Blog > Komentarze do wpisu

-> Walentynki z Vadimem Brodskim (cz.2)

GALA: Pisze się o tobie: „wybitny skrzypek pochodzenia ukraińskiego albo ukraińsko- -polskiego”. Czasem występujesz jako artysta rosyjski. Kim się czujesz?
VADIM BRODSKI: Od 13 lat jestem obywatelem RP. Urodziłem się na Ukrainie w rodzinie o żydowskich korzeniach. Czuję się Polakiem, absolutnie! Co prawda nie wszystko mi się w Polsce podoba. Nie lubię tzw. patriotyzmu przyprawionego wielką dawką szowinizmu. Trochę zdrowego szowinizmu przydaje się tylko podczas mistrzostw w piłce nożnej. Ale kiedy jestem za granicą, nie daj Boże, jak ktoś powie złe słowo na Polskę! Zagryzę.

GALA: Mimo to nie mieszkasz w Polsce, tylko we Włoszech, w Rzymie.
VADIM BRODSKI: Do 1986 roku, czyli przez 5 lat, mieszkałem na Ursynowie. W domu nie miałem telefonu. I to był problem. Jest nagłe zastępstwo, menedżer bierze listę artystów i dzwoni. Nie masz telefonu? Do widzenia. Teraz, w dobie komórek i internetu, nie ma znaczenia, gdzie mieszkasz. Kiedy wygrałem konkurs im. Paganiniego, otrzymałem we Włoszech mnóstwo propozycji koncertowych. Więc zamiast szarpać się z PAGART-em, w tamtych czasach monopolistą w organizowaniu koncertów i załatwianiu paszportów, wyjechałem. Dwa, trzy razy w roku wracałem tu na koncerty. Polscy koledzy mieszkający za granicą śmiali się ze mnie, bo za koncert dostawałem tu 12 dolarów. Ale lubiłem grać w Polsce. Lubiła mnie też publiczność.

GALA: Jesteś szczęściarzem?
VADIM BRODSKI: Przeciwnie. Szczęścia nie mam nawet w kartach. Bo do tego wszystkiego grałem w oczko. Najpierw z chuliganami z podwórka. Na pieniądze. Jak ktoś przegrywał, szedł kraść albo brał udział w napadzie. Wieczorem moją ulicą ludzie bali się chodzić. Mały Bronx. Niedaleko było słynne więzienie Łukianowka, wielu tam później trafi ło. Kiedyś moi starsi kumple tak pobili chłopaka, że został kaleką. Gdy miałem 25 lat, zrozumiałem, że gra w karty nie jest zajęciem dla mężczyzny. Ale do dziś uwielbiam obserwować grających. Teraz jadę na koncerty do Los Angeles. I już zaplanowałem dwudniowy wypad do Las Vegas.

GALA: Będziesz grał?
VADIM BRODSKI: Na przegranie przeznaczam zawsze 50 dolarów. Dziś to tylko 110 złotych, ale ta suma nadal robi na mnie wrażenie.

GALA: Dostałeś lekcję życia?
VADIM BRODSKI: Dwie. Pierwszą, gdy miałem 24 lata. Wygrałem ogólnoradziecki konkurs dla skrzypków i chciałem lecieć na kolejny do Genui. Pierwsza nagroda wynosiła 10 tys. dolarów! W duchu już ją dostałem i podzieliłem pieniądze: bratu kupiłem mieszkanie, a sobie samochód. Miałem już bilety na samolot. A tu przychodzi moja profesorka i płacze: „Cofnęli ci paszport”. Wpadłem w histerię. Drugą lekcję dostałem trzy lata później. W 1977 roku wygrałem konkurs im. Wieniawskiego i otrzymałem wiele propozycji koncertów w Europie i Polsce. Przyjaciele radzili, bym je odbył i dopiero wrócił do Kijowa. Ale ja chciałem się pochwalić. Za nagrodę można było kupić półtora samochodu, czyli fiata 125p i malucha. A ja wszystko roztrwoniłem! Nakupiłem prezentów dla rodziców, znajomych i na 10 dni pojechałem do domu. Na cztery i pół roku cofnięto mi paszport. Bajka się skończyła. Trzeba było za coś żyć. Jeździłem z koncertami po Syberii. Już nie jako solista, tylko akompaniator śpiewaków ludowych.

GALA: Byłeś lojalnym obywatelem Związku Radzieckiego?
VADIM BRODSKI: W sumie tak. Czasem tylko opowiadałem antysowieckie kawały. Ktoś napisał na mnie donos. Na 99 proc. agent KGB, który podczas konkursu w Polsce pilnował naszej grupy, Saszka Kremniow. Napisał, że moje zachowanie nie odpowiada wzorcom obowiązującym w socjalistycznym państwie. A wcześniej zażądał łapówki – 20 proc. od nagrody. Dałem 10 plus rzeczy, które wypraszał ode mnie w sklepach – radio, dżinsy, perfumy w Peweksie. To było za mało!

GALA: Muzyka, karty, sport… A kobiety? Miałeś jeszcze czas na kobiety?
VADIM BRODSKI: Byłem normalnym młodym człowiekiem. Chodziłem z dziewczynami do kina, na spacery. Ale moją ukochaną były skrzypce. W języku rosyjskim są rodzaju żeńskiego.

GALA: Kiedy po raz pierwszy poczułeś się mężczyzną?
VADIM BRODSKI: W pełni odpowiedzialnym człowiekiem, mężczyzną – dopiero kiedy urodził się mój syn.

GALA: Matka twoich dzieci jest Włoszką, czy jest również muzykiem?
VADIM BRODSKI: Tak, gra w kwartecie smyczkowym muzykę barokową. Uczy też w szkole.

GALA: Jakim jesteś ojcem?
VADIM BRODSKI: Czułym. W ciągu 10 lat może dwa razy podniosłem głos na syna. Zastanawiam się, czy Julian nie jest za grzeczny, bo dziś trzeba się rozpychać łokciami. Martwię się, jak poradzi sobie w życiu. Dwa tygodnie temu poprosił, żebym go uczył grać na skrzypcach. Mam nadzieję, że zapał mu nie minie i że nie jest jeszcze za późno. Wcześniej nie miał na to ochoty i wydawało mi się, że nie ma słuchu. Teraz okazuje się, że ma. Śpiewa tak czyściutko! Wkrótce zacznę też uczyć ukochaną Małgosię, czyli Margheritę, która ma pięć lat. Choć wiem, że bycie muzykiem to inwestycja o wielkim ryzyku. Bo albo jest się wybitnym muzykiem, albo...

GALA: Co chcesz przekazać dzieciom?
VADIM BRODSKI: Radość życia, optymizm. Przede wszystkim chcę, żeby dzieci przejęły ode mnie pogodę ducha. Reszta to loteria.

GALA: Co wypełnia ci życie prócz muzyki?
VADIM BRODSKI: Historia. Fascynują mnie najbardziej krwawe lata 30. w Związku Radzieckim i okres Chruszczowa. Interesuje mnie też historia starożytnego Rzymu.

GALA: Masz niewielkie mieszkanie w Warszawie. A jak mieszkasz w Rzymie?
VADIM BRODSKI: W mieszkaniu na wysokim piętrze z ogromnym tarasem, 78 metrów kwadratowych z widokiem na góry. Rośnie na nim mnóstwo roślin, są nawet cytryny i palmy wysokie na dwa i pół metra.

GALA: Jaki smak ma twoje życie?
VADIM BRODSKI: W sumie słodki. Artur Rubinstein powtarzał: „Ceń to, co masz, bo mogło być gorzej”. Do dziś mógłbym być solistą Filharmonii Kijowskiej ze wszystkimi konsekwencjami, które z tego faktu wynikają. Zawsze o tym pamiętam.

GALA: Szedłeś jak burza, wygrywałeś wszystkie konkursy skrzypcowe, grałeś w najlepszych salach koncertowych. I nagle twoja kariera się zatrzymała. Dlaczego?
VADIM BRODSKI: Nie uważam, że moja kariera się zatrzymała. Kariera, jak giełda, raz idzie mocno w górę, raz się zatrzymuje. Jest mały spadek i znowu pnie się do góry. Mam fantastyczny okres! Nie pamiętam już, kiedy jesienią miałem tak dużo koncertów. Poza tym jeszcze nie wieczór, nawiązując do tytułu filmu o aktorach emerytach ze Skolimowa. Najlepszy koncert jeszcze przede mną. Wierzę, że dojdzie do sytuacji, kiedy to ja będę wybierał orkiestry, a nie orkiestry mnie. Jasne, że nie wszystkie szanse wykorzystałem. Ale czy są artyści, którym się to udało? Chyba że mieli mocne plecy i twarde łokcie. Rocznie gram 40–45 koncertów. Obecnie mam kalendarz wypełniony na półtora roku naprzód. Ale prawdziwy artysta zawsze cierpi na niedosyt. Marek Kondrat oznajmił, że nie wróci do zawodu aktora. Ja nie mógłbym zdecydować się na coś podobnego. Dla mnie koncertowanie to kwintesencja egzystencji.

GALA: Kiedy teraz wracasz do Warszawy, co przykuwa twoją uwagę?
VADIM BRODSKI: Niczym nieuzasadnione wysokie ceny kawy, wściekłe ceny win w restauracjach i korki na ulicach. Co prawda w Rzymie również one są. Kiedyś spędziłem w korku sylwestra. Ugrzęzłem na dwie i pół godziny. Na szczęście miałem ze sobą kilka szampanów. Nastawiłem radio i otwierałem kolejne butelki. Obok samochodu stali Japończycy. Wypili wszystko! Zawsze lubiłem towarzystwo. W latach 80. w Warszawie potrafiłem po koncercie zaprosić do restauracji ze 40 osób. Było wesoło. Teraz wolę kameralne grono.

GALA: Byłeś królem życia...
VADIM BRODSKI: Nie, chciałem podzielić się z kimś swoją radością.

GALA: Czy przyjaciele, którzy z tobą biesiadowali, później cię kiedyś zawiedli?
VADIM BRODSKI: Większość nie. Dzwonimy do siebie, czasami się spotykamy. Nie mam wielu przyjaciół, ale za to kilku prawdziwych. To m.in. Jerzy Hoffman, Jan Wołek, Krzysztof Mroziewicz. I mnóstwo znajomych. Lubię żartować. Gdy rozmowa idzie w niebezpiecznym kierunku, rozładowuję sytuację dowcipami. Podobno nie ma lepszego kawalarza niż Marek Kondrat. Nie miałem okazji z nim się zmierzyć, a chętnie przystąpiłbym do pojedynku.

GALA: A po co tobie, wybitnemu skrzypkowi, udział w telewizyjnym show „Gwiazdy tańczą na lodzie”?
VADIM BRODSKI: Po pierwsze, chodzi o pojedynczy występ, a nie o udział w konkursie. Po drugie, nie mam oficjalnego zaproszenia, więc ten temat na razie nie istnieje. Wciąż jeżdżę na łyżwach i rolkach. Chcę udowodnić, że jednocześnie potrafię jeździć na łyżwach i grać na skrzypcach.


Rozmawiała: Aleksandra Szarłat
(GALA)




sobota, 19 lutego 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -