Blog > Komentarze do wpisu

-> 1 stycznia, początek skali

Czas jest pojęciem, z którym do dziś mamy problemy. Nie tak łatwo ustalić nawet, ile właściwie dni ma rok. Wszystko, co się dzieje, zdarza się gdzieś i kiedyś. Być może wyjątkiem była pierwotna osobliwość, sam Wielki Wybuch, od którego zaczęła się ewolucja Wszechświata, a który jednocześnie zaszedł wszędzie i być może, w pewnym sensie, „poza czasem”. Tym problemem m.in. zajmuje się ksiądz profesor Michał Heller i jego współpracownicy. My jednak, na co dzień, żeby sprawnie działać, musimy regulować zegarki i zrywać kartki z kalendarza oraz określać miejsce pracy i zamieszkania. Sylwester i Nowy Rok jest dla mierzenia czasu w długich okresach tym, czym północ dla czasu dobowego, umownym początkiem skali, którego nie wyróżniają żadne prawa fizyki, a jedynie historia, tradycja i przyzwyczajenie. Pamięć historyczna jest jedną z rzeczy wyróżniających nas ze świata zwierząt.



Pamiętanie, gdzie coś się wydarzyło, jest zwykle łatwiejsze niż określenie, kiedy to było. Wiemy, skąd Agamemnon wyruszył pod Troję i gdzie to miasto się znajdowało, ale nie możemy dokładnie określić, kiedy toczyła się ta wojna. Nikt nie kwestionuje, że Chrystus narodził się w Betlejem (czy najbliższej okolicy), ale dokładna data tego wydarzenia jest nieznana i przez wieki była przedmiotem dociekań i sporów. Od tej reguły bywają wyjątki. Chrzest Mieszka wydaje się być dobrze datowany, ale nie wiadomo, gdzie się odbył.

Czas jest pojęciem, z którym nauka do dziś ma problemy. Wciąż nie możemy go zdefiniować. Nie wiemy też, co jest przyczyną „strzałki czasu” określającej kierunek jego upływu. O ile w przestrzeni możemy poruszać się w dowolną stronę, to wszyscy jesteśmy więźniami czasu. Odbywamy przymusową podróż od przeszłości przez teraźniejszość ku przyszłości. Nie ma też pomiaru „absolutnego czasu”. Można jedynie mierzyć odstępy czasu, a jedyną metodą tego jest porównywanie wskazań różnych zegarów. Gdybyśmy mieli do dyspozycji tylko jeden zegar i nic innego, to nie potrafilibyśmy powiedzieć, czy chodzi on dobrze, czy źle. Taka sytuacja jest jednak tylko hipotetyczna. Zawsze mamy wokół siebie wiele zegarów.

Zegarem jest bowiem dowolny proces, dowolne zjawisko, którego przebieg w czasie jest znany (z wcześniejszego porównania z innymi zegarami). Np. takim zjawiskiem może być spalanie świecy czy lontu, rozpad atomów promieniotwórczego izotopu albo coraz większy wzrost dziecka, po którym możemy ocenić (w przybliżeniu – ale dokładnych zegarów nie ma), jak dawno nie widzieliśmy naszych przyjaciół, a jego rodziców.

Po to, by mierzyć cokolwiek, trzeba wybrać skalę. Do tego potrzebne jest „zero” skali – punkt początkowy – i jednostka. Np. odległości drogowe podaje się w wielu krajach w kilometrach (jednostka), poczynając od początku (punktu zerowego) trasy o danym numerze (oznaczeniu). Równie dobrze można jednak jako punkt początkowy wybrać np. największe miasto na trasie, a odległości mierzyć w milach. Podobnie z czasem. Choć dla wygody czy z lenistwa jako początku skali czasu używano często np. początku panowania jakiegoś władcy, to jednak podejmowano próby wprowadzenia „absolutnej” skali, od początku dziejów. To oczywiście wymaga przyjęcia, że dzieje miały początek. Co nie jest wcale oczywiste. Arystoteles np. uważał, że świat jest wieczny, w przeciwieństwie do Platona, który sądził, że został stworzony.

Rzymianie liczyli lata od założenia miasta, czyli (wg Liwiusza) od 21 kwietnia 753 roku p.n.e. W tej skali mielibyśmy dziś 2761 rok. W kalendarzu żydowskim liczone są lata od stworzenia świata, a jak twierdzą niektórzy, od stworzenia Adama (czyli od szóstego dnia). Miało to się stać 3761 lat przed rozpoczęciem naszej ery. Dlatego według tego kalendarza żyjemy w roku 5769.

Szczególnym przykładem takiego systemu liczenia czasu są Dni Juliańskie (nie mylić z kalendarzem juliańskim). Jest to liczba dni, które upłynęły według kalendarza (przedłużonego odpowiednio w przeszłość) od godziny 12.00 w południe, 1 stycznia roku 4713 p.n.e. Taką datę ustalił w 1583 roku francuski uczony, Joseph Scaliger (1540–1609). Nazwa nie pochodzi wcale od Juliusza Cezara, ale od imienia ojca Scaligera. W chwili, gdy w południe dnia 19 grudnia 2008 roku piszę te słowa, data wyrażona dniami juliańskimi jest taka: 54819,395567. Tyle dni (i taki ułamek dnia) upłynęło od początku tej skali. Ostatnia cyfra w rozwinięciu tak wyrażonej daty odpowiada dziesiątej części sekundy. Taka skala, taki sposób określania daty, jest dziś używana przez astronomów.

Skoro odkryliśmy, że Wszechświat się rozszerza, że jego ewolucja miała początek w Wielkim Wybuchu, to w zasadzie moglibyśmy pokusić się o wprowadzenie kalendarza liczącego lata od tego zdarzenia. Żylibyśmy w roku około 13 730 000 000. Około, bo wiek Wszechświata znamy w najlepszym przypadku z dokładnością do 1 proc., czyli z błędem sięgającym około 140 000 000 lat. Poza tym, wpisywanie 16-cyfrowych dat (11 cyfr dla roku i po dwie dla dnia i miesiąca) byłoby kłopotliwe. 26-cyfrowe numery kont bankowych, 10-cyfrowe NIP i 11-cyfrowy PESEL (plus niezliczona ilość PIN-ów) wystarczą.

We wszystkich historycznych kalendarzach pojawiają się jednak: rok, miesiąc, tydzień i dzień, tyle że w bardzo różnych wersjach. Nie miejsce tu na przypominanie kalendarzy w różnych, odległych od siebie kulturach. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że jeśli trzy z wymienionych jednostek: rok, miesiąc i dzień, są wyróżnione przez przyrodę, to czwarta – tydzień – jest całkowicie sztuczna. Rok jest używany, ponieważ jest to okres obiegu Ziemi wokół Słońca oraz związanej z tym sezonowości w przyrodzie i okresowości zjawisk na niebie. Miesiąc jest związany z okresem obiegu Księżyca wokół Ziemi i to zjawisko było podstawą bardzo wielu kalendarzy. Doba to oczywiście efekt obrotu Ziemi wokół własnej osi i powtarzalności następstwa dnia i nocy. Tylko tydzień nie ma związku ze zjawiskami w przyrodzie. Mimo to we wszystkich kulturach miesiąc był dzielony na trzy lub cztery części. Na ogół te podziały były związane z religią.

Liczba miesięcy i dni w kalendarzu zmieniała się w dziejach z różnych powodów. Nie dysponując precyzyjnymi obserwacjami astronomicznymi, wcale nie jest tak łatwo ustalić, ile dni ma rok. Łatwiejsze było ustalenie, ile razy w ciągu roku Księżyc przechodzi pełny cykl zmian fazy. Stąd liczba miesięcy – 12. Tyle że liczba dni w roku długo nie była dokładnie znana. Stąd i kalendarze z dodatkowymi miesiącami dodawanymi co kilka lat. Co gorsza, nawet po uporządkowaniu kalendarza przez Juliusza Cezara w 45 roku p.n.e. kalendarz „urzędowy” nie zgadzał się z cyklami astronomicznymi. Długość roku nie wyraża się bowiem całkowitą liczbą dni. Ziemia obiega Słońce w ciągu 365 dni, 5 godzin, 48 minut i 46 sekund. Tymczasem w kalendarzu juliańskim rok trwa 365 i jedną czwartą dnia (wynikającą z lat przestępnych), a więc 6 godzin. Rozbieżność 11 minut i 14 sekund narosła w ciągu wieków do 11 dni, gdy papież Sykstus IV zdecydował o zmianie kalendarza. Prace dokończono już za panowania jego następcy, Grzegorza XIII. Dzień 4 października 1582 roku, czwartek, został bullą papieską uznany za czwartek, 15 października tegoż roku. Od razu nowy (zwany dziś gregoriańskim) kalendarz przyjęli Włosi, Hiszpanie i Portugalczycy. Polska dołączyła w 1586 roku. W krajach protestanckich reformę uznano za papieską uzurpację i w rezultacie Niemcy przyjęły ten kalendarz w 1700 roku, a Anglia dopiero w 1752 roku. Kraje prawosławne nie przyjęły go w ogóle. W byłym ZSRR kalendarz został przyjęty dopiero po rewolucji październikowej (wtedy trzeba było zmienić datę już o 13 dni). Z tego powodu, jak wiemy, rewolucja październikowa wybuchła w listopadzie. Kalendarzem juliańskim do dziś posługują się Kościoły prawosławne.

By przybliżyć kalendarz do zjawisk na niebie, w kalendarzu gregoriańskim zmieniono regułę ustalania lat przestępnych. Są nimi te lata, których liczba jest podzielna przez cztery, z wyjątkiem lat podzielnych przez 100, chyba że dodatkowo są podzielne przez 400. Dlatego przestępne były lata 1600 i 2000 oraz będzie rok 2400, ale lata 1700, 1800, 1900 nie były przestępne, podobnie jak nie będą lata 2100, 2200, 2300 itd. W tym kalendarzu średni rok liczy 365,2425 dnia. Od czasu astronomicznego różni się co roku o 0,0003 dnia. Czyli o 25 sekund. Po upływie 10 000 lat różnica wyniesie 3 dni i nasi następcy coś będą musieli zrobić.

Ostatnią, ciekawą próbą reformy kalendarza był francuski kalendarz rewolucyjny, opracowany przez polityka, Gilberta Romme’a (1750–1795). Rok podzielono na 12 równych, 30-dniowych miesięcy. Każdy miesiąc dzielił się na trzy dekady (po 10 dni, jak w kalendarzu egipskim). Brakujące 5 dni (6 dni w latach przestępnych) dodano na końcu roku jako dni świąteczne (Dni Sankiulotów). Lata liczono od 22 września 1792 roku – daty ustanowienia I Republiki. Kalendarz nie przetrwał długo. W 1806 roku Napoleon przywrócił we Francji kalendarz gregoriański. Kalendarz rewolucyjny powrócił na 2 miesiące, gdy wprowadziła go Komuna Paryska.

Świętując Nowy Rok, warto pamiętać, że wyznaczenie 1 stycznia jako początku roku kalendarzowego zawdzięczamy Juliuszowi i jego niedoskonałej reformie kalendarza z 45 roku p.n.e. Warto także pamiętać, że doskonałego kalendarza nie ma i być nie może. Zawsze będzie w nim za mało świąt i za dużo powszedniości.


Stanisław Bajtlik
(Tygodnik Powszechny)





sobota, 01 stycznia 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -