Blog > Komentarze do wpisu

-> Prezydent czyli żurek, kiełbasa i sznurek

Tak najlakoniczniej można by skomentować ostatni sukces naszego magistratu, czyli przymusowe przeniesienie, a raczej przesiedlenie ostatniego bastionu rodzinnego handlu i rodzimej przedsiębiorczości czyli tzw. Targowicy z alei Matki Boskiej Fatimskiej na peryferie czyli chyszowskie pola. Tak oto rękami prezydenta Ścigały sąsiadujące z dotychczasowym targowiskiem okoliczne super i hiper markety oraz galerie pozbyły się znaczącej konkurencji. Gwoli ścisłości dodać należy, że swój interes miał też w tej handlowej eksterminacji pobliski kościół M. B. Fatimskiej, który nierzadko przegrywał frekwencyjnie z niedzielnym bazarem. No cóż, nie udało się zlikwidować Burku, ofiarą padła Targowica. Ciekawe, ile jeszcze miejsc pracy muszą stracić tarnowscy kupcy (i nie tylko), aby tzw. elektorat zorientował się na kogo głosował… Bo jak na razie bezrobocie w Tarnowie rośnie lawinowo, a nowych, prawdziwych miejsc pracy nie widać. Kto może wyjeżdża, kto zaradniejszy ląduje w szarej strefie. A pozostali żyją z rent i emerytur. I to dla nich jedyną alternatywą przeżycia był, i jeszcze długo pozostanie handel bazarowy…  Jak się okazuje na dotychczasowej Targowicy powstać ma tymczasowy parking, bowiem zaplanowane tam centrum administracyjne na razie nie doczeka się realizacji. Pomysł z parkingiem jest w powszechnej opinii przysłowiowym strzałem kulą w płot, bowiem trudno sobie wyobrazić, że przybywający do Tarnowa od strony północnej będą pozostawiali swoje auta na  odległym od ścisłego centrum, i nie ma co ukrywać mało bezpiecznym, parkingu, i „per pedes” udawać się do sklepów i urzędów, oraz miejsc pracy. Chociaż ten komunikacyjny eksperyment może się udać pod jednym wszakże warunkiem, że najważniejszy miejski urzędnik sam da dobry przykład i będzie zostawiał swój samochód na targowickim parkingu i pieszo udawał się do swojego urzędu przy ulicy Mickiewicza. Ale żarty na bok. Niedzielne otwarcie nowego targowiska w Chyszowie poprzedziła cała wielotygodniowa kampania propagandowa, podczas której szeroko informowano o nowoczesności nowego targowiska. Według magistratu pracę w Chyszowie podejmuje ponadto 130 nowych handlujących. W sumie utworzonych zostało 650 stanowisk handlowych, a w wybudowanym pawilonie jedenaście stanowisk kupieckich oraz usługi gastronomiczne. Na klientów czeka parking o powierzchni 12 tysięcy metrów kwadratowych, a dla niezmotoryzowanych uruchomiona została specjalna linia autobusowa. Autobus wyjeżdżający z pętli przy alei Jana Pawła II pokonywał będzie trasę: Jana Pawła II Elea – Jana Pawła II os. Zielone II – Słoneczna Lwowska – Lwowska Kościół – Lwowska Jasna – Lwowska Krupnicza – Starodąbrowska Mickiewicza – Słoneczna Kościół – Targowica – Mickiewicza Poczta – Szujskiego Klikowska – Szujskiego Rolnicza – Szujskiego Chyszowska – plac targowy Chyszów. Trasa powrotna poprowadzona została od placu targowego Chyszów przez ulice: Mościckiego, Szujskiego, Aleję Solidarności, Starodąbrowską, Lwowską, Słoneczną, Jana Pawła II. Handel na placu targowym Chyszów odbywał się będzie w piątki i w niedziele. W soboty uruchomiona została w tym miejscu giełda samochodowa. Z okazji tego nowego otwarcia wydany został także okazjonalny Biuletyn Targowisk Miejskich „Gazeta Targowa”, zawierający rys historyczny tarnowskich placów handlowych i szczegółowe informacje o tym najnowszym. W dniu inauguracji Chyszowa zarówno na sprzedających jak i na kupujących czekały darmowa grochówka i kiełbaski. A my życząc smacznych zakupów przypominamy piórem Antoniego Sypka i Jerzego Reutera historię bazarowego handlu w naszym galicyjskim miasteczku.


(kliknij w zdjęcie, by przejść do galerii)


Tarnowskie targowiska

    Po placach handlowych dawnego Tarnowa pozostały tylko historyczne nawy: Plac Drzewny, Pod Dębem, Plac Rybny, Chlebowy, Kapłonówka, Targowica. Ostatnia znika właśnie nieśmiertelna Targowica, nieśmiertelna, ale mało kto wie, że jej żywot w tym miejscu, o który nam chodzi, datuje się na koniec XIX w. Kiedy budowano szkołę dla dziewcząt z Grabówki, ludnej dzielnicy rozpostartej po obu stronach ulicy Lwowskiej, zlikwidowano targowicę bydlęcą, która mieściła się dokładnie w tym samym miejscu, w którym dziś stoi budynek szkoły do niedawna im. J. Słowackiego, a obecnie II LO im. Hetmana Jana Tarnowskiego, po południowej stronie szpitala. Szkoła szkołą, ale targowica była ważniejsza. Rozgorzała dyskusja, gdzie przenieść ów handlowy punkt tak, aby zadowolić tarnowian, przedmieszczan i okolicznych rolników. Awantura była niezła.
    Postanowiono ją umieścić przy nowej drodze prowadzącej do Dąbrowy Tarnowskiej, zwanej z czasem Nowodąbrowską. Był rok 1895. Tarnowianie psioczyli i narzekali, ale po paru latach się przyzwyczaili. Targowica leżała na lekkiej górce, a właściwie zboczu tej górki, po jej drugiej stronie był cmentarz wojskowy, dziś są tam działki przy ulicy Dwernickiego. Zostawmy targowicę bydlęcą.
    Mydłem i powidłem handlowano od końca XIX w. na tzw. Kapłonówce, choć tarnowianie woleli mówić Kapłanówka. Był to teren handlowy nad Wątokiem, między młynem Szancera, a zajezdnią tramwajową i szkołą im. Czackiego. Miejsce na targowisko idealne. Zarośla Wątoku pozwalały opić dobry interes i załatwić także sprawy natury troszkę intymnej, a mianowicie płatnej miłości. Na Kapłonowce, obok handlu, stałym elementem byli gracze w trzy karty, w „para nie para”, w guziki. Przez ponad pół wieku, we wtorki i w piątki tarnowianie gościli na Kapłanówce, tam można było się zabawić, pokochać, sprzedać lub kupić dobrze, a nawet wypić. Każdy plac handlowy miał swoich cudaków, wynalazców, grajków, mamów, wróżycieli, nawołujących gawiedź do siebie. No i nieśmiertelne dziady, którzy w dni targowe opuszczali miejsca przy świątyniach i ze swoimi obciętymi kulasami, bez oczu, na szczudłach wzbudzali skuteczną litość w odwiedzających targ.
Kapłanówka przetrwała do lat 50. XX w., zanim nie zaczęto tam stawiać bloków mieszkalnych przy ulicy Kołłątaja. Handlujący z bożej łaski przenieśli się wówczas na wspomnianą wyżej targowicę bydlęcą przy Nowodąbrowskiej. Tak skutecznie zdominowali targowicę, na której coraz rzadziej widziano świnki, cielęta czy konie, że wkrótce dla mojego pokolenia Kapłanówka oznaczała targowicę przy Nowodąbrowskiej.
    Słynny plac handlowy Burek ma stosunkową krótką historię. Zaczęto tam handlować po I wojnie światowej, a opanowano Burek dla handlu już po II wojnie światowej. Burek ze starych placów handlowych broni się najskuteczniej, ale jego dni, a może lata, są chyba policzone. Królem targowisk tarnowskich, a jakże, był Rynek. To najstarsze miejsce handlowe starego Tarnowa. Każda część placu miała swój asortyment. Pod podcieniami handlowano jedzeniem, przy wschodniej pierzei wyrobami stolarskim i szewskimi, przy zachodniej produktami rolnymi, przy południowej garncarze i kowale czy ślusarze wszelkiej maści. Rynek wciągał tarnowian jak magnes, szczególnie w dni targowe. Żydzi, którzy już w okresie międzywojennym nabyli wszystkie kamienice wokół Rynku, czerpali z handlu na Rynku dochody bezustanne, już skoro świt czekali na przyjeżdżających spod Tarnowa, by hurtem kupować od nich towar. Obie strony były zadowolone.
    Na Placu Kazimierza handlowano produktami jakże potrzebnymi. Tu do nabycia zawsze było świeże masło, jaja, sery, mleko, śmietana. Trzy knajpy wokół placu Kazimierza kwitły, zaś dziewczęta spod znaku Wenery na swoje usługi zawsze miały klientów, pod tolerancyjnym okiem Wieszcza.
Tak, place handlowe były w Tarnowie przez wieki miejscem spotkań, podobnie jak dzisiaj portale społecznościowe, miejscem spotkań celebrytów wszelkiej maści, miejscem spotkań januszków, bożych dzieci, dziwaków, pomyleńców, złodziejaszków, urodzonych w niedzielę, utalentowanych grajków, nieśmiałych panienek z okolicznych wsi.
    Odszedł w niepamięć Plac Drzewny, Plac Rybny, Chlebowy, Plac Koński (kto wie gdzie był?), Pod Dębem, Kapłanówka. Targowica odchodzi na naszych oczach, jedynie Burek rozpaczliwie się broni. Władza uszczęśliwia tarnowian, chociaż oni bronią się przed tym szczęściem. Współcześni „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” znać będą te miejsca jedynie z opowiadań, a ich dzieci już pojęcia nie będą o nich mieć. Jaka nazwa przylgnie do nowej targowicy na Chyszowie? Hala Chyszowska na wzór Hali Mirowskiej, a może Plac Chyszowski? Jak znam życie, starzy tarnowianie na targowicę chyszowską będę mówić bez ładu i składu, ale z przyzwyczajenia: „Kapłanówka”.

Antoni Sypek



Kapłanówka

Nazwa dziwna i niejasna dla wielu tarnowian. Jedni twierdzą, że jest związana z tarnowskich kościołem, od którego miasto odkupiło grunty pod plac handlowy, inni wywodzą ją od sprzedawanych na Kapłanówce tłustych kapłonów, czyli specjalnie dla tuczu kastrowanych kogutów. Prawda jednak jest nieco inna. Dzisiaj Kapłanówka, po wielu lokalizacjach, jest bardziej przypisana formie handlowania, niż do konkretnego miejsca. Ale po kolei. Pierwszym placem targowym w Tarnowie, nazywanym „Targowicą” był kawał gruntu mający początek od ulicy Lwowskiej, na wysokości dzisiejszej ulicy Goslara, aż po szpital. Po odkupieniu głównej części owej targowicy pod budowę szkoły J. Słowackiego, plac stał się malutkim przesmykiem pomiędzy Koszarową (Mickiewicza), a Lwowską i przestał spełniać funkcję targu bydlęcego, nazywanego również targiem świńskim. Pod koniec XIX wieku targ został przeniesiony na plac pomiędzy ulicami Nowodąbrowską a Dwernickiego i przetrwał tam po dzień dzisiejszy. W swoich początkach plac ten przylegał do cmentarza wojskowego, który istniał na obecnych ogródkach działkowych. Zupełnie inną historię ma tarnowska Kapłanówka. W 1904 roku Rada Miasta z burmistrzem Rogoyskim na czele podjęła decyzję o zakupie placu pod miejsce zatrzymywania się pojazdów konnych, przyjeżdżających na targi do Tarnowa. Grunt został zakupiony od rolnika tarnowskiego niejakiego Pawła Kapłona – stąd nazwa placu . Już wtedy były plany na rekreacyjny charakter terenu. Proponowano utworzenie alejek spacerowych i niewielkiego zalewu nad Wątokiem. Planowano pływające gondole, plaże i całą sieć małych, przytulnych kawiarenek. Pomysł ten został powtórzony wiele dziesiątek lat później, ale nigdy nie doczekał się realizacji, a szkoda. Plac, o którym mowa, miał lokalizację pomiędzy młynem Schancera, a późniejszą szkołą Czackiego. Po wybudowaniu obok Kapłanówki zajezdni tramwajowej, plac wiele zyskał na atrakcyjności. Oprócz dni targowych, często rozbijały na tym miejscu swoje namioty wędrowne cyrki i lunaparki, a sam charakter handlu powoli przechodził w drobną sprzedaż rzeczy starych i wszelakich, czyniąc z Kapłanówki słynne „mydło i powidło”. Zmorą, która przetrwała do dzisiaj na wszystkich placach targowych, były grasujące szajki złodziejskie i drobni, ale niebezpieczni oszuści. Najwięcej było tak zwanych „nachalników”, którzy dopadali znienacka upatrzone ofiary i wyrywali kobietom torebki z rąk, zdzierali czapki z głów i uciekali w tłum. Byli też tacy, którzy za odpowiednią zapłatę demolowali stoiska handlarzy i wprowadzali na te miejsca swoich zleceniodawców. Częstymi gośćmi Kapłanówki byli tak zwani gracze w trzy karty. Rozstawiali na prowizorycznych stolikach swój interes i głośnym nawoływaniem zwabiali chętnych. Nikt z nimi nie wygrywał, chociaż trafiali się przeciwnicy godni stawienia czoła oszustom. Po kilku wygranych wspólnicy oszusta brali delikatnie „mądralę” pod ręce i prowadzili wprost nad Wątok, gdzie bardzo dosadnie tłumaczyli, kto w tej grze jest górą. Oprócz rzucających trzema kartami byli też „łańcuszkowcy”. Ci oszuści wygrywali zawsze. Ich sposób na wyciąganie pieniędzy od naiwnych polegał na rozkładaniu łańcuszka skręconego w ósemkę na blacie stołu. Klient miał do wyboru dwa oczka i do wybranego kładł odpowiednią kwotę i przytrzymywał palcem. Oszust powoli ciągnął za jeden z końców łańcuszka i jeżeli wybrane oczko zatrzymywało się na palcu gracza, ten odzyskiwał postawione pieniądze z dodatkową równowartością banku. Oczywiście, polegało to wszystko sprycie oszusta, bowiem to on wybierał za który koniec łańcuszka ma ciągnąć. Jednak elitą wśród wszystkich złodziei byli „doliniarze”, czyli kieszonkowcy. Najskuteczniejszymi byli doliniarze z Radomia i Lublina. Potrafili wyciągnąć portfel z najbardziej ukrytych miejsc, pomagając sobie często brzytwą. Tworzyli na prędce sztuczny tłok wokół upatrzonej ofiary i ogałacali ją ze wszystkiego. Mistrz doliniarskiego fachu, niejaki Wiesia z Lublina potrafił zdjąć zegarek z ręki przejeżdżającego rowerzysty, a portfele z tylnej kieszeni spodni wyciągał ofiarom idąc ulicą. Pytany o słynnego w latach międzywojennych Urke Nachalnika, ponoć złodzieja i fachowca, spluwał z politowaniem na ziemię i stwierdzał, że o tym patałachu nie będzie rozmawiał. Kapłanówka przetrwała do roku 1949 i z powodów politycznych przeniesiona na ulicę Brodzińskiego. Jak pisał Stanisław Potępa, relacjonując posiedzenie zarządu miasta – „Chodzi o zlikwidowanie bezmyślnego bezrobocia i włóczęgostwa. W Polsce jest dość pracy dla każdego, kto chce pracować. Ta biedota, jak się wyraził obywatel Kaczorowski, to osoby, które sprzedają starzyznę, mając brylantowe kolczyki w uszach. Rzeczy sprzedawane na Kapłanówce pochodzą niejednokrotnie z rabunków dokonanych w 1945 roku i 1946… chodzi o usunięcie niepożądanego elementu i znalezienia miejsca na bloki mieszkalne dla świata pracy… dla potrzebujących jest opieka społeczna… przemysł w Polsce jest rozwinięty i każdy, kto chce się zaopatrzyć w tekstylia, czy inne przedmioty, może je nabyć w sklepach, bez uciekania się do kupowania tzw. darów amerykańskich.”. W taki oto sposób Kapłanówka stała się ropiejącym strupem na uspołecznionym handlu. Kapłanówka funkcjonowała przy ulicy Brodzińskiego do 1952 roku i chociaż formalnie nie istniała, postanowiono urzędowo przenieść ją na dzisiejszą ulicę Westwalewicza, poniżej Liceum Plastycznego. Po kilku latach plac został przeznaczony na budowę boiska sportowego dla szkoły, więc Kapłanówka powróciła na krótko w swoje pierwotne miejsce, nad Wątok, w pobliżu młynów Schancera, a następnie, już na stałe, na plac targowy przy Nowodąbrowskiej. Na tym placu odbywały się jeszcze dwa razy w tygodniu targi dla rolników. Wtorki były dniem dla mniejszego asortymentu – króliki, gołębie, drób i wyroby rzemieślnicze, a w piątek królował asortyment największy, czyli konie, bydło, świnie. Po drugiej stronie ulicy, na wprost targu ulokowała się knajpa o bardzo pospolitej nazwie „Targowa”, a w miejscowym slangu nazywana „Kopytem”. Tam po dobiciu targu przychodzili szczęśliwi rolnicy i opijali udany interes… i jeżeli szczęście ich nie opuściło wychodzili w stanie nienaruszonym. W Kopycie przesiadywali głównie mieszkańcy tzw. baraków z Dwernickiego, którzy byli postrachem okolicy. Czyhali tam na łaskawych fundatorów, by po wypiciu odpowiedniej ilości wódki okraść do cna dobrodzieja. Na stawiających mówili „chojniaki”.  W latach międzywojennych na placu przy Nowodąbrowskiej rej wodzili najzwyklejsi bandyci, którzy wypatrywali gospodarzy z gotówką i zaczaiwszy się przy drodze napadali i ograbiali włościan, często mordując. Nazwa Kapłanówka przeniosła się wraz z handlarzami w nowe miejsce i zastąpiła „Targowicę”, aż po dzień dzisiejszy. Sprzedawcy starzyzny lokowali się najczęściej wzdłuż uliczek okalających plac i stanowili widok raczej upokarzający. Z czasem plac przemienił się w kolorowe targowisko, pełne namiotów-sklepów, obcojęzycznej mowy i towarów tak zwanych jednorazowych – po wypraniu traciły całkowicie na wartości. Dzisiaj nikt już nie sprzedaje ciuchów z paczki od cioci z ameryki, cukru na kartki i reglamentowanych papierosów. Pozostała jedna zasada, która obowiązuje w handlu od pradziejów – liczy się wygląd opakowania. Za kilka dni tarnowska Kapłanówka – kupcy, klienci i towary – zostanie przeniesiona w inne miejsce i zacznie mozolnie budować swoją nową historię

Jerzy Reuter





sobota, 26 lutego 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P

Komentarze
Gość: brandcreation, *.dynamic.mm.pl
2018/10/18 21:06:28
Widać w takim razie, że magistrat u Was działa bardzo nieprzedsiębiorczo. Przenosząc z centrum taki punkt jak targ, który był populary na peryferia robi się krzywdę wszystkim. Markety w Polsce trochę za dużo "władzy" mają i zabijają lokalny rynek.


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -