Blog > Komentarze do wpisu

-> Dzień, w którym zginął Lennon (cz.1)

To było trzydzieści lat temu…



Naładowałeś pozytywnie jakieś pięćdziesiąt milionów ludzi, chłopcze. I co masz zamiar z tym zrobić? Panie Lennon - Mark Chapman trzyma w ręku płytę "Double Fantasy" z autografem Johna Lennona. Muzyk odwraca głowę. Mark upuszcza płytę, w obu rękach ściska rewolwer, ustawia się w pozycji strzeleckiej, z rozkraczonymi nogami jak na policyjnych filmach, oddaje pięć strzałów. John jeszcze wchodzi po schodach, w przedsionku domu pada, kasety, które niósł, rozsypują się po drodze. Yoko, która przeszła pierwsza i nie zauważyła Chapmana, zawraca, krzyczy. Portier Jay Hastings włącza alarm, potem biegnie, żeby zatamować krwotok. Zdejmuje Lennonowi okulary i przykrywa go swoją marynarką. Dwie minuty później na 72. Ulicę przyjeżdżają dwa radiowozy. Jeden zabiera rannego do szpitala Roosevelta przy 59. Zachodniej. Mark stoi spokojnie, oparty o mur. Rewolwer i płyta leżą na chodniku. Mark czyta "Buszującego w zbożu". Wcześniej na pierwszej stronie książki napisał: "To jest moje oświadczenie". 8 grudnia 1980 roku o godz. 23.07 John Lennon umiera w szpitalu.

Piotr Metz (dziennikarz muzyczny): - "Zajebali tego waszego muzykanta". Tak dowiedziałem się o śmierci Lennona od sierżanta mojej kompanii na korytarzu jednostki wojskowej w Łodzi 9 grudnia rano. Mój sierżant nie miał zresztą złych intencji, po prostu poinformował mnie o fakcie w krótkich, żołnierskich słowach. W Polsce wybuchła wtedy "Solidarność", ale wojsko to był głęboki PRL. Pierwsza myśl o zamachu była taka, że to nieprawda. Chwilę wcześniej, na przepustce, ściągnąłem najnowszą płytę Lennona. Poprosiłem znajomych za granicą, żeby kupili mi ją w dniu premiery i przysłali do Polski. Druga myśl - żal tej muzyki, która już nie powstanie.

Sylwestra 1979 r. spędzają w swoim nowojorskim apartamencie w Dakota -Building przy 72. Ulicy, tuż przy Central Parku. John daje Yoko jej ulubiony kwiat - białą gardenię. O północy tańczą przy piosence "Auld Lang Syne" odtwarzanej ze starej szafy grającej podarowanej Johnowi przez Yoko na 38. urodziny. Ona w czarnej sukni wieczorowej, on w smokingu i białym T-shircie.

Od dziesięciu lat nie ma już The Beatles. Od pięciu John nie nagrał płyty. Zabrania też tworzyć Yoko. Oboje wycofali się z życia publicznego. Mają za sobą dramatyczną walkę z uzależnieniem od heroiny.

Świat się zmienił, w muzyce króluje ostry punk rock: The Sex Pistols, The Stranglers, The Damned. Ale świat pamięta Bitelsów. I nienawidzi Yoko - obwinia ją o to, że zespół się rozpadł, że Lennon milczy, zamiast komponować.

Zaczyna się rok 1980. Przez okno oglądają fajerwerki nad Central Parkiem. W tym roku John Lennon skończy 40 lat. Yoko Ono - 47. Ich synek -Sean - pięć.



Maryla Rodowicz: - Piosenki Bitelsów śpiewałam jako studentka warszawskiego AWF w klubie Relaks. Zaczynał się rock and roll, graliśmy do tańca, The Animals, Rolling Stones, no i oczywiście Bitelsów. 8 grudnia 1980 były moje urodziny i imieniny, byliśmy z zespołem w Nowym Jorku, graliśmy koncerty. O śmierci Lennona dowiedziałam się z telewizji, to była informacja dnia. Byłam w szoku, miałam poczucie absurdu. Razem ze znajomymi poszliśmy pod Dakotę. Tłumy ludzi. Palili świeczki, składali kwiaty, chłopcy i dziewczyny z gitarami śpiewali jego piosenki. My staliśmy w milczeniu.

18 lutego 1980, urodziny Yoko, spędzają je w posiadłości El Solano w Palm -Beach. Yoko budzi się i widzi przy łóżku gardenię. Kwiaty leżą też przy drzwiach, na schodach. Na parterze hol zasypany gardeniami. John sprowadził je z dwóch stanów.

Yoko ma wyrzuty sumienia. John nie wie, że znowu bierze heroinę. Yoko chce iść na odwyk, ale w sekrecie przed mężem. Z pomocą przychodzi ich nadworny mag i numerolog Takashi Yoshikawa. Wyczuwa gromadzące się nad Lennonem "chmury zła". Radzi uciekać na południowy wschód.

Yoko symuluje ciężką grypę i w Nowym Jorku w samotności zaczyna ostry odwyk. Seanem opiekuje się niania, John leci do Kapsztadu. Wraca, ale "chmury zła" nie zniknęły. Niedawno posmakował żeglarstwa, z przyjaciółmi pływał po cieśninie Long Island. Teraz chce płynąć jachtem na południowy wschód. Wynajmuje łódź, 13-metrową "Megan Jaye". O składzie załogi decydują numerolodzy i parapsycholodzy. Kapitanem jest doświadczony żeglarz Hank Halsted. 4 czerwca wypływają z Newport w stanie Rhode Island w kierunku Bermudów.

Tymon Tymański (muzyk rockowy, rocznik 1968): - W szkole usłyszałem, że jeden z nich został postrzelony. Nikt nic nie wiedział dokładnie, wiadomo, jak się wtedy rozchodziły informacje - na zasadzie głuchego telefonu. Czekałem na wieczorny dziennik telewizyjny, oglądaliśmy z rodzicami. To była chyba pierwsza informacja. Spiker grobowym głosem oznajmił: "Zginął jeden z muzyków najwybitniejszej grupy muzycznej XX wieku", w tle leciało "In My Life". Poryczałem się, wybiegłem z pokoju. Zadzwoniłem do kolegi i dalej szlochałem w słuchawkę. Skończyło się moje dzieciństwo, zabawa żołnierzykami, zaczęło się dojrzewanie.

W czasie liczącego 700 mil morskich rejsu John zaprzyjaźnia się z kapitanem jachtu. - Naładowałeś pozytywnie jakieś pięćdziesiąt milionów ludzi, chłopcze. I co masz zamiar dalej z tym zrobić? - pyta Lennona Hank Halsted.

I wtedy wybucha sztorm. Trzymetrowe fale, wiatr 130 km na godzinę. Trzech członków załogi powalonych chorobą morską . Na nogach stoją tylko Hank i John, być może pomaga jego wegetariańska dieta. Hank stoi za sterem dwie doby. Wreszcie woła Johna: - Musisz mi trochę pomóc, chłopcze. - Słuchaj, Hank, gra na gitarze słabo wyrabia mięśnie - protestuje Lennon. Ale kapitan jest wykończony. John zostaje sam za sterem. Wpada w panikę, ale po chwili zaczyna czuć łódź. Steruje w sztormie i śpiewa wulgarne szanty, których przed laty słuchał w porcie w Liverpoolu.

Po latach Halsted powie: - Kiedy znów wszedłem na pokład, zastałem całkowicie urzeczonego faceta. Jestem gotów nawet powiedzieć, że odkrył w sobie niezwykle silnego mężczyznę, który zawsze w nim tkwił.

Po sztormie łódź dryfuje, trzeba naprawić grotżagiel. 11 czerwca wpływają do portu Hamilton na Bermudach.

Krzysztof Krawczyk: - 8 grudnia grałem koncert w New Jersey, stanie sąsiadującym z Nowym Jorkiem. Rano dowiedziałem się, że Lennon nie żyje. Nie do pomyślenia, przecież to dzięki Bitelsom powstali Trubadurzy. Na całym świecie na fali bitelsomanii powstawały tysiące takich zespołów. Byliśmy zakochani w The Beatles, ich sposobie grania, śpiewania, sposobie na życie. Na pierwszej płycie śpiewamy po polsku tak, jakbyśmy próbowali naśladować angielski, robiło to groteskowe wrażenie. Lennon był nie tylko wielkim muzykiem, ale też działaczem społecznym, jego protesty przeciwko wojnie robiły na mnie ogromne wrażenie. Nie mogłem tego dnia pojechać pod dom, pod którym został zastrzelony, musiałem zagrać w klubie w New Jersey. I choć graliśmy dla prostej, robotniczej publiki, atmosfera była inna niż zazwyczaj. Na parkiecie było tylko kilka osób podchmielonych albo takich, do których nie dotarła jeszcze ta wiadomość. Graliśmy wyłącznie piosenki Bitelsów.

Na Bermudach John wynajmuje willę Undercliff na przedmieściach Hamilton. Wkrótce przylatuje Sean z nianią. Przez dwa miesiące ojciec z synem bawią się na plażach, pływają w morzu, spacerują po ogrodach i targach miasta. John jedzie do Hamilton i kupuje magnetofon. Wreszcie jest gotów nagrać pierwszą po długiej przerwie płytę.

Piosenki w wersji demo komponuje nocami, na tarasie willi, gdy Sean już śpi. Kilka razy rusza z przyjaciółmi na pijackie wypady do klubów, ale wystarczy kieliszek i wali się z nóg. Podczas jednej z wypraw z Seanem do ogrodu botanicznego widzi kępkę żółtych kwiatów rosnących pod cedrem. To frezje odmiany Double Fantasy. Nie ma lepszego tytułu dla albumu, w którym opowie o swoim związku z Yoko.

Ona przylatuje w końcu na Bermudy, ale małżeństwo przeżywa kryzys. Unika Johna, zamiast szczerych rozmów woli przez telefon zajmować się ich biznesem - hodowlą rasowego bydła w Stanach. Jedną z holsztyńskich krów sprzedaje za 250 tys. dolarów. Potem na płycie "Double Fantasy", w piosence "Dear Yoko", John zaśpiewa: "Kiedy przyjedziesz następnym razem, nie sprzedawaj krowy... pobądź z nami...".



Maria Szabłowska (dziennikarka muzyczna): - Byłam w Berlinie wschodnim, u przyjaciółki z radia i jej męża. 8 grudnia to moje imieniny, ten wyjazd był prezentem - pojechałam obkupić się trochę w butikach. NRD w porównaniu z PRL-em to był kolorowy raj. Przyjaciele urządzali przyjęcie z okazji moich imienin, przygotowywaliśmy potrawy, było wesoło. Nagle wpadła do pokoju Ewa i powiedziała: Lennon nie żyje. Nastrój wziął w łeb, nie chciało nam się już bawić. Cały wieczór przegadaliśmy o muzyce Bitelsów, o tym, jaki wpływ miała na nasze życie. Na ludzi żyjących za żelazną kurtyną ten wpływ był szczególny.

Płyta powstaje w Nowym Jorku. O jej wydanie zabijają się największe wytwórnie, ale szczęśliwy los, za radą numerologów, przypada mniejszej firmie Geffen Records. Jej właściciel David Geffen kupuje muzykę w ciemno i jako jeden z nielicznych nie ma nic przeciwko temu, by album miał dwóch autorów - Johna i Yoko. Płyta jest zresztą rozmową tych dwojga i jeszcze Seana.

On do syna: "Potwora już nie ma, ucieka gdzieś, a tu jest twój tatuś...".
On do niej: "Nikogo nie obwiniam... Nasza miłość jest wciąż czymś wyjątkowym...".

Na ciepłą, radosną piosenkę "Beautiful Boy" poświęconą Seanowi Yoko odpowiada utworem "Beautiful Boys" o swoich obu kochanych mężczyznach.

W studiu nie ma ani jednego ze starych przyjaciół Johna. I nie ma atmosfery z dawnych, psychodelicznych czasów ani z tych współczesnych, punkowych. Zamiast dragów i alkoholu na stole mikserskim stoją filiżanki z zieloną herbatą, sushi, miseczki ze słonecznikiem. I zdjęcie Seana, które ma przypominać muzykom, że John musi wrócić do Dakoty wczesnym wieczorem, żeby ucałować synka przed snem.

9 października, na 40. urodziny Johna i jednocześnie piąte Seana, Yoko wynajmuje pięć samolotów, które nad Central Parkiem za pomocą smugi z silników tworzą napis: "HAPPY BIRTHDAY JOHN AND SEAN LOVE YOKO".

Tymon Tymański: - Bitelsów słuchałem już wtedy, kiedy miałem cztery czy pięć lat, na początku lat 70. Mój brat nagrywał ich piosenki z list przebojów na francuski magnetofon szpulowy. Pamiętam, jak siedziałem na podłodze i leciało "Michelle" [Tymon śpiewa cały utwór], bawiłem się przy tym laleczkami - białą i czarną. Na końcu piosenki czarna umierała. Ale zaraz potem leciało "Girl" Lennona [Tymon znów śpiewa]. Poczułem się tak, jakbym usłyszał chór aniołów śpiewających niedościgłymi głosami. To był ten moment, kiedy stwierdziłem - tak, chcę być jak Bitelsi, robić to, co oni, grać muzykę.




wtorek, 07 grudnia 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • -> WENUS Z KRAJU TULIPANÓW (felieton nr 99)

    Było to 42 lata temu. W styczniu 1970 roku piosenka Venus mało znanej w Ameryce holenderskiej grupy Shocking Blue weszła na listę bestsellerów singlowych magaz

  • -> Skład Kultury

    14 grudnia odbędzie się kolejny koncert z cyklu Skład Kultury, którego organizatorem jest Tarnowskie Centrum Kultury. Gospodarzem imprezy będzie tarnowski zespó

  • -> PROWOKACYJNY DEBIUT (felieton nr 98)

    16 czerwca minęło 40 lat od dnia, w którym ukazał się pierwszy album Roxy Music - zespołu, który w dziejach rocka był uważany za glamrockowy, progresywny, artro

Komentarze
aleksanderbeu
2010/12/07 21:22:58
To ja dodam, że jutro i pojutrze z GW dostępny będzie film Ameryka kontra John Lennon.


Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -