Blog > Komentarze do wpisu

-> Czarny Sęp

„Nie namyślał się długo. Uderzył Kosieniaka siekierą w głowę tak, że ostrze wbiło się w czoło na głębokość 12 cm. Uderzony odrzucił głowę do tyłu. Pietras trzymając mocno stylisko siekiery, próbował ją wyrwać z czoła Kosieniaka, ale nie udało mu się. Wtedy z desperacją szarpnął siekierę z całej siły w górę i tak uwolnionym ostrzem uderzył budzącego się w tym czasie Muchę. Ten oszołomiony snem, zasłonił głowę lewą ręką. Pietras jednym ciosem uciął mu ją poniżej łokcia i zadał ranę w poprzek czoła. Pietras ostatnim uderzeniem - jak sądził - zabił Muchę. Ten jednak jeszcze żył, lecz była to tylko przedłużająca się agonia.” – pisał w książce „Krwawe upiory” Adam Kazimierz Musiał. Po zabiciu bandytów przez Pietrasa, trupy złożono w szopie przy posterunku, a po trzech dniach zakopano na polu, przy drodze gromadzkiej. Przechodnie obchodzili mogiłę z daleka, wciąż żywiąc dziwny lęk. W taki sposób zginął osławiony bandyta i watażka, herszt bandy „Czarne sępy”. Zabójca wielu niewinnych ludzi, kat własnego brata i żony, którego imię do dzisiaj wypowiadane jest z odrazą i lękiem. Stanisław Kosieniak już od najmłodszych lat dał się poznać w okolicy.


Urodził się w 1914 roku w Siedliszowicach koło Żabna, w powiecie dąbrowskim. Ukończył zaledwie cztery klasy szkoły podstawowej. Pochodził z licznej rodziny i chociaż jego ojciec cieszył się poważaniem w okolicy, matkę nazywano Tatarką, przypisując jej pochodzenie od niegdyś osiedlanych na tych terenach jeńców Złotej Ordy. Służbę wojskową odbył w tarnowskim 16. pp. i zapamiętany został jako dobry strzelec o bardzo precyzyjnym oku. Już we wczesnej młodości znany był z niebywałego okrucieństwa i umiłowania do napadów. Podejrzewany o popełnienie przestępstwa skutecznie zastraszał świadków. Poniższa historia doskonale opisuje sposób działania Kosieniaka: „Oto podczas przeprawy przez Dunajec natknął się na patrol policji. Wezwany do zatrzymania, wyciągnął broń i ranił z niej policjanta Franciszka Gładkiego. Ten wprawdzie rozpoznał napastnika, ale podczas rozprawy sądowej Kosieniak posłużył się fałszywym świadkiem - znajomą dziewczyną, która zeznała pod przysięgą, że ową noc spędziła z oskarżonym. Sąd wydał wyrok uniewinniający. To rozzuchwaliło młodego człowieka jeszcze bardziej. Wkrótce potem, podczas gry w karty w Pierszycach nie dopisało mu szczęście. Nie mogąc znieść przegranej i chcąc zaimponować partnerowi, zaproponował mu siłowanie się na rękę. Jednakże znowu przegrał. Zirytowany śmiechem obecnych tam kolegów, wyjął pistolet i wypalił do przeciwnika, przestrzeliwując mu na wylot klatkę piersiową. Świadków incydentu zastraszył, mówiąc, że jeśli zgłoszą o wszystkim policji, donosicieli powystrzela.”. Do wybuchu II wojny światowej banda Kosieniaka dokonała licznych napadów, zgwałceń i morderstw. Miejscowa ludność pomimo nienawiści do opryszków, bojąc się o swoje życie, bardzo sporadycznie zgłaszała przestępstwa szajki na policję. Kosieniak i jego kompani rządzili niepodzielnie powiatem Dąbrowskim, zapuszczając się nawet do Tarnowa. W 1939 roku Kosieniak został zmobilizowany i miał ruszyć z 16 pp. na wojnę. Jednak po ciężkim zranieniu w trakcie bójki na dworcu w Żabnie musiał pozostać w domu. Po wyzdrowieniu zaczął zbierać broń porzuconą przez wycofujące się wojska i gromadzić ją w specjalnie zrobionych skrytkach. Już wtedy marzył o stworzeniu oddziału zbrojnego pod swoim dowództwem. Z nastaniem okupacji dobrał sobie wspólnika Ludwika Stokłosę, który towarzyszył Kosieniakowi w jego nocnych wypadach. Któregoś dnia niemieccy żandarmi złapali Kosieniaka i uwięzili w Dąbrowie Tarnowskiej, ale w trakcie spaceru bandyta wskoczył na dach przyległej do więzienia szopy i uciekł. Od tego dnia rozpoczął się najbardziej krwawy okres w historii Stanisława Kosieniaka. Zbiegły z więzienia bandyta skupił wokół siebie innych ukrywających się przed gestapo, podobnych sobie ludzi. Bandyci działali najczęściej nocą i stale zmieniali miejsce pobytu. Akcje grupy rozpoznawano po sposobie jej działania, a samego Kosieniaka po charakterystycznym zachowaniu i swoistym sposobie mówienia. „Czarne Sępy" dokonywały najczęściej napadów po prawej stronie Dunajca, ukrywając się na cmentarzu w Wietrzychowicach. Rosły tam wysokie drzewa, a murowane ogrodzenie dawało bezpieczne schronienie. Pewnego razu Karol Boksa, kosząc trawę, zauważył w południe dym unoszący się znad cmentarza. Zaintrygowany zbliżył się i zobaczył szajkę Kosieniaka, gotującą strawę. Boksa został poczęstowany obiadem, a następnie musiał przysiąc, że nigdy nie powie nikomu, o tym, co widział. Zaufanym człowiekiem „Czarnych Sępów" był rolnik Jan Boksa z Woli Rogowskiej, o przezwisku „Rybak”. Nie brał wprawdzie udziału w wypadach szajki, ale często dawał schronienie ludziom Kosieniaka, a raz ponoć uczestniczył w podziale łupów. Do zaufanych szajki zaliczał się również Michał Piątek z Woli Przemykowskiej. Nie było w tych czasach tygodnia, by miejscowa ludność nie dowiadywała się o nowych napadach. Skala zbrodni była tak wielka, że każdy dzień życia „Czarnych sepów” można opisać w osobnym artykule. Do walki z groźną szajką zaangażowały się oddziały granatowej policji, niemiecka żandarmeria i partyzanci z ZWZ. Zwyrodnienie bandyty Kosieniaka ilustruje opis najkrwawszego napadu dokonanego na dwór dziedzica Zygmunta Wysockiego. Adam Kazimierz Musiał pisze: „Niebawem zawitali do dworu dziedzica Zygmunta Wysockiego./…/ Stanisław i Tadeusz Kosieniakowie wraz z Ludwikiem Stokłosą zjawili się wieczorem, uzbrojeni w karabiny, rewolwery i granaty. Byli podpici, a jeszcze przynieśli ze sobą wódkę. Pani Justyna Wysocka spała na piętrze. Zaczęli dobijać się do okna pokoju na parterze, gdzie spały jej dzieci: trzyletni Henryk, sześcioletni Antoni oraz siostra pani domu, siedemnastoletnia Franciszka Roztworowska. Wysocka otworzyła drzwi przybyłym i zapytała, czego chcą. Odpowiedzieli, że chcą zobaczyć dzieci. Kobieta starała się nie wpuścić ich do domu, tłumacząc, że dzieci mogą się przestraszyć. W końcu musiała ustąpić./…/Wysocka poprosiła natrętów, aby sobie poszli, ale ci rozsiedli się i pili wódkę. Kiedy w pewnej chwili Tadeusz wyszedł z pokoju po papierosy, Stanisław usiłował zgwałcić Justynę Wysocką; ponieważ stawiała opór, chwycił ją za włosy i ciągnął po schodach do osobnego pokoju, strzelając po drodze w drzwi. Tadeusz próbował uspokoić brata, w końcu uderzył Stanisława w twarz. Rozwścieczony Stanisław wpakował mu wtedy kulę prosto w pierś. Następnie podszedł do pani Wysockiej i strzelił do niej z pistoletu, celując w twarz, aż upadła. Strzelał jeszcze do martwego ciała. Potem znów strzelał do trupa brata/…/Po tym okrutnym mordzie Stanisław Kosieniak wraz z Ludwikiem Stokłosą udali się do wsi, aby rozprawić się z rzekomymi niemieckimi konfidentami. Najpierw zjawili się w sklepie, będącym własnością rodziny Słupków. Stanisław i Maria Słupkowie byli już w łóżkach, Kosieniak wpadł do domu z karabinem, a w ganku na warcie pozostawił swego kompana. Wśród przekleństw zastrzelił gospodarzy i ich córkę. Drugą – Bronisławę, z którą przyjaźnił się dawniej, zabrał ze sobą. Następnie wywołał z domu sołtysa Władysława Literę oraz jego żonę Teklę i oboje zastrzelił”. Stanisław Pietras, człowiek który zabił zbrodniarza Kosieniaka i jego kompana Muchę, dobrowolnie zgłosił się na posterunek policji granatowej, lecz został uwolniony, a następnie wynagrodzony zegarkiem po zabitym Kosieniaku i drobną sumą pieniędzy. Rodziny zabitych długo szukały pomsty na Pietrasie, lecz bez skutku. Po wojnie oskarżyli go przed UB o zdradę i morderstwa na niewinnych ludziach, ale Pietras obrósł w legendę pogromcy największych morderców powiśla i został uniewinniony. W 1962 roku odwiedził Pietrasa syn Kosieniaka, ale bez chęci odwetu.
/za Adam Kazimierz Musiał – Krwawe Upiory/


Jerzy Reuter
(Gazeta Krakowska)





poniedziałek, 28 lutego 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -