Blog > Komentarze do wpisu

-> Stanisław Tabisz

Był gościem pierwszego w tym roku malarskiego czwartku (24 marzec 20110) w Galerii „Hortar” w Tarnowie przy ulicy Legionów. Ta jedyna z prawdziwego zdarzenia prywatna galeria sztuki rodziny państwa Kopczyńskich, znanych tarnowskich przedsiębiorców i filantropów, po raz kolejny zorganizowała wernisaż na najwyższym poziomie, zapraszając wybitnego krakowskiego twórcę. Stanisław Tabisz – malarz, pedagog, działacz związkowy, ceniony krytyk i teoretyk sztuki, a także w przeszłości… śpiewający artysta Piwnicy pod Baranami, pokazał w „Hortarze” bogaty przekrój swojej różnorodnej twórczości, od malarstwa do rysunków. Artysta tworzy wizyjne pejzaże mikro i makro kosmiczne oraz motywy z fantastycznymi zwierzętami przeniknięte poetycką atmosferą snu i magii. Częstym motywem rysunków Tabisza jest kobiecy akt. To powoduje, że malarstwo i rysunek Stanisława Tabisza zaliczane są do nurtu surrealistycznego. Bardzo trafnie istotę jego twórczości określa prof. Marian Czapla – zasadza się ona na wierze w prawdę i sens malowania, sens przeżycia estetycznego, w antropomorfizmie jako celu sztuki i jego uniwersalizmie.  W tarnowskiej ekspozycji szczególną uwagę przyciągały „bizantyjskie” w swojej kolorystyce miniatury malarskie oraz niezwykłe czarno - białe cykle rysunkowe mistrza, dobitnie świadczące o prawdziwej maestrii warsztatowej ich autora. Nowy cykl moich rysunków – dywagował prof. Tabisz - powstał jak to zwykle bywa przez przypadek, ale w trakcie pewnej intensyfikacji pracy, a co za tym idzie poszukiwań i eksperymentów na bazie wyczerpywania się tego, czym żyłem i co eksploatowałem od dłuższego czasu. Przed narysowaniem pierwszego biskupa krążyłem wokół postaci świętych, często wymyślanych, a nawet nieistniejących, dla których prototypem lub adresatem były bliskie mi osoby. Rysowałem dla nich (piórem, pędzlem i czarnym atramentem) portreciki tzw. patronów opiekuńczych, pamiętając jednak o doświadczeniach, jakie zebrałem realizując rysunkowy cykl zatytułowanego "Miniatury etiopskie". Myślę, że cały czas chodziło mi o to, aby adoptować na nasz grunt kulturowy i w obręb swojej stylistyki oraz upodobań formalnych ten język, a w zasadzie estetyczny kod ornamentalnej geometrii i rozwiązań abstrakcyjnych, który częściowo zaczerpnąłem z iluminacji Świętych Ksiąg Etiopskich. Z kolei motyw Chrystusa Frasobliwego zaczął pojawiać się  szkicownikach  artysty od czasu znalezienia na śmietniku drewnianej figurki Chrystusa Ukrzyżowanego i kiedy artysta malarz, Andrzej Niedoba, wyrzeźbił dla niego drewnianego Chrystusa obserwującego przed sobą świat jednym okiem. Drugie oko „Frasobliwy” Niedoby zakrywa lewą dłonią, jakby go coś nagle ukłuło w skroń, jakby go bardzo bolała głowa. Rzeźbę postawił w pracowni i od tego czasu obsesyjnie – jak mówi - zaczął rysować różne warianty Frasobliwego (do tej pory powstało ich kilkaset). W kupionych prze siebie i podarowanych przez artystów Alinę Kalczyńską i Henryka Ożoga małych szkicownikach rysuje nadal cierpiącą postać Boga – Człowieka,  zamykając w nich jakby  formę modlitwy na koniec dnia. Te mniejsze szkicowniki – wyznaje -  podpisuję i nazywam „modlitewnikami”. Rysuję na ogół późno w nocy, przed snem, czasami równolegle w trzech książeczkach. Wernisaż prac Stanisława Tabisza, gromadząc stałych, licznych bywalców Galerii „Hortar” i miłośników dobrego malarstwa, zainaugurował także jubileuszowe obchody 100 – lecia Związku Polskich Artystów Plastyków, a obie te artystyczne okoliczności wokalnie oprawiła znakomita krakowska pieśniarka Anna Szałapak, niegdysiejsza gwiazda Piwnicy pod Baranami.


Stanisław Tabisz ukończył Wydział Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Malarstwo studiował w pracowniach doc. Zbigniewa Kowalewskiego, prof. Tadeusza Brzozowskiego, prof. Juliusza Joniaka oraz rysunek w pracowni prof. Zbyluta Grzywacza. Dyplom zrobił  w pracowni prof. Juliusza Joniaka 1982 roku. Obecnie sam jest profesorem (tytuł otrzymał w 2005 r.) ASP, dziekan Wydziału Grafiki. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, projektowaniem graficznym, scenografią. Pisze i publikuje artykuły oraz eseje na temat sztuki w prasie codziennej i czasopismach specjalistycznych. Autor ponad 50 wystaw indywidualnych malarstwa i rysunku oraz ponad 140 wystaw zbiorowych w Polsce i za granicą. Laureat licznych nagród w dziedzinie malarstwa. Jego prace znajdują się w kolekcjach muzealnych w kraju i prywatnych m.in. w Niemczech, Szwajcarii, USA, Austrii, Francji, Hiszpanii. W latach 1983-88 występował w kabarecie „Piwnica pod Baranami”. Był wspólnie z Kazimierzem Madejem autorem scenografii podczas zagranicznych wojaży zespołu. Przygotował m.in. scenografię do koncertów Zbigniewa Preisnera, m.in. „Moje kolędy na koniec wieku” (Stary Teatr w Krakowie 1999, Teatr Narodowy w Warszawie 2001 r.). Opublikował wiele artykułów i recenzji na temat sztuki m.in. w Czasie Krakowskim, Architekturze&Biznes, Dekadzie Literackiej, Głosie Plastyków, Pokazie, /Dzienniku Polskim.
W latach 1995-99 był członkiem Zarządu Głównego ZPAP. Od listopada 2002 prezes Okręgu Krakowskiego ZPAP. Jest inicjatorem i kuratorem Nagrody im. Witolda Wojtkiewicza przyznawanej przez Okręg Krakowski ZPAP za najlepszą wystawę prezentowaną w Krakowie.

W Tarnowskiej ekspozycji prac profesora Tabisza szczególną uwagę zwracają przejmujące rysunki, będące graficzną apoteozą bólu i cierpienia, co znakomicie wpisuje się w klimat trwającego właśnie Wielkiego Postu… Oto bardzo osobista wypowiedz ich autora:
„Kiedy siedziałem - wspólnie z Ojcem, braćmi, siostrą i pielęgniarkami - przy łóżku mojej ciężko chorej Mamy zetknąłem się z rzeczywistym bezmiarem cierpienia. To było doświadczenie dramatyczne i niewyrażalne. Ale musiałem coś z tym zrobić, aby nie popaść w paraliżującą bezradność czy depresyjny pesymizm. Nie umiałem inaczej zracjonalizować powolnego umierania Mamy, Jej bólu, czasu, który ustawicznie dotyka krawędzi wieczności - wśród bandaży, kroplówek i lekarstw. W przerwach, pomiędzy podawaniem posiłków, tabletek i robieniem zabiegów higienicznych – rysowałem Chrystusa Frasobliwego. Te właśnie rysunki (szkice piórem i czarnym  atramentem) mają obok daty i podpisu inicjały „J.R.”. W rodzinnym domu, w Jasienicy Rosielnej na Podkarpaciu, rysunkami starałem się oswoić lęk, niepokój, trwogę, samotność, bo przecież: co dzieje się z Matką, to samo dzieje się z synem. Ta więź jest jedyna, niezbywalna i kosmiczna. Walczyłem jednak z czasem i gwałtowną redukcją; bankructwem iluzorycznego poczucia witalności i rzekomej długotrwałości życia ludzkiego. Odzyskiwałem przy tym,  paradoksalnie, przy chorej Mamie, jakąś kosmiczną harmonię i wewnętrzną siłę, dystans do tej całej komedii ludzkiej dziejącej się w życiu publicznym Polski, w telewizorach i internetach, za horyzontem małej, nieznanej mocarzom świata miejscowości. Czułem się przy chorej Mamie, wprawdzie trochę przestraszony, ale jednak bezpieczny – jak dziecko. Porozumiewałem się z Mamą krótkimi zdaniami, w gwarze podkarpackiej, a kiedy milczałem i rozmyślałem w drugim pokoju osaczany przez ciemność i nocne demony – to rysowałem Chrystusa Frasobliwego, bo tylko obrazowe stwarzanie czarnymi kreskami Jego cielesnej powłoki i przywoływanie obecności tłumaczyło ten absurd i bolesne symptomy umierania mojej Mamy i nas wszystkich… To zdumiewające doświadczenie tajemnicy, kiedy Bóg - Człowiek cierpi jak człowiek, a zwykły, marny człowiek przybliża się poprzez cierpienie do Boga… . Te, z gruntu surowe i bezwzględne doznania oswajania się z cierpieniem i umieraniem przenosiłem z rodzinnego domu do pracowni w Krakowie. Kiedy następował i następuje nadal moment wyciszenia się i przechodzenia w fazę snu (czyli łagodniejszą wersję śmierci) – staram się jeszcze uchwycić w sobie to, co pozostaje z dnia... I tak ciągle powstaje rysowana piórem i czarnym atramentem inna wersja tej samej postaci Chrystusa  Frasobliwego – ludowego symbolu twórczego i pokornego wyrażania cierpienia, smutku, zadumy i uświęcania ludzkiej egzystencji związanej z tymi dramatycznymi wydarzeniami sprzed prawie 2 tysięcy lat i tymi, kojarzonymi przeze mnie ze śmiercią mojej Mamy… Jest w tym zapewne wyraz jakiegoś zagubienia, a może próba odnalezienia sensu cierpienia, ale również odwzajemnienia się za niepojętą formę oddalenia zagłady i za to, że jeden człowiek jest w stanie poświęcić życie dla drugiego człowieka, a w ekstremalnych przypadkach oddać życie za życie bliźniego..”.

Znamienne jest, że obecne rysunki Stanisława Tabisza pozbawione są owej ornamentyki, tak charakterystycznej dla rysunków sprzed lat, traktowanych czasami winietowo, z dużymi partiami pozostawionej bieli. Czasami będące dekoracyjnym zarysowaniem całej płaszczyzny rysunku, różnymi zorganizowanymi formami. Dzisiaj graficzność kreski Tabisza zawiera się nie tyle w linearyzmie ornamentalnym, co w charakterze i strukturze.

„W mojej rysunkowej interpretacji – uzupełnia profesor - Chrystus Frasobliwy jest zdecydowanie bardziej człowiekiem aniżeli Bogiem, bo po ludzku zmaga się z czymś, niekiedy rozpacza, czyta list, siedzi zamyślony z wystruganym krzyżykiem, ostrym gwoździem, czy kolczastym berłem. Czasami odwraca głowę w stronę nieba. Niekiedy jest bardzo toporny i koślawy w swoim zachowaniu, w siedzącej, skulonej lub stojącej pozie. Zupełnie opuszczony, zawsze z cierniową koroną na głowie, ułomny, rysowany szybko, często drapieżnie, ale wokół kanonu ludowego „świątka”... Mój Chrystus Frasobliwy – to Chrystus samotny, nie mający z nikąd pomocy, poniżany, lżony, pozbawiany godności. Czasami jest to tylko i wyłącznie człowiek - z atrybutami swojej ludzkiej roli: czasami z piłką, rakietą tenisową, kierownicą samochodową, gałązką, termometrem, trąbką, chorągiewką, ale zawsze z cierniową koroną na głowie. Człowiek - kierujący się, poprzez swoje egzystencjalne doświadczenie, w stronę cierpienia Chrystusa. Identyfikujący swoje cierpienie z cierpieniem Chrystusa…”.

A tak o twórczości Stanisława Tabisza pisze krytyk Grzegorz Bednarski:

„Patrząc na te rysunki, wykonywane od kilku lat, przede wszystkim z motywem Chrystusa Frasobliwego, miałem nieodparte wrażenie, że to, co widzę określa nieograniczone możliwości kreacji. Nie tylko sam motyw czy temat przykuwają uwagę, ile rysunek sam w sobie. Niespotykana wirtuozeria kreski rysunkowej pozwala autorowi snuć opowieść o postaci Chrystusa Frasobliwego jako dolach i niedolach zwykłego człowieka. Dla mnie fascynujący jest sam rysunek. Cały jednak paradoks polega na tym, że trudno oddzielić jedno od drugiego. Jaki jest stosunek Tabisza do postaci Frasobliwego, głównego motywu ostatnich rysunków i szkiców, to taki mamy końcowy efekt wyrazowy pojawiający się na papierze. Całość tego cyklu – to egzystencjalne opowieści o życiu, które personifikuje rysowana figura Frasobliwego wcielona w nasze ułomne i koślawe życie, ale to jednak rysunek, krecha, kreska czy linia, partie grubo lub delikatnie rysowane piórem, i ciemny szrafunek n.p. włosów, decydują o przejmującym, dramatycznym wyrazie, czy pogodnym i lirycznym, z lekką nutą humoru, kiedy to Frasobliwy trzyma w ręku kierownicę, rakietę tenisową, czy chorągiewkę lub siedzi na kole, a we włosach ma ptaszki, takie drewniane, wyrzeźbione trochę jak on sam. Nie byłoby takiego wyrazu, gdyby czarna kreska nie wryła się w papieri nie poszarpała jego struktury. Często linia brawurowo określa charakter i sytuacje egzystencjalna tego niezwykłego bohatera.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem kilkadziesiąt ostatnich rysunków Stanisława Tabisza, urzekła mnie ich formalna jedność, wyrazistość i wewnętrzna dynamika pozwalająca się skupić na niezaprzeczalnej sile i urodzie tych przedstawień, jakże graficznych. W skrócie można powiedzieć: duża ciemna głowa i wiotki korpus postaci to cecha wyróżniająca wszystkie rysunki; budująca niezwykły efekt znaczeniowy, na zasadzie kontrastu, a wyrażający archetypiczny dramatyzm postaci. Rysunek Tabisza nie jest realistyczny, chociaż jest przedstawiający, posługuje się formą zaczerpniętą z rzeźby ludowej, ale o sile wyrazu decyduje umiejętność syntetycznego określenia figury z niezwykłym znawstwem anatomii ciała ludzkiego, które pozwala autorowi wyjść poza schemat ludowego przedstawienia. Napięcia między czernią a bielą są wyjątkowe. Patrząc na te rysunki, czując wrzynanie się stalówki pióra w papier, odczuwałem bolesne piękno i poważny namysł nad kondycją życia ludzkiego, narysowany tak prosto przy pomocy jednej figury Chrystusa Frasobliwego. Moim marzeniem jest zobaczyć realizację tego cyklu w formie grafik, akwafort, bo wydaje mi się, że przyszedł dla autora taki czas, w którym będzie to najtrwalszym dopełnieniem tej kilkuset rysunkowej serii.”.

Związek Polskich Artystów Plastyków jest największym w kraju stowarzyszeniem twórców, założonym w 1911 roku w Krakowie. Zrzesza blisko 7 tysięcy profesjonalnych artystów; malarzy, rzeźbiarzy, grafików, projektantów i sztuk wizualnych, skupionych w 22 Okręgach największych miast Polski, prowadzi działalność wystawienniczą w kilkudziesięciu związkowych galeriach sztuki. Ponadto jest wydawcą kwartalnika o sztuce „Artluk”. Związek dysponuje również dwoma Domami Pracy Twórczej w Ustce i Świnoujściu.  „Zarówno kiedyś, jak i dziś, Stowarzyszenie tworzyły wielkie osobowości, wśród nich m.in.: Rydz – Śmigły, Wyczółkowski, Mierzejewski. Tutaj spełniały się marzenia Jacka Malczewskiego o niezależności i solidarności środowiska. Obecny, jubileuszowy 2011 rok – deklarują obecne władze związku -  będzie znaczącym wydarzeniem w jego historii. Sto lat zapisanych w historii Polski zostanie ukazane w szerokiemu gronu odbiorcy na całym świecie. Wystawy, sympozja, happeningi – retrospekcja prezentująca najznamienitszych naszych artystów poprzez współczesną sztukę wytyczy przyszłe szlaki futurospekcji na nowo definiując kulturę wysoką…”


oprac. Ryszard Zaprzałka


foto by Paweł Topolski




czwartek, 31 marca 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

  • -> Cztery kobiety - cztery nie - pokoje...

    Zupełnie wyjątkowy charakter miał ostatni w tym roku wernisaż w Galerii Miejskiej BWA, zlokalizowanej pod znanym wszystkim miłośnikom sztuki adresem czyli dworc

  • -> Najstarsze istniejące...

    Tarnów ma najstarsze w Polsce muzeum diecezjalne. Placówkę założył w 1888 r. ks. Józef Bąba. W ten sposób uratował wiele bezcennych dzieł. Muzeum mieści się prz



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -