Blog > Komentarze do wpisu

-> Boguś Wojtowicz nie żyje (cz.2)

A którą z wystaw zorganizowanych w BWA pamięta Pan najlepiej? Która była najważniejsza?
Najważniejsza? Chyba w ten sposób nie można tego rozważać. Bardzo cieszą mnie te wystawy, które przyciągają tłumy publiczności. Udziela mi się ten radosny klimat i zadowolenie artysty. Lubię nasze wystawy wigilijne. Lubię Jesienny Salon ZPAP, choć nie jestem ich organizatorem a jedynie gospodarzem. Było kilka wystaw, które sprawiły mi przyjemność choćby ze względu na frekwencję. To była pierwsza i druga wystawa Rysia Horowitza, która przyciągała tłumy. Przychodziłem do Galerii o godzinie 10.00 wieczorem popracować, a za mną wchodzili ludzie, bo to akurat był maj i czerwiec, a więc ciepło, Rynek pełen był ludzi...
Wielu tarnowian przychodziło na wystawę Beksińskiego i to nie tę w Sali Lustrzanej, tylko tę pierwszą, którą zrobiłem w naszej, jak już wspominałem niewielkiej Galerii. "W stronę Schulza" też było taką wystawą, nie najważniejszą, ale taką niecodzienną. Choć nie do końca jestem z niej zadowolony...

Dlaczego?
Dlatego, że tam było za dużo dekoracji, a za mało dzieł sztuki, które były istotą tej wystawy. Spora ich część została w magazynie. Nie dało się tego jednak zrobić inaczej, bo tę salę trzeba było ukryć. Nam nie była potrzebna jej uroda tylko gabaryty. Żeby dopasować ją do dzieł sztuki trzeba było ukryć całą tę secesję pod dekoracją imitującą zakątki przedwojennego Drohobycza.
Jeżeli mówić o ważnej wystawie to taką na pewno była pierwsza wystawa Andrzeja Dudzińskiego w ramach festiwalu komedii Talia 1999 roku. Ta wystawa stała się dla nas ważna z dwóch powodów. Sprzedaliśmy ją później do kilkunastu, jeśli nie dziesięciu galerii w Polsce, a był to dla nas okres tragiczny finansowo. Andrzej dał się wykorzystać a my mieliśmy na czynsz. Ale nade wszystko ważna, bo dała początek nie tylko naszej współpracy, która trwa do dzisiaj, ale przyjaźni, dzięki której Galeria zyskiwała przyjaźń kolejnych wybitnych artystów. To dzięki Dudzińskiemu poznałem Janusza Foglera, ówczesnego prezesa i redaktora naczelnego Wydawnictw Artystycznych i Filmowych, który sfinansował pierwszy, wydany przeze mnie album i pozwolił, aby po raz pierwszy w historii naszej Galerii zaistniała ona na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie. Potem stało się to normą. A propos wydawnictw. Album i wystawa "Sztuk 4", były istotnym wydarzeniem w naszej Galerii. Bardzo ważną wystawą była pierwsza w historii wystawa Józefa Szajny. Zrobiłem Profesorowi dobrą wystawę. Pochwalił nas za nią publicznie podczas wernisażu. Sprzedaliśmy wówczas rekordową ilość jego albumów. Byłem szczęśliwy, bo temu człowiekowi zawdzięczam wiele. Ilekroć spotykałem go gdzieś w Polsce czy to prywatnie czy służbowo pan Profesor akcentował swoją przyjaźń dla Tarnowa i twierdził, że czuje się jego obywatelem, choć i ja i on pochodzimy z Rzeszowa. Pomimo mojej oficjalnej prośby wystosowanej do rajców miejskich Józef Szajna nie doczekał formalnego tytułu honorowego obywatela tego miasta. W tym czasie zaszczyt ten spotkał żużlowca Rickardssona Niestety teraz jest już za późno, bo jego już nie ma. Bardzo lubiliśmy się. Uważam, że był on najwybitniejszą postacią zaprzyjaźnioną z naszą Galerią, no i ze mną.

To rzeczywiście smutne. Jeśli jesteśmy przy temacie wystaw, to proszę jeszcze powiedzieć, czy bardziej popularne są wystawy malarstwa abstrakcyjnego, czy figuratywnego?
Myślę, że nie ma to większego znaczenia. Malarstwo figuratywne wydaje się, choćby z pozoru bardziej czytelne dla niewprawnego początkującego amatora sztuk pięknych. Myślę, że problemem byłaby konfrontacja tutejszej publiczności z nowymi trendami w sztuce współczesnej. Prezentacje multimedialne, duże instalacje. Przyznaję, że często sam mam trudności z przyswajaniem tej sztuki. Niektóre galerie w Polsce ale i Europie zarzuciły wystawianie malarstwa sztalugowego na rzecz nowych form artystycznych.

To chyba też zbyt radykalne spojrzenie...
Tak. Trzeba to pokazywać, ale trzeba też zachować jakieś rozsądne proporcje. Młodzi ludzie szukają w sztuce znaków swojego czasu, więc im bardziej sztuka jest "odjechana", tym bardziej ich intryguje. To jest normalne u młodych, że akceptują wiele, nie wyłączając czystych przejawów dziwactwa. Sam taki też byłem. Z lubością słuchałem muzyki, której do dzisiaj nie rozumiem. Przyznam się. Był to free jazzowy kwintet Tomka Stańki. Nie tak dawno zapytałem go czy wraca do słuchania muzyki, którą grał w tamtym okresie. Przyznał, że też go to dzisiaj nieco męczy. Z czasem, gdy człowiek zaczyna dojrzewać, staje się bardziej wysublimowany w smaku, bardziej liryczny może nawet. Wiele rzeczy odrzuca, to znaczy cały śmietnik. Andrzej Dudziński kilka lat temu wracając do Nowego Yorku zatrzymał się w Londynie. Zwiedził przy okazji Tate Modern Gallery. Swoje wrażenia opisał mi potem krótkim mailem: "Tyle samo śmieci, co genialności". Zachowałem tego maila. Skoro, więc tak renomowana galeria w odczuciu jakby nie było znakomitego artysty pozwala sobie na śmietnik, to czy grzechem jest w Tarnowie popełnić podobne proporcje.

Obrazy Wilhelma Sasnala osiągają rekordowe ceny. Trzydziestokilkuletni malarz z Polski dostał przed kilku laty prestiżową nagrodę im. Van Gogha, a jego prace zostały zakupione przez najważniejsze muzea sztuki współczesnej na świecie. Dlaczego Zachód kocha Sasnala?
Bo ma właśnie w sobie to coś to, co lubią młodzi ludzie. Ma też niewątpliwie dużo szczęścia. Podoba się, bo jest takim facetem, który maluje to, co widzi dookoła, proste rzeczy, proste sprawy, o które się, co dzień potyka. Z tym, że znawcom nie podoba się tylko to, co widzi, ale jak widzi. Ma Sasnal swój język a ten dla wielu okazał się szalenie komunikatywny. Zachód zainteresował się nim już dawno, W Polsce wiedzieli o jego sukcesach nieliczni, w Tarnowie prawie nikt. Byłem w 2002 roku w Paryżu na wystawie w Muzeum Sztuki Współczesnej. Wielka światowa wystawa sztuki współczesnej, do której zaproszono tyko jednego Polaka. To był Wilhelm Sasnal z Tarnowa. Czy nie wydaje się Pani to dziwne i szalenie wyrafinowane - nagrodę Van Gogha dostał bodajże dwa lata temu, ale i ona nie wzbudziła większego zainteresowania jego osobą w tym także tarnowian. Dopiero sukces komercyjny wzbudził ogólny szacunek. A ta nagroda jest tu istotniejsza od pieniędzy. Przed kilku laty w wywiadzie dla "Przekroju", na pytanie dziennikarza czy ktokolwiek wie o nim w Tarnowie, bo jak wysiadł na dworcu miasto wydało mu się jakieś senne, Sasnal odpowiada - że nie i całe szczęście, bo ma święty spokój. Myślę, że dla artysty święty spokój jest rzeczą ważną. Oczywiście, że sukcesy cieszą, ale jak się już odniesie ten sukces, to chciałoby się jednak zachować anonimowość, a on już teraz tego nie zazna. Cieszy mnie jego sukces, jako człowieka zajmującego się kulturą, jako Polaka. Bo oto młody, polski artysta wspiął się na wyżyny, na których niewielu bywało. Poza tym wydaje się być fajnym facetem.
A może to wszystko jest mniej skomplikowane. Może sprawdza się tu myśl Jonasza Kofty, w której twierdzi że, - wielkim artystą jest przypadek, człowiek artysta jest malutkim. Choć jak się w to wsłuchać wydaje się być też niełatwe.

Galeria, za Pana udziałem, od kilku lat zmienia się w miejsce nie tylko eksponowania twórczości plastycznej, ale w ośrodek promujący sztukę i kulturę, na co dzień w Tarnowie niedostępną. Dotychczas ta działalność przejawiała się głównie w organizacji odbywających się na przełomie roku ART-FESTÓw, którego szczególnie ostatnia edycja była wielkim sukcesem. Teraz, choć pół formalnie, bo to bardziej za sprawą Pana osobiście, jest także cykl comiesięcznych koncertów w Mościckim Centrum Kultury. To bardziej chęć realizacji własnych ambicji Bogusława Wojtowicza czy odpowiedź na faktyczny brak i głód tego rodzaju sztuki w Tarnowie?
Powód jest prosty. Sztuka. Kiedyś jeden ze znanych rockmanów powiedział mi - wybacz, sprawami organizacyjnymi zajmuje się moja żona, bo ja jestem kompozytorem i poetą. Z kompozytorem w myślach zgodziłem się bez oporów, ale poetą? To, kim jest Miłosz w takim razie, pomyślałem. Powyżej pytała mnie Pani o granice. Są widocznie tacy spece, którym zależy na tym, aby te granice się zatarły. I odnoszę wrażenie, że zaczęli od siebie. Wojciech Młynarski prosi w tekście jednej ze swoich piosenek - przywróćmy słowom dawny sens. Dawny, czyli właściwy. Sens słowa "sztuka" był odstawą do moich rozmyślań o ArtFeście. Pomimo zeszłorocznego sukcesu to nie jest jeszcze prawdziwe oblicze tego zdarzenia. ArtFest nie ma ambicji stać się znanym w całej Polsce projektem. ArtFest to zdarzenie lokalne, co najwyżej regionalne. To impreza dla tarnowian, ale za to z udziałem osób wyjątkowych i sztuki niebanalnej. Poza tym ArtFest jest próbą zaprzyjaźnienia na nowo twórców wszelkich "dyscyplin artystycznych". Co się zaś tyczy sceny jazzowej Mościckiego Centrum Kultury to powstała ona nie z powodu braku podobnych propozycji w Tarnowie, ale raczej jako suplement do tego, co już istnieje. Ja przed szesnastoma laty byłem współtwórcą rodzącego się wówczas klubu jazzowego w Tarnowskim Centrum Kultury. Przez trzy lata byłem menadżerem zespołu ZIYO. Wspaniałe lata dla mnie w formie przygody i wspaniałe artystycznie dla zespołu. Przez siedem lat prowadziłem swoje autorskie audycje muzyczne w Radiu Maks, w tym jazzowe. Udało się przez te lata wskrzesić w Tarnowie jazzowego ducha. Dzisiaj na koncerty w TCK przychodzą komplety, w Mościcach też nie brakuje publiczności i prywatny klub w restauracji Bombaj świetnie prosperuje. Dla melomanów to gratka, a my tylko musimy uważać, żeby nie przeszkadzać sobie wzajemnie. A to czy to instytucja miejska czy marszałkowska i kto daje na to pieniądze nikogo z bywalców tych miejsc nie obchodzi. Często bywa tak, że ludzie bywający na imprezach nie są stanie powiedzieć, kto jest ich organizatorem. Ja sam wielokrotnie byłem nazywany dyrektorem TCK. Dla przeciętnego człowieka nie ma to większego znaczenia. Byle byłoby fajnie. A ja staram się, żeby było fajnie. Scena muzyczna w Mościcach to nie realizacja własnych ambicji to raczej zaspokajanie własnych gustów muzycznych a przy okazji jakichś czterystu, czasem pięciuset osób, które na te koncerty przychodzą. Wszystkie te miejsca wymienione przeze mnie przygotowują program według własnych odczuć. Ważne, że wszyscy trzymamy fason. I to jest wielka zaleta tej sytuacji. Wady, jeśli są, nie są w stanie przekreślić zalet.

Jak ocenia Pan rodzime, tarnowskie środowisko plastyczne ? Czy jest wśród tarnowskich plastyków ktoś, kto już zaczyna mieć w kraju tzw. "nazwisko", albo potencjał na stanie się "drugim Sasnalem"?
Proszę Pani, wiadomym jest powszechnie, że południowo - wschodnia Polska to wylęgarnia talentów. Wystarczy prześledzić encyklopedię artystów tego regionu, którą współtworzyliśmy wraz z BWA w Rzeszowie. Roi się tam od wielkich nazwisk. Kantor, Beksiński, Szajna, Nowosielski a inni artyści: Myśliwski, Przyboś, Brandstaetter, Penderecki, Harasiewicz, Stańko, Nalepa.
Niewątpliwie jest tu kilku utalentowanych artystów. Ale proszę zauważyć, kariery nie rodzą się w asyście salw armatnich. Czego przykładem jest wspominany Wilhelm Sasnal. Ile razy musiał walnąć, aby dotarło do nas, że mamy geniusza. Dzisiejsze kariery rodzą się w dość nieoczekiwany sposób i czasem jakby mało uzasadniony. Nikt nie pomoże twojej karierze tak dobrze jak nie ty sam swoją pracą. Oczywiście mając to, co najistotniejsze w każdej robocie - talent. Jest w Tarnowie kilka artystek i artystów, których lubię i cenię. Mają też w sobie poza talentem pracowitość i determinacje. A resztę znamy już dzięki Kofcie - wielkim artystą jest przypadek itd.

Co Pan sądzi o współczesnej sztuce polskiej? Kogo Pan lubi, ceni?
Wie Pani co, ja to się daję wkręcić w każdą rzecz. Jak coś mi się nie podoba a widzę, że coś w tym jest, to rozmawiam ze sobą, nawet krzyczę. Ale nie cierpię jak ktoś próbuje obrażać moją inteligencję. Jak już mówiłem mam swoich faworytów w Tarnowie. Lubię Nowosielskiego, bo uwielbiam Modiglianiego, lubię tych wszystkich artystów, z którymi się przyjaźnię. Lubię ich także za to, że są dowodem na to, że czas abnegatów w sztuce się skończył. Zwłaszcza tych intelektualnych. Edward Dwurnik kiedyś powiedział mi - męki twórcze? Takie coś nie istnieje. Jeśli ktoś przeżywa męki twórcze to znaczy, że cierpi na niedostatki intelektualne. Trudno wymienić, kogo lubię, bo to wymaga natychmiast uzasadnienia. Lubię Andrzeja Dudzińskiego - za całokształt.

A jakiej muzyki słucha Bogusław Wojtowicz, jakie filmy ogląda, na co chodzi do teatru?
Przez 16 lat pracowałem w kilku polskich teatrach. Więc jeśli mam czas idę do teatru. Na wszystko. Ale czasem wychodzę znudzony. Nie lubię tematyki współczesnego kina polskiego. Tego dobrego. Nie pooglądałem "Długu", wyszedłem z filmu "Plac Zbawiciela". Zbyt wiele zdrowia mnie to kosztuje. Daje się ponieść i potem mi źle. Ale, żeby nie sprawiać zaocznie przykrości panu Krzysztofowi Krauze, "Nikifora" obejrzałem dwa razy. Dzisiejsze kabarety i komedie mnie nie śmieszą, bo nie mam już aż takiego poczucia humoru. Muzyki słucham każdej, która moim zdaniem jest dobra. Lubię Bacha, w ogóle lubię barok dzięki Sławkowi Ujkowi, przyjacielowi jeszcze z czasów ZIYO, uwielbiam Chopina. Piosenkę francuską, bluesa, Tadka Nalepę, Tomka Stańkę, niełatwą muzykę Adasia Pierończyka, z którym się kolegujemy. Lubię aranżacje Ptaszyna. Lubię też te dawne stare kapele podwórkowe i nawet do dzisiaj mam ich płyty. Lubię Okudżawę i Wysockiego. Lubię także polską muzykę ludową, ale tę wykonywaną przez autentycznych artystów ludowych. Do dzisiaj pamiętam parę, która w latach sześćdziesiątych robiła furorę na festiwalach muzyki ludowej. Ale jak można zapomnieć artystów, którzy tworzyli duet i nazywali się Jan Basara i Wanda Fitoł. No, właśnie to lubię.


Ryszard Zaprzałka


foto by Maciej Zaprzałka, Paweł Topolski




środa, 29 grudnia 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -