Blog > Komentarze do wpisu

-> Zwyczajni. Niezwykli (cz.2)

9.Piechotą przemierzam Paryż (frg)
Wacław Rapak
Przekonuje studentów, że człowiek żyje tyle razy ile zna języków obcych. Prorektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Tarnowie, dr hab. Wacław Rapak, prof. PWSZ przyznaje, że gorącym uczuciem darzy język francuski, Francję i szczególnie Paryż.
Jakie były początki pańskiego zainteresowania językiem francuskim?
- Tak się najczęściej, w moich szkolnych czasach działo, że gdy człowiek po szkole podstawowej szedł do liceum to znajdował się w sytuacji, kiedy kierowano go do klasy z określonym językiem obcym. W moim liceum w Bytomiu był to język francuski prowadzony przez znakomitą nauczycielkę, prawdziwą damę, która, jak mi się wydaje, pochodziła z rodziny repatriantów. Nauczycielka miała szyk, który łatwo zrozumie ten, kto czytał Madame Antoniego Libery. To jest jedna rzecz. Natomiast francuszczyzna i mój wybór to była druga rzecz, której młodzi ludzie dzisiaj nie zrozumieją. Szkołę podstawową kończyłem w 1968 roku i wtedy dostałem się do liceum. Dzięki nieżyjącemu Lucjanowi Kydryńskiemu, (młodym trzeba wyjaśnić, że to ojciec Marcina Kydryńskiego), były obecne w polskim radiu programy poświęcone piosence francuskiej, które zapoznawały polskiego słuchacza z tym, co się dzieje za granicą. Wtedy mniej się mówiło o Stanach Zjednoczonych, zdecydowanie więcej o Francji. Piosenka francuska była znacząca, odgrywała dużą rolę w przybliżaniu tego kraju.

10. Rozwijamy, łączymy, budujemy razem (frg)
Ryszard Ścigała
Widok rozkopanego skrzyżowania i ludzi z łopatami wywołuje okrzyk: „czyż to nie piękne!” Entuzjazm Prezydenta Tarnowa dr. Ryszarda Ścigały wzbudza zwykła robota, no wreszcie się zaczęło dodaje z błyskiem w oku, obserwując budowę podziemnego przejścia. Fizyk ze stopniem naukowym doktora i epizodem wizyty w Dolinie Krzemowej, doświadczeniami w biznesie, wcielił się w rolę samorządowca z ambicjami przywrócenia miastu prestiżu w Polsce i Europie.
Pańska kadencja upływa pod znakiem fetowania rocznic historycznych. W nadzwyczaj uroczystej oprawie wspominano dzieło: Eugeniusza Kwiatkowskiego, Ignacego Mościckiego, Józefa Bema, Romana Brandstaettera, czy Małkowskiego. Wszyscy rozsławili Tarnów. Czy istnieje postać historyczna związana Tarnowem, która pana, jako prezydenta szczególnie fascynuje?
- Tak, Szczepanik! Patrząc z punktu widzenia moich zainteresowań, absolutne pierwszeństwo ma Jan Szczepanik, który wyprzedził swoje czasy, którego wizje urządzeń, wynalazków sprawiły, że wpłynął na bieg techniki światowej. To ze względu na moją konstrukcję zainteresowań sprawami technicznymi, Szczepanik jest postacią dla miasta szczególną.
A jeśli popatrzymy na poczet burmistrzów, to który z nich jest dla Pana wzorem?
-Najwięcej, podczas mojej kadencji mówiło się o burmistrzu Tertilu. Również, jako burmistrzu wolności, odnowicielu, postaci, która rozbudowała, przebudowała, unowocześniła Tarnów. Dzieło jest oczywiste i nie miałbym śmiałości porównywać się z taką postacią.

11.Telefon od trędowatego (frg)
Barbara M. Stryjewska
Bardzo często stawia diagnozę: trąd. Ta tajemnicza, znana od czasów biblijnych choroba, pozostaje nadal nieujarzmiona. Największe ogniska trądu istnieją w Indiach, Brazylii, Madagaskarze i wyspach Pacyfiku jak (Marshal Islands, Federal States of Micronesia). W USA rejestruje się około 150 nowych zachorowań rocznie z tego 80 procent przypadków stanowią emigranci.
Barbara M. Stryjewska - tarnowianka, lekarz onkolog, w 2002 roku rozpoczęła pracę w National Hansen’s Disease Program (Narodowy Program Leczenia Choroby Hansena). W chwili obecnej – mówi - nasz program jest jedynym ośrodkiem klinicznym w Stanach Zjednoczonych, który przyjmuje ciężkie powikłania trądu do leczenia szpitalnego. W wielu krajach chorobę Hansena leczy się ambulatoryjnie i kwarantanna nie jest wymagana. Mój najstarszy pacjent ma 101 lat i poza znaczącym ubytkiem słuchu pozostaje zupełnie sprawny.
O losie ludzi chorych na trąd czytamy w Biblii. Odtrąceni przez najbliższych i społeczność budzili lęk. Dzisiaj diagnoza wywołuje zdumienie i szok, ale w 21 wieku lekarz ustala skuteczną terapię.
Warto przypomnieć pionierów zorganizowanej opieki nad ta grupą chorych. Ludzie dotknięci trądem żyjący pod koniec XIX wieku w Stanach Zjednoczonych nie mieli formalnej opieki lekarskiej i nawet znalezienie schronienia dla chorych stało pod wielkim znakiem zapytania. Dr I. Dyer, dermatolog ze Szkoły Medycznej (Tulane University Medical School)w Nowym Orleanie usiłował wykupić dom w mieście na przytulisko dla chorych ale nie można było znaleźć żadnej posesji na sprzedaż bo mieszkańcy obawiali sie jakiegokolwiek kontaktu z trędowatymi. Z początkiem lat 90. XIX stulecia urząd stanu Luizjany z inicjatywy dr Dyera wykupił opuszczoną plantacje trzciny cukrowej położonej wzdłuż rzeki Missisipi pomiędzy Nowym Orleanem a Baton Rouge. Rzeka Missisipi tworzy w tym miejscu wąskie zakole, tak, że ogrodzenie zbudowano na ograniczonym obszarze a ludziom okolicznym powiedziano, że będzie tam farma strusi. Pacjentom w Nowym Orleanie oznajmiono, że mogą dobrowolnie przenieść się do nowego domu, ale tylko 7 osób zdecydowało się na ten krok. Nocą, w 1894 roku 5. mężczyzn i 2 kobiety zostało zaokrętowanych na barkę, która popłynęła w górę rzeki Missisipi. Następnego dnia barkę spalono, gdyż obawiano się zarażenia trądem. Warunki życia na opuszczonej plantacji były ciężkie.

12.W salonie dla gołębi (frg)
Wojciech Daniel
Dach to korona albo inaczej - głowa domu. Co kryje się pod mansardową konstrukcją, czy warto zajrzeć do środka przez lukarnę, a może przez wole oczka kokietujące przechodnia z wysokości symetrycznych połaci czterospadowego dachu, a ten szczegół- facjatka, czyż nie rozbudza marzeń o własnym kącie? Okna i okieneczka zabite są deskami, strzępem dykty albo skrawkiem szkła, nikt przez nie zagląda a wewnątrz ogromnej przestrzeni, kłęby kurzu, plątanina sznurów między popękanymi belkami, czasem gruchające gołębie, z mniej romantycznymi śladami bytowania.
Wojciech Daniel – prezes Tarnowskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego, rzeczoznawca nieruchomości spojrzał na wiekowe kamienice z góry, odkrywając z sentymentem i realizmem szansę na odzyskanie nieprzeliczonej ilości mieszkań.
Lofty i poddasza użytkowe to wyznacznik ekstrawagancji i ekskluzywnego stylu życia, tyle, że w Nowym Jorku lub Paryżu. Ma Pan sentyment do takich miejsc?
- Mam zamiłowanie do oglądania starych kamienic. Podziwiam plastykę elewacji, gzymsy wokół stolarki, boniowanie i finezyjnie rzeźbienia na przykład bram wejściowych, filigranowe balkoniki, czyż nie jest to piękne? Chodzę po Tarnowie, moim rodzinnym mieście i dostrzegam urodę kamienic, zwłaszcza tę urodę mocno poszarzałą, lubię patrzyć na Stare Miasto.

13.Książka to rzeźbiarz ludzkiej osobowości (frg)
Zbigniew Marcinkowski
Mówi, że w bibliotece musi pachnieć sterylną czystością, dodaje, że dba o to, by książka „zaczytana” została usunięta i zastąpiona nowością wydawniczą. Wyliczając inne pedantyczne nawyki, mimochodem przyznaje się, że nie czyści już pastą zelówek butów, w wojsku z zapałem oddawał się tej czynności; by po każdym koncercie mundur galowy i obuwie doprowadzić do nienagannego stanu, bo jeśli uprawia się sztukę, jej dopełnieniem musi być perfekcyjny wygląd. Podobnie jest z książką. Czyż może dziwić, że w niewielkiej miejscowości urządził bibliotekę w stylu harwardzkim?
Zbigniew Marcinkowski - absolwent Studium Bibliotekarskiego w Krakowie, Instytutu Informacji Naukowej i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz tarnowskiej szkoły muzycznej, kustosz biblioteki doskonale wpisuje się w poczet indywidualności, jakich wydał Radłów. Z ziemi radłowskiej pochodzą niezwykle utalentowani ludzie, niektórzy sięgnęli po najwyższe tytuły w swoich profesjach.
Jak wytłumaczyć ten fenomen?
- Czytając historię Radłowa i okolic, dotarłem do źródeł, które potwierdzają, że Radłów był przed wiekami kolebką myśli, wiedzy i umiejętności. Wszystko to wzbudzało zaciekawienie europejczyków, którzy odwiedzali Radłów by wzbogacić swoje umysły. Niektórzy, ulegając urokowi okolicy pozostawali tu na zawsze. Zakładali rodziny a ich potomkowie mieli już chyba w genach zapisaną chęć uczenia się. Kolejne pokolenia wydały sławy. Czyż nie warto przyjrzeć się tej małej ojczyźnie, która przed wiekami zafrapowała swoją urodą cudzoziemców?
Oczywiście, że warto.

14.Przeżyć jedno życie (frg)
Zbigniew Martyka
O swoich zasadach mówi otwarcie i według tych zasad postępuje. Jasno precyzuje poglądy, wyklucza konformizm. Za nic ma „poprawność polityczną”, która bałamuci, narzuca nieszczerość, zamyka usta.
Dr n.med. Zbigniew Martyka powtarza: mam jedno życie i mam tylko jedną szansę przeżyć to życie w sposób dobry, uczciwy.
Cieszysz się opinią znakomitego lekarza, ale też i katolika, który bez skrępowania mówi o wierze, cytując Biblię. Kiedy ukształtowałeś tak jasne poglądy?
- W młodości potrafiłem być trzpiotem, urwisem i psotnikiem, w szkole podstawowej i liceum nie było jakiś szczególnych momentów przełomowych, natomiast w miarę upływu czasu zaczynałem coraz poważniej myśleć o życiu. Moje poglądy kształtowała literatura. Czytając o kimś, kto mnie zafascynował, długo analizowałem te treści, starając się wdrożyć do swojego życia wszystkie ideały, jakimi żył bohater książki. Jedną z pierwszych osób, które mnie zafascynowały była osoba święta - św. Teresa z Lisieux. Gdy przeczytałem jej biografię, zachwyciłem się tą postacią. Jej życie duchowe było naznaczone ogromną wartością, czymś nieprzemijającym i właśnie to mnie zafascynowało. Byłem w liceum. Pamiętam, że z wielką, nabożną czcią się do niej zwracałem i zacząłem poważniej traktować sprawy wiary.
W hierarchii lekarskiej zaszedłeś wysoko.

– Powoli, etap po etapie. Najpierw zdobyłem I stopień specjalizacji z chorób wewnętrznych; to jeszcze w jednostce wojskowej. W Wojskowym Szpitalu Uzdrowiskowym w Krynicy przygotowywałem się do II stopnia i równocześnie pisałem pracę doktorską. Namówił mnie do tego profesor Józef Knap z kliniki chorób zakaźnych w Warszawie; cudowny, ciepły, niezwykle życzliwy człowiek, który zgodził się zostać moim promotorem. Sam nie pomyślałbym wtedy o doktoracie, miałem dopiero trzydziestkę na karku. Wspólnie wyszukaliśmy bardzo interesujący temat, możliwy do realizacji w  uzdrowisku. Praca doktorska miała m.in. pokazać korzystny wpływ mikroelementów zawartych w wodach mineralnych na stan zdrowia pacjentów po usunięciu pęcherzyka żółciowego. Aby zgromadzić niezbędny materiał doświadczalny, musiałem przebadać kilkuset kuracjuszy. Pewnego dnia niespodziewanie przeniesiono mnie na stanowisko lekarza zakładowego, co uniemożliwiało mi kontakt z pacjentami naszego szpitala.

15. Klienta trzeba poszukać
Józef Sowa
Życie toczy się wokół dwóch symboli - ptaka i drapieżnika, sowa i lew, symbol mądrości i tajemniczości oraz siły i władzy. Lew jest zawsze taki sam, metaliczny, w pozycji stojącej, oparty na tylnych łapach, pręży się przed niewidzialną zaporą, chroniąc miękką linie karoserii, wizerunków sów jest wiele, setki. Obrazy, rzeźby tworzą osobliwą kolekcję – wizytówkę nazwiska.
Józef Sowa, właściciel kompleksu motoryzacyjnego na granicy Wojnicza i Mikołajowic, mówi, że już jako młody chłopiec interesował się budową samochodu.
Uczeń szkoły podstawowej, Pana rówieśnik sprzed kilkudziesięciu lat, mija w drodze do szkoły sznur samochodów i potrafi rozróżnić dziesiątki marek, czasem doskonale się orientuje w nowinkach motoryzacyjnych światowego rynku. A jak to było dawniej?
- W czasach mojej młodości nie było tak dużo samochodów, ale ja miałem kontakt z autem już jako siedmiolatek. Moja rodzina była w posiadaniu własnego pojazdu już w latach w latach 60. Jeździliśmy „Warszawą”. Już wtedy motoryzacja zafascynowała mnie do tego stopnia, że nie wyobrażałem sobie innego zawodu. Postanowiłem kształcić się w tym kierunku, jednak, podobnie jak samochodów, tak i szkół było o wiele mniej niż teraz.  Szkoły o profilu samochodowym nie było ani w Tarnowie ani w Krakowie. Technikum motoryzacji istniało natomiast w Nowym Sączu i bez zastanowienia, nie zważając na dojazd, wybrałem je, zdobywając dyplom w 1973 roku. Zawodu nigdy nie zmieniłem, ale droga od mechanika do dilera jest długa.
Pracowałem w dwóch spółdzielniach od 1973 do 1982, poczym rozpocząłem własną działalność, kolejna data to 1994 roku, kiedy to otrzymałem licencję autoryzowanego przedstawiciela firmy peugeot.
Chcąc otworzyć prywatną działalność, a z tym się liczyłem, przepracowałem siedem lat w jednostkach uspołecznionych. Taki był wymóg. Rzemieślnik musiał mieć praktykę i było to dobre, bo poznawał zakres usług od podszewki. Dzisiaj otwiera się działalność i nikt nie pyta o doświadczenie zawodowe, zdarza się, że poziom wiedzy właściciela na temat branży, jaką reprezentuje, jest wątpliwy.
Ponad dziesięć lat zajmowałem się głównie naprawą samochodów różnych marek. Praca wyglądała zupełnie inaczej niż dzisiaj. Warunki, w jakich ja naprawiałem samochody, są nieporównywalne do obowiązujących standardów. Mój mechanik pracuje w dobrze wyposażonym warsztacie, stanowisko spełnia surowe wymogi bhp. My zaczynaliśmy pracę na różnych najazdach, kanałach, gdzie było zimno, nawet w lecie.
Na pewno odczuwam tamte czasy w kościach i kręgosłupie (śmiech).


na podstawie materiałów
nadesłanych przez autorkę


foto by Paweł Topolski





piątek, 11 lutego 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -