Blog > Komentarze do wpisu

-> Smutne Dzieciątko. O potrzebie świątecznej radości

Zaledwie kilka polskich Madonn trzyma na ręku uśmiechnięte Dzieciątko. Wyraźny uśmiech błądzi na twarzy Jezusa z najsłynniejszej polskiej rzeźby średniowiecznej - Madonny z Krużlowej (początek XV w., zbiory Muzeum Narodowego w Krakowie). Z końca XIV w. pochodzi Madonna z Rywałdu (diecezja chełmińska), znana jako Pani Pomorza lub też Madonna Cygańska. Patronką Romów jest od 1930 r., kiedy to pewna Cyganka przyniosła przed ołtarz swe ciężko chore dziecko. Po jego cudownym uzdrowieniu kobieta ofiarowała Matce Boskiej jako wotum swój obcięty warkocz. Od tego czasu korony wieńczące głowy obu figurek spoczywają na kruczoczarnych perukach. Trzecią z Madonn piastujących Dzieciątko z uśmiechem na twarzy jest Pani z Piaseczna (również na Pomorzu), której liczne cuda, m.in. uzdrowienie sparaliżowanego chłopca, już w połowie XVII stulecia zostały przez Kościół uznane za autentyczne. Trudno w tradycji chrześcijańskiej o radosną twarz Zbawiciela. Uśmiechają się pyzate aniołki, z rzadka rozjaśni swe oblicze Matka Boska. Chrystus - poza nieodłącznie towarzyszącym mu cierpieniem - najczęściej bywa frasobliwy (w wersji ludowej), władczy, nawet gniewny. Ale uśmiech? Czy to w ogóle Bogu przystoi? Czy jest szansa, że dziś, w XXI stuleciu, Chrystus się wreszcie uśmiechnie? To chyba niesłychanie trudne, jeśli jednocześnie przez całe życie nosi się w sobie wizję przyszłej męki. Zresztą dziś chyba jeszcze bardziej niewykonalne niż kiedykolwiek Zdaniem sceptyków jednak Zbawiciel dopiero będzie się śmiał W dzień Sądu Ostatecznego! A może scenariusz nie będzie aż tak okrutny i Chrystus wcale nie zejdzie z fresku Kaplicy Sykstyńskiej, by ciskać piorunami niczym gniewny Zeus, jak zgodnie z duchem czasów życzył sobie Michał Anioł? Może pogodny Zbawiciel, jako dzieło anonimowego artysty rzeźbiarza, stoi gdzieś w przydrożnej kapliczce i stamtąd, ze szczytów Gorców albo Beskidów z pełnym politowania uśmiechem patrzy na to, co wyprawiają ludzie?


Madonna z Krużlowej, Fot. Michal Lepecki / AG

Uśmiechnięty Jezus
Jeśli już, to tylko w dzieciństwie. Tymczasem nawet w Boże Narodzenie - najradośniejsze przecież z chrześcijańskich świąt - główny bohater z betlejemskiej stajenki najczęściej kwili, płacze albo śpi. Bywa, że z zimna i głodu, ewentualnie boską intuicją przeczuwając koleje swych losów na ziemskim padole. Chrystusa karmimy najchętniej smutkiem, z góry zakładając, że ktoś, kogo udziałem ma być nadludzkie cierpienie, na żadnym etapie swego życia nie będzie skory do radości, a nam w jego towarzystwie weselić się po prostu nie wypada.

Dlatego ksiądz Michał Marcin Mioduszewski ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy, wydając w 1843 r. w Krakowie "Pastorałki i kolędy, czyli piosenki wesołe ludu po domach śpiewane" (223 strony), umieścił na karcie tytułowej stosowną adnotację, że "Piosenki te w kościołach śpiewane być nie powinny".

Uśmiech w pogardzie
Uśmiechniętego Jezusa w dojrzałym wieku nie znajdziemy nigdzie. Nie ma go u Rafaela, Michała Anioła, Leonarda, Tintoretta ani Tycjana. Nie pojawia się na wielkich kipiących przepychem obrazach-spektaklach upamiętniających wesele w Kanie Galilejskiej. Cienia uśmiechu nie użyczył Chrystusowej twarzy ani Veronese, ani nawet Rembrandt - specjalista od wyrażania wszelakich uczuć. Bo też prawdą jest, że sztuka bardziej kocha emocje negatywne. Rodzajowi ludzkiemu bliższe i do zdefiniowania o niebo łatwiejsze.

Od czasów reformacji przedstawione w sztuce Dzieciątko nie mogło już być obnażone, zaś jego rodzicielce definitywnie zakazano karmić piersią. Jednak w połowie XVII stulecia mały Jezusek posmutniał już na dobre. Wówczas to - z woli wojującej kontrreformacji - postaci osiołka i wołu, jako motywy apokryficzne, a więc nielicujące z powagą tematu, musiały niezwłocznie scenę narodzenia opuścić.

Kieby rękawicka
Wbrew intencji księdza Mioduszewskiego śpiewamy jednak kolędy w kościele. Nie stronimy od sentymentalnej poufałości, nazywając Dzieciątko perełką, słoneczkiem, syneczkiem albo wonnym kwiateczkiem. Nie brakuje w kolędach typowo kołysankowych zwrotów, jak: "Li li laj, ninu ninu, lulaj". Ciekawe, co by powiedzieli szermierze kontrreformacji na propozycję porównania małego Jezuska do rękawiczki ("Maluśki, kieby rękawicka") albo do kawałka smyczka!

Zwyczaj jasełkowego kołysania leżącego w żłóbku maleństwa - wprowadzony przez franciszkanów w XIII w., a kontynuowany przez klaryski i karmelitanki - zadomowił się w naszej obyczajowości i naszych sercach na dobre. Właśnie kolędy i pastorałki, nierzadko przesycone ludowością, często smutne i refleksyjne, a równie często wręcz tryskające wesołością, oferują najwięcej uśmiechu, radości i nadziei. Właśnie tam Jezus uśmiecha się najczęściej: "A Jezusek śmiał się błogo,/Rączką błogosławi:/Już was więcej piekło trwogą/Pastuszki nie zdławi". Zwłaszcza nasi górale nie lubią, kiedy w stajence betlejemskiej jest smutno. U nich Dzieciątko nie ma powodu się nudzić: "Jak nie hipnie do żłobu, /Jak nie tupnie piętami, /Kiz wom diasi juhasi,/ Nie przyśliście z dziewkami!".

Błogosław ojczyznę miłą
Na próby włączenia jego postaci do kreowania narodowych dziejów Dzieciątko niekoniecznie reaguje smutkiem i powagą. Do stajenki Polacy przybyli i pytają Pana/Czy też odrodzi się Ojczyzna kochana/ Dzieciątko się śmieje, więc miejmy nadzieję - śpiewano w czasie powstania listopadowego, kiedy Boże Narodzenie łączono z nadzieją na odzyskanie niepodległości. Innym razem nowo narodzony bardziej przypomina Chrystusa - władcę niż obiekt adoracji pasterzy: "Podnieś rączkę Boże Dziecię, Błogosław ojczyznę miłą".

W polskich kolędach jak w lustrze odbijają się ważne i przełomowe dla narodu wydarzenia. Tekst "Przybyli do Betlejem żołnierze" odnosi się do 1918 r., zaś "Kolęda warszawska" do roku 1939. XVII-wieczna "Lulajże Jezuniu" - chyba najbardziej polska z polskich kolęd, której motyw trafił do Scherza h-moll Chopina, w okresie okupacji hitlerowskiej pojawia się w wersji patriotycznej: "Lulajże Jezuniu na polskiej ziemi".

Z treści kolędy śpiewanej na melodię "Serca w plecaku" dowiadujemy się, jak to powstaniec warszawski przybył do Betlejem, a Dzieciątko spośród wszystkich prezentów wybrało właśnie serce polskiego żołnierza.

Przepiękną kolędę "Nie było miejsca dla Ciebie", powstałą ponad 70 lat temu w nowosądeckim klasztorze o. Jezuitów (do słów o. Mateusza Jeża), często śpiewali więźniowie w obozach koncentracyjnych. Chętnie śpiewano ją również w dobie PRL-u. Jej treść trafnie oddaje klimat tamtych lat, zdominowanych przez realia ostrej walki partyjnych władz z Kościołem: "A dzisiaj czemu wśród ludzi/ Tyle łez, jęków, katuszy? /Bo nie ma miejsca dla Ciebie /W niejednej człowieczej duszy".

W podobny nurt wpisują się teksty z okresu stanu wojennego, których autorami są internowani. Do słynnego utworu Franciszka Karpińskiego "Bóg się rodzi" (XVIII w.) przetrzymywany w obozie w Załężu ksiądz A. Borzęcki (1981 r.) dopisał taką oto zwrotkę: "Pociesz Jezu kraj płaczący/Zasiej w sercach prawdy ziarno,/ Swoją siłę daj walczącym, /Pobłogosław Solidarność, /Więźniom wszystkim daj wytrwałość, /Pieczę miej nad rodzinami./ A słowo ciałem się stało...".


Katarzyna Siwiec
(Gazeta Wyborcza)





sobota, 29 stycznia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -