za namową tajnej agentki policji daje się wplątać w przemyt narkotyków. Niefortunna decyzja kończy się dla niego tragicznie, zamieniając egzotyczną wyprawę w niekończący się horror. Trafia do aresztu, a następnie, skazany na 12 kar śmierci, zostaje umieszczony w jednym z najgorszych i najbardziej zatłoczonych więzień świata – Bang Kwan. W tej historii jest wszystko: Prawda, Intrygi, Miłość, Śmierć. „To jest historia, w którą trudno uwierzyć, chociaż jest prawdziwa. O azjatyckich więzieniach, intrygach, zamachach stanu, przemytnikach i płatnych zabójcach. To jest historia jak z filmu, która przydarzyła się Michałowi Pauli naprawdę. Nikt z nas nie chciałby znaleźć się na jego miejscu. Nikt nie chciałby usłyszeć wyroku śmierci w sądzie w Azji. Nikt nie chciałby poczuć na nogach kajdan. I właśnie dlatego tę książkę warto przeczytać. Bo ona zaczyna się tam, gdzie kończą się inne historie.” - pisał Tomek Michniewicz - dziennikarz, podróżnik, fotograf, radiowiec, pisarz. Opisując swoje sześć lat za murami, Autor ukazuje drugą stronę Krainy Uśmiechu – jak często nazywana jest przez turystów Tajlandia. Przetrwał - dzięki woli życia, miłości, wytrwałości, determinacji, oddaniu i wsparciu Rodziny. Jego prośbę o ułaskawienie, poparli trzej polscy prezydenci: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński. Prośba została przyjęta - ułaskawiony przez Króla Tajlandii - w grudniu 2009 Michał Pauli wrócił do Polski. Książka opatrzona jest rysunkami autorstwa Michała Pauli. Część z nich Autor wykonał podczas pobytu w więzieniu. Książkę - jak sam mówi – napisał – ku przestrodze, ku pamięci, w podzięce: dla tych, których pozytywne myśli pozwoliły mu przetrwać i dla tych, których działania pozwoliły mu wrócić. Książka Michała Pauli, tak jak jej autor, pełna jest sprzeczności – pisze w swojej recenzji prowadząca tarnowskie spotkanie Małgorzata Magda Budzik. - Zresztą już sam tytuł 12 x śmierć. Opowieść z Krainy Uśmiechu stanowi najlepszy tego dowód. Mamy tu bowiem absurdalne zwielokrotnienie umierania połączone z metaforyczną personifikacją miejsca, w którym się ono dokonuje. Całość natomiast ujęta została w konwencji opowieści. Zestawienie budzi pewien niepokój i dezorientację. Śmierć przeraża, uśmiech wywołuje pozytywne emocje, zaś opowieść z krainy to jak zasłyszana w dzieciństwie baśń. Poniżej publikujemy za portalem Independent.pl całość tej interesującej recenzji, zaś pod nią, tym razem za portalem inTARnet.pl, fragmenty tej niezwykłej książki.


Wyjaśnienie podstawowego znaczenia tytułu nie sprawia większego kłopotu. Dwanaście razy śmierć to kara, którą otrzymał główny bohater powieści za przemyt tabletek ecstasy (MDMA). Wrobiony w handel narkotykami przez swoją tajską przyjaciółkę Pim został aresztowany i trafił do więzienia. Wszystkie wydarzenia rozgrywają się w egzotycznej Tajlandii, zwanej przez turystów „Krainą Uśmiechu”. Stąd nazwa ta pojawia się w podtytule powieści dla metaforycznego określenia przestrzeni zdarzeń. Jednak piękny azjatycki kraj ukazuje swoje drugie mroczne oblicze w momencie przekroczenia przez głównego bohatera bram jednego z najcięższych więzień świata Bang Kwang w Bangkoku.
Autor mógłby, co prawda zatytułować swoją książkę po prostu „Śmierć w Tajlandii”, „Przemiana” albo „Oczyszczenie”, jednak w tym momencie punkt ciężkości przesunięty zostałby w zupełnie inną stronę. Pomysł wydaje się uzasadniony, wskazuje bowiem na możliwość pójścia kilkoma tropami interpretacyjnymi, sugeruje również uniwersalną wymowę powieści, czy miejscami nawet paraboliczną. Kara śmierci, choć zamieniona na dożywocie po przyznaniu się przez bohatera do winy, odbywa się permanentnie na różnych poziomach: tożsamości, psychiki czy cielesności. Przy tym opowieść o powolnym rozkładzie dzieje się w cieniu tajemniczego uśmiechu tajskiej przyrody, kultury, religii oraz sztuki.
Swoją drogą intrygujący może wydawać się kontrast pomiędzy zawartymi w powieści opisami zdarzeń, miejsc czy sytuacji przesyconymi okrucieństwem, groteską i bezsensem, a używaną dla określenia Tajlandii, wartościowaną jednoznacznie pozytywnie nazwą „Kraina Uśmiechu”. Z kolei dla nazwania miasta Bangkok pojawia się tajskie określenie „Miasto Aniołów”. Semantyka przywołanych wyrażeń budzi zatem w kontekście więziennej rzeczywistości powieściowej pewien dysonans poznawczy, a autor nie daje jednoznacznych rozstrzygnięć. Wręcz przeciwnie, zdaje się jeszcze bardziej pogłębiać zarysowany rozdźwięk. Czyni to przede wszystkim poprzez przedstawiające mroczne tematy tajskiego więzienia czarnobiałe szkice zamieszczone w książce. Wykonane częściowo w więzieniu i przemycane poza jego mury rysunki są niezwykle przygnębiające, pełne smutku i wywołują bardzo silny niepokój. Z drugiej zaś strony na sztalugach w galeriach oglądać można bajeczne, pełne magii i ciepła obrazy przedstawiające jasną stronę Tajlandii.
Warto dodać jeszcze w tym miejscu, iż Michał Pauli w swojej książce kilka razy odnotował, iż okazywanie uczuć przez tajskich obywateli, zwłaszcza funkcyjnych było oznaką słabości, braku profesjonalizmu. Większość Tajów nie mogła sobie na to pozwolić. Współczucia nie okazywano nawet w szpitalu, co poświadcza następujący fragment powieści: „Szpital nie należał do miejsc, gdzie można znaleźć jakiekolwiek współczucie. A tym bardziej nie okazywano go tym, którzy nie mieli na tyle siły, by zadbać o siebie. Sanitariusze wykonywali pewne podstawowe prace, jak podawanie leków czy kroplówek oraz – jak w tym wypadku – odłożenie pacjenta na jego łóżko i zawinięcie szczelnie w białe płótno. Na tym się jednak kończyło. Nikt nie dbał o to, by jakoś pomóc unieruchomionym, często obrzyganym i obsranym ludziom. Nikt też nie reagował na ich prośby o wodę czy inne sprawy”. (M. Pauli, 12 x śmierć. Opowieść z Krainy Uśmiechu, Kielce 2011, s. 85) W tym kontekście metaforyczna nazwa Kraju Tysiąca Uśmiechów może wydawać się absurdalna. Jednak, gdy przywoła się całą jego egzotykę, malowniczość, jest uzasadniona. Ambiwalencja zostaje przejęta przez artystę i odpowiednio przekształcona. W zależności od tworzywa Michał Pauli odtwarza ciemną i jasną twarz Tajlandii. Czyni to, najlepiej jak potrafi. Podstawową cechą jego przekazu będzie zatem autentyczność.
Dwie twarze Krainy Uśmiechu znajdują proste przełożenie w artystycznej antynomii samego twórcy. Kreacja autorska pełna jest wewnętrznych konfliktów, które stanowią twórczą siłę napędową działań malarza i autora. Zrozumiałe jest to choćby ze względu na doświadczoną przez niego w tajskim więzieniu sytuację graniczną oraz aktualne i ciągle nie zakończone oswajanie się z darowanym mu wbrew wszelkim nadziejom drugim życiem. Przy tym jednak ujawnia się kolejna sprzeczność. Kreację ową cechuje pewna równowaga i spokój. Trudno jest zatem zaszufladkować twórcę i jednoznacznie go ocenić. Potwierdzają to także przeprowadzone z nim liczne wywiady i rozmowy, podczas których ciągle zaskakuje. Przy czym owa ambiwalencja artystycznej osobowości Michała Pauli wciąga, tak jak jego niewiarygodna opowieść.

Małgorzata Magda Budzik


12 x śmierć (fragmenty)

„Byłem już prawie na szczycie, gdzie znajdowały się perony kolejki, gdy zatrzymał mnie jakiś Taj. Długowłosy koleżka wyglądał bardzo przeciętnie, jak kierowca tuk tuka lub moto taxi. Totalnie zaskoczyło mnie jego pytanie. Z jego łamanej angielszczyzny wywnioskowałem, że chodzi o mój paszport. Zignorowałem go oczywiście, biorąc za naciągacza lub innego świra. Byłem już prawie na platformie, gdy ten ponownie się przyczepił, tym razem łapiąc mnie za rękę. Nagle, nie wiadomo skąd, otoczyło mnie kilku innych Tajów. Rzucili się na mnie. Po chwili leżałem na ziemi, a moje dłonie były zakute w kajdanki. Krzyczałem, próbując dowiedzieć się, o co do cholery im chodzi. W odpowiedzi usłyszałem coś po tajsku.

„Wypytywałem Wilada o Bang Kwang. W końcu liczyłem się z tym, że mogę tam trafić. Patrzył na mnie tępym wzrokiem, opowiadając jakieś chaotyczne historie. – Ty, farang, masz pieniądze. U nas w Bang Kwang masz pieniądze – dużo pomóc. Strażnik płacić żyd lepiej. Jedzenie strażnik sprzedać też. Wśród Tajów panowało przekonanie, że biali są zrobieni z banknotów. Wilad myślał podobnie. Tu, w szpitalu też można było zamówić coś poza wydawanym dwa razy dziennie ryżem z ochłapami. Niestety, chwilowo należałem do niewyobrażalnej dla niego grupy białych bez kasy. Ciężka pozycja w takim miejscu. W takiej sytuacji dochodzi do głosu prawo silniejszego. Zabiorą ci nawet tę darmową miskę ryżu, jeśli się im nie postawisz. Tak wyglądała druga strona Krainy Wiecznego Uśmiechu” .

„ Strażnicy zakatowali na śmierć Birmańczyka, który podobno przygotowywał ucieczkę. Patrzyłem na to z niedowierzaniem. Kryminaliści, którzy pilnują kryminalistów! Choć większość więźniów nie dorasta do pięt gangsterom, którzy są ich strażnikami. Zepsuty do szpiku kości system pozwalał swoim funkcjonariuszom dowolnie łamać prawo. Ważne było jedynie by działał i ciągle zasilał swój krwiobieg.”

„ – Witam, jestem tłumaczem, przyszedłem, by rozmawiać twój wyrok. – Wypowiedział to w miły, choć mało zrozumiały sposób. – Ty wyrok masz śmierci – dodał. – Słucham? – jego słowa uderzyły mnie jak potężny młot. Choć mówił mało wyraźnie, zrozumiałem ich znaczenie. To moja głowa nie chciała przyjąć tej informacji! Taj zwrócił się do sekretarki. Rozmawiali chwilę, przeglądając dokument, który trzymała w dłoniach. – Właściwie masz śmierć dwanaście razy – uściślił. Poczułem kolejną falę przenikliwych drgawek. Paraliżujący impuls opanował moje nogi, a następnie resztę ciała. I nie była to już wina stalowych łańcuchów. Jego słowa dotarły wreszcie do mózgu, wywołując czerwony alarm, blokujący wszystkie systemy, łącznie z tym odpowiedzialnym za mowę. – Ty się nie przejmować. Nasza sąd bardzo łaskawa. Ty się przyznać. Twoja śmierć zmienione na dożywocie. Bardzo łaskawa sąd…”

„ Jeszcze tego samego dnia w innej części bloku musiałem zdać swoisty egzamin. Cała trójka nowo poznanych kumpli dorwała kilku Tajów. Prawdopodobnie byli to ci sami, którzy skubnęli moją torbę. Szarpali się chwilę, a Ayham podał mi napełnioną niewielkimi kamykami skarpetę. – Masz, ten jest twój – wskazał na śniadą postać, która miała już za sobą kilka lekko oszałamiających ciosów. Taj wyrwał się do przodu. W jego dłoniach błysnął ostry przedmiot. Nie był to nóż, lecz jakiś kawałek zaostrzonego drutu. Nie było czasu, by się nad tym dłużej zastanawiać. Zakute w łańcuchy nogi nie pozwalały mi na wycofanie się. Uzbrojona w stal dłoń celowała prosto w mój lewy bark. W ostatniej chwili na głowę Taja spadł cios z boku. To Ahmed zostawił na niej ślad swej dużej pięści. Chwilę później sam poprawiłem z drugiej strony daną mi skarpetą. Rozległ się dźwięk łamanych kości. Napełniony kamykami materiał trafił prosto w szczękę. Oczy Taja przybrały kształt pięciozłotówek. Wytrącone z równowagi ciało zawisło w przestrzeni, chwiejąc się na wszystkie strony. – No, dalej, zajeb dziada – głos Ayhama dudnił w moich uszach. Rozejrzałem się dookoła. Tłum Tajów stał w bezpiecznej odległości, wyraźnie nie zainteresowany interwencją. Zrozumiałem, o co chodzi. Jeśli teraz okazałbym słabość, nie miałbym tu życia. Zamachnąłem się i mocno uderzyłem. Tajska głowa odskoczyła jak piłka, zalewając się krwią. Po chwili mój przeciwnik leżał już na ziemi. – To by było na tyle – odezwał się stojący za mną Eliah. Wcale nie cieszyło mnie to, co właśnie zrobiłem. Taj leżał w kałuży krwi. Bałem się, czy go nie zabiłem. Ktoś złapał mnie za ramię i pociągnął. – Jak chcesz tu przeżyć, to trzymaj z nami – powiedział Ayham.”

„Wizyta ambasady była dla mnie jak wymarzony gwiazdkowy prezent. Siedziałem na ławce wewnątrz długiego korytarza. Przez brudną pleksi, poszatkowaną stalą, widziałem wysoką sylwetkę mojego rozmówcy. Jak zwykle przy takich okazjach z trudem znajdowałem w głowie wszystkie przygotowane pytania. Tygodniami układałem je w zgrabne, logiczne szeregi, by teraz zupełnie o nich zapomnieć. – Dziękuję za pana życzliwość – odpowiedziałem na jego powitalne słowa. – Chciałbym się starać o królewską łaskę, to jedyne, co mi w tej sytuacji zostało. Czy mogę liczyć w tym na państwa pomoc – Królewską łaskę? Za narkotyki to chyba niemożliwe?
– Słyszałem o kilku osobach, którym się to udało. Jeśli miałbym państwa wsparcie, moje szanse na pewno by wzrosły.
– Wie pan, ja tu nie jestem osobą decyzyjną. – A może pan przekazać moją prośbę pani konsul?
– Tak, ale nasza placówka nie może podejmować takich decyzji, bez zgody MSZ…”

„ Zaraz po aresztowaniu mogłem liczyć na wiele przyjaznych gestów ze strony znajomych. Moi kumple organizowali nawet koncerty, by nagłośnić temat. Później powstała strona internetowa, gdzie kilka tysięcy osób podpisało się pod petycją w mojej sprawie. Czytając o tym wszystkim w listach, często dodawałem sobie otuchy. Niestety, ich działania w Polsce nie przekładały się w żaden sposób na sytuację tutaj. Po kilku latach wszystko ucichło i większość zapomniała o moim istnieniu.
Teraz mogłem już liczyć tylko na najbliższą rodzinę. Po rozmowie z panem attaché napisałem do nich, przedstawiając pewien pomysł. Na początku nikt nie chciał uwierzyć w jego powodzenie. Przysłano mi jednak to, o co prosiłem – adresy do MSZ i ministra spraw zagranicznych. Napisałem list do tego ostatniego. Szczęśliwym trafem dowiedziałem się, że mama dziewczyny mojego kolegi jest jego dobrą znajomą. Liczyłem, że takie koligacje coś tu pomogą. Poprosiłem, by spytała go o pomoc w mojej sprawie. Niestety, na słowo „narkotyki” minister zareagował jak na wirus, przed którym trzeba uciec jak najdalej. Mogłem się tego spodziewać. Oprócz przyjaznych gestów ze strony ludzi, którzy mnie znali, docierały do mnie echa tego, co myślała większość Polaków:
– Bardzo dobrze się stało. U nas też powinni skazywać na śmierć takich jak on!”
W kolejnych miesiącach znów otrzymałem dobre wiadomości. Za sprawą moich listów i osobistego wstawiennictwa Karola, adwokata, który próbował pomóc w mojej sprawie, wspierający moją prośbę list podpisał prezydent Aleksander Kwaśniewski. Na dodatek przebywająca na urlopie w Polsce pani konsul osobiście rozmawiała o mnie w MSZ. Po jej powrocie otrzymałem informacje o pozytywnych decyzjach. MSZ zgodziło się na dyplomatyczną pomoc przy moich staraniach o zwolnienie. Jak przez gęstą mgłę dochodziły do mnie echa z polskiej sceny politycznej. W kraju szalała Giertychowa inkwizycja, a urzędnicy bali się podejmować jakiekolwiek decyzje, zwłaszcza w sprawach takich jak moja. Dlatego wieści od pani konsul przerosły moje oczekiwania.

„– Zabieraj swoje rzeczy – oznajmił Kiet.
– Po co, gdzie? – spytałem.
– Idziesz, zabieraj rzeczy!
– Idę gdzie? – ciągnąłem za język enigmatycznego funkcyjnego.
– Do domu – oznajmił wreszcie poirytowanym głosem, przez który przemawiała totalna zazdrość.
– O cholera – wykrzyknąłem nieświadomie.
Upragniona chwila przyszła jak sierpniowa burza – nie wiadomo skąd, uderzając w głowę młotem euforii. Spojrzałem na rozciągającą się masę ludzi.
– Kurwa, to koniec – przemknęło mi przez myśl.
Ilość napływających w jednej sekundzie myśli zablokowała wszystkie kanały mojej percepcji. Było oczywiste – prośba, którą złożyłem prawie dwa lata temu, musiała wreszcie dotrzeć do pałacu. Fakt, że została poparta przez takie osobistości jak prezydenci oraz ambasador, sprawił, iż ktoś rzeczywiście zechciał ją rozpatrzyć. Spośród tysięcy innych próśb ta właśnie trafiła na stół sekretarza królewskiego i została przedstawiona samemu królowi.
– Cholera, cholera – przelewało się przez moją głowę jak sygnał alarmowy. Poszedłem z powrotem, w kierunku Chinatown i swojego lockera. Przebłysk zdrowego rozsądku świecił w mojej świadomości dużym czerwonym napisem: „utrzymaj to w tajemnicy jak najdłużej”! Czułem, jak rosną mi skrzydła. Jeszcze chwila i mogłem wzbić się w górę, wzlatując ponad tym cholernym murem!”


oprac. Ryszard Zaprzałka


foto by Jakub Gabik




czwartek, 14 kwietnia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt

Komentarze
2011/04/17 15:00:09
Z tego co mi wiadomo Pani Budzik była jedynie prowadzącą spotkanie z Michałem Pauli. Pani Małgorzato bardzo nieładnie jest podpisywać swoim nazwiskiem ciężką prace innej osoby w tym wypadku Pani Doroty Połeć (papier wszystko przyjmie ale czasem proszę się zastanowić bo to małe miasto i ludzie swoje wiedza ) Pozdrawiam
-
Gość: Małgorzata Budzik, *.is.net.pl
2011/04/17 18:20:52
Bardzo proszę redaktora artykułu o sprostowanie informacji. Moja rola ograniczona była jedynie do prowadzenia spotkania na zaproszenie organizatorki Pani Doroty Połeć i napisania cytowanej recenzji książki. Dziękuję.


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -