Blog > Komentarze do wpisu

-> Boguś Wojtowicz nie żyje (cz.1)

Od młodości moją pasją była sztuka, a zwłaszcza muzyka...

Ta tragiczna wiadomość lotem błyskawicy rozeszła się po zanurzonym już w świątecznym nastroju Tarnowie. 23 grudnia po południu zmarł po ciężkiej chorobie Bogusław Wojtowicz, od 12 lat dyrektor Biura Wystaw Artystycznych Galerii Miejskiej w Tarnowie, wcześniej pracujący również w Tarnowskim Centrum Kultury i tarnowskim teatrze (ale także na scenach w Rzeszowie, Bielsku Białej i Lublinie). Uroczystości pogrzebowe odbędą się w czwartek 30 grudnia. O godz. 13.00 Msza Święta Żałobna w Katedrze w Tarnowie, o 15.00 uroczystości pogrzebowe na cmentarzu komunalnym w Krzyżu. Miał 54 lata. Ten z urodzenia Rzeszowianin, a z wyboru Tarnowianin był twórcą i współtwórcą wielu artystycznych projektów. Jego niespokojny duch, co i raz, gnał go po świecie ale zawsze wracał do swojego ukochanego miasta i marzył… Wcześniej o „Młynie Sztuki”, ostatnio o niszczejącej „Harcówce” – pałacyku w Parku Strzeleckim, który chciał zamienić na tętniące sztuką centrum kultury oraz o dworcowej galerii, którą na kilka dni przed jego odejściem otwarto na tarnowskim dworcu PKP. Nie zdążył już tam być fizycznie ale jego duch, wierzymy w to głęboko, będzie niebiańskim kuratorem każdej kolejnej ekspozycji przygotowanej przez jego następców. Zostanie w naszej pamięci i sercach, a jego charakterystyczna sylwetka jeszcze nieraz pojawi się na tarnowskim Rynku… Miał wielkie zasługi dla kultury, i to nie tylko tarnowskiej, doceniany i wielokrotnie nagradzany. Inicjator szeregu interesujących wystaw, które przez ostatnie lata można było podziwiać w Tarnowie, współtwórca m.in. oryginalnego Festiwalu ArtFest. Stale współpracował z Andrzejem Dudzińskim (był „etatowym” kuratorem jego wystaw), Januszem Foglerem, Ryszardem Horowitzem, Wojciechem Prażmowskim, Jerzym Skolimowskim. Wcześniej prowadził autorskie audycje radiowe poświęcone jazzowi i piosence francuskiej. Współpracował z: Tomaszem Stańko, Janem Ptaszynem Wróblewskim, Zbigniewem Namysłowskim, Adamem Pierończykiem, Stanisławem Sojką, w latach 90 - tych był menadżerem zespołu rockowego ZIYO. Odszedł jeden z luminarzy tarnowskiej kultury, prawdziwych gigantów, człowiek iście renesansowy. Znaliśmy się i przyjaźniliśmy się całe lata... Był, jak trudno zaakceptować ten czas przeszły już dokonany, przykładem człowieka, któremu udało się zatrzymać na kilka lat rozwój choroby nowotworowej. Jak sam mówił, choć chwilami było ciężko, postanowił się swoim schorzeniem po prostu „nie przejmować”, choć przecież wielu tarnowian pamięta jego wychudzoną postać z tego okresu. Zapytałem go kiedyś o ten pierwszy moment, w którym dowiedział się że ma raka. „W takich chwilach, gdy dowiadujesz się że jesteś chory na raka, człowiek robi swego rodzaju rachunek sumienia, dzieląc rzeczy na istotne oraz nieistotne, przewartościowując swoje kontakty z ludźmi” – dywagował. Trudne doświadczenie skłoniło go również do ponownego zastanowienia się nad tym, czym jest życie – tu dla B. Wojtowicza jedyną wartością okazała się duchowość, postrzegana jako umiejętność przeżywania piękna. Był też i Bóg – ale nie ten zinstytucjonalizowany. Zapytałem go także o reakcje innych ludzi, o litość, której Boguś w ogóle nie oczekiwał i nie chciał, o innych pacjentów obecnych w klinice... "W tym miejscu ludzie są tam wobec siebie nadzy i przez to prawdziwi, każdy jest niezgrabny, więc w pewnym sensie okazuje się tym, kim jesteś naprawdę” - mówił. Pytałem również o lęk przed śmiercią - w odpowiedzi usłyszałem m.in., iż dużą trudność sprawia m.in. brak możliwości zaplanowania czegokolwiek w dłuższej perspektywie czasu oraz strach przed „pozostawieniem nie załatwionych spraw”. „Za bardzo się do życia przyzwyczailiśmy” – tak spuentował to nasze ostatnie spotkanie. Poniżej prezentujemy fragmenty jednego z wielu przeprowadzonych z nim wywiadów. Rozmowa została zamieszczona w styczniu 2008 roku, na portalu intarnet.pl.


(kliknij w zdjęcie, by przejść do galerii)


Agnieszka Setlik: Na początek pytanie "statystyczne". Ile wystaw w ciągu roku organizuje instytucja sterowana przez Pana? Ile z nich w Tarnowie, ile poza miastem i jakie to są ośrodki w kraju lub zagranicą? Czy zna Pan przybliżoną przynajmniej ilość zwiedzających, którzy zaglądają do Galerii w ciągu roku?
Bogusław Wojtowicz: W naszej Galerii w ciągu roku robimy około dwudziestu wystaw, na zewnątrz około dziesięciu, choć z tym bywa różnie. W tym roku zrobimy ponad dwadzieścia. Oczywiście łącznie z wystawami w Galerii Małej zwanej komercyjną, której charakter od września zupełnie zmienimy. Będzie to galeria wystawiennicza, prezentować będziemy małe formy plastyczne, czasem też o charakterze komercyjnym. Nie będzie to już jak w tej chwili komisowa sprzedaż dzieł sztuki i wyrobów artystycznych.
Poza Tarnowem organizujemy lub współorganizujemy około dziesięciu wystaw. Zdarza się nam także bywać poza granicą Polski. Od kilku lat współpracujemy z galeriami czy instytutami w Berlinie, Paryżu, Wiedniu, Sztokholmie, Bratysławie, Nitrze, Koszycach. W związku z sukcesem ostatniego filmu Jerzego Skolimowskiego czeka nas prawdopodobnie kilka ciekawych, zagranicznych wypraw z jego wystawą malarstwa. Do końca roku pojedziemy jeszcze z naszymi wystawami do Gdyni, Warszawy i Lublina. Z Lublina też niedawno wróciliśmy. Pokazywaliśmy tam fotografie Ryszarda Horowitza w Galerii Sceny Plastycznej KUL-u Leszka Mądzika, ale przede wszystkim zostaliśmy zaproszeni przez Mirka Olszówkę dyrektora i pomysłodawcę Festiwalu "Strefa Inne Brzmienia" do jego współtworzenia. Powierzono nam "strefę" plastyczną. To był wspaniały festiwal a Lublin okazał się dla nas bardzo przyjazny i już dzisiaj wiemy, że wrócimy tam za rok.
Pyta Pani ilu jest zwiedzających naszą Galerię? Różnie - od 8 tysięcy do 15 tysięcy rocznie, jak są ciekawsze wystawy. Z przeprowadzanych przez nas statystyk wynika, że w zeszłym roku było ich około 12 tysięcy. Oczywiście nie licząc wernisaży. Wernisaż to święto w Galerii. Wino, głośne rozmowy, często tłok. Ta publiczność później wraca, aby w dogodniejszych warunkach pobyć sobie z tym, co na ścianach.

A czy w ogóle są jeszcze w naszym społeczeństwie odbiorcy kultury i sztuki, czy może jest to gatunek wymierający? Jacy ludzie przychodzą na wernisaże? W jakim wieku?
Ludzi, którzy odczuwają potrzebę bywania w teatrze, sali koncertowej czy w galerii nie brakuje. Kiedy ich zabraknie, to będzie oznaczać, że cofnęliśmy się o lata świetlne i z powrotem wróciliśmy na drzewa. A to, pomimo pozorów, wydaje mi się niemożliwe.
Z wiekiem bywa też różnie, to zależy, kto wystawia. Przychodzą do nas ludzie w różnym wieku a proporcje zmieniają się w zależności od rodzaju wystaw. Tylko, co to znaczy odbiorcy kultury? W naszym przypadku chyba amatorzy, miłośnicy i znawcy sztuk pięknych? Są i nigdy ich nie zabraknie, bo to jest jak z książką. Są ludzie, którzy czytają i będą czytać i są tacy, którzy nigdy nie zaglądają do książek. Naszym zadaniem jest to, żeby tych ludzi nie tyle pozyskiwać, bo to jest złe słowo, raczej zapoznawać - żeby nie użyć słowa edukować - ze sztuką, z jej nowymi środkami wyrazu. Zapraszać do Tarnowa na tyle interesujące postaci, które nie tylko swoją twórczością, ale także osobowością zaciekawią naszą publiczność. Patrząc dzisiaj z perspektywy lat minionych, powszechny stosunek do sztuki moim zdaniem nie jest właściwy. Bierze się to głównie stąd, że w dalszym ciągu zapominamy o tym, że czasy się zmieniły, że nie jest tak, jak było dawniej. Często pracujemy i myślimy o kulturze na zasadach rodem z PRL-u.

To znaczy?
To znaczy, że pogubiliśmy granicę pomiędzy rozrywką, a działaniami kulturotwórczymi. Bardzo często, myślę tu o animatorach kultury, jesteśmy realizatorami mniejszych lub większych igrzysk. Podyktowane jest to prawie zawsze względami finansowymi, często politycznymi. Igrzyska przyciągają tłumy a więc i potencjalnych sponsorów. Polityków też. W którymś momencie daliśmy się w to wpuścić, a przecież nie jest to naszym zadaniem. Kiedyś Tomek Kapturkiewicz, dzisiejszy dyrektor TCK, przypomniał mi zdarzenie, jakie miało miejsce w połowie lat sześćdziesiątych podczas wizyty w Polsce prezydenta Francji Charlesa de Gaulle`a. Otóż jeden z ówczesnych aparatczyków partyjnych chcąc zrobić wrażenie na panu prezydencie powiedział do niego - a czy pan wie, że domy kultury we Francji zostały zorganizowane na wzór naszych, polskich? Tak wiem - odpowiedział de Gaulle - z tą różnicą jednak, że u was są one dla wszystkich a u nas dla każdego. De Gaulle był mądrym człowiekiem, przyjaźnił się z André Malraux a taka przyjaźń zobowiązuje. Chcę przez to powiedzieć, że De Gaulle miał pełną świadomość tego, co mówi.
Naszym zadaniem są przede wszystkim działania kulturotwórcze, które bywają przy okazji rozrywkowe, choć nie dla "wszystkich", ale za to dla "każdego". Od rozrywki są agencje, które są w tym wyspecjalizowane i robią to dobrze, teraz jeszcze na dodatek zajmują się tym hipermarkety. Myślę, że głównym naszym zadaniem jest nie tak zdystansować się, jak wyodrębnić od działań czysto komercyjnych, rozrywkowych a skupić się na współtworzeniu.

Niektórzy uważają, że to jest znak czasów, że kultura niska zmieszała się z wysoką, pozacierały się gdzieś granice między nimi. Co Pan na to?
Jaki znak czasów? To jest bzdura za przeproszeniem. To nie kultura niska miesza się z wysoką, to niekompetentni ludzie mylą pojęcia. Jak można myśleć inaczej, kiedy bierze się do ręki kolorowe pismo, które wielu ludzi czyta i tam w rozdziale pod nazwą KULTURA znajdujemy informację, że jakaś dzisiejsza gwiazda muzyki pop właśnie rozstała się ze swoim mężem piłkarzem a inna gwiazda sprawiła sobie silikonowe cycki. A obok tych "rewelacji" umieszczona jest notka o nowej książce Pilcha czy Myśliwskiego. Czy to nazywa Pani zacieraniem granic? Jeżeli tak, to chyba zdrowego rozsądku. Tej granicy pomiędzy rozrywką a sztuką czy, jak Pani to nazwała, kulturą wysoką powinniśmy strzec jak skarbu. Bo sztuka to misja.
Niedawno usłyszałem w radiu (publicznym radiu i oczywiście w nocy) audycję o Teatrze Narodowym w Warszawie. Cytowano tam wypowiedź jednego z dyrektorów tego teatru, zmarłego trzy lata temu Jerzego Grzegorzewskiego. Jego teoria na temat misji, jaką ma do wypełnienia dzisiejsza sztuka tak mi się spodobała, że zadzwoniłem do autorki audycji i poprosiłem o przysłanie mi tego nagrania. Otóż wielki, polski artysta, reżyser, jeden z najsolidniejszych filarów współczesnego teatru twierdzi - "Artysta prawdziwy ma dzisiaj powinność walki ze stereotypami narodowymi i ma nie patrzeć, co się dzieje w społeczeństwie i nie słuchać jego głosu, tylko mówić mu, czego mu brakuje. W społeczeństwie, które dostało kompletnego bzika na punkcie kultury masowej, na punkcie materialnej kultury, ma mówić, że ważna jest sztuka, ważna jest elitarność, ważna jest głębia, ważna jest istotność myśli a przede wszystkim, że największym wrogiem narodu jest myślenie banalne."
Nie tylko artyści, ale też my, pracownicy instytucji kultury powinniśmy stać się strażnikami niebanalności kultury, bo to właśnie jest ta granica.

Lokalne galerie, takie jak tarnowskie BWA, mają chyba w tej misji szczególne obowiązki. No, właśnie - jaki procent imprez wystawienniczych organizowanych przez BWA to promocja rodzimej twórczości? Jakie kryteria brane są pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o tym, kogo wystawić? Czym wyróżnia się w tej dziedzinie tarnowska Galeria na mapie podobnych sobie instytucji w kraju?
Nie zdarzyło się w mojej dziesięcioletniej historii, abym odmówił tarnowskiemu artyście zorganizowania wystawy, nawet wtedy, kiedy Galeria przeżywała niemałe kłopoty finansowe. Pięćdziesiąt procent wystaw to wystawy rodzimych twórców. Zaczynamy sobie nawet pozwalać na ekstrawagancje w formie "nękania" artystów i zachęcania ich do projektów specjalnie dla nas. To się udało już kilka razy i będziemy robić to dalej i bardziej zdecydowanie. Niestety nie możemy sobie poszaleć w tworzeniu jakichś własnych, skomplikowanych projektów. Mam jednak przekonanie, że od września, czyli z początkiem nowego sezonu trochę się to zmieni. Wzmocnimy się młodą dziewczyną, historykiem sztuki, która "w posagu" wnosi nowe pomysły. Niestety ograniczenia w postaci skromnego lokalu są póki co nie do przeskoczenia. Niestety w Tarnowie nie ma też miejsc, które nadawałyby się na wystawy czasowe, specjalne, niezwykłe.
Czym wyróżniamy się od innych Biur Wystaw Artystycznych? No właśnie skromnym lokalem. W niektórych kręgach, w opinii wielu znakomitych artystów i to nie tylko plastyków nasza reputacja jest wielokrotnie solidniejsza niż wielkość sal wystawienniczych. Są też Biura, które biją nas na głowę swoją kreatywnością. Są to jednak Galerie duże z adekwatnym potencjałem ludzkim. Na naszą kreatywność mamy wpływ, więc będziemy nad sobą pracować. Nad lokalem - też popracujemy.

A jakie warunki stawiacie artystom?
Jeżeli chodzi o tarnowskich artystów, to jak już powiedziałem - my nie stawiamy żadnych warunków pozaartystycznych - decyzję o swojej gotowości do publicznego "obnażenia się" pozostawiamy artystom. Namawiamy artystów do specjalnych projektów. Ostatnie wystawy Renaty Stadler, Janusza Janczego i Bartka Bałuta czy Tomka Pacanowskiego i Doroty Bernackiej są tego efektem. Staramy się też, aby te wystawy zostały wyeksponowane jeszcze w innych, zaprzyjaźnionych galeriach.

A te wymienione wystawy były według Pana dobre?
Jedne bardziej, inne mniej, ale nie można sztuki mierzyć kategoriami wziętymi z fabryki śrub, bo to nie jest coś takiego, co się ustawia na wymiar i leci. Czasami zdarzają się jakieś potknięcia. Nieudane artystycznie rzeczy zdarzają się najwybitniejszym twórcom. Są takie wystawy, które pokazują artystę w trakcie jakiegoś etapu twórczego. Rozmowa z samym sobą przestaje mu być wystarczającą. Wystawia więc swoje dzieła do publicznej konfrontacji. Duchowy ekshibicjonizm jest moim zdaniem aktem odwagi najwyższej.
Czy mnie się podoba to, co wystawiam? Zazwyczaj tak. Ale są rzeczy, co prawda bardzo rzadko, których będąc osoba prywatną nie pokazałbym. Artystą się nie jest, artystą się bywa - tak często usprawiedliwiają się ludzie, jak im nie wychodzi. Myślę, że nie takie intencje miał Norwid wypowiadając te słowa. Kiedy się jest artystą, geniuszem się bywa. Artystą się jest wtedy, kiedy bywa się nim często, nieomal zawsze.
Mówiąc poważnie, Galeria powinna reagować na wszystko, co dzieje się ciekawego w sztuce. Nasze wystawy nie zawsze są wynikiem upodobań moich czy Piotra Kukli. Wiele propozycji, zwłaszcza tych dla mnie kontrowersyjnych staram się konsultować z autorytetami. Nie zawsze ich opinie pokrywają się z moimi odczuciami, ale są decydujące. Kiedyś Czesław Miłosz zachwalając rysunki Andrzeja Dudzińskiego do książki ze swoimi przekładami haiku powiedział, - "ale nie wszystko, co dobre mi się podoba. Miałem przyjaciela, nazywał się Jan Lebenstein, piekielnie zdolny malarz, ale nie chciałbym się obudzić pod jego obrazem". Tak, więc ja chętnie budzę się pod obrazem Dudzińskiego, chętnie obudziłbym się i popatrzył na Lebensteina, ale już pod Kossakiem - wykluczone. Zapyta mnie Pani czy zrobię kiedyś wystawę Kossaka? Jak nadarzy się taka możliwość - natychmiast. Niestety nie zapytam już Miłosza czy sprawiłoby mu to frajdę.




środa, 29 grudnia 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Świetlicki w parku

    W drugiej edycji projektu „Doba dla kultury”, która odbywała się w Tarnowie 31 maja i 1 czerwca, poczesne miejsce przypadło dubeltowemu spotkaniu z

  • -> Jak Piłsudski obalił rząd Witosa

    Chłop z Wierzchosławic przewidział, że marszałek przejmie władzę na drodze przewrotu? Był piękny maj 1926 roku. W stolicy jednak mało kto z beztroską patrzył na

  • -> Paleta Marty Odbierzychleb

    Malarstwo „pani od polskiego” to przede wszystkim kwiaty, pejzaże i ostatnio portrety. Aktualnie oglądać je można w nauczycielskiej Galerii „P



Znajdziesz nas w Google+




WSPARCIE DLA MATYSKA










Pegazem po Tarnowie 512

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie. Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim, wziąć udział w warsztatach radiowych i telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…



Z cyklu o tym i owym 162 czyli urodziny województwa...

Onegdaj, w sobotę województwo tarnowskie obchodziłoby 38. urodziny. Obchodziłoby, gdyby nie przestało istnieć. Stało się tak w wyniku reformy administracyjnej z 1stycznia1999 roku. W tym momencie na jego terenie mieszkało ponad 700 tys. ludzi. Dokładnie 1 czerwca 1975 Tarnów stał się stolicą nowo utworzonego województwa tarnowskiego. Graniczyło ono z województwami: krakowskim, kieleckim, tarnobrzeskim, rzeszowskim, krośnieńskim i nowosądeckim. 86 lat temu, dokładnie 4 czerwca, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Miejskiego. Józef Jakubowski, drugi zastępca burmistrza Juliana Kryplewskiego, 7 stycznia 1927 roku złożył Radzie Miejskiej propozycję powołania „Muzeum Miasta Tarnowa”. Sześć dni później szanowne grono rajców jednogłośnie projekt przyjęło. Wspomniana uchwała rady z 13stycznia 1927 roku przewidywała przekazanie na cele muzeum dwóch pokoi na pierwszym piętrze kamienicy przy ulicy Krakowskiej 12, będącej własnością tzw. funduszu teatralnego (dziś mało kto pamięta, że to przy Krakowskiej w Tarnowie stanąć miał teatr). Pomieszczenia muzealne wyremontowano, po czym Józef Jakubowski przeniósł doń archiwum miejskie wraz z przejętymi depozytami. Żywe zainteresowanie tarnowskiej prasy towarzyszyło czteromiesięcznym przygotowaniom do uroczystego otwarcia ekspozycji, które nastąpiło wobec zgromadzonych przedstawicieli władz miasta 4 czerwca1927roku. Tarnowianie zaś mogli zwiedzać wystawę od dnia następnego. Inwentarz „Muzeum Miasta Tarnowa” pozwala określić charakterystykę zbiorów. Największy był zespół dokumentów dotyczących historii miasta, ważną część zasobów stanowiły przedmioty związane z dziejami miasta. (pik – za muzeum.tarnow.pl itarnow.pl)





NOWA ODSŁONA!













tarnowski kurier kulturalny:







- - - - -