Blog > Komentarze do wpisu

-> Wojenna Wigilia w okopach

W czternastym roku dziewiętnastego stulecia po raz pierwszy dwaj zaborcy ziem polskich stanęli przeciwko trzeciemu. Ruszyły w koalicji: Serbia, Rosja, Francja, Belgia, Wielka Brytania z dominiami, Czarnogóra oraz Japonia. Dołączyły do niej Italia i Rumunia, z czasem Portugalia oraz Stany Zjednoczone. Stronę przeciwną stanowiły mocarstwa centralne Europy: Niemcy, Austro-Węgry, Turcja i Bułgaria. Nawet najgłupsi urzędnicy aparatu państwowego Romanowów, Habsburgów  i Hohenzollernów zdawali sobie sprawę, że Polacy nigdy nie pogodzą z rozdarciem kraju i w przypadku konfliktu pomiędzy Petersburgiem, Berlinem i Wiedniem, nie tyle, że nie opowiedzą się po stronie rozbiorcy, który bardzo by tego chciał, ale będą  walczyli o scalenie własnego kraju z tymi, którzy wyzwolenie ojczyzny ułatwią. Dlatego też najbardziej przewidujący Austriacy – na długo przed spodziewanym konfliktem - pozwolili Józefowi Piłsudskiemu na tworzenie Związku Strzeleckiego w Galicji. Nic więc dziwnego, że z chwilą wybuchu wojny, Książe Mikołaj Mikołajewicz wydał 14 sierpnia odezwę nie tylko przypominającą Grunwald, ale i zapowiadającą odrodzenie Polski tak w wierze, języku, jak i w samorządzie. Przystąpiono też do tworzenia formacji polskiej zwanej Legionem Puławskim. A dwa lata później w swym manifeście dwaj cesarze - niemiecki i austriacki - zapowiadali nawet odbudowę Królestwa Polskiego jako państwa.



      Tak więc strzały w Sarajewie oddane do następcy austriackiego tronu, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, w czerwcu czternastego roku, stały się  przyczyną zdarzeń I wojny światowej, które nie ominęły i Tarnowa i okolic – leżały wszak nieopodal i w centrum wojennych działań. Jak barwnie opisuje Franciszek Szewczyk „był Tarnów pod obstrzałem swojskiej, austriackiej artylerii ciężkiego kalibru, która ponoć strzelała w upatrzone cele, jednakże Pan Bóg kule nosił. Pamiętnym dla Tarnowa był 10 listopada 1914 roku. Po kałużach jesiennego błota cofały się przed brutalną przemocą Rosjan wojska austriackie, wywołując łatwo zrozumiały popłoch. Huk armat dolatywał złowróżbnym pomrukiem, odbijając się bolesnym echem w duszach przestraszonych mieszkańców. Snuli się  jak błędni lunatycy przez ulice miasta. Sprawa wyjazdu była niezmiernie trudną i nagłą. Przez ulice przeciągały w stronę Dunajca piechota, kawaleria, artyleryja. Droga dla cywilnej ludności była zupełnie niedostępna. Szkoły, urzędy i inne budynki państwowe świeciły pustkami. Z murów ściągano wszelkie afisze, które zawierały komunikaty c.k Starostwa, władz wojskowych itp., na peryferiach rabowano bezkarnie”. A Jan Borzęcki notował: ”Hulali po swojemu Kozacy, potem inni, bo i tych nikt nie pilnował, gdyż oficerowie skwapliwie rzucili się do restauracji i handelków na pokrzepienie sił po długim marszu i na uświetnienie tryumfu. Kilku tysięczna rzesza żołnierska rozbiegła się po mieście i poczyniła w sklepach zakupna tak wielkie, że już na drugi dzień niewiele towarów zostało. Do mieszkań opuszczonych przez zamożniejszych Żydów wprowadzano małe kozackie konie, które rozlokowane były w pokojach nawet na piętrach. Do końca inwazji kinoteatr Apollo był stajnią końską. Cerkwią był Sokół, skąd śpiew rozlegał się podczas każdego nabożeństwa”.
   Do 20  grudnia 1914 r. front zastygł łamaną linią na Dunajcu od ujścia do Wisły po Zgłobice i dalej Pogórzem przez Rzuchową, Pleśną, Łowczówek, Łowczów,  Tuchów, Gromnik, Rzepiennik do Gorlic. Na krótko jednak, bowiem nazajutrz wojska rosyjskie przeszły do natarcia, uderzając na czterokilometrowy odcinek frontu wyznaczony przez kolano rzeki Biała, między Pleśną a Łowczówkiem. Stacjonujący w Nowym Sączu I Pułk Legionów, przemianowany  oficjalnie na I Brygadę, otrzymał rozkaz natychmiastowego wymarszu.
     Szli więc śladami wojny: „w rowach przydrożnych leżą nieszczęsne, poharatane konie, w dolinach wyświechtane łysiny ze słomy postojów. Na gościńcu puste blaszanki konserw, wdeptane w błoto naboje, to znów przez górę wyrżnięta szara pręga okopów. Drzewa poranione, gałęzie ostro złamane wystrzałami, ówdzie dom z rozwalonym przez granat oknem. Pod nogami kałuże krwi rzniętego bydła, kości, stare czapki żołnierskie i błoto”. Na Wielogłowy, Zbyszyce, Paleśnicę do Zakliczyna, by tam skręcić na Janowice. Bryja pod butami zamarzała, mróz stawał się coraz większy.
    Ppłk Kazimierza Sosnkowskiego pełniącego funkcję dowódcy Brygady rozkazy skierowały do Lubinki, by za chwilę  kierunek marszu  zmienić na Łowczówek.  Był wtorek, 22 grudnia. Po południu, na skrzyżowaniu dróg Rychwałd-Lichwin-Meszna Szlachecka, trzy kilometry od wzgórza 360 , znalazła się w komplecie I Brygada Legionów. Miała zaatakować i odrzucić Rosjan oraz zająć  pozycje na utraconym przez Austriaków wzgórzu. Na tymczasową siedzibę sztabu wybrano karczmę w Brzeziu. Prawie z marszu zaatakował dowódca 1. pułku, mjr Rydz-Śmigły. Mimo zasieków z drutu kolczastego i ognia karabinów maszynowych, natarcie nie załamało się. Pod silny ogień rosyjskiej artylerii dostał się Pułk kpt. Ścibora-Rylskiego, zdążający na pozycję wyjściową od strony Mesznej. Zapadający zmrok wymusił odłożenie szturmu do rana dnia następnego.

* * *



Ale nie o  ciągłym wzajemnym  ogniu, ostrzale  artyleryjskim, walce wręcz i na bagnety,  cofaniu się i zdobywaniu  30-40 metrowych przestrzeni, uruchamianiu rezerwowych batalionów czy niedołęstwie  austriackich dowódców pisać pragnę. Krwawe walki trwały  do pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia. Noce i dni nie dawały wytchnienia. Padał deszcz ze śniegiem, nie dochodziła amunicja, nie było jedzenia, nie można też było odesłać na tyły rannych, pozbierać poległych.
     Legenda mówi, że gdy nadszedł wigilijny wieczór, ucichły strzały i bitewny zgiełk a w dali  "na ironię śmiertelnemu żniwu" ukazały się światła Tarnowa -  rozległa się cicho śpiewana kolęda: Bóg się rodzi. śpiewana również w odległych o  30 - 50 m rosyjskich okopach.  Natomiast Austriacy śpiewali swoją urokliwą Stille Nacht, heilige Nacht. Prawda to, czy wyobraźnia  Zygmunta Nowakowskiego? Gustaw Łowczowski twierdzi, że "bliskość nieprzyjaciela nie pozwalała na kolędowania". Ale potwierdza, że jeden ze strzelców,  zaoszczędzone  pół bochenka czarnego, żołnierskiego chleba i konserwę, bagnetem  podzielił  na małe kawałeczki i poczęstował kolegów z drużyny. To był ich opłatek. Tę niepowtarzalną atmosferę  wojennej  Wigilii opisał  Łowczowski też i wierszem:
Świerki wokoło ogromne,
we mgle Łowczówek tonie.
Słowa rozkazów - kolędą:
Strzelać! Przechodzą pole!
Gwizd kul muzyką świąteczną,
jęczą zranione świerki.
Ranni wołają pomocy.
W Twe Imię - Boże Wielki!
     Kapitan Leopold Kula relacjonował, że "Pierwsza wojenna wigilia odbyła się wśród huku dział, ostrego jazgotania karabinów maszynowych i broni ręcznej". Zaś  kapelan 1. Pułku,  Karol Lenczowski  zanotował: "Przyniesiono choinkę, rannych wiele, więc aptekarz Łopatka przybrał ją watą zabarwioną krwią żołnierską i blaszkami z konserwowych puszek austriackich, zapalono trzy świeczki, na wierzchu naprędce orzeł polski ołówkiem na papierze narysowany".

* * *



   W pierwszy dzień Świąt,  Rosjanie raz po raz  atakowali  pozycje zajęte przez Polaków. Nie mogąc złamać oporu Legionistów, uderzyli na  leżące, nieopodal Gromnika,  pozycje Austriaków. Przełamując je, od tyłu zamierzali zaskoczyć  Polaków. Sosnkowski nie chcąc dopuścić do okrążenia, wydał  rozkaz opuszczenia wzgórz i odwrotu w kierunku Zakliczyna.
Podległe jednostki wycofywały się w porządku i dyscyplinie, osłaniając się nawzajem przed atakami Rosjan. Ostatni wycofywał się  5. Batalion, jego żołnierze prawie  w ostatniej chwili uniknęli  okrążenia. W drugim dniu świąt  Pierwsza Brygada  była poza linią frontu.          Dowodzący brygadą pod Łowczówkiem, ppłk Kazimierz Sosnkowski, wydał 1 stycznia 1915 r. w Lipnicy Murowanej rozkaz:
Żołnierze!
      Bój, który rozpoczęliście dnia 22grudnia 1914 r. na wzgórzach Łowczówka i Meszny Szlacheckiej, był największym ze wszystkich, w jakich dotychczas brał udział 1 pułk Legionów. Mieliście do czynienia z doborową dywizją rosyjskiej piechoty, specjalnie dla przełamania tego frontu przysłaną. Mieliście sprawę z nieprzyjacielem ufnym w powodzenie.
Ruszyły do boju nasze szeregi. W pierwszy ogień poszła stara gwardia, oddziały majora Śmigłego, prąc naprzód w niezawodnym ataku. W szczegółach dzielnie i sprawnie prowadzili ów atak komendanci Herwin i Bukacki, pierwszy, sunąc naprzód wytrwale pod silnym ogniem nieprzyjaciela, drugi oskrzydlając zręcznie przeciwnika, zdobywając w rozpędzie trzy rzędy okopów moskiewskich, wzmocnionych drutem kolczastym, wreszcie biorąc gęsto niewolnika.
Już wieczorem byliście, żołnierze, panami pozycji, w których kilka godzin temu triumfował nieprzyjaciel.
Odpowiedzialna skwapliwość dowódców, szlachetna odwaga szeregowców, męstwo jednych i drugich nie pozwoliło poprzestać na samem spełnieniu zadania. Patrole 1 pułku w pościgu dalej poszły, wnikając w teren, zajęty przez nieprzyjaciela. Tu patrol złożony z 8 ludzi pod dowództwem podoficera Swiderskiego wziął do niewoli prawie cały sztab benderskiego pułku rosyjskiej piechoty, a mianowicie: podpułkownika, 2 kapitanów, 2 poruczników oraz dalszych licznych jeńców.
      Drugi dzień walki, 23 grudnia, upłynął na rozwijaniu się naszego frontu, wśród coraz gwałtowniejszych starć na poszczególnych jego częściach, podczas gdy prawe skrzydło z batalionem Rylskiego sunęło ostro naprzód, lewe z oddziałami Olszyny, Grudzińskiego, Piskora odbijało ataki nieprzyjaciela, zadając mu ciężkie straty.
Drugi dzień nieprzerwanej walki postawił nas wobec braku amunicji i żywności. Pierwszy zastąpiono karabinami rosyjskimi, zdobytymi na wrogu. Żywność zastąpić nam w tym boju musiała twarda chęć zwycięstwa.
    Dzień 24 grudnia w przebiegu tej gwałtownej rozprawy natężeniem nie ustępował dniom poprzednim. Linie walczących tężyły się naprzeciw siebie o 30 – 40 kroków odległości. Na próżno szalał ogień artylerii nieprzyjacielskiej, nasz front trwał w ogniu, wszystkie rezerwy wcieliwszy w obrót walki. Front nieprzyjacielski zasilały wypoczęte oddziały coraz nowych grup.
    Żołnierze! Uporem swym, hartem i męstwem tego dnia okazanym wystawiliście sobie świadectwo godne tych wszystkich, których sława przyświeca Waszemu orężowi. Dowiedliście, że nie ma wysiłku i nie ma ofiary dość trudnej, byście się nie podjęli, gdy wróg złamać Was pragnie, a Wy zwyciężać chcecie.
Co znaczy łamać polskie fronty, przekonał się nieprzyjaciel, przypuszczając szturm na centrum naszej pozycji, skąd odparty świetnym kontratakiem komendanta Bojarskiego cofnął się w nieładzie, dając nam kilkudziesięciu jeńców.
   Wieczorny rozkaz cofnął naszą linię z jej stanowisk, by za godzinę potem ponownie ją na nie powołać. Powróciliście, wyrzucając gdzie niegdzie nieprzyjaciela bagnetem z zajmowanych przez Was dawniej stanowisk. Odeszliśmy, odparłszy 16 kontrataków, zostawiając za sobą 100 poległych; nie mniej jak 4000 rannych i zabitych przeciwnik stracił w boju pod Łowczówkiem. Odeszliśmy, uprowadzając ze sobą 600 jeńców w tej liczbie 18 oficerów.
Żołnierze, w bitwie pod Łowczówkiem daliście dowód męstwa, które szacunkiem przejmuje dla Was szeregi armii, a za które nieprzyjaciel płaci stosami trupów i rannych. Wojenna postawa Wasza wskrzesza dawne tradycje oręża polskiego. W imię tej dawnej, wiecznie żywej sławy bojów i trudów polskich rozkaz niniejszy dorzuca do nieprzebranego skarbca imion poległych za Polskę bohaterów nazwiska Kuby Bojarskiego komendanta I baonu, Słomki zastępcy komendanta I baonu, Niedzielskiego kompanijnego 2 komp. I baonu, Zagórskiego komendanta II baonu, plutonowego Króla-Kaszubskiego, Kędzierskiego oraz wszystkich żołnierzy, których imiona na wieki zapamięta Ojczyzna.
     Żegnając rannych w tej bitwie życzeniem jak najrychlejszego powrotu do służby w imieniu Komendy pozdrawiam Was Żołnierze wezwaniem zgasłego na polu walki szeregowca 1 pułku Lubonia: Niech żyje Polska! Legioniści naprzód!
Kazimierz Sosnkowski podpułkownik    
     Na wieść o ciężkich bojach pod Łowczówkiem, z Wiednia do Lipnicy Murowanej przyjechał komendant Józef Piłsudski. Po zapoznaniu się z raportami wydał 3 stycznia 1915 roku
ROZKAZ z powodu boju pod Łowczówkiem
Żołnierze!

       Pięć miesięcy mija od czasu, gdy krwią własną i odwiecznego wroga znaczycie istnienie w ojczyźnie polskiego żołnierza. Pięć miesięcy krwawej i ciężkiej pracy, która nam dała sławę pierwszorzędnego wojska.
Z pięciu tysięcy ludzi, którzy byli w moim oddziele, tysiąc padło lub zostało rannych w bojach, świadcząc przed wszystkim, że za honor należenia do naszego żołnierskiego koła obficie krwią płacić trzeba. Cześć im wszystkim i chwała, a pamięć o nich niech zawsze bliską będzie naszemu sercu.
My zaś bądźmy gotowi do dalszych walk i bojów, z których, jestem pewien, potrafimy wyjść może uszczupleni w swym gronie, lecz zawsze z honorem.
        U schyłku ubiegłego roku, podczas mojej nieobecności, stoczyliście z przeważającymi siłami nieprzyjaciela bój najcięższy i najkrwawszy z tych, jakieśmy dotąd mieli. Zyskaliście w nim nową sławę i nowy liść wawrzynu wpletliście do wieńca sławy polskiego żołnierza. W imieniu sprawy, której służymy, dziękuję wam wszystkim za tę pracę. Jestem dumny, towarzysze broni, że wami przewodzę, jestem dumny z kłopotu, że gdy mam w rozkazie dziennym wymienić najbardziej godnych chwały, szukać muszę czegoś nadzwyczajnego, by wśród ogółu dzielnych, mężnych, znaleźć czyny, które nie będą dla nich powszednimi.
      Przede wszystkim na odznaczenie zasługuje szef sztabu, podpułkownik Sosnkowski, pod którego dowództwem stoczyliście bój i który jeszcze raz wykazał w nim swe wysokie zdolności wojenne.
      Porucznik Burhardt, prowadząc batalion, zdobył trzy szeregi okopów, zabezpieczonych drutami, wzniecając popłoch u nieprzyjaciela.
     Podporucznik Ścieżyński z 8 ludźmi wziął w okopach 100 nieprzyjacielskich żołnierzy, jako jeńców.
    Podporucznik Bortnowski, pomimo bolesnej rany w szczękę, pozostał w szeregu i kierował plutonem dalej.
    Podoficer Świderski na czele patrolu z 9 ludźmi przyprowadził, jako jeńców – pułkownika rosyjskiego, a przy nim 3 oficerów i 28 ludzi, wziąwszy ich ze wsi, jeszcze przez nieprzyjaciela obsadzonej.
Wymienionym oficerom i żołnierzom za przykłady odwagi i zręczności żołnierskiej, jakie w tym boju dali, wyrażam w imieniu oddziału podziękowanie i uznanie.
Józef Piłsudski komendant


Krystyna Drozd
(Dziennik Polski)





piątek, 28 stycznia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -