Blog > Komentarze do wpisu

-> Z czego żyją polscy pisarze?

Oto fragment wywiadu  z pisarką i poetką Tamarą Bołdak-Janowską przeprowadzonego w Dużym Formacie (GW z  20 stycznia 2011) przez Katarzynę Surmiak-Domańską. Była pani nominowana do najważniejszych nagród literackich: Cogito, dwa razy do Angelusa i do ostatniej Nike. Przez 15 lat wydała pani 14 tomów poezji i prozy. Czy to możliwe, że nigdy nie dostała pani za nie honorarium?
- O, przepraszam! Pięć lat temu dostałam 280 złotych za humoreskę "Kto to jest ten Jan Olik?" od Oficyny 21. Generalnie jednak wchodzę na rynek przez wytrych. Albo znajdę sponsora na druk, albo zaprzyjaźnione wydawnictwo jak Borussia z Olsztyna czy raz Ruta Olgi Tokarczuk wyda mnie na własny koszt, ale w niewielkim nakładzie, no i zwykle bez wynagrodzenia dla mnie. (...) Nie dostaje pani honorariów, omijają panią nagrody. To jak pani trwa? - Z kubeczkiem, z gąbeczką. Oszczędzamy z mężem wodę. Gorącej staramy się za często nie odkręcać, podgrzewamy zimną na gazie, bo gaz mamy wliczony w czynsz. Wieczorami czytam przy minimalnej lampce. Górne światła włączam tylko wtedy, kiedy nie mogę czegoś znaleźć. Używam też świeczek. Otrzymywałam kiedyś dary od Niemców i w tym dużo świeczek. Żyjemy z emerytury męża, 1200 złotych. Czasem wpadnie mi kilkaset złotych za eseje, które pisuję do "Czasopisu", pisma polskich Białorusinów. Na napisanie "Utopii" i cyklu rozmów "Co dobrego było w peerelu" otrzymałam stypendium z Ministerstwa Kultury. Raz dostałam zasiłek z pomocy społecznej.  Z kolei  Małgorzata Żakowska w tejże czwartkowej Gazecie Wyborczej dywaguje: „Napisałeś książkę? Pożyjesz 100 dni.” - Niektórzy mówią, że prawdziwy pisarz musi zaznać głodu. I coś w tym jest - mówi Jerzy Pilch. - Dorabianie w różnych miejscach może inspirować - mówi Agnieszka Drotkiewicz. - Honorarium za książkę starcza mi na miesiąc życia - mówi Janusz Rudnicki.



Od 20 lat wolny rynek decyduje w Polsce o tym, który z pisarzy może pozwolić sobie na twórczość w komforcie. Najlepiej radzą sobie oczywiście autorzy literatury przygodowej czy romansów, tacy jak Małgorzata Kalicińska, których książki są przerabiane na seriale. - Autor literatury wysokiej z pisania się nie utrzyma, nawet jak jego książki mają przyzwoite nakłady - mówi Jerzy Pilch. - To jest ryzyko, nieregularność wypłat, kombinowanie, żeby starczyło. Ja to ryzyko - powiedzmy - niestabilności w pewnej mierze łagodzę związkami z kolejnymi redakcjami. Teraz z "Przekrojem". Pasują mi cotygodniowe występy, nie jest tak, że felietony muszę dla socjalnego bezpieczeństwa, a książki chcę dla artyzmu. Obie rzeczy jednako ważne dla mnie.
Ale nie zawsze szło tak gładko. Kiedyś Pilch imał się różnych zajęć. - Byłem naukowcem na Uniwersytecie, sprzedawcą w galerii Mleczki, stróżem w starej bibliotece w kościele ewangelicko-augsburskim w Krakowie. Z pisania w sensie ścisłym dawało się niekiedy żyć publikując w podziemiu czy na emigracji. Ewidentnie dobra strona stanu wojennego. Honoraria wcale nie były wtedy na ostatnim miejscu, zwłaszcza przy ówczesnym przeliczniku. Za 200 dol. można było wtedy ho ho, a nawet więcej.

Chcesz zarobić? Przetłumacz instrukcję obsługi
Czy początkujący pisarz może żyć dziś w Polsce tylko z pisania?

- To zależy, czy ma mieszkanie po dziadku, czy na kredyt, jak wysoka jest rata, czy opłaca składki na ubezpieczenie. Zależy, czy żyje oszczędnie, czy rozrzutnie, sam, czy z kimś itd. - mówi Agnieszka Drotkiewicz ("Teraz"). - Myślę, że większość autorów - nie mówię o autorach bestsellerów - dostaje zaliczki pomiędzy 3 a 6 tys. zł, i na zaliczce często się kończy. Można za to żyć średnio pewnie od miesiąca do trzech.

Janusz Rudnicki, autor nominowanej do Nike "Śmierci czeskiego psa", mieszka na stałe za granicą. Honoraria, które dostaje za książki, wystarczą na miesiąc życia. - Moje główne źródło utrzymania to tłumaczenia techniczne dla jednego z niemieckich biur. Dużo tłumaczę o akumulatorach, są też instrukcje dołączane do leków, a ostatnio nawet coś o kawie Tchibo. Z tego żyję.

Większość twórców za największy problem uważa brak zaplecza socjalnego. Drotkiewicz: - Kobiety, także pisarki, zachodzą w ciążę. Na etacie dostają płatny urlop macierzyński, bez etatu - szukaj wiatru w polu.

Rudnicki ubezpiecza się w Niemczech, należy do Socjalnej Kasy Artystów. Niełatwo jest się tam dostać. Najpierw trzeba ustalić z Kasą swój status (Rudnickiego to "pisarz i publicysta"), potem udowodnić, że naprawdę uprawia się ten rodzaj działalności artystycznej. Składki, które płaci się Kasie, zależą od wysokości zarobków, ale są dużo niższe niż te, które artyści mogą płacić ZUS-owi w Polsce. Rudnicki płaci 40 euro miesięcznie.

- W Niemczech kultura jest nie tylko ważną gałęzią gospodarki, do czego dążymy także w Polsce, ale przede wszystkim inwestycją - mówi tłumaczka Joanna Czudec. - Pisarze mogą liczyć na bardzo rozbudowany system stypendialny. Przyznają je landy, domy pisarzy, fundacje, takie jak im. Heinricha Bolla czy Roberta Boscha, ale także ponadlandowe fundacje związkowe. Do tego dochodzą nagrody - praktycznie każde miasto ma swoją nagrodę literacką.

Bogaty pisarz? Tylko w Hiszpanii
W Szwecji z kolei od ponad 60 lat istnieje Sveriges Författarfond (Fundacja Pisarzy Szwecji), która dwa razy do roku przyznaje stypendia pisarzom i tłumaczom. W sumie to ok. 40 mln koron szwedzkich (20 mln zł) rocznie.

Skąd te pieniądze?

- Mamy rodzaj umowy między państwem i organizacjami autorskimi - mówi Anders Bodegard, tłumacz m.in. Szymborskiej, Kapuścińskiego i Gombrowicza. - Za każdą wypożyczoną w bibliotece publicznej książkę szwedzkiego autora państwo przekazuje fundacji ok. 1,2 korony (70 gr), w sumie wychodzi ok. 126 mln koron rocznie. 70 proc. tej kwoty wraca do autorów książek, 30 proc. idzie na stypendia. Każdy autor, który napisał lub przetłumaczył książkę dostępną w bibliotece, może ubiegać się o stypendium - na początek roczne, potem 2-letnie, 5-letnie, a później nawet trwające do emerytury. Ja sam należę do tej ostatniej grupy. Stypendium pokrywa jakieś 30 proc. moich wydatków na życie. To dużo.

Prawdziwym rajem dla pisarzy jest Hiszpania. Podobnie jak w Niemczech istnieje tam rozbudowany system stypendialny, dziesiątki nagród literackich (za tymi najbardziej prestiżowymi idzie także intensywna promocja autorów).

- Hiszpania rozpieszcza swoich pisarzy - mówi Tomasz Pindel, tłumacz i pracownik Instytutu Książki. - Nawet małe miasteczka organizują literackie konkursy i przyznają nagrody literackie. Zanim Chilijczyk Roberto Bolano osiągnął swoją pozycję w świecie literatury, przez lata żył w Hiszpanii właśnie z takich konkursów. Hiszpańskie dzienniki mają spore dodatki o książkach, jest też wiele niezależnie wydawanych magazynów literackich, od kolorowych, podobnych do naszego "Twojego Stylu" - i sprzedają się z podobnym powodzeniem - po bardziej poważne. To ewenement na skalę europejską. Hiszpańscy pisarze pracują z reguły na uniwersytetach i intensywniej niż w Polsce współpracują z mediami. Gorzej wygląda sytuacja pisarzy w Ameryce Łacińskiej. Państwa niewiele robią, aby im pomóc, ale z drugiej strony są to kraje, które rodzą dziś najwięcej talentów. Zanim pisarze latynoscy osiągną sukces na rynku hiszpańskim, są bardziej autentyczni, osadzeni w rzeczywistości. Hiszpania szybko ich w sensie twórczym deprawuje, zaczynają myśleć komercyjnie. Bo w krajach o dużych rynkach wydawniczych prosperuje grupa pisarzy skoncentrowanych na pisaniu popularnych podróbek - w Hiszpanii kilka miesięcy po ukazaniu się "Kodu Leonarda" Dana Browna księgarnie zostały zasypane rodzimymi książkami na podobny temat.

Jaka część literatów głoduje z lenistwa?
Za "Pod mocnym aniołem" (Wydawnictwo Literackie, 2000) Jerzy Pilch otrzymał literacką nagrodę Nike. Na kolejną książkę dostał 200 tys. zł zaliczki ("Narty Ojca Świętego", Świat Książki, 2004). To jak dotąd rekordowa kwota. Czy to Nike podniosła stawkę? - Pyta pani ciągle o kasę, która - rzecz jasna - jak jest, trochę potworność losu łagodzi, ale tylko trochę. Prawdziwe problemy prawdziwego pisarza są gdzie indziej. Nawet jak wieczorem dostaje Nike albo Nobla, następnego dnia, góra trzeciego już powinien zapierdalać z robotą. Demony niemocy, zapaści twórczej, sklerozy udaremniającej snucie barwnych opowieści, demony starczego zdziecinnienia, demencji, a najbardziej pychy patrzą nań łakomie. Zwłaszcza tych, co za bardzo świętują mają na oku. Polscy autorzy literatury "poważnej", by zapewnić sobie niezależność twórczą, wciąż dorabiają, nie koniecznie pisząc.

- Taki patchwork finansowy, zarabianie w różnych miejscach nie jest złe, uczy zaradności, wyrabia inwencję, czasem inspiruje - mówi Drotkiewicz. - Z drugiej strony lęk przed przyszłością, jaki towarzyszy nieuregulowanej sytuacji socjalnej, zwłaszcza kiedy zaczynamy się starzeć - a w przypadku kobiet, jak zauważył Houellebecq, ten proces zaczyna się po 25. roku życia - w pewnym momencie przestaje być motywujący. Czy dobry pisarz może być w ogóle bogaty? - Niektórzy mówią, że prawdziwy pisarz musi zaznać głodu. I coś w tym jest - mówi Pilch. - Ale jednak był na przykład Tołstoj i na przykład Mann, zamożni arystokraci, a przy tym geniusze. To bywa rzadko, ale jednak bywa. Prawdziwa literatura tryumfuje nawet wśród milionerów. Jak pracują rzetelnie, ma się rozumieć. Oczywiście na ogół się nie przelewa, ale nie chce się jeszcze bardziej. Jaka część głodujących rzesz literatów głoduje z lenistwa? 95 czy tylko 92 procent? Czekając na natchnienie można się jednak gdzieś zatrudnić. Miłosz wykładał, Gombrowicz mordował się w banku, Kafka w ubezpieczalni, owszem długo nie pożył, ale jednak z innego powodu.


Magdalena Żakowska
źródło: Gazeta Wyborcza





sobota, 05 lutego 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

    Boże Ciało to zwyczajowa nazwa katolickiej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, zwanej również Świętem Najświętszego Ciała Chrystusa. Jest to święt



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -