Blog > Komentarze do wpisu

-> Irena Kwiatkowska

Odeszła Mistrzyni słowa i piosenki. Najsłynniejsza polska Kobieta Pracująca. Niezapomniana gwiazda Kabaretu Starszych Panów i "Dudka". Bywają odejścia, z którymi zamyka się pewien rozdział historii, by nie powiedzieć: zamyka się epoka. Tak, wraz ze śmiercią Ireny Kwiatkowskiej zamknęła się epoka świetności polskiego teatru, kabaretu, filmu. Epoka finezyjnego poczucia humoru. Bo też niewielu aktorów potrafiło nas tak bawić i wzruszać, jak Pani Irena. Była pokorna wobec Boga i sztuki. Wielka aktorka i wielki człowiek. Pierwsza dama estrady i kabaretu ostatnich dziesięcioleci XX wieku. Znana i kochana przez widzów zarówno dorosłych, jak i najmłodszych, zwłaszcza za niezapomnianą rolę z "Czterdziestolatka". Odważna patriotka - żołnierz Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego. W uhonorowaniu Jej zasług dla niepodległości Polski, rozwoju polskiej kultury i osiągnięć w pracy artystycznej została odznaczona przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Wierna Radiu Maryja, broniła tego Radia, publicznie mówiąc o tym, jakie głosi wartości i czym jest dla Niej osobiście. Twórczą aktywność Ireny Kwiatkowskiej zakończyła przeprowadzką do Domu Artystów Weteranów w Skolimowie, gdzie zatopiła się w modlitwie i kontemplacji przyrody. Nie zabrała ze sobą żadnych zdjęć i pamiątek, niczego, co przypominałoby jej dawne lata. Tak walczyła ze starością. Z okazji ostatnich urodzin artystki odsłonięto na jej cześć ławeczkę, na której uwielbiała wypoczywać w skolimowskim ogrodzie. Opatrzono ją napisem: Ławeczka z humorem Ireny Kwiatkowskiej. Można nie tylko usiąść, ale także posłuchać jedenastu najbardziej znanych piosenek i monologów Pani Ireny. Właśnie ze Skolimowa odeszła w czwartek 3 marca do domu Pana w wieku 98 lat. Poniżej prezentujemy dwa jakże różne, aczkolwiek bardzo się uzupełniające, wspomnienia o Niej pióra Jolanty Ciosek (Dziennik Polski) i Temidy Stankiewicz-Podhoreckiej (Nasz Dziennik).



* * *

- Milion razy proponowano mi napisanie mojej biografii. Przez lata nie dałam się złamać. Powtarzałam: "Przeszłość mnie nie interesuje". Bo zawsze liczyło się dla mnie tylko to, co jest teraz. Kiedyś już prawie dałam się namówić na wywiad-rzekę. Usiadłam z niedoszłym autorem przy stole. Włączył magnetofon i powiedział: "To zacznijmy od pikantnych szczegółów". No i skończyliśmy, zanim zadał pierwsze pytanie. Od pikantnych szczegółów jest konfesjonał - mówiła z właściwym sobie poczuciem humoru w jednym z rzadko udzielanych wywiadów.

Miałam wielki zaszczyt poznać osobiście tę wspaniałą artystkę. Po raz pierwszy spotkałyśmy się przed kilkoma laty w Krakowie, gdzie na deskach Teatru im. J. Słowackiego wystąpiła w gościnnym spektaklu "Zielona Gęś", w roli legendarnej Hermenegildy Kociubińskiej, postaci specjalnie napisanej dla niej przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Krakowska publiczność zgotowała jej wówczas owację na stojąco, jakiej w tym mieście dawno nie widziano. Nie wiedzieliśmy wtedy, że będzie to jej ostatni występ na scenie. Spektakl reżyserował Jarosław Kilian, który powiedział mi tuż po śmierci artystki: "Była genialna w pracy. Fantastyczna. Uczyłem się od niej wiele, np. błyskotliwości".

Po raz drugi spotkałyśmy się w podwarszawskim Skolimowie, w Domu Artystów Weteranów, gdzie ostatnio mieszkała. Do maleńkiego pokoiku artystki zaprowadził mnie ksiądz Kazimierz Orzechowski, także pensjonariusz tego domu, mój skolimowski przewodnik. Pani Irena podeszła ze mną do okna i powiedziała: - Zobacz moje dziecko, tam jest piękny świat, tam się tyle ciekawych rzeczy dzieje.

A życie Pani Irena miała niezwykle ciekawe. Były w nim chwile dramatyczne, ale i radosne. Zawsze chciała rozmawiać o tych ostatnich; nie lubiła wracać do gorzkich wspomnień. - Nie lubię patrzeć za siebie. Może gdybym miała do opowiedzenia jakąś idyllę, byłoby inaczej. Ale gdy wspominam dzieciństwo, to mi się do tych wspomnień nie uśmiecha. W naszym domu było biednie. Mieszkaliśmy niedaleko piekarni. Od zapachu pieczonego chleba aż się w głowie kręciło. W żołądku też. Chodziłam tam podglądać przez okno. Rumiane bochenki, wypieczona skórka. Któregoś dnia weszłam do środka. Zapytałam, czy mogę pomóc. Układałam chlebki cały dzień. Stary piekarz powiedział, że zapracowałam sobie na bochenek. To była moja pierwsza pensja. Odtąd przychodziłam tam codziennie. Nauczyłam się pracować - wyznała przed laty.

Wciąż powtarzała: - Chcę żyć planami, a nie wspomnieniami. Marzyła np. o tym, by... polecieć na Księżyc. Lubiła żartować i z żartem opowiadać o swoim życiu, ot choćby tak: - Prowadziłam kiedyś hulaszczy żywot. Bywały okresy rujnujące mój organizm. Przeszłam w życiu wszystkie możliwe etapy. Przez alkohol też przeszłam, ale we właściwym momencie odezwał się głos rozsądku. Zmądrzałam i odtąd zaczęłam się lepiej prowadzić.

Irena Kwiatkowska urodziła się w Warszawie i zawsze chciała być aktorką. Ojciec drukarz i zapalony bibliofil gromadził w domu wiele książek, zarażając córkę manią czytania. Cztery lata przed wybuchem II wojny światowej ukończyła studia na wydziale aktorskim Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej, zaś jej sceniczny debiut miał miejsce na deskach Kabaretu Cyrulik Warszawski, którym kierował Fryderyk Jarosy. Do wybuchu wojny występowała na scenach teatrów w Warszawie, Poznaniu i Katowicach. W czasie okupacji brała udział w konspiracyjnym życiu teatralnym współpracując m.in. z Leonem Schillerem. Na życie zarabiała pracując jako kelnerka i kosmetyczka, włączyła się również do pracy w służbie sanitarnej w Warszawie.

Prawdziwa przygoda artystki z kabaretem rozpoczęła się dopiero po wojnie. W latach 1946-1948 występowała w krakowskim kabarecie "Siedem kotów", do czego namówił ją Marian Eile, ówczesny redaktor naczelny "Przekroju". To właśnie z myślą o Pani Irenie Konstanty Ildefons Gałczyński napisał wiele swoich wierszy, piosenek i tekstów satyrycznych, dla niej właśnie rozbudował rolę Hermenegildy Kociubińskiej i o niej powiedział: - Lepszej aktorki nie było i lepszej nie będzie.

Od 1948 roku Irena Kwiatkowska związała się na stałe ze stołecznymi scenami, występując w teatrach: Klasycznym, Syrena, Współczesnym, Satyryków, Buffo, Komedia i Nowym. Zagrała ponad sto ról teatralnych, a wśród nich m.in. Chudogębę w "Wieczorze Trzech Króli", Dulską w "Moralności pani Dulskiej", Aurelię w "Wariatce z Chaillot", Dorotę w "Grubych rybach" czy Eugenię w "Tangu". W latach 60. Irena Kwiatkowska święciła triumfy w Kabarecie Starszych Panów Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. Była też gwiazdą kabaretów "Szpak" prowadzonego przez Zenona Wiktorczyka i "Dudek" Edwarda Dziewońskiego. - Ona była od prapoczątków rewelacyjna. Taka się urodziła. A prywatnie? Jest osobą szalenie zwyczajną, kulturalną, nie opowiada głodnych kawałków, nie wymądrza się, nie wygłupia - wspominał przed laty Edward Dziewoński. A Jeremi Przybora w liście otwartym do Ireny Kwiatkowskiej pisał: "Pisać i patrzeć na Ciebie, i słuchać, jak od pierwszej czytanej próby rozwija się powołana do życia przez Ciebie postać... Jak ta postać przekracza ramy zakreślone tekstem i żyje poza nim własnym życiem, zaskakując autora jego pełnią, mnóstwem wypełniających je, precyzyjnie przemyślanych drobiazgów".

Aktorka zagrała też w dziesiątkach filmów. Któż nie pamięta jej brawurowej sceny "Nogi, nogi, nogi roztańczone" z "Hallo, Szpicbródka"? A któż nie pamięta jej w "Wojnie domowej" Jerzego Gruzy czy jako Kobiety Pracującej w "Czterdziestolatku"?

Ostatnią rolą artystki był epizod w filmie Jacka Bławuta "Jeszcze nie wieczór". Film nakręcono w Skolimowie, z udziałem mieszkających tam aktorów (większość gra samych siebie). Akcja zawiązuje się, gdy do domu przyjeżdża podupadły na zdrowiu gwiazdor (Jan Nowicki) i proponuje starszym kolegom-weteranom wspólne wystawienie "Fausta" Goethego. Jest w filmie scena, kiedy Kwiatkowska wchodzi do jadalni pełnej ludzi, i pyta: - Co wy tutaj robicie? - Próbujemy "Fausta". - E, to nudy straszne! - obrusza się aktorka i wychodzi.

Podczas jubileuszu urodzin artystki w ogrodach Domu Artystów Weteranów w Skolimowie odsłonięto Ławeczkę z Humorem Ireny Kwiatkowskiej. To był prezent dla Jubilatki, który przyjęła ze wzruszeniem. Jak zapewniał prowadzący uroczystość Artur Andrus: - Na ławeczce można nie tylko usiąść, ale także posłuchać jedenastu najbardziej znanych piosenek i monologów Pani Ireny.

Artystka miała swój przepis na udane życie: mieć mnóstwo obowiązków, nie poddawać się złym myślom i jeść ryby. Sama chętnie jadała karpie, pstrągi, węgorze i sumy. No i zawsze była kobietą pracującą. Jeszcze nie tak dawno mówiła: - Codziennie rano wstaję ze świadomością licznych obowiązków, co wpływa na mnie stymulująco. Kiedy człowiek budzi się, nie mając nic konkretnego do zrobienia, jego samopoczucie szybko się pogarsza. Pani Irena zawsze miała mnóstwo do zrobienia.

Odeszła wielka sceniczna osobowość. Mistrzyni śmiechu i radości, którymi obdarowywała nas hojnie. Miała 98 lat.

- Powstała tylko jedna moja biografia. Przekonał mnie Roman Dziewoński, syn Dudka. Przekonał mnie, bo obiecał, że to będzie książka o środowisku, w jakim pracowałam i w jakim przyszło mi żyć. Tak powstało opasłe tomisko "Irena Kwiatkowska i znani sprawcy", które Państwu polecam na długie wieczory. Jest tam coś z czaru świata, jakiego już nie ma - mówiła swego czasu.

Teraz, niestety, i Pani odeszła. I przez to nasz świat będzie smutniejszy. Za to, że Pani była: DZIĘKUJEMY, wspominając słowa Hermenegildy Kociubińskiej, które po raz ostatni wypowiedziała Pani na krakowskiej scenie: "Ja, której świetną przyszłość wróżył Ludwik Solski,/ Gdy umrę zrozumiecie, czym byłam dla Polski".

Jolanta Ciosek
(Dziennik Polski)



* * *

W ostatnich dziesięcioleciach XX wieku była największą spośród polskich aktorek o predyspozycjach komediowych. Płynęły lata, zmieniały się estetyki, mody, sytuacje zewnętrzne, pojawiały się presje poprawności politycznej, a pani Irena Kwiatkowska wciąż uważała, że artyzm musi iść w parze z etosem zawodowym.
- Doświadczyłam z Jej strony nie tylko wielkiej sympatii, ale też pomocy. Potrafiła dawać uwagi zawodowe w sposób delikatny. Byłam pełna podziwu dla Jej profesjonalizmu oraz kondycji - zarówno fizycznej, jak i psychicznej - wspomina Magdalena Zawadzka, aktorka Teatru Ateneum w Warszawie.
Połączenie wybitnego artyzmu z samą istotą człowieczeństwa cechowało Irenę Kwiatkowską we wszystkim, co robiła. - Zawodowo reprezentowała najwyższy kunszt, perfekcję. Zawsze punktualna, sumienna, dzielna, odpowiedzialna. Nigdy się nie reklamowała - podkreśla Wiesław Gołas, aktor Teatru Polskiego w Warszawie, znany z niezapomnianych ról w kabarecie Dudek, w którym pani Irena stworzyła wiele mistrzowskich kreacji.
Można powiedzieć, że miała szczęście do wielkich osobowości teatralnych. Urodzona 17 września 1912 r. w Warszawie od dzieciństwa marzyła o aktorstwie. Studiowała na Wydziale Aktorskim Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w stolicy, gdzie jej nauczycielami byli tak wybitni ludzie teatru, jak Aleksander Zelwerowicz i Stefan Jaracz. Jej wspaniały talent został szybko zauważony - zaraz po ukończeniu studiów w 1935 r. trafiła do kabaretu Cyrulik Warszawski. Zdążyła jeszcze przed wojną zagrać w teatrach Warszawy, Poznania i Katowic.
Rozwijającą się karierę Ireny Kwiatkowskiej przerwała okupacja niemiecka. Z wrodzonej skromności wybitna artystka nie chwaliła się swoją piękną, patriotyczną kartą z tego okresu. Była żołnierzem Armii Krajowej, brała udział w Powstaniu Warszawskim, a jako aktorka grała też w tajnych przedstawieniach, współpracując z takimi reżyserami jak Tadeusz Byrski i Leon Schiller. A trzeba pamiętać, że za to groziła śmierć, a w najlepszym razie obóz koncentracyjny. Po upadku Powstania Warszawskiego wraz z pozostałymi warszawiakami musiała opuścić stolicę i pieszo z całym dobytkiem, który mieścił się w plecaku, dotarła aż do Makowa Podhalańskiego, skąd trafiła do Krakowa.
W 1946 r. Irena Kwiatkowska została zaangażowana do kabaretu Siedem Kotów w Krakowie, prowadzonego najpierw przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego - Jej ulubionego autora, potem przez Mariana Eilego. To właśnie specjalnie dla Niej Gałczyński pisał humoreski "Teatrzyk Zielona Gęś", gdzie Irena Kwiatkowska odtwarzała słynną Hermenegildę Kociubińską, Sierotkę, Żonę Wacia. Po powrocie do Warszawy występowała m.in. w Teatrze Klasycznym, Współczesnym, Nowym, Komedii, Syrenie, a także w Teatrze Polskim, gdzie już jako dziewięćdziesięcioparolatka brawurowo zagrała Hermenegildę w "Zielonej Gęsi" w reżyserii Jarosława Kiliana. To jej ostatnia rola teatralna. Była również gwiazdą kabaretów Szpak i Dudek, a także pierwszą damą literackiego telewizyjnego Kabaretu Starszych Panów. Słuchacze pamiętają głos artystki w wielu audycjach Polskiego Radia, dzieci - mistrzowskie wykonanie "Ptasiego radia" Juliana Tuwima.
Za swoją pracę i postawę została uhonorowana wieloma nagrodami i odznaczeniami, m.in. w 2009 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył artystkę Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Wyróżniona została też orderem "Ecclesiae populoque servitum praestanti" (Wyróżniającemu się w służbie dla Kościoła i Narodu) przyznanym przez Prymasa Polski ks. kard. Józefa Glempa w 2002 roku. W 2005 roku otrzymała Złoty Medal "Zasłużony Kulturze - Gloria Artis".
Jako osoba głęboko wierząca od wielu lat była wierną słuchaczką Radia Maryja, broniła tego radia publicznie. - Radio Maryja daje mi bardzo dużo, szczególnie jeśli chodzi o modlitwę. Często rano wysłuchuję Mszy św., poznaję Ewangelię na dany dzień. Dzięki temu radiu pogłębiam swoją wiarę - podkreślała w wywiadach udzielanych "Naszemu Dziennikowi" - jedynej gazecie, którą czytała i do której miała pełne zaufanie.
Często podkreślała, iż talent to nie jej zasługa, lecz łaska otrzymana od Boga. Dlatego za każdą udaną rolę dziękowała Panu Bogu, a za nieudaną przepraszała.
Pani Ireno, dziękujemy za wszystkie role, te z "Czterdziestolatka", ze "Zmienników", z "Hallo Szpicbródka", za wszystkie role teatralne: za Chudogębę w "Wieczorze Trzech Króli", za Dulską i za wiele, wiele innych.
Będzie nam Pani bardzo brakowało.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
(Nasz Dziennik)




poniedziałek, 07 marca 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -